Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z KSP: Polonia zagrała dobrze jak nigdy, ale i tak przegrała

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Polonia Warszawa – GKS Katowice 1:2 (1:0).

 

1liga.org – Niedziela w F1L: beniaminek z kolejną wygraną

W niedzielnych meczach drużyna GKS Katowice wyszarpała trzy punkty w ostatnich minutach meczu, natomiast Znicz Pruszków pewnie pokonał na wyjeździe drużynę Miedź Legnica.

[…] Zespół prowadzony przez Trenera Rafała Smalca otworzył wynik spotkania w 7. minucie meczu, kiedy po asyście Kobusińskiego bramkę strzelił Mateusz Michalski. Praktycznie całe spotkanie to gospodarze mięli pod kontrolą grę i wydawało się, że nic nie odbierze im zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. W doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Jędrych, a trzy minuty później świetną bramkę na wagę trzech punktów zdobył Jakub Arak.

 

kspolonia.pl – Przegrywamy z GKS-em

W meczu 30. kolejki Fortuna 1. Ligi Polonia Warszawa przegrała z GKS-em Katowice 1:2. Gola dla Czarnych Koszul w pierwszej połowie strzelił Mateusz Michalski.

Już w 7. minucie piłkarze Dumy Stolicy wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Mateusza Michalskiego, który z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki, wykorzystując tym samym podanie rozpędzonego w polu karnym Szymona Kobusińskiego. W kolejnych minutach gra układała się po naszej myśli, a zawodnicy GKS-u Katowice mieli problemy, by zagrozić bramce Kuby Lemanowicza. Druga połowa również układała się zgodnie z planem, aż do 90. minuty. Najpierw rzut karnych na bramkę zamienił Arkadiusz Jędrycha, a kilkanaście sekund później prowadzenie gościom dał Jakub Arak. W kolejnych sekundach próbowaliśmy zaatakować i odwrócić losy tego spotkania, co zaowocowało trafieniem Pawła Tomczyka, którego sędzia finalnie nie uznał. Mecz zakończył się zatem naszą porażką 1:2

 

dumastolicy.pl – Polonia zagrała dobrze jak nigdy, ale i tak przegrała

Trudno zrozumieć, co wydarzyło się dzisiaj na K6. Nasz zespół grał dobrze jak nigdy i od 7 minuty prowadził. „Czarne Koszule” stwarzały sobie masę sytuacji, ale były bardzo nieskuteczne. W 90 minucie GKS wyrównał po pechowym rzucie karnym, a po kilku minutach strzelił drugą bramkę. Ostatecznie goście wygrali 2:1.

Polonia pierwszy raz zaatakowała w 2 minucie. Piłkę w polu karnym dostał Szymon Kobusiński, ale jego mocne dośrodkowanie nie dotarło do żadnego z kolegów. Nasz zespół od początku przeważał i w 7 minucie udokumentował swoją przewagę golem. „Czarne Koszule” ładnie rozegrały piłkę na połowie rywala. Kobusiński otrzymał futbolówkę w polu karnym, urwał się rywalom, zagrał wzdłuż bramki i z bliska piłkę do siatki wpakował Mateusz Michalski. GKS szybko chciał odpowiedzieć. Ich akcja zakończyła się jednak za mocnym dośrodkowaniem, które złapał Jakub Lemanowicz. Od momentu bramki goście na krótki moment przejęli inicjatywę, pierwszy raz w tym meczu. Polonia dobrze jednak broniła się. W 17 minucie GKS stworzył pierwszą okazję na bramkę. Po szybkiej akcji rywal potężnie uderzył z dystansu, ale strzał zdołał obronić Lemanowicz. Rywal miał jeszcze dobitkę, ale ponownie górą był Lemanowicz. W 19 minucie to Polonia zmarnowała kapitalną okazję na bramkę. Po ładnej klepce Bartosz Biedrzycki dograł na środek pola karnego, ale sunący wślizgiem Kobusiński strzelił tuż obok słupka. W 21 minucie „Czarne Koszule” wywalczyły rzut rożny. Niestety Michalski dośrodkował prosto w ręce bramkarza. 5 minut później poloniści mieli rzut wolny na połowie rywala. Tym razem dośrodkowywał Biedrzycki. Efekt był jednak identyczny – piłka trafiła prosto w ręce bramkarza. W 28 minucie niebezpiecznie zaatakowali goście. Na szczęście płaskie dośrodkowanie zdołał wślizgiem zablokować Maciej Kowalski-Haberek. GKS miał jeszcze rożny. Ostatecznie nie przyniósł on większego zagrożenia. W 31 minucie goście wyprowadzili kolejny dobry szybki atak. Płaski strzał pewnie złapał jednak Lemanowicz. W 38 minucie dobrym kontratakiem popisali się poloniści. Kilka szybkich podań stworzyło okazję Kobusińskiemu. Niestety jego płaski strzał sprzed pola karnego bez problemu złapał bramkarz. W 40 minucie nasz zespół zmarnował kolejną okazję. Tym razem po szybkiej akcji piłkę w polu karnym otrzymał Krzysztof Koton, niestety uderzył nad bramką. Chwilę później znów mogło być groźnie pod bramką gości. Świetnie piłkę na połowie rywali odebrał Nikodem Zawistowski, jednak będąc już pod polem karnym rywali zagrał prosto w nogi obrońcy. W 43 minucie poloniści sunęli z kolejną kontrą, znów zawiodło niestety ostatnie podanie. W doliczonym czasie pierwszej połowy GKS miał jeszcze rzut rożny. Został on źle rozegrany i Polonia mogła wyprowadzić kolejną kontrę. Tak jak wcześniej, zawiodło ostatnie podanie. Do przerwy nasz zespół prowadził 1:0.

Drugą połowę od ataków zaczął GKS, ale za wiele z nich nie wynikało. W 49 minucie katowiczanie wywalczyli jednak rzut rożny, ale bez problemu poloniści wybili piłkę. W 51 minucie „Czarne Koszule” wykonywały rzut wolny na połowie gości. Nasz zespół ciekawie rozwiązał ten stały fragment, ale połapali się przeciwnicy. Polonia szybko odzyskała piłkę, w pole karne rywali wpadł Zawistowski, ale podanie wzdłuż bramki zostało wybite przez defensorów gości. W 55 minucie „Czarne Koszule” dobrze przebiły się środkiem pola, jednak dogranie Zawistowskiego z boku zostało zablokowane. Chwilę później Polonia miała rzut rożny. Po dośrodkowaniu do piłki dopadł Zawistowski, ale sprzed pola karnego uderzył bardzo niecelnie. 58 minuta przyniosła kolejną niewykorzystaną szansę Polonii. Nasz zespół trochę nie miał pomysłu co zrobić z piłką w polu karnym rywali. W końcu Michał Bajdur zdecydował się na uderzenie, ale zrobił to tak lekko, że bez problemu złapał golkiper gości. W 64 minucie niebezpiecznie zrobiło się pod naszą bramką. Łatwo ograny został Zawistoswski, ale dośrodkowanie wpadło prosto w ręce Lemanowicza. Trzy minuty później zaatakowała Polonia. Kobusiński podał prostopadle do Bajdura, zrobił to trochę niecelnie, Bajdur zdołał jednak przejąć piłkę, ale jego strzał został zablokowany. W 72 minucie długo nasz zespół rozgrywał piłkę na połowie rywali. W końcu ta dotarła do Marcina Kluski, ale wstrzelona przez niego piłka trafiła w nogę bramkarza. Chwilę później w polu karnym znalazł się Zawistowski, jednak lekki strzał łatwo złapał golkpier. W 74 minucie dalekie podanie zaskoczyło naszą obronę, sytuacyjny strzał głową rywala dobrze obronił Lemanowicz. W 80 minucie Polonia miała rzut rożny. Niestety dośrodkowanie Bajdura było trochę za mocne i Kobusiński nie był w stanie celnie uderzyć. W 82 minucie „Czarne Koszule” znów nie najlepiej zachowały się w polu karnym rywali. Biedrzycki wbiegł w nie z lewej strony i dograł do nikogo. Dwie minuty później Polonia wykonywała rzut rożny, ale nie przyniósł większego zagrożenia. Potem zmarnowane okazje mogły się zemścić. Dwa razy zakotłowało się w polu karnym, dwa razy jednak udało się wybić piłkę zmierzającą do pustej bramki. Niestety po analizie VAR podyktowany został rzut karny dla gości za zagranie ręką naszego piłkarza. Rywal nie pomylił się z jedenastu metrów, w 90 minucie było 1:1, a sędzia doliczył 8 minut. Chwilę później było już 1:2. Po dośrodkowaniu z lewej strony jeden z rywali ubiegł naszego obrońca i z bliska głową wyprowadził gości na prowadzenie. Polonia po kilku minutach zdołała strzelić drugiego gola, ale sędzia dopatrzył się faulu Pawła Tomczyka. „Czarne Koszule” przegrały mecz, którego wydawało się, że nie mają prawa przegrać.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z Polonią w Warszawie. Dwa gole w doliczonym czasie gry!

Piłkarze GKS Katowice zgarnęli w Warszawie trzy punkty i mocno trzymają się w strefie barażowej. O zwycięstwie zadecydowały gole w doliczonym czasie gry.

Zespół GKS-u na stadionie Polonii Warszawa przez 89 minut grał bezbarwnie. Gospodarze, którzy szybko objęli prowadzenie dość spokojnie zmierzali do zainkasowania trzech bezcennych w walce o utrzymanie punktów. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem piłkarze Rafała Góraka napisali świetną historię.

Jakub Arak oddał wtedy strzał, po którym piłka trafiła do Aleksandra Komora, a ten fatalnie zakończył swój pojedynek z bramkarzem. Arbiter nie pozwolił jednak na wznowienie gry, pobiegł do monitora i podyktował jedenastkę. Okazało się, że jeden z polonistów po uderzeniu Araka zagrał ręką. Arkadiusz Jędrych wykorzystał rzut karny, a gospodarze… wpadli w panikę. Seria ich nerwowych zagrań zakończyła się dośrodkowaniem Adriana Błąda i główką Araka na wagę trzech punktów! Polonia zdołała jeszcze pokonać Dawida Kudłę, jednak wcześniej miał miejsce faul.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga