Dołącz do nas

Felietony

Ignorancja + brak honoru = upadek klubu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

PolonisciW dniu wczorajszym Canal+ wyemitował film dokumentalny pt. „Kasa będzie jutro”. Film pokazuje historię upadku Polonii Warszawa przez pryzmat perypetii drużyny w poprzednim sezonie, kiedy to zawodnicy nie otrzymywali wypłat, będąc mamieni przez „śląskiego biznesmena”, jak przez wiele miesięcy nazywały media Ireneusza Króla.

Cały film utrzymany jest w tonacji emocjonalnej, pokazującej drużynę i cały klub Polonia Warszawa jako biednych, oszukanych, ale zarazem bohaterskich i walecznych ludzi, którzy mimo braku pieniędzy pokazują niesamowity hart ducha i grając w piłkę gryzą trawę, wbrew wszelkim przeciwnościom losu, a nieprawdopodobnie wierni kibice są z klubem na dobre i na złe. Ktoś niewtajemniczony rzeczywiście mógłby powiedzieć – to są prawdziwi sportowcy, wielki klub, wspaniali kibice – nic tylko brać przykład. Pojawił się jednak oszust, który zniszczył klub ze 102-letnią tradycją (mniejsza przecież o to, że de facto jest to „tradycja” kilkuletnia, bo jest to klub, który powstał na bazie Groclinu niedawno temu). Przesłanie filmu jest jasne: wielki honor drużyny, klubu i kibiców.

Gdy półtora roku temu Ireneusz Król był właścicielem GKS Katowice i chciał stworzyć twór pod nazwą KP Katowice (na zasadzie fuzji GKS i Polonii), twór grający w ekstraklasie – ogólnopolskie media milczały. Zagrożenie, że GKS Katowice zniknie z piłkarskiej mapy Polski było tak realne, że kibice GieKSy zaczęli mocno i głośno protestować. Był pamiętny grill pod domem Króla, były wizyty w Urzędzie Miasta Katowice i spotkania z prezydentem Piotrem Uszokiem, w końcu wizyta podczas sesji Rady Miasta, podczas której nasz przedstawiciel przedstawił radnym całą sytuację. W specjalnym oświadczeniu poparli oni dążenia kibiców do utrzymania GKS Katowice w takim kształcie, w jakim się znajdował. Całość działań kibiców GKS doprowadziła do tego, że Król zniechęcił się do swojego projektu i do GieKSy w ogóle. Postanowił po prostu wejść w Polonię Warszawa i tam tworzyć „wielką piłkę”. Mogliśmy odetchnąć…

Pomysł fuzji to jednak nie była jedyna i pierwsza sprawa, którą Król zniechęcił kibiców GieKSy do siebie. To była raczej kropla, która przepełniła czarę goryczy. Już wiele, wiele miesięcy wcześniej okazało się przecież, że jest to oszust, że nie ma kasy i jest zwyczajnym kłamcą. Razem ze swoją świtą czyli Jackiem Krysiakiem i Tomaszem Karczewskim powoli, acz systematycznie, doprowadzali do coraz to gorszej sytuacji finansowej GKS. GieKSiarze nieraz na meczach ligowych, jak również poza nimi (choćby w oświadczeniach), głośno mówili o tym, że z tym człowiekiem ten klub upadnie, że przynosi same szkody i związek Król – GieKSa do niczego dobrego nie doprowadzi. Król odgryzał się w mediach mówiąc, że on wykłada kasę, a sympatycy są niewdzięczni. Toteż po całej burzy związanej z niedoszłą fuzją, gdy Król odszedł do Polonii, wszyscy w Katowicach rozpoczęliśmy „nowe życie”. Co prawda pozostawały jeszcze kwestie akcjonariatu, ale i ten problem wkrótce został rozwiązany, tak więc na dziś GKS Katowice jest wolny od Ireneusza Króla, co jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie wcześniejsze radykalne działania kibiców.

W trakcie, gdy kibice GKS walczyli o swój klub, Ireneusz Król coraz poważniej zaczynał angażować się w Polonię Warszawa. Prowadził m.in. dialogi z przedstawicielami kibiców, proponował im miejsce w Radzie Nadzorczej. W wielu miejscach w internecie mogliśmy wyczytać (łapiąc się jednocześnie za głowy), że kibice Polonii w Króla autentycznie wierzą! Były głosy na temat tego, że jest to poważny biznesmen, że po burzliwych rządach Józefa Wojciechowskiego, w Polonii jest szansa na spokój i nawet (sic!) pieniądze. Dosłownie w tym samym czasie gdy w Katowicach robiono wszystko, żeby wykopać oszusta, w Warszawie wiele osób traktowało go jako zbawcę. W ogólnopolskich mediach – jak zostało wspomniane wcześniej – wielkiego szumu związanego z wydarzeniami z Katowic nie było (takiego szumu choćby, jak wtedy, gdy oszustwa Króla wyszły w Polonii, bo wtedy najważniejsze media w kraju oczywiście się obudziły). Być może dlatego kibice Polonii nie traktowali wszystkich akcji kibiców GKS poważnie. Mimo to jednak osoby, które są zainteresowane miały dostęp do wiedzy i informacji co się dzieje na Śląsku. W swoich mediach dość szeroko i na bieżąco opisywaliśmy całą sytuację, niektóre lokalne tytuły również dawały informacje na temat tego, co się dzieje. W dobie internetu sympatycy z Warszawy mieli dostęp do wszystkiego jak na dłoni. Dodatkowo kibice GKS raz po raz ostrzegali tych z Polonii, kim jest Król i że nic dobrego ich z tym człowiekiem nie czeka. Ja sam – dokładnie 24 lipca – napisałem w komentarzu pod jednym z wpisów na oficjalnym fanpage’u Polonii (obecnie lubianym przez 26 tysięcy osób!):

Jako kibic GKS powiem wam, że dziwią mnie w ogóle jakiekolwiek negocjacje z Królem, nie mówiąc o rozważaniu (w referendum) czy ma on być z ekstraklasą czy olewka. Czy wy się kurwa nie uczycie na błędach innych? Mówi się – mądry Polak po szkodzie. W tym powiedzeniu jest jednak zawarta własna szkoda. Wy macie niepowtarzalną szansę wyciągnąć wnioski z naszych błędów, czyli tego, że ten oszust doprowadził GKS do ruiny, a wy rozważacie jeszcze jakąkolwiek współpracę? OK to wasza sprawa, ale gwarantuję wam, że będziecie tego bardzo żałować. I wcale nie będzie mi was żal, bo zewsząd (media, opinie kibiców GKS) byliście ostrzegani przed tym hochsztaplerem…

Ostro? Być może. Niestety moje słowa sprawdziły się co do joty, choć przyznam, że nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko.

Jaka była rzeczywistość, wszyscy wiemy. Podczas gdy Król dawał drużynie kolejne wyimaginowane terminy wypłat zaległych pieniędzy, a piłkarze mieli nadzieję, kibiców w Katowicach ogarniał tylko pusty śmiech. Pozycja Króla systematycznie słabła i nagle i w Warszawie pojawiły się protesty. Nagle kibice Polonii – to straszne! – zorientowali się, że Ireneusz Król może być oszustem. Nie, że jest tylko, że może być! Potem upewnili się co do tego faktu i już się nie patyczkowali, pojawiły się transparenty, okrzyki i jawna demonstracja, że kibice Króla w Warszawie nie chcą. Ostatecznie „biznesmen” doprowadził Polonię do upadku.

W tym momencie można się zastanowić – dlaczego przekaz tego filmu jest taki, jaki jest? Dlaczego pokazuje drużynę i kibiców jako bohaterów? Piłkarze grali po prostu swoje, mogli się wypromować. Natomiast wypowiedzi trenerów Piotra Stokowca o „wspaniałej więzi jaka wytworzyła się u kibiców” czy Jarosława Bako – „Każdemu życzyłbym takich kibiców”, powodują, że zacierana jest rzeczywistość, że piękne i poetyckie niemalże słowa zacierają, to co rzeczywiście miało miejsce. A miejsce miało to, że to również kibice Polonii doprowadzili do upadku swojego klubu. Popełnili grzech zaniechania, czyli nie zrobili absolutnie nic, aby Króla do Polonii nie dopuścić. Zawierzyli mu jako zbawcy, znajdując m.in. pokrętne tłumaczenia „że to jedyne wyjście”. Jak na tacy mieli podane, kim jest ten człowiek – nie posłuchali – a teraz robi się z nich bohaterów. Obrazki na końcu filmu, jedność piłkarzy i kibiców, wzruszająca muzyczka, płaczący kibice przywołują na myśl tylko takie sformułowania jak „byli ostrzegani”, „zasłużyli na to, co dostali”, „spokojnie mogli temu zapobiec”. Poprzez swoją ignorację doprowadzili do tego miejsca, w którym są dzisiaj…

Do wielu piłkarzy nie ma co mieć większych pretensji. Grali przyzwoicie, ale przecież skoro wyszli na boisko, to nie po to, żeby specjalnie grać słabo. Może byli zorientowani na temat Króla, może nie, natomiast na pewno nie można było im „zarzucić”, że mają olej w głowie. Weźmy na przykład takiego Jakuba Tosika, który burzliwie rozstał się z Karpatami Lwów, mówiąc, że został oszukany w klubie, sportowo i finansowo, więc poszedł… do Polonii Króla. Czy nikt nie ostrzegał tego zawodnika, że w tym klubie nie wyjdzie na prostą? Inni piłkarze również zawierzyli Królowi i mocno się na tym przejechali.

Osobnym tematem w filmie jest wypowiedź ojca Tomasza Hołoty – Janusza. Przypomnijmy – Hołota uciekł za Królem do Polonii Warszawa praktycznie na kilka godzin przed wyjazdem GKS na mecz pucharowy do Lubonia. W drużynie nie za bardzo byli zorientowani, że właśnie kluczowy zawodnik zostawił resztę ekipy na lodzie i poszedł za oszustem – a mówiąc inaczej uciekł z tonącego statku za osobą, która doprowadziła, że ten statek tonie. Wszyscy w Katowicach wiedzieli już kim jest Ireneusz Król, nie wiedział (nie chciał wiedzieć?) tego Tomasz Hołota. Dlatego też szczytem hipokryzji z jego strony było zakładanie i ubaw po pachy przy koszulce ze słynnym wizerunkiem Króla jako świni. Równie wielką, a może jeszcze większą hipokryzją popisał się właśnie ojciec zawodnika, który w filmie powiedział, że „Teraz panu Królowi nawet jakby położył tu 1/3 pieniędzy na stół, to dziękuję, nie chcę mieć – i chyba Tomek też – z tym człowiekiem nic wspólnego”. Abstrahując od tego, że ojciec Hołoty w logicznej konsekwencji tego zdania dopuszcza, że gdyby Król wyłożył 2/3 sumy, to można by było z nim rozmawiać, to trzeba się zapytać pana Janusza, dlaczego taki radykalny w swojej wypowiedzi i wpływie na Tomka nie był, gdy ten opuszczał bez słowa GieKSę przed wspomnianym meczem pucharowym. Czy wtedy liczyła się tylko kasa (której i tak by zawodnik nie dostał)? Jedno słowo się nasuwa w tym momencie – hipokryzja. Zarówno piłkarza, jak i jego ojca.

Nigdy nie zginie” – śpiewali kibice Polonii po ostatnim meczu u siebie. Niestety ich podejście jest zgoła odmienne od tego katowickiego. Przy Konwiktorskiej akceptują różnego rodzaju dziwne manipulacje podmiotami, byleby tylko grać w ekstraklasie. Dlatego też mimo że sportowo Polonia nie zasłużyła, to po połączeniu się z Groclinem, w ekstraklasie grała. Już samo to jest dyskwalifikujące, jeśli mówimy o honorze, przywiązaniu do barw i tradycji. Potem przyjęli z otwartymi rękami w swoje szeregi oszusta, a teraz robią z siebie ofiary. Aż strach pomyśleć, co będzie, bo ostatnio pojawiła się w mediach informacja o możliwym przejęciu Polonii przez Termalikę Bruk-Bet Niecieczę – włos dęba staje na takie pomysły, choć sprawa ucichła i na razie można ją traktować w kategorii plotki – choć dla kibiców Polonii gra w pierwszej lidze (obecnie grają w czwartej), nieważne czy pod szyldem Groclinu, Termaliki czy Koziej Wólki – byłaby zapewne kuszącą propozycją i zapewne zasiedli by do rozmów.

Na koniec można się zapytać dziennikarzy, choćby z Canal+, gdzie byli, gdy Ireneusz Król niszczył GKS Katowice? Gdzie w tym czasie były ogólnopolskie media? Pamiętamy, że w tym czasie portal Weszło jakoś potrafił na bieżąco opisywać sytuację. W całej Polsce pojawiały się natomiast zaledwie wzmianki na ten temat. Kibice GKS byli mocno osamotnieni w swojej walce, ale wygrali.

Aż dziw bierze, że Król rozpoczął w Polonii z czystą kartą. Po tym wszystkim, co działo się przy Bukowej, ten człowiek powinien być raz na zawsze spalony. Niestety tak się nie stało i Polonia Warszawa – w tym głównie jej kibice – zapłacili wysoką cenę za swoją niewiarygodną wręcz próżność i ignorancję.

Co nie przeszkadza, żeby telewizja stworzyła „najlepszy sportowy dokument 2013 roku” i pokazać upadek klubu, jako emocjonalne studium bohaterstwa piłkarzy i kibiców…

To tak jakby jeden facet zerwał z kobietą, bo ta puszcza się na prawo i lewo, a jego przyjaciel chciałby się z nią ożenić. Ten pierwszy tłumaczy, żeby tego nie robił, bo za chwile zostanie zdradzony i sytuacja będzie się notorycznie powtarzać. Ten jednak jest głuchy na to, żeni się i już na weselu panna młoda puszcza się z DJ-em. Pan młody zapłakany mówi wszystkim, jak to został niesamowicie oszukany…

Na szczęście w przeciwieństwie do Polonistów, kibice GKS swój honor mieli i mają i dlatego takie historie jak przy Konwiktorskiej u nas się nigdy nie pojawią.

Michał Murzyn – Shellu

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    mami7

    27 grudnia 2013 at 19:07

    lubię to

  2. Avatar photo

    andreasw1959

    27 grudnia 2013 at 21:57

    Cala prawda w tym artykule sam tez ostrzegalem kibicow Poloni przed tym oszustem mysleli ze chwycili zlotego byka z rogami najgorsze jest to ze ci gnoje z warszawki cieszyli sie ze nas klub upadnie a Polonia bedzie na szpicy .Najbardziej wkurwialy mnie media ktore na poczatku trzymaly z Krolem i Polonia falszywe gnoje

  3. Avatar photo

    vzk64

    27 grudnia 2013 at 23:06

    Dokładnie kpili z nas ,że pozbyliśmy się „sponsora z kasą” głupie hanysy co oni robią itp. to teraz mają za swoje na ich forum przez pół roku stękali ,że ten brak kasy to strategia Króla i po sezonie dojdzie długo oczekiwany przelew z Wiednia 😀 pff żeby to raz się sprzedali, szkoda jedynie klubu i garstki fanatyków prawdziwej KSP.

  4. Avatar photo

    hyś

    28 grudnia 2013 at 00:24

    Dużo racji, ale też dużo bicia piany. Nie byliśmy w tej samej sytuacji, co Wy. W Katowicach władza dba o swój klub (bo musi). W Warszawie rządzi zadeklarowana kibicka Legii, która na Łazienkowskiej zasponsorowała stadionik za blisko pół miliarda zł z naszych podatków, a wykupić Polonię za symboliczną złotówkę od Wojciechowskiego nie chciała. Chuja dały marsze, protesty, mediacje. Od lat grupy interesów biją się o grunty pod stadionem, kombinując jakby tu wysadzić nas z konia – i tym choćby różni się sytuacja Polonii i Gieksy.

  5. Avatar photo

    czupakabra

    28 grudnia 2013 at 12:05

    ale bzety, masz jakis kompleks Polonii? jestes typowym sebą z legii ze takie dyrdymały piszesz byle by dogryzc?

  6. Avatar photo

    kibic Polonii

    28 grudnia 2013 at 13:01

    Pozwól, że dodam fakty o których nie wspomniałeś. Na trybunach Polonii doszło do konfliktu pomiędzy tymi którzy chcieli króla (oferował im srebrniki w postaci wyłączności na biznesy na trybunach) oraz tych którzy chcieli budować od podstaw klub oparty na władzy kibiców, a nie kolejnych Wojciechowskich. Duża część kibiców zrezygnowała wtedy z pojawiania się na Konwiktorskiej…

  7. Avatar photo

    vzk64

    28 grudnia 2013 at 16:01

    Duża część lub większość z was jednak dała się nabrać na bajki Króla bo przychodziła na mecze w ex 🙂

  8. Avatar photo

    do andreasw

    28 grudnia 2013 at 19:13

    mógłbyś przedstawić jakieś dowody kto i kiedy cieszył się z upadku Gieksy na Polonii?????? masz chyba jakiś kompleks niższości jeśli tak twierdzisz.

    sprawa była jasna – Król to przynajmniej pół roku czasu na przygotowanie się do nieuchronnej katastrofy. wyszło mocno średnio, ale demokracji nie było.
    zgadzam się, że robienie z Polonii ofiary jest śmieszne po doświadczeniach GKSu, ale przynajmniej medialna szopka coś osiągnęła – skompromitowała złodziei pokroju Króla i jest nadzieja, że więcej taki Król w polskiej piłce nie przejdzie.
    łatwo jest pisać o braku honoru, kiedy jest się jedynym liczącym się klubem w mieście i nie ryzykuje się zabicia ruchu kibicowskiego swojej drużyny, o klubie ze stuletnią tradycją nie wspominając.
    śmieszne jest pisanie o tym, że Polonia z kimkolwiek się dogada i kupi licencję. otóż nie dogada się, jest w rękach kibiców i jakiekolwiek próby powtarzania manewrów spotkają się z taką reakcją jakiej zabrakło przy Groclinie.
    pozdrawiam bez napinki.

  9. Avatar photo

    KSP

    28 grudnia 2013 at 23:47

    Po części prawda. Ale częściowa prawda to nieprawda. Otóż jak już ktoś wspomniał bardzo wielu Kibiców Polonii, już po kombinacjach wojciechowskiego, a po przyjściu króla definitywnie przestała uczęszczać na mecze. Bo to przestała być nasza Polonia. Niestety, wielcy „zasłużeni” łyknęli króla, niestety niektórzy z trybun ich zaczęli niepewnie popierać i tak to się posrało. Tylko o jednym Panowie zapominacie- my nie mieliśmy na to ŻADNEGO wpływu, poza krytyką. Całkowitą własność akcji SA mieli wymienieni już z nazwisk grabarze. Zatem ich decyzja, czy się podobała czy nie, była definitywna. Działania świniaka w Katowicach nie doprowadziło do likwidacji GieKSy, a niestety w przypadku Polonii takie zagrożenie istniało. I to nie króla, ale wojciechowskiego decyzje najwięcej Polonii zaszkodziły. Król był tylko najemnym słupem wojciechowskiego. Wam miasto (niewiele, ale zawsze) pomaga, u nas niestety przeciwnie- bufetowa miesza z 7egią. Na kogo mogliśmy liczyć? Na PZPN? Przecież właśnie ci działacze, których nazwiska łączone są z PZPN, opowiedzieli się za królem. Na jednym ze spotkań z Kibicami pan Listkiewicz powiedział: cyt. „Kibice? nie ci, to przyjdą inni”. I naprawdę teraz budujemy NASZĄ POLONIĘ. Żebyśmy tylko tego sami nie spieprzyli. Ale do autora: nie krytykuj, bo nie wiesz. Na meczu z Piastem były łzy. Za Polonię, którą okradł król, którą pomiatał wojciechowski. Za Polonię, którą mają w sercach ci, którzy swój bunt i niezadowolenie musieli przełykać w goryczy. Nikt nie kpił z Waszych przestróg. Wierzcie mi, że braliśmy je poważnie. Ja osobiście byłem i jestem Wam za nie głęboko wdzięczny. Ale porównywanie sytuacji Katowic i Warszawy nie ma naprawdę sensu w tym przypadku. Chętnie podyskutuję o tym, ale teraz mogę tylko powtórzyć- nie mieliśmy na to wpływu. Powinniśmy jednak króla „godnie powitać”. Jednakże ci, którzy za takie powitanie powinni zgotować, byli albo nieobecni, albo…. naiwnie zaufali (bo nie chcę snuć rozważań głębszych).

  10. Avatar photo

    nn

    30 grudnia 2013 at 00:06

    Nie ma sensu produkować się o pajacach z Konwiktorskiej. To był wesoły czas, czytać ich fora gdy bronili tam Króla i jego „racjonalizacji” pensji piłkarzy pozostałych po JW… Tak racjonalizował, że im nie płacił, a większość stawała po stronie zbawcy plując na piłkarzy (choćby wesołek CKF i inne ananasy). Obudzili się pod sam koniec i najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że teraz przydupasy Króla znów się biorą za odbudowywanie Polonii. Ci sami, co nie potrafili dostrzec, że po niewypale z KP Katowice Król chciał po prostu minimalizować straty, no i cudem Ruch utrzymał :-).
    Tym przekłamanym filmem tylko dalej się ośmieszając. Zamiast powiedzieć – daliśmy dupy, pozwoliliśmy przenieść Groclin do Warszawy (bo tak to się formalnie odbyło, żadnej „fuzji” nie było) i przemalować go na Polonię. Daliśmy się kupić JW (głośny swego czasu transparent na meczu z Legią – was też wykupimy…), uwierzyliśmy Królowi – było, minęło. Budujemy od nowa. Znamy swoje winy – gdzie tam, dalej udają męczenników.
    Dobrze, że jednak są, bo jest się z kogo pośmiać, a ten pajac w komentarzu nazywający zadeklarowanego Gieksiarza Legionistą doskonale pokazuje co to za „kibice”. Dziewczyny, nie trzeba kibicować Legii, żeby się z was śmiać, wbijcie to sobie do pustych łbów.

  11. Avatar photo

    Seba z Legii

    30 grudnia 2013 at 07:38

    Ireneusz Król – dziękujemy !

  12. Avatar photo

    Błażej

    30 grudnia 2013 at 19:13

    Nie jestem kibicem GKS ale szacunek dla Was, że nie dopuściliście do fuzji Waszego klubu z Polonią.

  13. Avatar photo

    Kibic Warszawskiej POLONII

    30 grudnia 2013 at 22:07

    Artykuł może nie jest zły jest poprostu nieobiektywny .Ciągle masz żal do mediów że zrobili film o wspaniałej Polonii, może warto było zrobić film właśnie o nas i dlatego powstał. Nie martw się nie tylko ciebie kłuje ten film w oczy. My mamy przeciwko sobie nie tylko kibiców 7egłej ale także bufetową która nam przeszkadza od lat a sponsoruje klub znad śmierdzącego kanałku. Pozdrawiam was Gieksiarze .Nigdy nie zginie POLONIA nigdy nie zginie
    P.S Dla piszących tu dziewczynek z Łazienkowakiej mam prośbe podmywajcie się bo jak przestaniemy was posuwać to wygonimy was z miasta

  14. Avatar photo

    KSP1911

    31 grudnia 2013 at 09:59

    Dajcie spokój z tym Groclinem, wylądowaliśmy w IV lidze, więc i tak niżej niż byliśmy przed fuzją. Zresztą co was tak boli? To, ze raz doszliśmy do III rundy eliminacyjnej LE? Faktycznie, jest o co płakać. Teraz pokutujemy za błędy, za fuzje, a to że panienki z Ł3 nadal będą nas nazywać Groclinem to wskazuje tylko na ich kompleksy, bo gdyby oni sami znaleźli się w identycznej sytuacji co my to ciekawe czy nadal by mieli tylko fanów. Tak samo było z tymi co chodzili tylko na Ljuboję.

    Co do tekstu to z częścią się zgodzę a z częścią nie. Po pierwsze jak już wspomniał w komentarzach KSP, my sami nie mogliśmy za dużo zrobić oprócz krytyki. Wiele osób było za tym, żeby po Wojciechowskim zacząć od IV ligi, jednak to nie my mogliśmy podejmować takie decyzje. Kibice GieKSy chodzili na rady miasta? Brawo, szkoda, że u nas bufetowa trzyma z kanalarzami a nam daje puste obietnice bez pokrycia a sąsiadkom buduje stadion. U was nie ma takiego problemu, a Rozwój nie jest dla Was żadnym wrogiem. Z tekstu może wynikać, że boli Was trochę ten film o Polonii, tylko Wy jesteście nadal w I lidze, a my 3 poziomy niżej. Próbują nas wykończyć, ale my się nie damy FORZA KSP!

    ps. panienki z ległej, idźcie leczyć kompleksy na swoich forach, tu piszą poważni ludzie.

    Pozdro dla GieKSiarzy

  15. Avatar photo

    anka

    31 grudnia 2013 at 10:01

    Polonusi,nie czas płakać nad rozlany mlekiem, czas na naukę.Fakt,że nam miasto pomaga, to dlatego że chce,a nie musi! Wy macie bufetową, my najlepszych kibiców.Nie kocham warszawki,ale zawsze szanuję prawdziwych kibiców i życzę Wam, by nigdy więcej k.. i ch… nie decydowały o przyszłości klubu.Jeśli macie honor – walczcie o niego.Nie na skróty,nie tylnymi drzwiami. I warto uczyć się od hanysów.Tym badziej, że jak słusznie zauważono, nam media nie pomagają jak klubom ze „stolycy” i wszystko zawdzięczamy sobie. INO GieKSa !!!

  16. Avatar photo

    gieksiorz z niemiec

    31 grudnia 2013 at 12:13

    Mimo Wszystko szkoda Polonii,a krola to powinni powiesic na jajach na konwiktorskiej…KATOWICE!!!!GKS!!!Pozdrowienia

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga