Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: To duży krok w stronę mistrzostwa Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W ramach dwudziestej kolejki spotkań Orlen Ekstraligi Kobiet piłkarki pokonały na wyjeździe obecnego Mistrza Polski drużynę TME SMS Łódź 3:1 (2:1). Dzięki tej wygranej zespół prowadzi w tabeli z trzy punktową przewagą nad SMS-em. W następnej kolejce zespół zmierzy się na Bukowej ze Śląskiem Wrocław. Początek spotkania, w poniedziałek, piętnastego maja o godzinie 17:45. Mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport. Do końca rozgrywek pozostały dwie kolejki spotkań. Drużyna męska rozegrała w niedzielę spotkanie z Chrobrym Głogów, w którym zanotowano remis 0:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra u siebie z Puszczą Niepołomice, w sobotę 13 maja od godziny 15:00.
Siatkarze zakończyli rozgrywki PlusLigi na jedenastej pozycji. W lidze trwają jeszcze mecze o miejsca 1-2 (Jastrzębski Węgiel – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) oraz 3-4 (Resovia Rzeszów – Warta Zawiercie). Wypożyczony, do Al Ain, Jakub Szymański udzielił obszernego wywiadu na temat gry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i reprezentacji Polski.
Na lodowisku w Nottingham zakończył się turniej Dywizji IA, nasza reprezentacja uzyskała awans do przyszłorocznych rozgrywek Mistrzostw Świata Elity, które odbędą się w Pradze i Ostrawie. W składzie Polskiej drużyny grało siedmiu zawodników GieKSy, analitykiem był II trener GKS-u Ireneusz Jarosz. Zamieszczamy fragment statystyk z zakończonego turnieju dotyczących naszych hokeistów.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice blisko mistrzostwa, wspaniała reklama kobiecego futbolu na stadionie Widzewa!
Na stadionie Widzewa odbył się najprawdopodobniej najważniejszy mecz tego sezonu. Na pewno był to mecz, który miał wskazać potencjalnego mistrza Polski kobieciej Orlen Ekstraligi.
To miał być mecz walki o każdy metr boiska, z którego zwycięsko wyszedł GKS Katowice. Piłkarki Karoliny Koch pokonały TME SMS Łódź 3:1.
Łodzianki od początku próbowały narzucić GKS-owi swoje warunki gry. W 14. minucie Nicol Zając odważnie weszła w pole karne i została zahaczona przez Katarzynę Konat. Marlena Hajduk podeszła do wapna i mierzonym strzałem pokonała z jedenastego metra Oliwię Szperkowską. Gospodynie starały się odzyskać kontrolę i w 32. minucie Dominika Kopińska pokonała Weronikę Klimek dając swojej drużynie wyrównanie. Katowicznaki jednak nie poddały się i już w 39. minucie po wrzutce Anity Turkiewicz Katarzyna Konat trafiła do własnej bramki.
Po 45 minutach to GieKSa była minimalnie bliższa złota. Po przerwie łodzianki ruszyły do boju i już w 49. minucie po strzale Gabrieli Grzybowskiej piłka trafiła w słupek. Kolejne minuty przebiegały pod dyktando mistrzyń Polski, jednak nie potrafiły one zamienić przewagi na bramkę. Mimo kontroli SMS-u, to w 83. minucie Klaudia Maciążka przepięknym strzałem “wsadziła za kołnierz” piłkę do bramki Oliwii Szperkowskiej.
Katowiczanki dzięki temu zwycięstwu są już o krok od zdobycia mistrzostwa Polski. Jeśli za tydzień pokonają Śląsk Wrocław, to na Śląsku będą świętować mistrzostwo. SMS musi natomiast liczyć teraz na wpadkę liderek.
sportowefakty.wp.pl – To duży krok w stronę mistrzostwa Polski. GKS Katowice do bólu skuteczny w Łodzi
Całkiem możliwe, że to spotkanie wyłoniło nam przyszłego mistrza Polski. Piłkarki GKS-u Katowice pokonały w Łodzi TME SMS 3:1 w hicie 20. kolejki Orlen Ekstraligi i odskoczyły od wciąż jeszcze aktualnych mistrzyń kraju na trzy punkty.
[…] Katowiczanki prowadzenie objęły w 15. minucie, gdy Marlena Hajduk wykorzystała rzut karny po faulu Katarzyny Konat. Nieco ponad kwadrans później wyrównała Dominika Kopińska, ale jeszcze przed przerwą Konat zaliczyła samobójcze trafienie „zamykając” dośrodkowanie Anity Turkiewicz.
Łodzianki w drugiej połowie rzuciły się na przeciwniczki, ale nie potrafiły już ani razu znaleźć drogi do bramki Weroniki Klimek. Sztuka ta udała się za to Klaudii Maciążce, która przepięknie uderzyła zza narożnika pola karnego „za kołnierz” Oliwii Szperkowskiej i ustaliła wynik meczu na 3:1.
Dzięki tej wygranej piłkarki trener Karoliny Koch oddaliły się od TME SMS-u na trzy punkty. Do końca sezonu pozostały dwie kolejki. Nawet w przypadku równej liczby oczek ekip z Łodzi i Katowic to GKS będzie wyżej dzięki bezpośredniemu bilansowi. W praktyce oznacza to, że jeśli GKS wygra za tydzień u siebie ze Śląskiem Wrocław, zapewni sobie pierwszy w historii klubu tytuł mistrzowski.
A wspominany Śląsk w 20. kolejce przegrał u siebie z AZS-em UJ Kraków 0:2 po dwóch golach Agnieszki Derus.
dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice o krok od mistrzostwa Polski!
[…] To był kluczowy mecz w walce o mistrzostwo Polski. W spotkaniu rozegranym na stadionie Widzewa Łódź piłkarki GKS Katowice pokonały TME SMS Łódź 3:1. Do zdobycia tytułu katowiczanki potrzebują trzech punktów w dwóch ostatnich meczach. Zmierzą się w nich ze Śląskiem Wrocław (u siebie, 14 maja o 13, obecnie 7 miejsce w Orlen Ekstralidze) i Medykiem Konin (wyjazd, 28 maja o 17, 10 miejsce).
Ozdobą spotkania było ostatnie trafienie Klaudii Maciążki, pieczętujące sukces ekipy Karoliny Koch. Cały zespół zagrał jednak znakomicie i wykorzystał okazje do zdobycia goli. Imponująca była także postawa defensywy.
sportdziennik.com – Cel nie będzie zrealizowany?
Trzy najbliższe spotkania rozczarowujący tej wiosny GKS Katowice rozegra z rywalami mierzącymi w awans albo co najmniej baraże – czyli Puszczą, Stalą i Ruchem.
Katowiczanie w niedzielę nie dali rady poprawić atmosfery wokół zespołu. Zaledwie zremisowali na wyjeździe bezbramkowo z Chrobrym Głogów, czyli najgorzej punktującym wiosną I-ligowcem i tracącym najwięcej goli w stawce (50, z czego 24 – w tym roku).
– GKS był na pewno zespołem lepszym i bliższym zwycięstwa – ocenia trener Rafał Górak. Jak to w piłce bywa, nie udało nam się go odnieść. Niestety, jeśli nie strzela się tak stuprocentowej sytuacji, jaką jest rzut karny, to jest ogromna złość. Jesteśmy niezadowoleni. Z drugiej strony, wiemy też, w jakiej sytuacji jest Chrobry. Jak punktował w pierwszej rundzie, jak groźnym był zespołem (skończył ją na 4. miejscu – dop. red.). Dziś ma swoje kłopoty. Wiedzieliśmy, że będzie to takie spotkanie „face to face, box to box”, zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożenia. Wywozimy stąd punkt, czyli nie to, po co przyjechaliśmy – dodaje szkoleniowiec GieKSy.
Drużyna z Bukowej nie zrehabilitowała się za bardzo słaby występ ze Skrą Częstochowa (0:1 i rekordowo niski współczynnik goli oczekiwanych – 0,05). Mało tego – zanotowała kolejne w krótkim odstępie czasu spotkanie – po tych ze Skrą i Odrą Opole (0:2), które mogło wręcz irytować kibiców bezradnością, bezbarwnością, brakiem werwy.
– Przytrafił nam się słabszy mecz ze Skrą. W Głogowie gra była pod naszą kontrolą. Zasłużyliśmy na pełną pulę, nie udało się tego zrobić, dlatego wracamy z żalem. Mimo wszystko dopisaliśmy punkt, ale w szatni panuje niedosyt. Za tydzień jest kolejne spotkanie (z Puszczą – dop. red.) i zrobimy wszystko, by punkty zostały przy Bukowej – zapewnia Bartosz Jaroszek, stoper GKS-u, czyli zespołu, który ma na koncie 3 z rzędu niestrzelone karne. Z Sandecją jedenastki nie wykorzystał Jakub Arak, z Resovią – Arkadiusz Jędrych. Z kolei w Głogowie piłkę z 11 metrów nad poprzeczką przeniósł Sebastian Bergier. Zawodzą umiejętności, głowa…? – Nie strzelamy karnych, takie są fakty, a reszta nie ma znaczenia – ucina Jaroszek.
Katowiccy kibice w tym sezonie mieli trochę żalu i pretensji do klubu czy trenera, że nie mówi się głośno o żadnym ambitnym celu postawionym przed zespołem. Z Bukowej płynął raczej asekuracyjny komunikat, iż założenie jest takie, aby zapewnić sobie utrzymanie szybciej niż w poprzednim sezonie. Ewentualnie na tej bazie powalczyć potem o coś więcej, spróbować zaatakować czołową szóstkę. Rok temu GKS w roli beniaminka przypieczętował byt po niełatwym sezonie dopiero w 32. kolejce, pokonując spadającego imiennika z Jastrzębia. Teraz? Raczej nie stanie się to szybciej.
Matematycznie, cel zatem jest zagrożony, a baraże odjechały… Dziś katowiczanie mają przewagę 7 punktów nad otwierającą strefę spadkową Skrą Częstochowa, a do rozegrania pozostały przecież jeszcze 4 kolejki. Przed rokiem na 4 kolejki przed końcem GKS zajmował 11. miejsce z 36 punktami, 6 „oczkami” przewagi nad kreską (Stomil Olsztyn) i stratą do szóstki (Odra Opole) wynoszącą 10 punktów.
Obecnie ich położenie jest tylko trochę lepsze – 9. pozycja, 7 pkt przewagi nad kreską, a 8 punktów straty do szóstej Stali Rzeszów. Różnica jest też taka, że wtedy GieKSa nabierała rozpędu. Finalnie w ostatnich 7 kolejkach zgarnęła aż 17 punktów i skończyła na 8. miejscu, choć byłam zespołem przez większość sezonu zagrożonym.
Tej wiosny o taki finisz rozczarowujących katowiczan trudno podejrzewać. Terminarz mają interesujący: zakończą sezon wyjazdem do dalekich Chojnic, które spadają do II ligi, ale nim to nastąpi, czekają ich jeszcze 3 spotkania z zespołami mającymi o co grać, walczącymi o ekstraklasę i baraże. Puszcza przy Bukowej, wyjazd do Rzeszowa, domowe derby z Ruchem… Przystąpią do niej po dwóch występach bez zdobytej bramki (Skra, Chrobry). Seria trzech meczów na zero z tyłu jeszcze im się w tym sezonie nie zdarzyła.
– Zdaję sobie sprawę, że na pewno nie olśniewamy grą, ale stawka jest ogromnie ciężka. Wyobraźmy sobie, jakie kluby będą grały w pierwszej lidze w przyszłym sezonie, jakie tego chcą. To będzie zacne towarzystwo. Życzyłbym sobie, by w tym zacnym towarzystwie był GKS Katowice – mówi trener Górak, jakby nie kryjąc już, że o barażach nawet nie ma co marzyć, a należy skupić się na bezkolizyjnym zapewnieniu sobie utrzymania i – zapewne – mierzeniu się od lipca z „nowymi” rywalami pokroju Lechii Gdańsk czy Polonii Warszawa.
SIATKÓWKA
sport.tvp.pl – Jakub Szymański z GKS Katowice dostał powołanie i podpisał kontrakt w… Emiratach. Pięciu profesjonalistów, reszta to policjanci
Sam nie wiem, czego się spodziewałem poza dużo niższym poziomem niż w PlusLidze. Wiedziałem, że razem ze mną będzie pięciu zawodników, którzy grają w siatkówkę profesjonalnie. Reszta to policjanci, którzy dołączali do nas wyłącznie na wieczorne treningi, ponieważ wcześniej byli na służbie – opowiada Jakub Szymański z GKS Katowice, który po sezonie w Polsce przeniósł się do Al Ain, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sara Kalisz, TVPSPORT.PL: – Gdzie teraz jesteś?
Jakub Szymański: – Obecnie jestem w Al Ain, w hotelu. W niedzielę czeka mnie mecz o Puchar Prezydenta. Klub zdecydował się pozyskać wzmocnienie – padło na mnie. Słyszałem też o innych nazwiskach, ale tylko w przypadku, gdyby władzom nie udało się mnie zakontraktować.
– Byłeś po sezonie spędzonym w GKS Katowice. Jak to się stało, że ostatecznie zdecydowałeś się na dołączenie do kolejnego klubu?
– Przede wszystkim na koniec sezonu czułem się dobrze fizycznie. Nie odczuwałem większego zmęczenia. Mecze o niższe miejsca nie należą do tych wymarzonych przez sportowców. Nie zmienia to jednak faktu, że lepiej jest zakończyć sezon wygraną. To generuje lepsze emocje na koniec.
Temat Emiratów pojawił się w środę, po starciu z PGE Skrą Bełchatów, które graliśmy we wtorek. Po południu zadzwonił do mnie menedżer Jakub Michalak. Powiedział, że klub jest mną zainteresowany na jeden konkretny mecz. Zaznaczył, że to szybki temat, ponieważ wylot byłby już w sobotę. Przed tym trzeba było „klepnąć” transfer. Miałem kilka godzin, żeby zdecydować się na wyjazd.
– To przygoda, zastrzyk gotówki, niezbyt duże obciążenie, bo to tylko jeden mecz, a także otwarcie się na coś nowego.
– Zdecydowanie tak. Zgodziłem się w sumie nie wiedząc, ile mogę zarobić. Wstępnie podano mi kwotę, ale wszystko weryfikował kontrakt. Ostatecznie wyszło to trochę inaczej, bo istotna była też kwestia premii po zwycięstwie w meczu. Niezależnie od okoliczności powiedziałem jednak, że chcę jechać do Emiratów.
– W skali plusligowej, o jakim procencie kontraktu mówimy w przypadku jednego meczu w Emiratach?
– Gdyby władze klubu chciały sięgnąć po kogoś, kto umiejętnościami jest nieco wyżej ode mnie, to kwota, którą otrzymam, pewnie nie do końca by temu siatkarzowi odpowiadała. To nie jest nie wiadomo jaki strzał finansowy, ale godziwa zapłata za usługę gracza na moim poziomie.
– Kiedy przyleciałeś do ZEA?
– Byłem w sobotę wieczorem. W niedzielę dzień był wolny, a od poniedziałku zaczęły się treningi.
– Co na nich zastałeś?
– Sam nie wiem, czego się spodziewałem poza dużo niższym poziomem niż w PlusLidze. Wiedziałem, że razem ze mną będzie pięciu zawodników, którzy grają w siatkówkę profesjonalnie. Reszta to policjanci, którzy dołączali do nas wyłącznie na wieczorne treningi o 19:00, ponieważ wcześniej byli na służbie.
– Dobrzy są?
– Jestem miło zaskoczony poziomem, który zastałem. Zaangażowanie na treningu jest bardzo duże. Rywalizacja i chęć wygrywania są ogromne. Czasami pojawiają się nawet… kłótnie. Przed przylotem oglądałem wideo różnych drużyn i już wtedy zauważyłem, że rywalizacja jest emocjonalna (śmiech). Zarówno jedna, jak i druga strona bardzo mocno się denerwowały. Spodziewałem się, że momentami na treningach może być nerwowo, ale to wszystko uspokaja trener. Zawodnicy też wiedzą, że najważniejszy jest mecz, który gramy w niedzielę wieczorem.
– A jak wygląda infrastruktura sportowa?
– Porównałbym to do Realu Madryt.
– Naprawdę?
– Myślałem, że z hotelu przedstawiciele klubu przewiozą mnie do małego budynku, w którym odbędą się zajęcia. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zmierzając do hali przejechaliśmy przez jeden, drugi szlaban. Dojechaliśmy do ogromnego obiektu, który na każdym zrobiłby wrażenie. Nic dziwnego – klub jest wielosekcyjny, łączy siatkówkę z koszykówką i piłką nożną. Na ten ostatni sport jest największy nacisk. Jest tu hala, imponujący stadion, a jest on tylko treningowy! Byłem w ogromnym szoku. Nacisk na sport w tym kraju jest naprawdę duży. Niesamowicie to wszystko wygląda. Nie spodziewałem się tego. Pełen profesjonalizm.
– A jak wygląda liga?
– Sam nie wiem za dużo. Prosiłem o podejrzenie statystyk, by zobaczyć, którzy siatkarze grają w lidze. W sobotę mieliśmy wideo i analizowaliśmy grę przeciwnika. W drużynie rywali jest zawodnik, który przyszedł w styczniu z ligi chińskiej, to serbski przyjmujący. Jest również atakujący, który występował w Polsce, czyli Felipe Bandero. Poza tym są gracze, o których nigdy nie słyszałem. Wiem, że nasi najbliżsi przeciwnicy wygrywali z zespołem, do którego dołączyłem, zazwyczaj w stosunku 3:2. W półfinale nasi oponenci pokonali też zespół, w którym gra kanadyjski atakujący Ryan Sclater. W tej lidze grają naprawdę nieźli siatkarze.
– Zgrałeś się z drużyną?
– Czuję się trochę pewniej w towarzystwie chłopaków. Na początku była duża niepewność, trochę stresu przed prezesami. Nie wiem nawet kto tu kim jest, bo jest tych osób tak dużo (śmiech). Na treningi przychodzi sześciu, siedmiu ludzi „u władzy”, które opiekują się sekcjami, klubem. Można się w tym pogubić. Stres minął jednak po dwóch dniach. Potrzebowałem też trochę czasu, by złapać kontrakt z rozgrywającym. Pierwsze piłki były tylko wysokie na skrzydło. Teraz jest już lepiej, nasza praca zaowocowała.
– Ponoć w jednym czasie dowiedziałeś się o powołaniu i ofercie z ZEA, to prawda?
– Rozmawiałem z Kubą Michalakiem odnośnie do wyjazdu do Emiratów. Padło kilka pytań o kadrę, o to kiedy ewentualnie bym zaczynał. Skończyłem rozmowę z menedżerem i w tym samym momencie napisał do mnie selekcjoner Nikola Grbić. Zapytał mnie kiedy moglibyśmy porozmawiać. Zaraz się połączyliśmy i dostałem informację o powołaniu. 8 maja mam się zameldować w Spalę.
– W zeszłym sezonie brałeś udział w treningach, jednak nie grałeś w meczach. Na co teraz się nastawiasz?
– Wtedy zacząłem od pierwszych dni, ale po pewnym czasie wyjechałem, ponieważ z urlopów wrócili inni przyjmujący, czyli Tomasz Fornal i Rafał Szymura. Wcześniej byłem tylko z Bartłomiejem Lipińskim i Bartoszem Kwolkiem. Moja rola w zeszłym roku szybko się więc skończyła. W tym nastawiam się na więcej. Fajnie byłoby, gdyby tym razem była większa.
HOKEJ
hokej.net – Statystyczne podsumowanie po Mistrzostwach Świata IA. Część pierwsza
Za nami Mistrzostwa Świata Dywizji IA. Dla fanów liczb przygotowaliśmy tradycyjne podsumowanie statystyczne. Kto strzelił najwięcej bramek, który gracz najlepiej rozgrywał krążek, a kogo sędziowie najczęściej odsyłali na ławkę kar?
ZAWODNICY Z POLA
Najlepiej punktujący zawodnicy MŚ IA:
[…] 3. Grzegorz Pasiut (Polska) – 9pkt w 5 spotkaniach (2 G + 7 A)
[…] Najlepsi asystenci:
1. Grzegorz Pasiut (Polska), Liam Kirk (Wielka Brytania) – po 7 asyst.
[…] Najlepiej punktujący obrońcy:
[…] 5. Marcin Kolusz (Polska) – 4 punktów w 5 spotkaniach (1 G + 3 A)
Najlepsi strzelcy wśród obrońców:
[…] 3. Nathanael Halbert, Sam Ruopp, Evan Mosey (Wielka Brytania), Marcin Kolusz, Maciej Kruczek (Polska), Alex Trivellato, Daniel Glira (Włochy)– 1 bramka
Najlepsi strzelcy podczas gier w przewadze:
[…] 2. Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka (Polska), Liam Kirk, Brett Perlini (Wielka Brytania), Phil Pietroniro (Włochy)– po 2
[…] Najlepiej punktujący zawodnicy podczas gier w przewadze:
1. Grzegorz Pasiut (Polska) – 6 pkt (2 G + 4 A)
[…] Najlepsi we wznowieniach:
[…] 4. Grzegorz Pasiut (Polska) – 60%
[…] BRAMKARZE (minimum 30 procent rozegranych spotkań)
Skuteczność obron:
[…] 2. John Murray (Polska)– 93,14 %, 4 spotkania, 102strzały, 95 obronionych
[…] Średnia wpuszczonych bramek na mecz:
[…] 2. 1,73 – John Murray (Polska)
Mecze bez straty gola:
[…] 2. John Murray (Polska)– 2.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Najnowsze komentarze