Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
GKS Katowice od razu w finale Pucharu Kontynentalnego!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna rozegrała trzeci mecz w Orlen Ekstralidze, w którym pokonała zespół KS Uniwersytet Jagielloński 2:0 (1:0). W następnej kolejce piłkarki zmierzą się 13 września w Katowicach z Pogonią Tczew. Wcześniej, bo w środę 27 sieprnia, zespół rozegra w Słowenii spotkanie w ramach eliminacji do Ligi Mistrzyń z WFC BIIK-Shymkent. W przypadku zwycięstwa nasza drużyna zmierzy się w sobotę 30 sierpnia z wygranym spotkania ŽNK Mura – Spartak Myjava. Wygrany w turnieju awansuje do następnej fazy eliminacji LM, a druga i trzecia drużyna zagrają w Pucharz Europy. Drużyna męska przegrała w 6. kolejce PKO BP Ekstraklasy z Górnikiem Zabrze 0:3. Następny mecz zespół rozegra w piątek 29 sierpnia o 20:30 w Katowicach z Radomiakiem.
Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa sparingi z MKS-em Będzin. W obu padł wynik 3:2, przy czym pierwszy wygrał MKS, a drugi GieKSa. Kolejny sparing zaplanowano na 29 sierpnia, ponownie z MKS-em.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu wzięli udział w turnieju w Parubie, w którym przegrali 1:3 z RI Okna Berani Żlin, następnie 2:3 z HC RT Torax Poruba oraz wygrali 4:1 z LHK Jestřábi Prostějov. Kolejne spotkania towarzyskie zostaną zostaną rozegrane z Zagłębiem Sosnowiec 29 i 30 sierpnia.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice z pewnym zwycięstwem!
Katowiczanki po falstarcie z Rekordem Bielsko-Biała zrehabilitowały się pewnym zwycięstwem nad Energą Stomilankami Olsztyn. Pojedynek z beniaminkiem z Krakowa z pewnością nie należał do najłatwiejszych, bowiem „Jagiellonki” bardzo dobrze rozpoczęły sezon i znajdowały się w dobrej dyspozycji.
Pierwszy strzał na bramkę oddały w 5. minucie gry gościnie, było to małe zaskoczenie, ponieważ od samego początku naciskały katowiczanki i to raczej z ich strony można było oczekiwać stworzenia niebezpiecznej sytuacji. Jedna z „Jagiellonek” dynamicznie pomknęła prawą stroną boiska, zdecydowała się na odważne uderzenie z dystansu, siła była na odpowiednim poziomie, zabrakło celności. W 10. minucie doszło do wymuszonej zmiany w GieKSie, na placu gry pojawiła się Jagoda Cyraniak w miejsce Anity Turkiewicz. W 13. minucie Weronika Smaza zauważyła wysuniętą na przedpole Kingę Seweryn i zdecydowała się na próbę przelobowania jej z okolic połowy boiska. Piłka wylądowała jednak w dłoniach bramkarki gospodyń. Katowiczanki w pierwszym kwadransie nie zdołały stworzyć sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej, krakowianki mądrze się broniły, próbując wyprowadzać kąśliwe ataki. Zwiastowało to bardzo ciekawe spotkanie. W 16. minucie zbyt głębokie dośrodkowanie Katarzyny Nowak wpadło wprost do koszyczka Karoliny Klabis. Chwilę później świetnie, krótkimi podaniami pograły na prawej stronie Włodarczyk i Maciążka, która w decydującym momencie posłała płaskie zagranie w pole karne wzdłuż linii bramkowej. Do wybitej piłki dopadła Kozarzewska, uderzyła jednak bardzo niecelnie. Kilkadziesiąt sekund później po dośrodkowaniu Hmírovej zakotłowało się w polu karnym gościń, zabrakło jednak którejś z zawodniczek GieKSy, aby skutecznie akcję wykończyć. W 26. minucie GieKSa miała dobrą okazję strzelecką z rzutu wolnego, Hmírová uderzyła ponad murem, ale i ponad bramką. Katowiczanki uzyskały optyczną przewagę. W 29. minucie ponownie do rzutu wolnego podeszła Hmírová, tym razem dośrodkowywała, jej zagranie przyniosło rzut rożny. Dogranie z narożnika nie zostało jednoznacznie przez defensorki z Krakowa wyjaśnione, akcja była kontynuowana i zakończyła się bardzo niebezpiecznym uderzeniem z pola karnego w wykonaniu Aleksandry Nieciąg, bardzo dobrze w bramce spisała się Karolina Klabis. W 33. minucie wybitą z pola karnego rywalek piłkę zgarnęła Julia Włodarczyk. Podjęła próbę strzału z dystansu, skutecznie interweniowała po raz kolejny bramkarka „Jagiellonek”. W 37. minucie jedną z nielicznych okazji w pierwszej części gry miały krakowianki. Z dośrodkowaniem z rzutu rożnego poradziła sobie jednak Kinga Seweryn. Chwilę później przed świetną okazją na premierowe trafienie w GieKSie stanęła Kaláberová! Po przejęciu piłki przez jedną z partnerek otrzymała podanie, będąc w okolicach szesnastego metra i mając czystą pozycję strzelecką, uderzyła jednak bez wystarczającej precyzji i skutecznie interweniowała Klabis. W 40. minucie w końcu katowiczanki dopięły swego i udokumentowały bramką okres swojej przewagi. Świetnym prostopadłym podaniem w pole karne popisała się Julia Włodarczyk, wyprowadziła nim na dogodną pozycję strzelecką Aleksandrę Nieciąg, która tej idealnej okazji nie zmarnowała i pewnym uderzeniem pokonała bramkarkę rywalek! Cztery minuty później ponownie Nieciąg dała o sobie znać! Przejęła za krótki podanie Urnej do Klabis, uderzała z ostrego kąta i piłka wylądowała zaledwie na bocznej siatce. Po upływie doliczonego czasu gry sędzia Patrycja Turczyn zaprosiła zawodniczki do szatni. Na jednobramkowym prowadzeniu katowiczanki.
Dwie minuty po rozpoczęciu gry w drugiej połowie dogodną sytuację strzelecką miały krakowianki, po dobrym dośrodkowaniu z prawego skrzydła jedna z napastniczek doszła do strzału głową, zabrakło jednak precyzji i piłka minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Seweryn. „Jagiellonki” odważnie atakowały, czego efektem był odważny strzał z dystansu w 50. minucie gry, strzał niestety niecelny. Sześćdziesiąt sekund później ponownie było niebezpiecznie w szesnastce katowiczanek, na posterunku była jednak Seweryn i wybiła dośrodkowaną piłkę. W celach statystycznych warto odnotować niecelne uderzenie z dystansu zespołu Karoliny Koch w 54. minucie gry. Dwie minuty później wstrzelona piłka w pole karne krakowianek, po rykoszecie, ostatecznie padła łupem Karoliny Klabis. W 57. minucie było bardzo blisko drugiej bramki dla GieKSy! Hmírová fantastycznym prostopadłym podaniem wyprowadziła Nieciąg na czystą pozycję strzelecką, uderzenie zza linii pola karnego nieznacznie minęło spojenie słupka z poprzeczką. W 58. minucie krakowianki niefrasobliwie wyprowadzały piłkę z własnej strefy obronnej, przejęły ją katowiczanki. Wysokie dośrodkowanie w pole karne z głębi pola posłała Kaláberová, w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu znalazła się bardzo aktywna dzisiejszego dnia Aleksandra Nieciąg i precyzyjnym strzałem głową pokonała Klabis. To jej trzecie trafienie w bieżącym sezonie! W 61. minucie z centrostrzałem Anny Zapały świetnie poradziła sobie Seweryn, zabrakło naprawdę niewiele, a bylibyśmy świadkami bramki kontaktowej. W 64. minucie po raz drugi dzisiejszego wieczoru przed bramkową szansą stanęła Kaláberová! Otrzymała świetne podanie, idealne do uderzenia z pierwszej piłki na szesnastym metrze, uderzyła jednak bardzo wysoko nad poprzeczką. Powtarzał się scenariusz analogiczny do tego z pierwszej połowy: po dobrym początku KS Uniwersytetu Jagiellońskiego, z każdą kolejną minutą coraz wyraźniej dochodziły do głosu zawodniczki GKS-u Katowice, finalnie zdobywając bramki. W 73. minucie spotkania powinno być 3:0 dla GieKSy! Aleksandra Nieciąg tym razem bliska była odnotowania asysty, dobrze dograła piłkę do wbiegającej w pole karne, niepilnowanej Hmírovej. Partnerka z drużyny oddała dobre uderzenie w kierunku dalszego słupka, fenomenalnie interweniowała jednak Klabis! Katowiczanki podjęły jeszcze próbę dobitki, była ona jednak nieskuteczna. W 78. minucie z ostrego kąta lewą nogą w boczną siatkę uderzała Jaszek, która pojawiła się na placu gry w drugiej części spotkania. Warto odnotować, że w zespole KS Uniwersytetu Jagiellońskiego w 78. minucie na placu gry pojawiła się Lidia Kulka, 16-letnia wychowanka klubu, trenująca na co dzień w Akademii Młodych Jagiellonek. W 82. minucie gry Vuškāne starała się dośrodkować idealnie na głowę Jaszek, dogranie było jednak nieco za głębokie i padło łupem Klabis. W 84. minucie w polu karnym rywalek zagościły „Jagiellonki”, z dośrodkowaniem bez większego trudu poradziła sobie jednak defensywa GieKSy. W 90. minucie bardzo bliskie szczęścia były zawodniczki prowadzone przez trenera Jakuba Sieniawskiego! Fantastycznie piłkę w polu karnym przyjęła Magdalena Kowalska, będąc pod presją, obróciła się i świetnie złożyła się do strzału z woleja! Kinga Seweryn byłaby bez szans, uratowała ją jedynie poprzeczka! Ależ to by była piękna bramka! Do ostatnich sekund meczu krakowianki bardzo ambitnie walczyły o zdobycie bramki, niestety ta sztuka dzisiejszego wieczoru nie powiodła się. Należą im się słowa uznania za charakter i walkę do końca, zaś katowiczankom gratulacje bardzo dobrego spotkania, przez znaczną część gry całkowicie kontrolowanego. MVP spotkania – bez wahania, Aleksandra Nieciąg!
Spotkanie w ramach następnej 4. kolejki Orlen Ekstraligi GKS Katowice rozegra na wyjeździe z Lechem Poznań UAM w zmienionym terminie – 22 listopada o godzinie 11:00. Katowiczanki 27 i 30 sierpnia rozegrają swoje spotkania w ramach 2. rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzyń. Na boiska ekstraligowe powrócą w 5. kolejce, kiedy to 13 września na własnym obiekcie podejmą KS Pogoń Dekpol Tczew.
gol24.pl – Żółta Ściana kibiców GKS Katowice. Ilu ich było na Śląskim Klasyku z Górnikiem Zabrze?
Zaryzykujemy tezę, że większego wyjazdu w tym sezonie PKO Ekstraklasy kibice GKS Katowice już nie zaliczą. W sobotni wieczór na stadionie przy Roosvelta wspierali swój zespół w rekordowej liczbie na tzw. Śląskim Klasyku, czyli meczu z Górnikiem Zabrze. Piłkarze, niestety, im nie dorównali, przegrywając 0:3. Padł absolutny rekord frekwencji.
Górnik sprzedał wszystkie bilety na mecz przyjaźni. Na Arenie Zabrze padł więc frekwencyjny rekord. Mecz obejrzało dokładnie 28 236 widzów.
Ilu z nich było w żółtych koszulkach? Otóż GieKSa otrzymała pulę wynoszącą 4200 wejściówek i ją wykorzystała w pełni. Jej sympatycy zajęli miejsca na trybunie na przeciwko młyna Torcidy. Byli na parterze i piętrze, tworząc magiczną „Żółtą Ścianę”.
SIATKÓWKA
siatka.org – Dziesięć setów w dwumeczu spadkowiczów z PlusLigi
Już coraz mniej czasu zostało do rozpoczęcia I ligi mężczyzn. Drużyny weszły już w okres sparingów. Kolejne mecze towarzyskie rozegrali spadkowicze z PlusLigi. W spotkaniach między Nowak-Mosty MKS-em Będzin a GKS-em Katowice rozegrano łącznie aż 10 setów. Zespoły podzieliły się wygranymi.
Zespoły I ligi mężczyzn coraz intensywniej sprawdzają swoją formę. Sezon zaplecza PlusLigi startuje bowiem już w połowie września. GKS Katowice ma za sobą dwa sparingi z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Również Nowak-Mosty MKS Będzin rozegrał swoje mecze towarzyskie. W ostatnich dniach spadkowicze z PlusLigi zagrali dwumecz.
Pierwsze spotkanie odbyło się w Będzin Arenie. Lepiej w mecz weszli katowiczanie, ale gospodarze szybko zniwelowali dystans. W dalszej fazie seta trwała zacięta walka. Choć w końcówce MKS przegrywał 21:23, po czasie dla swojego szkoleniowca zaliczył serię i wygrał tę partię. W drugiej odsłonie za sprawą dobrej gry blokiem Bartłomieja Krulickiego również GKS kontrolował grę. Gospodarze nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Michała Superlaka. Dystans powiększał się i tym razem będzinianie nie zdołali odwrócić biegu seta. Również początek trzeciej odsłony należał do katowiczan. Tym razem za sprawą zagrywek MKS zmniejszył dystans. Nie wystarczyło to jednak do doprowadzenia do remisu. GKS górował na siatce i po asie Wojciecha Włodarczyka wygrał 25:28.
Od czwartego seta GKS grał drugą szóstką. Rywale wykorzystali to. MKS postawił na celną zagrywkę, wykorzystywał kolejne kontrataki i wygrał do 20. Piąta partia początkowo toczyła się po myśli MKS-u, ale GKS skutecznie gonił wynik. W polu zagrywki dobrze spisywał się Ryszard Sałata. Choć przy jego zagrywkach MKS odskoczył na cztery punkty, GKS doprowadził do zaciętej końcówki. W walce na przewagi lepszy okazał się MKS.
MKS Będzin – GKS Katowice 3:2 (25:23, 18:25, 18:25, 25:20, 26:24)
Dzień później przyszedł czas na sparing przy Nowej Bukowej. Tym razem to MKS lepiej rozpoczął w ataku, odskakując na 12:9. Po asie Damiana Domagały GKS wyrównał. Od tego momentu trwała rywalizacja punkt za punkt, którą rozstrzygnął katowicki blok. W drugiej odsłonie ponownie będzinianie początkowo prowadzili, ale dzięki dobrej grze na skrzydłach GKS wyrównał (18:18). Końcówka była ciekawa, ale skuteczniejsi tym razem okazali się przyjezdni. W trzeciej odsłonie trener Siewiorek zaczął rotować składem. W szeregach GKS-u pojawiły się błędy. Mimo walki gospodarze nie zdołali odwrócić biegu seta. Partię zagraniem z przechodzącej piłki zamknął Jakub Sadkowski. Z biegiem czwartej partii inicjatywę odzyskiwali katowiczanie. Bardzo dobrze funkcjonował blok GKS-u, gospodarze utrzymywali wysoką skuteczność. MKS popełniał liczne błędy i przegrał do 17. Również w piątej odsłonie gospodarze szybko zaczęli budować przewagę, której nie oddali już do końca.
GKS Katowice – MKS Będzin 3:2 (25:23, 22:25, 21:25, 25:17, 25:18)
HOKEJ
hokej.net – Wielka zmiana w Pucharze Kontynentalnym. GKS Katowice od razu w finale!
GKS Katowice zagra od razu w turnieju finałowym najbliższej edycji Pucharu Kontynentalnego. To efekt zmian w formacie PK, których dokonała Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF).
IIHF ogłosiła dziś nowy kształt rozgrywek w PK na najbliższy sezon. Powodem jest fakt, że nie było chętnych do zorganizowania turnieju drugiej rundy, w którym GieKSa miała rywalizować o awans do finałowej rozgrywki z duńskim Herning Blue Fox, brytyjską ekipą Nottingham Panthers, a także drużyną zakwalifikowaną z pierwszej rundy.
Zgodnie z nowymi zasadami w turnieju finałowym wystąpi aż 6, a nie jak dotąd 4 zespoły. Do tego 4 drużyny mają w nim występ zapewniony z góry, a tylko o 2 pozostałe miejsca będzie się toczyła rywalizacja.
Oprócz GKS-u pewne udziału w turnieju finałowym są też drużyny Herning Blue Fox i Nottingham Panthers, a oprócz nich także wicemistrz Kazachstanu Torpiedo Ust-Kamienogorsk. Impreza odbędzie się w Nottingham w połowie stycznia.
O bezpośrednim zakwalifikowaniu do finału decydowały wyniki zespołów z poszczególnych krajów w poprzednich sezonach Pucharu Kontynentalnego. GieKSa w finałowej rywalizacji wystąpi po raz trzeci z rzędu. Jest jedynym zespołem, który grał w niej w obu poprzednich edycjach.
Tegoroczne rozgrywki PK rozpoczną się w dniach 17-19 października dwoma turniejami pierwszej rundy na Litwie i w Rumunii. Zwycięzcy tych imprez awansują do drugiej rundy, gdzie zostanie rozegrany już tylko jeden turniej we francuskim Angers. Oprócz drużyn promowanych z pierwszej rundy zagrają w nim miejscowi Ducs d’Angers oraz włoski zespół SG Cortina. Te dwie ekipy pierwotnie także miały dołączać do rywalizacji na etapie drugiej rundy razem z tymi, którym ostatecznie przyznano prawo gry w turnieju finałowym.
Z rozgrywek drugiej rundy we Francji 2 najlepsze drużyny zakwalifikują się do turnieju finałowego.
W samym turnieju finałowym z kolei zespoły zostaną podzielone na dwie grupy. Szczegóły dotyczące terminarza zostaną podane w późniejszym czasie.
Puchar Kontynentalny z roku na rok boryka się z coraz większymi problemami organizacyjnymi. Przypomnijmy, że w tym roku wystartuje w nim najmniejsza od lat liczba uczestników. Będzie ich tylko 14.
Do tego – jak informowaliśmy przed miesiącem – pierwotnie zgłoszony chorwacki KHL Sisak wycofał się z rozgrywek, gdy okazało się, że na swój turniej musiałby wyruszyć w długą podróż do Wilna. Ostatecznie chorwacką ekipę zastąpi islandzki Skautafélag Akureyrar.
Puchar Kontynentalny 2025-26:
I runda (17-19 października):
Grupa A (Wilno, Litwa): Hockey Punks Wilno (Litwa), Mogo Ryga (Łotwa), Narwa PSK (Estonia), Skautafélag Akureyrar (Islandia).
Grupa B (Gheorgheni, Rumunia): ACSH Gheorgheni (Rumunia), Budapeszt JAHC (Węgry), Crvena zZvezda Belgrad (Serbia), HK Krzemieńczuk (Ukraina).
II runda:
Grupa C (Angers): Ducs d’Angers (Francja), SG Cortina (Włochy), zwycięzca grupy A, zwycięzca grupy B.
Turniej finałowy (Nottingham):
GKS KATOWICE, Herning Blue Fox (Dania), Nottingham Panthers (Wielka Brytania), Torpiedo Ust-Kamienogorsk (Kazachstan), 2 najlepsze drużyny z grupy C.
Niewykorzystane sytuacje się zemściły. Wicemistrz Polski przegrał z czeskim pierwszoligowcem
Od porażki swój udział w Turnieju o Puchar RT Torax rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty ulegli 1:3 RI OKNA Berani Zlin. Jedynego gola dla GieKSy zdobył Bartosz Fraszko.
Katowiczanom wyraźnie brakowało dziś dokładności w rozegraniu i skuteczności. Nie wykorzystali też żadnej z czterech gier w przewadze.
Wicemistrzowie Polski po pierwszej odsłonie przegrywali 0:1. W 17. minucie power play na gola zamienił Tomáš Vracovský, który po sprytnym podaniu Lukáša Válka przymierzył z korytarza międzybulikowego i zaskoczył Jespera Eliassona.
Ekipa ze stolicy województwa śląskiego wyrównała podczas gry w… osłabieniu. Bartosz Fraszko przejął krążek i w sytuacji sam na sam pokonał golkipera rywali, popisując się swoim firmowym uderzeniem w „piątą dziurę”.
Ale jeszcze przed przerwą Czesi odzyskali prowadzenie. Obrońcom GieKSy urwał się Matěj Zavřel, który precyzyjnie przymierzył z nadgarstka.
Zespół dowodzony przez Jacka Płachtę miał kilka sytuacji na doprowadzenie do remisu. Tę najlepszą wykreował duet Jean Dupuy – Bartosz Fraszko. Kanadyjczyk pomknął prawym skrzydłem i dograł do reprezentanta Polski, ale jego uderzenie sparował Marek Čiliak.
Dosłownie chwilę później ekipa ze Zlinu zadała decydujący cios. Michal Gago dostał podanie od Jessego Paukku i umieścił krążek między parkanami katowickiego golkipera.
Emocji nie zabrakło! Dramatyczna końcówka i błąd czeskiego bramkarza. GieKSa przegrywa po dogrywce
W swoim drugim meczu Turnieju o Puchar RT Torax GKS Katowice przegrał 2:3 po dogrywce z gospodarzami całych zmagań. Złotego gola dla ekipy z Poruby zdobył Frenks Razgals, który w sezonie 2021/2022 był zawodnikiem JKH GKS-u Jastrzębie.
Trener Jacek Płachta postawił w bramce na Michała Kielera, który już w pierwszej odsłonie błysnął kilkoma świetnymi interwencjami. Był opoką dla swojego zespołu podczas gry w podwójnym osłabieniu, a następnie skutecznie zatrzymał sprawnie wyprowadzony kontratak rywali. Dobrą formą błysnął również w drugiej odsłonie. Miał też szczyptę szczęścia, bo po uderzeniu Tomáša Gřeša uratowała go poprzeczka.
Choć gospodarze mieli optyczną przewagę, to jako pierwsi na prowadzenie wyszli katowiczanie. W 38. minucie do odbitego krążka najszybciej dojechał Jonasz Hofman i posłał gumę „pod ladę”.
Podopieczni Rudolfa Roháčka wyrównali dopiero w 47. minucie. Jakub Žůrek dalekim podaniem uruchomił Jakuba Kotalę, a ten huknął z pełnego zamachu w krótki róg i zaskoczył golkipera GieKSy. Chwilę później ekipa z Poruby wykorzystała okres gry w przewadze, a na listę strzelców wpisał się Jan Bartko.
Ale wicemistrzowie Polski nie poddali się i do samego końca walczyli o drugiego gola. Ta sztuka udała im się na 1,7 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry. Wszystko zaczęło się od niefrasobliwego wybicia krążka przez bramkarza Ondřeja Bláhę. Zawodnicy GKS-u Katowice utrzymali krążek w tercji, a spod niebieskiej przymierzył Jacob Lundegård. Po uderzeniu szwedzkiego obrońcy tor lotu krążka zmienił Patryk Wronka. Byliśmy więc świadkami pięciominutowej dogrywki, rozgrywanej systemem trzech na trzech.
Na 110 sekund przed jej zakończeniem zwycięskiego gola dla HC RT TORAX Poruba zdobył Frenks Razgals. Były zawodnik JKH GKS-u Jastrzębie będąc przed Michałem Kielerem wykonał zwód na bekhend i trafił do siatki.
Czeski turniej dobiegł końca. Poruba triumfuje. Drugie miejsce katowickiej GieKSy
GKS Katowice po trzech spotkaniach zakończył turniej RT Torax w Ostrawie. Wicemistrz Polski zakończył te zmagania z jednym triumfem i drugim miejscem.
Pierwsze miejsce wtych zmaganiach trafiło do gospodarzy turnieju – HC RT Torax Poruba 2011, który zajął pierwsze miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Druga pozycja przypadłaGKS-owi Katowice, a miejsce na najniższymstopniupodium przypadło hokeistomLHK Jestřábi Prościejów, którzy zgromadzili tyle samo punktów co podopieczni Jacka Płachty (4), ale mieli gorszy bilans bezpośrednich spotkań. Na ostatnim miejscu uplasował się RI OKNA Berani Zlin.
W punktacji kanadyjskiej na czele stanął gracz z Prościejowa -Jan Káňa z dwoma bramkami i czterema asystami na koncie. Najlepszy wynik GKS-u to ex aequo trzecie miejsce McNulty’ego, który zainkasował trzy „oczka”.
Katowiczanie mogli się też „pochwalić” największą liczbą kar. Było to aż 77 minut. A w klasyfikacji indywidualnej na drugiej lokacie uplasował się Dupuy z 27 minutami. Bramkarz GieKSy natomiast zajął czwarte miejsce, przepuszczając średnio 2,2 bramki na mecz.
Przypomnijmy również, że poprzednie dwie edycje wygrywał gospodarz turnieju z Poruby. Polska drużyna natomiast po raz ostatni świętowała zwycięstwo na tych zmaganiach w 2019 roku i był to JKH GKS Jastrzębie.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze