Piłka nożna
Dziś Pucharowy Śląski Klasyk
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze. Spotkanie zostanie rozegrane w ramach rozgrywek Pucharu Polski.
roosevelta81.pl – Śląski Klasyk. Rywalizacja Górnika z GieKSą w pigułce
W środę punktualnie o godz. 21:00 w Katowicach przy ul. Bukowej rozpocznie się mecz I rundy Pucharu Polski, pomiędzy GKS-em Katowice, a Górnikiem Zabrze. Obie drużyny po 13. staną w szranki w ramach rozgrywek pucharowych. Rozpoczęło się od niespodziewanego zwycięstwa GieKSy, a miało to miejsce blisko 60 lat temu!. Ostatni mecz miał miejsce ubiegłej jesieni i wówczas lepsi okazali się „Trójkolorowi z Zabrza. Raz zespoły Górnika i GKS-u spotkały się w finale Pucharu Polski. Poniżej w małej pigułce przedstawiamy historię tych pojedynków.
Edycja 1963/64
Spotkanie odbyło się w grudniu 1963 roku, co może nieco dziwić, ponieważ oficjalnie GKS Katowice powstał w 1964 roku. Do podjęcia decyzji o utworzeniu klubu sportowego o nazwie Górniczy Klub Sportowy „Katowice” doszło dokładnie 5 listopada 1963 roku. Zatwierdzono statut i przyjęto oficjalne barwy, złoto-zielono-czarne, a godłem stał się herb miasta Katowice. Uchwała została uprawomocniona 27 lutego 1964 roku i ten dzień uznajemy jako datę powstania Klubu. To tyle, jeśli chodzi o krótką genezę powstania GieKSy. Dodajmy jeszcze mecz dobył się na obiekcie Rapidu Wełnowiec. Naszpikowany gwiazdami Górnik, czterokrotny wówczas Mistrz Polski, uległ niespodziewanie drużynie z Katowic i pożegnał się z rozgrywkami.
1/16 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:0
(Strzelczyk, Olszówka)
Edycja 1974/75
Do rewanżu doszło jedenaście lat później. Górnik zwyciężył w Katowicach 1:0, a złotego gola zdobył Ireneusz Lazurowicz. W półfinale zabrzanie musieli uznać wyższość druzynie ROW II Rybnik.
1/4 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:1
(Lazurowicz 30′)
widzów: 8000
Edycja 1985/86;
Pierwszy i jedyny finał w takim składzie. Na wypełnionym 55 tysiącami kibiców Stadionie Śląskim, GKS pokonał Górnika aż 4:1. Rozstrzygnięcie, a przede wszystkim jego rozmiary, były dużą niespodzianką. Zabrzanie rządzili wówczas ligą, natomiast GieKSa dopiero rozpoczynała swoje najlepsze lata. W obu drużynach nie brakowało reprezentantów Polski.
Finał
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:4
(Komornicki 48′ – Furtok 23′, 28′, 87′, Koniarek 85′)
widzów: 55000
Edycja 1986/87
W następnej edycji Górnik miał okazję do rewanżu, ale ponownie górą byli katowiczanie. Tym razem o awansie decydował dwumecz i oba spotkania zakończyły się wygraną GKS-u.
1/4 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0
(Koniarek 63′)
widzów: 15000
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:2
(Pałasz 70′ – Furtok 8′, 80′)
widzów: 20000
Edycja 1990/91
Lata dziewięćdziesiąte to już dla Górnika, z małymi wyjątkami, zjazd sportowo organizacyjny. GieKSa jeszcze przez kilka sezonów potrafił utrzymywać się w ligowej czołówce, a także zaznaczyć swoją obecność w rozgrywkach europejskich. Kolejny dwumecz przyniósł kolejny sukces katowiczanom, choć losy awansu rozstrzygnęły się w dogrywce.
1/4 finału
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0
(Cyroń 21′)
widzów: 5306
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:0, pd. 2:0
(M. Świerczewski 65′ k, Walczak 98′ )
widzów: 3000
Edycja 1991/92
Jeszcze więcej dramatyzmu mieliśmy rok później, wówczas to w 1/8 decydował jeden mecz. W regulaminowym czasie gry kibice przy Przy Bukowej goli nie oglądali. Konkurs rzutów karnych lepiej wykonywali zabrzanie i to oni zameldowali się w kolejnej rundzie. Górnik w tej edycji dotarł aż do finału, gdzie sensacyjnie uległ 2. ligowej (odpowiednik obecnej 1. ligi) Miedzi Legnica.
1/8 finału
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:0; k 1:3
(karne: 0:0 Lesiak (Bęben obronił), 0:1 Wałdoch, 0:1 Guruli (Bęben obronił), 0:2 Cyroń, 0:2 M. Świerczewski (uderzył nad poprzeczką), 0:2 Zagórski (Jojko obronił), 1:2 Książek, 1:3 Piotrowicz)
widzów: 2000
Edycja 2001/02
Na następny, pucharowy Ślaki Klasyk kibice obu drużyn czekali niemal dekadę. Przy Roosevelta Górnik pewnie pokonał derbowego rywala, aplikując katowiczanom aż cztery gola. łupem bramkowym podzielili się: Adam Kompała (ostatni polski król strzelców w barwach Górnika), Piotr Gierczak (obecny asystent Jana Urbana) trafił dwukrotnie oraz obecny selekcjoner reprezentacji Polski – Michał Probierz.
1/16
Górnik Zabrze – GKS Katowice 4:1
(Kompała 47′, Gierczak 74′, 84′, Probierz 86′)
widzów: 995
Edycja 2004/05
Ówczesne rozgrywki Pucharu Polski rozgrywały się w … grupach. Górnik oprócz GKS-u rywalizował jeszcze z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Skalnikiem Gracze. „Trójkolorowi” wygrali oba mecze z katowiczanami i całą grupę. W następnej rundzie, rozgrywanej już systemem pucharowym, zabrzan wyeliminował Legia.
Górnik Zabrze – GKS Katowice 1:0
(Gorszkow 42′ s)
widzów: 2000
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2
(Markowski 41′ k – Chałbiński 18′, Liczka 37′)
widzów: 1000
Edycja 2008/09
Sezon 208/09 dla Górnik zakończył się drugi w historii spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednym z nielicznych momentów, gdy zabrsy fani mieli powody do radości w tamtym czasie, była choćby pucharowa wygrana w Katowicach. Znów do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, jednak tym razem to Górnik cieszył się po 120 minutach. Trzy bramki dla zabrzan zdobył Piotr Madejski, raz trafił Marcin Wodecki.
1/16
GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:4
(Plewnia 20, Iwan 42′, Markowski 86′ – Madejski 32′, 39′, 112′, Wodecki 78′)
widzów: 7000
Edycja 2022/23
Ostatni pojedynek w ramach Pucharu Polski obie drużyny stoczyły w październiku ubiegłego roku. Spotkanie znów odbywało się przy Bukowej, tym razem jednak trybuny świeciły pustkami z powodu bojkotu katowickich fanów, z którymi solidaryzowała się Torcida. Sam mecz przybrał zły obrót dla Górnika, który po pierwszej części przegrywał 0:1. Po zmianie stron sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi, wziął Lukas Podolski. Poldi najpierw doprowadził do wyrównania, by na kilka minut przed końcem zdobyć drugiego gola i przesądzić o wygranej zabrzan.
GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2
(Jędrych 41′ k – Podolski 57′, 87′)
widzów: 1145
gol24.pl – Dziś Pucharowy Śląski Klasyk. Pamiętacie ostatni mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze? I akcję Podolskiego z furtką?
Dziś o godzinie 21 rozpocznie się na Bukowej mecz Fortuna Pucharu Polski pomiędzy GKS Katowice i Górnikiem Zabrze. Na trybunach zasiądzie kilka tysięcy zaprzyjaźnionych ze sobą kibiców obu klubów, a my przypominamy, jak wyglądało ostatnie spotkanie tych zespołów. A działo się wtedy sporo…
Na pucharowy Śląski Klasyk przygotowano 7.455 biletów. Tym razem nie będzie podziału na gospodarzy i gości, a fani obu klubów będą siedzieć obok siebie. Zorganizowana grupa sympatyków Torcidy zajmie sektor na trybunie głównej. Puste pozostaną natomiast miejsca z reguły przeznaczone dla przyjezdnych, czyli za bramką.
[…] Mecz będzie miał regionalną otoczkę. Jest zresztą reklamowany filmikiem, na którym w Parku Śląskim Orkiestra Dęta Katowice gra„Poszła Karolinka do Gogolina”, a Bartosz Jaroszek i Paweł Olkowski zapraszają hasłem „Gromy w komplecie”. Po śląsku będzie także w punktach kulinarnych. Poza klasycznymi propozycjami kibice będą mogli kupić także zestaw krupniok plus piwo (cena 25 zł).
GKS i Górnik po raz ostatni zmierzyły się – także w Fortuna Pucharze Polski – niemal rok temu. 20 pażdziernika 2022 zabrzanie w 1/16 wygrali na Bukowej 2:1, a na gola Arkadiusza Jędrycha (41-karny) dwukrotnie odpowiedział Lukas Podolski (57, 87). Były mistrz świata został później bohaterem kibiców, gdy kazał ochroniarzom otworzyć furtkę, by piłkarze mogli podziękować fanom prowadzącym wcześniej doping zza ogrodzenia (w Katowicach trwał bojkot domowych meczów GieKSy – przyp. red.). Zobaczcie zdjęcia z tamtego spotkania.
Oba zespoły przegrały ostatnie mecze w swoich ligach. Katowiczanie, z dwoma czerwonymi kartkami, zostali rozbici w Gdańsku przez Lechię 1:5, a zabrzanie w doliczonym czasie gry zostali trafieni w Warszawie przez Legią (1:2).
Puchar Polski dla słabo spisującego się w Ekstraklasie Górnika (14 miejsce, 2 pkt nad strefą spadkową) jest największą szansą na sukces. Prezes Adam Matysek już po zakończeniu poprzedniego sezonu dał do zrozumienia, że marzenia sięgają nawet triumfu w wielkim finale na Stadionie Narodowym.
Smak zdobycia Pucharu znają zresztą oba zespoły: Górnik dokonał tego sześć razy, GKS trzykrotnie.
Mecze GieKSy z czternastokrotnymi mistrzami Polski określa się mianem Śląskiego Klasyku. Nazwa po raz pierwszy została użyta w 2008 roku. W Pucharze rozegrano dwanaście takich spotkań, tylko jeden w 1991 roku zakończył się remisem i rzutami karnymi, co może stanowić dobrą wróżbę dla kibiców biorąc pod uwagę godzinę spotkania.
sportdziennik.com – Po wygraną do Katowic
Przed meczem GKS Katowice – Górnik Zabrze. W meczu przy Bukowej szanse gry dostaną ci, którzy w lidze mają na koncie mniej minut.
Za Górnikiem prestiżowa i przykra porażka w lidze z Legią w niedzielę 1:2, ale też sporo nadziei, bo mecz przy Łazienkowskiej pokazał, że drużynę prowadzoną przez Jana Urbana stać na wiele.
– Zawsze gdy przegrywa się w końcówce, po bramce strzelonej przez rywala w doliczonym czasie, to jest żal i szkoda, że nie udało się zdobyć chociaż jednego punktu. Kilka groźnych kontr w naszym wykonaniu, mieliśmy remis na wyciągnięcie ręki. Niestety, wróciliśmy z niczym. Jesteśmy smutni, ale szybko jest szansa na poprawienie sobie humorów, bo przed nami mecz w Katowicach i chcemy awansować do kolejnej rundy pucharowych rozgrywek – mówi jeden z najlepszych zawodników Górnika w ostatnich tygodniach Sebastian Musiolik.
Pozyskany z Rakowa latem napastnik ma na koncie już 2 ligowe trafienia i jedną cenną asystę, bo zaliczoną w Wielkich Derbach Górnego Śląska z Ruchem. Póki co jest na czele klasyfikacji kanadyjskiej w górniczej ekipie z trzema punktami na koncie.
– W Warszawie zabrakło nam trochę szczęścia i jakości. Raz bramkarz rywala fenomenalnie obronił piłkę. Szkoda, naprawdę szkoda, bo było widać, że Legia miała kłopoty z klarownymi sytuacjami. Zmieniło się to, kiedy na boisku pojawili się zawodnicy z podstawowego składu. Wtedy jakość ich gry była zdecydowanie większa i przeważali. Do tego pomagały im trybuny. Po tym spotkaniu widać jednak, że idzie to u nas w dobrą stronę. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że był to jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Graliśmy z przeciwnikiem top 2 czy 3 naszej ligi. Trzeba wyciągnąć wnioski i już koncentrować się na tym co będzie w najbliższych meczach, na tym pucharowym z GKS Katowice i z Zagłębiem Lubin w lidze – mówi Musiolik.
Czy dobrze grający ostatnio napastnik zagra od pierwszej minuty przy Bukowej czy jednak trener Urban postawi z przodu na kogoś innego? Pamiętać trzeba, że w pucharowych grach obowiązuje limit gry przez całe spotkanie dwóch młodzieżowców, tj. zawodników urodzonych w 2002 roku lub młodszych. Oczywiście posiadających polskie obywatelstwo. W lidze „młodzieżowy etat” należy do rozkręcającego się z kolejki na kolejkę Kamila Lukoszka.
W ataku może grać też mający już swoje minuty w ekstraklasie w tym sezonie 19-letni Mateusz Chmarek (5 spotkań, 139 minut). Do tego nie można zapomnieć o Dominiku Szali. 17-latek z bardzo dobrej strony pokazał się w debiucie z Lechem w Poznaniu. „Górnicy” zremisowali wtedy 1:1 po czym… zniknął z meczowej kadry. W derbach z Ruchem nie było go na ławce. Był poobijany po meczach w kadrze juniorskiej i spotkaniach z Chorwacją i Arabią Saudyjską w czasie reprezentacyjnej przerwy. Nie było go też jednak na ławce przy Łazienkowskiej, a wcześniej już normalnie trenował.
Szansę dostanie być może dzisiaj, tym bardziej, że to przecież gracz, który jest wychowankiem GieKSy! Tam też z powodzeniem występował przez wiele lat jego tata Wojciech, który z pewnością będzie obecny podczas dzisiejszej wieczornej gry.
Kogo jeszcze zobaczymy na boisku? Między słupki powinien „wskoczyć” doświadczony Michał Szromnik. Być może szansę dostaną też inni ostatnio rezerwowi, jak Kryspin Szcześniak czy Michal Siplak. Wielkiego mieszania w składzie jednak raczej nie będzie, bo to nie w stylu trenera Urbana. Poza tym Górnik chce awansować do kolejnej fazy pucharowych rozgrywek.
Rywalizacja GieKSy z Górnikiem ma swoją bogatą tradycję. Przed rokiem zabrzanie wygrali przy Bukowej 2:1, a oba gole zdobył nie kto inny jak Lukas Podolski. Jednego przedniej urody, w swoim stylu. Najsłynniejszy pucharowy mecz pomiędzy obu drużynami miał miejsce 1 maja 1986 roku na Stadionie Śląskim w finale Pucharu Polski. Górnik rządził wtedy w lidze, mistrzostwa w latach 1985-88, w pucharze górą była jednak ekipa prowadzona przez Alojza Łyskę.
GKS wygrał po porywającej grze aż 4:1! To był pierwszy z trzech zdobytych pucharów przez jedenastkę z Bukowej. W tamtym pamiętnym meczu, który w „Kotle Czarownic” oglądało aż 55 tys. widzów, hat tricka ustrzelił nie kto inny jak Jan Furtok, „swojego” gola zdobył też oczywiście Marek Koniarek. Dla „górników” na początku II połowy na 1:2 trafił Ryszard Komornicki. W zabrzańskiej ekipie grał też nie kto inny, jak obecny szkoleniowiec górniczej drużyny Jan Urban.
Rok później GieKSa wyrzuciła jeszcze zabrzan z 1/4 pucharowych rozgrywek po dwumeczu 1:0 i 2:1. Podobnie było w sezonie 1990/91, gdzie katowiczanie też byli lepsi w ćwierćfinale (0:1, 2:0 po dogrywce) i to był… koniec wygranych katowiczan. W pięciu kolejnych bojach w Pucharze Polski triumfował już Górnik, w tym 20 października zeszłego roku po dwóch wspomnianych na wstępie golach „Poldiego”.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze