Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Nieoficjalnie: Rywal GieKSy wycofał się z finału Pucharu Kontynentalnego
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dwóch tygodni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz szachów GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna męska wróciła do treningów w ostatni piątek. Piłkarze do środy będą przebywać na mini zgrupowaniu w Busku-Zdroju. W najbliższą sobotę zespół weźmie udział w turnieju towarzyskim Spodek Super Cup, a w niedzielę drużyna odleci na zgrupowanie do tureckiej Lary. Z kolei piłkarki rozpoczną treningi w najbliższy piątek. Lech Poznań skrócił wypożyczenie Jakuba Antczaka.
Siatkarze rozegrali dwa spotkania: oba przegrane. 30 grudnia zespół przegrał z Jastrzębskim Węglem 0:3, a w ostatnią sobotę z Wartą Zawiercie 1:3. Okazja na zdobycie punktów będzie już w czwartek 0 17:30 – zagramy na wyjeździe z VC Barkom Każany Lwów.
Hokeiści w ostatni weekend 2024 roku przegrali w półfinale Pucharu Polski z GKS-em Tychy 3:5. W 2025 roku w meczach THL GieKSa dwukrotnie wygrała: z Cracovią 4:2 oraz Podhalem 2:1 (po rzutach karnych). W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania – pierwsze z nich już jutro, kolejne w piątek oraz w niedzielę. Rywalami będą: Podhale, Zagłębie i STS Sanok. Mecz z Podhalem zostanie rozegrany na wyjeździe, pozostałe dwa w Satelicie. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinach: 18:00, 18:30 i 17:00. Działacze GieKSy podpisali kontrakt z Brandonem Magee. Nieoficjalnie media donoszą o rezygnacji z udziału w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego drużyny z Kazachstanu Arłan Kokczetaw.
Jan Krzysztof Duda, szachista Hetmana GKS-u Katowice został brązowym medalistą mistrzostw świata w szachach błyskawicznych.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Klasyfikacja żółtych i czerwonych kartek Orlen Ekstraligi
W poniższym artykule prezentujemy zestawienie żółtych i czerwonych kartek w Orlen Ekstralidze.
W minionej rundzie Orlen Ekstraligi piłkarki zobaczyły łącznie 236 żółtych kartoników. Najwięcej z nich otrzymały zawodniczki Stomilanek Olsztyn (30), a najmniej Resovii Rzeszów (9).
Przez całą rundę padła tylko jedna bezpośrednia czerwona kartka – zobaczyła ją golkiperka SMS – u Łódź, Monika Sowalska w meczu przeciwko Czarnym Antrans Sosnowiec.
GKS Katowice: 5– Aleksandra Nieciąg, 2 – Klaudia Słowińska, 1 – Klaudia Maciążka, Kamila Tkaczyk , Gabriela Grzybowska, Marlena Hajduk.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice rozpoczął noworoczne treningi. Jakub Antczak wraca do Lecha Poznań
3 stycznia 2025 piłkarze GKS-u Katowice wrócili do zajęć po świąteczno-noworocznej przerwie. W drużynie beniaminka PKO Ekstraklasy wiosną nie zobaczymy już Jakuba Antczaka.
GKS Katowice w piątek poinformował, że pomocnik Jakub Antczak nie będzie już reprezentował klubu z Bukowej.
„Decyzją obu klubów wypożyczenie Jakuba Antczaka do GKS-u Katowice zostało skrócone i zawodnik wraca do Lecha Poznań” – przekazała GieKSa przypominając, że Antczak w barwach katowiczan rozegrał siedem meczów i strzelił dwa gole.
Katowiczanie przygotowania do rundy wiosennej sezonu 2024/2025 rozpoczęli od wspólnego treningu na boisku Rapid. W sobotę 4 stycznia czeka ich seria testów motorycznych. W dniach 6-8 stycznia udadzą się na zgrupowanie do Buska-Zdroju. Zaraz po powrocie do Katowic piłkarze GieKSy będą kontynuowali treningi na własnych obiektach, a w sobotę 11 stycznia wezmą udział w drugiej edycji turnieju Spodek Super Cup. W dniach 12-25 stycznia zespół będzie przebywał na zgrupowaniu w tureckiej Larze, gdzie rozegra cztery mecze sparingowe.
SIATKÓWKA
siatka.org – Mistrz Polski mimo dużych braków kadrowych nie dał się GKS-owi
W składzie Jastrzębskiego Węgla na mecz z GKS-em Katowice zabrakło trzech zawodników. W ich miejsce trafili do niego młodzi siatkarze Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla. Mimo to GKS nie zdołał urwać mistrzom Polski choćby seta. Od pierwszej wymiany własne zasady narzucał Jastrzębski Węgiel, co nie do końca się udało, bo po asie serwisowym Bartłomiej Krulicki było 3:1 dla gości. Chwilę później blokiem popisał się Norbert Huber i już był remis po 3. W kolejnych akcjach na prowadzeniu dalej znajdował się zespół z Katowic – 5:7, 8:10. Kiwka Tomasza Fornala dała gospodarzom kolejny remis – 10:10, lecz po asie Jewhenija Kisiluka GKS Katowice znów przejął inicjatywę (13:11). Asem odpowiedział również Kaczmarek, a gra zaczęła się od nowa – 14:14. Decydujący okazał się błąd Gomułki, który dał jastrzębianom prowadzenie 18:17. Doświadczenie w końcówce okazały się najcenniejsze – 20:17, 21:21, 25:23.
Drugi set od początku ułożył się lepiej dla mistrzów Polski. Świetnie prezentował się Anton Brehme, który do punktów w ataku dołożył asa – 3:2. Chwilę później było już 6:3 dla gospodarzy. Mimo wszystko gościom udało się odrobić straty (6:6). Rytm załapał również Aymen Bouguerra – 10:10, swoje robił także Alexander Berger. Znakomicie zagrał także Krulicki, po którego asie było 15:13. W kolejnych minutach grano punkt za punkt. Przy stanie 20:19 dla GieKSy trener Mendez poprosił o czas. Wojnę nerwów ponownie lepiej zniósł zespół gospodarzy – 28:26, a kluczowa okazała się dyspozycja Timothee Carle oraz Łukasza Kaczmarka.
Katowiczanie z przytupem rozpoczęli także trzeciego seta, a blokiem na otwarcie popisał się Łukasz Usowicz. Po maratonie zepsutych zagrywek w polu serwisowym zameldował się Huber i nagle z wyniku 3:3 zrobiło się 6:3 dla jastrzębian. Przewaga gospodarzy ani na moment nie topniała – 10:6. Przy stanie 12:7 o czas poprosił Emil Siewiorek, lecz na zagrywce dalej błyszczał Juan Ignacio Finoli. Po asie Fornala było już 16:8 dla Jastrzębskiego Węgla, a jeden Damian Domagała, to stanowczo za mało. Kolejne prośby trenera GKS-u niewiele dały. Najbardziej jednostronny set padł łupem mistrzów Polski 25:16, a całość kiwką domknął Carle.
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (25:23, 28:26, 25:16)
Chęci były, konsekwentnego działania znów zabrakło
GKS Katowice jest w coraz trudniejszym położeniu. W sobotę postanowił podjąć walkę o punkty z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. I choć w pierwszym secie zaskoczyli wicemistrzów Polski, to później niei potrafili odpowiedzieć na argumenty rywali. W trzecim secie zawiercianie zdominowali rywali w ofensywie – utrzymali 77% skuteczności, podczas gdy katowiczanie tylko 40%. W decydującej partii tylko dopełnili formalności.
Początek meczu należał do GKS-u, który po zbiciach Bartosza Gomułki i prostych błędach rywali odskoczył na 8:4. Do walki zawiercian poderwał Kyle Ensing, a po kontrze Mateusza Bieńka zbliżyli się na 10:11. Odpowiedział im jednak Kisiliuk, a błędy Warty powodowały, że wciąż inicjatywa była po stronie gospodarzy. Dołożyli oni blok i prowadzili 20:15. Za sprawą Ensinga przyjezdni zbliżyli się 20:22, ale między innymi as serwisowy Aymena Bouguerry spowodował, że premierowa odsłona padła łupem katowiczan (25:21).
W drugim secie przebudzili się wicemistrzowie Polski, którzy po zdrapce Miłosza Zniszczoła i bloku zbudowali sobie zaliczkę (6:3). Po akcji Kisiliuka GKS odrobił część strat (8:9), ale przy zagrywce Bartosza Kwolka ponownie powiększył się dystans dzielący oba zespoły (14:9). Kisiliuk próbował jeszcze poderwać katowiczan do walki, ale popełniali oni sporo błędów, dzięki czemu Warta zbliżała się do wyrównania stanu meczu. W końcówce zatrzymała jeszcze rywali blokiem, a popsuta zagrywka Gomułki zakończyła partię (25:20).
W trzeciej odsłonie po zbiciu Bartłomieja Krulickiego GKS objął prowadzenie 4:2. Warta jednak szybko doprowadziła do remisu, a po akcji Aarona Russella zaczęła przejmować inicjatywę na boisku (11:8). Damian Domagała na spółkę z Kisiliukiem odrobili część strat, ale udane zagrania Ensinga i Russella powodowały, że goście wrócili do swojej przewagi (19:16). W końcówce bardzo dobrze grali blokiem. To właśnie ten element dał im pewną wygraną w tej części spotkania (25:21).
Początek czwartej odsłony stał pod znakiem walki cios za cios, ale przy serwisie Russella przyjezdni wypracowali sobie przewagę. Po zbiciu Kwolka prowadzili już 10:5. Swoje w ataku robił też Ensing, a pojedyncze udane zagrania gospodarzy nie poderwały ich do walki (13:8). Kwolek dołożył asa, a Warta nadal świetnie spisywała się w bloku. Nie do zatrzymania był Ensing, a GKS był coraz bardziej bezradny (20:13). W końcówce przypomniał o sobie Zniszczoł, a czapa na Gomułce zakończyła całe spotkanie (25:14).
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 1:3 (25:21, 20:25, 21:25, 14:25).
HOKEJ
hokej.net – Mają patent na grę w finale! GKS Tychy powalczy o jedenasty Puchar Polski
Hokeiści GKS-u Tychy pokonali 5:3 GKS Katowice. Tym samym, podopieczni Pekki Tirkkonena staną przed możliwością zdobycia trzeciego z rzędu oraz 11 w historii klubu Pucharu Polski. Strzeleckie dublety na swoim koncie zapisali Rasmus Heljanko oraz Alan Łyszczarczyk, na listę strzelców wpisał się także Mathias Lehtonen.
Półfinałowa batalia śląskich drużyn dla większości kibiców zwiastowała solidną dawkę hokejowych emocji opakowaną w walkę o każdy centymetr lodu. Z kolei środowisku ekspertów i dziennikarzy derbowy pojedynek przyniósł twardy orzech do zgryzienia w postaci rozwikłania zagadki: którą z ekip należy postawić w roli faworyta. Czy GieKSa potwierdzi swoją rosnąca dyspozycję i coraz większe aspirację do walki o tytuły? Czy tyszanie odetną się grubą kreską od ostatnich porażek, grzebiąc pogłoski o kryzysie? Wszystkie prognozy przestały mieć znaczenie punktualnie o 17:30, gdy Michał Baca rzuceniem krążka zainaugurował zmagania w Hali Lodowej MOSiR w Krynicy-Zdroju.
Pierwszy sygnał do ataku nadał w 3. minucie Bartłomiej Jeziorski. 26-latek znajdując nieco przestrzeni na prawym skrzydle, próbował przy krótkim słupku zaskoczyć Johna Murraya. Doświadczony golkiper doskonale jednak odczytał zamiary rywala, pewnie łapiąc krążek. W kolejnych minutach stroną pozostającą dłużej w posiadaniu krążka byli tyszanie. Ciężar kreowania gry na swoje barki wziął Filip Komorski, który dobrze czuł się podczas wznowień jak i w ataku pozycyjnym. Choć podopieczni Pekki Tirkkonena ze sporą łatwością dochodzili do dobrych pozycji strzeleckich, to nie potrafili znaleźć sposobu aby zaskoczyć dobrze dysponowanego Jona Murraya. W 19. minucie aktywność Filipa Komorskiego przełożyła się na pierwsze osłabienie rywala, gdy faulem na kapitanie tyszan musiał ratować się Santeri Koponen.
Choć wicemistrzom Polski udało się wyjść obronną ręką z gry w liczebnym osłabieniu, to chwilę po wyrównaniu formacji tyszanie otworzyli wynik spotkania. Rasmus Heljanko dostrzegł na lewym skrzydle pozostawionego bez opieki Alana Łyszczarczyka, a ten uprzedzając przesuwającego się za akcją Johna Murraya skierował krążek do siatki. W 25. minucie zaogniła się sytuacja w okolicach katowickiej bramki, gdy Rasmus Heljanko do samego końca próbował wyłuskać krążek od Johna Murraya. Dążących do wyjaśnienia bezpośrednimi środkami zawodników w porę rozdzielili jednak arbitrzy. W 26. minucie podopieczni Jacka Płachty musieli mierzyć się kolejny raz z wyzwaniem gry w osłabieniu, gdy do boksu kar został oddelegowany Christian Mroczkowski. I choć tym razem GieKSa zdołała się wybronić, to obrońcy tytułu przyspieszając rozegrania, dali jasny komunikat rywalom, że dobrze czują się w rozegraniu formacji specjalnych. Po osiągnięciu korzystnego rezultatu tyszanie skupili się nieco na odpowiedzialnej grze w defensywie, jednak kiedy zachodziła taka potrzeba potrafili błyskawicznie przeorganizować się z obrony do ataku, wyprowadzając błyskawiczne kontry. W kolejnych minutach katowiczanom udało przenieść się ciężar gry w tercję rywala, jednak kreowanym akcjom brakowało nieco pazura, aby mocniej zagrozić Tomášowi Fučíkowi. Przełamanie nastąpiło w 39. minucie. Jakub Hofman wykorzystując moment zawahania tyszan w środkowej tercji ruszył na bramkę Fučíka i po chwili mocnym strzałem z nadgarstka pokonał golkipera rywali. Już 40 sekund po zdobyciu wyrównującej bramki sytuacja podopiecznych Jacka Płachty mocno się skomplikowała. Arbitrzy dokonując analizy przewinienia Christiana Mroczkowskiego zakwalifikowali faul zawodnika GieKSy jako niebezpieczny atak w okolice głowy, w związku z czym nałożyli karę 5 minut oraz 20 minut za niesportowe zachowanie. Na 7 sekund przed końcem drugiej tercji grających w przewadze tyszan ponownie na prowadzenie wyprowadził Mathias Lehtonen.
Wraz z początkiem trzeciej odsłony tyszanie mieli w zanadrzu ponad trzy i pół minuty przewagi, jednak nie przyczyniły się one do zdobycia kolejnych bramek. W 46. minucie katowiczanie dali pokaz szybkiej gry kombinacyjnej. Akcję napędził Pontus Englund. Krążek po strzale Grzegorza Pasiuta odbił się od Olliego-Petteri Viinikainena wprost na kij Bartosza Fraszki, któremu nie pozostało nic innego jak skierować gumę do bramki. Ledwie kilka sekund później Bartłomiej Jeziorski mógł ponownie wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, w pojedynku „sam na sam” lepszy okazał się John Murray. W ostatniej fazie spotkanie nabrało sporych rumieńców i prowadzone było w tempie i atmosferze godnym derbowego starcia. Więcej zimnej krwi pod bramką rywala wykazali tyszanie. W 52. minucie Rasmus Heljanko sfinalizował akcję swojego zespołu. Próbujący raz jeszcze odrobić straty katowiczanie nie wystrzegali się jednak błędów. Stratę krążka na niebieskiej linii Travisa Vervedy skarcił surowo w 55. minucie Alan Łyszczarczyk ze stoickim spokojem pokonując Johna Murraya. Ambitnie walczący wicemistrzowie Polski nie zamierzali jednak składać broni i za sprawą drugiego tego wieczoru trafienia Bartosza Fraszki w 55. minucie wrócili do walki o korzystny rezultat. Uciekający czas wymusił na trenerze Płachcie podjęcie ryzykownej decyzji o wycofaniu bramkarza. Chwilę po tym jak reprezentacyjny golkiper opuścił taflę, hokeiści GieKSy stracili jednak krążek, który z własnej tercji wystrzelił Rasmus Heljanko. Wybita guma wpadła do bramki i to właśnie akcja z 59. minuty przypieczętowała zwycięstwo tyszan, ustalając końcowy wynik na 5:3.
Oficjalnie. GieKSa wzmacnia atak. To Kanadyjczyk, którego już awizowaliśmy
Brandon Magee, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, ponownie będzie występował w ekipie GKS-u Katowice. 30-letni Kanadyjczyk podpisał kontrakt, który będzie obowiązywał do końca sezonu 2025/2026.
Przypomnijmy, że Magee (175 cm, 86 kg) może występować na każdej pozycji w ataku i potrafi zarówno zdobywać bramki, jak i dobrze dograć do swoich partnerów z formacji. W jego CV można znaleźć występy w KHL i na jego bezpośrednim zapleczu, a także w ECHL, EIHL oraz czeskiej ekstralidze.
Do naszej ekstraligi trafił przed sezonem 2022/2023 i miał zastąpić Patryka Wronkę w ataku z Bartoszem Fraszką i Grzegorzem Pasiutem. Kanadyjczyk szybko zdobył serca katowickich kibiców dzięki swojej ambicji, nieustępliwości i inteligencji, a także dobrej produktywności i regularności. W sezonie zasadniczym był najlepszym strzelcem GieKSy obok Fraszki. W 39 meczach zdobył 19 goli i zaliczył 26 asyst. W fazie play-off w 18 występach dołożył 3 bramki i 10 razy asystował. Z kolei w Hokejowej Lidze Mistrzów zagrał 6 razy i zanotował gola oraz asystę. Dołożył swoją cegiełkę do zdobycia przez katowiczan drugiego z rzędu tytułu mistrza Polski.
Po udanym sezonie Magee zdecydował się przenieść do duńskiej Metal Ligaen i podpisał kontrakt z Rødovre Mighty Bulls. Ta ekipa zmagała się z problemami finansowymi, więc Kanadyjczyk został oddany do zespołu Esbjerg Energy i tam również świetnie sobie poradził.
Tegoroczne rozgrywki ponownie rozpoczął w zespole z przedmieść Kopenhagi. Ba, był jego najlepiej punktującym zawodnikiem, a w 27 rozegranych meczach strzelił 9 goli i zanotował 22 asysty. 20 grudnia rozstał się z klubem z powodów personalnych.
– Brandon to zawodnik, którego atuty dobrze znamy i cenimy. Jego pierwszy pobyt w GieKSie był bardzo udany i wszyscy liczymy na to, iż również tym razem będzie podobnie. Jestem przekonany, że szybko wkomponuje się do naszej drużyny. Cieszymy się też, że zostanie z nami dłużej niż do końca sezonu – podkreślił Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u.
GieKSa poza zasięgiem Cracovii. Punktowy debiut Brandona Magee
Z bardzo dobrej strony po powrocie do ligowych zmagań zaprezentowali się hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali przed własną publicznością 4:2 Comarch Cracovię. Spotkanie prowadzone było w przyjemnym dla oka tempie, a zawodnicy nie szczędzili sobie bezpośrednich pojedynków. Dzięki odniesionemu zwycięstwu katowiczanie obronili pozycję wicelidera.
Wicemistrzowie Polski zgodnie z niechlubną tradycją, do której zdążyli już przyzwyczaić swoich kibiców zanotowali porażkę w półfinale Pucharu Polski. Obie ekipy wracając do ligowej rywalizacji myślą o ustabilizowaniu formy i wypracowaniu jak najwyższej lokaty przed startem fazy play-off. Drużynie Jacka Płachty pomóc w tym zadaniu ma powracający do Katowic Brandon Magee. Kanadyjczyk miał okazję już występować w barwach katowickiego klubu w sezonie 2022/2023, notując 22 bramki oraz 36 asyst w 57 rozegranych ligowych spotkaniach.
Pucharowa porażka najwyraźniej podrażniła ambicję gospodarzy. Hokeiści GKS-u od pierwszego wznowienia narzucili rywalowi wysoką intensywność, czego efektem było otwarcie wyniku już w 55 sekundzie. Jean Dupuy ze sporą łatwością przedarł się lewym skrzydłem do tercji Cracovii. 30-latek nagrał krążek na bramkę do najeżdżającego Bena Sokaya, który z najbliższej odległości zdołał ulokować gumę między krótkim słupkiem a interweniującym Alexem D’Orio. Kolejne minuty okazały się w dalszym ciągu okresem wzmożonej pracy dla kanadyjskiego golkipera. Gospodarze utrzymywali się w posiadaniu krążka, prokurując kolejne sytuacje bramkowe. W 3. minucie bliski podwyższenia prowadzenia był Bartosz Fraszko, świetnie parkanem krążek zbił jednak D’Orio. Podopieczni Jacka Płachty w odbiorze prezentowali agresywny i twardy forecheck, któremu przyjezdni nie potrafili się przeciwstawić, skutkiem czego były spore trudności w wyprowadzeniu krążka przez „Pasy” z własnej tercji. Po przejęciu gumy GieKSa z kolei błyskawicznie podkręcała tempo gry. Cracovia próbowała odpowiadać pojedynczymi zrywami swoich ofensywnych liderów. W 12. minucie koronkowe rozegranie przyniosło katowiczanom drugie trafienie. Mateusz Michalski do spółki ze Stephenem Andersonem wyprowadzili dwójkową akcję, po której Kanadyjczyk podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Można domniemywać, że w przerwie pomiędzy tercjami trener Ziętara nie wyraził aprobaty dla postawy swojego zespołu w pierwszych dwudziestu minutach. Jego podopieczni na drugą odsłonę spotkania wyszli wyraźnie mocniej zdeterminowani, dzięki czemu już chwilę po wznowieniu gry Tim Wahlgren wypracował świetną pozycje strzelecką Damianowi Kapicy. Napastnik „Pasów” wykończył jednak akcję swojego zespołu strzałem wprost w Johna Murraya. W kolejnych minutach obie strony dochodził do dobrych okazji, po których mogły paść bramki- na posterunku pozostawali jednak dobrze dysponowani golkiperzy. W 32. minucie byliśmy świadkami festiwalu interwencji bramkarskich, najpierw John Murray zatrzymał Damiana Kapicę, a po kilku sekundach Alex D’Orio nie pozwolił Christianowi Mroczkowskiemu na skuteczne wykończenie kontry. Również okresy gier w liczebnej przewadze nie przyczyniły się do zmiany rezultatu w drugiej tercji.
Trzecia odsłona obfitowała w wydarzenia wymagające odnotowania w protokole meczowym. W 44. minucie na przebój z krążkiem ruszył Alexander Younan. 27-latek zakończył rajd podaniem do swojego rodaka- Oliviera Olssona, który strzałem poza zasięgiem Johna Murraya zdobył kontaktową bramkę. Radość ze zdobytej bramki w obozie przyjezdnych nie trwała długo. Niespełna minuty potrzebował Albin Runesson, aby silnym strzałem z nadgarstka ponownie wyprowadzić GieKSę na dwubramkowe prowadzenie. W 47. minucie rosnąca atmosfera spotkania wdała się we znaki Englundowi i Kamienieu, którzy za krótką, bezpośrednią konsultację zostali oddelegowani na ławkę kar. Gdy w 56. minucie na listę strzelców wpisał się Patryk Wronka, wydawało się, że czwarte trafienie zakończy emocje w dzisiejszym spotkaniu. Nic bardziej mylnego. W 59. minucie obie strony podjęły decyzję o wymianie argumentów, którego skutkiem były wykluczenia nałożone po stronie GieKSy na Varttinena i Dupuy, a po stronie Cracovii na Macieja Kruczka i Johana Lundgrena. Wynik spotkania na 4:2 w 59. minucie ustalił Tim Wahlgren.
Szacunek! Podhale pokazało klasę i charakter
Niesamowity charakter i ofiarność zaprezentowali skazani na kolejne pożarcie hokeiści KH Podhale Nowy Targ. W niedzielnym spotkaniu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi nowotarżanie sprawili ogromną sensację urywając punkty wiceliderowi tabeli GKS-owi Katowice. Ostatecznie to w rzutach karnych GieKSa wygrała 2:1 a hokeiści potrzebowali na to aż 11 serii.
Sensacja, niespodzianka – te słowa rzucają się na usta po niedzielnym podziale punktów w Nowym Targu. Hokeiści z Nowego Targu pokazali charakter i ofiarność w swojej grze a katowiczanie bili głową w mur nie mając pomysłu na dobrą grę w defensywie gospodarzy i stabilną postawę w bramce Alexa Horawskiego.
W pierwszej tercji to gospodarze objęli prowadzenie, którego długo nie oddawali. Filip Wielkiewicz w 8. minucie wygrał wznowienie a huknął od razu Marat Saroka nie dając szans Johnowi Murrayowi. Podwyższyć w tej odsłonie mógł Krzysztof Jarczyk, ale nie zdołał wykorzystać sytuacji sam na sam. Z drugiej strony katowiczanie próbowali strzałami zaskoczyć Horawskiego, lecz bez skutku.
W drugiej odsłonie tempo podkręcili hokeiści z Katowic, lecz znowu nie mieli pomysłu na Horawskiego. Powracający do nowotarskiej bramki Kanadyjczyk pewnie łapał strzały Andersona, Fraszki czy Dupuya. Gospodarze jednak nie skupiali się na defensywie a od czasu do czasu stwarzali groźne kontry. Tak sytuacji nie wykorzystał Filip Wielkiewicz oraz Szymon Żółtek.
W trzeciej tercji dalej głową w mur bili wiceliderzy tabeli. Niemiłosiernie kręcili w tercji gospodarzy, lecz dopiero gola zdobyli w 51. minucie gdy podanie Wronki w bramce z bliska umieścił Grzegorz Pasiut. Katowiczanie grali wtedy w przewadze gdyż na ławce kar siedział Łukasz Kamiński, który wystrzelił gumę poza taflę.
Do końca regulaminowego czasu gry ofiarnie bronili się nowotarżanie i potrzebna była dogrywka. Tam długo przy krążku kręcili kółeczka katowiczanie, lecz bez efektu bramkowego i do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne. w nich dopiero w 11 serii lepsi okazali się GieKSiarze. Gole zdobywali dwukrotnie Marat Saroka oraz Stephen Anderson, a decydujący strzał oddał Ben Sokay.
Nieoficjalnie: Rywal GieKSy wycofał się z finału Pucharu Kontynentalnego. Powodem problemy z Rosjanami
To sensacyjna informacja na półtora tygodnia przed turniejem finałowym Pucharu Kontynentalnego, w którym udział weźmie GKS Katowice. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że z imprezy wycofał się jeden z rywali wicemistrzów Polski.
Turniej finałowy Pucharu Kontynentalnego odbędzie się w walijskim Cardiff w dniach 16-19 stycznia. Awans do niego wywalczyły oprócz GKS-u Katowice także drużyny: Cardiff Devils, Brûleurs de Loups Grenoble z Francji i Arłan Kokczetaw z Kazachstanu.
Okazuje się jednak, że ten ostatni zespół prawdopodobnie w imprezie nie wystąpi. Tak twierdzi najpopularniejszy kazachski kanał hokejowy w serwisie YouTube „Gołowoj Ob Led”, powołujący się na swoją „insiderską informację”.
Według dziennikarzy kanału, działacze Arłana nie są w stanie wyrobić swoim zagranicznym hokeistom na czas wiz do Wielkiej Brytanii. Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie przyznała Brytyjczykom prawo organizacji turnieju 6 grudnia ubiegłego roku i czasu na to było zbyt mało.
– Klub z Kazachstanu po prostu nie miał czasu, żeby wyrobić wizy dla zagranicznych zawodników, a co za tym idzie, zakupić bilety lotnicze. Według menedżera klubu prowadzącego proces załatwiania wiz, dla obywateli innych krajów czas ich wyrabiania trwa6 tygodni i więcej. W dodatku dla obywateli nie z Kazachstanu istnieje duże prawdopodobieństwo odmowy wystawienia wizy. Arłannie ma w tej chwili możliwości zamienienia tych zawodników na innych graczy! – pisze kazachski kanał na swoim profilu w serwisie Instagram.
W praktyce „obywatele innych krajów” to Rosjanie, których dostęp do wiz w Wielkiej Brytanii po rosyjskiej agresji na Ukrainę jest mocno utrudniony. W składzie Arłana znajduje się 10 hokeistów rosyjskich i jeden Białorusin.
Arłan Kokczetaw jeszcze w żaden sposób oficjalnie nie potwierdził, że wycofał się z Pucharu Kontynentalnego. Jednak według kanału „Gołowoj Ob Led”, klub poinformował już o tym organizatorów turnieju finałowego na piśmie i poprosił o zastąpienie go inną drużyną.
Nie jest na razie jasne, kto mógłby go zastąpić. Mistrzowie Kazachstanu wywalczyli awans do decydującej rundy rozgrywek wygrywając w listopadzie turniej trzeciej rundy w słowackiej Żylinie. 3. miejsce w tamtej imprezie, czyli pierwsze, które nie dało awansu, zajęła miejscowa ekipa Vlci Żylina, w której występuje Kamil Wałęga.
SZACHY
Jan-Krzysztof Duda z brązowym medalem mistrzostw świata w szachach błyskawicznych!
Brązowy medal Jana-Krzysztofa Dudy w szachach błyskawicznych! Mistrzostwa Świata w Szachach Szybkich i Błyskawicznych odbyły się w dniach 26-31 grudnia 2024 na Wall Street w Nowym Jorku. Jan-Krzysztof Duda dotarł do pófinału, gdzie przegrał z liderem światowego rankingu, Norwegiem Magnusem Carlsenem. To ogromny sukces polskich szachów!
Po wspaniałej walce w rundzie eliminacyjnej Jan-Krzysztof Duda awansował do elitarnej 8-osobowej rundy pucharowej. Tam w ćwierćfinale pokonał 2,5:0,5 Fabiano Caruanę, ale w półfinale zagrał z Magnusem Carlsenem, który wygrał 3:0.
Jan-Krzysztof Duda zostaje brązowym medalistą Mistrzostw Świata w Nowym Jorku. W meczu półfinałowym Janek uległ najlepszemu na świecie Magnusowi Carlsenowi. Jest to jeden z największych sukcesów w historii polskich szachów i piękne zakończenie niezwykle udanego dla nas 2024 roku. Za ten sukces Janek zainkasuje 45,000 dolarów – napisał w mediach społecznościowych prezes Polskiego Związku Szachowego, Radosław Jedynak.
Mecz o brązowy medal nie był rozegrany, to oznacza, że brązowy medal otrzymał również Wesley So, który przegrał w półfinale z Janem Niepomniaszczijem.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze