Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Jaga ma Ajax, my mamy Jagę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Już jutro święto na Bukowej. Po raz ostatni Bukowa gościła aktualnego Mistrza Polski 20 lat i… 3 dni temu. 21 sierpnia 2004 katowiczanie zmierzyli się z Wisłą Kraków. Przegraliśmy 0:3, a gdyby starszych kibiców zapytać, kto wtedy strzelił gole dla Białej Gwiazdy, nawet strzelając nie mieliby problemów z prawidłowym wytypowaniem autorów trafień. Jakiś tam Żurawski, jakiś tam Frankowski. W tamtych czasach karali nas regularnie, a Żuraw już wyjątkowo upodobał sobie Bukową, przy której strzelił osiem bramek. Na Bukowej też chyba wpadł w największy szał, w przerwie słynnego meczu wygranego przez naszą drużynę 1:0, kiedy to w wywiadzie dla Canal Plus spokojny i stonowany przecież Żuraw pomstował wzburzony na sędziego.

To były piękne czasy, kiedy GKS grał w Ekstraklasie i mogliśmy cieszyć się meczami na najwyższym poziomie. Przez 19 lat banicji tego futbolu na salonach nie mieliśmy, ba – nawet coroczne kompromitacje w Pucharze Polski, przeplatane z rzadka (bardzo rzadka) jakimś awansem powodowały, że na nasz stadion przyjeżdżały jednak drużyny z ekstraklasy przeciętne. Podbeskidzie, Zawisza, Cracovia, Warta. Trochę lepsze – Pogoń czy Jagiellonia. Ale nigdy ekipy z topu. Dziwny traf chciał, że również po niemal 20 latach w końcówce sezonu przyjechał do nas aktualny zdobywca Pucharu Polski – Wisła Kraków. Choć to trochę naciągane, bo to był wręcz świeżo upieczony zdobywca – zdobywca „elekt”. I tych Wiślaków GieKSa zmiotła z powierzchni ziemi, niejako przyzwyczajając krakowian do tego, co ich czeka w spotkaniach z Rapidem Wiedeń czy Cercle Brugge.

Trzy miesiące po zdobywcy pucharu przyjeżdża mistrz. Jagiellonia Białystok. Zespół, który pewnie (choć nie bez problemów pod koniec) wygrał Ekstraklasę w poprzednim sezonie, grając najładniejszą piłkę w całej lidze. Zespół, na którego w ostatnich tygodniach zwrócone są oczy całej piłkarskiej Polski – a to ze względu na walkę o Ligę Mistrzów i obecnie – Ligę Europy. Piłkarze Adriana Siemieńca mają już za sobą dziewięć meczów w tym sezonie. Zaczęło się spektakularnie – od pięciu zwycięstw z rzędu. Z Poniewieżem zespół wygrał w cuglach, m.in. po klasycznym hat-triku Jesusa Imaza na wyjeździe. W lidze zespół pewnie pokonał u siebie Puszczę i Stal oraz w wielkich trudach – ale wygrał w Radomiu 3:2. I seria posypała się. W dużej mierze przez klasę kolejnych rywali, ale też niefrasobliwość – głównie w obronie – piłkarzy z Białegostoku. Norweski Bodo Glimt okazał się zbyt silny i po wyrównanym meczu u siebie Jaga poległa na wyjeździe 1:4. Potem w strzelaninie w lidze z Cracovią przegrała 2:4. No i przedwczoraj – z rywalem już z naprawdę wysokiej półki – Ajaxem Amsterdam nasi rywale polegli 1:4, a mogli wyżej, ale w końcówce Sławomir Abramowicz obronił rzut karny. Cztery porażki z rzędu, trzy ostatnie mecze z czterema straconymi bramkami. Brzmi dość strasznie, a przecież Jagiellonię w kolejny czwartek czeka rewanż w Amsterdamie.

W tym wszystkim, całej pucharowo-ligowej przeplatance mistrza swój udział będzie mieć GKS Katowice. W czasach ekstraklasowych mieliśmy już takie sytuacje i wracając do wspomnianego meczu z Wisłą przegranego 0:3, to był on rozgrywany trzy dni przed spotkaniem Białej Gwiazdy z Realem w Madrycie. Fajny kontrast musieli mieć piłkarze i kibice – sobota Bukowa, środa Santiago Bernabeu. Sobota – Sławik, Bartnik, Agafon, Gorszkow, Kęska. Środa – Figo, Beckham, Zidane, Raul, Ronaldo. Takie rzeczy tylko w piłce.

No i tym razem Jagiellonii pomiędzy starciami z Hendersonem, Berghuisem i Bergwijnem przyjdzie się zmierzyć z naszymi, swojskimi Rogalą, Galanem, Błądem czy Zrelakiem.

Może nie powinno nas to interesować najbardziej, ale jednak ma duże znaczenie, jak do tego spotkania podejdzie trener rywali Adrian Siemieniec. Pierwszy „sukces” już został osiągnięty – Jagiellonia zadecydowała, że nie przełoży tego meczu, co swego czasu wydawało się pewne. Sam Siemieniec jednak w wywiadach mówił, że jeśli chcą być poważną drużyną, muszą sobie radzić z grą co trzy dni. A to będzie udziałem Jagiellonii przez całą jesień, bo zagrają w fazie grupowej Ligi Konferencji (nie ma co liczyć, że odrobią straty z Ajaxem).

Druga kwestia jest taka, czy w obliczu praktycznie przegranego dwumeczu z Holendrami, szkoleniowiec nie postawi na żelazny pierwszy skład w Katowicach. Mogliśmy się bowiem łudzić, że w przypadku korzystnego wyniku w pierwszym meczu z Ajaxem, na rewanż trener będzie oszczędzał najlepszych zawodników.

Jakkolwiek Jagiellonia ma za sobą kilka nieudanych meczów, to dla nas jest to jeden z najtrudniejszych możliwych rywali. I najbardziej istotne jest to, jaką koncepcję na ten mecz ma Rafał Górak i oczywiście, jak ta koncepcja będzie realizowana. W poprzednich felietonach pisałem – i nadal to utrzymuję – że wiadomo, że… nic nie wiadomo. Wszystkie mecze GKS są tak różne, że poza wspomnianym już niedawno aspektem, że nie odstajemy mocno od rywali, nie da się wyciągnąć wspólnego mianownika. Bo porównując chociażby mecze z Rakowem i Motorem, to w tym pierwszym, z teoretycznie lepszym przeciwnikiem, GieKSa zagrała bardzo dobrze, z pressingiem, walecznie i dobrze technicznie, a z lublinianami… szkoda gadać. Mecz meczowi więc nierówny. Do tego pomiędzy było spotkanie z Piastem, w którym GieKSa zagrała średnio, ale z dwoma błyskami.

Szkoleniowiec rotuje składem, zmienia, kombinuje, szuka. I tutaj będzie podobnie, ale czy uda mu się znaleźć optymalne rozwiązanie? Niektórzy zawodnicy nieco zawodzą, ale nie na tyle, by ich odstawić, inni trochę się chcą wyróżniać, ale nie na tyle, by zaklepać sobie miejsce w wyjściowej jedenastce.

Nie pozostaje nam nic innego, jak wyczekiwać tego święta piłkarskiego. To mecz z cyklu tych, na które czeka się dwadzieścia lat. I zarówno jego przebieg, jak i wynik mogą (choć nie muszą) być momentem przełomowym w sezonie. Katowiczanie nie są bez szans, pokazali, że w piłkę grać potrafią, a Ekstraklasa nie jest taka straszna. I choć zespół ma już na koncie zwycięstwo, warto przytoczyć sytuację z sezonu 2000/01, kiedy to w pierwszych dziewięciu kolejkach piłkarze Bobo Kaczmarka nie umieli odnieść zwycięstwa (pięć remisów 0:0!), a w dziesiątej spektakularnie pokonali Legię Warszawa 1:0 po golu w doliczonym czasie gry Moussy Yahai z rzutu karnego. Sezon zakończyliśmy na ósmym miejscu.

Cieszmy się więc z tego święta, Ekstraklasa to nasza Liga Mistrzów, a teraz przyjeżdża zwycięzca ubiegłorocznej edycji. I tutaj każdy wynik jest możliwy.

Legendy Ekstraklasy, pogromca Włochów, pogromca Interu, mistrz Portugalii

Adrian Dieguez, hiszpański strzelec gola w meczu z Ajaxem (ale także samobója w pierwszym spotkaniu z Bodo), zaliczył ongiś 15 meczów w La Liga w barwach Alaves i SD Huesca, zagrał także kilkanaście meczów w Pucharze Króla, z których na pewno zapamiętał szalone spotkanie w barwach Fuenlabrady z Mallorką, kiedy to w dogrywce strzelił gola, poprawił w konkursie rzutów karnych, które jego drużyna wygrała 9:8.

Jatmir Haliti to szwedzki Kosowianin, mający za sobą jeden występ w reprezentacji. W poprzednim sezonie występował w AIK Sztokholm.

Na Transfermarkt Joao Moutinho jest już wyceniany prawie tak samo, jak jego starszy o 11 lat, nazywający się tak samo słynny rodak, występujący obecnie w Bradze (700 tys. vs 800 tys. euro). Zawodnik wcześniej występował w MLS w barwach Los Angeles FC i Orlando City, z którym zdobył Puchar USA. W Spezii rozegrał dziewięć meczów w Serie A i Serie B, ale były to raczej ogony.

Dusan Stojinović były młodzieżowy reprezentant Słowenii, w 2020 roku zdobył mistrzostwo swojego kraju w barwach NK Celje.

Tomas Silva jeszcze w zeszłym sezonie był podstawowym zawodnikiem Vizeli w portugalskiej ekstraklasie, warto jednak odnotować jego symboliczny udział w zdobyciu tytuły mistrza kraju w barwach Sportingu Lizbona, kiedy to w meczu z Maritimo w ostatniej kolejce dostał 24 minut szansy na pokazanie się fetującej publiczności.

Darko Curlinov to 25-krotny reprezentant Macedonii Północnej i autor 4 goli w kadrze. Zawodnik zagrał dwa mecze na Euro 2020 (przeciwko Ukrainie i Holandii), ale jego najważniejszym meczem być może na zawsze pozostanie historyczne zwycięstwo z Włochami na wyjeździe w barażu o Mundial 2022 (zagrał cały mecz). Jeśli chodzi o karierę klubową, zawodnik wygrywał ligi na… drugim poziomie rozgrywkowym w barwach Schalke (2021/22) i Burnley (22/23). W Bundeslidze jednak dane mu zagrać było zaledwie w 16 meczach w barwach VFB Stuttgart, a w Premiership nie wystąpił.

Nene, Portugalczyk w barwach Santa Clary zaliczył 69 meczów w portugalskiej ekstraklasie.

Aurelien Nguiamba były juniorski i młodzieżowy reprezentant Francji w Spezii zaliczył trzy występy w Serie A.

Michal Sacek to mistrz i zdobywca Pucharu Czech w barwach Sparty Praga, dla której rozegrał ponad dwieście meczów. Zawodnik pograł trochę w pucharach, notując m.in. takie wyniki jak 4:1 na wyjeździe z Celtikiem, zmierzył się także z oboma mediolańskimi klubami, a z Interem jako piłkarz prażan wygrał 3:1.

Afimico Pululu to natomiast piłkarz z Angoli, który w przeszłości grał w FC Basel (83 mecze, 5 goli), ma na koncie Puchar Szwajcarii, grał w Lidze Europy. Zaliczył też osiem występów w Bundeslidze w barwach Greuther Furth.

Jagiellonia ma w kadrze trzech zawodników, którzy mają na koncie ponad dwieście meczów w ekstraklasie. Jesus Imaz (202E, 81 goli) to wybitny snajper, który wcześniej grał w Wiśle Kraków. Gdy dodamy, że taka liczba meczów została osiągnięta w ciągu siedmiu sezonów, mamy informację, że Hiszpan po prostu gra prawie wszystko. Przez półtora sezonu grał w Wiśle Kraków, potem już przeszedł do Jagi. W karierze strzelił np. pięć goli Lechowi, siedem Legii, był też autorem kluczowego trafienia decydującego o Mistrzostwie Polski, w 90. minucie meczu w Gliwicach w przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu. W przeszłości zawodnik grał w drugiej lidze hiszpańskiej.

Po cichu dwusetkę zebrał Jarosław Kubicki (216E, 16 goli), były piłkarz Zagłębia Lubin i Lechii Gdańsk, z którym zdobył Puchar Polski.

No i legenda Jagiellonii i Ekstraklasy, czyli Taras Romańczuk (303E, 28 goli). Urodzony na Ukrainie zawodnik w Polsce zaczynał w Legionovii, ale od 10 lat gra już w Jadze. Zawodnik pamięta mecz z 2018 w Pucharze Polski przy Bukowej, kiedy to goście wygrali 1:0 po golu w 120. minucie (swoją drogą ten mecz pamięta również Lukas Klemenz, który grał w Jagiellonii oraz Adrian Błąd – piłkarz GKS). Oprócz obecnego sezonu Taras grał w Jagą w pucharach, choćby w szalonym meczu z Rio Ave (4:4), w którym strzelił dwie bramki. Zawdonik wystąpił cztery razy w reprezentacji Polski, jedynego gola strzelając… z Ukrainą w sparingu przed Euro. Wystąpił także w dogrywce barażu z Walią oraz pierwszym meczu Euro 2024 z Holandią.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga