Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pograli twardo, jak to mają w zwyczaju
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W ubiegłą środę rozdano nagrody w plebiscycie Złote Buki.
Piłkarki po powrocie do treningów rozegrały kolejny mecz sparingowy przegrywając ze Slavią Praga 2:3 (1:2). Następny test-mecz piłkarki rozegrają 8 lutego ponownie w Pradze – tym razem z miejscową Spartą. Drużyna męska rozpoczęła meczem ze Stalą Mielec rozgrywki ligowe w 2025 roku. GieKSa wygrała 1:0 (0:0). W sobotę, na boisku treningowym przy Bukowej, zespół rozegrał sparing z Podbeskidziem Bielsko-Biała, remisując 2:2 (1:2). Dawid Kudła i Marcin Wasielewski podpisali nowe umowy z klubem, a do zespołu dołączył na zasadzie wypożyczenia Filip Szymczak. Kolejne spotkanie ligowe piłkarze rozegrają 8 lutego o 17:30 na wyjeździe z Rakowem.
Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – przegrane z Projektem Warszawa 1:3. Kolejny mecz drużyna rozegra w najbliższą sobotę o 20:30 z Norwidem Częstochowa w hali w Szopienicach. Do drużyny powrócił przyjmujący Gonzalo Quiroga.
Hokeiści rozegrali dwa spotkania. W pierwszym z nich przegrali z GKS-em Tychy 3:4, w drugim pokonali JKH GKS Jastrzębie 3:2. Ze względu na mecze reprezentacji Polski kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 12 lutego.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Miesiąc przed startem Ekstraligi – co dzieje się w klubach?
Do startu rundy wiosennej Orlen Ekstraligi został miesiąc, więc sprawdziliśmy, jak przebiegają przygotowania ligowców i jakie wyniki padają w sparingach. W naszym przeglądzie znajdziecie kompletne harmonogramy przygotowań wszystkich drużyn.
GKS Katowice
Niedługo po wznowieniu treningów, GKS Katowice udał się na obóz do Bielska-Białej, gdzie na rozpoczęcie zgrupowania zmierzył się z miejscowym Rekordem. Kolejnym sparingiem liderek Ekstraligi było spotkanie z SMS-em Łódź, w którym Katowiczanki odniosły wysokie zwycięstwo 6:0. W najbliższych tygodniach zmierzą się z dwoma drużynami z czeskiej Pragi. Do drużyny dołączyła nowa piłkarka – reprezentantka Łotwy, Sanija Vuškāne, która już zdążyła zaliczyć nieoficjalny debiut i zdobyć swoją pierwszą bramkę.
15 stycznia: Rekord Bielsko-Biała 3:2 (Kozak, Maciążka, Misztal)
15-18 stycznia: obóz w Bielsku-Białej
25 stycznia: Grot SMS Łódź 6:0 (Bińkowska, Kozak 2x, Langosz 2x, Vuškāne)
1 lutego: Slavia Praga 2:3 (Słowińska, Turkiewicz)
8 lutego: Sparta Praga
22 lutego: Górnik Łęczna
wkatowicach.eu – Złote Buki 2024. Znamy najlepszych sportowców GKS-u Katowice w ubiegłym roku!
Za nami gala Złotych Buków 2024. Złote Buki to tradycyjny plebiscyt GKS-u Katowice, w którym honorowani są najwybitniejsi sportowcy wielosekcyjnego klubu. Gala odbyła się w środę, 29 stycznia, w Akademii Muzycznej w Katowicach.
W trakcie gali, która odbyła się w środę, 29 stycznia w Akademii Muzycznej w Katowicach poznaliśmy laureatów nagród „Złote Buki 2024”. Tradycyjnie GKS Katowice wyróżnił najlepszych sportowców wszystkich sekcji. Rok 2024 był dla GieKSy wyjątkowy, bo klub obchodził 60-lecie istnienia. Nie zabrakło więc także czasu na podsumowania sportowych sukcesów klubu, których w ubiegłym roku nie brakowało.
W swoim przemówieniu o najważniejszych wydarzeniach dla GKS-u Katowice przypominał prezes klubu, Krzysztof Nowak.
Sekret kryje się w haśle, które podkreślam na każdym kroku, od kiedy pracuję w klubie: „Cała GieKSa Razem”. Tylko budowanie fundamentu siły klubu na wspólnocie, jaką stanowi szerokie środowisko GKS-u Katowice, daje wymierne efekty. Sympatia, życzliwości i pracowitość wszystkich ludzi zaangażowanych w budowanie GieKSy musiały przerodzić się w coś wielkiego. Dziękuję za ostatni rok i proszę o więcej! Będziemy stawać przed jeszcze większymi wyzwaniami i pracować na kolejne sukcesy. Gratuluję udanego roku 2024 wszystkim sportowcom – powiedział prezes GKS-u Katowice, Krzysztof Nowak
Dzisiejsze wydarzenie ma podkreślić, jak ważną rolę pełnią dla nas sportowcy GKS-u, a że są wyjątkowi dla nas wszystkich, nie trzeba nikogo przekonywać, świadczą o tym ich liczne puchary i osiągnięcia. Dziesięć lat temu prezydent Marcin Krupa zapowiedział budowanie wielosekcyjnej GieKSy. Dziś z dumą możemy powiedzieć, że ówczesna decyzja była właściwa i skutkuje tym, że możemy szczycić się naszym Klubem i jego fantastycznymi sukcesami w wielu dyscyplinach. Ale to nie byłoby możliwe, gdyby nie wszyscy ludzie wokół Klubu. Drodzy sportowcy GieKSy, życzymy Wam jak najwięcej radości z efektów, jakie przynoszą Wasze treningi i ciężka praca – powiedział wiceprezydent Katowic, Maciej Biskupski
Statuetki Złotych Buków zyskały w tym roku odświeżony wygląd. Niezmiennie jednak kształtem przypominają buki, które nawiązują do nazwy ulicy, przy której znajduje się siedziba i stadion GKS-u Katowice – Bukowej.
Laureatów Złotych Buków w kategoriach „Najlepszy Piłkarz”, „Najlepsza Piłkarka”, „Najlepszy Siatkarz” i „Najlepszy Hokeista”, a także „Wydarzenie Roku” wyłoniło internetowe głosowanie. Oto laureaci:
„Piłkarz Roku 2024” – Adrian Błąd
„Piłkarka Roku 2024” – Klaudia Słowińska
„Siatkarz Roku 2024” – Bartosz Mariański
„Hokeista Roku 2024” – Bartosz Fraszko
„Wydarzenie Roku 2024” – Awans piłkarzy do Ekstraklasy
Podczas Złotych Buków wręczono także nagrodę dla Szachisty Roku, którym został młody zawodnik Hetmana GKS Katowice Jan Klimkowski. Ponadto specjalną nagrodę za szachowe mistrzostwo świata do lat 14 wręczono innemu zawodnikowi Hetmana, Patrykowi Cieślakowi.
Tradycją Gali Złotych Buków jest także wręczanie statuetek specjalnych. Nie zabrakło wyjątkowej nagrody Superbuka, którego przyznano śp. Adamowi Ledwoniowi, piłkarskiej legendzie katowickiego klubu. Z rąk wiceprezydenta miasta Katowice Macieja Biskupskiego oraz prezesa klubu Krzysztofa Nowaka nagrodę odebrali Barbara i Ryszard Ledwoń, rodzice śp. Adama.
Podczas gali uhonorowano jubileusz 10 lat działalności Klubu Kibiców Niepełnosprawnych GKS-u Katowice. Odbyła się także, jak co roku, licytacja wyjątkowej statuetki na rzecz wsparcia Domu Aniołów Stróżów, wieloletniego partnera GieKSy. Licytację wygrała piłkarska sekcja GKS-u.
Zaległą nagrodę – za rok 2018 – odebrał Lukas Klemenz, który po kilkuletniej przerwie wrócił do GKS-u Katowice.
katowickisport.pl – GKS Katowice zatrzymuje dwóch ważnych graczy!
Dwóch kluczowych zawodników GKS-u Katowice zdecydowało się złożyć podpisy pod nowymi kontraktami z klubem. To bardzo dobre wieści dla fanów beniaminka PKO Ekstraklasy.
GKS Katowice z radością poinformował o przedłużeniu kontraktów z dwoma ważnymi zawodnikami klubu. Podpisy pod nowymi umowami złożyli Dawid Kudła i Marcin Wasielewski. W obu przypadkach nowe kontrakty obowiązywać będą do końca czerwca 2027 roku.
Dawid Kudła dołączył do GKS-u latem 2021 roku. Jego znakomita dyspozycja w sezonie 2023/2024 znacząco pomogła GieKSie wywalczyć awans do PKO BP Ekstraklasy. W barwach GKS-u rozegrał dotąd 113 meczów i zachował 38 czystych kont. W tym sezonie Kudła wystąpił w 18 spotkaniach i pięciokrotnie zagrał na zero.
Marcin Wasielewski piłkarzem GKS-u Katowice został rok później (lato 2022) i od razu stał się ważnym piłkarzem drużyny trenera Rafała Góraka. Dla GieKSy zagrał 86 meczów notując 14 asyst i dwa gole. W obecnych rozgrywkach dołożył 19 spotkań. Zanotował w nich jedną bramkę i trzy asysty.
lechpoznan.pl – Filip Szymczak wypożyczony do GKS Katowice
Filip Szymczak rundę wiosenną sezonu 2024/2025 spędzi w GKS Katowice. 22-letni napastnik Lecha Poznań został wypożyczony na pół roku do beniaminka PKO BP Ekstraklasy, GKS Katowice. W umowie nie ma opcji wykupu.
To powrót wychowanka Kolejorza do ekipy ze stolicy Górnego Śląska. Był bowiem wypożyczony do GKS na sezon 2021/2022, kiedy katowiczanie występowali na zapleczu Ekstraklasy. Wówczas w 32 meczach strzelił 11 goli. Lechitą Filip jest od 2013 roku, kiedy przeszedł z lokalnego rywala – Warty. W pierwszej drużynie zadebiutował 24 września 2019 roku w wyjazdowym starciu Pucharu Polski z Chrobrym Głogów (2:0). Z kolei w lidze na swój pierwszy występ czekał do początku wiosny 2020, kiedy to wszedł na murawę w końcówce spotkania z Rakowem Częstochowa (3:0) przy Bułgarskiej.
W Lechu do tej pory rozegrał 110 meczów, w których strzelił 11 goli i dorzucił 9 asyst. Jest reprezentantem Polski U-21, kadra z napastnikiem w składzie awansowała na czerwcowe mistrzostwa Europy, które odbędą się na Słowacji i wiele wskazuje na to, że Szymczak również pojedzie na tę imprezę.
tspodbeskidzie.pl – [SPARING]: GKS Katowice – Podbeskidzie 2:2
[…] Katowiczanie w piątek udanie rozpoczęli wiosnę w Ekstraklasie, pokonując 1:0 Stal Mielec. W sobotnie przedpołudnie podopieczni Rafała Góraka na bocznym boisku przy Bukowej zmierzyli się z Podbeskidziem.
Szczególnie w pierwszej połowie mecz rozgrywany był w bardzo dobrym tempie i obfitował w sytuacje podbramkowe. Po kilku niewykorzystanych okazjach po stronie Górali, katowiczanie odpowiedzieli zabójczą kontrą zakończoną mocnym uderzeniem Mateusza Marca.
Jeszcze przed przerwą zespół Podbeskidzia odrobił stratę z nawiązką. Najpierw snajperskim zmysłem wykazał się Maciej Górski, który wyrównał stan meczu. Nie minęła minuta, a ponownie piłkę w bramce GKS-u umieścił Bartosz Florek i Górale prowadzili 1:2.
Druga połowa przyjęła początkowo bardzo podobny przebieg: najpierw groźne akcje TSP, a następnie gol dla Gieksy, którego autorem był znów Mateusz Marzec. Pomimo kilku niezłych sytuacji z jednej i z drugiej strony więcej goli już nie zobaczyliśmy i spotkanie zakończyło się remisem 2:2.
SIATKÓWKA
siatka.org – Argentyńczyk znowu w PlusLidze. Przyjmujący wraca do GKSu Katowice
Po dwuletniej przerwie, na powrót na polskie parkiety zdecydował się Gonzalo Quiroga. Przyjmujący reprezentował wcześniej barwy GKS-u Katowice, po czym przeniósł się do ligi francuskiej. Teraz wróci jednak do swoich europejskich korzeni i raz jeszcze dołączy do katowickiej ekipy. Czy będzie to jednak PlusLiga czy I liga? GKS na ten moment jest na ostatnim miejscu w tabeli.
Gonzalo Quiroga ma za sobą pięcioletnie doświadczenie w PlusLidze, z czego aż cztery lata spędził w GKSie Katowice. W przerwach pomiędzy grą w śląskim klubie reprezentował barwy kilku francuskich klubów. Jeden sezon spędził również w BKSie Visła Bydgoszcz. W sezonie 2025/26, po dwóch latach przerwy, po raz trzeci wróci do Katowic. Nie wiadomo jednak, czy ekipie ze śląska uda się utrzymać w PlusLidze. Jeżeli tak się nie stanie, czeka ich spadek do I ligi, a budowany obecnie skład będzie walczył o powrót do najwyższej klasy rozgrywek.
Argentyński przyjmujący ostatni mecz z GKSem Katowice rozegrał w sezonie 2022/23. W wówczas nie udało im się wywalczyć awansu do fazy play-off, jednak Quiroga wielokrotnie meldował się na boisku i w kluczowych momentach pokazywał się z dobrej strony. W tej chwili jego były klub nie radzi sobie jednak najlepiej. W trwającym sezonie 2024/25 zajmuje ostatnią lokatę w tabeli PlusLigi i jest mocno zagrożony spadkiem do I ligi. Zarząd przygotowuje drużynę na każdą sytuację, a kolejne ruchy transferowe pokazują gotowość do walki o utrzymanie, a w najgorszym scenariuszu – szybki powrót z zaplecza PlusLigi.
PGE Projekt Warszawa górą, ale rywal pokazał zęby
Mecz 23. kolejki pomiędzy GKS-em Katowice, a PGE Projektem Warszawa nie okazał się w pełni jednostronny. Przez większość spotkania gospodarzom udało się dotrzymywać kroku faworytom, choć tylko w jednej partii przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Cennych punktów jednak nie udało im się wywalczyć.
Od dwupunktowego prowadzenia po dwóch błędach stołecznych rozpoczęli mecz gospodarze (4:2). Na środku siatki nieustannie pokazywał się Jakub Kochanowski. Obie drużyny wraz z czasem zwiększały obroty, Projekt wyrównał po punktowym bloku (5:5). Nawiązała się równa gra punkt za punkt (11:11). Po błędzie miejscowych to podopieczni Piotra Grabana oddalili się na dwa oczka (13:11), a potem ponownie postawili szczelny blok (16:13). Punktowym serwisem odpowiedział jeszcze Aymen Bouguerra (17:16), ale raz jeszcze we znaki dał się warszawski blok (20:17, 24:20). Seta zakończył autowy serwis Damiana Domagały (25:21).
Trzypunktową zaliczkę przy serii zagrywek Tobiasa Branda i jego asie zbudowali na starcie goście (3:0). Utrzymywał się dwupunktowy dystans pomiędzy oboma zespołami (10:8). Po błędzie własnym w ataku Projekt wypuścił prowadzenie (10:10), a po kolejnym asie Bouguerry nawet przegrywał 11:12. Ponownie byliśmy świadkami gry punkt za punkt, choć nie na długo. Bartłomiej Bołądź asem i Kochanowski blokiem wyprowadzili swój zespół na dwupunktowe prowadzenie (16:14), które w mgnieniu oka zniwelował Bouguerra. Tunezyjczyk stał się motorem napędowym swojej drużyny, na siatce wysoką czujność zachowywał Łukasz Usowicz (19:17). Przyjezdni mieli problemy w ofensywie, zwłaszcza trudności z przełamaniem bloku miał Artur Szalpuk. Po ataku Macieja Woza i autowej zagrywce Bołądzia GieKSa wyrównała (25:22).
Trzecią część zainicjowała długa gra punkt za punkt (8:8). W pojedynkę pierwszą przewagę zbudował Domagała, który posłał dwa asy z rzędu (10:8). Wyraźne trudności w ofensywie mieli goście. Nie zwalniał ręki po stronie gospodarzy Bouguerra, który powiększył przewagę GKS-u (14:9). Dwukrotnie w krótkim odstępie grę przerwał trener Graban. Zaczęli pracować zagrywką stołeczni. Asa posłał Jan Firlej, a trzy punkty zainkasował Jurij Semeniuk (15:15). Przez moment zespoły pozostawały w zawarciu, ale przy serii ukraińskiego środkowego drużyna ze stolicy zbudowała przewagę (20:17). W ważnych momentach widzialny był Bołądź, który kończył kontry, a także samemu posłał asa (22:19). Nie spuszczali z tonu miejscowi, jednak podejmowane przez nich ryzyko w polu serwisowym nie popłacało. Partię w długiej wymianie zakończył Bołądź (25:22).
Od samego startu czwartej partii ciosy między sobą wymieniali Bouguerra i Bołądź. Ponownie wynik był remisowy (6:6). Dopiero kiedy wyższy bieg wrzucił Brand a pola serwisowego nie opuszczał Artur Szalpuk – stołeczni zbudowali trzypunktową zaliczkę (9:6). Falowało i szwankowało przyjęcie katowiczan. Ci popełniali błędy własne przy rozegraniu oraz w ofensywie. Wykorzystał moment słabości Brand, który trzema asami z rzędu dosadnie pokazał, dokąd zmierza spotkanie (18:10). Reagował jeszcze zmianami Emil Siewiorek, ale jego podopieczni nie mogli rozwinąć skrzydeł w ataku. Dwukrotnie zatrzymany został Bartosz Gomułka (20:11, 23:13). Mecz dobiegł końca po zepsutym serwisie Woza (25:15).
GKS Katowice – PGE Projekt Warszawa 1:3 (21:25, 25:22, 22:25, 15:25)
HOKEJ
hokej.net – Derby można przegrać, lecz nie można odpuścić walki. Ogrom emocji w Katowicach
Hokeiści z Katowic oraz Tychów zadbali o odpowiednią otoczkę Hokejowych Derbów Śląska. Nie zabrakło bramek, zwrotów akcji, mocnych starć, a przede wszystkim emocji do ostatniej sekundy. Ostatecznie lepsi okazali się podopieczni Pekki Tirrkonena, którzy zwycięstwem 4:3 przypieczętowali tytuł najlepszej drużyny sezonu zasadniczego.
Hokejowe Derby Śląska w ostatnich sezonach wyrastają na jedną z najciekawszych rywalizacji, nie tylko dla kibiców hokeja na Górnym Śląsku. Katowicko-tyskie pojedynki to przede wszystkim starcia czołowych polskich drużyn. Piąta odsłona derbowego spektaklu to starcie najlepszej tyskiej ofensywy (167 zdobytych bramek) z najszczelniejszą katowicka defensywą (71 straconych bramek). Trener Jacek Płachta scalając formację wicemistrzów Polski zdecydował się jedynie na kosmetyczne zmiany, w stosunku do składu jaki wystąpił w Oświęcimiu. Dantego Salituro w trzeciej formacji zastąpił Marcus Kallionkieli. W składzie gości zabrakło przede wszystkim kontuzjowanego Matiasa Lehtonena. Pomiędzy słupkami trener Pekka Tirkkonen zdecydował się zadysponować do gry Kamila Lewartowskiego.
Gdy na lodzie spotykają się dwie drużyny mające w swoich składach tak wiele indywidualności, można oczekiwać emocji od pierwszego wznowienia. Nie inaczej było w derbowym pojedynku, ledwie 150 sekund potrzebowali goście na zdobycie dwóch bramek. W 40. sekundzie Olaf Bizacki wrzucił krążek spod niebieskiej linii, pod bramką najprzytomniej zachował się Alan Łyszczarczyk, który pokonał Johna Murraya. O wydarzeniach z 3. minuty katowicka defensywa z pewnością chciała by jak najszybciej zapomnieć. Podopieczni Jacka Płachty kompletnie stracili rachubę nad położeniem krążka. Swój posterunek opuścił również Murray, zostawiając odsłoniętą bramkę. W tych okolicznościach Olaf Bizacki, do którego ostatecznie trafił krążek był wręcz w obowiązku, aby podwyższyć prowadzenie swojego zespołu.
Katowiczanie, próbując odpowiedzieć na nokautujące ciosy z pierwszych minut, sprawiali wrażenie nieco elektrycznych. Krążek podczas rozgrywania ich akcji często nie był dogrywany w tempo, co nie pozwalało na realne zagrożenie przeciwnikowi. Tyszanie, którzy fińską siłą stoją rzecz jasna tylko czekali na okazję do kontry. Ta otworzyła się przed przyjezdnymi w 10. minucie. Daniła Larionovs otworzył drogę do bramki Jere-Matiasowi Alanenowi, który z zimną krwią umieścił krążek pod samą poprzeczką. Ta akcja okazała się ostatnim akcentem Johna Murraya w dzisiejszym spotkaniu, którego decyzją Jacka Płachty zastąpił Michał Kieler. Na 14 sekund przed końcem pierwszej odsłony lider THL wyprowadził kolejną kontrę. Strzał Mateusza Gościńskiego zatrzymał na parkanach Michał Kieler. Odbity krążek trafił wprost na łyżwę Albina Runessona, który…skierował go do własnej bramki, prezentując gościom czwarte trafienie.
Początek drugiej odsłony należał do gospodarzy, jednak tyszanie mądrze pracowali w obronie, nie pozwalając aby gra na krążku GieKSy prokurowała zagrożenie pod ich bramką. Zwrot akcji nastąpił w 29. minucie. Z boksem kar zmuszony był przywitać się Bartłomiej Pociecha. Zespół Jacka Płachty zdołał dobrze popracować na krążku w przewadze, lecz bramka dla wicemistrzów Polski padła równo z powracającym na lód Pociechą. Kacper Maciaś widząc jak mocno ograniczone możliwość obrony ma Kamil Lewartowski posłał strzał z prawego bulika. W 36. minucie zagrożenie pod własną bramką sprokurował Bartosz Ciura. Doświadczony defensor pozwolił odebrać sobie krążek w tercji obronnej. Kallionkieli po przejęciu gumy momentalnie zaadresował ją do Andersona, który silnym strzałem pod poprzeczkę wpisał się na listę strzelców. Nieco ponad minutę później Jean Dupuy celebrował kontaktową bramkę, otrzymując świetne podanie zza bramki od Bena Sokaya. Co więcej, kolejna akcja mogła dać GieKSie wyrównanie, jednak intencję Michalskiego z backhandu odczytał Lewartowski.
Jeszcze ostatnie minuty drugiej tercji zdradziły nam, że sporo do wyjaśnienia mają między sobą Joona Monto oraz Pontus Englund. W 39. minucie Szwed odsiadywał karę dwóch minut za spowodowanie upadki tyskiego napastnika. Eskalacja konfliktu pomiędzy zawodnikami nastąpiła jednak w trzeciej odsłonie. Katowicki defensor w 41. minucie atakiem kolanem postanowił wyjaśnić napięcie pomiędzy nim a Monto. Takie rozwiązanie konfliktu zostało wycenione przez arbitrów na karę 5 minut za nieprzepisową interwencję oraz karę meczu za niesportowe zachowanie. W tym momencie Englund zakończył udział w derbach z dorobkiem 27 minut karnych.
Tyszanie mający przed sobą perspektywę niemal 4 minut gry w przewadze nie zdołali jednak podwyższyć prowadzenia, co więcej bliski wyrównania w osłabieniu był Bartosz Fraszko, który przegrał pojedynek sam na samz Lewartowskim. Bramkarze obu drużyn okazali się w końcowych minutach mocnymi ogniwami swoich zespołów i to głównie za sprawą ich dobrej postawy wynik nie uległ już zmianie.
Pograli twardo, jak to mają w zwyczaju. Minimalne zwycięstwo GieKSy
GKS Katowice na otwarcie 42. kolejki TAURON Hokej Ligi pokonał przed własną publicznością JKH GKS Jastrzębie 3:2. Kibice, którzy zdecydowali się obejrzeć derbowy mecz, byli świadkami twardego spotkania, w którym walka o korzystny rezultat trwała do ostatnich sekund. Dzięki odniesionemu zwycięstwu podopieczni Jacka Płachty objęli drugą lokatę w ligowej tabeli.
Ostatnie porażki musiały podrażnić ambicję wicemistrzów Polski. Podopieczni Jacka Płachty z całą pewnością mają świadomość popełnionych błędów, które przyczyniły się do zerowego dorobku punktowego w dwóch ostatnich spotkaniach. A, że w sporcie nie ma lepszej drogi do zmycia grzechów, niż zwycięstwo w ważnym spotkaniu to katowiczanie od pierwszych sekund postanowili przejąć inicjatywę nad wydarzeniami na lodzie. Już w 2. minucie nic nie stało na przeszkodzie, aby Mateusz Michalski otworzył wynik spotkania. 33-latek otrzymał świetne podanie od Marcusa Kallionkieliego, nie zdołał jednak czysto zaadresować krążka w kierunku odsłoniętego krótkiego słupka. W kolejnych minutach jastrzębską obronę próbował na karuzelę wrzucać Bartosz Fraszko- defensorzy jednak do spółki z Vilho Heikkinenem dobrze wywiązywali się ze swoich obowiązków. Receptę na fińskiego golkipera znalazł w 5. minucie Albin Runesson, który widząc jak szczelną zasłonę ma przed sobą bramkarz rywali podjął decyzję o oddaniu strzału. W tych okolicznościach Szwed otworzył wynik czwartkowego spotkania. Choć w kolejnych minutach gospodarze zdołali utrzymywać wydarzenia z dala od swojej bramki, to w 14. minucie katowickiej defensywie zdarzyła się „chwila zapomnienia”. Dwójka defensorów pozostawiła za swoimi plecami Samuel Petráša. Po przejęciu gumy, ten fakt nie uszedł uwadze Hannu Kuru, który obsłużył Petráša dokładnym podaniem. 29-latkowi nie pozostało nic innego jak skierować gumę do bramki.
Początek drugiej odsłony podobnie jak pierwszej należał do gospodarzy. W 24. minucie odwróciły się rolę i to podopieczni Róberta Kalábera sprawili prezent swoim rywalom, rozgrywając niechlujnie krążek we własnej tercji- który chwilę później padł łupem Grzegorza Pasiuta. Kapitan GieKSy obecny był również przy wykończeniu akcji, gdzie po strzale Bartosza Fraszki skierował ostatecznie krążek za linie bramkową. W kolejnych minutach bandy trzeszczały a zawodnicy nie odpuszczali sobie twardych pojedynków. Najmocniej temperatura spotkania udzieliła się Travisowi Vervedzie i Samuelowi Petrášowi, którzy za chęci nawiązania „hokejowego tanga” zmuszeni byli przez najbliższe dwie minuty obserwować wydarzenia z boksu kar. Kolejny raz kibice przekonali się o słuszności porzekadła „nie dasz, to dostaniesz”. Przyjezdni mieli wszystkie argumenty, aby doprowadzić do wyrównania. Tymczasem po strzale Macieja Urbanowicza z 33. minuty, Marcus Kallionkieli wyprowadził kontrę dającą trzecią bramkę GieKSie.
W 53. minucie na ławkę kar powędrował Christian Mroczkowski, a podopieczni trenera Kalábera błyskawicznie przeszli do rzeczy. Strzał z prawego bulika posłał Hannu Kuru. Krążek najprawdopodobniej gdzieś pod ramieniem interweniującego Johna Murraya ostatecznie znalazł drogę do siatka. Było więc jasne, że emocji nie zabraknie do samego końca. Nie zabrakło walki, wykluczeń jednak wynik już nie uległ zmianie i to katowiczanie sięgnęli po pełną pulę punktów.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze