Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Defensywna aberracja futbolu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczorajszy mecz to było kuriozum. Może nie tak, jak niegdysiejszy mecz, który oglądałem w TV pomiędzy Barceloną i Betisem, w którym Blaugrana wygrała 5:1, będąc drużyną zdecydowanie… gorszą. Tutaj nie można powiedzieć, że Cracovia była gorsza, ba – była zdecydowanie lepsza. Efektywniejsza w swych działaniach na boisku, bo przecież gdzie indziej. Ale… niesmak, a wręcz potężny niesmak pozostał.

Zaczęło się od tego, że po powrocie z wyjazdu na Nową Bukową wszystko wyglądało po staremu. Od początku meczu GKS narzuca swoje warunki gry, jest szybki, dynamiczny, agresywny. Stwarza sytuacje, ma wiele stałych fragmentów. W pewnym momencie Bartosz Nowak wykonywał cztery (!) razy z rzędu rzut rożny. Nie przypominam sobie w piłce takiej sytuacji – trzy i owszem się zdarzały, ale cztery?… Ewenement. I tak jak mówił Filip Surma w transmisji – Bartek chciał trafić w ten swój punkt w polu karnym i cały czas próbował. A Michał Trela twierdził, że gol dla GKS wisi w powietrzu.

Każdy, kto ogląda mecze GKS w tym sezonie jednak zna takie scenariusze i nie są one wcale takie… dobre. Zanim jednak przejdziemy do spraw defensywnych to powiedzmy sobie, że to jest trochę mydlenie oczu z tymi sytuacjami bramkowymi. Owszem, katowiczanie oddali kilka strzałów, nawet celnych, golkiper gości dobrze bronił, ale nie łapaliśmy się za głowy po niewykorzystanych stuprocentowych sytuacjach. Z naporu GieKSiarzy mogła paść bramka i w poprzednich meczach u siebie padały. To jest właśnie ta aferka, o której pisałem, gąszcz nóg i ewentualnie pojawia się sytuacja bramkowa. Ale setek tu nie było.

No i poszło po schemacie. Cracovia wyprowadziła jedną z pierwszych (bo drugą) groźną akcję i od razu strzeliła gola. Dokładnie taki sam schemat przerabialiśmy z Widzewem, dokładnie tak samo było z Radomiakiem. Czyli GKS dominuje i atakuje, a rywal – z pewną przesadą – raz sobie wyjdzie z połowy i pyk – brameczka. Na Legii może aż tak nie było, bo gospodarze też mieli swoje sytuacje, ale tam katowiczanie naprawdę świetnie grali w ofensywie od początku meczu. A i tak sami dostali gonga.

Problem jest taki, że jedna taka bramka może się wydarzyć i można wtedy powiedzieć – zdarza się. W 2008 roku na Euro Austria cisnęła Polaków niemiłosiernie, Artur Boruc wyczyniał cuda w bramce w sytuacjach sam na sam, a jednak to nasza reprezentacja zdobyła gola. Takich przykładów w piłce trochę jest. Nie jest to częsta sytuacja, ale co kilkadziesiąt meczów się zdarza. Stracić jednak w takich okolicznościach DWA gole do przerwy – to już jest sprawa iście kuriozalna.

No i oczywiście GKS nie byłby sobą, gdyby tych goli nie tracił w skandaliczny sposób. Już nie mówię nawet o tym odkryciu się skutkującym „lotniskiem” dla przeciwników. To może nie wyglądało tak, jak mecz sprzed niemal dwóch lat, kiedy Tottenham grał w dziewiątkę przeciw Chelsea, trener ustawił linię obrony bardzo wysoko i The Blues wychodzili co chwilę dwoma, trzema zawodnikami sam na sam. Ale mimo wszystko ten mecz mi się jakoś przypomniał.

I tu dochodzimy do sedna. Gra obronna. Niestety w tym sezonie, jak i w końcówce poprzedniego, to jest absolutny dramat i zaprzeczenie ekstraklasowego poziomu. To co wyprawiają nasi obrońcy, ale też cała drużyna w fazie defensywnej, nie mieści się w głowie. To jest taki schemat, że można zastanowić się – po co atakować, wypruwać sobie żyły w ofensywie, skoro rywal zrobi jeden-dwa wypady i strzeli bramki, a w najlepszym wypadku stworzy sobie bardzo groźne sytuacje. Taka trochę jest GieKSa w tym sezonie. Bo normalnie w piłce to jest tak, że przeciwnik atakuje, stwarza lepsze czy gorsze sytuacje, czasem strzeli gola lub nie. W przypadku katowiczan każdy atak w miarę sensownego rywala, to potężne ryzyko utraty bramki. My po prostu bronić nie potrafimy. Nie wiem, czy nigdy nie umieliśmy czy po prostu zapomnieliśmy.

Rok temu czepiałem się tych indywidualnych błędów, które zdarzały się choćby temu wychwalanemu pod niebiosa Oskarowi Repce. Z tym że poza tymi kiksami, nieumiejętnością wybicia piłki, cała obrona spisywała się przyzwoicie. Teraz mamy zarówno indywidualne absurdalne zachowania, jak i całość defensywnej gry zespołu jest po prostu beznadziejna.

Zostawmy kunszt piłkarzy Cracovii i Mateusza Klicha, bo to jest jedna sprawa. Solidna defensywa powinna takim bramkom zapobiec. Przy pierwszym golu Alan Czerwiński dał się minąć jak dziecko, Dawid Kudła wybrał się na grzyby (podobno zaczyna się sezon), ale zanotował pusty przelot i odsłonił całą bramkę. Sam gol samobójczy to już przypadek, ale gdyby Dawid został w bramce, pewnie tego trafienia by nie było. Drugi gol to już kompletna aberracja gry w piłkę. Najpierw obciął się naprawdę dobrze do tej pory grający Milewski, ale równie wielkim problemem było to, że po pierwszym strzale i kapitalnej interwencji Kudły, nasi zawodnicy stanęli jak kołki, tak jakby pogodzili się już z utratą bramki. Zero ruchu – byli jak słupy soli. Uśmiechnięty Henriksson tylko na to czekał i sam pewnie był zszokowany jak bardzo mu rywale nie przeszkadzali. Ludzie – gra się do gwizdka czy przerwy w grze. Przy trafieniu Stojilkovića już po prostu byliśmy typowo słabsi od przeciwnika, który znalazł lukę – ale i tutaj nawet Arek Jędrych dał się w beznadziejny sposób ograć.

Cracovia naprawdę nie miała wielu sytuacji i nie cisnęła w tym meczu ani trochę. Wystarczyło kilka wypadów, gdzie swoją jakością plus skandaliczną grą GKS w defensywie, doprowadzili do tych bramek. A przecież mogło być z tych nielicznych akcji ofensywnych jeszcze więcej – gdy Milewski (powtórzę – od początku meczu grający bardzo dobrze), obciął się w drugiej połowie i Minczew wyszedł sam na sam z Kudłą. Czy w doliczonym czasie gry przed przerwą, gdy rywale wyszli 2 na 1 obrońcę i prawie było 0:3.

Wygląda to źle, bardzo źle. GKS potrafi gole strzelać, co pokazał już kilka razy w tym sezonie. Ale strzela, gdy gra w piłkę – jak z Arką czy Radomiakiem. Bo jak nie gra, to ma zero z przodu – jak z Rakowem, Górnikiem czy Lechią. Co z tego jednak, że strzelimy jakieś bramki, jeśli tak łatwo je tracimy. Nie zawsze będziemy wygrywać 3:2.

W ostatnich 14 meczach GKS nie potrafił zachować czystego konta. W tym czasie stracił 30 (słownie: trzydzieści!) bramek. To ponad dwa gole stracone na mecz. Czyli to oznacza, że średnio w tych czternastu meczach potrzebowaliśmy aż dwóch goli do remisu i aż trzech goli do zwycięstwa. I rzeczywiście – strzelając trzy gole wygrywaliśmy. Jedynym wyjątkiem, w którym dwa trafienia dały wygraną, a ta średnia była zaburzona – to starcie z maja z… Cracovią.

W tych czternastu meczach: pięć razy straciliśmy trzy gole, sześć razy – dwa gole, trzy razy – jednego gola. Czyli w 11 na 14 ostatnich meczów traciliśmy co najmniej dwa gole. W tym sezonie w dziewięciu kolejach trzy razy przegraliśmy 0:3. Jak mawiał klasyk – to się w pale nie mieści.

Oczywiście po raz ósmy z rzędu straciliśmy bramkę w czasie 40+ lub 85+… Naprawdę to już się robi nudne. Już nawet nie chce mi się tego liczyć. W GieKSę wierzę, ale nie wiem czy wierzę w to, że nadejdzie kiedyś mecz, w którym GKS nie straci gola do szatni czy prawie do szatni.

Naprawdę, gdyby GKS był po prostu słaby jak barszcz, to jeszcze bym to przełknął i jakoś się z tym pogodził. Jednak widzę duży potencjał w tej drużynie – choć bardziej w ofensywie. Mamy zawodników, którzy jak złapią wiatr w żagle, to potrafią kreować sytuacje i strzelać bramki. Ale to wszystko traci sens, gdy przeciwnik zdecyduje się wyściubić nos z własnej połowy. I tutaj na pewno jest to kamyk do ogródka trenera i sztabu, bo zamiast być lepiej, to jest coraz gorzej. Fakt, że kontuzja Aleksandra Paluszka pokrzyżowała plany bardzo mocno. Ale nie wzmocniliśmy formacji obronnej w okienku transferowym i naprawdę – nie ma większych możliwości roszad. Alan Czerwiński w tym sezonie gra po prostu bardzo słabo. Arek Jędrych też nie jest wybitną ostoją. Do tego szkoleniowiec podejmuje dziwne decyzje o wystawianiu na środku Grzegorza Rogali, jeszcze dziwniej to argumentując, że zawodnik rozegrał dobry mecz w Gdańsku. Trenerze, proszę…

Zakładając jednak, że Rogala jest rozpatrywany jako środkowy, to nadal mamy z nim i Czerwiński, Jędrychem, Kuuskiem i Klemenzem pięciu do grania. Zestaw niepowalający na kolana absolutnie. A jeszcze serce nam podeszło do gardła – mimo wszystko – gdy kapitan był opatrywany na początku meczu. Przyjdą też drobne urazy czy kartki. Naprawdę źle to wygląda w tej formacji. Więc tak – sama formacja jako taka jest naszym olbrzymim problemem, podobnie jak gra defensywna całego zespołu. Ale to od obrony się wszystko zaczyna i tu nie mamy wiele możliwości manewru.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Z trenerem się często nie zgadzam i krytykuję jego wybory. Szkoleniowiec podkreśla nieraz, że kibic patrzy pod kątem efektu, emocji, bramek, zwycięstw, a trenerzy rozpatrują te kwestie bardziej analitycznie, mają swoje programy, które dają im liczby, kto, jak i ile. I to oczywiście jest prawda. Ja od zawsze wiem (niekoniecznie mówię), że taktyka w piłce mnie po prostu nie interesuje. Każdy w piłce znajduje coś dla siebie – ja jestem dobry w historii, wynikach, fascynuje mnie śledzenie różnych historii drużyn w czasie. I oczywiście emocje, emocje, emocje – to jest numer jeden. Gdyby interesowała mnie taktyka, czyli naprawdę dość zaawansowana wiedza na ten temat, zostałbym domorosłym analitykiem albo trenerem właśnie. Jako kibic jednak wyrażam swoje zdanie na temat końcowego efektu, jaki widzę na boisku. I można wtedy mówić o założeniach czy liczbach, ale co z tego, jak dostajemy potem w trąbę raz, drugi, trzeci 0:3, a w niektórych meczach zawodnicy wyglądają tak, jakby nie wiedzieli, po co wyszli na boisko.

Chcę jednak powiedzieć, że mimo tych „niezgód” z trenerem wszelkie pomysły o jego zwolnieniu w tym momencie to też jest kuriozum – tym razem kibicowskie. Ludzie – puknijcie się w głowę, bo przecież już to przerabialiśmy. Już zwalnialiśmy Góraka w pierwszej lidze, już było „pakuj walizki”, bo wuefista, bo nie może się nauczyć pierwszej ligi, bo trzyma się uparcie swoich schematów, bo piłka go przerasta. Czy mam przypomnieć, że ten człowiek ostatecznie tę pierwszą ligę po prostu przeszedł spektakularnie, jak w grze komputerowej?

Poprzedni sezon – pierwszy sezon w ekstraklasie to było marzenie. GieKSa pod wodzą Rafała Góraka zdobyła niemal pół setki punktów, nie będąc ani przez moment zagrożona spadkiem, zapewniając sobie utrzymanie już w kwietniu. Czy naprawdę dziewięć kolejek wystarcza do tego, żeby znów wchodzić w ten stary schemat? Przypominam, że GKS nadal (stan na sobotę rano) jeszcze nie jest w strefie spadkowej. Że jeszcze nie ma żadnej punktowej tragedii. Uczmy się na błędach.

Poza tym to jest nieludzkie, żeby przy pierwszym małym kryzysie od dwóch lat od razu eliminować człowieka, który cały ten projekt pod tytułem „ekstraklasa” zbudował z totalnych zgliszczy. Trener buduje i dajmy mu z tej trudnej sytuacji wyjść. To naprawdę nie jest ten moment i jeśli ktoś myśli o zwolnieniu, to niczym się nie różni od tych wszystkich prezesów-wariatów, którzy trenerów zmieniają jak rękawiczki.

Jest dramatycznie w obronie i to jest zadanie numer jeden dla trenera. Niech ogarnia – z tym materiałem ludzkim, który ma. Wyjścia innego nie mamy. Pozostaje wierzyć i wspierać ten zespół, nawet jeśli doprowadza do wielkiej irytacji.

Zwycięstwa przyjdą. Tylko zachowajmy spokój. Krytyka – tak. Ostra krytyka- jeszcze bardziej tak. Decyzje pod wpływem emocji – absolutnie nie!

Czekamy na wtorek i trzymamy kciuki za drużynę!

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Boelk

    20 września 2025 at 17:40

    poczatek tego felietonu naprawde dobry i trafny ale pozniej tos pan panie redaktorze naprawde poplynal …ten chlop nadaje sie do zwoolnienia od co najmniej 4 lat awans byl zarzadzony przez miasto na otwarcie stadionu ,te chlopaki graja sami i awans to najmniejsza zasluga tego buraka a zgranie i checi druzyny plus zielone swiatlo z miasta poprzedni sezon druzyna grala bo trener nie przeszkadzal odszedl Oskar i widac jakie specjalista poczynil wzmocnienia takze blagam nie bron tego patalacha bo to nieudacznik jakich malo a czym dluzej bedziemy czekac z wymiana trenera tym szanse na utrzymanie beda mniejsze a tak jak piszesz i pelna racja ze druzyne stac na poprawne wyniki i utrzymanie sie z tym skladem…a propos widzac po analizie ze koncowka poprzedniego sezonu to juz problemy defensywy i naturalnie bramkarza a my oddajemy solidnego obronce do sasiada zza miedzy….to tez decyzja treneiro a sciagniecie szrotu w postaci rosolka i buksy to pewnie pomysl Jacka Plachty zeby sie posmaic troche w przerwach miedzy tercjami…a jak juz porownania z panem Jackiem to tylko popatrzec co potrafi stworzyc dobry trener…..grajac w kurniku ..cztery lata z rzedu sukcesy radosci i pelna duma z sekcji hokeja…a my sie podniecamy ze burak wprowadza pilkarzy po 21 latach do extraklasy????? to byl plan minimum i obowiazek dzieki za felieton bo zawsze warto rozmawiac i wysluchac zdania

  2. Avatar photo

    Irishman

    22 września 2025 at 03:35

    Mamy w drużynie trzech stoperów, z czego ostatnio grał jeden. Można mieć czasem jakieś tam zastrzeżenia do Kuuska, albo Klemenza ale gorzej jak Czerwiński na prawej stronie by nie zagrali. Poza tym, jeśli mamy całą serię rzutów różnych i nic z tego nie wynika to zastanówmy się dlaczego? Zastanówmy się kto ma o te górne piłki, poza Jędrychem powalczyć? Trzeba uspokoić sytuację, zresetować system, powracając do „ustawień fabrycznych” – Klemenz, Jędrych, Kuusk. Inaczej szarpanie się w ofensywie nic nie da. Teraz, gdy widmo spadku zaczyna nam zaglądać w oczy, to nie czas na eksperymenty.
    Zgadzam się Shellu, że błędem byłoby teraz zwalniane trenera, który przecież w okienku transferowym ułożył pod siebie ten skład. Ale fakt, że kiedyś jego upór przyniósł nam awans, nie jest dziś żadnym argumentem. Bo dziś prowadzi nas to do zagłady. Jak już ma sięgnąć do przeszłości, to sięgam raczej do tego czasu, gdy w spadliśmy na dno I-ligowej tabeli. I wtedy trener, był w stanie się ogarnąć. Odszedł wtedy od tego „radosnego futbolu” i zaczęliśmy się powoli wygrzebywać z tej sytuacji. Teraz będzie trudniej, bo to ekstraklasa, a nie I liga, ale im dłużej będziemy zwekać, tym sytuacja będzie sie stawać coraz bardziej beznadzieja.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga