Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Koszmarny błąd bramkarza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Wisła Płock – GKS Katowice 1:1 (1:0).

wisla-plock.pl – Po razie z GieKSą

[…] Już w 2. minucie indywidualną akcję strzałem słabszą, lewą nogą kończył Zan Rogelj, ale Rafał Strączek nie miał problemu z chwytem piłki. Zdawało się, że ten atak to dobry prognostyk na resztę meczu, jednak później długimi fragmentami gra toczyła się w środku pola. Po nieco ponad kwadransie Nafciarze wypracowali sobie optyczną przewagę i dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak niewiele z tego wynikało. Około 25 minuty na jakiś czas posiadanie wróciło na stronę graczy w żółtych strojach, ale i oni nie byli w stanie sforsować zasieków rywala. Z ciekawszych zdarzeń należy wyróżnić groźne dogranie Kevina Custovicia w poprzek pola karnego (nikt nie zamknął akcji), nieco akrobatyczną próbę Wiktora Nowaka po wrzucie z autu (obrońcy wybili sprzed linii bramkowej), czy zablokowany strzał z woleja Dominika Kuna. Po drugiej stronie na wysokości zadania dwukrotnie stanął Rafał Leszczyński, który obronił groźne uderzenia Bartosza Nowaka (dobitka Borjy Galana ponad bramką) i Emana Markovicia (tu jeszcze bramkarz w ostatniej chwili ubiegł składającego się do poprawki rywala). Kiedy już zdawało się, że na przerwę zejdziemy z bezbramkowym remisem, do akcji wkroczył aktywny dziś Zan Rogelj, który przymierzył sprzed pola karnego, a podbita przez obrońcę piłka wpadła pod samą poprzeczkę!

Tuż po zmianie stron apetyt na podwyższenie wyniku miał debiutujący w naszych barwach Deni Jurić, ale piłka po jego strzale minęła słupek. W odpowiedzi sprzed pola karnego uderzał Marten Kuusk, piłkę podbił jeszcze Andrias Edmundsson i Rafał Leszczyński nie miał problemu z chwytem. Niestety w 54. minucie właśnie Leszczyński chyba niepotrzebnie próbował przyjąć futbolówkę, zamiast ją wybić przed siebie i w efekcie Marcin Wasilewski zanotował udany odbiór i trafił do pustej bramki, doprowadzając tym samym do wyrównania. Później po drugiej stronie strzałów próbowali Custović i Wiktor Nowak, ale Strączek nie musiał nawet interweniować. Później nasz bramkarz wyłapał zblokowany strzał Kacpra Łukasiaka, sprytne rozegranie rzutu wolnego zatrzymali nasi czujni obrońcy, a po drugiej stronie goście wybronili się z kilku dośrodkowań. W 84. minucie do naszej bramki trafił Adam Zrelak, ale na szczęście wcześniej spalił akcję i gol nie został uznany. Na początku doliczonego czasu gry jeszcze raz zaatakowali goście – strzał Wasielewskiego został zablokowany, niecelnie główkował Marcel Wędrychowski, a Leszczyński pewnie wyłapał dobrą próbę Mateusza Kowalczyka. Ostatnie słowo mogło należeć do Nafciarzy, ale Gieksa nie dała się już zaskoczyć i mecz zakończył się remisem.

nafciarski.pl – Tylko punkt, czyli relacja z meczu #WPŁGKS

Niestety nie do końca udał się Nafciarzom rewanż na Katowiczanach. Po niezbyt pasjonującym pojedynku Nafciarze zremisowali spotkanie przy Łukasiewicza 1:1. Gola dla Wisły zdobył Zan Rogelj, natomiast dla gości po WIELBŁĄDZIE Rafała Leszczyńskiego trafił Marcin Wasielewski.

[…] Nie wiem, czy to jesienna aura, czy późna pora. Jednak im dalej w pierwszą połowę, tym bardziej siadało tempo rozgrywania meczu. Nafciarze wyglądali tak, jak gdyby próbowali uśpić czujność rywali. Natomiast podopieczni Rafała Góraka nie kwapili się do drzemki. W przeciwieństwie do części kibiców na stadionie.

Jako pierwsi z marazmu wyrwali się goście. W 38.minucie po strzale głową Markovicia Rafał Leszczyński uratował Nafciarzy przed stratą gola. W odpowiedzi Nafciarze jednak strzał Kuna zablokowali obrońcy. Chwilę później Wiktor Nowak blisko otwierającego trafienia. Niestety jeden z obrońców GieKSy wybił piłkę z linii bramkowej. Kiedy wydawało się, że przed przerwą nie wydarzy się już nic ciekawego, sprawy w swoje ręce wziął Zag Rogelj i pięknym uderzeniem pokonał Rafała Strączka. Wprawdzie przy tym golu duży udział miał rykoszet od jednego z obrońców. Jednak najważniejsze, że ostatecznie piłka wylądowała w sieci! Chwilę później sędzia Paweł Raczkowski zaprosił piłkarzy obu drużyn do szatni celem ogrzania się.

Na drugą część meczu obie ekipy wyszły bez zmian personalnych.

Nafciarze po zmianie stron również chcieli rozpocząć granie z przytupem. Niestety Deni Jurić przy podaniu od Daniego Pacheco był na pozycji spalonej i skończyło się na uniesionej chorągiewce sędziego asystenta. W 51. minucie bliski wyrównania był Shkuryn. Na nasze szczęście piłka po jego uderzeniu minęła nieznacznie słupek naszej bramki. W 54. minucie WIELBŁĄD Rafała Leszczyńskiego. Nasz bramkarz niepotrzebnie w niegroźnej sytuacji przyjmował piłkę przed własnym polem karnym. Niestety chwilę później futbolówkę odebrał mu Marcin Wasilewski i umieścił ją w pustej bramce Wisły. Z przebiegu gry nic nie zwiastowało tego trafienia. W 57. minucie za faul na Salvadorze żółtą kartę obejrzał Lukas Klemenz. W 62. minucie dośrodkowanie Rogelja dociera na głowę Wiktora Nowaka. Niestety uderzenie naszego pomocnika nie dosięga celu. Chwilę później podwójna zmiana w zespole gości. Na murawie meldują się Marcel Wędrychowski oraz Adam Zrel’ak. W 71. minucie pierwsza zmiana w ekipie Mariusza Misiury. Murawę opuścił Iban Salvador. W jego miejsce na placu gry pojawił się Matchoi Dialo. W 80. minucie żółtą kartką w drużynie Wisły ukarany został Dani Pacheco. GKS natomiast miał wyśmienitą okazję do uderzenia z rzutu wolnego. Piłkę ustawił sobie Bartosz Nowak i sprytnym zagraniem poszukał w polu karnym Zrel’aka. Na szczęście nasi obrońcy połapali się w tym planie i wybili futbolówkę. Trzy minuty później zamieszanie w polu karnym gości, niewykorzystane przez Nafciarzy. W 84. minucie Adam Zrel’ak po dobrym podaniu od Nowaka pokonał wprawdzie Leszczyńskiego. Jednak sędzia Bartosz Frankowski gola nie uznał, odgwizdując pozycję spaloną napastnika GieKSy.

[…] Chwilę trwała jeszcze analiza VAR trafienia Zrel’aka, jednak ostatecznie decyzja z boiska została podtrzymana.

[…] W doliczonym czasie gry strzału z dystansu spróbował jeszcze Mateusz Kowalczyk, jednak nie udało mu się zaskoczyć Rafała Leszczyńskiego. Kilka chwil później sędzia Paweł Raczkowski zakończył spotkanie. Nafciarze ostatecznie nie do końca zrewanżowali się GKS-owi Katowice za pucharową porażkę, jedynie remisując przy Łukasiewicza. Warto dodać, że dla podopiecznych Mariusza Misiury to pierwszy podział punktów przed własną publicznością w tym sezonie.

weszlo.com – Wisła Płock remisuje z GKS-em Katowice. Leszczyński komentuje kosztowny błąd

W spotkaniu 10. kolejki Ekstraklasy Wisła Płock podzieliła się punktami z GKS-em Katowice, remisując 1:1. Spory niedosyt towarzyszy gospodarzom, zwłaszcza z powodu pomyłki bramkarza Rafała Leszczyńskiego, który po meczu otwarcie przyznał się do błędu przed kamerami CANAL+ Sport.

Płocczanie przystąpili do meczu z zamiarem rewanżu za niedawną porażkę w Pucharze Polski, lecz mimo walki nie udało się sięgnąć po pełną pulę. Kluczowym momentem okazało się nieudane zagranie Leszczyńskiego, które bezpośrednio doprowadziło do straty gola. Skorzystał z tego w 54. minucie doprowadzając do wyrównania Marcin Wasielewski.

– Głupi pomysł, żeby to tak przyjąć. Takie zderzenie i niestety zawiniłem przy tej bramce. Przepraszam zespół i kibiców, bo nie przystoi coś takiego. Szkoda, bo myślę, że gdyby nie ten błąd, to trzy punkty zostałyby w Płocku – mówił Leszczyński.

Bramkarz nie ukrywał, że sytuacja była dla niego trudna psychicznie, jednak stara się wyciągać wnioski i szybko zostawiać takie momenty za sobą.

– Na pewno przez chwilę to siedzi w głowie, ale dzięki mojemu doświadczeniu takie pomyłki potrafię szybciej wyrzucać z pamięci i mecz toczy się dalej. Trzeba skupić się na tym, żeby w dalszej części pomóc drużynie. Niestety dziś remis padł przez mój błąd, ale mogę tylko przeprosić chłopaków i kibiców. Szkoda tego. Głowa do góry. W tym sezonie mam już trzy czyste konta i myślę, że radzę sobie dobrze –zaznaczył golkiper Wisły.

Zawodnik gospodarzy pokusił się także o krótkie podsumowanie samego meczu.

– Wydaje mi się, że to był taki zamknięty mecz, zwłaszcza po naszym pucharowym starciu trzy dni temu. Wtedy padło sześć goli, dziś tylko dwa. Ani my, ani rywale nie chcieli się otworzyć. Trener mówił w przerwie, że to może być mecz do jednego błędu. Niestety ten błąd przydarzył się mnie. Biorę to na klatę. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Trzeba żyć dalej, wyrzucić to z głowy i szykować się na kolejny mecz – podsumował Leszczyński.

GKS Katowice nie potrzebuje snajpera, jeśli ma dostawać takie prezenty jak ten od Wisły Płock

Wisła Płock grała jak zawsze. Stabilnie, solidnie w defensywie, z elegancko zaparkowanym autobusem i dobrze pozamykanymi przestrzeniami. Szczęście? Sprzyjało, rzecz jasna. Rykoszet i murarka tym razem nie wystarczyły jednak do sukcesu, bo potężnego babola zaliczył Rafał Leszczyński.

GKS Katowice napastnikami nie stoi, to wiemy od kiedy wykombinowano tam duet Maciej Rosołek — Aleksander Buksa, z którego Buksę zdążono nawet odesłać z powrotem do Zabrza, gdzie też go nie chcieli. Ostatni raz podobną niespodziankę widzieliśmy, gdy udało nam się spotkać Kowala na fajce przed redakcją.

Ilja Szkuryn, nasz ekstraklasowy one season wonder, też bynajmniej nie sprawił, że mówimy o ekskluzywnym pakiecie, lecz na całe szczęście GieKSa ma jednego z najbardziej wybieganych koni w lidze. Marcin Wasielewski to bestia w pressingu, człowiek, który biega dużo i intensywnie. Opłaciło się mu zejść z boku do środka i do końca atakować Rafała Leszczyńskiego, bo ten postanowił zabrać się z piłką tak, jakby jego zadaniem miało być zdobycie pola karnego, nie jego obrona.

W ten oto sposób Wasielewski mógł kopnąć na pustaka. Kopnął, zdobywając gola na wagę remisu.

Powtórki z pucharowego spotkania więc nie było, gradu bramek nie oglądaliśmy. Wiślacy tym razem pilnowali Bartosza Nowaka i nawet jeśli dzięki temu więcej przestrzeni mieli jego koledzy, to Leszczyński parę razy coś odbił, tego mu nie odmawiamy. Na końcu miał też trochę szczęścia, bo gdy piłka wpadła do siatki po raz drugi, okazało się, że i tak był spalony. Zresztą, jako szczęśliwą trzeba też opisać bramkę Nafciarzy. Żan Rogelj kopnął kompletnie zwyczajnie i tylko fakt, że piłka podbiła się o nogę Lukasa Klemenza sprawił, że Rafał Strączek został zaskoczony.

Zmianę w bramce ciężko jednak ocenić, bo Strączek wcale nie uratował GKS-u. Zrobił to Borja Galan, bo to on pojechał na tyłku z takim przekonaniem i pewnością, że zdołał wybić futbolówkę po strzale Wiktora Nowaka. Zresztą — to po jego podaniu padł gol dla drużyny z Katowic i choć każdy się zgodzi, że największy wpływ na to miał bramkarz Wisły, to sam pomysł rozegrania tej akcji był niezły, Galan ewidentnie przypomniał sobie, jakim kozakiem potrafił być na zapleczu Ekstraklasy.

GieKSa z „dwumeczu” z Wisłą Płock wychodzi ostatecznie uśmiechnięta od ucha do ucha, nawet mimo tej nieuznanej bramki Adama Zrelaka. Chyba nawet bardziej z powodu tego punktu na wyjeździe niż dzięki wygranej w Pucharze Polski. Dlaczego? Bo GKS na wyjazdach rzadko wygrywał nawet wiosną, w poprzednim sezonie. W tym sezonie problem rósł jak inflacja w Zimbabwe na początku XXI wieku: w Łodzi w łeb, w Warszawie w łeb, w Zabrzu w łeb, w Gdańsku w łeb, w dodatku niemal zawsze trzeba było wracać z trójką goli w plecaku.

W takich okolicznościach remis z — jakby nie patrzeć — czołowym zespołem ligi, trzeba brać z pocałowaniem ręki.

ekstraklasa.org – Wisła Płock 1:1 GKS Katowice – Lata mijają, a oni wciąż remisują

To pierwszy mecz między nimi od 23 kwietnia 2005 roku (20 lat i 156 dni). To także czwarty remis z rzędu w ich starciach.

8 z 11 ostatnich meczów między nimi to remisy. W związku z tym znów nie przegrali gospodarze, którzy zdobywali punkty we wszystkich 13 spotkaniach między tymi zespołami. To także oznacza, że Wisła Płock wciąż nie przegrała u siebie z GKS Katowice, ale z drugiej strony drużyna ze Śląska ma już 9 meczów z rzędu bez porażki z Nafciarzami.

dziennikzachodni.pl – Koszmarny błąd bramkarza dał GieKSie pierwszy punkt na wyjeździe

[…] GKS Katowice zagrał z Wisłą Płock we wtorek w I rundzie STS Pucharu Polski i wygrał 4:2 po dogrywce (trzy gole zdobył Bartosz Nowak). W piątek doszło do spotkania tych drużyn w Płocku w PKO Ekstraklasie. GieKSa przystąpiła do tego meczu bez ani jednego wyjazdowego punktu i z dwoma ligowymi porażkami z rzędu. Zespół z Katowic zajmował 15., spadkowe miejsce z 7 punktami. Wisła, będąca beniaminkiem, rozegrała jeden mecz mniej, miała 16 punktów i 4. miejsce. Uwzględniając pucharową przegraną na Nowej Bukowej, zaliczyła trzy porażki z rzędu. Drużyna trenera Rafała Góraka posiadała przewagę psychiczną nad rywalem po pucharowym zwycięstwie.

Pierwszy raz w tym sezonie PKO Ekstraklasy w bramce GKS-u zabrakło Dawida Kudły. Między słupkami stanął Rafał Strączek, który bronił też we wtorek w Pucharze Polski. Kudły nie było nawet na ławce, a przyczyną takiego stanu rzeczy okazała się kontuzja tego bramkarza.

[…] GieKSa wyszła z szatni z wielką chęcią wyrównania. W 51. minucie blisko tego był Ilja Szkurin, a trzy minuty później mieliśmy 1:1. Leszczyński wyszedł przed pole karne, aby przejąć piłkę po zagraniu z głębi pola przez Galana. Zrobił to nonszalancko, nie zwrócił w ogóle uwagi na nadbiegającego ze skrzydła Marcina Wasielewskiego, który odebrał mu piłkę i uderzył z linii 16 metrów do pustej bramki.

Wisła i GieKSa chciały zadać decydujący cios. W 84. minucie Adam Zrelak wygrał pojedynek z Leszczyńskim, jednak był na minimalnym spalonym, co widać było na powtórkach.

Mecz zakończył się podziałem punktów, a „Nafciarze” nie zrewanżowali się za porażkę w Pucharze Polski.

gol24.pl – Padły dwa komiczne gole w pierwszym meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy

Wisła Płock podzieliła się punktami z GKS Katowice, remisując 1:1 na inaugurację 10. kolejki PKO Ekstraklasy. Choć padły tylko dwa gole, oba miały niezwykle kuriozalny przebieg – nie zabrakło błędów i rykoszetów, które kompletnie odmieniły lot piłki.

[…] Najgroźniejszą sytuację w pierwszej połowie stworzyli goście w 38. min. Z autu wyrzucał Mateusz Kowalczyk, piłka poszybowała do Ilji Szkurina, który przedłużył ją do Emana Markovica, a ten strzelił, a Leszczyński z trudem wybił futbolówkę poza boisko.

Równie groźny strzał oddał Wiktor Nowak w 40. min. Kibice gospodarzy już unieśli ręce w geście triumfu, ale piłka nie przekroczyła linii bramkowej.

A jednak kibice Wisły mieli w tej części spotkania powód do radości. 15 sek. przed końcowym gwizdkiem Rogelj strzelił w kierunku bramki i pewnie piłka nie wpadłaby do siatki, gdyby przypadkowo nie odbił jej Kacper Łukasiak. Po chwili radości piłkarze zeszli do szatni.

Tak, jak świetnie zakończyli pierwszą połowę, tak świetnie rozpoczęli drugą. W 46. min mocnym strzałem, jednak obok słupka, popisał się Deni Juric. W odpowiedzi chwilę później strzelał Szkurin, a piłkę, niemal z bramki, wybił Marcin Kamiński.

Goście cieszyli się z wyrównania w 54. min. Fatalny błąd popełnił Leszczyński, który wyszedł z bramki i zanim wykopał piłkę dopadł do niej Marcin Wasielewski i strzelił do pustej bramki.

Żadna z drużyn nie była usatysfakcjonowana remisem i starała się zmienić wynik. Częściej atakowali goście, ale nie zdołali zmienić wyniku. W 83. min udało się pokonać Leszczyńskiego Adamowi Zrelakowi, ale sędzia odgwizdał spalonego.

W doliczonym czasie gry strzelał jeszcze Kowalczyk, ale Leszczyński nie popełnił drugiego błędu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga