Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: GKS Katowice świętuje awans
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W Orlen Ekstralidze pozostała do rozegrania jedna runda spotkań, która ze względu na mecze reprezentacji zostanie rozegrana dziewiątego czerwca. Nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe z UKS SMS Łódź o godzinie 17:00. Po zdobyciu Pucharu Polski drużyna stanie przed szansą obrony tytułu Mistrzyń Polski. Klaudia Maciążka i Nicola Brzęczek podpisały nowe umowy z GieKSą. Piłkarze w ubiegłym tygodniu celebrowali awans do PKO BP Ekstraklasy. Siatkarze i hokeiści zakończyli rozgrywki ligowe. W sekcji siatkarskiej skompletowano skład sztabu szkoleniowego. W obu sekcjach podejmowane są decyzje dotyczące transferów.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Klaudia Maciążka na dłużej w GKS-ie Katowice
Kolejna kluczowa piłkarka Gieksy przedłużyła umowę z klubem o kolejne dwa lata – tym razem jest to Klaudia Maciążka.
Napastniczka występuje w Gieksie od 2020 roku. Od tego czasu zagrała 76 meczów, w których zdobyła 36 bramek. Maciążka straciła większość sezonu przez kontuzję – w bieżących rozgrywkach wystąpiła w czterech spotkaniach, w których dwukrotnie trafiła do siatki.
GKS jest na dobrej drodze do obronienia mistrzowskiego tytułu – na kolejkę przed końcem Orlen Ekstraligi jest zajmuje pierwszą lokatę, z przewagą trzech punktów nad drugą Pogonią Szczecin.
katowickisport.pl – Piłkarka roku zostaje w GKS-ie Katowice
Napastniczka GKS-u Katowice Nicola Brzęczek przedłużyła umowę do końca sezonu 2025/2026. 22-letnia piłkarka dołączyła do zespołu GieKSy w 2016 roku i w ciągu ośmiu lat przebyła pełną sukcesów drogę z drugiej ligi do Ekstraligi i występów na arenie międzynarodowej. Wcześniej na przedłużenie swoich umów do roku 2026 zdecydowały się Anita Turkiewicz, Amelia Bińkowska i Kinga Seweryn.
Brzęczek rozegrała do tej pory 124 spotkania dla GKS-u Katowice, w których zdobyła łącznie 26 bramek. W barwach GieKSy napastniczka z Truskolasów sięgnęła po mistrzostwo (2023) oraz Puchar Polski (2024) i występowała w meczach eliminacji Ligi Mistrzyń UEFA. Ponadto była powoływana do młodzieżowych reprezentacji Polski U-19, U-23 oraz do seniorskiej reprezentacji naszego kraju. W 2021 roku Brzęczek odebrała nagrodę Piłkarki Roku w plebiscycie Złote Buki.
wkatowicach.eu – Karolina Koch zachwyca! Talentem, skromnością i kreacją na Gali Ekstraklasy
Zachwyca talentem, skromnością i pracowitością. A wielu osobom nie umknęła także kreacja, w której Karolina Koch pojawiła się na uroczystej Gali Ekstraklasy. Trenerka kobiecej GieKSy wręczyła tam statuetkę dla obrońcy sezonu, którą z jej rąk otrzymał Bartłomiej Wdowik z Jagiellonii Białystok.
W poniedziałek, 27 maja, na zakończenie sezonu rozgrywkowego 2023/24 odbyła się doroczna Gala Ekstraklasy, podczas której uhonorowano Mistrza Polski, Jagiellonię Białystok, a także rozdano nagrody dla najwybitniejszych zawodników i trenera PKO Bank Polski Ekstraklasy. Statuetkę Piłkarza Sezonu otrzymał Kamil Grosicki. Odebrał również nagrodę Pomocnika Sezonu. O nagrodach dla najlepszego bramkarza, obrońcy, pomocnika, napastnika i trenera sezonu decydowała kapituła złożona z dziennikarzy piłkarskich.
Statuetkę dla najlepszego obrońcy sezonu, którym został Bartłomiej Wdowik z Jagiellonii Białystok, wręczyła trenerka kobiecej sekcji GKS-u Katowice, Karolina Koch. Ze sceny odniosła się również do awansu piłkarzy GieKSy do Ekstraklasy, który udało się wywalczyć po 19 latach.
To jest świetny czas dla Katowic. Jestem pewna, że za awansem GKS-u Katowice do Ekstraklasy po 19 latach, czekają nas kolejne piękne lata w Katowicach – mówiła Karolina Koch.
Rozpoczynając swoja pracę jako Trener, nie przypuszczałam, że dostąpię takiego zaszczytu. To ogromne wyróżnienie. To jest coś fenomenalnego znaleźć się w takim gronie. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę tu w innej roli – napisała po gali w mediach społecznościowych trenerka GieKSy.
[…] Karolina Koch objęła funkcję pierwszej trener kobiecego zespołu GKS-u Katowice w marcu 2022 roku. Sport w jej życiu obecny był od zawsze. Mama trenowała gimnastykę, tata zapasy, a sam narzeczony jest trenerem.
Karolina Koch to wychowanka Grunwaldu Ruda Śląska, która w czasie swojej kariery zawodniczej występowała m.in. w: Golu Częstochowa, Czarnych Sosnowiec, 1. FC AZS AWF Katowice, Mitechu Żywiec i Górniku Łęczna, z którym sięgała po wicemistrzostwo kraju.
Ponadto występowała w seniorskiej reprezentacji Polski. Z GieKSą związana jest od sezonu 2017/2018. Była grającą asystentką trenera, a później po przejęciu zespołu osiągnęła z nim historyczny sukces, czyli Mistrzostwo Polski. W tym roku Karolina Koch zdobyła z piłkarkami GieKSy Puchar Polski i jest o krok od kolejnego Mistrzostwa!
Kolejne spotkanie piłkarek GKS-u Katowice już 9 czerwca. O godzinie 17:00 drużyna GieKSy rozegra na wyjeździe ostatni mecz sezonu 2023/2024, a rywalem będzie zespół TME SMS-u Łódź.
Trzymamy kciuki!
Prezydent Katowic spotkał się z piłkarzami GieKSy. Miasto zapewnia o wsparciu dla klubu w ekstraklasie
Prezydent Marcin Krupa spotkał się z piłkarzami i sztabem szkoleniowym GKS-u Katowice, który w niedzielę, 26 maja zapewnił sobie awans do Ekstraklasy. Spotkanie odbyło się w restauracji 27th Floor, we wtorkowy poranek, 28 maja. Był czas na podziękowania, podsumowania i świętowanie sukcesu klubu.
[…] To, że spotykamy się w jednej z najwyżej położonych restauracji w naszym kraju, to metafora tego, że znaleźliście się w rozgrywkach o najwyższe, najważniejsze trofea w naszym kraju. Dziękuję za ten sportowy sukces i liczę na kolejne – zwracał się do piłkarzy GKS-u Katowice prezydent miasta Marcin Krupa.
Nie zabrakło zapewnień o kontynuowaniu finansowania dla klubu i inwestowania w jego rozwój. Była oczywiście mowa m.in. o nowo powstającym kompleksie sportowym na Załęskiej Hałdzie, gdzie piłkarze już wkrótce przeniosą się z wysłużonego obiektu przy ul. Bukowej.
Najlepszym przemówieniem na taką okazję jest chyba cały ten zakończony sezon. Bardzo się cieszymy z tego sukcesu i ze wsparcia, na jakie możemy liczyć ze strony miasta – mówił kapitan GKS-u Katowice, Arkadiusz Jędrych.
W czasie spotkania doceniono także pracę klubowych struktur – obecnego prezesa Krzysztofa Nowaka i jego poprzedników, ale także rolę, jaką dla awansu odegrał szkoleniowiec GieKSy Rafał Górak.
To jest właśnie to, po co się to robi – by dawać ludziom emocje, by dawać ludziom radość. Po to właśnie działa się w sporcie. Mamy za sobą mnóstwo momentów lepszych i gorszych, ale dziś świętujemy i już niedługo znów trzeba będzie wziąć się do pracy – mówi trener GKS-u Katowice, Rafał Górak.
Przypomnijmy, GKS Katowice wywalczył awans do Ekstraklasy bezpośrednio po ostatniej kolejce zmagań Fortuna 1. Ligi, po meczu wyjazdowym z Arką Gdynia. Katowiczanie wygrali ostatnie spotkanie 1-0 dzięki bramce Adriana Błąda. Kibice katowickiej GieKSy czekali na powrót klubu na najwyższy krajowy szczebel rozgrywkowy od 19 lat.
weszlo.com – GKS Katowice wyprzedał wszystkie karnety na domowe mecze w Ekstraklasie
GKS Katowice po 19 latach wraca do Ekstraklasy. GieKSa miała fenomenalną końcówkę sezonu I ligi i rzutem na taśmę w kapitalnym stylu wywalczyła bezpośrednią promocję do elity. W stolicy województwa śląskiego panuje cały czas fiesta, choć kibice już są spragnieni rozgrywek na najwyższym poziomie w Polsce. W ekspresowym tempie wykupili wszystkie karnety na rundę jesienną sezonu 2024/25.
Początek sprzedaży otwartej karnetów na rundę jesienną przy Bukowej miała miejsce 31 maja o godz. 12:00, a te rozeszły się jak świeże bułeczki. Kilka godzin i po sprawie. Jeśli ktoś przegapił, to już niestety nie będzie miał okazji, żeby nabyć karnet na mecze GieKSy.
– Informujemy o zakończeniu sprzedaży karnetów na domowe mecze piłkarzy GKS-u Katowice w rundzie jesiennej PKO BP Ekstraklasy. Bardzo dziękujemy za ogromne zainteresowanie! W przypadku pojawienia się wolnych miejsc na obiekcie np. w wyniku rezygnacji z wcześniejszych rezerwacji lub po zakończeniu planowanych modernizacji, poinformujemy o tym w osobnym komunikacie – czytamy w oficjalnym komunikacie klubu.
„Chyba nawet pobiliśmy dokonania Górnika Zabrze z 2017 roku”. GKS Katowice świętuje awans
Awans GKS-u Katowice do Ekstraklasy jest naprawdę dużym wydarzeniem i to na wielu poziomach. Raz, że mówimy o marce samej w sobie. Dwa, że wraca do elity po naprawdę długiej przerwie. Trzy, że dokonał tego w niesamowitych okolicznościach, gdy już mało kto wśród kibiców ostrzył sobie zęby na coś więcej niż środek tabeli I ligi. Cztery, że wydarzyło się to na 60-lecie istnienia klubu i na kilka miesięcy przed otwarciem nowego stadionu. Nic dziwnego, że świętowanie sukcesu trwa nieprzerwanie od niedzieli. We wtorek rano zostało ukoronowane śniadaniem prasowym z udziałem całej drużyny, sztabu, władz klubu i władz miasta.
Mimo że GieKSy nie było w elicie od 2005 roku, w tabeli wszech czasów Ekstraklasy nadal zajmuje ona wysokie trzynaste miejsce. To najwyżej sklasyfikowany klub spośród tych, których w tej dekadzie jeszcze nie oglądaliśmy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce.
Starsze pokolenie kibiców mogło żyć czasami dawnej świetności. Między połową lat 80. a połową lat 90. katowiczanie przez dziesięć sezonów z rzędu występowali w europejskich pucharach, a opowieści o wyeliminowaniu Girondins Bordeaux z Zinedinem Zidanem w składzie jeszcze długo będą żywo wspominane. Młodsi pamiętać mogą już głównie rozczarowania i kryzysy, jedne większe od drugich. Ich kulminacją był spadek z Ekstraklasy 19 lat temu i odbudowywanie się od IV ligi.
Później działo się, ale w złym tego słowa znaczeniu. Wielkie oczekiwania, „Ekstraklasa albo śmierć” i nienasycone apetyty na koniec. Awans wypuszczony z rąk po golu straconym z połowy boiska w 90. minucie w meczu ze zdegradowanym już MKS-em Kluczbork. Spadek do II ligi po golu bramkarza Bytovii w ostatnich sekundach. Stracony pierwszy sezon na drugoligowym froncie, gdy GieKSa zawaliła finisz i straciła bezpośredni awans na rzecz Widzewa, a potem odpadła w barażach ze Stalą Rzeszów, która ledwo się do nich dostała. Po powrocie do I ligi doszło natomiast do konfliktu z władzami klubu i długo trwającego bojkotu kibiców. Jeszcze półtora roku temu atmosfera wokół GKS-u była naprawdę gęsta.
Dziś wszyscy świętują i nie chcą pamiętać o złych czasach, chyba że traktują je jako punkt wyjścia do dzisiejszej historii.
– Pamiętam lipiec 2015 roku, gdy ogłosiłem, że budujemy wielką wielosekcyjną GieKSę, gdzie jedna dyscyplina pracuje też na drugą dyscyplinę. To się nam udało. Nie wszyscy w ten projekt wierzyli, ale dziś daliśmy przykład, że się powiódł – triumfował przed drużyną i dziennikarzami prezydent Katowic Marcin Krupa.
Podczas poniedziałkowej fety napomknął o mistrzostwie Polski, co zdążyło odbić się głośnym echem i może się bardzo źle zestarzeć. Dzień później nadal mówił o wysokich celach, ale już w sposób bardziej wyważony.
– Spotykamy się na 27. piętrze, w jednej z najwyżej położonych restauracji w Polsce i Europie. Mam nadzieję, że to miejsce będzie dla was szczęśliwe tak, jak dla innych sekcji naszego klubu i to są właśnie te szczyty, które chcielibyśmy osiągnąć. Oczywiście to jest metafora, nie przyjmujcie tego 1 do 1 w kontekście tego, gdzie i kiedy powinniśmy znaleźć się na szczycie tabeli Ekstraklasy. Ja w was wierzę, zawsze wierzyłem i będę wierzył. To, co wczoraj też mówiłem i co trener mówił: konsekwencja w działaniu. Wolna, czysta głowa. Rozmawialiśmy też z kibicami, żeby nie było nacisku, żeby podchodzić do tematu w sposób sprawiający, że tworzymy jedną wielką rodzinę, na dobre i na złe – mówił prezydent.
– Na przestrzeni ostatnich lat było kilka momentów na granicy decyzyjności, gdy zastanawialiśmy się, w którym kierunku pójść, czy zmienić trenera, czy nie zmienić. Koniec końców zawsze dochodziliśmy do wniosku, że nie cofamy się i dalej idziemy w ten projekt. Chciałem dotrzymać słowa względem trenera i myślę, że dotrzymałem, że ma wolną przestrzeń i mnie nie interesują wasze wyniki. Ma być przede wszystkim zgrany, wspaniały zespół piłkarski. Ten zespół udało się zbudować i za to gratulacje. Gramy nowoczesny futbol na poziomie Ekstraklasy i wierzę, że sobie w niej poradzimy i będziemy się pięli coraz wyżej w tej drabince. Kto wie, może wreszcie GKS Katowice doczeka się mistrza Polski. Na to liczę, ale nie jest to warunek bezwzględny, miejcie tego świadomość. Ale mierzmy wysoko. Wyżej niż tu, gdzie jesteśmy, wejść się nie da i tak samo myślcie o piłce. A co nam wyjdzie, życie i szczęście pokaże. My, jako miasto, nadal będziemy o was dbali i może uda się dołożyć do tego zewnętrznych sponsorów. Dziś jest z kim na ten temat rozmawiać właśnie ze względu na dobrze wykonaną przez was pracę – dodawał Marcin Krupa, przy okazji ujawniając, że łącznie drużyna otrzyma do podziału 2 mln zł premii.
– Do tego sukcesu potrzebna była cierpliwość, ogromna cierpliwość. Jeżeli cokolwiek zrobilibyśmy inaczej, sądzę, że dziś nie bylibyśmy w miejscu, w którym się znaleźliśmy. W imieniu zespołu bardzo dziękuję, że tej cierpliwości nigdy nie zabrakło i zawsze byliśmy doskonale przygotowani organizacyjnie. Wiedzieliśmy, że rzeczy zapisane w kontraktach zawsze będą realizowane i tak się działo, nigdy nie było opóźnień i innych problemów. Z zawodnikami mogliśmy koncentrować się wyłącznie na pracy i krok po kroku się rozwijać – doceniał starania władz miasta trener Rafał Górak.
– Mówmy głośno, że GKS Katowice ma w tej chwili cztery sekcje w najwyższych klasach rozgrywkowych. Tego żadne miasto w Polsce nie ma i myślę, że długo czegoś takiego nie osiągnie – cieszył się prezes Krzysztof Nowak, który półtora roku temu zastąpił skonfliktowanego z kibicami Marka Szczerbowskiego. – Jeszcze raz dziękuję panu prezydentowi, że postawił wtedy na mnie i wyciągnął mnie z katowickiego AWF-u – podkreślił.
Dziś on i Rafał Górak pchają wózek w tę samą stronę. – Pan trener Rafał Górak zrealizował wszystkie postawione przed nim cele – chwalił prezes.
A jeszcze w styczniu Krzysztof Nowak podczas spotkania z kibicami, którzy byli już wtedy zniechęceni do Góraka (podczas fety doszło do symbolicznego pojednania), odpowiedział na ich narzekania, że skoro wytrzymali z nim 4,5 toku, to niech wytrzymają jeszcze pięć miesięcy, do czasu wygaśnięcia kontraktu trenera. Górak odpowiedział w TVP Sport, że takie słowa są policzkiem dla niego, drużyny i sztabu.
Jak to komentuje teraz? – Prezes to dojrzały facet, ale w niektórych kwestiach nie miał doświadczenia. Nie chciałem go na zapas przestrzegać, wydawało mi się, że pewne rzeczy wie i rozumie. Sport jednak czasami generuje takie emocje, że ludzie zachowują się w sposób, w jaki nie chcieliby się zachowywać. Najważniejsze, że potrafiliśmy to sobie wyjaśnić. Prezes przyszedł do mnie, przybił grabę i powiedział, że bardzo przeprasza, że to nie powinno się wydarzyć. Pogadaliśmy po męsku w cztery oczy. W takiej sytuacji trudno, żebym się obrażał. Pracujemy dalej i wydaje mi się, że dalej będziemy pracować. Wszystko jest okej. Ja też nie jestem idealny i niejednokrotnie musiałem kogoś z drużyny czy ze sztabu przepraszać, bo coś nie wyglądało, jak powinno – odpowiedział mi na pytanie. Krótko mówiąc, czysta karta i patrzymy przed siebie.
Wydarzenia z ostatnich miesięcy pewnie nawet jego zadziwiły, choć potwierdził słowa Mateusza Maka z wywiadu na Weszło sprzed paru tygodni, że szatniowe cele były ambitniejsze niż deklaracje na zewnątrz. – Chłopaki naprawdę zimą podczas obozu w Opalenicy nabrali przekonania, że są w stanie wejść do Ekstraklasy. W związku z tym ta presja wewnętrzna u nas była, ale bardzo dobrze ją ukrywaliśmy. W Opalenicy wiele się wydarzyło nie tylko w kwestiach treningowych. Zeszło z nas sporo napięć. Mieliśmy dużo czasu, żeby z drużyną posiedzieć, pogadać i poznać jej odczucia. Tam się wszystko dokręciło, to był ważny moment mentalny – przyznał Górak.
– Zaczynając wiosnę mieliśmy wypracowanych bardzo dużo rzeczy po rundzie jesiennej, która zabrała nam sporo punktów, choć w wielu meczach naprawdę dobrze graliśmy. Wiedzieliśmy, że mamy ogromy deficyt punktowy i na dużo nas stać. Mieliśmy siedem punktów straty do miejsca barażowego, dziesięć do strefy bezpośredniego awansu, ale też siedem punktów zapasu nad strefą spadkową. Wszystkie te rzeczy braliśmy pod uwagę, ale czułem, że jesteśmy bliżsi tego, żeby gonić czołówkę. I w końcu dogoniliśmy. Jak piłkarze zaczęli strzelać i wygrywać, sami sobie powtarzali, że niemożliwe nie istnieje. Było widać, że wzajemnie się nakręcają i wierzą, że są w stanie dogonić rywali i utrzeć nosa tym, którzy nie wierzyli w drużynę i trenera. Nigdy jednak nie chodziło o coś na zasadzie „my wam pokażemy, a potem przestaniemy się do was odzywać”, tylko o pokazanie swojej wartości – podkreślił szkoleniowiec.
– To, co przyspieszyliśmy na koniec… W skali naszej polskiej piłki wydaje mi się, że nawet pobiliśmy wyczyn Górnika Zabrze z 2017 roku, a już na pewno mówimy o porównywalnej skali. Arka Gdynia wcześniej dwa razy mogła siedzieć przed telewizorem i liczyć na nasze potknięcia, a my w doliczonym czasie potrafiliśmy wygrywać – komentuje szczęśliwy Mateusz Mak, który po raz drugi zszedł szczebel niżej, żeby z nowym klubem zameldować się w Ekstraklasie. Wcześniej to samo zrobił w Stali Mielec.
– Stal na awans czekała jeszcze dłużej, bo 24 lata. Obie fety to było wielkie wow, mogłeś poczuć, że udało się osiągnąć coś naprawdę ważnego dla lokalnych społeczności – przyznaje.
W poniedziałek trener i jego drużyna mogli się przekonać, jak wiele ich osiągnięcie znaczy dla kibiców. – Kibicowsko w pewnym sensie byliśmy pogodzeni z kolejnymi latami w roli pierwszoligowego średniaka. Zastanawialiśmy się, jak godnie pożegnać Bukową na tym szczeblu i mieć sold outy. Teraz raczej nie musimy się o to martwić. Nie ma piękniejszej historii, niż to, że po tak długim czasie najbardziej klimatyczny stadion w Polsce jeszcze zobaczy Ekstraklasę i w tym samym sezonie płynnie przeniesiemy się na nową Bukową. 60-lecie klubu, nowy stadion – bardziej romantycznej historii związanej z awansem nie można sobie wyobrazić – mówi nam Paweł Poniatowski, kibic i jednocześnie pracownik GieKSy, odpowiadający w niej za relacje ze sponsorami.
– Jeden rozdział zamykamy, a drugi otwieramy i to wszystko będzie się działo w Ekstraklasie. Kapitalna sprawa – dodaje inny kibic.
– Ten sukces wynagradza wszystkie poświęcenia i rozczarowania. W życiu bym się nie spodziewał. Po awansie dzwoniłem do taty i powiedziałem mu, że przesadził, wybierając mi klub, na który w Ekstraklasie musiałem czekać prawie dwie dekady. Osobiście nigdy GieKSy na najwyższym szczeblu nie doświadczyłem. Tata na pierwszy mecz zabrał mnie już po degradacji do IV ligi, gdy graliśmy ze Źródłem Kromołów – opowiada Paweł Poniatowski.
– Cała końcówka tego sezonu jest wielką nagrodą dla wszystkich, którzy byli przy klubie przez te 19 lat. Wielu kibiców nie pamięta GieKSy w Ekstraklasie – wtóruje mu jego kolega.
Mateusz Mak i koledzy kropkę nad „i” postawili w Gdyni. Przed meczem głośno było o rozmowie „motywacyjnej” grupki kibiców Arki z piłkarzami tej drużyny. Padły mocne słowa, obrażano też samą GieKSę, mówiąc o przyjeździe „brudnych pastuchów”. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego.
Mak: – Nas już nie trzeba było dodatkowo mobilizować. Byliśmy spokojni, czuliśmy swoją wartość. Za to piłkarze Arki – chyba też to widzieliście – nie byli wtedy sobą. Pogadanka z kibicami zadziałała na nich demotywująco, jestem o tym przekonany. Brakowało im pewności siebie, łatwo oddawali nam piłkę. A w takich meczach mental jest najważniejszy. Oni nie dowieźli, my dowieźliśmy.
Górak: – U nas wzbudziło to więcej uśmiechu, natomiast wiem, że zawodnicy nie cierpią takich rzeczy. Według mnie to niczemu nie służy, jest fatalne. Po fakcie wydaje mi się, że kibice Arki mogli mieć kaca moralnego za tę akcję.
– My mieliśmy osobną motywację od naszych rodzin. Dzień przed meczem trener puścił nam w szatni siedmiominutowy filmik i to był najlepszy mentalny kopniak – dodaje Adrian Błąd, który w niedzielę pięknym strzałem zapewnił zwycięstwo. Po golu nie okazywał radości, w przeszłości spędził jedną rundę w Arce. – W samej Arce byłem kilka miesięcy, ale jestem wychowankiem Zagłębia Lubin, te kluby są zaprzyjaźnione. W świecie kibicowskim nie trzeba tego tłumaczyć. A w Gdyni poznałem wielu fantastycznych ludzi. Z szacunku do nich ta radość nie była taka jak zawsze – wyjaśnił.
GieKSa wiosną zdemolowała I ligę. W szesnastu meczach wywalczyła aż 38 punktów, dwukrotnie mając serię pięciu zwycięstw z rzędu. Strzeliła aż 42 gole (zdecydowanie najlepszy wynik za ten okres) i tylko 13 straciła (druga najlepsza defensywa za ten okres). Nagle zespół, który wcześniej nie radził sobie w końcówkach, przechylał szale zwycięstwa w doliczonym czasie. Lechia Gdańsk, Polonia Warszawa czy GKS Tychy coś o tym wiedzą. Wielu zawodników wystrzeliło z formą. Kapitan Arkadiusz Jędrych zdobył w tym roku osiem goli, a w całym sezonie 12. Gwoli ścisłości: to środkowy obrońca. Dobrą dyspozycję z drugiej części rundy jesiennej potwierdził Sebastian Bergier. Marcin Wasielewski wiosną ostatnim dograniem wypracował aż sześć goli. Kluczowe trafienia pod koniec zapisał na swoje konto Jakub Arak. Odbudował się Mateusz Mak. Adrian Błąd w pięciu ostatnich kolejkach uzbierał dwa gole i cztery asysty. Antoni Kozubal wyrósł na czołowego pomocnika całej ligi. I tak moglibyśmy wymieniać.
Co do Kozubala, jego przyszłość jest niewiadomą, ale Rafał Górak nie wyklucza, że będzie miała ciąg dalszy przy Bukowej. – Według aktualnych zapisów, Antek musi wrócić do Lecha po zakończeniu wypożyczenia. Otwiera się jednak przed nim kolejny etap rozwoju. Moim zdaniem bliżej do pierwszego składu będzie mu w GKS-ie Katowice niż w Lechu, dlatego na pewno jego agencja i sam klub wezmą to pod uwagę. Fajnie, że mamy dziś mocniejsze argumenty w postaci wejścia do Ekstraklasy – mówi trener GieKSy.
Przed nim i szefami klubu twardy orzech do zgryzienia w temacie transferów. Historia pokazuje, że beniaminkowie, którzy zbyt mocno dają się wykazać zawodnikom wywalczającym awans i dopiero zimą w większym stopniu zmieniają skład, najczęściej mają olbrzymie problemy. – Będę trochę szedł w zaparte, że naszym największym atutem jest organizacja gry i to, co wypracowaliśmy przez ostatnie pięć lat. To będzie nasz handicap. Tomek Tułacz, ósmy rok pracujący w Puszczy Niepołomice, pokazał, że można awansować do Ekstraklasy i nie zmieniać autorskiego sposobu gry – przekonuje Górak.
Skontrowałem, że Puszcza grała jednak zupełnie inaczej niż GKS i nie musiała zbytnio zmieniać swojego modelu po wejściu do elity. Katowiczanie natomiast preferują wysoki pressing i ofensywny rozmach, więc przestawienie się na większą reaktywność może być trudniejsze. – Zobaczymy. Mamy pomysły, dużo tu zaplanowaliśmy na czas obozu. Na razie nie ważyłbym się tej drużyny rozwalać. Serce tego zespołu jest ogromne i to kapitał, którego nie można lekceważyć – mówił trener.
Przyznał jednak, że klub niczego nie zaniedbuje i na transferowej giełdzie zamierza być obecny. – Mamy przeanalizowane, jacy zawodnicy będą dostępni na rynku. Przy każdej pozycji znajduje się 5-6 nazwisk, które mogą być w kręgu naszych zainteresowań, natomiast piłkarzy, którzy wywalczyli awans będziemy traktowali priorytetowo.
Mateusz Mak: – Na pewno nie zejdziemy z tej drogi, którą idziemy od pięciu lat. Możemy się na niej tylko umacniać. Poziom będzie wyższy, nie ma co gadać, ale my też będziemy stawać się coraz lepszą drużyną, a na pewno dołączą też do nas zawodnicy, którzy w tym rozwoju pomogą. Dalej będziemy chcieli grać odważnie, wysoko, według swoich założeń.
Zapowiedzi ładne, pozostaje życzyć ich realizacji na boisku.
Dla postronnego obserwatora awans GKS-u Katowice to sympatyczna sprawa chociażby właśnie ze względu na osobę 51-letniego trenera. Sumiennie, krok po kroku, piął się w zawodowej hierarchii i wreszcie doczekał się szansy zaistnienia na najwyższym szczeblu.
– Jestem z Bytomia, z blokowiska. Tam się tak łatwo białej flagi nie wywiesza. Wielokrotnie trzeba było walczyć, żeby mieć pozycję na osiedlu, więc nigdy nie chciałem tego rzucić. Zawsze mówiłem, że dam radę i wyjdę z każdego kryzysu, chociaż oczywiście moje najbliższe otoczenie nieraz podpowiadało „Rafał, weź to rzuć”, bo widać było po mnie, że jest ciężko, ale ze wszystkiego wyszedłem obronną ręką i jestem z tego bardzo zadowolony. Porównałem to sobie z czasów piłkarskich. Będąc wychowankiem Polonii Bytom długo, długo czekałem, aż wreszcie w wieku 29 lat rozegrałem pierwszy mecz w Ekstraklasie po awansie ze Szczakowianką Jaworzno. Nigdy niczego nie dostałem za darmo, chyba taki mój urok. Zawsze jednak wiedziałem, że jeśli będę miał czas, to prędzej czy później awansuję z GieKSą do elity – podsumował.
– Nie możemy się doczekać Ekstraklasy. Całkowicie inna otoczka, inne emocje i inny splendor, co tydzień znacznie większe firmy. Czekamy, aż podadzą terminarz – przebiera nogami Adrian Błąd.
Czekamy więc i my.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Licencja na Ekstraklasę wpłynie na wygląd stadionu przy Bukowej. Co musi się zmienić?
Obecny stadion GieKSy będzie służył beniaminkowi PKO Ekstraklasy co najmniej przez rundę jesienną, zanim klub przeprowadzi się na nową arenę. Licencja zawiera jednak wymogi, których arena przy Bukowej jeszcze nie spełnia.
GKS Katowice, który w kapitalnym stylu wywalczył awans do PKO Ekstraklasy otrzymał licencję z nadzorem sportowym, infrastrukturalnym oraz z zakresu personelu i administracji.
– Aby móc rozgrywać mecze na Stadionie Miejskim w Katowicach, obiekt przy ul. Bukowej musi przejść szereg zmian. Kluczowe z nich związane są z dostosowaniem stadionu do wymogów produkcji telewizyjnej – wyjaśnia Michał Kajzerek, rzecznik GKS-u. – Na Trybunie Głównej muszą zostać zamontowane nowe platformy pod kamery. Natężenie oświetlenia boiska musi zostać zwiększone do średniej wynoszącej 1600 luksów. Na obiekcie trzeba wyznaczyć strefę wozów transmisyjnych oraz powiększyć sektor dla kibiców niepełnosprawnych. Zmiany dotkną też sektora VIP i miejsc prasowych.
Na czym polegają pozostałe dwa zastrzeżenia Komisji Licencyjnej?
– Warunek sportowy to konieczność zorganizowania szkolenia antydopingowego, które oczywiście klub zrealizuje – mówi rzecznik GKS-u.
Ostatnia sprawa też wydaje się dość prosta do rozwiązania.
– Nadzór z zakresu personelu i administracji to kwestia ukończenia przez naszego trenera kursu UEFA dedykowanego dla trenerów bramkarzy i to również zostanie zrealizowane – dodaje Michał Kajzerek.
Awans do Ekstraklasy wywołał w Katowicach euforię. Zespół otrzyma z miasta do podziału premię w wysokości 2.000.000 złotych, a kibice błyskawicznie wykupili całą pulę karnetów. Dla klubu to solidny zastrzyk finansowy – ceny wynosiły od 160 (ulgowy) do 650 zł (rodzinny), a w przypadku karnetowiczów z poprzedniego sezonu od 128 do 448 zł. Wejściówka VIP to 1.200 zł.
– W przypadku pojawienia się wolnych miejsc na obiekcie na przykład w wyniku rezygnacji z wcześniejszych rezerwacji lub po zakończeniu planowanych modernizacji, wydamy komunikat – poinformował już klub z Bukowej.
Piłkarze po ostatnim meczu rozpoczęli urlopy, które potrwają dwa i pół tygodnia.
– Potem czekają nas trzy dni testowe, dwa treningowe i dziewięciodniowe zgrupowanie w Ustroniu. Mieliśmy przygotowane dwa plany przygotowań: na Ekstraklasę i 1. Ligę, nie identyczne, ale zbliżone. Zresztą duża część naszych koncepcji szła dwutorowo – stwierdził trener Rafał Górak.
GKS Katowice po raz ostatni występował w PKOEkstraklasie w sezonie 2004/05.
SIATKÓWKA
siatka.org – Kolejne zmiany w GKS-ie Katowice
GKS Katowice na dobre rozpoczął odsłanianie kart przed kolejnym sezonem PlusLigi. Włodarze 13. zespołu ostatnich rozgrywek poinformowali o kolejnych odejściach z klubu. Ze względu na kończące się umowy barwy klubowe zmienią Lukas Vasina, Marcin Waliński, Wiktor Mielczarek i Jonas Kvalen.
Już wcześniej GKS Katowice informował o zakończeniu współpracy z rozgrywającym Davide Saittą, środkowym Sebastianem Adamczykiem, który zagra w Norwidzie Częstochowa oraz atakujący Jakubem Jaroszem, który przenosi się do Trefla Gdańsk. Teraz włodarze klubu poinformowali, że końca dobiegły kontrakty wszystkich przyjmujących – Lukasa Vasiny, Marcina Walińskiego, Wiktora Mielczarka oraz Jonasa Kvalena.
[…] Do żadnych zmian nie dojdzie w sztabie szkoleniowym katowiczan. Grzegorz Słaby przedłużył kontrakt do końca sezonu 2025/2026. W sztabie szkoleniowym drużyny na kolejny sezon pozostają jego dotychczasowi członkowie, czyli Emil Siewiorek (II trener), Maciej Barczyński (statystyk), Piotr Karlik (trener przygotowania motorycznego) oraz Tomasz Szpunar (fizjoterapeuta).
Dodatkowo w szeregach katowiczan wciąż występować będą Łukasz Usowicz, Damian Domagała oraz Bartosz Mariański. O kolejnych ruchach kadrowych klub ma informować w ciągu najbliższych tygodni. Celem włodarzy jest zbudowanie zespołu, który utrzyma się w ekstraklasie i poprawi rezultat z ostatniego sezonu.
katowickisport.pl – Hity na początek PlusLigi
Sezon 2024/2025 PlusLigi rozpocznie się w weekend 13-15 września, a rozgrywki potrwają maksymalnie do 13 maja. Aż 28 kolejek fazy zasadniczej odbywać się będzie w weekendy, w całym sezonie zaplanowano tylko dwa terminy w środku tygodnia.
[…] 1. kolejka PlusLigi 2024/2025:
Aluron CMC Warta Zawiercie – BOGDANKA LUK Lublin
Barkom Każany Lwów – Jastrzębski Węgiel
Asseco Resovia Rzeszów – PSG Stal Nysa
GKS Katowice – MKS Będzin
Projekt Warszawa – Grupa Azoty ZAKSA Kedzierzyn-Koźle
Exact Systems Hemarpol Częstochowa – Ślepsk Malow Suwałki
Indykpol AZS Olsztyn – PGE GiEK Skra Bełchatów
Cuprum Stilon Gorzów – Trefl Gdańsk
Faza play-off PlusLigi 2024/2025 rozpocznie się w ostatni weekend marca i potrwa do połowy maja, zagra w niej osiem najlepszych ekip po sezonie zasadniczym, trzy najniżej notowane ekipy po tym etapie opuszczą PlusLigę. W ćwierćfinale i półfinale play-off grać się będzie do dwóch wygranych spotkań, w finale do trzech.
HOKEJ
hokej.net – Trzech młodych graczy dołączyło do GieKSy. „Mają czas na naukę”
Szefostwo GKS-u Katowice poinformowało, że do zespołu wicemistrzów Polski dołączyło trzech młodych graczy. Znajdą się w kadrze na sezon 2024/2025 i mają walczyć o miejsce w składzie.
Na mocy porozumienia z Naprzodem Janów do GieKSy trafili trzej napastnicy Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid.
Jonasz Hofman w poprzednim sezonie rozegrał 18 meczów w MHL, w których zdobył 34 punkty za 17 bramek i 17 asyst. Na ławce kar spędził 24 minuty.
Jakub Hofman w 27 konfrontacjach strzelił 10 goli, a przy kolejnych 37 notował asysty. Sędziowie nałożyli na niego 16 minut karnych.
Z kolei licznik Maksymiliana Dawida zamknął się na 20 starciach, 15 golach i 11 asystach.
Swój kontrakt z GieKSą o kolejny rok przedłużył Błażej Chodor, który w minionym sezonie rozegrał 28 spotkań w TAURON Hokej Lidze i 17 na jej bezpośrednim zapleczu.
Dodajmy, że tych czterech młodych graczy w ostatnim sezonie występowałow młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 20.
– Naszym celem jest dawanie szans młodym zawodnikom, którzy za jakiś czas będą zastępowali swoich starszych kolegów. Teraz mają oni czas na naukę, zbieranie doświadczenia oraz walkę o miejsce w składzie. Cieszy nas fakt, że współpraca pomiędzy dwoma hokejowymi klubami z Katowic układa się dobrze i zawodnicy mają swoją ścieżkę rozwoju – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze