Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Górnikiem: Zabójczy cios GieKSy w końcówce
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze. GieKSa wygrała 2:1 (1:0).
weszlo.com – Wielkie emocje na Nowej Bukowej! GieKSa wygrywa po ostatniej akcji meczu
To był mecz godny otwarcia nowego stadionu GKS-u Katowice! 39 strzałów z obu stron, bramka samobójcza zdobyta po znanym i lubianym centrostrzale, przepiękny gol w ostatniej akcji wieczoru. Nowa Bukowa została ochrzczona z przytupem, a co najważniejsze dla fanów GieKSy – to ich zespół zgarnął dziś trzy punkty w starciu z Górnikiem Zabrze.
Kiedy jesteś kibicem Ekstraklasy i widzisz jak na boisko wchodzi Filip Szymczak, nie możesz mieć żadnych oczekiwań. Owszem, był czas kiedy tego chłopaka uważano za duży talent, ale lata mijają, a on stoi w miejscu, czyli de facto się cofa. W ostatnich szesnastu ligowych spotkaniach, w barwach Lecha i GieKSy, 23-latek nie był w stanie trafić do siatki. Jakimś usprawiedliwieniem może być to, że większość z nich zaczynał na ławce, ale też bez przesady – mimo tego, choć kilka razy powinien ukłuć.
Filipowi zupełnie jednak nie szło aż do dziś, aż do 11. minuty doliczonego czasu gry. Właśnie wtedy Szymczak obudził w sobie wewnętrznego Zlatana Ibrahimovicia i oddał strzał, po którym trybuny oszalały. Strzał na wagę trzech punktów dla gospodarzy. Strzał będący wymarzonym prezentem dla trenera Rafała Góraka, który dziś – zapewne hucznie! – będzie świętował 52. urodziny.
Ustalmy fakty: GKS nie był dziś zespołem lepszym. xG katowiczan w tym meczu to 1,03, a zabrzan – aż 2,61. To Górnik prowadził grę, to podopieczni Jana Urbana zdominowali środek pola za sprawą solidnego Patrika Hellebranda, to goście tworzyli sobie więcej klarownych okazji, tylko cóż z tego? Kto będzie jutro o tym pamiętał?
Zabrzanom zwycięstwo powinien zapewnić rezerwowy Ousmane Sow, ale ten pudłował niczym jego imiennik, Dembele, w najgorszym czasie kariery. W drugiej połowie najpierw strzał Senegalczyka z najbliższej odległości świetnie sparował Dawid Kudła, w kolejnej akcji po jego zagraniu piłka odbiła się od Lukasa Klemenza i prawie wpadła do siatki. Ale jak wiemy z reklamy od 20 lat – prawie robi wielką różnicę.
Bramkarza GieKSy nie był też w stanie pokonać Erik Janża – i jego groźne uderzenie Kudła obronił w niesamowity sposób.
Co ciekawe, bramka zdobyta przez Szymczaka była… jedyną jaką strzelili gospodarze. Tak jak na dobrym weselu nie może zabraknąć chleba i soli, tak na otwarciu nowego ekstraklasowego stadionu musi być obecne nasze ligowe dobro, czyli centrostrzał. Wrzutka Borjy Galana w pole karne została strącona głową przez Pawła Olkowskiego i voila, w taki sposób gospodarze wyszli na prowadzenie. Swoją drogą prawy obrońca Górnika, który zagrał w podstawowym składzie pierwszy raz od października, mógł się załamać tym samobójem – wcześniej prezentował się całkiem nieźle, wykonał jedną z ładniejszych akcji meczu, kiedy tak zakręcił Lukasem Klemenzem, że biedak pojechał na tyłku aż do Wodzisławia Śląskiego.
Druga atrakcyjna akcja miała miejsce w 51. minucie, za sprawą Lukasa Podolskiego, który asystował przy bramce Luki Zahovicia. Może Słoweńca zatrzymałby Arkadiusz Jędrych, tyle że obrońca GieKSy… stracił równowagę bez kontaktu z rywalem, tym samym nieco rewanżując się Górnikowi za wpadkę Olkowskiego.
Bramka wyrównująca dała gościom impuls do kolejnych ataków – prezentowali się lepiej od GieKSy w pierwszych 20 minutach tego spotkania i przez zdecydowaną część drugiej połowy. Tym bardziej Jana Urbana i jego sztab musi boleć brak choćby punktu.
Na koniec dodamy, że otwarcie Nowej Bukowej miało godną oprawę nie tylko na boisku, ale i trybunach, gdzie mieliśmy prezesów jak mrówków. Szef Ekstraklasy SA Marcin Animucki, Cezary Kulesza z PZPN-u, Sławomir Szmal, czyli świeżo upieczony sternik Związku Piłki Ręcznej w Polsce i Sebastian Świderski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ci wszyscy działacze obserwowali dziś triumf GieKSy!
goal.pl – GKS zaczął nową erę, zacięty Śląski Klasyk z trzema golami
GKS Katowice w pierwszym meczu na nowej arenie wygrał z Górnikiem Zabrze (2:1) w ramach 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Starcie z trybun śledziło ponad 15 tysięcy widzów.
GKS Katowice w niedzielny wieczór zaczynał nową erę w historii klubu, zaczynając rywalizację sportową na Arena Katowice. Już pierwsze spotkanie elektryzowało niezwykle, bo na drodze drużyny Rafała Góraka stanął Górnik Zabrze. Tym samym Śląski Klasyk z 30 marca 2025 roku na dobre zapisał się w annałach polskiej piłki. Ciekawostką jest też to, że akurat tego dnia swoje 52. urodziny obchodził szkoleniowiec GieKSy.
[…] Pierwsza połowa rywalizacji nie była pięknym widowiskiem. Szczególnie, mając na myśli pierwsze 30 minut gry. Aczkolwiek nie brakowało prób strzałów. Już w ósmej minucie Dawida Kudłę postanowił sprawdzić Lukas Podolski, korzystając zw swojej świetnej lewej nogi. Golkiper gospodarzy nie dał się jednak zaskoczyć przy próbie mistrza świata. Beniaminek rozgrywek odpowiedział z kolei w 18. minucie. Wówczas Mateusz Kowalczyk starał się pokonać Filipa Majchrowicza, ale ten był na posterunku. Finalnie katowiczanie jednak dopięli swego i zdobyli bramkę w pierwszej połowie. Na strzał sprzed pola karnego pozwolił sobie Borja Galan w 38. minucie. Po drodze tor lotu piłki nieco zmienił Paweł Olkowski i piłka wylądowała w siatce, co dało prowadzenie GieKSie.
Goście po zmianie stron ruszyli do odrabiania strat. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 52. minucie po podaniu Podolskiego do wyrównania doprowadził Luka Zahović. Słoweniec strzałem w długi róg zmusił do kapitulacji Kudłę, zdobywając swoją siódmą bramkę w tej kampanii.
W ostatnich 20 minutach meczu goście wzięli się jeszcze bardziej do pracy, aby za wszelką cenę przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Nie mogło to dziwić, bo po potknięciach ekip z czołówki zabrzanie mieli szanse na to, aby wskoczyć na piąte miejsce w tabeli. Jednocześnie próby zdobycia bramki podjęli Yousuke Furukawa oraz Erik Janża, ale bez efektu.
Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, to w doliczonym czasie gry gola na wagę wygranej gospodarzy strzelił Filip Szymczak, dla którego to było premierowe trafienie od momentu, gdy zawodnik trafił na wypożyczenie do GieKSy. Trzy punkty zostały zatem w Katowicach.
roosevelta81.pl – Zabójczy cios GieKSy w końcówce
Śląski Klasyk tym razem dla GieKSy. Inauguracja Areny Katowice miała swoją dramaturgię, niestety zakończoną porażką Górnika, który decydującego gola stracił w 101 minucie. Szczęśliwym strzelcem okazał się Szymczak. Wcześniej gole zdobywali Galan (pechowe przedłużenie piłki głową przez Pawła Olkowskiego), honorowe trafienie dla „Trójkolorowych” było autorstwa Luki Zahovića.
[…] Przed spotkaniem doszło do poświęcenia Areny Katowice, było też kilka przemówień, a potem rozpoczęło się granie. Początek dość ostrożny z obu stron, ale jako pierwsi zaatakowali zabrzanie. Indywidualną akcję przeprowadził Olkowski, który z łatwością przedostał się do końcowej linii boiska i stamtąd wycofał piłkę do Furukawy. Strzał Japończyka został jednak zablokowany. Chwilę później po rzucie rożnym okazję do uderzenia miał Lukas Podolski. Tym razem Kudła efektowną paradą sparował, zmierzającą w światło bramki futbolówkę. GiekSa odpowiedziała w 10 min. dwójkową akcją Nowaka z Bergierem, ale dobrze ustawiony Rafał Janicki powstrzymał napastnika gospodarzy. Po upływie kwadransa ponownie Poldi miał okazję by spróbować zaskoczyć Kudłę z dystansu, ale w tej sytuacji ustrzelił… Frukawę i golkiper gospodarzy mógł odetchnąć z ulgą. Kolejne okazje wypracowali sobie miejscowi. W 18 min. piłka trafiła na do niepilnowanego w polu karnym Kowalczyka. Cała akcja była spalona, ale brawa należą się Filipowi Majchrowiczowi, który efektowną paradą poradził sobie z uderzeniem katowiczanina. 120 sekund później mieliśmy powtórkę z „rozrywki”. Teraz, będący na ofsajdzie Bartosz Nowak celował w okienko i ponownie Majchrowicz na posterunku. Nie trudno było zauważyć, że obie drużyny nastawiły się na uderzenia z dystansu. Tak było w następnych sytuacjach, gdy szczęścia szukali Furukawa, a po stronie GKS, Bergier. W obu przypadkach piłka w niewielkiej odległości mijała bramkę. Podobnie jak po główce Repki, który uprzedził Majchrowicza. W tych fragmentach lepiej prezentowali się katowiczanie, a ich starania zakończyły się sukcesem. Po wrzutce w szesnastkę Galana, futbolówka trafiła jeszcze w głowę Olkowskiego, zupełnie zmyliła Majchrowicza i wylądowała przy długim słupku. W tej części oglądaliśmy jeszcze próbę Patrika Hellebrand oraz Nowaka, którego zablokował Janicki. Więcej goli w tej części nie padło i to podopieczni Rafała Góraka schodzili do szatni w lepszych nastrojach.
W przerwie meczu Jan Urban zdecydował się jedną zmianę. W miejsce Olkowskiego pojawił się Ousmane Sow. Zabrzanie weszli w tę część akcją zakończoną uderzeniem z woleja Hellebranda. Strzał był jednak zbyt lekki i nie sprawił trudności bramkarzowi GKS-u. Następna sytuacja przyniosła już zabrzanom gola. Niewidoczny do przerwy Luka Zhović dostał prostopadłe podanie od Poldiego i Słoweńcowi nie pozostało nic innego, jak umieścić futbolówkę obok bezradnego Kudły. Górnicy w tym momencie wyraźnie złapali rytm i starali się iść za ciosem. W 68 min. zabrzanie wykonywali rzut rożny, po którym Podolski zaczął ostrzeliwać bramkę GKS-u i za trzecią próbą posłał bombę w kierunku świątyni Kudły, jednak Dawid efektowną robinsonadą uratował zespół przed utratą gola. Dwie minuty później wreszcie dobra akcja wprowadzonego Sowa. Piłka po zagraniu Ousmane jeszcze dotknęła jednego z obrońców i potoczyła się wzdłuż linii za plecami zaskoczonego Kudły. Niestety z zamknięciem akcji spóźnił się w tej sytuacji Furukawa. Górnik powinien objąć prowadzenie na kwadrans przed końcem. Znakomicie w pole bramkowe zagrał Furukawa do piłki doszedł na czwartym metrze Sow, ale zamiast do siatki… trafił w Kudłę. Kilka chwil później kąśliwie dorzucał Erik Janża, jednak futbolówka przeszyła tylko pole karne. Kolejną szansę zabrzanie mieli na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Wówczas to, Zahović świetnie zabrał się z piłką w polu karnym gospodarzy i natychmiast uderzył. Niestety Słoweniec trafił w nogi interweniującego Kudły. Niewykorzystane okazje zemściły się w doliczonym czasie. Okazje Nowaka (obronił Majchrowicz) oraz Repki (główkował tuż obok słupka) jeszcze nie przyniosły skutku. Niestety w 101 min. Szymczak znalazł sobie nieco miejsca w polu karnym i umieścił futbolówkę w okienku.
katowickisport.pl – Zwycięstwo na otwarcie nowego stadionu! Katowice dziś nie zasną
Mecz GKS-u Katowice z Górnikiem Zabrze rozpoczął nową erę w historii katowickiego klubu. Podopieczni Rafała Góraka pokonali na otwarcie Areny Katowice gości z Zabrza, a gol na wagę zwycięstwa padł w 11. minucie doliczonego czasu gry.
GKS Katowice zwycięstwem zakończył starą erę i grę na legendarnym obiekcie i od zwycięstwa rozpoczął nową. W pierwszym spotkaniu na Arenie Katowice podopieczni Rafała Góraka pokonali Górnik Zabrze 2:1 w Śląskim Klasyku. 30 marca 2025 to dzień, który na zawsze zapisze się w historii klubu z Bukowej. W ceremonii otwarcia nowego obiektu udział wzięły legendy GKS-u, Gerard Rother i Franciszek Sput.
Później głównymi aktorami byli już piłkarze. Najpierw w końcówce pierwszej połowy do siatki trafił Galan, wyprowadzając Górnik na prowadzenie. Chwilę po zmianie stron wyrównał Zahović, a wynik meczu pięknym strzałem w 11. minucie doliczonego czasu gry ustalił Filip Szymczak, wprawiając Arenę Katowice w ekstazę.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zatopił Górnika strzałem w ostatniej akcji. Śląski Klasyk był świetnym widowiskiem!
Pierwsza połowa dla GKS-u, druga w większości dla Górnika. Ale to katowiczanie zadali ten najważniejszy ostatni cios i zgarnęli trzy punkty! Mecz był znakomitym widowiskiem, a oglądał go komplet, czyli ponad 15.000 kibiców.
Pierwszy historyczny mecz na Arenie Katowice miał imponującą oprawę. Piłkarze GKS Katowice i Górnika Zabrze również stanęli na wysokości zadania i Śląski Klasyk był znakomitym widowiskiem, które oglądał komplet kibiców.
W niedzielę wszystko było pierwsze. Inauguracyjne kopnięcie piłki wykonali Gerard Rother i Franciszek Sput, czyli legendarni zawodnicy GKS-u, pierwszy strzał (niecelny) oddał Yosuke Furukawa, a pierwszą żółtą kartkę zobaczył Lukas Podolski. Wszyscy czekali jednak na pierwszego gola.
W pierwszej połowie sytuacji nie brakowało. Derby iskrzyły, ataki szły w obie strony, bramkarze i obrońcy nie mogli się nudzić. I wreszcie piłka do siatki wpadła. Traf chciał, że posłał ją tam piłkarz Górnika, ale pokonał własnego bramkarza. Paweł Olkowski – rozgrywający dobry mecz – głową podbił dośrodkowanie Borji Galana i Filip Majchrowicz był bez szans.
– Dobrze weszliśmy w mecz, a potem pojawiło się trochę niecelnych podań i GKS się napędził. No i ta przypadkowa bramka… – mówił później Jan Urban.
Strzelec bramki na drugą część spotkania już nie wyszedł, zmienił go Dusmane Sow. – To nie był efekt gola, za takie coś nie zmienia się piłkarzy. Wiedzieliśmy, że mamy Sowa na zmianę i że on też będzie dobrze grał – tłumaczył Jan Urban.
Jan Urban wychodząc z tunelu mobilizował jeszcze swoich piłkarzy, a ci tę energię najwyraźniej przejęli, bo już po sześciu minutach był remis. Luka Zahović podręcznikowo zakończył wymianę podań z Lukasem Podolski.
Zabrzanie przejęli inicjatywę, ocierając się nawet o dominację. W ostatnim kwadransie mieli wyśmienite okazje, by objąć też prowadzenie. W jaki sposób Snow nie potrafił strzałem z trzech metrów pokonać Dawida Kudłę pozostanie ich wspólną tajemnicą, ale także Erik Janża ma czego żałować, po tym, jak uderzał wzdłuż bramki. Kudła wygrał też w kapitalny sposób z Zahoviciem.
Za to ostatnie sekundy znów przyniosły wielkie emocje po drugiej stronie boiska. Aż do końca. Wtedy stało się coś, co sprawiło, że kibice gospodarzy niemal eksplodowali z radości! W dziesiątej doliczonej minucie Filip Szymczak pokonał Majchrowicza i dał GKS-owi trzy punkty!
[…] Obchodzący urodziny Rafał Górak nie mógł sobie wymarzyć lepszego i bardziej efektownego prezentu.
[…] A na zakończenie kibice zobaczyli jeszcze efektowne show muzyczno-pirotechniczne.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze