Piłka nożna Prasówka
Świetny doping i „girlandiada” podczas meczu Podbeskidzia z GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:1 (0:0).
sportdziennik.com – Remis, który nikogo nie zadowala
Wszystko, co najlepsze w meczu Podbeskidzia z GKS-em Katowice, działo się na murawie po upływie godziny gry.
[…] Poziom spotkania w pierwszej połowie stał na przeciętnym, żeby nie napisać niskim poziomie. Ustawieni bardzo wysoko na połowie Podbeskidzia goście skutecznie utrudniali rozegranie akcji. A gdy już „górale” zdołali przenieść ciężar gry bliżej bramki Dawida Kudły, prawie cała drużyna GKS-u ustawiona była nie dalej niż na 30. metrze. Pierwszą lepszą akcją kibice zobaczyli dopiero w 17 minucie, gdy po długim rozgrywaniu piłki na połowie GieKSy podaniem do lewej strony ciężary gry przeniósł Michał Janota, a uderzenie głową Maksymiliana Banaszewskiego po dośrodkowaniu Tomasika minęło dalszy słupek bramki.
Przed przerwą z prawej strony boiska piłkę przechwycił Bida, który wbiegł w pole karne i podał do Kadricia. Ten przedłużył futbolówkę piętką do Banaszewskiego, ale jego strzał z kilku metrów został zablokowany. Goście odgryźli się w 25 minucie niecelnym uderzeniem głową Jakuba Araka.
Dużo ciekawsza była druga połowa, a właściwie ostatnie 30 minut. „Górale” objęli prowadzenie w 68 minucie. Przed polem karnym piłkę przejął Tomasz Jodłowiec, zagrał na prawą stronę do Mateusza Ziółkowskiego, a młodzieżowiec wypożyczony z Górnika Zabrze zwiódł obrońcę schodząc do środka i zdobył gola płaskim uderzeniem tuż przy krótkim słupku. GKS odpowiedział w 80 minucie wykorzystując fakt, że poza murawą opatrywany był Tomasik. Po dośrodkowaniu z lewego sektora boiska Shuna Shibaty do pustej bramki piłkę wpakował Sebastian Bergier, a dużo uwag przy tym golu można mieć do Daniela Mikołajewskiego.
Do końca spotkania goście mieli jeszcze dwie stuprocentowe sytuacje, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Najpierw sam na sam z Patrykiem Prockiem stanął Grzegorz Rogala, ale górą był bramkarz Podbeskidzia. W doliczonym czasie gry w słupek trafił Shibata, zaś po drugiej stronie po dośrodkowaniu w pole karne piłkę przyjął sobie Lionel Abate, którego uderzenie z najwyższym trudem sparował Kudła.
sportowebeskidy.pl – W tym znów są bezkonkurencyjni
Wizyta GKS-u Katowice w Bielsku-Białej tradycyjnie przyciągnęła na trybuny Stadionu Miejskiego sporą rzeszę kibiców wspierających tak gości, jak i Podbeskidzie. Z racji dotychczasowych wyników faworyta spotkania należało upatrywać w katowiczanach, ale już nie raz potwierdzało się, że na I-ligowym szczeblu wszystko zdarzyć się może.
Kibice ostrzący sobie apetyty na ciekawe starcie zawiedzeni czuć się nie mogli. Co jednak muszą odczuwać ci wspierający „Górali”, to niedosyt, wszak gospodarze znów nie potrafili rywala pokonać i skorzystać z atutu własnego boiska. Był to mecz numer 7. w bieżącym sezonie ligowym, po raz 4. podopieczni Grzegorza Mokrego odnotowali remis – w tej statystyce wśród konkurentów już na wstępie rozgrywek nie mają sobie równych…
Znacznie więcej ciekawego w niedzielne popołudnie działo się w drugiej części meczu, w której obie drużyny cieszyły się z goli i też marnowały inne szanse bramkowe. W 68. minucie bielszczanie objęli prowadzenie. W okolicy narożnika „16” przytomnie zachował się Mateusz Ziółkowski, który strzałem lewą nogą przy bliższym słupku zaskoczył Dawida Kudłę. Był to fragment, w którym Podbeskidzie istotnie na trafienie zasługiwało, wszak nieco wcześniej z dośrodkowań Ziółkowskiego formę bramkarza GKS-u sprawdzili główkując Martin Chlumecky oraz Haris Kadrić, a rewanżową połowę otworzyła wrzutka Maksymiliana Banaszewskiego w słupek.
Katowiczanie z walki o korzystny dla siebie wynik nie zrezygnowali i równocześnie przyznać należy, że i oni zrobili sporo, aby do siatki Podbeskidzia piłkę skierować. Stało się to dokładnie w 80. minucie za sprawą akcji rezerwowych – centrującego Shuna Shibaty i z bliska dopełniającego głową formalności Sebastiana Bergiera. Podopieczni Rafała Góraka poczuli, że mogą z Bielska-Białej wywieźć nawet „maksa”. W 82. minucie Patryk Procek zastopował w kontrze szarżującego Grzegorza Rogalę, a w doliczonym czasie Shibata ostemplował słupek. Żałować czego miał i Lionel Abate, który w 96. minucie oddał niesygnalizowany strzał sparowany przez Kudłę. Podział łupów żadnej ze stron wobec powyższego nie zadowolił w pełni.
dziennikzachodni.pl – Świetny mecz w Bielsku-Białej. Podbeskidzie zremisowało z GKS Katowice 1:1
[…] Na ten mecz ostrzyli sobie zęby kibice obu klubów. Na trybunach stadionu Podbeskidzia Bielsko-Biała pojawiło się blisko 3.000 fanów GKS Katowice i ponad 5.000 sympatyków Górali.
W takiej atrmosferze piłkarze stworzyli świetne widowisko. W pierwszej połowie gole nie padły, ale okazji strzeleckich było sporo. Kibice nie mieli więc prawa do narzekań i piłkarze usłyszeli sporo braw.
Po przerwie od razu zaczęło się na ostro. Pierwsi przycisnęli bielszczanie, którzy za sprawą Maksymiliana Banaszewskiego trafili między innymi w słupek. W 68 minucie piłka wpadła do siatki. Mateusz Ziółkowski błyskotliwie poradził sobie z trójką rywali i technicznym strzałem pokonał Dawida Kudłę.
Katowiczanie próbowali szybko odpowiedzieć. Akcje Arkadiusza Jędrycha i Sebastiana Bergiera nie przyniosły efektów, ale w 80 minucie remis stał się faktem. Wtedy Bergier zamknął dośrodkowanie Shuna Shibaty. Grzegorz Rogala miał jeszcze sytuację sam na sam, a potem bramki GKS-u autorstwa Aleksandra Komora nie uznał VAR. Na deser w 94 minucie (sędzia doliczył aż 12 minut ze względu na długie sprzątanie rzuconych przez przyjezdnych serpentyn) Shibata przy asyście Bergiera kopnął piłkę w słupek. Na koniec sprawę mógł rozstrzygnąć Abate Etoundi, ale znakomicie zachował się Kudła.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice nie skorzystał z okazji, kolejny piękny finisz Motoru Lublin
Katowiczanie dopiero w końcówce meczu doprowadzili do remisu 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Motor Lublin zapewnił sobie rzutem na taśmę jeszcze jeden komplet punktów.
Po piątkowym remisie Miedzi Legnica z Wisłą Kraków, piłkarze GKS-u Katowice byli w pierwszym szeregu kandydatów na nowego lidera po pełnej kolejce i w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Przeciwnikiem zespołu Rafała Góraka było Podbeskidzie Bielsko-Biała, które po przeciętnym rozpoczęciu sezonu znalazło się tuż nad strefą spadkową. GKS nie wykorzystał okoliczności i dopiero w 80. minucie uratował wynik 1:1 strzałem Sebastiana Bergiera.
gol24.pl – Świetny doping i „girlandiada” podczas meczu Podbeskidzia z GKS Katowice
Kibice GKS Katowice podczas meczu z Podbeskidziem, który odbył się dzisiaj 3 września na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej, zgotowali swoim piłkarzom żywiołowy doping, przyćmili będących większością fanów Górali i popisali się efektowną, acz uciążliwą dla służb porządkowych „gilrandiadą” – rzucili na murawę setki rolek papieru i na moment wstrzymali nawet pojedynek drużyn, który zakończył się jednobramkowym remisem.
Dzisiejszy mecz Podbeskidzia z GKS Katowice stał pod znakiem podwyższonego ryzyka. Wokół Stadionu Miejskiego przy ul. Żywieckiej w Bielsku-Białej zgromadzono spore siły policyjne i porządkowe. Na mecz przyjechało bowiem blisko 3 tysiące kibiców GieKSy, wszystkich kibiców zameldowało się na stadionie ponad 8,5 tysiąca. Jak na bielskie warunki niemało.
Kibice GKS Katowice, mimo że byli w mniejszości, swoim zorganizowaniem i głośnym dopingiem – można powiedzieć, że praktycznie przykryli czapką fanów Górali. Bez wątpienia byli dwunastym zawodnikiem GKS Katowice. Wprawdzie w pierwszej połowie nie padła żadna bramka, jednak nie brakowało akcji pod bramką Górali i to się kibicom podobało.
W drugiej połowie kibice GKS Katowice nie stracili animuszu, a na dodatek popisali się efektowną, acz uciążliwą dla służb porządkowych „gilrandiadą” – rzucili na murawę setki rolek papieru, które się rozwinęły i zasypały murawę nawet przed bramką GKS. Mecz na moment uległ wstrzymaniu, służbom porządkowym zajęło kilka chwil uprzątnięcie taśm, na koniec sędzia przedłużył spotkanie aż o 12 minut z powodu sprzątania rozrzuconych serpentyn.
Niedługo później GKS stracił bramkę – w 68 minucie piłka wpadła do siatki katowiczan. Mateusz Ziółkowski świetnym strzałem pokonał Dawida Kudłę. Ale doping kibiców GieKSy nie ustawał i wsparcie dwunastego zawodnika przyniosło efekt – w 80 minucie remis stał się faktem – Bergier zamknął dośrodkowanie Shuna Shibaty.
Kibice obu drużyn, mimo że nie było gradu bramek, obejrzeli świetny mecz na bielskim Stadionie Miejskim.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze