Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Hokeiści GieKSy szykują się na Puchar Kontynentalny. Mistrzowie Polski zagrają we Włoszech
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Drużyna żeńska w środę rozegrała spotkanie w ramach rozgrywek Pucharu Polski w którym pokonała Ślęzę Wrocław 4:1 (0:2). W 1/16 finału nasz zespół zmierzy się z Pogonią w Szczecinie. Mecz zostanie rozegrany w ostatni weekend listopada. W niedzielnym spotkaniu ligowym rozegranym na wyjeździe, ze Śląskiem Wrocław drużyna zremisowała 2:2 przegrywając do przerwy 1:2. Najbliższe spotkanie ligowe zespół rozegra w sobotę 18 listopada, z TME/UKS SMS Łódź. Mecz rozpocznie się o godzinie 15:15 i będzie transmitowane na kanale TVP Sport. Również w niedzielę piłkarze pokonali w ramach rozgrywek I ligi, GKS Tychy 1:0 (0:0). Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie męska drużyna rozegra 25 listopada, na wyjeździe z Wisłą Kraków.
Siatkarze przegrali kolejne spotkanie tym razem z Jastrzębskim Węglem, 1:3. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania: dzisiaj, na wyjeździe z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (od godziny 17:30) oraz w niedzielę ze Stalą Nysa. Spotkanie ze Stalą rozpocznie się o godzinie 20:30.
Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie w najbliższy weekend wezmą udział w turnieju Pucharu Kontynentalnego rozgrywanym we włoskiej Cortina d’Ampezzo. Pierwsze spotkanie zespół rozegra w piątek 17 listopada, od godziny 16:30 z Ferencvárosi TC. W sobotę, 18 listopada, od godziny 20:30 hokeiści zmierzą się z SG Cortina. Ostatni turniejowy mecz drużyna rozegra w niedzielę, 19 listopada z Herning Blue Fox. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 16:30.
PIŁKA NOŻNA
pilkanozna.slezawroclaw.pl – Ślęza przegrała ale nie zawiodła w meczu z Mistrzem Polski
W meczu 1/32 rozgrywek Orlen Pucharu Polski Kobiet, Ślęza Wrocław przegrała z GKS-em Katowice 1:4.
Nie było sensacji w meczu w którym beniaminek I ligi rywalizował z Mistrzem Polski. Z postawy naszych piłkarek możemy być jednak naprawdę zadowoleni. Chcieliśmy, by zagrały one z ambicją i wolą walki i to też w wykonaniu wrocławianek zobaczyliśmy. Na tle zespołu z najwyższej z możliwych w naszym kraju półek, drużyna Ślęzy wstydu nie przyniosła, a wręcz przeciwnie. Wygrał jednak zespół lepszy, bo takim był GKS, co jednak dziwić nikogo nie powinno.
Mistrz Polski przyjechał do Wrocławia w swoim praktycznie najmocniejszym składzie. Zaskoczeniem dla kibiców mogła być jednak jedenastka, jaką desygnował do gry trener Arkadiusz Domaszewicz. Znalazły się w niej trzy dziewczyny, które w rozgrywkach ligowych ani razu nie wybiegały na boisko w podstawowym składzie – Dasza Krawczuk (6 meczów/137 minut), Wiktoria Tyza (3/67) i Nikola Raszkowska (1/11).
Choć GKS w pierwszej połowie miał optyczną przewagę, to sytuacji do strzelenia goli miał bardzo niewiele, bo zaledwie trzy. Pierwszą już w 4 min. gdy po strzale Nikoli Brzęczek, bardzo dobrze interweniowała Amelia Niedzielska. Kolejne dwie zakończyły się już golami. w 26 min. po uderzeniu z rzutu wolnego Anity Turkiewicz, piłka odbiła się od słupka, a skuteczną dobitką popisała się Marlena Hajduk. W 32 min. rozmiary prowadzenia gości zwiększyła Anita Turkiewicz, skutecznie kończąc składną akcję GKS-u. W przerwie trener Domaszewicz wymienił trzy zawodniczki chcąc zagrać bardziej ofensywnie. Mecz stał się przez to bardziej otwarty, ale konsekwencją tego otwarcia ze strony 1KS-u, był stracony gol w 56 min, którego autorką była Anna Konkol. Katowiczanki miały też swoje kolejne szanse, ale na przeszkodzie ku temu by strzeliły kolejne bramki, stała bardzo dobrze spisująca się w bramce Niedzielska. W 75 min. bardzo bliska zdobycia gola dla Ślęzy była Karolina Larska, która bardzo dobrze przymierzyła z rzutu wolnego, ale jeszcze lepiej spisała się stojąca w bramce GKS-u. W 76 min. Weronika Klimek gola strzeliła Dominika Misztal, choć naszym zdaniem nie powinno go być, bowiem w tejże akcji jedna z katowiczanek absolutnie faulowała Kingę Podkowę. Było ju zatem 0:4, ale ten wynik nie sprawił, że dziewczyny reprezentujące żółto-czerwone barwy spuściły głowy. One nadal dążyły do strzelenia choćby honorowego gola i za te dążenia doczekały się nagrody. W 90 min. Oliwie Szewczyk z rzutu wolnego dośrodkowała piłkę w pole karne, a strzałem głową piłkę w siatce umieściła Oliwia Adamiec.
kobiecyfutbol.pl – Rozlosowano pary 1/16 finału Orlen Puchar Polski
W siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej rozlosowano pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski. Spotkania rozegrane zostaną 25 listopada.
Hitem tej fazy rozgrywek będzie spotkanie wicelidera Orlen Ekstraligi i aktualnego mistrza Polski GKS-u Katowice z liderem Ekstraligi Pogonią Szczecin. Broniący tytułu UKS SMS Łódź zagra w Rybniku z miejscowym ROW-em.
Pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski:
GKS Katowice – Pogoń Szczecin
Lech UAM II Poznań – TP Ostrovia 1909 Ostrów Wlkp.
UKS Zorza Pęgów – Sportis KKP Bydgoszcz
KKPK Medyk POLOmarket Konin – GKS Górnik Łęczna
Hydrotruck Czwórka Radom – WKS Śląsk Wrocław
Zły Praga Warszawa – KKS Czarni Antrans Sosnowiec
CWKS Resovia Rzeszów U18 – PTC II Pabianice
MKS Tauron Myszków – Bielawianka Bielawa
Victoria Niemcz Osielsko – KS SWD Wodzisław Śląski
UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna II – BTS Rekord Bielsko Biała
AP Orlen Gdańsk U18 – Unia Lublin
Juna-Trans Stare Oborzyska – Skra Częstochowa
Lech UAM Poznań AP – Orlen Gdańsk
KS Wanda Kraków – Stomilanki Olsztyn
CWKS Resovia Rzeszów – Energa Checz Gdynia
TS ROW Rybnik – UKS SMS Łódź
Orlen Ekstraliga: fenomenalne widowisko we Wrocławiu!
Wrocławianki są na fali wznoszącej, bez wątpienia znajdują się w dobrej formie, z kolei wiceliderki z Katowic nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów, chcąc dotrzymać kroku Pogoni Szczecin. Te okoliczności gwarantują nam niesamowicie ciekawe spotkanie.
Pierwsze minuty spotkania przebiegały raczej w spokojnym tempie. Jako pierwsze swoją okazję do zdobycia bramki miały aktualne mistrzynie Polski, katowiczanki w 9. minucie wykonywały rzut wolny z prawej strony pola karnego. Bardzo niebezpieczne uderzenie zmierzające pod poprzeczkę na rzut rożny sparowała Anna Bocian. Corner nie przyniósł większego zagrożenia. W 18. minucie spotkania w dobgodnej sytuacji strzeleckiej znalazła się Karolina Iwaśko, nieczysto jednak trafiła w piłkę i nie wykorzystała swojej szansy. Chwilę później wrocławianki miały wielkie powody do radości, wyszły bowiem na prowadzenie po bezbłędnym wykończeniu akcji przez Marcelinę Buś. Zawodniczka Śląska dostała bardzo precyzyjne podanie z okolic linii środkowej boiska, świetnie opanowała piłkę i wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Minęły zaledwie dwie minuty i drugi, skuteczny cios wyprowadziły piłkarki ze stolicy Dolnego Śląska! Dwubramkowe prowadzenie swojej drużynie zapewniła ponownie Marcelina Buś, tym razem uderzając sprzed linii pola karnego. Rewelacyjny, techniczny strzał w kierunku prawego słupka nie dał szans na skuteczną interwencję Weronice Klimek.
Katowiczanki nie zwiesiły jednak głów, wręcz przeciwnie, podniosły głowy i wzrok wysoko, co pozwoliło na perfekcyjne, dalekie podanie za linię obrony do Dżesiki Jaszek. Snajperka GieKSy świetnie zachowała się w polu karnym i delikatnym uderzeniem skierowała piłkę do bramki obok bezradnej Anny Bocian, to była 23. minuta meczu. We Wrocławiu jesteśmy świadkami wspaniałego spotkania! W 27. minucie spotkania wrocławianki próbowały swoich sił strzałem z dystansu, uderzenie było jednak bardzo niecelne. Trzy minuty później katowiczanki wykonywały rzut wolny z prawego skrzydła, dośrodkowanie było jednak zbyt wysokie, zbyt głębokie i bez problemu piłkę złapała Anna Bocian. W 37. minucie gry WKS przeprowadził bardzo ładną, wielopodaniową akcję, prostopadłe podanie okazało się jednak zbyt mocne i piłka wylądowała w dłoniach Weroniki Klimek. Na pięć minut przed zakończeniem czasu gry w pierwszej połowie w niezłej sytuacji strzeleckiej znalazła się Dżesika Jaszek. Musiała jednak gonić piłkę i na wślizgu oddała strzał z ostrego kąta, strzał niecelny. Kolejne minuty nie przynosiły zmiany rezultatu. Swoją szansę miały wrocławianki w trzeciej minucie czasu doliczonego do pierwszej połowy, dośrodkowanie z głębi pola było jednak niedokładne. Chwilę później sędzia Anna Wesołowska zaprosiła piłkarki do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu WKS-u.
Na drugą część pojedynku obie drużyny wybiegły w niezmienionych składach. Jako pierwsze zagrożenie pod bramką rywalek stworzyły w 49. minucie meczu aktualne mistrzynie Polski, corner nie przyniósł jednak zmiany rezultatu. W 52. minucie spotkania swoją akcję pod polem karnym rywalek konstruowały zawodniczki z Katowic, straciły piłkę przed “szesnastką”, sędzia Anna Wesołowska nie odgwizdała przewinienia mimo licznych protestów zespołu przyjezdnego. Błyskawiczną kontrę przeprowadziły wrocławianki, piłka trafiła do Aleksandry Żurek, której strzał był minimalnie niecelny, było bardzo blisko podwyższenia prowadzenia. Po tej sytuacji czerwoną kartką ukarany został jeden z członków sztabu szkoleniowego GKS-u. W 57. minucie gry w polu karnym Weroniki Klimek znalazła się Marcelina Buś, kibice WKS-u domagali się rzutu karnego, tymczasem to zawodniczka z Wrocławia w tej sytuacji dopuściła się przewinienia. Dwie minuty później w dogodnej sytuacji znalazła się Dżesika Jaszek, niewiele zabrakło do doprowadzenia do wyrównania. Na Kłokoczycach dzieje się dzisiaj niesamowicie dużo!
W 65. minucie gry wrocławianki wykonywały rzut rożny, dośrodkowanie Kamili Czudeckiej bez problemu złapała jednak Weronika Klimek. W 68. minucie meczu świetnie w pole karne Anny Bocian dośrodkowywała Anita Turkiewicz, piłka trafiła na głowę Dżesiki Jaszek, która świetnym uderzeniem głową umieściła ją w siatce. Radość została jednak szybko zgaszona przez sędzię asystentkę Nicolę Stoklosę, która słusznie uniosła w górę chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną. W 71. minucie meczu rewelacyjną okazję na doprowadzenie do remisu miała Dżesika Jaszek, zabrakło jednak centymetrów, aby z najbliższej odległości skierowała piłkę do bramki rywalek. Kilkadziesiąt sekund później dość szczęśliwie w polu karnym piłka znalazła się pod nogami Anity Turkiewicz, która strzałem wewnętrzną częścią stopy pokonała Annę Bocian. Ten gol gwarantuje nam niesamowicie interesującą końcówkę spotkania!
Do końca dzisiejszego meczu bliżej zdobycia trzeciej bramki były piłkarki WKS-u Śląska Wrocław, przy czym podkreślić też trzeba, że swoje szanse miały również katowiczanki. Oby jak najwięcej takich spotkań w Orlen Ekstralidze i nie tylko, na takie spotkania czekamy na wszystkich boiskach, na których występują kobiety. Coś wspaniałego! Z przebiegu całego spotkania pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest to remis ze wskazaniem na Śląsk, żal, że ten mecz się już zakończył.
sportdziennik.com – Oczekiwanie zakończone
GKS Katowice w końcu się odblokował. Po ponad dwóch miesiącach wygrał spotkanie. Czy to oznacza powrót na właściwe tory?
Spotkanie z GKS-em Tychy nie było dla katowiczan łatwą przeprawą. Przede wszystkim obie drużyny starały się nie stracić bramki, przez co kibice nie oglądali zbyt porywającego widowiska. Długo wydawało się, że żadna ze stron nie zdobędzie w tej rywalizacji gola, jednak w końcu nadeszło przełamanie. Przełamanie, na które czekali przede wszystkim kibice ze stolicy województwa śląskiego. Bramkę zdobył Sebastian Bergier, napastnik GieKSy. Jak się później okazało, było to jedyne trafienie w tym meczu, które ostatecznie pozwoliło cieszyć się ze zwycięstwa ekipie z Bukowej. – Najważniejsza jest wygrana. Czekaliśmy na wygraną ponad 2 miesiące. Wszystko ułożyło się w spotkaniu jak należy. Strzeliliśmy jedną bramkę, nie straciliśmy żadnej i mamy 3 punkty – skomentował krótko pojedynek zdobywca bramki.
Trudno jest sobie wymarzyć lepszy moment na przełamanie niż w meczu derbowym. Na trybunach czuć było nie tylko zniecierpliwienie miejscowych fanów, ale przede wszystkim widoczna była atmosfera piłkarskiego święta. Kibice z Katowic przygotowali specjalną oprawę okraszoną pirotechniką. To spowodowało przy okazji uatrakcyjnienie sportowych zmagań, które w głównej mierze toczyło się w ślimaczym tempie. Wsparcie dla zespołu było słyszalne przez całe spotkanie, choć nie zabrakło również obelg pomiędzy dwoma ekipami kibicowskimi – fani z Tychów wypełnili w niedzielę sektor gości.
Dla tyszan był to mecz wyjątkowy nie tylko z powodów derbowych, ale również absencji w zespole. W trakcie meczu zabrakło nawet pierwszego trenera Dariusza Banasika, który pauzował za kartki. – Do tego meczu przystąpiliśmy w eksperymentalnym zestawieniu. W poprzednim meczu dostaliśmy sporo żółtych kartek, wypadło nam dwóch podstawowych środkowych obrońców. Dodatkowo mieliśmy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o pracę w sztabie – trzech trenerów nie mogło uczestniczyć w tym spotkaniu – powiedział podczas konferencji prasowej Bernard Kapuściński, na co dzień drugi trener GKS-u Tychy, który w niedzielę w ramach zastępstwa był głównym opiekunem zespołu.
Katowicka GieKSa wykorzystała to, że tyszanie do meczu przystąpili osłabieni. Choć zwycięstwo nie było przekonujące, to ostatecznie w futbolu liczy się to, który zespół strzelił więcej bramek. W tym przypadku podopieczni trenera Rafała Góraka byli lepsi od swoich przeciwników. Głównym bohaterem spotkania był wcześniej wspomniany Bergier. Jak na napastnika przystało, był tam, gdzie być powinien. Znalazł dla siebie miejsce w polu karnym i wykorzystał zamieszanie pod bramką Macieja Kikolskiego, dzięki czemu strzelił 5. bramkę w sezonie.
– Dla napastnika to jest najważniejsze. Buduje każda bramka oraz każda asysta. W momencie, gdy uda się do tego zanotować 3 punkty, jest to wymarzony dzień – stwierdził po spotkaniu snajper GKS-u. Czy jego gol, a w konsekwencji zwycięstwo przyniesie przełamanie w zespole po dwumiesięcznym rozbracie ze zwycięstwami? – Miejmy nadzieję! Trochę punktów nam uciekło, ale też można powiedzieć, że szczęście nam nie dopisywało. Teraz mam nadzieję, że karta się odwróci i pójdziemy w dobrą stronę – podkreślił Bergier. Sytuacja katowiczan wcale nie jest tak fatalna, jak mogłoby się wydawać. Po długiej przerwie od zwycięstw teraz są na 11. pozycji w tabeli, a do strefy barażowej tracą jedynie 4 punkty. Więc, choć to zadziwiające, wciąż są w kontakcie z czołówką.
Pewna bariera została przekroczona. GieKSa w końcu pokonała swoje demony. Teraz z pewnością czeka ją trudniejsze zadanie. Nie sztuką jest wygrać jeden mecz i znów czekać miesiącami na kolejne 3 punkty. Jak mówi Sebastian Bergier, podczas okresu porażek i remisów nadzieja w zespole nie umarła. – Z tygodnia na tydzień staraliśmy się podchodzić do naszej sytuacji ze spokojem. Wiadomo, że w głowach trochę siedziało to, że nie mogliśmy zwyciężyć. Teraz wierzę, że zwycięstwo doda nam pewności siebie i pójdziemy do przodu – mówił snajper GKS-u.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Jastrzębie po raz piąty
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla utrzymali miano drużyny niepokonanej i wygrali derbowe spotkanie wyjazdowe z GKS-em Katowice 3:1.
Po pierwszym secie wydawało się, że mecz będzie trwał godzinę z prysznicem. Jednak później gospodarze zagrali zdecydowanie lepiej i przy odrobinie szczęścia mogli się pokusić o urwanie jeszcze jednego seta.
Siatkarze z Jastrzębia byli zdecydowanym faworytem i potwierdzili to w pierwszym secie. Zaczęli z wysokiego „C” i szybko zbudowali przewagę. Pierwszy czas trener Grzegorz Słaby wziął już przy 1:5. Przy 1:7 miejsce Łukasza Kozuba na pozycji rozgrywającego zajął Piotr Fenoszyn, który w tym sezonie debiutuje w PlusLidze. Przewaga gości była przygniatająca. Przy stanie 5:20 na parkiecie pojawił się duet przyjmujących Marcin Waliński – Wiktor Mielczarek. Ten pierwszy pokazał się z dobrej strony, trzy razy skutecznie zaatakował i dwa razy zablokował. On w końcowych fragmentach zdobył tyle samo punktów co koledzy przez 3/4 seta. Na finiszu katowiczanie trochę podreperowali konto punktowe, ale o tej odsłonie należało jak najszybciej zapomnieć. Kolosalna różnica była w skuteczności w ataku (25% – 52%).
Waliński, rzecz jasna, pozostał na boisku, zaś jego koledzy dołączyli do jego poziomu gry. I obserwowaliśmy zupełnie inny przebieg gry. Tym razem gospodarze grali jak równy z równym, choć goście posiadali nieznaczną przewagę. Jednak końcowe fragmenty były niezwykle emocjonujące, a w roli głównej wystąpił Waliński. Dwa razy doprowadzał do remisu, natomiast chwilę później wyprowadził GKS na prowadzenie 24:23. Jednak po analizie wideo okazało się, że Benjamin Toniutti popełnił błąd przełożenia rąk na drugą stronę siatki. I gospodarze doprowadzili do remisu w meczu. A w kolejnej odsłonie nadal stawiali silny opór. Przegrywali zaledwie punktem (19:20) i zanosiło się znów na emocjonującą końcowkę. Gospodarze podjęli ryzyko w polu serwisowym i w rezultacie popełnili trzy błędy. Przez to goście mieli ułatwione zadanie. Partię zakończył Moustapha M’Baye. Kolejna odsłona miała podobny przebieg, ale ostatecznie goście w końcowych fragmentach znów byli skuteczniejsi. Gospodarze, poza pierwszym setem, grali dobrze, zaś pierwszoplanową postacią był niewątpliwie Waliński.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 1:3 (14:25, 25:23, 22:25, 22:25)
HOKEJ
hokej.net – Monto: Czekają nas trudne spotkania
– Jeżeli chodzi o Polskę, jak dotąd najwięcej czasu spędziłem w Katowicach i bardzo lubię to miasto, dobrze mi się tutaj żyje i mogę się dzięki temu w pełni skupić na zawodowej grze w hokeja – tak o życiu w Katowicach wypowiedział się Joona Monto, na łamach oficjalnego serwisu GKS-u Katowice. Wkrótce podopiecznych Jacka Płachty czekają występy w Pucharze Kontynentalnym.
Przypomnijmy, że mistrzowie Polski są obecnie jedyną, niepokonaną drużyną do tej pory w lidze. W 17 spotkaniach zaksięgowali 48 punktów i stracili zaledwie 3 „oczka”.
– Doskonale zdajemy sobie sprawę, że mierzymy się w lidze z bardzo dobrymi zespołami, ale i nasza drużyna ma w sobie wielką jakość. Mówiąc szczerze, chyba nikt z nas nie spodziewał się, że będziemy w stanie wygrać tyle meczów z rzędu i tym bardziej nas to cieszy, bo to imponująca seria. Było w tym sezonie kilka spotkań, w których byliśmy na granicy porażki, ale zawsze znajdowaliśmy sposób na to, by zmienić scenariusz spotkania– powiedział Joona Monto.
– Musimy przełożyć te zwycięstwa na pewność siebie i świadomość, że możemy dokonać wiele, ale jednocześnie przyda się trochę pokory. Musimy być nadal głodni zwycięstw i dobrej gry. Nie możemy powiedzieć, że we wszystkich naszych wcześniejszych meczach graliśmy idealnie przez 60 minut, a do tego trzeba dążyć, choć to trudne– dodał.
Coraz bliżej są też spotkania w ramach trzeciej rundy Pucharu Kontynentalnego, który odbędzie się w dniach 17-19 listopada, a mistrzowie Polski zmierzą się w nim w grupie F z SG Cortina, Herning Blue Fox oraz FTC Budapeszt.
– To będzie inne doświadczenie niż rozgrywanie meczów w polskiej lidze, ale czuję, że jesteśmy dobrze przygotowani na wyzwanie międzynarodowe, jakie nas czeka we Włoszech, a najważniejsze jest to, że jedziemy tam z przeświadczeniem, że stać nas na wygrywanie. Ciężko powiedzieć, czego dokładnie się spodziewać w Cortina d’Ampezzo. Zmierzymy się z trzema zespołami o wysokiej jakości gry i z klasowymi zawodnikami w swoich składach– stwierdził 29-letni środkowy.
– Czekają nas trudne spotkania, ale myślę, że nasze niedawne doświadczenie gry w Hokejowej Lidze Mistrzów powinno zaprocentować także w tym roku, kiedy będziemy występować w Pucharze Kontynentalnym. Taki kilkudniowy zagraniczny wyjazd i możliwość reprezentowania Polski i Katowic w europejskich pucharach będzie ciekawą przygodą dla całej naszej drużyny– dodał.
Dla Fina jest to już trzeci sezon rozgrywany w GKS-ie Katowice. W tym czasie rozegrał 126 spotkań ligowych, w których zaksięgował 81 punktów za 24 bramki i 57 asyst.
– Jeżeli chodzi o Polskę, jak dotąd najwięcej czasu spędziłem w Katowicach i bardzo lubię to miasto, dobrze mi się tutaj żyje i mogę się dzięki temu w pełni skupić na zawodowej grze w hokeja. Pierwsze skojarzenie związane z Katowicami? Restauracje – jest tutaj wiele miejsc, gdzie można zjeść bardzo doby posiłek i spotkać się w miłej atmosferze ze znajomymi czy rodziną, która odwiedza mnie w Polsce– przyznał katowicki napastnik.
– Polska ma wiele miast, które mogą być ciekawe dla turystów z całej Europy, takie jak Kraków, Gdańsk czy Warszawa. Z tego, co wiem, sporo moich rodaków odwiedza Polskę podczas wakacji czy urlopów i bardzo sobie chwali ten kraj jako bezpieczne, dobre do życia miejsce pełne atrakcji historycznych. Sam nie mam okazji do częstych podróży po Polsce za wyjątkiem wyjazdów na mecze, ale kiedy tylko mam nieco więcej wolnego czasu, staram się poznawać różne miejsca–zakończył.
wkatowicach.eu – Hokeiści GieKSy szykują się na Puchar Kontynentalny. Mistrzowie Polski zagrają we Włoszech
GKS Katowice, jako Mistrz Polski w hokeju na lodzie, ma prawo do reprezentowania naszego kraju w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. Mecze trzeciej rundy tych rozgrywek z udziałem hokeistów z Katowic zaplanowano na dni 17-19 listopada.
Coraz mniej czasu pozostaje hokeistom z Katowic na przygotowania do rywalizacji w Pucharze Kontynentalnym. Mistrzowie Polski z GKS-u Katowice rozpoczną swój udział w tych rozgrywkach od trzeciej rundy, zaplanowanej na dni 17-19 listopada. GieKSa znalazła się w grupie F, której mecze będą rozgrywane we włoskiej miejscowości Cortina d’Ampezzo.
Rywalami hokeistów z Katowic na tym etapie rozgrywek będą:
duński zespół Herning Blue Fox,
włoski klub SGC Hafro Cortina
oraz zwycięzca grupy D z drugiej rundy Pucharu – Ferencvaros.
Turniej finałowy nadchodzącej edycji Pucharu Kontynentalnego zostanie rozegrany w dniach 12-14 stycznia 2024 r. Wezmą w nim udział po dwie najlepszej drużyny z grup E i F. Przypomnijmy, że GKS Katowice po raz ostatni brał udział w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2018/2019 i zajął trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji tych rozgrywek, ustępując drużynom Arłan Kokczetaw i Belfast Giants.
GKS Katowice w Pucharze Kontynentalnym – terminarz meczów
17.11.2023 16:30 GKS Katowice – Ferencvárosi TC
18.11.2023 20:30 GKS Katowice- SG Cortina
19.11.2023 16:30 GKS Katowice – Herning Blue Fox
Od początku tego sezonu, Mistrzowie Polski ulegli rywalom tylko raz, jednak nie był to mecz ligowy, ale spotkanie o Superpuchar Polski z GKS-em Tychy. Tyszanie zdobyli trofeum na własnym lodowisku, jednak w wyścigu po tytuł hokejowego Mistrza Polski GKS Katowice nie ma sobie równych. GieKSa wygrała wszystkie 17 spotkań w Tauron Hokej Lidze i jest liderem tabeli.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze