Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: podkarpacka piłka poszła mocno do przodu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zimowa przerwa w tym sezonie jest dla nas wyjątkowo krótka. Najstarsi górale nie pamiętają, kiedy do ligowych rozgrywek wracaliśmy jeszcze w styczniu – o ile kiedykolwiek taka sytuacja miała miejsce. Ale to już zadanie dla piłkarskich statystyków. Dziś myślimy już o piątkowym meczu ze Stalą Mielec, którym rozpoczniemy ligową rywalizację w 2025 roku. Zapytaliśmy Macieja Decowskiego-Niemca, dziennikarza portalu Podkarpacielive.pl, jak do tego spotkania oraz reszty sezonu przygotowywała się Stal Mielec i czego można się spodziewać po naszym rywalu.

Na co dzień obserwujesz poczynania nie tylko Stali, ale również innych podkarpackich klubów. Jak twoim zdaniem rozwija się futbol w tej części kraju? Jest tutaj klimat na „dużą piłkę”?
Wydaje mi się, że tak. Z perspektywy poprzednich lat Podkarpacie „odgruzowało się” piłkarsko. Był okres, kiedy nie było tu praktycznie żadnego silnego ośrodka – Stal Mielec kręciła się w okolicach drugiej ligi, a pozostałe kluby to była głównie 3. liga. Mimo, że zarówno Resovia, jak i Stal Rzeszów walczyły o awans do wyższych lig, to długo się to nie udawało. Następna w kolejce była Stal Stalowa Wola, która powoli przebijała się wyżej. Na szczęście w ostatnich latach nasze drużyny wyraźnie poszły w górę. Rośnie też zainteresowanie kibiców, o czym świadczą pełne trybuny na meczach Stali Mielec, również w Rzeszowie i Stalowej Woli obserwuje się wzrost frekwencji. Moim zdaniem podkarpacka piłka poszła w ostatnich latach mocno do przodu i czuć tu głód „dużej piłki”.

Stal ma potencjał, aby zaspokoić ten głód?
Praktycznie przed każdym sezonem Stal była skazywana na spadek z Ekstraklasy. Tymczasem krok po kroku budowała swoją pozycję w lidze i dziś jest bardziej postrzegana jako drużyna środka ligowej stawki. To moim zdaniem duży postęp, bo po dość niespodziewanym awansie klub mierzył się nie tylko z rywalami, ale i problemami finansowymi. Udało się z tego wybrnąć i dziś Stal jest jednym z najlepiej zarządzanych klubów w Polsce. Dość powiedzieć, że pensje są regularnie wypłacane piłkarzom z góry za każdy miesiąc kontraktu. Finansowo wszystko jest tu poukładane jak należy. Z kolei sportowo po zmianie trenera wdrożono nowy, ładny dla oka system gry, z cierpliwym rozgrywaniem od tyłu. Jeśli pójdą za tym wyniki, to mimo straty sponsora strategicznego, klub będzie się rozwijał. Pojawiły się nawet informacje, że w najbliższym meczu piłkarze zagrają z logotypem nowego sponsora na koszulkach. Celem Stali jest zawsze poprawa pozycji w tabeli w porównaniu do poprzedniego sezonu. Ostatnio było to 11. miejsce, więc teraz sukcesem będzie przynajmniej jedno „oczko” wyżej. Dziś najważniejsze jest jednak utrzymanie.

Jak dużą przeszkodą w rozwoju klubu jest wycofanie się PGE i PZU ze sponsorowania Stali? Zarząd był przygotowany na taki scenariusz?
O właściwym zarządzaniu klubowymi finansami, nawet w obliczu wycofania się głównego sponsora, może świadczyć choćby fakt, że znalazły się środki na zmianę trenera, co zawsze jest dużym kosztem. Tymczasem w Mielcu zdecydowano się na taki ruch po 7. kolejce, czyli już po wycofaniu się sponsora strategicznego. Wraz z nowym trenerem doszło dwóch zawodników, Krykun i Knap, czyli piłkarze o ugruntowanej ligowej pozycji. Takie ruchy świadczą o tym, że budżet był przygotowywany z uwzględnieniem różnych ewentualności. Prezes zapewnia, że klub jest zabezpieczony przynajmniej do końca sezonu. Dzięki pieniądzom z Ekstraklasy, Miasta i nowego sponsora sytuacja powinna być co najmniej stabilna. Zawodnicy potwierdzają, że drużyna nie odczuła utraty sponsora, a klub poradził sobie z tą sytuacją. Na marginesie warto dodać, że sytuacja, w której spółki Skarbu Państwa deklarują wycofanie ze sponsorowania sportu, a tymczasem przenoszą się z jednego klubu do drugiego, jest absurdalna. Moim zdaniem takie podmioty powinny sponsorować całą ligę, a nie pojedyncze kluby. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej sprawiedliwe.

Miałeś okazję śledzić przygotowania Stali na obozie w L’Albir niedaleko Alicante. Jak ocenisz warunki i postawę drużyny podczas tego zgrupowania?
Obóz w Hiszpanii można ocenić jako bardzo udany. Piłkarze trenowali w idealnych warunkach pogodowych – było słonecznie i ok. 15 stopni przez cały okres zgrupowania. Co jeszcze ważniejsze, mieli do dyspozycji na wyłączność doskonale przygotowane boisko, więc nie było problemu z dostosowaniem planów treningowych. Dla porównania, w Turcji kolejne drużyny często czekają już w kolejce i z zegarkiem w ręku korzysta się z tamtejszych obiektów. Dobre warunki w hotelu, blisko morza – okolica była malownicza. Nie było powodów do narzekania ani na warunki treningowe, ani na zakwaterowanie, bo drużyna dysponowała wyodrębnioną częścią hotelu. Pod względem szkoleniowym udało się zrealizować wszystkie założenia. Potwierdziły to sparingi: przekonujące zwycięstwo 2:0 ze szwedzkim Elfsborgiem, minimalna porażka 1:2 z Legią, a gdyby w ostatniej minucie Wołkowicz wykorzystał rzut karny, byłby remis. Podobnie było w meczu z Piastem, gdzie Stal prezentowała się lepiej, natomiast rywal wykorzystał chwilę przestoju Stali i skończyło się remisem 2:2. Bilans jest więc równy, co jest optymalne z mentalnego punktu widzenia, bo nie ma ani samozachwytu, ani paniki.

Zimowy rynek transferowy nie jest w Polsce zbyt dynamiczny. Stal wykonała dwa ruchy. Co na tym etapie możesz powiedzieć o nowych nabytkach ekipy z Mielca?
Fin Pyry Hannola został sprowadzony w miejsce Kokiego Hinokio, który odszedł do ŁKS-u. Najprawdopodobniej będzie grał na pozycji numer 8. W mojej opinii w sparingach wyglądał tak, jakby był częścią tej drużyny od dłuższego czasu. Prezentował się bardzo dobrze, dlatego uważam, że od początku będzie się liczył w walce o pierwszy skład. W meczu z GKS za kartki pauzuje Matthew Guillaumier, więc jest to duża szansa dla Pyriego, aby zadebiutować, a potem utrzymać miejsce w wyjściowym składzie. Po wielu rozmowach i obserwacji oceniono, że odpowiada on stylowi gry Stali i moim zdaniem może pozytywnie zaskoczyć. Warto również wspomnieć o młodym Natanie Niedźwiedziu z rezerw Korony (zbieżność nazwisk z trenerem przypadkowa), który kilka razy dobrze pokazał się w końcówkach meczów sparingowych. Moim zdaniem drzemie w nim duży potencjał.

Są w planach kolejne ruchy kadrowe?
Klub interesował się hiszpańskim pomocnikiem Davo i ukraińskim wahadłowym Bogdanem Milovanovem. Po ostatnim sparingu zapytałem trenera o kolejne ruchy transferowe i potwierdził on, że mają w planach piłkarzy do rywalizacji na jednej, dwóch pozycjach. Moim zdaniem przydałoby się wzmocnienie rywalizacji na pozycji numer 10, ponadto poszukiwany jest pewnie bardziej uniwersalny zawodnik, który zabezpieczy kilka pozycji.

Wspomniałeś wcześniej o zmianie trenera. Bez żalu żegnany w Chorzowie Janusz Niedźwiedź dość szybko znalazł pracę właśnie w Mielcu. Jak oceniasz jego pracę po kilku miesiącach?
Piłkarze są zadowoleni z modelu gry, jaki zaproponował Janusz Niedźwiedź. Jego dewizą jest gra piłką krótkimi podaniami, ponadto trener mocno stawia na rozwój indywidualny zawodników, co podoba się piłkarzom. Drużyna jest nastawiona na wysoki pressing, szybki odbiór i kombinacyjną grę – taki styl piłkarze lubią. Stal Mielec będzie próbowała kreować grę w każdym meczu i czas pokaże, czy przełoży się to na wyniki. W składzie są zawodnicy o dużych umiejętnościach technicznych, którzy są w stanie odnaleźć się w takiej grze i jeśli wykona się odpowiednią pracę, to powinno dać to dobre efekty. Z resztą już widać wyćwiczone schematy i konkretne elementy gry, które piłkarze stosują i rozwijają. Dostrzegam progres z każdym treningiem i meczem.

W naszym pierwszym meczu emocji i goli było jak na lekarstwo, jednak to GKS zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Trudno było mielczanom przełknąć tę porażkę?
Analizując tamten mecz, dostrzegłem pewną analogię do poprzedniego sezonu, gdy w 3. kolejce przegraliśmy na wyjeździe z Puszczą Niepołomice. Wtedy też było widać duże rozczarowanie wśród kibiców. Po meczu z GKS-em dało się słyszeć podobne głosy, że skoro nie wygrywamy z beniaminkiem, to czeka nas ciężka walka o utrzymanie. Na tamtym etapie nikt jednak nie wiedział, na co będzie stać GieKSę w Ekstraklasie. W miarę upływu sezonu okazywało się, że GKS nie jest tak słaby, jak przewidywała część obserwatorów. Z perspektywy całej rundy inaczej patrzę więc na tę porażkę, choć uważam, że w tamtym meczu remis byłby bardziej sprawiedliwy. Ponadto, gdyby nie tamta porażka, to być może trener Kiereś nadal pracowałby w Mielcu, bo uważam, że ten wynik zachwiał wtedy jego pozycją.

W drużynie Stali gra dobrze znany katowickim kibicom Krzysztof Wołkowicz, który jest w zasadzie naszym wychowankiem i to z GKS-u wypłynął na szersze wody. Jaką rolę odgrywa dziś w Mielcu i czy jesteś zadowolony z jego postawy?
Jego przypadek jest dość ciekawy. Gra w Mielcu dopiero drugi sezon, a do klubu sprowadzał go trener, z którym ostatecznie nie miał nawet okazji popracować. Za ten transfer odpowiadał Adam Majewski, kontrakt podpisano w styczniu 2023 r., a Wołkowicz miał dołączyć do klubu w lipcu. W międzyczasie trenera Majewskiego zwolniono, a drużynę przejął Kamil Kiereś. Największym problemem Krzyśka jest fakt, że rywalizuje o miejsce w składzie z jedynym rodowitym mielczaninem, kapitanem drużyny Krystianem Getingerem. Trudno mu więc wygrać rywalizację o pierwszy skład. Tylko od niego zależy, jak długo będzie się godził z rolą rezerwowego, bo prezentuje się dobrze i z pewnością znalazłby miejsce w pierwszym składzie większości drużyn I ligi. Na dziś jest wartościowym zmiennikiem i na pewno jest przygotowany, by w razie potrzeby wskoczyć do składu.

Wspólnym mianownikiem naszych klubów jest też Bartosz Mrozek, który pomógł nam awansować do I ligi, a w Stali był podstawowym bramkarzem w okresie wypożyczenia z Lecha. Jak dziś obsadzona jest ta pozycja? Udało się załatać dziurę po powrocie Mrozka do Poznania?
Na dzień dzisiejszy numerem jeden w bramce jest Kuba Mądrzyk, a rywalizuje z nim Konrad Jałocha. Dobra postawa obu zawodników to z pewnością zasługa trenera Kamila Beszczyńskiego, spod którego skrzydeł wyszło kilku wartościowych bramkarzy. Rafał Strączek, który dziś gra u was, wyjechał z Mielca do Bordeaux, Bartek Mrozek wrócił do Lecha i ma tam niepodważalną pozycję. Kolejny to Mateusz Kochalski, którego sprzedano do Azerbejdżanu za milion euro. Widać więc, że Stal dobrze pracuje z bramkarzami, a Kuba Mądrzyk to jeszcze młody zawodnik i widać w nim duży potencjał i chęci do pracy. Warto także podkreślić atmosferę współpracy między bramkarzami, którzy wspierają się nawzajem i rywalizują na zdrowych zasadach.

Kibice w Mielcu z pewnością pamiętają czasy, gdy o obliczu Stali decydował Bartosz Nowak. Natomiast pewnie niewielu, zarówno w Katowicach, jak i w Mielcu pamięta, że epizod przy Solskiego 1 zaliczył Sebastian Bergier.
Szczerze mówiąc sam jestem zaskoczony informacją, że Sebastian Bergier grał w Stali. Można chyba powiedzieć, że jego pobyt w Mielcu był krótki i bez większej historii. Natomiast Bartosz Nowak to zawodnik, który kilka lat temu odegrał ważną rolę w Stali. Był jednym z współautorów awansu do Ekstraklasy, a wiele klubów oferowało wtedy za niego naprawdę duże pieniądze. Udało się go jednak utrzymać i razem z Michałem Żyro był głównym architektem tego awansu. Do dziś jest dobrze wspominany w Mielcu i zawsze będzie tu miło witany.

Mimo że sam mam dość dobrą pamięć do ligowych meczów GieKSy, to trudno mi przywołać jakiś szczególny pojedynek z naszej rywalizacji w I lidze, choć było ich kilka w ostatniej dekadzie. Zazwyczaj wygrywała Stal i tylko dwa razy udało się nam urwać punkty. Czy ty masz konkretne wspomnienia z naszych meczów?
Żaden z naszych meczów nie utkwił mi specjalnie w pamięci. Musiały to nie być wielkie pojedynki. Bez zagłębiania się w historię tych spotkań nie jestem w stanie przywołać żadnej historii z nimi związanej. Doskonale za to pamiętam nasz ostatni mecz i rzut karny podyktowany po zagraniu ręką Getingera. Ale i w tym meczu nie działo się zbyt wiele.

Z jakim nastawieniem Stal przyjedzie w piątek do Katowic?
Moim zdaniem celem Stali będzie zwycięstwo. Po okresie przygotowawczym nastroje są dobre, a punkty w pierwszym ligowym meczu jeszcze je poprawią. W następnej serii gier czeka Jagiellonia, więc mecz z GieKSą może być traktowany jako nieco łatwiejsze wyzwanie. Remis nie będzie zły, ale celem będzie pełna pula.

Jaki scenariusz boiskowych wydarzeń przewidujesz?
Trudno cokolwiek przewidywać na podstawie samych przygotowań i sparingów. Nie wiem, jak GKS przepracował ten okres i w jakiej będzie dyspozycji. Należy jednak podkreślić, że spotkają się drużyny, które chcą kreować grę i narzucać swoje warunki na boisku. Spodziewam się więc ofensywnej gry z obu stron i walki o zwycięstwo. A po kilku kolejkach łatwiej będzie ocenić potencjał poszczególnych drużyn.

Pokusisz się o wytypowanie wyniku?
Skoro już powiedziałem, że w piątek może się sporo dziać na boisku, to postawię na 2:1 dla Stali Mielec.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Jacek Wrobel

    30 stycznia 2025 at 13:24

    Dzień dobry, przypomnę jeszczę osobę Andreji Prokica. Wyjątkowy zawodnik. Grał w Stali, odszedł do GiekSy i ponownie zagrał w Stali. Kolejny zawodnik to Mateusz Mak, znowu osoba, która miała spory wkład w powrót Stali do Ekstraklasy. Wszyscy w Mielcu są mile wspominani i kibice wyrażają się o nich zawsze z dużym uznaniem i sympatią. Pozdrowienia z Mielca i powodzenia ale dopiero na nowym stadionie!!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga