Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: wypadałoby wreszcie coś wygrać
Szósta kolejka Ekstraklasy stoi pod znakiem rywalizacji derbowej. Na Pomorzu Lechia zmierzy się z Arką – jeszcze niedawno z zapartym tchem śledziliśmy ten pojedynek. Dziś zdecydowanie bardziej interesuje nas to, co będzie się działo w sobotę na Arenie Zabrze, czyli kolejny Śląski Klasyk w Ekstraklasie. O wspomnieniach z ubiegłego sezonu, gdzie raz górą był Górnik, a raz GKS, postawie zabrzan na progu nowych rozgrywek i nadziejach na sukcesy opowiedział nam Śledzió, współautor audycji w ramach „Czwarta Trybuna Podcast”.
Wyniki Górnika w pierwszych kolejkach i trzecie miejsce w tabeli rozgrzewają powoli głowy kibiców w Zabrzu?
Myślę, że już sam okres przygotowawczy nieco rozgrzał nasze głowy. Dawno nie było sytuacji, by Górnik na czas przeprowadził jakościowe transfery. Do tego doszła dobra postawa w sparingach i choć nie zawsze potwierdzały to wyniki, to widać było, że forma idzie w górę. Duże nadzieje pokładamy w nowym trenerze Michale Gašparíku, bo jak zapowiada, mamy grać ofensywną piłkę. Początek sezonu w naszym wykonaniu jest dobry, mimo że nie wszystkie mecze poszły tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Wszystko to daje jednak nadzieję, że być może w tym sezonie spróbujemy powalczyć o coś więcej.
W rozmowie przed naszym poprzednim meczem Marcin Ziach z roosevelta81.pl zwracał uwagę, że w obecnej sytuacji organizacyjnej ligowa czołówka może być poza zasięgiem Górnika. Coś się zmieniło w tym aspekcie?
Ludzie z zarządu, a także Lukas Podolski, starają się tonować nastroje, ale z drugiej strony coraz głośniejsze są opinie, że po tylu latach wypadałoby wreszcie coś wygrać. W tym sezonie mówi się po cichu o Pucharze Polski. Sytuacja organizacyjna się poprawiła, ale na pewno nie jest jeszcze idealnie i minie trochę czasu, zanim będziemy mogli jak równy z równym walczyć z czołówką ligi. Moim zdaniem trzeba mierzyć wysoko, bo jeśli nie będziemy próbować, to nie będziemy się rozwijać. Dlatego niezależnie od tego, czy jesteśmy na sto procent gotowi na puchary, to powinniśmy się włączyć do tej walki. Okoliczności sprzyjają, bo polskie zespoły coraz lepiej wyglądają w Europie, ranking rośnie, a liga staje się coraz mocniejsza. Tam też czekają pieniądze, które mogą być dodatkowym impulsem do rozwoju.
Mając na względzie te ambicje, jak przyjęliście ostateczne rozstrzygnięcia poprzedniego sezonu, który Górnik zakończył na 9. miejscu ze stratą dwóch punktów do GieKSy?
Należy powiedzieć otwarcie, że tamten sezon był porażką. W poprzednich kampaniach udawało się łapać krótszy dystans do czołówki. Szczególnie dwa lata temu, gdy kilka zespołów biło się o mistrza, Górnik przez moment kręcił się w okolicy trzeciego miejsca, co rozbudziło apetyty. Skończyło się na szóstej lokacie, ale dla nas był to sygnał, że wkrótce możemy dołączyć do najlepszych. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalna i skończyliśmy na dziewiątym miejscu. Na dodatek, na sześć kolejek przed końcem sezonu doszło do zmiany trenera, a sam styl pożegnania z Janem Urbanem pozostawiał wiele do życzenia. Dlatego nikt w Zabrzu nie traktował dziewiątego miejsca jako sukces.
Jest na to dość wcześnie, ale jak oceniasz letnie wzmocnienia Górnika?
Mam wrażenie, że transfery były dobrze przemyślane, a zawodnicy dobierani nie tylko ze względu na umiejętności sportowe, ale także pod kątem charakterologicznym. Zaczynając od bramkarzy – Marcel Łubik zbierał bardzo dobre recenzje w GKS Tychy, był też kapitanem drużyny, co może świadczyć o jego mocnym charakterze. Sportowo nie zdążył jeszcze zaprezentować pełni swoich umiejętności, ale był jednym z ojców zwycięstwa nad Lechią Gdańsk. Być może będzie to zaskoczeniem, ale dla mnie równie ważnym transferem jest powrót Tomasza Loski. Jest to synek stąd, Żabol, który na pewno doda charakteru szatni i odpowiedniej rywalizacji na pozycji bramkarza, choć ma świadomość, że na dziś nie jest numerem jeden. W środku pomocy wiele doświadczenia wniósł Jarek Kubicki, który moim zdaniem jest niedoceniany w polskiej lidze. W Jagiellonii wykonał duży krok do przodu, a w Zabrzu bardzo dobrze dopasował się do wizji trenera Gašparíka. Na dziś dobrze wygląda Natan Dzięgielewski, który wyróżniał się w 1. lidze. Dużo obiecujemy sobie po napastnikach – Grek Thodoris Tsirigotis czy Brazylijczyk Gabriel Barbosa, który na razie zmaga się z kontuzją, podobnie jak Michal Sacek, który miał być podstawowym prawym obrońcą, tymczasem czeka go zabieg i dłuższa przerwa w grze. Jednak zdecydowanie najważniejszym transferem było zatrudnienie nowego trenera.
Zanim porozmawiamy o szkoleniowcu, to w ramach podsumowania transferów, w oczy rzuca się prawdziwa mieszanka narodowości sprowadzanych i już grających w Górniku piłkarzy. To zupełnie inny pomysł na budowanie zespołu niż przyjęli w Katowicach, gdzie dominują polskie i śląskie akcenty. Kto oprócz popularnego Gienka godo jeszcze w szatni po naszymu?
Część sztabu na pewno, w tym dobrze znany w Katowicach Bartek Spałek. Może się wydawać, że brakuje tego śląskiego pierwiastka, natomiast wydaje mi się, że choćby nasz kapitan, Erik Janza, przesiąknął już śląskim klimatem, bo jest u nas wiele lat i bardzo mu się tu podoba. Bez dwóch zdań śląskości – czasem może aż za nadto – dodaje szatni Lukas Podolski, który nadrabia za kilku hanysów. Chciałoby się, aby do drużyny trafiało więcej chłopaków stąd, taka jest jednak piłka, że na końcu liczy się wynik i piłkarska jakość.
Górnik stał się trampoliną dla niektórych piłkarzy, którzy jak Ennali czy Yokota dość szybko wybili się do lepszych klubów. Kogo z letnich ubytków będzie brakować najbardziej?
Pod koniec ubiegłego sezonu błyszczał Dominik Sarapata, natomiast z młodymi piłkarzami nigdy nie wiadomo, jak długo będą w stanie utrzymać taki poziom. Wahania formy w tym wieku są czymś naturalnym, więc nie ma pewności, że Dominik nadal grałby pierwsze skrzypce na swojej pozycji. Być może Yosuke Furukawa jeszcze bardziej rozwinie się w Niemczech, bo jego pobyt w Zabrzu był raczej szarpany – lepsze mecze przeplatał gorszymi. Z drugiej strony nie wiadomo, jaki pomysł na niego miałby Michal Gašparík i czy w ogóle grałby w pierwszym składzie.
Latem Zabrze na Katowice zamienił Aleksander Buksa. Wlejesz trochę nadziei w serca kibiców GieKSy, że Olek może podnieść poziom naszego ataku?
Chciałbym, natomiast najwięcej zależy od samego Olka. Byłem trochę zawiedziony, że nie spróbowaliśmy „reaktywować” Buksy w Zabrzu, popracować z nim więcej indywidualnie, bo wydaje mi się, że ten zawodnik ma potencjał na dobrą grę w Ekstraklasie. Często mówi się, że na tym poziomie różnice w umiejętnościach piłkarzy nie są duże, a klucz tkwi w podejściu mentalnym. Buksa jest tego najlepszym przykładem. Macie fachowca na trenerskiej ławce – moim zdaniem trener Górak jest w stanie dotrzeć do Olka na tyle, by ten dał wam trochę radości swoją grą. Poza tym Ekstraklasa bywa przewrotna i zupełnie nie zdziwiłoby mnie, gdyby Olek trafił w sobotę do siatki Górnika.
Od nowego sezonu za grę Górnika odpowiada trener Michal Gašparík. Zastąpił on najlepszego trenera w Polsce, bo jak inaczej nazwać szkoleniowca, który niedługo później przejął stery w reprezentacji Polski. Wysoko zawieszona poprzeczka?
Na korzyść Gašparíka działa jego przeszłość jako piłkarza Górnika, więc zna nasze środowisko. Pogłoski o jego zatrudnieniu pojawiały się zresztą znacznie wcześniej, bo już przy okazji pierwszego zwolnienia trenera Urbana. Gašparík bardzo ciepło wypowiada się o klubie i jego otoczeniu, kibice doceniają też jego pomysł na zespół, który już widać. Oczekiwania są spore i wszyscy jesteśmy ciekawi, czy trener Gašparík będzie tak dobry, jak wydaje nam się, że jest.
Wracając do Jana Urbana, jak oceniasz jego wybór na stanowisko selekcjonera?
Już jakiś czas temu, jeszcze gdy trener Urban pracował w Górniku, a nie wszystko układało się u nas jak należy, pisałem w jednym z komentarzy, że najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich byłoby, gdyby po trenera zgłosiła się reprezentacja. Posada selekcjonera była marzeniem Urbana, poza tym nadaje się on do tego stylu: krótkie zgrupowania i intensywna praca zamiast długofalowego procesu treningowego, a także budowanie odpowiedniej atmosfery. Oczywiście, nie tylko o atmosferę chodzi, bo nie mam wątpliwości, że sztab odpowiednio przygotuje drużynę. Trener Urban ma jednak w sobie coś, że potrafi natchnąć pozytywną energią i ma odpowiednie podejście do piłkarzy. Trzymam kciuki za jego sukces z reprezentacją.
Lukas Podolski przedłużył swój kontrakt o kolejny rok, jednak jak dobrze wiemy, jego rola w Górniku nie ogranicza się tylko do spraw boiskowych. W jakim aspekcie liczycie na jego szczególną aktywność?
Jako wielki fan Lukasa liczę, że dorzuci jeszcze jakieś liczby do swojego ligowego bilansu, natomiast da się zauważyć, że jego rola będzie się zmieniała. Podolski zaczął treningi później niż reszta drużyny, więc jeszcze nie jest w optymalnej formie. W poprzednim sezonie było podobnie – z czasem Poldi się rozkręcał i dorzucał kolejne gole i asysty. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie będzie już pierwszoplanową postacią w zespole.
Więcej do powiedzenia ma zapewne w klubowych gabinetach. Na jakim etapie jest prywatyzacja Górnika?
Obecnie jesteśmy na etapie oficjalnych negocjacji pomiędzy Miastem a spółką reprezentowaną przez Lukasa Podolskiego. Do końca sierpnia powinny się one zakończyć. Trudno przesądzać, czy oba podmioty znajdą w tej sprawie wspólny język, bo pamiętajmy, że trwa kampania wyborcza przed drugą turą wyborów prezydenckich w Zabrzu i mam nadzieję, że dotychczasowe działania nie są obliczone tylko na potrzeby kampanii pełniącej obowiązki prezydenta Ewy Weber. Liczę, że w Mieście jest chęć, aby zakończyć tą wieloletnią sagę związaną ze sprzedażą Górnika i klub trafi we właściwe ręce.
Czekaliśmy w Katowicach 20 lat, aby wreszcie wygrać z Górnikiem. Udało się akurat na otwarcie Nowej Bukowej. Jak wspominasz to wydarzenie?
Było to świetnie opakowane piłkarskie święto. Z kibicowskiego punktu widzenia wyglądało to bardzo efektownie. Z perspektywy sektora gości nie zgadzał się tylko wynik, a szczególnie okoliczności drugiej bramki dla GieKSy, która padła w setnej minucie. Górnik był wtedy w sportowym dołku – zazwyczaj w pierwszych połowach graliśmy dobrze, ale nie potrafiliśmy dobić rywala, co mściło się na nas w końcówkach. Tak też było w Katowicach. Atmosfera wokół Górnika nie była wtedy najlepsza, więc trudno wspominać tamten mecz pozytywnie, jednak jako widowisko byliśmy pod dużym wrażeniem.
Być może lepsze wspomnienia masz z wcześniejszych meczów?
Z perspektywy kibica doskonale pamiętam pierwszy zgodowy mecz w Zabrzu – jeszcze na starym stadionie, na winklu zasiadła kilkutysięczna „żółta fala” fanów GieKSy. Wyglądało to imponująco, z resztą na całym stadionie nie było gdzie szpilki włożyć. Podobnie było w następnej rundzie w Katowicach, gdzie również był nadkomplet widzów. Z kolei kilka lat wcześniej, gdy nasze stosunki nie były tak dobre, przyjechaliśmy na Bukową z oprawą w postaci kartoniady z krzyżem i napisem KSG. W tamtych czasach policja zachowywała się inaczej w stosunku do kibiców i odczuliśmy to mocno podczas powrotu na stację na Załężu. Piłkarsko pamiętam wygrane w Katowicach mecze Pucharu Polski – w jednym dwie bramki zdobył Ennali, a w innym sprawy w swoje ręce wziął Poldi i dwa razy trafił do siatki.
Nasza poprzednia wizyta w Zabrzu nie skończyła się miło dla GKS-u. Jak będzie tym razem?
Wspominając tamten mecz, w którym dość łatwo sobie z wami poradziliśmy, przychodzi mi do głowy fragment serialu Canal+ „Trenerzy na podsłuchu”, kiedy Rafał Górak powiedział: „Zabieramy z Zabrza trzy bomby – każdemu w głowie niech świta hasło: „K…, witaj Ekstraklaso.”. Ja natomiast pamiętam, że w pierwszej połowie Górnik szybko strzelił gola, ale to GieKSa grała w piłkę – nie wyglądało to aż tak źle, jak wskazywałby końcowy wynik. Wydaje mi się, że w sobotę będzie inaczej, choćby ze względu na naszego nowego trenera. Wy złapaliście oddech po zwycięstwie nad Arką, my też jesteśmy w dobrym momencie po przekonującej wygranej w Szczecinie. Spodziewam się ciekawego, otwartego pojedynku, zaciętego pod względem taktycznym.
Jaki wynik typujesz?
Moim zdaniem obie drużyny strzelą bramki, bo GieKSa w ofensywie ma zbyt duży potencjał, aby Górnik zagrał na zero z tyłu. Postawię na 3:1 dla Górnika.
Na co dzień udzielasz się w podkaście „Czwarta Trybuna”. Tej długo brakowało na stadionie przy Roosevelta, ale niedawno oddano ją do użytku. Czy to już koniec historii z budową stadionu?
Do użytku oddano już znaczną część miejsc na nowej trybunie i będą one dostępne w sobotę. Do ukończenia pozostaje środek trybuny, gdzie przewidziane są loże i strefa VIP. Tam też mają być ulokowane szatnie i strefa odnowy biologicznej, sale konferencyjne itp. Ta część nie jest jeszcze gotowa i nic nie wskazuje na to, aby wkrótce miała być do dyspozycji klubu. Brakuje na to pieniędzy, więc na razie musimy zadowolić się tym co mamy, czyli ponad 28 tysiącami miejsc dla kibiców. Na ten moment sprzedano ponad 21 tysięcy biletów na Śląski Klasyk, więc jest szansa, że w otwartej sprzedaży rozejdą się pozostałe wejściówki. Dobrze byłoby pobić rekord frekwencji w Zabrzu właśnie na tym meczu.
Jesteśmy świeżo po losowaniu pierwszej rundy Pucharu Polski. Górnikowi przypadł wyjazd na mecz z rezerwami Legii. Różnica klas każe upatrywać faworyta w trójkolorowych, natomiast nasz lokalny rywal przekonał się przed dwoma sezonami, że drugi zespół Legii nie jest łatwą pucharową przeszkodą.
Tak jak wspomniałem, wiążemy duże nadzieje z Pucharem Polski. Trener Gašparík ma doświadczenie w wygrywaniu krajowych pucharów, bo ma ich na swoim koncie trzy ze Spartakiem Trnava. W klubie panuje nastawienie, aby w końcu potraktować poważnie te rozgrywki, więc nie możemy mieć wątpliwości, czy jesteśmy w stanie pokonać już pierwszą przeszkodę w postaci rezerw Legii, które mogą być w jakimś stopniu wsparte piłkarzami pierwszej drużyny, mimo to liczę na przekonujące zwycięstwo w Warszawie.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze