Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Arka-GieKSa: Wielka gra w Gdyni, czyli mecz o Ekstraklasę
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego meczu Arka Gdynia – GKS Katowice.
1liga.org – Wielka gra w Gdyni, czyli mecz o ekstraklasę
Pełne trybuny, sąsiedzi w tabeli rywalizujący o drugie miejsce i bezpośredni awans – trudno o lepszą sportową reklamę meczu Arki z GKS-em Katowice. W niedzielne popołudnie (godz. 15:00) rozegra się bój, którego końcowym celem jest ekstraklasa.
Nie tak wcale dawno w Katowicach popularne było hasło „ekstraklasa albo śmierć”. Marzenia i nadzieje kibiców „GieKSy” przez wiele lat pozostawały w sferze marzeń. Ten sezon jednak wszystko zmienił. Zespół ze stolicy Górnego Śląska napędzany świetnymi wynikami w rundzie wiosennej w ostatniej kolejce sezonu ma szansę przegonić w tabeli Arkę. Żeby tak się stało, GKS musi wygrać. Arce do utrzymania drugiego miejsca wystarczy remis. – Nie będziemy bronili remisu i też nie zgadzam się z opiniami, że broniliśmy remisu z Lechią – odpowiada doświadczony obrońca Arki Martin Dobrotka. – Będziemy grali aktywnie. A aktywne granie jest wtedy, kiedy obrońcy wymieniają się piłką i przygotowują atak pozycyjny. Postawimy na naszą grę, którą prezentujemy przez cały ten sezon. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy – dodaje defensor.
Arka mogła i powinna zapewnić sobie awans dużo wcześniej. Ostatnie wyniki nie ułożyły się jednak po myśli drużyny Wojciecha Łobodzińskiego. Mowa tu o meczach wyjazdowych. Żółto-niebiescy niespodziewanie zremisowali 0:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z kolei we wcześniejszym meczu poza domem przegrali 0:2 ze Zniczem Pruszków.
Dzięki niedawnej wygranej 1:0 z Zagłębiem Sosnowiec, Arka potrzebowała punktu do realizacji celu. Przed nią były derby Trójmiasta z Lechią. Arkowcy jechali tam z myślą o wywalczeniu przepustki do wyższej klasy rozgrywkowej. Przez większość spotkania dominowali, mecz mogli rozstrzygnąć na swoją korzyść, bo mieli ku temu wiele okazji. Mimo gry rywala w dziesięciu od 37. minuty skończyło się porażką Arki 1:2. Gola, który kosztował ich utratę punktu stracili w 84. minucie.
– Było ciężko – wraca do derbów trener Wojciech Łobodziński. – Nie będziemy zakłamywać rzeczywistości. Na drugi dzień po meczu spotkaliśmy się, aby się zregenerować i porozmawiać. Niewytłumaczalne jest to, co się wydarzyło i to w zawodnikach siedzi. Ale widzę że te emocje z tych negatywnych przechodzą w ambicję sportową. Jest podrażniona ambicja, zarówno u piłkarzy, jak i u mnie. Idzie to w coraz lepszym kierunku. Po czwartkowym treningu mogę powiedzieć, że wygląda to bardzo dobrze – przyznaje trener gdynian.
Przez większość tego sezonu Arka Łobodzińskiego prezentowała się bardzo dobrze. Była liderem tabeli. Miała serię siedmiu wygranych z rzędu i ośmiu kolejnych spotkań bez porażki. W końcówce jesieni nieco spuściła z tonu, by rundę wiosenną rozpocząć z przytupem – od trzech wygranych. W ogóle wstęp żółto-niebieskich do nowej rundy był efektowny, bo w sześciu z dziewięciu spotkań zgarnęli pełną pulę. Trzy pozostałe mecze zremisowali. To nic na tle GKS-u, który wiosnę ma spektakularną.
Katowiczanie zdołali ograć nawet Lechię Gdańsk. Niedawno rozbili 5:2 Wisłę Kraków, 8:0 Stal Rzeszów. W 15 spotkaniach tego roku (jeden mecz więcej niż Arka co wynikało z zaległości z poprzedniej rundy) uzbierali 35 punktów – siedem więcej od swojego niedzielnego rywala. GKS wygrał wszystkie cztery pojedynki w ostatnim czasie. – Kluczowe jest, aby 34. mecz rozegrać w Gdyni tak, żeby być po nim bardzo zadowolonym. Musimy się przygotować, nic nie zmieniając w samych przygotowaniach, mając zimne głowy – mówi trener GKS-u Rafał Górak.
W rozmowie z polsatsport.pl opiekun trzeciej drużyny Fortuna 1. Ligi odniósł się do sugestii jakoby walka o ekstraklasę była celem samym w sobie katowiczan nie tylko teraz, gdy im tak idzie. – Ja raczej twardo stąpam po ziemi i nie jestem łasy na takie dyskusje. Wiem, jaka jest ta liga. Wiem, że wielu ma ochotę iść wyżej. Wtedy raczej chodziło mi o to, żeby po dwóch sezonach na okrzepnięcie w lidze po awansie zrobić trzeci krok. Gdyby finansowo spojrzeć na ligę, to nie byliśmy i nie jesteśmy faworytem. Pieniądze nie są jednak jedynym czynnikiem decydującym o awansie. Wierzyłem zresztą, że mam przewagę dzięki tej mojej pięcioletniej pracy w GKS-ie. To był pewien proces, pewna metodyka. To wymaga cierpliwości – odpowiada
Nie ma co ukrywać, że presja będzie po stronie Arki. Gdynianie grają ostatnio w kratkę. Co innego GKS – ta drużyna jest rozpędzona. Mentalną przewagę mają bez wątpienia goście. – Bardzo dużo mówi się w Polsce o mentalu i o tym, jak sobie z nim ma radzić trener. Uważam, że ta sfera jest w naszym kraju zaniedbana. Słyszałem wypowiedzi, że piłkarz to nie ma presji, a większa jest w innych dziedzinach życia. Nie zgodzę się, bo jeśli młody piłkarz gra przed 20-, 30-, czy 40-tysięczną publicznością i popełni błąd, to spada na niego fala hejtu. A potem ciężko takiego młodego człowieka pozbierać. My nie mamy wykształcenia psychologicznego. Wspieramy się często psychologiem, którego w klubie mamy od niedawna. Zawodnicy często wzbraniają się przed tą pomocą – obrazowo przedstawia sytuację Łobodziński.
Z wątków sportowych warto dodać, że w rundzie jesiennej GKS zremisował z Arką 1:1. Lepszym zespołem była wtedy Arka, która wyszła na prowadzenie w 19. minucie po golu Olafa Kobackiego. Wyrównał w 73. minucie Arkadiusz Jędrych. Kapitan katowickiej drużyny jest w wybornej formie. To samo można powiedzieć o ofensywnych zawodnikach w talii Rafała Góraka. Gdynianie w ofensywie także są mocni. Szykuje się zatem ciekawa wymiana ciosów, którą obejrzy 11-12 tysięcy kibiców. Wśród nich będą fani GKS-u, którzy wykorzystali wszystkie przysługujące im bilety.
sport.trojmiasto.pl – Arka Gdynia – GKS Katowice. Martin Dobrotka: Nie mam problemu powiedzieć, co myślę
– Dla mnie nie było żadnego problemu, aby bez emocji stanąć i powiedzieć, co myślę. Mam nadzieję, że Arka Gdynia będzie walcząca, dobrze grająca oraz wykorzystująca swoje szanse i okazje, a cały stadion będzie ją wspierać. Natomiast po ostatnim gwizdku wszyscy razem będziemy się cieszyć z tego, co w tym sezonie osiągnęliśmy – powiedział nam Martin Dobrotka przed meczem z GKS Katowice i jeszcze przed wizytą „motywującą” ze strony kibiców. Jeśli żółto-niebiescy nie przegrają, zdobędą bezpośredni awans do ekstraklasy. Wygrana gości to im da awans, a Arkę zepchnie do baraży.
[…] Na meczu derbowym nie było z wami piłkarzy kontuzjowanych: Janusza Gola i Dawida Gojnego. Z GKS też nie zagrają, ale mają być w szatni przed meczem. Rzeczywiście są potrzebnie i mogą pomóc?
Oczywiście. Ich słowa, to co powiedzą całej drużynie przed meczem, będzie miało znaczenie, gdyż obaj są doświadczeni. Nawet mogę sobie wyobrazić, co powiedzą…
[…] Czyli podsumowując: jaką Arkę zobaczy w niedzielę 12-13 tysięcy kibiców w meczu z GKS Katowice?
Mam nadzieję, że będzie walcząca, dobrze grająca oraz wykorzystująca swoje szanse i okazje, a cały stadion będzie ją wspierać. Natomiast po ostatnim gwizdku wszyscy razem będziemy się cieszyć z tego, co w tym sezonie osiągnęliśmy. Podobnie było jesienią, na derbach. Wtedy też był pełny stadion. Osiągnęliśmy cel, kibice pomogli i wszyscy się razem cieszyliśmy.
dziennikzachodni.pl – Gdzie oglądać mecz o awans do PKO Ekstraklasy? Kibice GieKSy mogą obejrzeć na Mariackiej
[…] O drugie miejsce też oznaczające bezpośredni awans walczą druga Arka Gdynia i trzeci GKS Katowice. Arka mogła świętować już w poprzedniej kolejce, ale przegrała w Gdańsku 1:2, a wystarczał jej remis. W niedzielę w przypadku wygranej i lub remisu z GieKSą gdynianie będą w Ekstraklasie. Zwycięstwo GKS-u oznacza powrót katowiczan do krajowej elity po 19 latach.
Na stadionie Arki zapowiada się frekwencyjny rekord. Na trybunach będą też kibice GKS-u Katowice, którym przyznano 720 biletów.
W niedzielę o godz. 14.50 na antenie Polsatu Sport 2 rozpocznie się Multiliga, podczas której następować będzie łączenie ze wszystkimi stadionami Fortuna 1. Ligi z naciskiem na te, gdzie będą rozgrywane mecze decydujące o awansie, barażach i spadku. Cały mecz Arka – GKS Katowice transmitować będzie Polsat Sport 3.
Oficjalny profil Miasta Katowice na Facebooku zaprasza kibiców GKS-u Katowice na wspólne oglądanie meczu w Gdyni w pubach przy ulicy Mariackiej.
Oto miejsca na Mariackiej, gdzie kibice GieKSy mogą wspólnie zobaczyć transmisję meczu w Gdyni:
Lorneta z Meduzą
Greenpoint Mariacka
Piwiarnia Warka Katowice
Piwiarnia Katowice
Ministerstwo Śledzia i Wódki
Część z fanów zapowiada kibicowanie walczącym o mistrzostwo Polski piłkarkom GKS-u Katowice na stadionie przy Bukowej w meczu Orlen Ekstraligi ze Śląskiem Wrocław (niedziela, godz. 15.30) przy jednoczesnym nasłuchiwaniu wieści z Gdyni.
sportowefakty.wp.pl – I liga: ostatnia nadzieja Wisły Kraków
[…] Głównym kandydatem do zajęcia miejsca premiowanego awansem do PKO Ekstraklasy jest Arka Gdynia. Inna sprawa, że wykonanie ostatniego kroku do elity jak dotąd jej nie wychodzi. Tydzień temu podopieczni Wojciecha Łobodzińskiego potrzebowali minimum punktu w derbach z Lechią Gdańsk, tymczasem ponieśli porażkę 1:2, a trzeci w tabeli GKS Katowice zmniejszył stratę do nich do trzech punktów.
Trudno wyobrazić sobie ciekawsze zakończenie rywalizacji o awans niż bezpośredni mecz. Sytuacja w tej części tabeli jest prosta. Arka awansuje, jeżeli wygra bądź zremisuje. GKS potrzebuje kompletu punktów w Gdyni. Rozpędzeni podopieczni Rafała Góraka mają za sobą cztery zwycięstwa oraz serię sześciu meczów bez porażki. W rundzie wiosennej zdobyli aż o siedem punktów więcej niż Arka.
gol24.pl – Mecz Arka Gdynia – GKS Katowice online. Grają o bezpośredni awans do Ekstraklasy
[…] Cóż to będzie za finał sezonu! Właśnie te dwie drużyny biją się o drugie miejsce gwarantujące bezpośredni awans do elity. Arce wystarczy remis, GieKSa musi koniecznie wygrać, żeby doszło do zamiany miejscami; traci bowiem trzy punkty.
Za Arką burzliwe dni. W ubiegłą niedzielę przegrała w Derbach Trójmiasta z Lechią Gdańsk (1:2), chociaż grała długo w przewadze zawodnika z powodu czerwonej kartki, a w ostatniej akcji nie dostała karnego mimo faulu.
[…] Dziś Arce też będzie ciężko. GKS to rewelacja wiosny. Po rozbiciu Stali Rzeszów (8:0) uporał się jeszcze z Wisłą Kraków (5:2).
sport.tvp.pl – Tego nikt się nie spodziewał. Możliwy głośny powrót do Ekstraklasy!
Jesteśmy gotowi na grę w Ekstraklasie – zadeklarował Krzysztof Nowak, prezes GKS Katowice. Piłkarze tego klubu w niedzielę mogą wywalczyć awans, jeśli w Gdyni pokonają Arkę. – Zachowujemy spokój, bo możliwe są różne scenariusze – dodał.
[…] – Wszystko zależy od nas. Możemy mieć znakomitą końcówkę maja. Po ewentualnym awansie piłkarzy czeka nas bardzo pracowity czerwiec, bo możemy się znaleźć w totalnie nowej rzeczywistości. Wierzę, że to się uda – dodał Nowak i przekazał, że do Gdyni wybiera się 720-osobowa grupa kibiców.
dziennikbałtycki.pl – W jakim składzie zagra Arka? Alassane Sidibe będzie gotowy do gry?
[…] W zespole Arki nie brakuje problemów kadrowych. Kilku piłkarzy jest wyłączonych z gry, a występ Alassane Sidibe stoi pod znakiem zapytania.
Przed piłkarzami Arki Gdynia najważniejszy mecz sezonu. Arka ma trzy punkty przewagi nad GKS Katowice, z którym właśnie się zmierzy. Gdynianie nie mogą przegrać, aby utrzymać drugie miejsce w tabeli Fortuny 1. Ligi i zapewnić sobie awans do PKO Ekstraklasy.
[…] Przewidywany skład Arki Gdynia na mecz z GKS Katowice:
Paweł Lenarcik (12 meczów z czystym kontem) – Marc Navarro, Michał Marcjanik, Martin Dobrotka, Kasjan Lipkowski – Michał Borecki, Kacper Skóra, Sebastian Milewski, Hubert Adamczyk, Olaf Kobacki – Karol Czubak.
Rezerwowi: Depka – Predenkiewicz, Turski, Szymański, Staniszewski, Sidibe, Sawicki, Gaprindaszwili, Azacki
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze