Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice kontynuuje zwycięską passę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki pokonały na wyjeździe drużynę Pogoń Tczew 3:0 (2:0). Następne spotkanie zespół rozegra już jutro o godzinie 18:00 w ramach 1/32 finału Pucharu Polski. Zmierzymy się na wyjeździe z Czarnymi Sosnowiec. Ze względu na przerwę reprezentacyjną kolejne spotkanie ligowe zostanie rozegrane dopiero 3 listopada na Bukowej z Rekordem Bielsko-Biała. Do kadry na mecze z Rumunią zostały powołane dwie piłkarki GieKSy: Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska. Piłkarze najbliższe spotkanie ligowe rozegrają na Bukowej w niedzielę 20 października o 12:15 ze Śląskiem Wrocław.

Siatkarze w zeszłym tygodniu rozegrali dwa spotkania: w pierwszym z nich pokonali VC Barkom Każany Lwów 3:1. W drugim ulegli Resovii 1:3. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się w Szopienicach z LUKiem Lublin. Mecz rozpocznie się 19 października o 20:30.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania (oba wygrane): z STS Sanok (3:0) i Unią Oświęcim (3:1). Przed spotkaniem z Unią Patryk Wronka podpisał umowę z GieKSą, która obowiązuje do końca sezonu 2024/25. W tym tygodniu zespół rozegra trzy spotkania. Już dzisiaj (15 października) nasza drużyna zmierzy się w Tychach z GKSem. Z kolei w piątek (18 paźdizernika) w Satelicie przeciwnikiem będzie JKH GKS Jastrzębie. W niedzielę (20 października) hokeiści udadzą się do Torunia na mecz Energą. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00, 18:30 i 17:00.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice kontynuuje zwycięską passe

GKS Katowice z dalekiej podróży wraca z kompletem punktów. Zawodniczki prowadzone przez Karoline Koch pokonały w meczu 9. kolejki Orlen Ekstraligi Pogoń Dekpol Tczew 3:0. Dla przyjezdnych było to dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu.

Katowiczanki na prowadzenie wyszły w 26. minucie po golu Julii Włodarczyk, która zdobyła swojego pierwszego gola w sezonie. W 35. minucie debiutująca w wyjściowej „11” była zawodniczka zespołu z Tczewa Katarzyna Nowak, podwyższyła wynik meczu i na przerwę przyjezdne schodziły  z dwubramkową przewagą.

W drugiej połowie kibice zgromadzeni na stadionie w Tczewie zobaczyli jednego gola. Na listę strzelczyń wpisała się 25-letnia Klaudia Słowińska.

Wicemistrzynie Polski zanotowały dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu. Ostatnim zespołem, jaki znalazł sposób na pokonanie Gieksy był Grot SMS Łódź, który 9 czerwca pokonał w meczu 22. kolejki Orlen Ekstraligi GKS 1:0.

 

Znamy powołania na dwumecz z Rumunią!

Nina Patalon powołała zawodniczki na mecze barażowe eliminacji do mistrzostw Europy z Rumunią. Reprezentacja Polski pierwszy mecz zagra 25 października o godzinie 18:00 w Bukareszcie, a mecz rewanżowy odbędzie się 29 października o godzinie 18:00 w Gdańsku.

W kadrze po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczymy Tanje Pawollek, która przez dłuższy czas leczyła kontuzje więzadeł krzyżowych. Po raz pierwszy na zgrupowaniu pojawi się zawodniczka GKS-u Katowice, Klaudia Słowińska.

Powołania otrzymały:

Adriana Achcińska (1.FC Köln, Niemcy), Sylwia Matysik (TSV Bayer 04 Leverkusen, Niemcy), Milena Kokosz (Åsane Fotball Damer, Norwegia), Aleksandra Zaremba (Costa Adeje Tenerife, Hiszpania), Nadia Krezyman (UKS SMS Łódź), Emilia Szymczak (FC Barcelona, Hiszpania), Oliwia Woś (FC Zürich Frauen, Szwajcaria), Wiktoria Zieniewicz (UKS SMS Łódź), Kinga Seweryn (GKS Katowice), Paulina Dudek (Paris Saint-Germain FC, Francja), Natalia Padilla Bidas (1.FC Köln, Niemcy), Dominika Grabowska (TSG 1899 Hoffenheim, Niemcy), Martyna Wiankowska (1.FC Köln, Niemcy), Małgorzata Mesjasz (AC Milan, Włochy), Oliwia Szperkowska (Paris Saint-Germain FC, Francja), Klaudia Jedlińska (Dijon FCO, Francja), Tanja Pawollek (Eintracht Frankfurt, Niemcy), Ewa Pajor (FC Barcelona, Hiszpania), Ewelina Kamczyk (FC Fleury 91, Francja), Klaudia Lefeld (Górnik Łęczna), Klaudia Słowińska (GKS Katowice), Martyna Brodzik (Pogoń Szczecin), Kayla Adamek (Vittsjö GIK, Szwecja), Kinga Szemik (West Ham United FC, Anglia).

 

wkatowicach.eu – Robi wrażenie! Tak wygląda oświetlony Stadion Miejski w Katowicach

Na nowym Stadionie Miejskim w Katowicach trwają przygotowania do ułożenia murawy. Na trybunach pojawiły się już krzesełka, w hali trwają prace wykończeniowe. Piłkarze GKS-u Katowice mają planowo rozegrać tu pierwsze mecze wiosną 2025 roku. W czwartek, 10 października, trwały tam prace przy ustawianiu opraw świetlnych.

W czwartek, 10 października, na Stadionie Miejskim w Katowicach trwały prace przy ustawianiu opraw świetlnych, a także iluminacji obiektu. Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na ukończeniu jest również hala sportowa.

Nowy stadion miejski w Katowicach ma być gotowy do końca roku. Prace nabierają tempa, a wkrótce na płycie obiektu pojawi się murawa. Obecnie trwają przygotowania do jej układania. Na jakim etapie są prace?

Wykonawca realizuje między innymi wykończenie pod trybunami, ale pracuje także na terenie wokół obiektu, gdzie montowane są wygrodzenia. Ponadto trwają prace porządkowe i przygotowawcze do układania murawy. Podobne prace związane z nawierzchnią będą też prowadzone na boiskach treningowych. Dodatkowo wokół nich instalowane są piłkochwyty – przekazuje Dawid Kwiecień z Katowickiej Agencji Wydawniczej reprezentujący Katowickie Inwestycje.

Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na finiszu jest też hala sportowa.

Trwają prace wykończeniowe wewnątrz hali, malowanie ścian czy roboty w toaletach. Firmy sprzątające przygotowują też halę, by móc przystąpić w najbliższym czasie do układania parkietu sportowego. Ponadto przed nami montaż oświetlenia – mówi Dawid Kwiecień.

Nowy stadion miejski powstaje przy ulicach Bocheńskiego i Upadowej w Katowicach (Załęska Hałda). Ulica, przy której mieści się stadion, ma zostać przemianowana na „Nową Bukową”.

Piłkarze mają rozegrać na nowym stadionie swoje pierwsze mecze wiosną 2025 roku.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Po wygranej mogą odetchnąć z ulgą

Z wielką ulgą odetchnęli siatkarze GKS-u Katowice. W poniedziałkowe popołudnie zanotowali swoje pierwsze plusligowe zwycięstwo w sezonie i to od razu za trzy punkty,  W pokonanym polu zostawili Barkom-Każany Lwów, który tym samym wciąż po stronie zwycięstw na swoim koncie ma 0. W ekipie z Lwowa z pewnością mają wielkie powody do niepokoju.

W pierwszym secie 7:4 po atakach Jewgienija Kisiliuka oraz dwóch punktowych blokach prowadzili katowiczanie. Obydwie drużyny od samego początku zawiązywały grę środkiem. Joshua Tuaniga równo dystrybuował piłki, włączając każdą opcję do gry. Po asie Kisiliuka gospodarze mieli cztery oczka do przodu (10:6). Lwowianie nie stali bezczynnie, asem popisał się Ilia Kowalow (11:9). Nie mieli jednak sposobu na solidnie dysponowanego Bartosza Gomułkę, który również zapunktował serwisem i kontrą. Lwowianie popełniali proste błędy (16:10). Niemałe trudności ze skończeniem ataków mieli goście, w kontratakach pracował na lewym skrzydle Aymen Bouguerra (21:14). Katowiczanie objęli prowadzenie po zepsutej zagrywce rywali (25:18).

Szybko ocknęli się goście, którzy po błędach GKS-u i asie Marta Tammearu mieli trzypunktową zaliczkę (4:1). Na swoje nominalne obroty na prawym skrzydle zaczął wchodzić Wasyl Tupczij. Gra toczyła się punkt za punkt, nadal trzy oczka do gości tracili katowiczanie. Obydwie drużyny podbijały wiele piłek w obronie. Nawet kiedy gospodarze zbliżyli się na punkt, po kontrze przeciwnika z powrotem tracili trzy punkty (13:10). W moment runęła gra GKS-u niczym domek z kart. Po dwóch autowych atakach i asie Tupczija Barkom był jedną nogą w trzecim secie (18:13). Sprawy w swoje ręce po chwili postanowił wziąć Bartosz Gomułka. Po kontratakach atakującego Ślązacy zbliżyli się na trzy oczka (21:18). To było jednak niewystarczające w obliczu podbijających wiele mocnych uderzeń lwowian (25:21).

Z bojowym nastawieniem w kolejną odsłonę wkroczył Bouguerra. Po trzech uderzeniach Ukraińca GKS wygrywał 5:2. Zbicia Tupczija były niewystarczające wobec funkcjonującego bloku GieKSy. Katowiczanie mieli pięć punktów zaliczki po dwóch asach Gomułki (10:5). Barkom miał trudności z dobiciem się do boiska, kontratak Bougerry zwiększył przewagę do sześciu punktów (13:7). Podopieczni Grzegorza Słabego do obrony dorzucili blok, dwukrotnie nim punktując, zaczęli atakować w aut goście (18:9). Po sam koniec odsłony nic się nie zmieniło. Gospodarze kontrolowali bieg wydarzeń, po zepsutej zagrywce Tammearu zdobyli pierwszy punkty w sezonie (25:15).

Na starcie czwartej partii GieKSa legitymowała się dwupunktową przewagą po błędach rywala (4:2). Przyjezdni stosunkowo szybko wyrównali po bloku na Gomułce (6:6). Gra toczyła się punkt za punkt, zespoły kończyły pierwsze akcje. W obu ekipach dystrybucja rozłożona była równomiernie (13:13). Ekipa ze Śląska zaczęła wstrzymywać rękę w ataku, po kontrze Tammearu Barkom przejął inicjatywę (15:13). Jednak nie na długo. Przerwanie gry przez trenera Słabego okazało się skuteczne. Jego podopieczni zaczęli grać cierpliwiej i wygrywali długie akcje, po dwóch uderzeniach Bouguerry to GKS wygrywał 19:18. Po momencie gry punkt za punkt zatrzymany został Tupczij, asa dołożył Bougerra (23:20). Po autowym ataku Rune Fastelanda pierwszy triumf GKS-u w sezonie stał się faktem (25:22).

MVP: Aymen Bouguerra

GKS Katowice  – Barkom Każany Lwów 3:1 (25:18, 21:25, 25:15, 25:22)

 

Problemy nie przeszkodziły Resovii

Zmagająca się z drobnymi urazami Asseco Resovia Rzeszów wygrała  interesujące spotkanie z GKS-em Katowice 3:1. Szczególnie zacięty był pierwszy set tego meczu rozgrywany na przewagi, lepsi w nim okazali się być goście. W kolejnych trzech partiach górą byli gospodarze i to im przypadł komplet punktów.

W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy za sprawą bloku objęli prowadzenie 3:1, ale po asie serwisowym Bartosza Gomułki GKS wrócił do gry. Na zbicia Bartosza Bednorza odpowiadał Aymen Bouguerra. Dopiero dwa błędy gości dały niewielką przewagę Asseco Resovii (15:13), ale szybko została ona roztrwoniona. Oba zespoły punktowały na zagrywce, lecz żaden z nich nie był w stanie wypracować sobie jakiejkolwiek przewagi. Do tego boisko musiał opuścić Paweł Zatorski. Po czapie na Lukasie Vasinie to katowiczanie mieli piłkę setową, ale rzeszowianie doprowadzili do batalii na przewagi. Wydawało się, że po kontrze Stephena Boyera to oni przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale po kiwce Bartłomieja Krulickiego ostatecznie to goście triumfowali w premierowej odsłonie (30:28).

W drugim secie przebudziła się Asseco Resovia, która po zbiciach Vasiny odskoczyła od rywali na 6:3. Dołożyła punkt blokiem, a skuteczne akcje Dawida Wocha i Bednorza powiększały dystans dzielący oba zespoły (12:7). Katowiczanie zaczęli odrabiać straty przy zagrywce Bouguerry, a po bloku na Boyerze wrócili do gry. Wykorzystywali błędy rywali, a sami po kontrze Gomułki zbudowali sobie zaliczkę (18:16). Zniwelował ją as serwisowy Boyera, a po ataku ze środka Karola Kłosa to gospodarze odzyskali inicjatywę (23:21). Ostatecznie po zbiciu Wocha doprowadzili do remisu w całym meczu (25:23).

W trzecią partię lepiej weszli siatkarze GKS-u, którzy po asie serwisowym Bouguerry wypracowali sobie niewielką nadwyżkę (6:4). Na moment zniwelował ją Boyer, ale przez błędy rzeszowianie znowu musieli gonić wynik (11:8). Udanie w tej fazie seta odnaleźli się Bednorz i Vasina, a dzięki ich zbiciom gospodarze wrócili do gry. Oba zespoły psuły sporo serwisów, a po akcjach Bednorza i Gomułki przy remisie weszły w decydującą część seta (19:19). Kluczowe okazały się kontry Vasiny. W końcówce swoje zrobił też wprowadzony na parkiet Klemen Cebulj, a Asseco Resovia triumfowała 25:21.

Od początku czwartej odsłony oba zespoły szły łeb w łeb. Wprawdzie po punktującej zagrywce Vasiny ekipa z Pomorza odskoczyła na 8:6, lecz przez własne błędy pozwoliła przeciwnikom wrócić do gry. GKS nie wykorzystał szansy, a kontry Vasiny i Bednorza spowodowały, że gospodarze zaczęli przybliżać się do zwycięstwa (18:15). To jednak nie był koniec emocji, bo za sprawą Bouguerry przyjezdni wrócili do gry. Kluczowe okazały się dwa bloki rzeszowian, które dały im oddech w końcówce, a Bednorz z Vasiną przypieczętowali ich zwycięstwo (25:23).

Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:1 (28:30, 25:23, 25:21, 25:23)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa lepsza w Sanoku. „Fryzjer” nie wytrzymał, pięści poszły w ruch!

Po raz szósty w tym sezonie sanoczanie nie potrafili zdobyć ani jednej bramki. Ta sztuka nie udała im się też we wtorkowy wieczór z GKS-em Katowice. Wicemistrzowie zdobyli trzy bramki, ale nerwów na wodzy nie utrzymali gospodarze, którzy w końcówce spotkania wdali się w przepychanki.

Już w 2. minucie spotkania na prowadzenie wyszli katowiczanie.Sprytnym uderzeniem z bliska popisał się Jakub Hofman, który zdobył swojego drugiego gola w tym sezonie. Sanoczanie mogli wyrównać w końcówce tercji, ale świetnej sytuacji nie wykorzystał najpierw Lauri Huhdanpää, a następnie Marek Strzyżowski, który dobijał strzał fińskiego napastnika.

W drugiej tercji ponownie szybko bramkę zdobyli katowiczanie. Gdy na ławce kar siedział Damian Ginda, to już po 14. sekundach szybki zamek założyli GieKSiarze.Spod niebieskiej skutecznie huknął Albin Runesson. Kontaktowego gola powinien zdobyć duet Sienkiewicz – Filipek, ale obaj nie wykorzystali swoich dogodnych sytuacji.

Ostatnie dwadzieścia minut to spokojna gra hokeistów z Katowic, którzy stwarzali sporo sytuacji, ale dopiero pod koniec spotkania wynik podwyższył Christian Mroczkowski.

Sfrustrowani sanoczanie, którzy razili nieskutecznością w kolejnym meczu nie wytrzymali ciśnienia w ostatnich sekundach meczu. Najpierw Marek Strzyżowski starł się z dwoma katowiczanami Andersonem i Chodorem, aby tego ostatniego posłać na lód, gdy interweniowali już sędziowie. Dwie sekundy później przy wznowieniu Bryzgałow chciał zaatakować Pasiuta, lecz ten nie dał się sprowokować.

Na koniec obie drużyny się nie pożegnały ze sobą, gdyż tak zarządzili sędziowie, aby uniknąć eskalacji. A gdy katowiczanie schodzili do szatni, to niektórzy kibice dali upust swojej frustracji rzucając w kierunku przyjezdnych wiele niemiłych epitetów.

 

Wronka zwrócił się do kibiców. „To wielkie zobowiązanie wobec was”

Mianem jednego z głośniejszych powrotów można określić transfer Patryka Wronki do GKS-u Katowice. Podpisując umowę z ekipą wicemistrzów Polski, 29-latek skierował do kibiców GieKSy kilka zdań przywitania.

Patryk Wronka jest doskonale znany katowickim sympatykom hokeja. 29-latek już dwukrotnie reprezentował barwy GKS-u Katowice, a było to wlatach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka wspólnie z GieKSą sięgnął po trzy medale mistrzostw Polski, czego ukoronowaniem było zdobyte w 2022 roku, po 52-letniej przerwie mistrzostwo Polski. Dynamiczny napastnik był również częścią drużyny, która w 2019 roku zdobyła brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Jako zawodnik GKS-u Wronka legitymuje się imponującą średnią zdobywania punktów. W 167 rozegranych spotkaniach zdobył bowiem 202 „oczka”(69 bramek i 133 asysty).

Przenosiny Patryka Wronki z GKS-u Katowice do Comarch Cracovii w 2022 roku były na ustach wszystkich kibiców. Wieść o tym transferze spolaryzowała środowisko kibicowskie. Utrata czołowego napastnika na rzecz silnie zbrojącego się rywala była dla wielu kibiców gorzką do przełknięcia pigułką. Odnosząc się do decyzji zawodnika każdorazowo podkreślali pobudki finansowe przy wyborze nowego pracodawcy. W opozycji do takich poglądów byli z kolei kibice, którzy wskazywali, że tak wartościowy zawodnik ma pełne prawo przebierać w ofertach i decydować o odpowiedniej gratyfikacji jakości jaką wnosi do gry zespołu.

Dołączając ponownie do GKS-u Katowice Patryk Wronka postanowił za pośrednictwem klubu skierować do kibiców kilka zdań. Zawodnik wskazuje, jak istotnym momentem jego kariery był czas, który spędził w Katowicach. Wronka przypomina również, że podejmowanie trudnych decyzji jest nieodzownym elementem kariery sportowej. Etatowy reprezentant Polski podsumowując swoje oświadczenie podkreśla, że pragnie skupić się na tym, aby pełnym zaangażowaniem oraz ciężką pracą notować kolejne gole i asysty dla GieKSy.

Szanowni Kibice GieKSy!

Mam zaszczyt przekazać Wam, że wracam do Katowic i ponownie będę reprezentował barwy GKS-u. To dla mnie spore wyzwanie, ale także zaszczyt i wielkie zobowiązanie wobec Was – fanów GieKSy.

Życie sportowca wiąże się z ciągłym podejmowaniem trudnych decyzji. Jeszcze niedawno rywalizowałem z GieKSą na lodzie. Teraz zrobię wszystko, aby pomóc jej zwyciężać i godnie reprezentować jej barwy.

Przychodzę do Klubu, który wiele dla mnie znaczy. Sukcesy, jakie odnosiliśmy w Pucharze Kontynentalnym w Belfaście, a także odzyskanie Mistrzostwa Polski dla Katowic po 52 latach, z pewnością na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Wiem też, jak ważną rolę w ich osiąganiu miało płynące z trybun Wasze wsparcie.

Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyły mnie władze Klubu oraz Trener. Teraz skupiam się na tym, by ciężko pracować na treningach, a potem notować kolejne ważne gole i efektowne asysty w koszulce GieKSy. Podejdę do tego zadania z pokorą i pełnym zaangażowaniem.

Do zobaczenia w „Satelicie”!

 

dziennikzachodni.pl – Wicemistrz zagrał z mistrzem Polski. Hit kolejki dla GieKSy. Pierwsza porażka lidera

W piątek 11 października 2024 roku w meczu 11. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice zagrał z Re-Plast Unią Oświęcim. Było to spotkanie wicemistrza z mistrzem Polski z poprzedniego sezonu. Hit przyciągnął tłumy kibiców, którzy szczelnie wypełnili trybuny lodowiska „Satelita” przy Spodku.

Dwa dni przed tym wydarzeniem GieKSa poinformowała, że wszystkie bilety na ten mecz zostały sprzedane. Do Katowic przyjechał niepokonany lider, aby zmierzyć się z trzecim w tabeli GKS-em Katowice.

Przed rozpoczęciem piątkowego meczu uhonorowano minutą ciszy zmarłych niedawno Maksymiliana Lebka i Kordiana Jajszczoka. Tego dnia zrezygnowano też z głośnej muzyki oraz konkursów. Organizatorzy poprosili wszystkich kibiców, aby w pierwszej przerwie power break (około 10. minuty spotkania) pożegnali oklaskami obu zasłużonych hokeistów.

Dzień przed piątkowym meczem GKS ogłosił, że do zespołu wrócił dobrze znany kibicom Patryk Wronka, który rozpoczął ten sezon w Podhalu Nowy Targ. W GKS-ie grał w latach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka znalazł się w składzie na mecz z Unią.

W 2. kolejce Unia wygrała z GieKSą 4:3. Katowiczanie mieli wielką ochotę na rewanż.

Wynik meczu otworzył Bartosz Fraszko, który przeciął lot krążka i zaskoczył bramkarza Unii Linusa Lundina. Kiedy w 34. minucie na 2:0 po solowej akcji podwyższył Christian Mroczkowski, kibice GKS-u oszaleli ze szczęścia. Ich humory popsuł nieco jednak Krystian Dziubiński, który trafił na 2:1. Unia wykorzystała grę w przewadze – GKS najpierw grał 3 na 5, a gola stracił będąc w składach 4 na 5.

W III tercji trwała niesamowicie zacięta walka. Goście chcieli wyrównać. W końcówce to GieKSa zadała trzeci cios, gdy Bartosz Fraszko wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. W ostatniej minucie Unia zagrała bez bramkarza, ale wynik już się nie zmienił. Katowiczanie pokonali mistrzów Polski, choć przyszło im grać aż 14 minut w osłabieniu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga