Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: GKS Katowice świętuje awans

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W Orlen Ekstralidze pozostała do rozegrania jedna runda spotkań, która ze względu na mecze reprezentacji zostanie rozegrana dziewiątego czerwca. Nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe z UKS SMS Łódź o godzinie 17:00. Po zdobyciu Pucharu Polski drużyna stanie przed szansą obrony tytułu Mistrzyń Polski. Klaudia Maciążka i Nicola Brzęczek podpisały nowe umowy z GieKSą. Piłkarze w ubiegłym tygodniu celebrowali awans do PKO BP Ekstraklasy. Siatkarze i hokeiści zakończyli rozgrywki ligowe. W sekcji siatkarskiej skompletowano skład sztabu szkoleniowego. W obu sekcjach podejmowane są decyzje dotyczące transferów.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Klaudia Maciążka na dłużej w GKS-ie Katowice

Kolejna kluczowa piłkarka Gieksy przedłużyła umowę z klubem o kolejne dwa lata – tym razem jest to Klaudia Maciążka.

Napastniczka występuje w Gieksie od 2020 roku. Od tego czasu zagrała 76 meczów, w których zdobyła 36 bramek. Maciążka straciła większość sezonu przez kontuzję – w bieżących rozgrywkach wystąpiła w czterech spotkaniach, w których dwukrotnie trafiła do siatki.

GKS jest na dobrej drodze do obronienia mistrzowskiego tytułu – na kolejkę przed końcem Orlen Ekstraligi jest zajmuje pierwszą lokatę, z przewagą trzech punktów nad drugą Pogonią Szczecin.

katowickisport.pl – Piłkarka roku zostaje w GKS-ie Katowice

Napastniczka GKS-u Katowice Nicola Brzęczek przedłużyła umowę do końca sezonu 2025/2026. 22-letnia piłkarka dołączyła do zespołu GieKSy w 2016 roku i w ciągu ośmiu lat przebyła pełną sukcesów drogę z drugiej ligi do Ekstraligi i występów na arenie międzynarodowej. Wcześniej na przedłużenie swoich umów do roku 2026 zdecydowały się Anita Turkiewicz, Amelia Bińkowska i Kinga Seweryn.

Brzęczek rozegrała do tej pory 124 spotkania dla GKS-u Katowice, w których zdobyła łącznie 26 bramek. W barwach GieKSy napastniczka z Truskolasów sięgnęła po mistrzostwo (2023) oraz Puchar Polski (2024) i występowała w meczach eliminacji Ligi Mistrzyń UEFA. Ponadto była powoływana do młodzieżowych reprezentacji Polski U-19, U-23 oraz do seniorskiej reprezentacji naszego kraju. W 2021 roku Brzęczek odebrała nagrodę Piłkarki Roku w plebiscycie Złote Buki.

wkatowicach.eu – Karolina Koch zachwyca! Talentem, skromnością i kreacją na Gali Ekstraklasy

Zachwyca talentem, skromnością i pracowitością. A wielu osobom nie umknęła także kreacja, w której Karolina Koch pojawiła się na uroczystej Gali Ekstraklasy. Trenerka kobiecej GieKSy wręczyła tam statuetkę dla obrońcy sezonu, którą z jej rąk otrzymał Bartłomiej Wdowik z Jagiellonii Białystok.

W poniedziałek, 27 maja, na zakończenie sezonu rozgrywkowego 2023/24 odbyła się doroczna Gala Ekstraklasy, podczas której uhonorowano Mistrza Polski, Jagiellonię Białystok, a także rozdano nagrody dla najwybitniejszych zawodników i trenera PKO Bank Polski Ekstraklasy. Statuetkę Piłkarza Sezonu otrzymał Kamil Grosicki. Odebrał również nagrodę Pomocnika Sezonu. O nagrodach dla najlepszego bramkarza, obrońcy, pomocnika, napastnika i trenera sezonu decydowała kapituła złożona z dziennikarzy piłkarskich.

Statuetkę dla najlepszego obrońcy sezonu, którym został Bartłomiej Wdowik z Jagiellonii Białystok, wręczyła trenerka kobiecej sekcji GKS-u Katowice, Karolina Koch. Ze sceny odniosła się również do awansu piłkarzy GieKSy do Ekstraklasy, który udało się wywalczyć po 19 latach.

To jest świetny czas dla Katowic. Jestem pewna, że za awansem GKS-u Katowice do Ekstraklasy po 19 latach, czekają nas kolejne piękne lata w Katowicach – mówiła Karolina Koch.

Rozpoczynając swoja pracę jako Trener, nie przypuszczałam, że dostąpię takiego zaszczytu. To ogromne wyróżnienie. To jest coś fenomenalnego znaleźć się w takim gronie. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę tu w innej roli – napisała po gali w mediach społecznościowych trenerka GieKSy.

[…] Karolina Koch objęła funkcję pierwszej trener kobiecego zespołu GKS-u Katowice w marcu 2022 roku. Sport w jej życiu obecny był od zawsze. Mama trenowała gimnastykę, tata zapasy, a sam narzeczony jest trenerem.

Karolina Koch to wychowanka Grunwaldu Ruda Śląska, która w czasie swojej kariery zawodniczej występowała m.in. w: Golu Częstochowa, Czarnych Sosnowiec, 1. FC AZS AWF Katowice, Mitechu Żywiec i Górniku Łęczna, z którym sięgała po wicemistrzostwo kraju.

Ponadto występowała w seniorskiej reprezentacji Polski. Z GieKSą związana jest od sezonu 2017/2018. Była grającą asystentką trenera, a później po przejęciu zespołu osiągnęła z nim historyczny sukces, czyli Mistrzostwo Polski. W tym roku Karolina Koch zdobyła z piłkarkami GieKSy Puchar Polski i jest o krok od kolejnego Mistrzostwa!

Kolejne spotkanie piłkarek GKS-u Katowice już 9 czerwca. O godzinie 17:00 drużyna GieKSy rozegra na wyjeździe ostatni mecz sezonu 2023/2024, a rywalem będzie zespół TME SMS-u Łódź.

Trzymamy kciuki!

Prezydent Katowic spotkał się z piłkarzami GieKSy. Miasto zapewnia o wsparciu dla klubu w ekstraklasie

Prezydent Marcin Krupa spotkał się z piłkarzami i sztabem szkoleniowym GKS-u Katowice, który w niedzielę, 26 maja zapewnił sobie awans do Ekstraklasy. Spotkanie odbyło się w restauracji 27th Floor, we wtorkowy poranek, 28 maja. Był czas na podziękowania, podsumowania i świętowanie sukcesu klubu.

[…] To, że spotykamy się w jednej z najwyżej położonych restauracji w naszym kraju, to metafora tego, że znaleźliście się w rozgrywkach o najwyższe, najważniejsze trofea w naszym kraju. Dziękuję za ten sportowy sukces i liczę na kolejne – zwracał się do piłkarzy GKS-u Katowice prezydent miasta Marcin Krupa.

Nie zabrakło zapewnień o kontynuowaniu finansowania dla klubu i inwestowania w jego rozwój. Była oczywiście mowa m.in. o nowo powstającym kompleksie sportowym na Załęskiej Hałdzie, gdzie piłkarze już wkrótce przeniosą się z wysłużonego obiektu przy ul. Bukowej.

Najlepszym przemówieniem na taką okazję jest chyba cały ten zakończony sezon. Bardzo się cieszymy z tego sukcesu i ze wsparcia, na jakie możemy liczyć ze strony miasta – mówił kapitan GKS-u Katowice, Arkadiusz Jędrych.

W czasie spotkania doceniono także pracę klubowych struktur – obecnego prezesa Krzysztofa Nowaka i jego poprzedników, ale także rolę, jaką dla awansu odegrał szkoleniowiec GieKSy Rafał Górak.

To jest właśnie to, po co się to robi – by dawać ludziom emocje, by dawać ludziom radość. Po to właśnie działa się w sporcie. Mamy za sobą mnóstwo momentów lepszych i gorszych, ale dziś świętujemy i już niedługo znów trzeba będzie wziąć się do pracy – mówi trener GKS-u Katowice, Rafał Górak.

Przypomnijmy, GKS Katowice wywalczył awans do Ekstraklasy bezpośrednio po ostatniej kolejce zmagań Fortuna 1. Ligi, po meczu wyjazdowym z Arką Gdynia. Katowiczanie wygrali ostatnie spotkanie 1-0 dzięki bramce Adriana Błąda. Kibice katowickiej GieKSy czekali na powrót klubu na najwyższy krajowy szczebel rozgrywkowy od 19 lat.

weszlo.com – GKS Katowice wyprzedał wszystkie karnety na domowe mecze w Ekstraklasie

GKS Katowice po 19 latach wraca do Ekstraklasy. GieKSa miała fenomenalną końcówkę sezonu I ligi i rzutem na taśmę w kapitalnym stylu wywalczyła bezpośrednią promocję do elity. W stolicy województwa śląskiego panuje cały czas fiesta, choć kibice już są spragnieni rozgrywek na najwyższym poziomie w Polsce. W ekspresowym tempie wykupili wszystkie karnety na rundę jesienną sezonu 2024/25.

Początek sprzedaży otwartej karnetów na rundę jesienną przy Bukowej miała miejsce 31 maja o godz. 12:00, a te rozeszły się jak świeże bułeczki. Kilka godzin i po sprawie. Jeśli ktoś przegapił, to już niestety nie będzie miał okazji, żeby nabyć karnet na mecze GieKSy.

Informujemy o zakończeniu sprzedaży karnetów na domowe mecze piłkarzy GKS-u Katowice w rundzie jesiennej PKO BP Ekstraklasy. Bardzo dziękujemy za ogromne zainteresowanie! W przypadku pojawienia się wolnych miejsc na obiekcie np. w wyniku rezygnacji z wcześniejszych rezerwacji lub po zakończeniu planowanych modernizacji, poinformujemy o tym w osobnym komunikacie – czytamy w oficjalnym komunikacie klubu.

„Chyba nawet pobiliśmy dokonania Górnika Zabrze z 2017 roku”. GKS Katowice świętuje awans

Awans GKS-u Katowice do Ekstraklasy jest naprawdę dużym wydarzeniem i to na wielu poziomach. Raz, że mówimy o marce samej w sobie. Dwa, że wraca do elity po naprawdę długiej przerwie. Trzy, że dokonał tego w niesamowitych okolicznościach, gdy już mało kto wśród kibiców ostrzył sobie zęby na coś więcej niż środek tabeli I ligi. Cztery, że wydarzyło się to na 60-lecie istnienia klubu i na kilka miesięcy przed otwarciem nowego stadionu. Nic dziwnego, że świętowanie sukcesu trwa nieprzerwanie od niedzieli. We wtorek rano zostało ukoronowane śniadaniem prasowym z udziałem całej drużyny, sztabu, władz klubu i władz miasta.

Mimo że GieKSy nie było w elicie od 2005 roku, w tabeli wszech czasów Ekstraklasy nadal zajmuje ona wysokie trzynaste miejsce. To najwyżej sklasyfikowany klub spośród tych, których w tej dekadzie jeszcze nie oglądaliśmy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce.

Starsze pokolenie kibiców mogło żyć czasami dawnej świetności. Między połową lat 80. a połową lat 90. katowiczanie przez dziesięć sezonów z rzędu występowali w europejskich pucharach, a opowieści o wyeliminowaniu Girondins Bordeaux z Zinedinem Zidanem w składzie jeszcze długo będą żywo wspominane. Młodsi pamiętać mogą już głównie rozczarowania i kryzysy, jedne większe od drugich. Ich kulminacją był spadek z Ekstraklasy 19 lat temu i odbudowywanie się od IV ligi.

Później działo się, ale w złym tego słowa znaczeniu. Wielkie oczekiwania, „Ekstraklasa albo śmierć” i nienasycone apetyty na koniec. Awans wypuszczony z rąk po golu straconym z połowy boiska w 90. minucie w meczu ze zdegradowanym już MKS-em Kluczbork. Spadek do II ligi po golu bramkarza Bytovii w ostatnich sekundach. Stracony pierwszy sezon na drugoligowym froncie, gdy GieKSa zawaliła finisz i straciła bezpośredni awans na rzecz Widzewa, a potem odpadła w barażach ze Stalą Rzeszów, która ledwo się do nich dostała. Po powrocie do I ligi doszło natomiast do konfliktu z władzami klubu i długo trwającego bojkotu kibiców. Jeszcze półtora roku temu atmosfera wokół GKS-u była naprawdę gęsta.

Dziś wszyscy świętują i nie chcą pamiętać o złych czasach, chyba że traktują je jako punkt wyjścia do dzisiejszej historii.

– Pamiętam lipiec 2015 roku, gdy ogłosiłem, że budujemy wielką wielosekcyjną GieKSę, gdzie jedna dyscyplina pracuje też na drugą dyscyplinę. To się nam udało. Nie wszyscy w ten projekt wierzyli, ale dziś daliśmy przykład, że się powiódł – triumfował przed drużyną i dziennikarzami prezydent Katowic Marcin Krupa.

Podczas poniedziałkowej fety napomknął o mistrzostwie Polski, co zdążyło odbić się głośnym echem i może się bardzo źle zestarzeć. Dzień później nadal mówił o wysokich celach, ale już w sposób bardziej wyważony.

– Spotykamy się na 27. piętrze, w jednej z najwyżej położonych restauracji w Polsce i Europie. Mam nadzieję, że to miejsce będzie dla was szczęśliwe tak, jak dla innych sekcji naszego klubu i to są właśnie te szczyty, które chcielibyśmy osiągnąć. Oczywiście to jest metafora, nie przyjmujcie tego 1 do 1 w kontekście tego, gdzie i kiedy powinniśmy znaleźć się na szczycie tabeli Ekstraklasy. Ja w was wierzę, zawsze wierzyłem i będę wierzył. To, co wczoraj też mówiłem i co trener mówił: konsekwencja w działaniu. Wolna, czysta głowa. Rozmawialiśmy też z kibicami, żeby nie było nacisku, żeby podchodzić do tematu w sposób sprawiający, że tworzymy jedną wielką rodzinę, na dobre i na złe – mówił prezydent.

– Na przestrzeni ostatnich lat było kilka momentów na granicy decyzyjności, gdy zastanawialiśmy się, w którym kierunku pójść, czy zmienić trenera, czy nie zmienić. Koniec końców zawsze dochodziliśmy do wniosku, że nie cofamy się i dalej idziemy w ten projekt. Chciałem dotrzymać słowa względem trenera i myślę, że dotrzymałem, że ma wolną przestrzeń i mnie nie interesują wasze wyniki. Ma być przede wszystkim zgrany, wspaniały zespół piłkarski. Ten zespół udało się zbudować i za to gratulacje. Gramy nowoczesny futbol na poziomie Ekstraklasy i wierzę, że sobie w niej poradzimy i będziemy się pięli coraz wyżej w tej drabince. Kto wie, może wreszcie GKS Katowice doczeka się mistrza Polski. Na to liczę, ale nie jest to warunek bezwzględny, miejcie tego świadomość. Ale mierzmy wysoko. Wyżej niż tu, gdzie jesteśmy, wejść się nie da i tak samo myślcie o piłce. A co nam wyjdzie, życie i szczęście pokaże. My, jako miasto, nadal będziemy o was dbali i może uda się dołożyć do tego zewnętrznych sponsorów. Dziś jest z kim na ten temat rozmawiać właśnie ze względu na dobrze wykonaną przez was pracę – dodawał Marcin Krupa, przy okazji ujawniając, że łącznie drużyna otrzyma do podziału 2 mln zł premii.

– Do tego sukcesu potrzebna była cierpliwość, ogromna cierpliwość. Jeżeli cokolwiek zrobilibyśmy inaczej, sądzę, że dziś nie bylibyśmy w miejscu, w którym się znaleźliśmy. W imieniu zespołu bardzo dziękuję, że tej cierpliwości nigdy nie zabrakło i zawsze byliśmy doskonale przygotowani organizacyjnie. Wiedzieliśmy, że rzeczy zapisane w kontraktach zawsze będą realizowane i tak się działo, nigdy nie było opóźnień i innych problemów. Z zawodnikami mogliśmy koncentrować się wyłącznie na pracy i krok po kroku się rozwijać – doceniał starania władz miasta trener Rafał Górak.

– Mówmy głośno, że GKS Katowice ma w tej chwili cztery sekcje w najwyższych klasach rozgrywkowych. Tego żadne miasto w Polsce nie ma i myślę, że długo czegoś takiego nie osiągnie – cieszył się prezes Krzysztof Nowak, który półtora roku temu zastąpił skonfliktowanego z kibicami Marka Szczerbowskiego. – Jeszcze raz dziękuję panu prezydentowi, że postawił wtedy na mnie i wyciągnął mnie z katowickiego AWF-u – podkreślił.

Dziś on i Rafał Górak pchają wózek w tę samą stronę. – Pan trener Rafał Górak zrealizował wszystkie postawione przed nim cele – chwalił prezes.

A jeszcze w styczniu Krzysztof Nowak podczas spotkania z kibicami, którzy byli już wtedy zniechęceni do Góraka (podczas fety doszło do symbolicznego pojednania), odpowiedział na ich narzekania, że skoro wytrzymali z nim 4,5 toku, to niech wytrzymają jeszcze pięć miesięcy, do czasu wygaśnięcia kontraktu trenera. Górak odpowiedział w TVP Sport, że takie słowa są policzkiem dla niego, drużyny i sztabu.

Jak to komentuje teraz? – Prezes to dojrzały facet, ale w niektórych kwestiach nie miał doświadczenia. Nie chciałem go na zapas przestrzegać, wydawało mi się, że pewne rzeczy wie i rozumie. Sport jednak czasami generuje takie emocje, że ludzie zachowują się w sposób, w jaki nie chcieliby się zachowywać. Najważniejsze, że potrafiliśmy to sobie wyjaśnić. Prezes przyszedł do mnie, przybił grabę i powiedział, że bardzo przeprasza, że to nie powinno się wydarzyć. Pogadaliśmy po męsku w cztery oczy. W takiej sytuacji trudno, żebym się obrażał. Pracujemy dalej i wydaje mi się, że dalej będziemy pracować. Wszystko jest okej. Ja też nie jestem idealny i niejednokrotnie musiałem kogoś z drużyny czy ze sztabu przepraszać, bo coś nie wyglądało, jak powinno – odpowiedział mi na pytanie. Krótko mówiąc, czysta karta i patrzymy przed siebie.

Wydarzenia z ostatnich miesięcy pewnie nawet jego zadziwiły, choć potwierdził słowa Mateusza Maka z wywiadu na Weszło sprzed paru tygodni, że szatniowe cele były ambitniejsze niż deklaracje na zewnątrz. – Chłopaki naprawdę zimą podczas obozu w Opalenicy nabrali przekonania, że są w stanie wejść do Ekstraklasy. W związku z tym ta presja wewnętrzna u nas była, ale bardzo dobrze ją ukrywaliśmy. W Opalenicy wiele się wydarzyło nie tylko w kwestiach treningowych. Zeszło z nas sporo napięć. Mieliśmy dużo czasu, żeby z drużyną posiedzieć, pogadać i poznać jej odczucia. Tam się wszystko dokręciło, to był ważny moment mentalny – przyznał Górak.

– Zaczynając wiosnę mieliśmy wypracowanych bardzo dużo rzeczy po rundzie jesiennej, która zabrała nam sporo punktów, choć w wielu meczach naprawdę dobrze graliśmy. Wiedzieliśmy, że mamy ogromy deficyt punktowy i na dużo nas stać. Mieliśmy siedem punktów straty do miejsca barażowego, dziesięć do strefy bezpośredniego awansu, ale też siedem punktów zapasu nad strefą spadkową. Wszystkie te rzeczy braliśmy pod uwagę, ale czułem, że jesteśmy bliżsi tego, żeby gonić czołówkę. I w końcu dogoniliśmy. Jak piłkarze zaczęli strzelać i wygrywać, sami sobie powtarzali, że niemożliwe nie istnieje. Było widać, że wzajemnie się nakręcają i wierzą, że są w stanie dogonić rywali i utrzeć nosa tym, którzy nie wierzyli w drużynę i trenera. Nigdy jednak nie chodziło o coś na zasadzie „my wam pokażemy, a potem przestaniemy się do was odzywać”, tylko o pokazanie swojej wartości – podkreślił szkoleniowiec.

– To, co przyspieszyliśmy na koniec… W skali naszej polskiej piłki wydaje mi się, że nawet pobiliśmy wyczyn Górnika Zabrze z 2017 roku, a już na pewno mówimy o porównywalnej skali. Arka Gdynia wcześniej dwa razy mogła siedzieć przed telewizorem i liczyć na nasze potknięcia, a my w doliczonym czasie potrafiliśmy wygrywać – komentuje szczęśliwy Mateusz Mak, który po raz drugi zszedł szczebel niżej, żeby z nowym klubem zameldować się w Ekstraklasie. Wcześniej to samo zrobił w Stali Mielec.

– Stal na awans czekała jeszcze dłużej, bo 24 lata. Obie fety to było wielkie wow, mogłeś poczuć, że udało się osiągnąć coś naprawdę ważnego dla lokalnych społeczności – przyznaje.

W poniedziałek trener i jego drużyna mogli się przekonać, jak wiele ich osiągnięcie znaczy dla kibiców. – Kibicowsko w pewnym sensie byliśmy pogodzeni z kolejnymi latami w roli pierwszoligowego średniaka. Zastanawialiśmy się, jak godnie pożegnać Bukową na tym szczeblu i mieć sold outy. Teraz raczej nie musimy się o to martwić. Nie ma piękniejszej historii, niż to, że po tak długim czasie najbardziej klimatyczny stadion w Polsce jeszcze zobaczy Ekstraklasę i w tym samym sezonie płynnie przeniesiemy się na nową Bukową. 60-lecie klubu, nowy stadion – bardziej romantycznej historii związanej z awansem nie można sobie wyobrazić – mówi nam Paweł Poniatowski, kibic i jednocześnie pracownik GieKSy, odpowiadający w niej za relacje ze sponsorami.

– Jeden rozdział zamykamy, a drugi otwieramy i to wszystko będzie się działo w Ekstraklasie. Kapitalna sprawa – dodaje inny kibic.

– Ten sukces wynagradza wszystkie poświęcenia i rozczarowania. W życiu bym się nie spodziewał. Po awansie dzwoniłem do taty i powiedziałem mu, że przesadził, wybierając mi klub, na który w Ekstraklasie musiałem czekać prawie dwie dekady. Osobiście nigdy GieKSy na najwyższym szczeblu nie doświadczyłem. Tata na pierwszy mecz zabrał mnie już po degradacji do IV ligi, gdy graliśmy ze Źródłem Kromołów – opowiada Paweł Poniatowski.

– Cała końcówka tego sezonu jest wielką nagrodą dla wszystkich, którzy byli przy klubie przez te 19 lat. Wielu kibiców nie pamięta GieKSy w Ekstraklasie – wtóruje mu jego kolega.

Mateusz Mak i koledzy kropkę nad „i” postawili w Gdyni. Przed meczem głośno było o rozmowie „motywacyjnej” grupki kibiców Arki z piłkarzami tej drużyny. Padły mocne słowa, obrażano też samą GieKSę, mówiąc o przyjeździe „brudnych pastuchów”. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego.

Mak: – Nas już nie trzeba było dodatkowo mobilizować. Byliśmy spokojni, czuliśmy swoją wartość. Za to piłkarze Arki – chyba też to widzieliście – nie byli wtedy sobą. Pogadanka z kibicami zadziałała na nich demotywująco, jestem o tym przekonany. Brakowało im pewności siebie, łatwo oddawali nam piłkę. A w takich meczach mental jest najważniejszy. Oni nie dowieźli, my dowieźliśmy.

Górak: – U nas wzbudziło to więcej uśmiechu, natomiast wiem, że zawodnicy nie cierpią takich rzeczy. Według mnie to niczemu nie służy, jest fatalne. Po fakcie wydaje mi się, że kibice Arki mogli mieć kaca moralnego za tę akcję.

– My mieliśmy osobną motywację od naszych rodzin. Dzień przed meczem trener puścił nam w szatni siedmiominutowy filmik i to był najlepszy mentalny kopniak – dodaje Adrian Błąd, który w niedzielę pięknym strzałem zapewnił zwycięstwo. Po golu nie okazywał radości, w przeszłości spędził jedną rundę w Arce. – W samej Arce byłem kilka miesięcy, ale jestem wychowankiem Zagłębia Lubin, te kluby są zaprzyjaźnione. W świecie kibicowskim nie trzeba tego tłumaczyć. A w Gdyni poznałem wielu fantastycznych ludzi. Z szacunku do nich ta radość nie była taka jak zawsze – wyjaśnił.

GieKSa wiosną zdemolowała I ligę. W szesnastu meczach wywalczyła aż 38 punktów, dwukrotnie mając serię pięciu zwycięstw z rzędu. Strzeliła aż 42 gole (zdecydowanie najlepszy wynik za ten okres) i tylko 13 straciła (druga najlepsza defensywa za ten okres). Nagle zespół, który wcześniej nie radził sobie w końcówkach, przechylał szale zwycięstwa w doliczonym czasie. Lechia Gdańsk, Polonia Warszawa czy GKS Tychy coś o tym wiedzą. Wielu zawodników wystrzeliło z formą. Kapitan Arkadiusz Jędrych zdobył w tym roku osiem goli, a w całym sezonie 12. Gwoli ścisłości: to środkowy obrońca. Dobrą dyspozycję z drugiej części rundy jesiennej potwierdził Sebastian Bergier. Marcin Wasielewski wiosną ostatnim dograniem wypracował aż sześć goli. Kluczowe trafienia pod koniec zapisał na swoje konto Jakub Arak. Odbudował się Mateusz Mak. Adrian Błąd w pięciu ostatnich kolejkach uzbierał dwa gole i cztery asysty. Antoni Kozubal wyrósł na czołowego pomocnika całej ligi. I tak moglibyśmy wymieniać.

Co do Kozubala, jego przyszłość jest niewiadomą, ale Rafał Górak nie wyklucza, że będzie miała ciąg dalszy przy Bukowej. – Według aktualnych zapisów, Antek musi wrócić do Lecha po zakończeniu wypożyczenia. Otwiera się jednak przed nim kolejny etap rozwoju. Moim zdaniem bliżej do pierwszego składu będzie mu w GKS-ie Katowice niż w Lechu, dlatego na pewno jego agencja i sam klub wezmą to pod uwagę. Fajnie, że mamy dziś mocniejsze argumenty w postaci wejścia do Ekstraklasy – mówi trener GieKSy.

Przed nim i szefami klubu twardy orzech do zgryzienia w temacie transferów. Historia pokazuje, że beniaminkowie, którzy zbyt mocno dają się wykazać zawodnikom wywalczającym awans i dopiero zimą w większym stopniu zmieniają skład, najczęściej mają olbrzymie problemy. – Będę trochę szedł w zaparte, że naszym największym atutem jest organizacja gry i to, co wypracowaliśmy przez ostatnie pięć lat. To będzie nasz handicap. Tomek Tułacz, ósmy rok pracujący w Puszczy Niepołomice, pokazał, że można awansować do Ekstraklasy i nie zmieniać autorskiego sposobu gry – przekonuje Górak.

Skontrowałem, że Puszcza grała jednak zupełnie inaczej niż GKS i nie musiała zbytnio zmieniać swojego modelu po wejściu do elity. Katowiczanie natomiast preferują wysoki pressing i ofensywny rozmach, więc przestawienie się na większą reaktywność może być trudniejsze. – Zobaczymy. Mamy pomysły, dużo tu zaplanowaliśmy na czas obozu. Na razie nie ważyłbym się tej drużyny rozwalać. Serce tego zespołu jest ogromne i to kapitał, którego nie można lekceważyć – mówił trener.

Przyznał jednak, że klub niczego nie zaniedbuje i na transferowej giełdzie zamierza być obecny. – Mamy przeanalizowane, jacy zawodnicy będą dostępni na rynku. Przy każdej pozycji znajduje się 5-6 nazwisk, które mogą być w kręgu naszych zainteresowań, natomiast piłkarzy, którzy wywalczyli awans będziemy traktowali priorytetowo.

Mateusz Mak: – Na pewno nie zejdziemy z tej drogi, którą idziemy od pięciu lat. Możemy się na niej tylko umacniać. Poziom będzie wyższy, nie ma co gadać, ale my też będziemy stawać się coraz lepszą drużyną, a na pewno dołączą też do nas zawodnicy, którzy w tym rozwoju pomogą. Dalej będziemy chcieli grać odważnie, wysoko, według swoich założeń.

Zapowiedzi ładne, pozostaje życzyć ich realizacji na boisku.

Dla postronnego obserwatora awans GKS-u Katowice to sympatyczna sprawa chociażby właśnie ze względu na osobę 51-letniego trenera. Sumiennie, krok po kroku, piął się w zawodowej hierarchii i wreszcie doczekał się szansy zaistnienia na najwyższym szczeblu.

– Jestem z Bytomia, z blokowiska. Tam się tak łatwo białej flagi nie wywiesza. Wielokrotnie trzeba było walczyć, żeby mieć pozycję na osiedlu, więc nigdy nie chciałem tego rzucić. Zawsze mówiłem, że dam radę i wyjdę z każdego kryzysu, chociaż oczywiście moje najbliższe otoczenie nieraz podpowiadało „Rafał, weź to rzuć”, bo widać było po mnie, że jest ciężko, ale ze wszystkiego wyszedłem obronną ręką i jestem z tego bardzo zadowolony. Porównałem to sobie z czasów piłkarskich. Będąc wychowankiem Polonii Bytom długo, długo czekałem, aż wreszcie w wieku 29 lat rozegrałem pierwszy mecz w Ekstraklasie po awansie ze Szczakowianką Jaworzno. Nigdy niczego nie dostałem za darmo, chyba taki mój urok. Zawsze jednak wiedziałem, że jeśli będę miał czas, to prędzej czy później awansuję z GieKSą do elity – podsumował.

– Nie możemy się doczekać Ekstraklasy. Całkowicie inna otoczka, inne emocje i inny splendor, co tydzień znacznie większe firmy. Czekamy, aż podadzą terminarz – przebiera nogami Adrian Błąd.

Czekamy więc i my.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Licencja na Ekstraklasę wpłynie na wygląd stadionu przy Bukowej. Co musi się zmienić?

Obecny stadion GieKSy będzie służył beniaminkowi PKO Ekstraklasy co najmniej przez rundę jesienną, zanim klub przeprowadzi się na nową arenę. Licencja zawiera jednak wymogi, których arena przy Bukowej jeszcze nie spełnia.

GKS Katowice, który w kapitalnym stylu wywalczył awans do PKO Ekstraklasy otrzymał licencję z nadzorem sportowym, infrastrukturalnym oraz z zakresu personelu i administracji.

– Aby móc rozgrywać mecze na Stadionie Miejskim w Katowicach, obiekt przy ul. Bukowej musi przejść szereg zmian. Kluczowe z nich związane są z dostosowaniem stadionu do wymogów produkcji telewizyjnej – wyjaśnia Michał Kajzerek, rzecznik GKS-u. – Na Trybunie Głównej muszą zostać zamontowane nowe platformy pod kamery. Natężenie oświetlenia boiska musi zostać zwiększone do średniej wynoszącej 1600 luksów. Na obiekcie trzeba wyznaczyć strefę wozów transmisyjnych oraz powiększyć sektor dla kibiców niepełnosprawnych. Zmiany dotkną też sektora VIP i miejsc prasowych.

Na czym polegają pozostałe dwa zastrzeżenia Komisji Licencyjnej?

– Warunek sportowy to konieczność zorganizowania szkolenia antydopingowego, które oczywiście klub zrealizuje – mówi rzecznik GKS-u.

Ostatnia sprawa też wydaje się dość prosta do rozwiązania.

– Nadzór z zakresu personelu i administracji to kwestia ukończenia przez naszego trenera kursu UEFA dedykowanego dla trenerów bramkarzy i to również zostanie zrealizowane – dodaje Michał Kajzerek.

Awans do Ekstraklasy wywołał w Katowicach euforię. Zespół otrzyma z miasta do podziału premię w wysokości 2.000.000 złotych, a kibice błyskawicznie wykupili całą pulę karnetów. Dla klubu to solidny zastrzyk finansowy – ceny wynosiły od 160 (ulgowy) do 650 zł (rodzinny), a w przypadku karnetowiczów z poprzedniego sezonu od 128 do 448 zł. Wejściówka VIP to 1.200 zł.

– W przypadku pojawienia się wolnych miejsc na obiekcie na przykład w wyniku rezygnacji z wcześniejszych rezerwacji lub po zakończeniu planowanych modernizacji, wydamy komunikat – poinformował już klub z Bukowej.

Piłkarze po ostatnim meczu rozpoczęli urlopy, które potrwają dwa i pół tygodnia.

– Potem czekają nas trzy dni testowe, dwa treningowe i dziewięciodniowe zgrupowanie w Ustroniu. Mieliśmy przygotowane dwa plany przygotowań: na Ekstraklasę i 1. Ligę, nie identyczne, ale zbliżone. Zresztą duża część naszych koncepcji szła dwutorowo – stwierdził trener Rafał Górak.

GKS Katowice po raz ostatni występował w PKOEkstraklasie w sezonie 2004/05.

SIATKÓWKA

siatka.org – Kolejne zmiany w GKS-ie Katowice

GKS Katowice na dobre rozpoczął odsłanianie kart przed kolejnym sezonem PlusLigi. Włodarze 13. zespołu ostatnich rozgrywek poinformowali o kolejnych odejściach z klubu. Ze względu na kończące się umowy barwy klubowe zmienią Lukas Vasina, Marcin Waliński, Wiktor Mielczarek i Jonas Kvalen.

Już wcześniej GKS Katowice informował o zakończeniu współpracy z rozgrywającym Davide Saittą, środkowym Sebastianem Adamczykiem, który zagra w Norwidzie Częstochowa oraz atakujący Jakubem Jaroszem, który przenosi się do Trefla Gdańsk. Teraz włodarze klubu poinformowali, że końca dobiegły kontrakty wszystkich przyjmujących – Lukasa Vasiny, Marcina Walińskiego, Wiktora Mielczarka oraz Jonasa Kvalena.

[…] Do żadnych zmian nie dojdzie w sztabie szkoleniowym katowiczan. Grzegorz Słaby przedłużył kontrakt do końca sezonu 2025/2026. W sztabie szkoleniowym drużyny na kolejny sezon pozostają jego dotychczasowi członkowie, czyli Emil Siewiorek (II trener), Maciej Barczyński (statystyk), Piotr Karlik (trener przygotowania motorycznego) oraz Tomasz Szpunar (fizjoterapeuta).

Dodatkowo w szeregach katowiczan wciąż występować będą Łukasz Usowicz, Damian Domagała oraz Bartosz Mariański. O kolejnych ruchach kadrowych klub ma informować w ciągu najbliższych tygodni. Celem włodarzy jest zbudowanie zespołu, który utrzyma się w ekstraklasie i poprawi rezultat z ostatniego sezonu.

katowickisport.pl – Hity na początek PlusLigi

Sezon 2024/2025 PlusLigi rozpocznie się w weekend 13-15 września, a rozgrywki potrwają maksymalnie do 13 maja. Aż 28 kolejek fazy zasadniczej odbywać się będzie w weekendy, w całym sezonie zaplanowano tylko dwa terminy w środku tygodnia.

[…] 1. kolejka PlusLigi 2024/2025:

Aluron CMC Warta Zawiercie – BOGDANKA LUK Lublin

Barkom Każany Lwów – Jastrzębski Węgiel

Asseco Resovia Rzeszów – PSG Stal Nysa

GKS Katowice – MKS Będzin

Projekt Warszawa – Grupa Azoty ZAKSA Kedzierzyn-Koźle

Exact Systems Hemarpol Częstochowa – Ślepsk Malow Suwałki

Indykpol AZS Olsztyn – PGE GiEK Skra Bełchatów

Cuprum Stilon Gorzów – Trefl Gdańsk

Faza play-off PlusLigi 2024/2025 rozpocznie się w ostatni weekend marca i potrwa do połowy maja, zagra w niej osiem najlepszych ekip po sezonie zasadniczym, trzy najniżej notowane ekipy po tym etapie opuszczą PlusLigę. W ćwierćfinale i półfinale play-off grać się będzie do dwóch wygranych spotkań, w finale do trzech.

HOKEJ

hokej.net – Trzech młodych graczy dołączyło do GieKSy. „Mają czas na naukę”

Szefostwo GKS-u Katowice poinformowało, że do zespołu wicemistrzów Polski dołączyło trzech młodych graczy. Znajdą się w kadrze na sezon 2024/2025 i mają walczyć o miejsce w składzie.

Na mocy porozumienia z Naprzodem Janów do GieKSy trafili trzej napastnicy Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid.

Jonasz Hofman w poprzednim sezonie rozegrał 18 meczów w MHL, w których zdobył 34 punkty za 17 bramek i 17 asyst. Na ławce kar spędził 24 minuty.

Jakub Hofman w 27 konfrontacjach strzelił 10 goli, a przy kolejnych 37 notował asysty. Sędziowie nałożyli na niego 16 minut karnych.

Z kolei licznik Maksymiliana Dawida zamknął się na 20 starciach, 15 golach i 11 asystach.

Swój kontrakt z GieKSą o kolejny rok przedłużył Błażej Chodor, który w minionym sezonie rozegrał 28 spotkań w TAURON Hokej Lidze i 17 na jej bezpośrednim zapleczu.

Dodajmy, że tych czterech młodych graczy w ostatnim sezonie występowałow młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 20.

– Naszym celem jest dawanie szans młodym zawodnikom, którzy za jakiś czas będą zastępowali swoich starszych kolegów. Teraz mają oni czas na naukę, zbieranie doświadczenia oraz walkę o miejsce w składzie. Cieszy nas fakt, że współpraca pomiędzy dwoma hokejowymi klubami z Katowic układa się dobrze i zawodnicy mają swoją ścieżkę rozwoju – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga