Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Górnikiem: Zabójczy cios GieKSy w końcówce
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze. GieKSa wygrała 2:1 (1:0).
weszlo.com – Wielkie emocje na Nowej Bukowej! GieKSa wygrywa po ostatniej akcji meczu
To był mecz godny otwarcia nowego stadionu GKS-u Katowice! 39 strzałów z obu stron, bramka samobójcza zdobyta po znanym i lubianym centrostrzale, przepiękny gol w ostatniej akcji wieczoru. Nowa Bukowa została ochrzczona z przytupem, a co najważniejsze dla fanów GieKSy – to ich zespół zgarnął dziś trzy punkty w starciu z Górnikiem Zabrze.
Kiedy jesteś kibicem Ekstraklasy i widzisz jak na boisko wchodzi Filip Szymczak, nie możesz mieć żadnych oczekiwań. Owszem, był czas kiedy tego chłopaka uważano za duży talent, ale lata mijają, a on stoi w miejscu, czyli de facto się cofa. W ostatnich szesnastu ligowych spotkaniach, w barwach Lecha i GieKSy, 23-latek nie był w stanie trafić do siatki. Jakimś usprawiedliwieniem może być to, że większość z nich zaczynał na ławce, ale też bez przesady – mimo tego, choć kilka razy powinien ukłuć.
Filipowi zupełnie jednak nie szło aż do dziś, aż do 11. minuty doliczonego czasu gry. Właśnie wtedy Szymczak obudził w sobie wewnętrznego Zlatana Ibrahimovicia i oddał strzał, po którym trybuny oszalały. Strzał na wagę trzech punktów dla gospodarzy. Strzał będący wymarzonym prezentem dla trenera Rafała Góraka, który dziś – zapewne hucznie! – będzie świętował 52. urodziny.
Ustalmy fakty: GKS nie był dziś zespołem lepszym. xG katowiczan w tym meczu to 1,03, a zabrzan – aż 2,61. To Górnik prowadził grę, to podopieczni Jana Urbana zdominowali środek pola za sprawą solidnego Patrika Hellebranda, to goście tworzyli sobie więcej klarownych okazji, tylko cóż z tego? Kto będzie jutro o tym pamiętał?
Zabrzanom zwycięstwo powinien zapewnić rezerwowy Ousmane Sow, ale ten pudłował niczym jego imiennik, Dembele, w najgorszym czasie kariery. W drugiej połowie najpierw strzał Senegalczyka z najbliższej odległości świetnie sparował Dawid Kudła, w kolejnej akcji po jego zagraniu piłka odbiła się od Lukasa Klemenza i prawie wpadła do siatki. Ale jak wiemy z reklamy od 20 lat – prawie robi wielką różnicę.
Bramkarza GieKSy nie był też w stanie pokonać Erik Janża – i jego groźne uderzenie Kudła obronił w niesamowity sposób.
Co ciekawe, bramka zdobyta przez Szymczaka była… jedyną jaką strzelili gospodarze. Tak jak na dobrym weselu nie może zabraknąć chleba i soli, tak na otwarciu nowego ekstraklasowego stadionu musi być obecne nasze ligowe dobro, czyli centrostrzał. Wrzutka Borjy Galana w pole karne została strącona głową przez Pawła Olkowskiego i voila, w taki sposób gospodarze wyszli na prowadzenie. Swoją drogą prawy obrońca Górnika, który zagrał w podstawowym składzie pierwszy raz od października, mógł się załamać tym samobójem – wcześniej prezentował się całkiem nieźle, wykonał jedną z ładniejszych akcji meczu, kiedy tak zakręcił Lukasem Klemenzem, że biedak pojechał na tyłku aż do Wodzisławia Śląskiego.
Druga atrakcyjna akcja miała miejsce w 51. minucie, za sprawą Lukasa Podolskiego, który asystował przy bramce Luki Zahovicia. Może Słoweńca zatrzymałby Arkadiusz Jędrych, tyle że obrońca GieKSy… stracił równowagę bez kontaktu z rywalem, tym samym nieco rewanżując się Górnikowi za wpadkę Olkowskiego.
Bramka wyrównująca dała gościom impuls do kolejnych ataków – prezentowali się lepiej od GieKSy w pierwszych 20 minutach tego spotkania i przez zdecydowaną część drugiej połowy. Tym bardziej Jana Urbana i jego sztab musi boleć brak choćby punktu.
Na koniec dodamy, że otwarcie Nowej Bukowej miało godną oprawę nie tylko na boisku, ale i trybunach, gdzie mieliśmy prezesów jak mrówków. Szef Ekstraklasy SA Marcin Animucki, Cezary Kulesza z PZPN-u, Sławomir Szmal, czyli świeżo upieczony sternik Związku Piłki Ręcznej w Polsce i Sebastian Świderski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ci wszyscy działacze obserwowali dziś triumf GieKSy!
goal.pl – GKS zaczął nową erę, zacięty Śląski Klasyk z trzema golami
GKS Katowice w pierwszym meczu na nowej arenie wygrał z Górnikiem Zabrze (2:1) w ramach 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Starcie z trybun śledziło ponad 15 tysięcy widzów.
GKS Katowice w niedzielny wieczór zaczynał nową erę w historii klubu, zaczynając rywalizację sportową na Arena Katowice. Już pierwsze spotkanie elektryzowało niezwykle, bo na drodze drużyny Rafała Góraka stanął Górnik Zabrze. Tym samym Śląski Klasyk z 30 marca 2025 roku na dobre zapisał się w annałach polskiej piłki. Ciekawostką jest też to, że akurat tego dnia swoje 52. urodziny obchodził szkoleniowiec GieKSy.
[…] Pierwsza połowa rywalizacji nie była pięknym widowiskiem. Szczególnie, mając na myśli pierwsze 30 minut gry. Aczkolwiek nie brakowało prób strzałów. Już w ósmej minucie Dawida Kudłę postanowił sprawdzić Lukas Podolski, korzystając zw swojej świetnej lewej nogi. Golkiper gospodarzy nie dał się jednak zaskoczyć przy próbie mistrza świata. Beniaminek rozgrywek odpowiedział z kolei w 18. minucie. Wówczas Mateusz Kowalczyk starał się pokonać Filipa Majchrowicza, ale ten był na posterunku. Finalnie katowiczanie jednak dopięli swego i zdobyli bramkę w pierwszej połowie. Na strzał sprzed pola karnego pozwolił sobie Borja Galan w 38. minucie. Po drodze tor lotu piłki nieco zmienił Paweł Olkowski i piłka wylądowała w siatce, co dało prowadzenie GieKSie.
Goście po zmianie stron ruszyli do odrabiania strat. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 52. minucie po podaniu Podolskiego do wyrównania doprowadził Luka Zahović. Słoweniec strzałem w długi róg zmusił do kapitulacji Kudłę, zdobywając swoją siódmą bramkę w tej kampanii.
W ostatnich 20 minutach meczu goście wzięli się jeszcze bardziej do pracy, aby za wszelką cenę przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Nie mogło to dziwić, bo po potknięciach ekip z czołówki zabrzanie mieli szanse na to, aby wskoczyć na piąte miejsce w tabeli. Jednocześnie próby zdobycia bramki podjęli Yousuke Furukawa oraz Erik Janża, ale bez efektu.
Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, to w doliczonym czasie gry gola na wagę wygranej gospodarzy strzelił Filip Szymczak, dla którego to było premierowe trafienie od momentu, gdy zawodnik trafił na wypożyczenie do GieKSy. Trzy punkty zostały zatem w Katowicach.
roosevelta81.pl – Zabójczy cios GieKSy w końcówce
Śląski Klasyk tym razem dla GieKSy. Inauguracja Areny Katowice miała swoją dramaturgię, niestety zakończoną porażką Górnika, który decydującego gola stracił w 101 minucie. Szczęśliwym strzelcem okazał się Szymczak. Wcześniej gole zdobywali Galan (pechowe przedłużenie piłki głową przez Pawła Olkowskiego), honorowe trafienie dla „Trójkolorowych” było autorstwa Luki Zahovića.
[…] Przed spotkaniem doszło do poświęcenia Areny Katowice, było też kilka przemówień, a potem rozpoczęło się granie. Początek dość ostrożny z obu stron, ale jako pierwsi zaatakowali zabrzanie. Indywidualną akcję przeprowadził Olkowski, który z łatwością przedostał się do końcowej linii boiska i stamtąd wycofał piłkę do Furukawy. Strzał Japończyka został jednak zablokowany. Chwilę później po rzucie rożnym okazję do uderzenia miał Lukas Podolski. Tym razem Kudła efektowną paradą sparował, zmierzającą w światło bramki futbolówkę. GiekSa odpowiedziała w 10 min. dwójkową akcją Nowaka z Bergierem, ale dobrze ustawiony Rafał Janicki powstrzymał napastnika gospodarzy. Po upływie kwadransa ponownie Poldi miał okazję by spróbować zaskoczyć Kudłę z dystansu, ale w tej sytuacji ustrzelił… Frukawę i golkiper gospodarzy mógł odetchnąć z ulgą. Kolejne okazje wypracowali sobie miejscowi. W 18 min. piłka trafiła na do niepilnowanego w polu karnym Kowalczyka. Cała akcja była spalona, ale brawa należą się Filipowi Majchrowiczowi, który efektowną paradą poradził sobie z uderzeniem katowiczanina. 120 sekund później mieliśmy powtórkę z „rozrywki”. Teraz, będący na ofsajdzie Bartosz Nowak celował w okienko i ponownie Majchrowicz na posterunku. Nie trudno było zauważyć, że obie drużyny nastawiły się na uderzenia z dystansu. Tak było w następnych sytuacjach, gdy szczęścia szukali Furukawa, a po stronie GKS, Bergier. W obu przypadkach piłka w niewielkiej odległości mijała bramkę. Podobnie jak po główce Repki, który uprzedził Majchrowicza. W tych fragmentach lepiej prezentowali się katowiczanie, a ich starania zakończyły się sukcesem. Po wrzutce w szesnastkę Galana, futbolówka trafiła jeszcze w głowę Olkowskiego, zupełnie zmyliła Majchrowicza i wylądowała przy długim słupku. W tej części oglądaliśmy jeszcze próbę Patrika Hellebrand oraz Nowaka, którego zablokował Janicki. Więcej goli w tej części nie padło i to podopieczni Rafała Góraka schodzili do szatni w lepszych nastrojach.
W przerwie meczu Jan Urban zdecydował się jedną zmianę. W miejsce Olkowskiego pojawił się Ousmane Sow. Zabrzanie weszli w tę część akcją zakończoną uderzeniem z woleja Hellebranda. Strzał był jednak zbyt lekki i nie sprawił trudności bramkarzowi GKS-u. Następna sytuacja przyniosła już zabrzanom gola. Niewidoczny do przerwy Luka Zhović dostał prostopadłe podanie od Poldiego i Słoweńcowi nie pozostało nic innego, jak umieścić futbolówkę obok bezradnego Kudły. Górnicy w tym momencie wyraźnie złapali rytm i starali się iść za ciosem. W 68 min. zabrzanie wykonywali rzut rożny, po którym Podolski zaczął ostrzeliwać bramkę GKS-u i za trzecią próbą posłał bombę w kierunku świątyni Kudły, jednak Dawid efektowną robinsonadą uratował zespół przed utratą gola. Dwie minuty później wreszcie dobra akcja wprowadzonego Sowa. Piłka po zagraniu Ousmane jeszcze dotknęła jednego z obrońców i potoczyła się wzdłuż linii za plecami zaskoczonego Kudły. Niestety z zamknięciem akcji spóźnił się w tej sytuacji Furukawa. Górnik powinien objąć prowadzenie na kwadrans przed końcem. Znakomicie w pole bramkowe zagrał Furukawa do piłki doszedł na czwartym metrze Sow, ale zamiast do siatki… trafił w Kudłę. Kilka chwil później kąśliwie dorzucał Erik Janża, jednak futbolówka przeszyła tylko pole karne. Kolejną szansę zabrzanie mieli na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Wówczas to, Zahović świetnie zabrał się z piłką w polu karnym gospodarzy i natychmiast uderzył. Niestety Słoweniec trafił w nogi interweniującego Kudły. Niewykorzystane okazje zemściły się w doliczonym czasie. Okazje Nowaka (obronił Majchrowicz) oraz Repki (główkował tuż obok słupka) jeszcze nie przyniosły skutku. Niestety w 101 min. Szymczak znalazł sobie nieco miejsca w polu karnym i umieścił futbolówkę w okienku.
katowickisport.pl – Zwycięstwo na otwarcie nowego stadionu! Katowice dziś nie zasną
Mecz GKS-u Katowice z Górnikiem Zabrze rozpoczął nową erę w historii katowickiego klubu. Podopieczni Rafała Góraka pokonali na otwarcie Areny Katowice gości z Zabrza, a gol na wagę zwycięstwa padł w 11. minucie doliczonego czasu gry.
GKS Katowice zwycięstwem zakończył starą erę i grę na legendarnym obiekcie i od zwycięstwa rozpoczął nową. W pierwszym spotkaniu na Arenie Katowice podopieczni Rafała Góraka pokonali Górnik Zabrze 2:1 w Śląskim Klasyku. 30 marca 2025 to dzień, który na zawsze zapisze się w historii klubu z Bukowej. W ceremonii otwarcia nowego obiektu udział wzięły legendy GKS-u, Gerard Rother i Franciszek Sput.
Później głównymi aktorami byli już piłkarze. Najpierw w końcówce pierwszej połowy do siatki trafił Galan, wyprowadzając Górnik na prowadzenie. Chwilę po zmianie stron wyrównał Zahović, a wynik meczu pięknym strzałem w 11. minucie doliczonego czasu gry ustalił Filip Szymczak, wprawiając Arenę Katowice w ekstazę.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zatopił Górnika strzałem w ostatniej akcji. Śląski Klasyk był świetnym widowiskiem!
Pierwsza połowa dla GKS-u, druga w większości dla Górnika. Ale to katowiczanie zadali ten najważniejszy ostatni cios i zgarnęli trzy punkty! Mecz był znakomitym widowiskiem, a oglądał go komplet, czyli ponad 15.000 kibiców.
Pierwszy historyczny mecz na Arenie Katowice miał imponującą oprawę. Piłkarze GKS Katowice i Górnika Zabrze również stanęli na wysokości zadania i Śląski Klasyk był znakomitym widowiskiem, które oglądał komplet kibiców.
W niedzielę wszystko było pierwsze. Inauguracyjne kopnięcie piłki wykonali Gerard Rother i Franciszek Sput, czyli legendarni zawodnicy GKS-u, pierwszy strzał (niecelny) oddał Yosuke Furukawa, a pierwszą żółtą kartkę zobaczył Lukas Podolski. Wszyscy czekali jednak na pierwszego gola.
W pierwszej połowie sytuacji nie brakowało. Derby iskrzyły, ataki szły w obie strony, bramkarze i obrońcy nie mogli się nudzić. I wreszcie piłka do siatki wpadła. Traf chciał, że posłał ją tam piłkarz Górnika, ale pokonał własnego bramkarza. Paweł Olkowski – rozgrywający dobry mecz – głową podbił dośrodkowanie Borji Galana i Filip Majchrowicz był bez szans.
– Dobrze weszliśmy w mecz, a potem pojawiło się trochę niecelnych podań i GKS się napędził. No i ta przypadkowa bramka… – mówił później Jan Urban.
Strzelec bramki na drugą część spotkania już nie wyszedł, zmienił go Dusmane Sow. – To nie był efekt gola, za takie coś nie zmienia się piłkarzy. Wiedzieliśmy, że mamy Sowa na zmianę i że on też będzie dobrze grał – tłumaczył Jan Urban.
Jan Urban wychodząc z tunelu mobilizował jeszcze swoich piłkarzy, a ci tę energię najwyraźniej przejęli, bo już po sześciu minutach był remis. Luka Zahović podręcznikowo zakończył wymianę podań z Lukasem Podolski.
Zabrzanie przejęli inicjatywę, ocierając się nawet o dominację. W ostatnim kwadransie mieli wyśmienite okazje, by objąć też prowadzenie. W jaki sposób Snow nie potrafił strzałem z trzech metrów pokonać Dawida Kudłę pozostanie ich wspólną tajemnicą, ale także Erik Janża ma czego żałować, po tym, jak uderzał wzdłuż bramki. Kudła wygrał też w kapitalny sposób z Zahoviciem.
Za to ostatnie sekundy znów przyniosły wielkie emocje po drugiej stronie boiska. Aż do końca. Wtedy stało się coś, co sprawiło, że kibice gospodarzy niemal eksplodowali z radości! W dziesiątej doliczonej minucie Filip Szymczak pokonał Majchrowicza i dał GKS-owi trzy punkty!
[…] Obchodzący urodziny Rafał Górak nie mógł sobie wymarzyć lepszego i bardziej efektownego prezentu.
[…] A na zakończenie kibice zobaczyli jeszcze efektowne show muzyczno-pirotechniczne.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze