Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Trener o słowach prezesa: „To policzek wymierzony we mnie i drużynę”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej trwają przygotowania do startu rundy rewanżowej sezonu 2023/24. W minionym tygodniu piłkarki rozegrały sparing z Rekordem Bielsko – Biała, pewnie pokonując przeciwniczki 3:0. W trakcie rozpoczętego zgrupowania w Opalenicy zespół rozegra dwa spotkania towarzyskie: w środę z zespołem Lecha Poznań UAM oraz z niedzielę z Medykiem Konin. Do żeńskiej drużyny dołączyła pomocniczka Gabriela Grzybowska, odeszła z kolei Anna Krakowiak. Drużyna męska podczas zakończonego zgrupowania w Opalenicy rozegrała trzy sparingi: z Kotwicą Kołobrzeg, Polonią Środa Wielkopolska oraz rezerwami Lecha Poznań. Drużyna odpowiednio zremisowała 0:0, wygrała 1:0 i zremisowała 1:1. W najbliższą sobotę, zespół zmierzy się w meczu towarzyskim z Hutnikiem Kraków. Na stronie sport.tvp.pl można przeczytać wywiad z trenerem piłkarzy Rafałem Górakiem.
W minionym tygodniu siatkarze rozegrali dwa spotkania ligowe, niestety oba przegrane. W czwartek zespół przegrał na wyjeździe z drużyną Ślepsk Malow Suwałki 2:3 oraz w niedzielę, w Szopienicach z Wartą Zawiercie 1:3. W najbliższym spotkaniu drużyna zmierzy się z drużyną Jastrzębskiego Węgla. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 14:45, w niedzielę.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie w ubiegłym tygodniu pokonali Podhale Nowy Targ 6:2 oraz z GKS Tychy 4:3. Kolejne spotkanie drużyna rozegra już jutro z Ciarko STS-em Sanok, drugie w tym tygodniu drużyna rozegra w czwartek z Unią Oświęcim. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 17:00 i 18:00, na lodowiskach przeciwników.

 

PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Nowy klub Gabrieli Grzybowskiej! Zostaje w ekstralidze!
[…] Po wieloletniej przygodzie w Łodzi, Gabriela Grzybowska zmuszona była zmienić otoczenie i poszukać nowego klubu. W przypadku tak doświadczonej zawodniczki, piłkarki o uznanej renomie z pewnością nie było to zbyt trudne zadanie, każdy ekstraligowiec chciałby mieć ją w swoim zespole. Gabriela Grzybowska zdecydowała się podpisać kontrakt z aktualnymi mistrzyniami Polski, GKS-em Katowice. 21-letnia pomocniczka parafowała kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2024/2025.
Grzybowska jako kapitanka łódzkiej drużyny uzbierała komplet medali mistrzostw Polski: srebro w 2021 roku, złoto w 2022 roku oraz brąz w 2023 roku. Rozgrywki w ubiegłym sezonie przyniosły utalentowanej pomocniczce triumf w Pucharze Polski, co warte podkreślenia – została wybrana MVP spotkania finałowego przeciwko AP Orlenowi Gdańsk. Runda jesienna sezonu 2023/2024 to dla Grzybowskiej 9 rozegranych spotkań okraszonych 5 trafieniami. Nowa zawodniczka GieKSy zadebiutowała również w seniorskiej reprezentacji Polski w pojedynku z Kosowem, w 2021 roku w spotkaniu eliminacji mistrzostw świata.

Zarówno Karolina Koch, jak i cały zespół GieKSy pozyskał bardzo wartościową zawodniczkę, utalentowaną, z perspektywą na dalszy rozwój, to świetna wiadomość dla obrończyń mistrzowskiego tytułu. Walka o miano najlepszej drużyny w Polsce pomiędzy katowiczankami a Pogonią Szczecin zapowiada się niezwykle interesująco! Po rozegraniu jedenastu kolejek na szczycie tabeli znajdują się Granatowo-Bordowe ze zgromadzonymi 29 punktami na koncie, tuż za ich plecami plasują się podopieczne Karoliny Koch – 26 punktów. W pierwszej wiosennej serii gier Pogoń 2 marca zmierzy się na własnym obiekcie z AZS-em UJ Kraków, GKS tego samego dnia uda się w delegację do Sosnowca.

 

Kadra Mistrzyń Polski na obóz w Opalenicy
W dniu dzisiejszym piłkarki GKS-u Katowice rozpoczęły obóz przygotowawczy w Opalenicy, poniżej prezentujemy kadrę, która bierze w nim udział.

Aktualne mistrzynie Polski dzisiaj wyjechały do Opalenicy, gdzie do 4 lutego pozostaną na obozie przygotowawczym. Trenerka Karolina Koch w trakcie tego cyklu przygotowań będzie mogła sprawdzić formę swojego zespołu, przetestować rozwiązania, nad którymi pracuje podczas gry kontrolnej z Lechem Poznań UAM występującym na ekstraligowym zapleczu. Korzystając z lokalizacji i dogodnego dojazdu do Konina, na zakończenie obozu w Wielkopolsce, GieKSa rozegra kolejną grę kontrolną – tym razem przeciwniczkami będą ligowy rywalki, KKPK Medyk POLOmarket Konin.

Karolina Koch zaprosiła na wyjazd z pierwszym zespołem dwie młode, utalentowane zawodniczki na co dzień występujące w Akademii “Młoda GieKSa”. Za swoją ciężką pracę wyróżnione i docenione zostały obrończyni Alicja Wojas i pomocniczka Julia Szymczyk.

Kadra drużyny GKS-u Katowice na zgrupowanie w Opalenicy:
Bramkarki: Zuzanna Błaszczyk, Weronika Klimek, Kinga Seweryn.
Obrończynie: Marlena Hajduk, Joanna Olszewska, Aleksandra Lizoń, Kamila Tkaczyk, Alicja Wojas.
Pomocniczki: Anita Turkiewicz, Klaudia Słowińska, Gabriela Grzybowska, Aleksandra Nieciąg, Anna Konkol, Dominika Misztal, Patrycja Kozarzewska, Natalia Kulig, Weronika Baumert, Julia Szymczyk.
Napastniczki: Amelia Bińkowska, Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek, Julia Włodarczyk, Dżesika Jaszek, Karolina Bednarz, Oliwia Grzegorczyk.

W zimowym okresie przygotowawczym zawodniczki z Katowice mają za sobą rozegrane dwa sparingi, w których bezbramkowo zremisowały z SMS-em Łódź oraz pokonały 3:0 Rekord Bielsko-Biała. Najbliższe spotkanie o stawkę GieKSa rozegra 17 lutego, a będzie to pojedynek w ramach 1/8 finału Orlen Pucharu Polski ze wspomnianymi wcześniej Rekordzistkami.

 

sport.tvp.pl – Trener GKS-u o słowach prezesa. „To policzek wymierzony we mnie i drużynę”
GKS Katowice przygotowuje się obecnie do rundy rewanżowej w Fortuna 1. Lidze. Zespół Rafała Góraka w pierwszej części rozgrywek nie miał zbyt wielu powodów do zadowolenia i skończył na jedenastej pozycji. Słowa trenera wskazują na to, że w klubie nie panuje dobra atmosfera. – Muszę chronić drużynę przed nieodpowiedzialnymi publicznymi wypowiedziami obecnego prezesa zarządu – wyznał szkoleniowiec w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Maciej Rafalski, TVPSPORT.PL: – GKS od końca sierpnia wygrał raptem dwa mecze. Trudno chyba mówić o zadowoleniu z rundy jesiennej…
Rafał Górak: – Punktów bez wątpienia powinno być więcej, ale w grze było wiele dobrych momentów. Zwycięstw zabrakło z różnych względów. Było wiele meczów, w których nie mieliśmy piłkarskiego szczęścia. Przegraliśmy z Zagłębiem Sosnowiec, chociaż wcale nie musiało tak być, bo zmarnowaliśmy wiele okazji. Potem był mecz w Gdańsku, gdzie po błędzie sędziego straciliśmy zawodnika, później wypadł kolejny i ostatecznie wysoko przegraliśmy. Do doliczonego czasu gry prowadziliśmy w spotkaniu z Wisłą w Krakowie. W końcówce starcia z Bruk-Betem zmarnowaliśmy doskonałą sytuację i skończyło się 1:1 Prowadziliśmy 2:0 w Rzeszowie. Było wiele spotkań, które mogliśmy kończyć lepiej.

– Obecnie tracicie siedem punktów do baraży. To dużo?
– Na pewno nie jest to strata, która sprawia, że już teraz można uznać sezon za skreślony. W piłce nożnej odrabiano już większe straty niż siedem punktów. Przed nami cała runda wiosenna, do której chcemy podejść jak najlepiej przygotowani. Widzę ogromne zaangażowanie drużyny i sztabu w czasie procesu treningowego. Każdy jest bardzo skoncentrowany na swojej pracy. To napawa mnie ogromnym optymizmem.

– Jesienią, w pewnym momencie było już osiem meczów z rzędu bez wygranej. Trudno było utrzymać wiarę w drużynie?
– To nie był pierwszy raz, gdy znalazłem się w takiej sytuacji. W sezonie 2021/2022, po awansie do pierwszej ligi, byliśmy na ostatnim miejscu po 10. kolejkach straciliśmy wówczas 23 gole. Zawsze uważam, że jeśli nie wygrasz trzech kolejnych spotkań, to w czwartym powinieneś już zwyciężyć. Bo zaczyna być ciężko mentalnie. Pracy mentalnej w ostatnich miesiącach było dużo, ale każdy w zespole widział, że nie gramy źle. Słabszy okres nas nie przytłoczył i to mnie cieszy. Liga jest bardzo wymagająca, czułem, że zawodnicy wierzą w siebie i w mój plan.

– Nie było u pana obawy o to, że klub postanowi się z panem rozstać?
– Obawy to mogłem mieć przez cztery pierwsze lata pracy, a teraz żadnych obaw już nie mam. Jedyne co muszę zrobić, to chronić drużynę przed nieodpowiedzialnymi publicznymi wypowiedziami obecnego prezesa zarządu.

– W środę 17 stycznia prezes Krzysztof Nowak spotkał się z kibicami. Cały zapis ze spotkania opublikował portal gieksa.pl. Padło mnóstwo wypowiedzi, które na pewno nie pomogą zespołowi. Rozumiem, że ma pan na myśli tamtą sytuację?
– Tak, też.

– „Górak do końca kontraktu ma pięć miesięcy. Wytrzymaliście 4,5 roku” – to słowa prezesa skierowane do kibiców. Jak się pan poczuł, gdy to usłyszał? Zabrzmiało to tak, jakby odliczano czas do pana odejścia.
– To policzek wymierzony we mnie, w moją drużynę i sztab.

– Wyobraża pan sobie dalszą współpracę w tej atmosferze? Może być ciężko funkcjonować w takim klimacie przez kilka najbliższych miesięcy…
– Czuję ogromne wsparcie piłkarzy i sztabu. Oczywiście, wszyscy mamy swoje marzenia i ambicje, ale patrzymy na to racjonalnie. Rozumiem kibiców, oni mogą reagować emocjonalnie. W odróżnieniu do osób na określonych stanowiskach, które powinny trzymać te emocje na wodzy.

– Słowa wypowiadane przez kibiców również świadczą o tym, że stosunki między panem, a nimi nie są – delikatnie rzecz ujmując – najlepsze. Jakie jest pana zdanie w tej kwestii?
– Pada tam wiele wulgaryzmów również pod adresem drużyny, pracowników klubu. To bardzo przykre.

– We wrześniu mówił pan, że celem jest awans. Uważa pan, że obecna sytuacja drużyny sprawiła, że plan powinien zostać zmodyfikowany?
– Ogłosił to prezes. W rozmowach przed sezonem dyskutowaliśmy z prezesem o tym, czy celem jest awans poprzez baraże, a to cały czas jest możliwe. Podkreślałem jednak, że jest wiele klubów o większych budżetach, choć niejednokrotnie widzieliśmy, że finanse nie są kluczowe. Uważam również, że stawianie sobie celów tylko dlatego, że ktoś tak chce, nie jest do końca logiczne. Jeżeli ktoś zapyta sportowca, o co chce grać, to on odpowie: chcę zwyciężać. Rozumiem to w ten sposób. Ale jeżeli komuś jest potrzebne coś pod publikę, to po prostu to robi. Ja zapytany o to, czy mamy szansę grać o baraże odpowiedziałem, że oczywiście, tak.

– Czy dostał pan wystarczające narzędzia do zrealizowania celu, którym jest równorzędna walka z innymi drużynami o miejsce w TOP6?
– Nigdy nie narzekam, wierzę w siebie i w ten zespół, ale dziś GKS Katowice pod względem budżetu nie jest nawet w pierwszej dziesiątce ligi. To mówi chyba samo za siebie.

– Wróćmy jeszcze do kwestii sportowych. Co zawiodło w poprzedniej rundzie?
– Skuteczność w naszych działaniach w końcówkach meczów. Myślę, że powinniśmy mieć pięć punktów więcej i bylibyśmy znacznie bliżej naszego celu. To coś, co wiosną musi funkcjonować znacznie lepiej.

– Może pan powiedzieć, że mimo problemów z ostatnich miesięcy, zespół się rozwinął?
– Uważam, że zawsze stawiamy jakiś krok do przodu. Raz jest on mniejszy, innym razem większy. Ważne są dla mnie opinie piłkarzy. Pracowałem tu z zawodnikami, którzy potem występowali w Ekstraklasie. Od każdego słyszałem, że spędzony w GKS-ie czas był dla niego cenny i że rozwinął się przez ten okres. Często również rozmawiam z wieloma ekspertami, którzy futbolem zajmują się zawodowo. Ich opinia o naszej grze też jest bardzo przyzwoita, można wręcz powiedzieć, że dobra. Czyli mamy krótką odpowiedź: tak, rozwinęliśmy się.

– W jakim elemencie zespół zrobił progres jesienią?
– Cieszy mnie to, że pokazaliśmy siłę mentalną. To bardzo dużo. Jesienią były kłopoty sportowe, w poprzednim sezonie pojawiły się problemy na linii klub-kibice. W pewnym momencie to wszystko się zatarło i nie wyglądało tak, jak powinno. Czuć było spore napięcie, ale zawodnicy potrafili sobie z tym poradzić. Jeśli natomiast mówimy o progresie dotyczącym boiskowych działań, to dobrze bronimy. Potrafimy radzić sobie z ofensywnymi poczynaniami rywali.

– Obecny sezon pierwszej ligi czymś pana zaskoczył?
– Stwierdzenie, że to najsilniejsza pierwsza liga w historii, nie jest przesadzone. Z Ekstraklasy spadły mocne drużyny, z drugiej ligi awansowały tak renomowane kluby jak Polonia Warszawa i Motor Lublin. O poziomie niech najlepiej świadczy fakt, że na dwóch ostatnich miejscach są Zagłębie Sosnowiec i Podbeskidzie Bielsko-Biała. Oba zespoły raczej wskazywano w gronie tych, które powalczą o baraże lub nawet awans bezpośredni. Mnie trwający sezon nie zaskoczył więc niczym, ale kogoś może i tak.

– Zimą planujecie jeszcze jakieś wzmocnienia?
– Pozyskaliśmy Estończyka Martena Kuuska, dyskutujemy jeszcze o innych możliwościach. Zimą rynek jest dość ograniczony. Być może coś wydarzy się jeszcze w lutym, gdy kluby wrócą ze zgrupowań. Wtedy ktoś może dowiedzieć się, że wiosną nie będzie miał miejsca w składzie. Niektórzy piłkarze mogą jeszcze szukać nowych zespołów. Natomiast wiem też dość dużo o możliwościach budżetowych klubu. Kontraktowanie nowych piłkarzy nigdy nie zależy tylko od trenera.

– W czym kibice GKS-u mają upatrywać optymizmu przed rundą wiosenną?
– W tym, że ich zespół może rywalizować jak równy z równym z każdym w tej lidze. Pokazaliśmy to już jesienią. W rundzie rewanżowej możemy sprawić niespodziankę.

– Jest pan związany z GKS-em bardzo długo, bo druga kadencja trwa od lata 2019 roku. Nie ma pan chwil zastanowienia, czy jeszcze ma pan tyle samo pasji, co wcześniej? Zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności, o których rozmawialiśmy…
– Gdybym poczuł, że coś się wypaliło, to od razu poinformowałbym o tym władze klubu i podziękował za współpracę. To byłoby bez sensu, nie wyobrażam sobie, by wykonywać tę pracę na siłę, bez pasji.

– Komentarze prezesa wskazują na to, że po sezonie odejdzie pan z klubu. A jakie są pana odczucia?
– Mój kontrakt wygasa z końcem czerwca 2024. Co będzie dalej? Nie zamierzam wybiegać aż tak daleko w przyszłość. Życie pokazało mi już, że nie można planować zbyt wiele. Mam plan na okres przygotowawczy, by jak najlepiej przygotować drużynę. To tyle. Dojrzałem do innego podejścia. Najbliższe miesiące to po prostu będą kolejne doświadczenia. Najważniejsze jest dla mnie to, by być zdrowym, mieć w sobie pasję oraz radość i dalej rozwijać piłkarzy. W Katowicach przez cztery lata wykonałem wszystkie zadania, które postawił przede mną klub jak i ja sam. Zawsze wierzyłem w drużynę i w klub. Jeżeli zrealizuję swoje kolejne marzenie, to wtedy na pewno odejdę z podniesioną głową.

– Jakie to marzenie?
– A to już nieważne. Nie będę tego zdradzał, bo to moja sprawa i moja głowa.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Ślepsk z dwoma punktami w meczu z GKS-em Katowice

Drużyna z Suwałk wygrała 3:2 z GKS-em Katowice na zakończenie 24 kolejki spotkań. Po trzech partiach gospodarze prowadzili 2;1. ich rywale z Katowic zdołali doprowadzić do tie-braka. W nim swoją przewagę udokumentowali gospodarze. Suwalczanki przesunęli się na 11. miejsce w tabeli, GKS jest czternasty.

Ślepsk rozpoczął spotkanie od prowadzenia 4:2 po paśmie swoich ataków oraz błędzie katowiczan. Niewiele później jednak pomyłki gospodarzy, a także ofensywa Walińskiego sprawiły, że tablica wyników wskazała na remis 5:5. Było to o tyle ważne, że obie ekipy nie odpuszczały sobie ani na chwilę, grając w najlepsze punkt za punkt aż do stanu 18:18. Co prawda raz jedni, raz drudzy wychodzili na dwa oczka przewagi, ale te szybko były niwelowane. Drużyny wymieniły się również asami serwisowymi i blokami. Dopiero po atakach Lukasa Vasiny, Jakuba Jarosza i Bartłomieja Krulickiego GKS wyszedł na trzypunktowe prowadzenie (21:18). Suwałczanie szybko podłączyli się na nowo do gry po skończonej kontrze Bartosza Filipiaka (20:21), ale ekipa ze Śląska w mgnieniu oka odpowiedziała atakiem i blokiem (23:20). Ostatnie akcje to festiwal zepsutych zagrywek. Spoczął on po próbie Matiasa Sancheza (25:22).
Zdecydowanie inaczej wyglądał początek drugiej odsłony, w której to reprezentanci Ślepska dyktowali warunki, obejmując prowadzenie 5:2 po kolejnych atak, bloku oraz błędzie przyjezdnych. Suwałczanie nadawali tempo gry, punktował Ziga Stern nie tylko serwisem, ale również zagrywką, zwiększając przewagę ekipy z Suwałk do czterech punktów (11:7). Przypomniał po chwili o swojej obecności na boisku Sebastian Adamczyk, który najpierw skończył atak, a następnie zatrzymał Filipiaka (10:13). Dobrze w przyjęciu radzili sobie katowiczanie, co pozwoliło im doścignąć rywala po punktowaniu Jarosza i Vasiny (16:16). Niemało trudności swoim blokiem sprawiali podopieczni Grzegorza Słabego (19:19), ale końcówka to indywidualny występ Arkadiusza Żakiety, który spisywał się w ofensywie i bloku. Po kontrze Pawła Halaby Ślepsk wyrównał (25:22).

W trzeciej części gra toczyła się przez moment punkt za punkt, ale na dwupunktowe prowadzenie po punktowym bloku i asie Żakiety wyszli gospodarze (4:2). Vasina, a także dobra postawa Łukasza Usowicza w polu serwisowym poprawiła sytuację katowiczan, którzy wyszli na prowadzenie 7:6. Zapędy GKS-u szybko stłumił jednak suwalski blok. Najpierw zatrzymany został Waliński, a następnie dwukrotnie z rzędu poczęstowany “czapą” został Jarosz (10:7). Przyjezdni nie pomagali sobie psutymi przez siebie zagrywkami (17:12). Swoje w ofensywie robił Damian Domagała, a także Vasina, który nawet zatrzymał Żakietę, dzięki czemu podopieczni trenera Słabego zbliżyli się na dwa oczka (17:19). Finalnie drużyna z północno-wschodniej części Polski przypomniała sobie o bloku. Lepszy na siatce na sam koniec okazał się Sanchez (25:20).

Pierwotne fragmenty kolejnej partii to przede wszystkim skuteczna ofensywa GKS-u. Wymiennie punkty z ataku na konto swojej drużyny zapisywali Vasina i Domagała. Asa także ustrzelił Łukasz Usowicz. Do gry ponadto włączył się Adamczyk, po jego trzech uderzeniach ekipa ze Śląska wygrywała już 11:6. Czujny na środku siatki był również Usowicz, a błąd gospodarzy przełożył się na dziewięciopunktowe prowadzenie podopiecznych trenera Słabego (17:8). Pojedyncze zrywy Sterna na niewiele się zdały (13:19), chociaż grę przerwał szkoleniowiec katowickiej drużyny. Tak jak na początku, tak i w decydującej fazie seta to duet Domagała i Vasina punktował. Piąta część stała się faktem po ataku Usowicza z piłki przechodzącej (25:17).

Start tie-breaka był wyrównany. Obie ekipy psuły zagrywkę za zagrywką i nie odstępowały od siebie nawet na krok. Przeciąganie liny trwało do stanu 5. Następnie wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, bowiem najpierw po ataku Vasiny i asie Walińskiego katowiczanie mieli dwa oczka do przodu, by po autowych atakach graczy GKS-u i asie Zigi Sterna to Ślepsk wygrywał 9:7. Formacja ze Śląska postanowiła być aktywna na siatce. Atak skończył Usowicz, a zablokowany został Halaba. Tablica wyników wskazała na remis po 10. Sprawy w swoje ręce po przerwie na życzenie trenera Kwapisiewicza wziął Żakieta, który skończył dwa ataki i dołożył w międzyczasie asa (13:11). Kropkę nad „i” postawił asem Filipiak (15:12).

Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 3:2 (22:25, 25:22, 25:20, 17:25, 15:12

 

Osłabiony GKS, choć podjął walkę, nie dał rady Warcie

Bez Lukasa Vasiny GKS-owi Katowice było ciężko zrewanżować się Aluron CMC Warcie Zawiercie za porażkę w pierwszej rundzie. Mimo to katowiccy siatkarze sprawili rywalom sporo problemów i mieli momenty naprawdę dobrej gry. Finalnie ekipa trenera Michała Winiarskiego w hali przeciwników wygrała w czterech setach. Warta zagrała bez Bartosza Kwolka.

Po wygranej jastrzębian w hali na Podpromiu, w PlusLidze rozegrano jeszcze jedno niedzielne spotkanie. Jeszcze w pierwszych akcjach meczu toczyła się w miarę wyrównana walka. Po stronie gości dobrze spisywali się jednak Patryk Łaba i Karol Butryn, a Warta zaczęła po ich akcjach budować przewagę. Przy zagrywkach Miguela Tavaresa Mateusz Bieniek dał popis w bloku, rozgrywający dołożył asa i zawiercianie odskoczyli na 11:5. Po stronie miejscowych Damian Domagała i Sebastian Adamczyk odrobili część strat, ale rywale kontrolowali już grę, mimo że i im zdarzały się błędy. Po udanej zagrywce Bieńka, Warta prowadziła ponownie, 22:17. W kolejnych akcjach Butryn ponownie zrobił show w polu zagrywki, zamykając tym elementem seta.

Przyjezdni próbowali odskoczyć na początku kolejnej odsłony, ale Domagała zagrywkami i Marcin Waliński blokiem im to uniemożliwili. Ten drugi dołożył też kontrę i to GKS wysunął się na czoło (9:8). Goście grali poprawnie, ale bez „pazura”. Katowicki zespół grał odważniej na siatce, punktował co jakiś czas blokiem i to pozwoliło mu prowadzić z Wartą wyrównaną rywalizację. Ważne punkty serwisem zdobywał Waliński i on też w ten sposób zamknął seta wygraną GKS-u.

Po powrocie do gry miejscowi przez chwilę nadal prowadzili, ale sygnał do mocniejszej walki Warcie dał Bieniek blokiem. Następnie przyjezdni zaczęli punktować blokiem i kontrami przy zagrywkach Trevora Clevenota. Ona sam skończył też jedną kontrę z drugiej linii na 9:4 i zawiercianie kontrolowali grę. Jonas Kvalen blokiem oraz Domagała zagrywką próbowali cokolwiek zmienić, ale przeciwnicy pilnowali przewagi. W końcówce ważną kontrę skończył Łaba i przyjezdni spokojnie dowieźli seta do końca.

Warta rozpoczęła kolejnego seta od prowadzenia 5:1. Dobrze dysponowany w ataku był Bieniek. W kolejnych akcjach swoje robił Clevenot. W połowie czwartej odsłony goście zaczęli odjeżdżać z wynikiem właśnie przy jego zagrywkach. Dobrze atakował też wtedy Łaba (14:8). Gdy ten również punktował blokiem, a asa serwisowego posłał na stronę rywali Bieniek, było już 17:9. To jednak nie był koniec. GKS walczył do samego końca, a w ostatnich chwilach seta zrobiło się gorąco. Przy zagrywkach Krulickiego dobrze w ataku i bloku spisywał się Adamczyk i zrobiło się 21:23. Domagała zagrywką doprowadził jeszcze do stanu 23:24, ale ostatnie słowo należało do Bieńka.
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 1:3 (18:25, 26:24, 22:25, 23:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Tempo lidera za mocne dla Podhala

GKS Katowice pokonał przed własną publicznością PZU Podhale Nowy Targ 6:2. Decydujące dla losów spotkania okazały się wydarzenie 42. minuty, w której mistrzowie Polski zdołali dwukrotnie pokonać Alexandra Horawskiego.

Z poślizgiem czasowym rozpoczęło się dzisiejsze spotkanie w Katowicach. Powodem był protest zawodników PZU Podhala Nowy Targ, którzy nie pojawili się na przedmeczowej rozgrzewce, a do meczowej rywalizacji przystąpili z pięciominutowym opóźnieniem. Skutkiem takiej formy protestu była nałożona na drużynę gości 2-minutowa kara techniczna, którą odsiadywał kapitan „Górali”, Bartosz Neupaer. W drużynie mistrzów Polski między słupkami stanął Michał Kieler. W trakcie przewagi gra GKS-u w głównej mierze napędzana była przez fińskich fachowców w tej sztuce. Najbliżej zaskoczenia Horawskiego był Aleksi Varttinen, gdy po jego strzale wybrzmiał słupek bramki. Po wyrównaniu formacji na lodzie, goście przystąpili do natychmiastowego ataku. W 5. minucie Philip Kiss posłał uderzenie spod niebieskiej linii, czym zdołał zaskoczyć Michała Kielera. Niespełna półtorej minuty potrzebowali gospodarze aby odpowiedzieć na to trafienie. Wyrównujący gol przypadł Ryanowi Cookowi, który z prawego bulika posłał mocne uderzenie przy krótkim słupku. Do końca pierwszej odsłony, zespoły utrzymywały wysoką intensywność gry, szybko przenosząc ciężar gry pomiędzy tercjami.

Kto nie pilnował zegarka w przerwie, tego zapewne ominęła druga bramka dla Podhala. Zaledwie 14 sekund po wznowieniu gry potrzebowali goście, aby ponownie objąć prowadzenie. Długim podaniem Filip Wielkiewicz związał katowicką defensywę, czym otworzył drogę do bramki dla Damiana Kapicy, który stając twarzą w twarz z Michałem Kielerem, puścił krążek pomiędzy jego parkanami. Katowiczanie po raz kolejny nie mieli jednak zamiaru godzić się z rolą drużyny odrabiającej straty i ledwie po 46 sekundach zdołali wyrównać wynik. Joona Monto sprytną wrzutką sfinalizował akcję swojego zespołu. W 29. minucie na dobre katowickiej publiczności przedstawił się Miro Lehtimäki. 26-latek nie pierwszy raz w dzisiejszym spotkaniu popisał się dobrym rozegraniem krążka do spółki ze swoimi krajanami. Na to wszystko pieczęć postawił Monto, który wrzucając krążek na bramkę, zaskoczył zasłoniętego Horawskiego. W 33. minucie arbitrzy podjęli decyzję o wysłaniu na ławkę kar Sama Marklunda. Grający w przewadze goście zdołali zamknąć GieKSę pod jej własną bramką i dojść do dobrych pozycji strzeleckich. Najbardziej aktywny w tej kwestii był Dmitrij Załamaj, który co raz sprawdzał czujność Kielera.

W 42. minucie Ben Sokay przypomniał jak swobodnie czuję się mając krążek na kiju. 27-latek wypracował sobie dobrą pozycję strzelecką, lecz w ostatniej chwili wystrzelony przez niego krążek zdołał podbić Załamaj. Chwilę później nowotarska defensywa była już jednak bezradna wobec szwedzkiej siły rażenia GKS-u. Akcję którą przyspieszył Hampus Olsson, pewnie wykończył Sam Marlkund, podwyższając prowadzenie gospodarzy. W trzeciej tercji bramki również padały seriami, po 18 sekundach od trafienia Marklunda swoją sytuację wypracowała jak zwykle zadziorna i waleczna czwarta formacja katowiczan. Po akcji Michalskiego i Smala, krążek w siatce umieścił Bepierszcz. W 58. minucie bramkę opuścił Horawski, a zespół Podhala próbował tym ryzykownym manewrem złapać kontakt z rywalem. Źle rozegrany krążek trafił jednak do Bartosza Fraszki, który w samotnym rajdzie ustalił wynik spotkania na 6:2.

 

Zapachniało play-offem. Derby Śląska dla GieKSy

Jak mawiał Piotr Ćwielong: niedziela, godzina 17:00 nie sprzyja do grania. Na szczęście tych słów nie wzięli sobie do serca zawodnicy GKS-u Katowice oraz GKS-u Tychy. W derbowym pojedynku lepsi po dogrywce okazali się mistrzowie Polski. Bohaterem GieKSy był strzelec dwóch bramek Noah Delmas.

Bez zbędnych półśrodków podeszli do rywalizacji w dzisiejszym spotkaniu zawodnicy obu ekip. Sygnał do ataku nadał Jakub Wanacki, który wrzucając krążek spod niebieskiej linii zadał sporo trudu Tomášowi Fučíkowi. Tyski golkiper po instynktownej interwencji nie potrafił zlokalizować odbitego krążka, jednak z pomocą swojemu bramkarzowi przyszli obrońcy, którzy w porę oddalili zagrożenie.

W 4. minucie Oskar Jaśkiewicz oddał strzał na katowicką bramkę, do odbitego przez Murraya krążka momentalnie dopadł Filip Komorski. Zaabsorbowani walką o gumę z kapitanem gości, katowiccy defensorzy nie dostrzegli nadjeżdżającego PawłoPadakina, który wyłuskał krążek i otworzył wynik spotkania. W 8. minucie tyszanie stanęli przed pierwszą sposobnością do gry w przewadze, gdy arbitrzy zdecydowali się na ławkę kar odesłać Jakuba Wanackiego. Kolejne dwie minuty upłynęły jednak bez wydarzeń wartych odnotowania. Po wyrównaniu formacji na lodzie, kibice otrzymali wszystko, czego wymaga się od derbowych pojedynków. Żadna ze stron nie zamierzała pozwolić przeciwnikom na zdominowanie wydarzeń. Ku atrakcyjności widowiska zawodnicy do sporej dawki fizyczności dołożyli również wysoką kulturę rozegrania krążka. W 17. min otwierające podanie po bandzie otrzymał Hampus Olsson. Rosły Szwed pomknął na tyską bramkę, dochodząc do dogodnej pozycji strzeleckiej. Widzący co się święci Mateusz Bryk podjął decyzję o faulowaniu napędzającego się rywala w związku z czym po chwili zasiadł na ławce kar. Ledwie 16 sekund potrzebowała GieKSa aby zamienić swój „power play” na bramkę. Po wygranym wznowieniu krążek trafił na niebieską linię do Noaha Delmasa, który mocnym uderzeniem wyrównał stan rywalizacji. Wraz z wpadającym do bramki krążkiem, na tafli zaroiło się od pluszowych maskotek, które kibice kibice rzucili w ramach akcji „Teddy Bear Toss”. Do końca pierwszej tercji katowiczanie szukali kolejnej bramki, mocno pracując na Tomášu Fučíku.

Druga odsłona rozpoczęła się pod znakiem szarpanej gry. Do kolejnych przerw w grze w głównej mierze przyczyniali się tyszanie, którzy próbując wyprowadzać ataki, dopuszczali się pozycji spalonych. Gospodarze choć dłużej utrzymywali krążek w tercji rywala, to musieli uważać na szybkie kontry przyjezdnych, o czym dosadnie przypomniał w 26. minucie Mroczkowski. W 36. minucie GieKSa próbowały kolejny raz zamknąć rywali w tercji. Gdy zespół Jack Płachty pozwolił się wypchnąć tyszanom z tercji i wydawało się, że ta akcja już nic dobrego nie przyniesie, sprawy w swoje ręce wziął Miro Lehtimäki, który po indywidualnej akcji wyprowadził mistrzów Polski na prowadzenie. Nie lada sztuką było nadążyć nad wydarzeniami ostatnich minut drugiej tercji. Jednym z głównych aktorów ostatniego aktu tej odsłony był Olaf Bizacki, który najpierw próbował soczystym uderzeniem z lewego bulika zaskoczyć Johna Murraya, a w 40. minucie został wykluczony z gry na dwie minuty.

Ledwie wyrównały się formacje po karze Bizackiego, a kolejny raz otworzył się tyski boks kar. Tym razem zawitał do niego Bartosz Ciura. Skandynawska formacja naszpikowana fachowcami od rozgrywania przewag wzięła się do mocnej pracy. Z chirurgicznym sznytem posyłali krążek pomiędzy siebie zawodnicy GieKSy, pieczęć na tym koronkowym rozegraniu postawił Santeri Koponen, który w swoim stylu, niemalże rozrywając siatkę podwyższył prowadzenie. Podrażnieni tyszanie już po 56 sekundach pokazali katowickiej publiczności, że im również hokejowe rzemiosło nie jest obce. Obsłużony dobrym podaniem w tempo, akcje wykończył nieprzyjemnym strzałem przy krótkim słupku Mateusz Bryk. Iście derbowa temperatura towarzyszyła nam do ostatnich minut spotkania. Efektem nieustępliwej walki, były obustronne wykluczenia dla Marklunda i Ciury, którzy w dosadny sposób pod bramką Fučíka przedstawiali sobie wzajemnie argumenty.

W 55. minucie na Jakuba Wanackiego została nałożona kara mniejsza dwóch minut, jednak GieKSa wyszła z tej opresji obronną ręką, próbując odgryźć się kontrą Bartosza Fraszki. Na półtorej minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, trener Tirkkonen podjął się ryzykownego manewru wycofując z bramki swojego golkipera. Pełen ciężar na swoje barki wziął Filip Komorski.Kapitan tyszanuderzeniem w samo okno bramki Murraya wyrównał wynik spotkania. Pomimo, że do końca spotkania zostało nieco ponad minutę, nikt nie myślał o biernym czekaniu na dogrywkę. Atomowe uderzenie po raz kolejny posłał Koponen i z największym trudem musiał interweniować Fučík. Pod naporem GieKSy zimnej krwi zabrakło IlliKorenczukowi, który w 60. minucie został odesłany na ławkę kar za opóźnianie gry.
W związku z karą tyskiego napastnika, dogrywkę rozpoczęliśmy w formacji 4 na 3. Katowiczanie błyskawicznie zamknęli broniących osłabienia gości. Świetnie na bramkarzu pracował Sam Marklund, który ograniczał jego widoczność. Już po 34 sekundach bohaterem GieKSy stał się Noah Delmas, który w swoim stylu potężnym uderzeniem zmieścił krążek pod poprzeczką bramki Fučíka.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – GKS Tychy: Pluszaki na lodzie, komplet fanów i wygrana mistrza Polski w śląskich derbach

W rozegranym w niedzielę 18 stycznia meczu 38. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice pokonał GKS Tychy 4:3 po dogrywce. Śląskie derby były hitem weekendu wszak w Satelicie zmierzyli się dwaj finaliści poprzedniego sezonu. W dodatku po golu Noaha Delmasa dla katowiczan na lód poleciał pluszaki. Kanadyjczyk strzelił też zwycięskiego gola i był bohaterem spotkania.

Mecz GKS Katowice z GKS Tychy oglądał w Satelicie komplet widzów. Wszystkie bilety na hit. 38.kolejki Tauron Hokej Ligi rozeszły się już w piątek i aż szkoda, że w stolicy naszego regionu nie ma większego lodowiska.

Fanów na trybuny przyciągnęła ranga spotkania – wszak zmierzyły się ze sobą mistrz i wicemistrz Polski, a także akcja „Dorzuć misie” Fundacji STS. Po pierwszej bramce dla katowiczan komplet widzów zasiadających na trybunach Satelity rzucił na lód mnóstwo pluszaków.

Fundacja STS przekaże 10.000 zł na wsparcie katowickiej Fundacji „Jesteśmy dla Was” oraz dodatkowo 1 zł za każdą maskotkę, która została zebrana z lodowiska. Same pluszaki również trafią do placówek z naszego województwa pomagających dzieciom.

Tyszanie szybko strzelili gola, gdy Johna Murraya pokonał Ukrainiec Pawło Padakin. Lider tabeli odpowiedział w trakcie gry w przewadze. Krażek sprytnie rozegrała pierwsza piątka katowiczan, a po trafieniu kanadyjskiego obrońcy Noaha Delmasa maskotki zasłały taflę Satelity.

Przed końcem II tercji podopiecznych trenera Jacka Płachty na prowadzenie wyprowadził Miro Lehtimaki. Fin wykorzystał sytuację sam na sam z Tomasem Fucikiem.W ekipie gości nie zagrał jeszcze pozyskany w sobotę z Sanoka Estończyk Mark Viitanen.

Na początku trzeciej odsłony gospodarze znów wykorzystali liczebną przewagę, a krążek w bramce umieścił Fin Santeri Koponen. Tyszanie szybko odpowiedzieli kontaktowym trafieniem Mateusza Bryka i emocje mieliśmy do samego końca.

W przedostatniej minucie goście wycofali bramkarza i grając sześciu na pięciu do remisu doprowadził kapitan tyszan Filip Komorski. Zwycięzcę wyłoniła dopiero dogrywka, w której przyjezdni grali w osłabieniu, bo na ławkę kar za opóźnianie gry powędrował Ilja Korenchuk.

W dodatkowym czasie gry gola na wagę zwycięstwa obrońcy tytułu zdobył Delmas zostając bohaterem spotkania. To było trzecie trafienie GieKSy w tym spotkaniu strzelone w przewadze.

Katowiczanie wygrali w tym sezonie wszystkie pięć ligowych spotkań z tyszanami, co przed ewentualnym starciem tych drużyn w play off jest sporym handicapem. Gospodarze przerwali serię sześciu zwycięstw drużyny Pekki Tirkkonena.

 

hokej.net – Nowy kapitan GieKSy. Kto zastąpił Pasiuta?

Zmiany kapitana w trakcie sezonu nie zdarzają się zbyt często. Do takiej doszło w GKS-ie Katowice i to przed prestiżowym meczem z GKS-em Tychy (4:3 d.). W bluzie z literą „C” na piersi nie wystąpił Grzegorz Pasiut. Kto go zastąpił?

Gdy w niedzielny wieczór spiker prezentował przedmeczowy skład GieKSy, wielu jej kibiców sprawiało wrażenie co najmniej zdziwionych. Grzegorz Pasiut nie został wyczytany jako kapitan zespołu i nie miało to żadnego związku z absencją „Profesora”. Przypomnijmy, że doświadczony środkowy pełnił tę zaszczytną funkcję nieprzerwanie od sezonu 2019/2020.

W derbowym starciu z GKS-em Tychy kapitanem był Joona Monto, który z dorobkiem 11 bramek i 23 asyst jest najlepiej punktującym zawodnikiem ekipy z alei Korfantego.

Co jest przyczyną takiej decyzji? Katowicki klub na razie wstrzymuje się od komentarza, prosząc o cierpliwość.

 

Miro Lehtimäki: Czuję się naprawdę dobrze w Katowicach

GKS Katowice po raz piąty w tym sezonie okazał się górą w Derbach Śląska. Mistrzowie Polski po dogrywce pokonali GKS Tychy 4:3. Kolejny raz niezwykle aktywny na lodzie był Miro Lehtimäki, który swój dobry występ przypieczętował premierowym trafieniem w barwach GieKSy.

Zawodnik, który obchodzi dzisiaj 27. urodziny, dołączył doGKS-u Katowice na początku stycznia, wzmacniając siłę ofensywną zespołu Jacka Płachty. Lehtimäki może pochwalić się niezłymi warunkami fizycznymi, bo przy 189 centymetrach wzrostu,waży 90 kilogramów. Dodatkowym atutem zawodnika jest prawy uchwyt kija, co zawsze pozwala na efektywniejsze zestawienie formacji, szczególnie podczas gier w przewagach.

Wiele wskazuje na to, że Lehtimäki proces aklimatyzacji w Katowicach ma już za sobą. W poprzedniej kolejce napastnik zaliczył dwa kluczowe podania przy trafieniach Joony Monto. Podczas niedzielnego spotkania fiński skrzydłowy ostawił na indywidualne wykończenie akcji, zdobywając swoją premierową bramkę, w tak prestiżowym spotkaniu. Czy koledzy z drużyny przekazywali Finowi, jaki ciężar gatunkowy mają spotkania przeciwko GKS-owi Tychy?

– Żaden z kolegów nie wspominał mi o tym, ale właśnie takiej otoczki spotkania się spodziewałem. GKS Tychy to czołowy zespół, uważam, że zaraz po nas, są najsilniejsza drużyną w lidze. Znajdują się w gronie faworytów do sięgnięcia po tytuł mistrzowski, więc naprawdę fajnym uczuciem było wygrać i zobaczyć jak to będzie wyglądało w fazie play off – wyjaśnił„na gorąco” Lehtimäki.

Skandynawską siłą GieKSa w tym sezonie stoi. W derbowym pojedynku grupa fińsko-szwedzkich stranieri kolejny raz była ważnym ogniwem drużyny, mając udział przy trzech trafieniach drużyny. Coraz swobodniej w tej grupie czuję się również Miro Lehtimäki, którego obecność na lodzie coraz mocniej zaznacza się w grze drużyny.

–Tak, czuję się coraz bardziej pewny siebie. Zdążyłem już bliżej poznać system gry, rozumiem czego trener oczekuje zarówno ode mnie jak i od całej drużyny. To była kwestia paru gier do rozegrania, teraz mogę powiedzieć, że czuje się w Katowicach naprawdę dobrze – dodał napastnik.
GKS Katowice oraz GKS Tychy, to zespoły które w ostatnich sezonach rozdzieliły między siebie sporą liczbę trofeów, niejednokrotnie rywalizując o nie w bezpośrednich pojedynkach. Wiele z tych decydujących spotkań, miało przebieg zbliżony do niedzielnych derbów, podczas których nie brakowało twardej gry, a wynik pozostawał otwartą kwestią do samego końca. Czy Miro Lehtimäki czuję się gotowy na taką rywalizację w zbliżających się play-offach?

–Oczywiście! Uwielbiam fizyczną grę. Chociaż uważam, że naszą drużynę stać na jeszcze większą dozę fizyczności. Mam na myśli te momenty kiedy możemy jeszcze mocniej naciskać rywala w forecheckingu,czy szybciej pracować w backcheckingu. Sądzę, że stać nas na to – podkreślił 27-latek.
Dla zawodnika nie jest to pierwszy kontakt z polską ligą. W sezonie 2021/2022 rozegrał w barwach KH Energi Toruń 8 spotkań, w których zdobył jednego gola oraz zanotował trzy asysty. Czym jego zdaniem charakteryzuje się TAURON Hokej Liga?

– Gra się tutaj w stylu, który mi odpowiada. Akcje rozgrywa się w naprawdę dobrym tempie, a zawodnicy nie odmawiają sobie fizyczności – podsumował Miro Lehtimäki.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Maks

    30 stycznia 2024 at 19:01

    Burak , wypier…… z GieKSy !!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga