Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: To duży krok w stronę mistrzostwa Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W ramach dwudziestej kolejki spotkań Orlen Ekstraligi Kobiet piłkarki pokonały na wyjeździe obecnego Mistrza Polski drużynę TME SMS Łódź 3:1 (2:1). Dzięki tej wygranej zespół prowadzi w tabeli z trzy punktową przewagą nad SMS-em. W następnej kolejce zespół zmierzy się na Bukowej ze Śląskiem Wrocław. Początek spotkania, w poniedziałek, piętnastego maja o godzinie 17:45. Mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport. Do końca rozgrywek pozostały dwie kolejki spotkań. Drużyna męska rozegrała w niedzielę spotkanie z Chrobrym Głogów, w którym zanotowano remis 0:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra u siebie z Puszczą Niepołomice, w sobotę 13 maja od godziny 15:00.
Siatkarze zakończyli rozgrywki PlusLigi na jedenastej pozycji. W lidze trwają jeszcze mecze o miejsca 1-2 (Jastrzębski Węgiel – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) oraz 3-4 (Resovia Rzeszów – Warta Zawiercie). Wypożyczony, do Al Ain, Jakub Szymański udzielił obszernego wywiadu na temat gry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i reprezentacji Polski.
Na lodowisku w Nottingham zakończył się turniej Dywizji IA, nasza reprezentacja uzyskała awans do przyszłorocznych rozgrywek Mistrzostw Świata Elity, które odbędą się w Pradze i Ostrawie. W składzie Polskiej drużyny grało siedmiu zawodników GieKSy, analitykiem był II trener GKS-u Ireneusz Jarosz. Zamieszczamy fragment statystyk z zakończonego turnieju dotyczących naszych hokeistów.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice blisko mistrzostwa, wspaniała reklama kobiecego futbolu na stadionie Widzewa!
Na stadionie Widzewa odbył się najprawdopodobniej najważniejszy mecz tego sezonu. Na pewno był to mecz, który miał wskazać potencjalnego mistrza Polski kobieciej Orlen Ekstraligi.
To miał być mecz walki o każdy metr boiska, z którego zwycięsko wyszedł GKS Katowice. Piłkarki Karoliny Koch pokonały TME SMS Łódź 3:1.
Łodzianki od początku próbowały narzucić GKS-owi swoje warunki gry. W 14. minucie Nicol Zając odważnie weszła w pole karne i została zahaczona przez Katarzynę Konat. Marlena Hajduk podeszła do wapna i mierzonym strzałem pokonała z jedenastego metra Oliwię Szperkowską. Gospodynie starały się odzyskać kontrolę i w 32. minucie Dominika Kopińska pokonała Weronikę Klimek dając swojej drużynie wyrównanie. Katowicznaki jednak nie poddały się i już w 39. minucie po wrzutce Anity Turkiewicz Katarzyna Konat trafiła do własnej bramki.
Po 45 minutach to GieKSa była minimalnie bliższa złota. Po przerwie łodzianki ruszyły do boju i już w 49. minucie po strzale Gabrieli Grzybowskiej piłka trafiła w słupek. Kolejne minuty przebiegały pod dyktando mistrzyń Polski, jednak nie potrafiły one zamienić przewagi na bramkę. Mimo kontroli SMS-u, to w 83. minucie Klaudia Maciążka przepięknym strzałem “wsadziła za kołnierz” piłkę do bramki Oliwii Szperkowskiej.
Katowiczanki dzięki temu zwycięstwu są już o krok od zdobycia mistrzostwa Polski. Jeśli za tydzień pokonają Śląsk Wrocław, to na Śląsku będą świętować mistrzostwo. SMS musi natomiast liczyć teraz na wpadkę liderek.
sportowefakty.wp.pl – To duży krok w stronę mistrzostwa Polski. GKS Katowice do bólu skuteczny w Łodzi
Całkiem możliwe, że to spotkanie wyłoniło nam przyszłego mistrza Polski. Piłkarki GKS-u Katowice pokonały w Łodzi TME SMS 3:1 w hicie 20. kolejki Orlen Ekstraligi i odskoczyły od wciąż jeszcze aktualnych mistrzyń kraju na trzy punkty.
[…] Katowiczanki prowadzenie objęły w 15. minucie, gdy Marlena Hajduk wykorzystała rzut karny po faulu Katarzyny Konat. Nieco ponad kwadrans później wyrównała Dominika Kopińska, ale jeszcze przed przerwą Konat zaliczyła samobójcze trafienie „zamykając” dośrodkowanie Anity Turkiewicz.
Łodzianki w drugiej połowie rzuciły się na przeciwniczki, ale nie potrafiły już ani razu znaleźć drogi do bramki Weroniki Klimek. Sztuka ta udała się za to Klaudii Maciążce, która przepięknie uderzyła zza narożnika pola karnego „za kołnierz” Oliwii Szperkowskiej i ustaliła wynik meczu na 3:1.
Dzięki tej wygranej piłkarki trener Karoliny Koch oddaliły się od TME SMS-u na trzy punkty. Do końca sezonu pozostały dwie kolejki. Nawet w przypadku równej liczby oczek ekip z Łodzi i Katowic to GKS będzie wyżej dzięki bezpośredniemu bilansowi. W praktyce oznacza to, że jeśli GKS wygra za tydzień u siebie ze Śląskiem Wrocław, zapewni sobie pierwszy w historii klubu tytuł mistrzowski.
A wspominany Śląsk w 20. kolejce przegrał u siebie z AZS-em UJ Kraków 0:2 po dwóch golach Agnieszki Derus.
dziennikzachodni.pl – Piłkarki GKS Katowice o krok od mistrzostwa Polski!
[…] To był kluczowy mecz w walce o mistrzostwo Polski. W spotkaniu rozegranym na stadionie Widzewa Łódź piłkarki GKS Katowice pokonały TME SMS Łódź 3:1. Do zdobycia tytułu katowiczanki potrzebują trzech punktów w dwóch ostatnich meczach. Zmierzą się w nich ze Śląskiem Wrocław (u siebie, 14 maja o 13, obecnie 7 miejsce w Orlen Ekstralidze) i Medykiem Konin (wyjazd, 28 maja o 17, 10 miejsce).
Ozdobą spotkania było ostatnie trafienie Klaudii Maciążki, pieczętujące sukces ekipy Karoliny Koch. Cały zespół zagrał jednak znakomicie i wykorzystał okazje do zdobycia goli. Imponująca była także postawa defensywy.
sportdziennik.com – Cel nie będzie zrealizowany?
Trzy najbliższe spotkania rozczarowujący tej wiosny GKS Katowice rozegra z rywalami mierzącymi w awans albo co najmniej baraże – czyli Puszczą, Stalą i Ruchem.
Katowiczanie w niedzielę nie dali rady poprawić atmosfery wokół zespołu. Zaledwie zremisowali na wyjeździe bezbramkowo z Chrobrym Głogów, czyli najgorzej punktującym wiosną I-ligowcem i tracącym najwięcej goli w stawce (50, z czego 24 – w tym roku).
– GKS był na pewno zespołem lepszym i bliższym zwycięstwa – ocenia trener Rafał Górak. Jak to w piłce bywa, nie udało nam się go odnieść. Niestety, jeśli nie strzela się tak stuprocentowej sytuacji, jaką jest rzut karny, to jest ogromna złość. Jesteśmy niezadowoleni. Z drugiej strony, wiemy też, w jakiej sytuacji jest Chrobry. Jak punktował w pierwszej rundzie, jak groźnym był zespołem (skończył ją na 4. miejscu – dop. red.). Dziś ma swoje kłopoty. Wiedzieliśmy, że będzie to takie spotkanie „face to face, box to box”, zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożenia. Wywozimy stąd punkt, czyli nie to, po co przyjechaliśmy – dodaje szkoleniowiec GieKSy.
Drużyna z Bukowej nie zrehabilitowała się za bardzo słaby występ ze Skrą Częstochowa (0:1 i rekordowo niski współczynnik goli oczekiwanych – 0,05). Mało tego – zanotowała kolejne w krótkim odstępie czasu spotkanie – po tych ze Skrą i Odrą Opole (0:2), które mogło wręcz irytować kibiców bezradnością, bezbarwnością, brakiem werwy.
– Przytrafił nam się słabszy mecz ze Skrą. W Głogowie gra była pod naszą kontrolą. Zasłużyliśmy na pełną pulę, nie udało się tego zrobić, dlatego wracamy z żalem. Mimo wszystko dopisaliśmy punkt, ale w szatni panuje niedosyt. Za tydzień jest kolejne spotkanie (z Puszczą – dop. red.) i zrobimy wszystko, by punkty zostały przy Bukowej – zapewnia Bartosz Jaroszek, stoper GKS-u, czyli zespołu, który ma na koncie 3 z rzędu niestrzelone karne. Z Sandecją jedenastki nie wykorzystał Jakub Arak, z Resovią – Arkadiusz Jędrych. Z kolei w Głogowie piłkę z 11 metrów nad poprzeczką przeniósł Sebastian Bergier. Zawodzą umiejętności, głowa…? – Nie strzelamy karnych, takie są fakty, a reszta nie ma znaczenia – ucina Jaroszek.
Katowiccy kibice w tym sezonie mieli trochę żalu i pretensji do klubu czy trenera, że nie mówi się głośno o żadnym ambitnym celu postawionym przed zespołem. Z Bukowej płynął raczej asekuracyjny komunikat, iż założenie jest takie, aby zapewnić sobie utrzymanie szybciej niż w poprzednim sezonie. Ewentualnie na tej bazie powalczyć potem o coś więcej, spróbować zaatakować czołową szóstkę. Rok temu GKS w roli beniaminka przypieczętował byt po niełatwym sezonie dopiero w 32. kolejce, pokonując spadającego imiennika z Jastrzębia. Teraz? Raczej nie stanie się to szybciej.
Matematycznie, cel zatem jest zagrożony, a baraże odjechały… Dziś katowiczanie mają przewagę 7 punktów nad otwierającą strefę spadkową Skrą Częstochowa, a do rozegrania pozostały przecież jeszcze 4 kolejki. Przed rokiem na 4 kolejki przed końcem GKS zajmował 11. miejsce z 36 punktami, 6 „oczkami” przewagi nad kreską (Stomil Olsztyn) i stratą do szóstki (Odra Opole) wynoszącą 10 punktów.
Obecnie ich położenie jest tylko trochę lepsze – 9. pozycja, 7 pkt przewagi nad kreską, a 8 punktów straty do szóstej Stali Rzeszów. Różnica jest też taka, że wtedy GieKSa nabierała rozpędu. Finalnie w ostatnich 7 kolejkach zgarnęła aż 17 punktów i skończyła na 8. miejscu, choć byłam zespołem przez większość sezonu zagrożonym.
Tej wiosny o taki finisz rozczarowujących katowiczan trudno podejrzewać. Terminarz mają interesujący: zakończą sezon wyjazdem do dalekich Chojnic, które spadają do II ligi, ale nim to nastąpi, czekają ich jeszcze 3 spotkania z zespołami mającymi o co grać, walczącymi o ekstraklasę i baraże. Puszcza przy Bukowej, wyjazd do Rzeszowa, domowe derby z Ruchem… Przystąpią do niej po dwóch występach bez zdobytej bramki (Skra, Chrobry). Seria trzech meczów na zero z tyłu jeszcze im się w tym sezonie nie zdarzyła.
– Zdaję sobie sprawę, że na pewno nie olśniewamy grą, ale stawka jest ogromnie ciężka. Wyobraźmy sobie, jakie kluby będą grały w pierwszej lidze w przyszłym sezonie, jakie tego chcą. To będzie zacne towarzystwo. Życzyłbym sobie, by w tym zacnym towarzystwie był GKS Katowice – mówi trener Górak, jakby nie kryjąc już, że o barażach nawet nie ma co marzyć, a należy skupić się na bezkolizyjnym zapewnieniu sobie utrzymania i – zapewne – mierzeniu się od lipca z „nowymi” rywalami pokroju Lechii Gdańsk czy Polonii Warszawa.
SIATKÓWKA
sport.tvp.pl – Jakub Szymański z GKS Katowice dostał powołanie i podpisał kontrakt w… Emiratach. Pięciu profesjonalistów, reszta to policjanci
Sam nie wiem, czego się spodziewałem poza dużo niższym poziomem niż w PlusLidze. Wiedziałem, że razem ze mną będzie pięciu zawodników, którzy grają w siatkówkę profesjonalnie. Reszta to policjanci, którzy dołączali do nas wyłącznie na wieczorne treningi, ponieważ wcześniej byli na służbie – opowiada Jakub Szymański z GKS Katowice, który po sezonie w Polsce przeniósł się do Al Ain, do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sara Kalisz, TVPSPORT.PL: – Gdzie teraz jesteś?
Jakub Szymański: – Obecnie jestem w Al Ain, w hotelu. W niedzielę czeka mnie mecz o Puchar Prezydenta. Klub zdecydował się pozyskać wzmocnienie – padło na mnie. Słyszałem też o innych nazwiskach, ale tylko w przypadku, gdyby władzom nie udało się mnie zakontraktować.
– Byłeś po sezonie spędzonym w GKS Katowice. Jak to się stało, że ostatecznie zdecydowałeś się na dołączenie do kolejnego klubu?
– Przede wszystkim na koniec sezonu czułem się dobrze fizycznie. Nie odczuwałem większego zmęczenia. Mecze o niższe miejsca nie należą do tych wymarzonych przez sportowców. Nie zmienia to jednak faktu, że lepiej jest zakończyć sezon wygraną. To generuje lepsze emocje na koniec.
Temat Emiratów pojawił się w środę, po starciu z PGE Skrą Bełchatów, które graliśmy we wtorek. Po południu zadzwonił do mnie menedżer Jakub Michalak. Powiedział, że klub jest mną zainteresowany na jeden konkretny mecz. Zaznaczył, że to szybki temat, ponieważ wylot byłby już w sobotę. Przed tym trzeba było „klepnąć” transfer. Miałem kilka godzin, żeby zdecydować się na wyjazd.
– To przygoda, zastrzyk gotówki, niezbyt duże obciążenie, bo to tylko jeden mecz, a także otwarcie się na coś nowego.
– Zdecydowanie tak. Zgodziłem się w sumie nie wiedząc, ile mogę zarobić. Wstępnie podano mi kwotę, ale wszystko weryfikował kontrakt. Ostatecznie wyszło to trochę inaczej, bo istotna była też kwestia premii po zwycięstwie w meczu. Niezależnie od okoliczności powiedziałem jednak, że chcę jechać do Emiratów.
– W skali plusligowej, o jakim procencie kontraktu mówimy w przypadku jednego meczu w Emiratach?
– Gdyby władze klubu chciały sięgnąć po kogoś, kto umiejętnościami jest nieco wyżej ode mnie, to kwota, którą otrzymam, pewnie nie do końca by temu siatkarzowi odpowiadała. To nie jest nie wiadomo jaki strzał finansowy, ale godziwa zapłata za usługę gracza na moim poziomie.
– Kiedy przyleciałeś do ZEA?
– Byłem w sobotę wieczorem. W niedzielę dzień był wolny, a od poniedziałku zaczęły się treningi.
– Co na nich zastałeś?
– Sam nie wiem, czego się spodziewałem poza dużo niższym poziomem niż w PlusLidze. Wiedziałem, że razem ze mną będzie pięciu zawodników, którzy grają w siatkówkę profesjonalnie. Reszta to policjanci, którzy dołączali do nas wyłącznie na wieczorne treningi o 19:00, ponieważ wcześniej byli na służbie.
– Dobrzy są?
– Jestem miło zaskoczony poziomem, który zastałem. Zaangażowanie na treningu jest bardzo duże. Rywalizacja i chęć wygrywania są ogromne. Czasami pojawiają się nawet… kłótnie. Przed przylotem oglądałem wideo różnych drużyn i już wtedy zauważyłem, że rywalizacja jest emocjonalna (śmiech). Zarówno jedna, jak i druga strona bardzo mocno się denerwowały. Spodziewałem się, że momentami na treningach może być nerwowo, ale to wszystko uspokaja trener. Zawodnicy też wiedzą, że najważniejszy jest mecz, który gramy w niedzielę wieczorem.
– A jak wygląda infrastruktura sportowa?
– Porównałbym to do Realu Madryt.
– Naprawdę?
– Myślałem, że z hotelu przedstawiciele klubu przewiozą mnie do małego budynku, w którym odbędą się zajęcia. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zmierzając do hali przejechaliśmy przez jeden, drugi szlaban. Dojechaliśmy do ogromnego obiektu, który na każdym zrobiłby wrażenie. Nic dziwnego – klub jest wielosekcyjny, łączy siatkówkę z koszykówką i piłką nożną. Na ten ostatni sport jest największy nacisk. Jest tu hala, imponujący stadion, a jest on tylko treningowy! Byłem w ogromnym szoku. Nacisk na sport w tym kraju jest naprawdę duży. Niesamowicie to wszystko wygląda. Nie spodziewałem się tego. Pełen profesjonalizm.
– A jak wygląda liga?
– Sam nie wiem za dużo. Prosiłem o podejrzenie statystyk, by zobaczyć, którzy siatkarze grają w lidze. W sobotę mieliśmy wideo i analizowaliśmy grę przeciwnika. W drużynie rywali jest zawodnik, który przyszedł w styczniu z ligi chińskiej, to serbski przyjmujący. Jest również atakujący, który występował w Polsce, czyli Felipe Bandero. Poza tym są gracze, o których nigdy nie słyszałem. Wiem, że nasi najbliżsi przeciwnicy wygrywali z zespołem, do którego dołączyłem, zazwyczaj w stosunku 3:2. W półfinale nasi oponenci pokonali też zespół, w którym gra kanadyjski atakujący Ryan Sclater. W tej lidze grają naprawdę nieźli siatkarze.
– Zgrałeś się z drużyną?
– Czuję się trochę pewniej w towarzystwie chłopaków. Na początku była duża niepewność, trochę stresu przed prezesami. Nie wiem nawet kto tu kim jest, bo jest tych osób tak dużo (śmiech). Na treningi przychodzi sześciu, siedmiu ludzi „u władzy”, które opiekują się sekcjami, klubem. Można się w tym pogubić. Stres minął jednak po dwóch dniach. Potrzebowałem też trochę czasu, by złapać kontrakt z rozgrywającym. Pierwsze piłki były tylko wysokie na skrzydło. Teraz jest już lepiej, nasza praca zaowocowała.
– Ponoć w jednym czasie dowiedziałeś się o powołaniu i ofercie z ZEA, to prawda?
– Rozmawiałem z Kubą Michalakiem odnośnie do wyjazdu do Emiratów. Padło kilka pytań o kadrę, o to kiedy ewentualnie bym zaczynał. Skończyłem rozmowę z menedżerem i w tym samym momencie napisał do mnie selekcjoner Nikola Grbić. Zapytał mnie kiedy moglibyśmy porozmawiać. Zaraz się połączyliśmy i dostałem informację o powołaniu. 8 maja mam się zameldować w Spalę.
– W zeszłym sezonie brałeś udział w treningach, jednak nie grałeś w meczach. Na co teraz się nastawiasz?
– Wtedy zacząłem od pierwszych dni, ale po pewnym czasie wyjechałem, ponieważ z urlopów wrócili inni przyjmujący, czyli Tomasz Fornal i Rafał Szymura. Wcześniej byłem tylko z Bartłomiejem Lipińskim i Bartoszem Kwolkiem. Moja rola w zeszłym roku szybko się więc skończyła. W tym nastawiam się na więcej. Fajnie byłoby, gdyby tym razem była większa.
HOKEJ
hokej.net – Statystyczne podsumowanie po Mistrzostwach Świata IA. Część pierwsza
Za nami Mistrzostwa Świata Dywizji IA. Dla fanów liczb przygotowaliśmy tradycyjne podsumowanie statystyczne. Kto strzelił najwięcej bramek, który gracz najlepiej rozgrywał krążek, a kogo sędziowie najczęściej odsyłali na ławkę kar?
ZAWODNICY Z POLA
Najlepiej punktujący zawodnicy MŚ IA:
[…] 3. Grzegorz Pasiut (Polska) – 9pkt w 5 spotkaniach (2 G + 7 A)
[…] Najlepsi asystenci:
1. Grzegorz Pasiut (Polska), Liam Kirk (Wielka Brytania) – po 7 asyst.
[…] Najlepiej punktujący obrońcy:
[…] 5. Marcin Kolusz (Polska) – 4 punktów w 5 spotkaniach (1 G + 3 A)
Najlepsi strzelcy wśród obrońców:
[…] 3. Nathanael Halbert, Sam Ruopp, Evan Mosey (Wielka Brytania), Marcin Kolusz, Maciej Kruczek (Polska), Alex Trivellato, Daniel Glira (Włochy)– 1 bramka
Najlepsi strzelcy podczas gier w przewadze:
[…] 2. Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka (Polska), Liam Kirk, Brett Perlini (Wielka Brytania), Phil Pietroniro (Włochy)– po 2
[…] Najlepiej punktujący zawodnicy podczas gier w przewadze:
1. Grzegorz Pasiut (Polska) – 6 pkt (2 G + 4 A)
[…] Najlepsi we wznowieniach:
[…] 4. Grzegorz Pasiut (Polska) – 60%
[…] BRAMKARZE (minimum 30 procent rozegranych spotkań)
Skuteczność obron:
[…] 2. John Murray (Polska)– 93,14 %, 4 spotkania, 102strzały, 95 obronionych
[…] Średnia wpuszczonych bramek na mecz:
[…] 2. 1,73 – John Murray (Polska)
Mecze bez straty gola:
[…] 2. John Murray (Polska)– 2.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Felietony Piłka nożna Piłka nożna kobiet
Runda pełna absurdów #2
Nie będziemy ukrywać, że wraz z redaktorem Flifenem po naszym jesiennym artykule liczyliśmy na nieco spokojniejszą wiosnę i w efekcie krótszy wpis, pozwalający na wakacyjny odpoczynek. Nasze przewidywania okazały się jednak równie skuteczne jak Mileta Rajović… Zapraszamy zatem do obszernej lektury naszej selekcji najzabawniejszych absurdów z wiosny sezonu 2025/26!
Boże miej tę ligę w opiece
Lechia wcale nie spadła (PZPN ich nienawidzi, zobacz jak) – Niektóre kluby do ostatniej kolejki biją się o utrzymanie, co bardziej temperamentne jeszcze kilka dni po zakończeniu sezonu próbują odwoływać się od jakiejś niezrozumiałej decyzji sędziowskiej. Lechia Gdańsk poszła o krok dalej, w oświadczeniu jasno dając do zrozumienia, że utrzymała się w lidze i odebranie jej punktów było wręcz nielegalne. Kto wie – być może jeszcze o tym wątku usłyszymy na starcie sezonu, gdy Lechia będzie domagała się przywrócenia do Ekstraklasy?

Lechia jest bezczelna – Szanowny spadkowicz uraczył swoich fanów prozaicznym wytłumaczeniem kolejnych odejść z klubu – to przez ten krwiożerczy PZPN! Cały sezon Lechia była o włos od utrzymania i sami pracownicy klubu mówili, że nie przejmują się tą karą. Po spadku nagle wszystko się odmieniło, powrócił zakaz transferowy, a zza kulis znów zaczęły wychodzić informacje o pustce w kasie. Trudno wyobrazić sobie rozprawę, gdzie dorośli ludzie będą próbowali pozwać ligę za to, że spłaciła za nich ich własne długi i przymykała oko na dantejskie sceny za kulisami. Z drugiej strony, Paolo Urfer jest prawnikiem i nawet sam Pan Bóg pewnie nie wie, czy Lechia jednak nie zagra w tegorocznej Lidze Mistrzów.
Oświadczenia nad oświadczeniami – Był kiedyś pewien europoseł o imieniu Janusz, który każde wystąpienie kończył słowami “a poza tym sądzę, że…”. Lechia Gdańsk publikuje komunikaty niemal żywcem wyjęte z jego wypowiedzi: “Odszedł ten i ten, z powodu tego i tego, dziękujemy. A poza tym PZPN poniesie odpowiedzialność za bestialskie zrujnowanie naszego klubu i powinien zostać zniszczony, nie dziękujemy”.
Źródło: Strona Główna Klubu i Akademii – Lechia Gdańsk
Przerwanie meczu po odpaleniu 10 rac przez Legię na Arenie Katowice – Pan Damian Sylwestrzak na chwilę wstrzymał grę za sprawą dymu ogarniającego murawę na stadionie, w trosce o zdrowie zawodników i poziom widowiska. Nie udało się niestety ustalić, jaki stadion został zadymiony, bowiem piłkarze nie potrafili doszukać się rzekomej chmury uniemożliwiającej działanie naszego niezawodnego systemu wideoweryfikacji. Jak się okazało, obawy arbitra były jednak słuszne – VAR nie mógł zauważyć Kacpra Tobiasza rzucającego się z uściskami na Szkurina podczas akcji ofensywnej.
Rzut za trzy punkty Kowalczyka z Termalicą – Są różne style piłkarskie: misterne Catenaccio, morderczy Gegenpressing czy też sławetna Tiki-taka. Mateusz Kowalczyk postanowił wprowadzić jednak element innej dyscypliny, po wrzucie z autu zapisując sobie niemalże bezpośrednią bramkę, jedynie z przyczyn legislacyjnych uznanych za samobójczą. Miny dziennikarzy i kibiców zasiadających na trybunach, którzy zobaczyli ten ewenement na skalę światową – bezcenne. Europa nie jest gotowa na nasze sztuki piłkarskie!
Kolejny trener Widzewa, ale tym razem to już naprawdę ostatni! – Każdy z nas w swoim życiu kupił nieco zbyt dużą paczkę chrupek “bo będzie na dwa dni”. Włączamy mecz, a kilka chrupnięć później okazuje się, że paczka już jest pusta. Nieco podobnie miał pan Dobrzycki z kupnem trenerów, bowiem od 2025 roku w Widzewie pracowało już 5 wyszukanych szkoleniowców na lata, każdy z coraz to lepszą argumentacją i CV. Ostatecznie skończyło się na panicznym zatrudnieniu żelaznego Ako Vukovicia, który przyszedł, wywalił ego “gwiazd” tej ligi na bruk i kazał wypierniczać wszystkie piłki w kosmos. Od jednego chrupnięcia na weselu Widzew niemal spadł z ligi, a to byłoby całkiem spore osiągnięcie jak na miliardera.

Bergier kopiący rożne jako najlepszy strzelec Widzewa – Inni trenerzy go nienawidzą, zobacz jak! Poprzednik Vukovicia miał dość niecodzienny plan na Widzew Łódź, wszak wysyłanie walczaka i najlepszego strzelca do kopania rzutów rożnych przy okienku transferowym za miliony monet brzmi jak żart primaaprilisowy. Sęk w tym, że szanowny Pan Czapeczka nawet nie zdołał do tegoż kwietniowego dnia dotrwać, a taki absurdalny pomysł mógł mu tylko w tym pomóc.
Gesty Sebastiana “zwykłego chłopaka” Bergiera do kibiców Korony – W zaledwie kilka sekund skutecznie odświeżył niechęć kibiców do swojej osoby. Gdyby ten gest był jeszcze spontaniczny i szybko się opanował, mógłby to wytłumaczyć jakąś prowokacją, co i tak było już głupie i obelżywe. Wszystko odbyło się już jednak w dość spokojnych jak na wyjazd warunkach po meczu. Zawodnik uskutecznił *machanie ręką na wysokości bioder jednoznacznym gestem* kilka razy, dla pewności szyderczo się uśmiechnął i splunął na murawę. Ech… WIDEO
Najdroższy rozdawacz kwiatów w historii – Cała liga przeżyła szok po pierwszych transferach Widzewa Łódź, a szczególnie po wydaniu ponad 5 milionów euro na Osmana Bukariego, skrzydłowego prosto z MLS. Okazało się, że Osman w warunkach polskiej ligi odnajduje się co najwyżej przeciętnie, a kiedy w Łodzi pojawił się Vuko, to Ghańczyk został wysłany na trybuny. Klub znalazł mu nowe zajęcie zgodnie z kwalifikacjami – na dzień kobiet został zatrudniony do rozdawania paniom kwiatów przed stadionem.
Kapaudi zatrzymany przez prezydenta, a Bukari przez wizę – Obrońca Widzewa regularnie jest zawodnikiem szerokiego składu Demokratycznej Republiki Konga, nie powinno więc nikogo dziwić, że w marcu pojechał on do swojej ojczyzny pomóc jej w awansie na Mistrzostwa Świata. Misja została zakończona sukcesem, a DRK awansowała na mundial po raz pierwszy od ponad 50 lat! Sukces okazał się tak wielki, że aż prezydent zwołał spotkanie z piłkarzami na tydzień po historycznym meczu. Problem w tym, że według reguł FIFA reprezentacje muszą “oddać” zawodników klubom w przeciągu dwóch dni, a tutaj minął ponad tydzień. W tym samym czasie Bukari walczył w polskim konsulacie w Nigerii o uzyskanie pozwolenia na pracę.
Dawid Szwarga kapituluje – Trener Dawid Szwarga znany jest z nowinek technologicznych i ma łatkę analityka, choć czasem mówi się o jego brakach w budowaniu szatni. W jego ostatnim starciu jako trener Arki Gdynia z Koroną Kielce kamery wychwyciły, jak rzucił soczyste “Pie***lę to” i ostentacyjnie usiadł na ławce. Oficjalnym powodem rozstania był rozjazd wizji budowy klubu, co wcale nie wyklucza prawdziwości dwóch mocnych słów trenera.

Arka Gdynia (i nie tylko) bojkotuje groundkeeperów – Raczej nikt nie wyobraża sobie meczów NBA rozgrywanych na betonie, jazdy na łyżwach po bruku, czy gry w piłkę na kartoflisku. Ten aspekt został zakwestionowany przez parę ekip, które wpadły na to samo pytanie: “Jak kiepska może być murawa?”. I w ten sposób Arka Gdynia rozegrała parę kolejek na kretowisku, murawa Poznania w Pucharze Polski wyglądała, jakby nikt jej przez miesiąc nie podlewał, a w Radomiu z tego powodu nawet odszedł trener. Niby tylko zwykła trawa, a tyle z nią kłopotów.
Krzykliwa reklama Legii z Oyakatą – W ciągu istnienia każdego klubu zdarzają się takie momenty, że wszystkim sympatykom aż chce się krzyczeć ze złości. Takie emocje mogły towarzyszyć kibicom Legii, gdy na horyzoncie realnie pojawiło się widmo spadku, chociaż jeszcze przed chwilą zespół brał udział w europejskich pucharach. Ewidentnie tym kierowali się marketingowcy klubu ze stolicy, kiedy w ramach reklamy pewnej zupki instant kazali aktorowi z całej siły krzyknąć pośrodku niczego i… zacząć przygotowywać tę właśnie zupkę. Tych, których ta reklama ominęła, zapraszamy do seansu, bo tego nie można przegapić. WIDEO
Bezlitosny Excel sprzedał Kapaudiego – Dwóch wytrwale zarabiających klubowych dyrektorów sportowych zadało sobie pytanie – po co mieć jakiegokolwiek obrońcę? Marek Papszun zdołał jeszcze złapać zawodnika za rękę przy podpisywaniu kontraktu z Cremonese i przywrócić go do drużyny, by usłyszeć że…i tak muszą go sprzedać, bo nie ma pieniędzy. Zawodnik przeszedł do Widzewa, Legia i tak miała czerwony Excel, a obronę zapełniał pomocnik Rafał Augustyniak z mędrcem Arturem Jędrzejczykiem. Rotacje, zmiany, rezerwy? Wychodzi na to, że to chyba jakieś pojęcia motoryzacyjne.
Wyprzedaż w Legii – Jakby tego było mało, na koniec sezonu budżet stołecznego klubu zaczął pękać w szwach. Nie było to jednak z powodu przepełnienia, a z powodu nerwowego szukania ostatnich monet przez kolejnych dyrektorów. Błyszczący na początku sezonu Nsame ponoć bardzo chciał zostać i zejść z pensji, aprobował to nawet sam Marek Papszun – nic z tego nie wyszło, zawodnik odszedł za darmo do Pogoni Szczecin. Z klubu odeszło (stan na 4 lipca) aż 14 zawodników, a sensowne pieniądze otrzymano jedynie za Barcię i Leszczyńskiego. Z Urbańskim nawet (proszę usiąść) rozwiązano umowę, choć jego przyjście było owiane sporym sukcesem. Żeby było zabawniej, po tej fali i wcześniejszych zmianach w szkółce młodzi zawodnicy podobno zaczęli wypytywać o możliwość zmiany klubu. Gratulujemy Legii konsekwencji – od mistrza do klasy średniej, w końcu cel osiągnięty!
Odwołana kartka Rafała Augustyniaka – Wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby sędzia pokazał po taktycznym faulu żółty kartonik i zaznaczył, że następny taki faul poskutkuje wylotem z boiska. Piotr Lasyk zapewne taki miał zresztą zamiar, jednak po konsultacjach z VAR-em zmieniono to na czerwoną kartkę. Marek Papszun wyszedł na konferencję, niejako wymanifestował jej anulowanie i… PZPN anulował kartonik, nie przyznając w zamian nawet prawidłowej żółtej kartki. Skoro tak sztywno trzymamy się przepisów, jest jedna drużyna, która z powodu zaległości finansowych powinna już dawno znajdować się na niższych szczeblach rozgrywkowych – ich też czeka anulowanie sezonu?

Rajović strzela w swoją drugą nogę przed pustą bramką – Tu nawet nie ma o czym pisać, to trzeba zobaczyć. Jak to mawia młodzież: przednia zabawa, że hoho! WIDEO
PZPN przenoszący Superpuchar przed ostatnią kolejką – Polski Związek Piłki Nożnej (lub czegoś w tym rodzaju) bardzo chciał oddać Wrocławiowi to, co udało się koncertowo zepsuć w poprzednim sezonie zakończonym spektakularnym spadkiem. Dodatkowo miała to być chyba też kara za niewpuszczenie kibiców Wisły Kraków. Oprócz reprezentacji miał się tam pojawić… Wróć, w żadnym momencie nie miał się tam pojawić Superpuchar Polski. Niektórym “baronom” taki pomysł przyszedł do głowy, ale społeczności Górnika i Lecha Poznań bardzo szybko dały znać, że nie będą brać udziału w takiej degrengoladzie i albo jadą do Poznania, albo na wakacje. Nie ma to jak bohaterskie tworzenie problemów, by potem po cichu się z nich wycofywać.
Bitwa pod Gołębnikiem – Derby w polskiej piłce rzadko kiedy odbywają się w neutralnej atmosferze, ale wszystko ma swoje granice. Te zostały przekroczone, kiedy po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce kibic gospodarzy wtargnął na stadion i ruszył na Tamara Svetlina, którego chronić musiał Konrad Cebula. W międzyczasie butelka rzucona przez innego kibica Radomiaka znalazła dyrektora marketingu Korony, który z całą zakrwawioną głową musiał opuścić boisko. Skończyło się na symbolicznej karze i braku konsekwencji, bo już kilka kolejek później radomscy kibice chwalili się na Twitterze wnoszonymi małpkami.
Kiko Ramires i herb Radomiaka – Ja wiem, co wielu z Was sobie pomyśli: przecież jeszcze niedawno Radomiak nie miał swojego herbu! Tamta sprawa została jednak rozwiązana, o czym prawdopodobnie nie usłyszał pewien były trener Radomiaka. Kiko Ramires, bo o nim mowa, wrzucił na swojego Twittera (nowomowa: X) piękną grafikę z pożegnalną wiadomością skierowaną do kibiców z Radomia. Większość osób skupiła się jednak nie na samej treści, której nic zarzucić nie można, a na stworku w lewym górnym rogu oraz w tle posta. Po chwili Kiko zrozumiał swój błąd i wrzucił poprawioną wersję – a przynajmniej tak to sam ochrzcił, bo nie wyglądało to dużo lepiej. Losowe artefakty, wrzucona cyrylica… Sami rzućcie okiem na te dzieła wprost z profili społecznościowych szkoleniowca.
Źródło: Twitter Kiko Ramiresa
Gonçalo Feio, przygód część kolejna – Mecz 24. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Radomiakiem Radom a GieKSą nie jest czymś, co postronny kibic będzie wspominał z wypiekami na twarzy. Zresztą, prawdopodobnie już poza sprzymierzeńcami obu ekip nikt już o jego przebiegu nie pamięta. Kolorytu temu dniu nadał za to znany z tego, że nadaje kolorytu wielu dniom, Goncalo Feio. Znany z rzucania biurowymi przedmiotami ówczesny trener Radomiaka tym razem wdał się w polemikę na temat stanu murawy z miejscowym radnym. W pewnym momencie politykowi siadły nerwy i przyłożył Portugalczykowi, na co ten zareagował rzuceniem papierów. Tak zakończyła się kolejna przygoda Feio w Polsce, ponownie rzuceniem – kuwetą w Motorze, ofertą Legii i teraz papierami.
Minimalistyczny Motor Lublin – Przez ostatnie pocovidowe lata w Ekstraklasie tendencja w rozwoju ligi oraz w ilości wydawanych w niej pieniędzy była raczej wzrostowa. Czasem jednak zdarzają się jednostki, które muszą się przeciwstawić wszystkim trendom, tym razem tę rolę przejął Zbigniew Jakubas. Po sezonie przez Lublin przeszło tornado, zabierające ze sobą aż 12 piłkarzy pierwszego składu. Całe szczęście, że Bright Ede nie uległ pokusie milionowej oferty z Chelsea, inaczej Motor musiałby radzić sobie także bez niego. Po drodze z klubu wywiało też Mateusza Stolarskiego, a powstały w ten sposób wakat został od razu zajęty przez Mariusza Misiurę. Były trener Wisły Płock jest bardzo ceniony przez pana Jakubasa, co objawiało się już wcześniej, gdy prezes dyskutował z nim o grze Motoru… kiedy trenerem był jeszcze Stolarski.
Kibole Lecha, kible Widzewa – To nie jest przypadek, że prawie za każdym razem to są toalety. Tym razem obsługa sanitariów przerosła kibiców Lecha Poznań, którzy pozostawili po sobie widok jak na załączonym obrazku. Szkody pozostawione przez fanatyków łódzki klub wycenił na kilkaset tysięcy złotych, a fani z Poznania zadeklarowali się, że uregulują wszystkie koszta. Dobre chociaż to, lecz może warto zainwestować w edukację od podstaw i rozdawanie przed wyjazdami skróconych instrukcji obsługi toalet. Panowie kibole – porcelana da się lubić!

Thomasberg mówiący, że jego piłkarze bali się wygrać z Termalicą – Nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwsze słowa trenera Pogoni Szczecin! Po lutowym remisie z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza szkoleniowiec rzucił nowe światło na kwestię formy Pogoni – jego piłkarze po prostu żyli w strachu przed zdobyciem trzech punktów. “Pojawiła się obawa przed zwycięstwem, to nie powinno się wydarzyć” – to brzmi bardziej jak cytat z twórczości Walaszka, niż słowa poważnego trenera na konferencji prasowej po remisie z ostatnią drużyną ligi.
Juwara na wagarach w Berlinie – Miasto, w którym na każdej ulicy leży 60 Euro, może wydawać się wszystkim atrakcyjnym miejscem. Czasem jednak przed pojechaniem tam powinno się sprawdzić, czy na następny dzień nie gra się spotkania w Ekstraklasie. O tej części zapomniał Musa Juwara, który służbowym autem oznaczonym jego nazwiskiem (!) przejechał się do stolicy kraju Autobahn. W efekcie skrzydłowy został odsunięty od składu pierwszej drużyny Pogoni. To znaczy, oficjalnie został przesunięty z powodu drobnego urazu, lecz od tego czasu (czyli połowy lutego) reprezentant Gambii ani razu nie wszedł na boiska Ekstraklasy. Plotki głoszą, że klub już w tym okienku spróbuje pozwolić zawodnikowi iść swoją ścieżką.
O takim Alexie H., co chciał wpłacić na zbiórkę – Pomysły Pana Prezesa są zasadniczo po prostu skrajne: tu zwyzywa kogoś od sodomity służącego siłom ciemności, tu osobiście przyjdzie pogratulować kibicom rywali zwycięstwa. Pod koniec kwietnia postanowił, powiedzmy… Dołączyć? W każdym razie coś w tym stylu, do zbiórki Patryka Łatwoganga na Fundację Cancer Fighters. Skąd nasze zawahanie w doborze słowa? Prezes podrzucił do internetu cennik, za każdy kolejny wygrany mecz Pogoni dorzucając coraz więcej do puli. To jest, obiecując dorzucenie, bowiem już w ostatnich minutach pierwszego starcia zakończyła się szalona passa zwycięstw w liczbie 0, powodując lawinę szydery na social mediach.

PROSZĘ ODDAĆ NASZA DZIAŁKA! – Zarząd pod właścicielstwem Roberta Platka, składający się z Murata Colaka i Davida Amdurera sprezentował dość specyficzną konferencję prasową. Mocno podkreślono totalny brak profesjonalizmu byłej prezes Filipiak przy nagłym rozstaniu z Cracovią, bardzo ładnie prosząc (i to w języku polskim!) o zwrot srebra rodowego, jakim jest działka Cracovii. Została ona sprzedana za ułamek ceny firmie Pani Filipiak, a zarządzający podkreślali gotowość nie tylko do walki prawnej, ale też do odkupienia gruntów dla klubu. Z plusów, przynajmniej za działkę nie zapłaciła Ekstraklasa – doceniamy!
6 zespołów mających w 29. kolejce po 37 punktów (ta liga nie jest poważna) – W innych ligach jedni kibice emocjonują się walką o puchary i mistrza, drudzy każdego dnia wstają z przerażeniem spoglądając w tabelę niższej ligi. W Polsce postanowiono opatentować coś zupełnie nowego, nielimitowane emocje dla każdego. Czy Twój klub spadnie, awansuje, a może zbankrutuje? Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, a sytuację w tabeli śledzili ze śmiechem nawet zagraniczni użytkownicy Twittera. Walka o spadek – legendarne motto wszystkich klubów Ekstraklasy.
Nosił Podolski razy kilka – Słyszysz: boiskowy bandytyzm, myślisz: Podolski. W tej rundzie ponownie nowy właściciel Górnika Zabrze stracił kontakt z bazą – tym razem uderzył z pięści Ameyawa w brzuch. Kiedy z kolei to Braut Brunes bez ceregieli zameldował się na jego kostce, był pierwszym, który uspokajał swoją drużynę i w wywiadzie po meczu rzucił: „Czasami są emocje, tak to jest. Ja to rozumiem„. Trzymanie się własnych zasad Lukasa jest godne uznania, lecz chyba nie na tym powinien polegać futbol, by trofea zdobywać kosztem zdrowia innych.
Sebastian Madejski nie zostanie skoczkiem wzwyż – Początek kwietniowego spotkania, niby nic groźnego. Katastrofalnie nieudane dośrodkowanie (a może i nawet strzał?) już ma przekuć się w kontrę, gdy wtem… Kamil Kosowski wykrzykuje: “Dał się zrobić jak junior!”. Piłka z 17. metra na wprost bramkarza powędrowała w jego rękawice, Madejski jednak był nieco zaskoczony i wypiąstkował pionowo do góry. Samo to nie skończyłoby się feralnym golem, gdyby później nie zatoczył się przy ocenie toru lotu piłki i nie wskoczył wprost w plecy napastnika, który bezproblemowo skierował piłkę głową do siatki. WIDEO

Nieuznana bramka po samosfaulowaniu się – Zremisowany mecz 31. kolejki z Piastem przez Koronę Kielce nie pozwolił drużynie oddalić się od miejsc premiowanych spadkiem, choć w końcówce aż huczało od kontrowersji. Arbitrzy odgwizdali faul jednej nogi obrońcy na drugiej, nie czekając na finał akcji i ewentualny udział VAR-u, a szkoleniowiec Korony otrzymał za prostesty czerwony kartonik: WIDEO
Trenerowi Zielińskiemu biją piłkarza, ale klub mówi, że nie – Szkoleniowiec Korony stwierdził po tym spotkaniu na konferencji prasowej, że jeden z jego piłkarzy został pobity przez kibiców. Nie zgodził się z tym stwierdzeniem… sam klub, wydając oświadczenie, aby nie wierzyć takim informacjom latającym po mediach. Zapomnieli jednak dopisać, że źródłem tego newsa jest ich własny trener. Koniec końców okazało się, że racja była po stronie klubu – nietykalność cielesna żadnego z piłkarzy nie została naruszona, a interpretacja sytuacji przez Jacka Zielińskiego była efektem kilku niefortunnych zdarzeń.
#SzacunekDlaArbitra – Proponujemy #litościdlakibiców. Wymyślanie takiej akcji po absurdalnie tragicznym roku sędziowania i tuż przed feralną 21. kolejką… Brzmiało to po prostu jak szukanie tanich wymówek i niedostrzeganie prawdziwego problemu obecnego sędziowania Ekstraklasy. Można by było w końcu wytłumaczyć przepis o zagraniu ręką (chyba że naprawdę losuje go żółw na wozie VAR), upublicznić komunikację sędziowską, poprawić szkolenie nowych sędziów – albo poprosić, żeby fani siedzieli cicho na czterech literach, bo co ich to obchodzi, a może i nawet przeprosili.
Sędziowskie koło fortuny w 21. kolejce – Cały świat został opanowany przez nowoczesne technologie usprawniające sędziowanie… Cały? Nie, jest jedna osada dzielnie stawiająca opór! Pan Adam Lyczmański doszukał się po tej kolejce aż 6 znaczących błędów sędziowskich, całkiem niezły wynik. Sędziowie na cały weekend zupełnie zapomnieli, jak i za co dyktuje się rzuty karne, co poskutkowało wypaczeniem wyników kilku spotkań. To wszystko chwilę po akcji opisanej powyżej…
Spalony z rzutu rożnego w 22. kolejce – Przepisy Gry jasno stanowią, jak profesjonalni sędziowie powinni prowadzić profesjonalne mecze profesjonalnej ligi profesjonalnej piłki nożnej. Ciągle okazuje się jednak, że równie dobrze sędziować mógłby legendarny Franciszek Smuda „na czuja”, bowiem przepisy są dość luźno – o ile w ogóle – rozumiane i stosowane. Jeden z takich śmiesznych podpunktów w tej księdze tłumaczy pozycję spalonego i jest tam napisane czarno na białym – nie można podyktować spalonego po zagraniu stojącej piłki spod chorągiewki. Chwila… Nie można? To patrz teraz! W meczu Piasta Gliwice arbitrowi udało się spłatać takiego psikusa, normalnie wszyscy śmiali się i dokazywali.
Honorable mentions
Zagłębie “XD” Sosnowiec – Pewnie wielu z czytelników pamięta czasy, gdy to Zagłębie występowało w Ekstraklasie, a jeszcze nie tak dawno zapowiedziało wielki projekt i budowę klubu na miarę Europy. Po 13. kolejce zespół był o włos od czołówki i wygrał cztery mecze z rzędu. Jak się okazało, były to niemal ostatnie zwycięstwa w tym sezonie, przez następnych 18 odbytych spotkań udało się Sosnowiczanom zwyciężyć aż zawrotny raz i z hukiem się spie… Spiesznie spaść z ligi. Szykawka, Sobczak (z kontraktem na czołówkę 1. Ligi, został odsunięty od składu po czterech miesiącach), Janiszewski, Rakels; nazwiska przecież okazałe jak na szczebel rozgrywkowy, a nie dały rady mocarnemu Sokołowi Kleczew i skompromitowały się 1:7 z Olimpią Grudziądz. Serdecznie gratulujemy wyniku sportowego, a ciekawskich kibiców zapraszamy na derby ze Spartą Katowice!
Trenerzy legendarnego spadkowicza – A propos „iścia” na dno, sportowa próba reakcji na katastrofalną formę nadeszła aż trzykrotnie. Marek Gołębiewski nie zanotował wyśnionych rezultatów, Wojciech Łobodziński (na chwilę) poprawił sytuację punktową, w marcu przyszedł na 2,5 roku (tak naprawdę to ledwie trzy tygodnie, szybko poszło) Grzegorz Bąk, a spadek przypieczętował Tomasz Łuczywek. Tomasz Łuczywek jest już 25. szkoleniowcem (nie licząc duetów) w ostatniej dekadzie, co daje nowego szkoleniowca co 4 miesiące. Czas wprowadzić jakiś limit szkoleniowców w jednym sezonie, inaczej Zagłębiu niedługo zabraknie nowych nazwisk.
TEN spalony Dżesiki Jaszek z Czarnymi Sosnowiec – Gdyby ktoś kiedyś próbował Wam wmówić, że VAR nie jest potrzebny, prosimy o pokazanie mu tej stopklatki. Sędzia oczywiście ma prawo do pomyłki, jednak przy tak świetnej widoczności i ustawieniu odgwizdanie pozycji spalonej jest równoznaczne, co typowanie Cracovii do wygrania ligi po dwóch tygodniach rozgrywek. Czy obie te rzeczy się zdarzyły w tym sezonie? Zgadza się, i za to kochamy naszą polską piłkę!

Źródło: TVP Sport
Dwie twarze Sandecji Nowy Sącz według Rafała Wolsztyńskiego: Rafał Wolsztyński był bezkonkurencyjnie najlepszym strzelcem Sandecji, mimo to klub zdecydował się podobnież wymusić na nim odejście przed końcem umowy i nie wypłacał mu pensji, co upublicznił sam zainteresowany. Finalnie okazało się, że zawodnik otrzymał część pieniędzy i… postępowanie dyscyplinarne do kompletu. Zakończyło się na niesmaku wśród kibiców, przeprosinach Wolsztyńskiego “za możliwe wprowadzenie w błąd” i odejściu zawodnika. A po czyjej stronie ostatecznie leżała wina? Dobre pytanie.
Sprzedaż kobiecego WKS-u, ale tak w sumie to nie – W marcu punkt kulminacyjny osiągnęły pogłoski o przeniesieniu struktur WKS-u do innego zespołu żeńskiego futbolu. Sfrustrowane piłkarki wystosowały oświadczenie już po spotkaniu, na którym i tak zabrakło osób decyzyjnych: “Usłyszałyśmy, że decyzja o sprzedaży została już podjęta. (…) W tym przypadku zostałyśmy potraktowane skrajnie przedmiotowo.” A na czym się zakończyło? Rzecz jasna na oświadczeniu, tym razem Jacka Sutryka: “Nigdy nie było niczyim zamiarem ani intencją instytucjonalne osłabianie lub likwidacja sekcji żeńskiej Śląska (…) Moi współpracownicy nie zrealizowali postawionych przed nimi zadań.” No i fajnie, tylko szkoda, że szczerze poinformować można było dopiero po upublicznieniu całej sprawy – inaczej jeszcze ktoś mógłby posądzać kogoś o uczciwość, czy nawet przyzwoitość.
Liga Legia plus ekstra po meczu Lech – Legia – 4:0, totalna anihilacja i praktycznie już przyklepany tytuł mistrzowski. Kibice z Poznania z niecierpliwością pewnie czekali na analizę i pochwały w studio po spotkaniu, jednak skończyło się na kolejnym odcinku pt. Studio Łazienkowska. Cóż, może kiedyś Legia była na ustach większości Polski, ale pora na pogodzenie się z faktem, że w naszej lidze są też inne zespoły. Serio!
Termalica Bruk-Bet “pogromca Pomorzan” Nieciecza – Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na słoniu – w piękny rejs… Drużyny z Trójmiasta bardzo zasmuciły się na wieść o spadku Termalici, nie dopuszczając do gry słoników o nic w ostatnich kolejkach. Dogadały się na wynik 2:3 w dwóch ostatnich potyczkach i jako gest dobrej woli przekazały im po trzy punkty, jednak bezczelna Termalica odwdzięczyła się jedynie ograbieniem ich z szans na utrzymanie, kto to widział! W efekcie cała trójka spadła z ligi, a to właśnie ta Termalica grająca już o przysłowiową pietruszkę schodziła ze sceny z najszerszym uśmiechem.
Nagroda dla wytrwałych
Jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj, doceniamy wytrwałość i zapraszamy do kącika ornitologicznego – Pan Alex Haditaghi znalazł nowego dyrektora VAR! TWITTER



















Najnowsze komentarze