Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice kontynuuje zwycięską passę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki pokonały na wyjeździe drużynę Pogoń Tczew 3:0 (2:0). Następne spotkanie zespół rozegra już jutro o godzinie 18:00 w ramach 1/32 finału Pucharu Polski. Zmierzymy się na wyjeździe z Czarnymi Sosnowiec. Ze względu na przerwę reprezentacyjną kolejne spotkanie ligowe zostanie rozegrane dopiero 3 listopada na Bukowej z Rekordem Bielsko-Biała. Do kadry na mecze z Rumunią zostały powołane dwie piłkarki GieKSy: Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska. Piłkarze najbliższe spotkanie ligowe rozegrają na Bukowej w niedzielę 20 października o 12:15 ze Śląskiem Wrocław.

Siatkarze w zeszłym tygodniu rozegrali dwa spotkania: w pierwszym z nich pokonali VC Barkom Każany Lwów 3:1. W drugim ulegli Resovii 1:3. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się w Szopienicach z LUKiem Lublin. Mecz rozpocznie się 19 października o 20:30.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania (oba wygrane): z STS Sanok (3:0) i Unią Oświęcim (3:1). Przed spotkaniem z Unią Patryk Wronka podpisał umowę z GieKSą, która obowiązuje do końca sezonu 2024/25. W tym tygodniu zespół rozegra trzy spotkania. Już dzisiaj (15 października) nasza drużyna zmierzy się w Tychach z GKSem. Z kolei w piątek (18 paźdizernika) w Satelicie przeciwnikiem będzie JKH GKS Jastrzębie. W niedzielę (20 października) hokeiści udadzą się do Torunia na mecz Energą. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00, 18:30 i 17:00.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice kontynuuje zwycięską passe

GKS Katowice z dalekiej podróży wraca z kompletem punktów. Zawodniczki prowadzone przez Karoline Koch pokonały w meczu 9. kolejki Orlen Ekstraligi Pogoń Dekpol Tczew 3:0. Dla przyjezdnych było to dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu.

Katowiczanki na prowadzenie wyszły w 26. minucie po golu Julii Włodarczyk, która zdobyła swojego pierwszego gola w sezonie. W 35. minucie debiutująca w wyjściowej „11” była zawodniczka zespołu z Tczewa Katarzyna Nowak, podwyższyła wynik meczu i na przerwę przyjezdne schodziły  z dwubramkową przewagą.

W drugiej połowie kibice zgromadzeni na stadionie w Tczewie zobaczyli jednego gola. Na listę strzelczyń wpisała się 25-letnia Klaudia Słowińska.

Wicemistrzynie Polski zanotowały dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu. Ostatnim zespołem, jaki znalazł sposób na pokonanie Gieksy był Grot SMS Łódź, który 9 czerwca pokonał w meczu 22. kolejki Orlen Ekstraligi GKS 1:0.

 

Znamy powołania na dwumecz z Rumunią!

Nina Patalon powołała zawodniczki na mecze barażowe eliminacji do mistrzostw Europy z Rumunią. Reprezentacja Polski pierwszy mecz zagra 25 października o godzinie 18:00 w Bukareszcie, a mecz rewanżowy odbędzie się 29 października o godzinie 18:00 w Gdańsku.

W kadrze po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczymy Tanje Pawollek, która przez dłuższy czas leczyła kontuzje więzadeł krzyżowych. Po raz pierwszy na zgrupowaniu pojawi się zawodniczka GKS-u Katowice, Klaudia Słowińska.

Powołania otrzymały:

Adriana Achcińska (1.FC Köln, Niemcy), Sylwia Matysik (TSV Bayer 04 Leverkusen, Niemcy), Milena Kokosz (Åsane Fotball Damer, Norwegia), Aleksandra Zaremba (Costa Adeje Tenerife, Hiszpania), Nadia Krezyman (UKS SMS Łódź), Emilia Szymczak (FC Barcelona, Hiszpania), Oliwia Woś (FC Zürich Frauen, Szwajcaria), Wiktoria Zieniewicz (UKS SMS Łódź), Kinga Seweryn (GKS Katowice), Paulina Dudek (Paris Saint-Germain FC, Francja), Natalia Padilla Bidas (1.FC Köln, Niemcy), Dominika Grabowska (TSG 1899 Hoffenheim, Niemcy), Martyna Wiankowska (1.FC Köln, Niemcy), Małgorzata Mesjasz (AC Milan, Włochy), Oliwia Szperkowska (Paris Saint-Germain FC, Francja), Klaudia Jedlińska (Dijon FCO, Francja), Tanja Pawollek (Eintracht Frankfurt, Niemcy), Ewa Pajor (FC Barcelona, Hiszpania), Ewelina Kamczyk (FC Fleury 91, Francja), Klaudia Lefeld (Górnik Łęczna), Klaudia Słowińska (GKS Katowice), Martyna Brodzik (Pogoń Szczecin), Kayla Adamek (Vittsjö GIK, Szwecja), Kinga Szemik (West Ham United FC, Anglia).

 

wkatowicach.eu – Robi wrażenie! Tak wygląda oświetlony Stadion Miejski w Katowicach

Na nowym Stadionie Miejskim w Katowicach trwają przygotowania do ułożenia murawy. Na trybunach pojawiły się już krzesełka, w hali trwają prace wykończeniowe. Piłkarze GKS-u Katowice mają planowo rozegrać tu pierwsze mecze wiosną 2025 roku. W czwartek, 10 października, trwały tam prace przy ustawianiu opraw świetlnych.

W czwartek, 10 października, na Stadionie Miejskim w Katowicach trwały prace przy ustawianiu opraw świetlnych, a także iluminacji obiektu. Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na ukończeniu jest również hala sportowa.

Nowy stadion miejski w Katowicach ma być gotowy do końca roku. Prace nabierają tempa, a wkrótce na płycie obiektu pojawi się murawa. Obecnie trwają przygotowania do jej układania. Na jakim etapie są prace?

Wykonawca realizuje między innymi wykończenie pod trybunami, ale pracuje także na terenie wokół obiektu, gdzie montowane są wygrodzenia. Ponadto trwają prace porządkowe i przygotowawcze do układania murawy. Podobne prace związane z nawierzchnią będą też prowadzone na boiskach treningowych. Dodatkowo wokół nich instalowane są piłkochwyty – przekazuje Dawid Kwiecień z Katowickiej Agencji Wydawniczej reprezentujący Katowickie Inwestycje.

Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na finiszu jest też hala sportowa.

Trwają prace wykończeniowe wewnątrz hali, malowanie ścian czy roboty w toaletach. Firmy sprzątające przygotowują też halę, by móc przystąpić w najbliższym czasie do układania parkietu sportowego. Ponadto przed nami montaż oświetlenia – mówi Dawid Kwiecień.

Nowy stadion miejski powstaje przy ulicach Bocheńskiego i Upadowej w Katowicach (Załęska Hałda). Ulica, przy której mieści się stadion, ma zostać przemianowana na „Nową Bukową”.

Piłkarze mają rozegrać na nowym stadionie swoje pierwsze mecze wiosną 2025 roku.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Po wygranej mogą odetchnąć z ulgą

Z wielką ulgą odetchnęli siatkarze GKS-u Katowice. W poniedziałkowe popołudnie zanotowali swoje pierwsze plusligowe zwycięstwo w sezonie i to od razu za trzy punkty,  W pokonanym polu zostawili Barkom-Każany Lwów, który tym samym wciąż po stronie zwycięstw na swoim koncie ma 0. W ekipie z Lwowa z pewnością mają wielkie powody do niepokoju.

W pierwszym secie 7:4 po atakach Jewgienija Kisiliuka oraz dwóch punktowych blokach prowadzili katowiczanie. Obydwie drużyny od samego początku zawiązywały grę środkiem. Joshua Tuaniga równo dystrybuował piłki, włączając każdą opcję do gry. Po asie Kisiliuka gospodarze mieli cztery oczka do przodu (10:6). Lwowianie nie stali bezczynnie, asem popisał się Ilia Kowalow (11:9). Nie mieli jednak sposobu na solidnie dysponowanego Bartosza Gomułkę, który również zapunktował serwisem i kontrą. Lwowianie popełniali proste błędy (16:10). Niemałe trudności ze skończeniem ataków mieli goście, w kontratakach pracował na lewym skrzydle Aymen Bouguerra (21:14). Katowiczanie objęli prowadzenie po zepsutej zagrywce rywali (25:18).

Szybko ocknęli się goście, którzy po błędach GKS-u i asie Marta Tammearu mieli trzypunktową zaliczkę (4:1). Na swoje nominalne obroty na prawym skrzydle zaczął wchodzić Wasyl Tupczij. Gra toczyła się punkt za punkt, nadal trzy oczka do gości tracili katowiczanie. Obydwie drużyny podbijały wiele piłek w obronie. Nawet kiedy gospodarze zbliżyli się na punkt, po kontrze przeciwnika z powrotem tracili trzy punkty (13:10). W moment runęła gra GKS-u niczym domek z kart. Po dwóch autowych atakach i asie Tupczija Barkom był jedną nogą w trzecim secie (18:13). Sprawy w swoje ręce po chwili postanowił wziąć Bartosz Gomułka. Po kontratakach atakującego Ślązacy zbliżyli się na trzy oczka (21:18). To było jednak niewystarczające w obliczu podbijających wiele mocnych uderzeń lwowian (25:21).

Z bojowym nastawieniem w kolejną odsłonę wkroczył Bouguerra. Po trzech uderzeniach Ukraińca GKS wygrywał 5:2. Zbicia Tupczija były niewystarczające wobec funkcjonującego bloku GieKSy. Katowiczanie mieli pięć punktów zaliczki po dwóch asach Gomułki (10:5). Barkom miał trudności z dobiciem się do boiska, kontratak Bougerry zwiększył przewagę do sześciu punktów (13:7). Podopieczni Grzegorza Słabego do obrony dorzucili blok, dwukrotnie nim punktując, zaczęli atakować w aut goście (18:9). Po sam koniec odsłony nic się nie zmieniło. Gospodarze kontrolowali bieg wydarzeń, po zepsutej zagrywce Tammearu zdobyli pierwszy punkty w sezonie (25:15).

Na starcie czwartej partii GieKSa legitymowała się dwupunktową przewagą po błędach rywala (4:2). Przyjezdni stosunkowo szybko wyrównali po bloku na Gomułce (6:6). Gra toczyła się punkt za punkt, zespoły kończyły pierwsze akcje. W obu ekipach dystrybucja rozłożona była równomiernie (13:13). Ekipa ze Śląska zaczęła wstrzymywać rękę w ataku, po kontrze Tammearu Barkom przejął inicjatywę (15:13). Jednak nie na długo. Przerwanie gry przez trenera Słabego okazało się skuteczne. Jego podopieczni zaczęli grać cierpliwiej i wygrywali długie akcje, po dwóch uderzeniach Bouguerry to GKS wygrywał 19:18. Po momencie gry punkt za punkt zatrzymany został Tupczij, asa dołożył Bougerra (23:20). Po autowym ataku Rune Fastelanda pierwszy triumf GKS-u w sezonie stał się faktem (25:22).

MVP: Aymen Bouguerra

GKS Katowice  – Barkom Każany Lwów 3:1 (25:18, 21:25, 25:15, 25:22)

 

Problemy nie przeszkodziły Resovii

Zmagająca się z drobnymi urazami Asseco Resovia Rzeszów wygrała  interesujące spotkanie z GKS-em Katowice 3:1. Szczególnie zacięty był pierwszy set tego meczu rozgrywany na przewagi, lepsi w nim okazali się być goście. W kolejnych trzech partiach górą byli gospodarze i to im przypadł komplet punktów.

W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy za sprawą bloku objęli prowadzenie 3:1, ale po asie serwisowym Bartosza Gomułki GKS wrócił do gry. Na zbicia Bartosza Bednorza odpowiadał Aymen Bouguerra. Dopiero dwa błędy gości dały niewielką przewagę Asseco Resovii (15:13), ale szybko została ona roztrwoniona. Oba zespoły punktowały na zagrywce, lecz żaden z nich nie był w stanie wypracować sobie jakiejkolwiek przewagi. Do tego boisko musiał opuścić Paweł Zatorski. Po czapie na Lukasie Vasinie to katowiczanie mieli piłkę setową, ale rzeszowianie doprowadzili do batalii na przewagi. Wydawało się, że po kontrze Stephena Boyera to oni przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale po kiwce Bartłomieja Krulickiego ostatecznie to goście triumfowali w premierowej odsłonie (30:28).

W drugim secie przebudziła się Asseco Resovia, która po zbiciach Vasiny odskoczyła od rywali na 6:3. Dołożyła punkt blokiem, a skuteczne akcje Dawida Wocha i Bednorza powiększały dystans dzielący oba zespoły (12:7). Katowiczanie zaczęli odrabiać straty przy zagrywce Bouguerry, a po bloku na Boyerze wrócili do gry. Wykorzystywali błędy rywali, a sami po kontrze Gomułki zbudowali sobie zaliczkę (18:16). Zniwelował ją as serwisowy Boyera, a po ataku ze środka Karola Kłosa to gospodarze odzyskali inicjatywę (23:21). Ostatecznie po zbiciu Wocha doprowadzili do remisu w całym meczu (25:23).

W trzecią partię lepiej weszli siatkarze GKS-u, którzy po asie serwisowym Bouguerry wypracowali sobie niewielką nadwyżkę (6:4). Na moment zniwelował ją Boyer, ale przez błędy rzeszowianie znowu musieli gonić wynik (11:8). Udanie w tej fazie seta odnaleźli się Bednorz i Vasina, a dzięki ich zbiciom gospodarze wrócili do gry. Oba zespoły psuły sporo serwisów, a po akcjach Bednorza i Gomułki przy remisie weszły w decydującą część seta (19:19). Kluczowe okazały się kontry Vasiny. W końcówce swoje zrobił też wprowadzony na parkiet Klemen Cebulj, a Asseco Resovia triumfowała 25:21.

Od początku czwartej odsłony oba zespoły szły łeb w łeb. Wprawdzie po punktującej zagrywce Vasiny ekipa z Pomorza odskoczyła na 8:6, lecz przez własne błędy pozwoliła przeciwnikom wrócić do gry. GKS nie wykorzystał szansy, a kontry Vasiny i Bednorza spowodowały, że gospodarze zaczęli przybliżać się do zwycięstwa (18:15). To jednak nie był koniec emocji, bo za sprawą Bouguerry przyjezdni wrócili do gry. Kluczowe okazały się dwa bloki rzeszowian, które dały im oddech w końcówce, a Bednorz z Vasiną przypieczętowali ich zwycięstwo (25:23).

Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:1 (28:30, 25:23, 25:21, 25:23)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa lepsza w Sanoku. „Fryzjer” nie wytrzymał, pięści poszły w ruch!

Po raz szósty w tym sezonie sanoczanie nie potrafili zdobyć ani jednej bramki. Ta sztuka nie udała im się też we wtorkowy wieczór z GKS-em Katowice. Wicemistrzowie zdobyli trzy bramki, ale nerwów na wodzy nie utrzymali gospodarze, którzy w końcówce spotkania wdali się w przepychanki.

Już w 2. minucie spotkania na prowadzenie wyszli katowiczanie.Sprytnym uderzeniem z bliska popisał się Jakub Hofman, który zdobył swojego drugiego gola w tym sezonie. Sanoczanie mogli wyrównać w końcówce tercji, ale świetnej sytuacji nie wykorzystał najpierw Lauri Huhdanpää, a następnie Marek Strzyżowski, który dobijał strzał fińskiego napastnika.

W drugiej tercji ponownie szybko bramkę zdobyli katowiczanie. Gdy na ławce kar siedział Damian Ginda, to już po 14. sekundach szybki zamek założyli GieKSiarze.Spod niebieskiej skutecznie huknął Albin Runesson. Kontaktowego gola powinien zdobyć duet Sienkiewicz – Filipek, ale obaj nie wykorzystali swoich dogodnych sytuacji.

Ostatnie dwadzieścia minut to spokojna gra hokeistów z Katowic, którzy stwarzali sporo sytuacji, ale dopiero pod koniec spotkania wynik podwyższył Christian Mroczkowski.

Sfrustrowani sanoczanie, którzy razili nieskutecznością w kolejnym meczu nie wytrzymali ciśnienia w ostatnich sekundach meczu. Najpierw Marek Strzyżowski starł się z dwoma katowiczanami Andersonem i Chodorem, aby tego ostatniego posłać na lód, gdy interweniowali już sędziowie. Dwie sekundy później przy wznowieniu Bryzgałow chciał zaatakować Pasiuta, lecz ten nie dał się sprowokować.

Na koniec obie drużyny się nie pożegnały ze sobą, gdyż tak zarządzili sędziowie, aby uniknąć eskalacji. A gdy katowiczanie schodzili do szatni, to niektórzy kibice dali upust swojej frustracji rzucając w kierunku przyjezdnych wiele niemiłych epitetów.

 

Wronka zwrócił się do kibiców. „To wielkie zobowiązanie wobec was”

Mianem jednego z głośniejszych powrotów można określić transfer Patryka Wronki do GKS-u Katowice. Podpisując umowę z ekipą wicemistrzów Polski, 29-latek skierował do kibiców GieKSy kilka zdań przywitania.

Patryk Wronka jest doskonale znany katowickim sympatykom hokeja. 29-latek już dwukrotnie reprezentował barwy GKS-u Katowice, a było to wlatach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka wspólnie z GieKSą sięgnął po trzy medale mistrzostw Polski, czego ukoronowaniem było zdobyte w 2022 roku, po 52-letniej przerwie mistrzostwo Polski. Dynamiczny napastnik był również częścią drużyny, która w 2019 roku zdobyła brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Jako zawodnik GKS-u Wronka legitymuje się imponującą średnią zdobywania punktów. W 167 rozegranych spotkaniach zdobył bowiem 202 „oczka”(69 bramek i 133 asysty).

Przenosiny Patryka Wronki z GKS-u Katowice do Comarch Cracovii w 2022 roku były na ustach wszystkich kibiców. Wieść o tym transferze spolaryzowała środowisko kibicowskie. Utrata czołowego napastnika na rzecz silnie zbrojącego się rywala była dla wielu kibiców gorzką do przełknięcia pigułką. Odnosząc się do decyzji zawodnika każdorazowo podkreślali pobudki finansowe przy wyborze nowego pracodawcy. W opozycji do takich poglądów byli z kolei kibice, którzy wskazywali, że tak wartościowy zawodnik ma pełne prawo przebierać w ofertach i decydować o odpowiedniej gratyfikacji jakości jaką wnosi do gry zespołu.

Dołączając ponownie do GKS-u Katowice Patryk Wronka postanowił za pośrednictwem klubu skierować do kibiców kilka zdań. Zawodnik wskazuje, jak istotnym momentem jego kariery był czas, który spędził w Katowicach. Wronka przypomina również, że podejmowanie trudnych decyzji jest nieodzownym elementem kariery sportowej. Etatowy reprezentant Polski podsumowując swoje oświadczenie podkreśla, że pragnie skupić się na tym, aby pełnym zaangażowaniem oraz ciężką pracą notować kolejne gole i asysty dla GieKSy.

Szanowni Kibice GieKSy!

Mam zaszczyt przekazać Wam, że wracam do Katowic i ponownie będę reprezentował barwy GKS-u. To dla mnie spore wyzwanie, ale także zaszczyt i wielkie zobowiązanie wobec Was – fanów GieKSy.

Życie sportowca wiąże się z ciągłym podejmowaniem trudnych decyzji. Jeszcze niedawno rywalizowałem z GieKSą na lodzie. Teraz zrobię wszystko, aby pomóc jej zwyciężać i godnie reprezentować jej barwy.

Przychodzę do Klubu, który wiele dla mnie znaczy. Sukcesy, jakie odnosiliśmy w Pucharze Kontynentalnym w Belfaście, a także odzyskanie Mistrzostwa Polski dla Katowic po 52 latach, z pewnością na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Wiem też, jak ważną rolę w ich osiąganiu miało płynące z trybun Wasze wsparcie.

Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyły mnie władze Klubu oraz Trener. Teraz skupiam się na tym, by ciężko pracować na treningach, a potem notować kolejne ważne gole i efektowne asysty w koszulce GieKSy. Podejdę do tego zadania z pokorą i pełnym zaangażowaniem.

Do zobaczenia w „Satelicie”!

 

dziennikzachodni.pl – Wicemistrz zagrał z mistrzem Polski. Hit kolejki dla GieKSy. Pierwsza porażka lidera

W piątek 11 października 2024 roku w meczu 11. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice zagrał z Re-Plast Unią Oświęcim. Było to spotkanie wicemistrza z mistrzem Polski z poprzedniego sezonu. Hit przyciągnął tłumy kibiców, którzy szczelnie wypełnili trybuny lodowiska „Satelita” przy Spodku.

Dwa dni przed tym wydarzeniem GieKSa poinformowała, że wszystkie bilety na ten mecz zostały sprzedane. Do Katowic przyjechał niepokonany lider, aby zmierzyć się z trzecim w tabeli GKS-em Katowice.

Przed rozpoczęciem piątkowego meczu uhonorowano minutą ciszy zmarłych niedawno Maksymiliana Lebka i Kordiana Jajszczoka. Tego dnia zrezygnowano też z głośnej muzyki oraz konkursów. Organizatorzy poprosili wszystkich kibiców, aby w pierwszej przerwie power break (około 10. minuty spotkania) pożegnali oklaskami obu zasłużonych hokeistów.

Dzień przed piątkowym meczem GKS ogłosił, że do zespołu wrócił dobrze znany kibicom Patryk Wronka, który rozpoczął ten sezon w Podhalu Nowy Targ. W GKS-ie grał w latach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka znalazł się w składzie na mecz z Unią.

W 2. kolejce Unia wygrała z GieKSą 4:3. Katowiczanie mieli wielką ochotę na rewanż.

Wynik meczu otworzył Bartosz Fraszko, który przeciął lot krążka i zaskoczył bramkarza Unii Linusa Lundina. Kiedy w 34. minucie na 2:0 po solowej akcji podwyższył Christian Mroczkowski, kibice GKS-u oszaleli ze szczęścia. Ich humory popsuł nieco jednak Krystian Dziubiński, który trafił na 2:1. Unia wykorzystała grę w przewadze – GKS najpierw grał 3 na 5, a gola stracił będąc w składach 4 na 5.

W III tercji trwała niesamowicie zacięta walka. Goście chcieli wyrównać. W końcówce to GieKSa zadała trzeci cios, gdy Bartosz Fraszko wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. W ostatniej minucie Unia zagrała bez bramkarza, ale wynik już się nie zmienił. Katowiczanie pokonali mistrzów Polski, choć przyszło im grać aż 14 minut w osłabieniu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga