Piłka nożna Prasówka
Media o GKS Katowice-Górnik Łęczna: Jedziemy do Katowic po trzy punkty
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Górnik Łęczna.
1liga.org – Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 27. kolejki
Rywalizacja w pierwszej lidze jest w tym sezonie wyjątkowo interesująca. Walka o dwa miejsca dające bezpośredni awans dostarczy nam jeszcze wielu emocji. Spodziewamy się ich także w meczu na szczycie 27. kolejki. Wicelider Bruk-Bet Termalica Nieciecza podejmie w nim liderujący ŁKS Łódź. Równie ciekawie zapowiada się spotkanie w Krakowie, gdzie Wisła zmierzy się z ofensywnie grającą Stalą.
[…] GKS Katowice – Górnik Łęczna
Piłkarze GieKSy zaprezentowali się fatalnie przed własną publicznością w meczu z Odrą. Zagrali bez zaangażowania, pomysłu i nie mieli żadnych argumentów na obronę swojej postawy. Rozczarowania ich grą nie kryli rozgoryczeni kibice. Drużyna trenera Rafała Góraka nie wygrała od 9 spotkań ligowych. Bilans bramkowy tych spotkań to 8 goli zdobytych i 18 straconych. Na pomeczowej konferencji szkoleniowiec dosadnie podsumował grę swoich podopiecznych: „Postawa mojego zespołu była druzgocąco słaba, byliśmy bezradni, najsłabsi odkąd tu pracuję. Przepraszam.” Przeprosiny nie wystarczą kibicom, którzy otwarcie domagają się dymisji trenera i dyrektora sportowego. GieKSa w zimie nie zdecydowała się na większe wzmocnienia kadry. Do drużyny dołączyli Mateusz Marzec i Antoni Kozubal (wypożyczenie). Młody pomocnik Lecha zagrał do tej pory tylko 19 minut w starciu z Resovią. Kadra GKS-u nie pozwala na myślenie o najwyższych pozycjach w lidze. Jeśli w przyszłym sezonie w Katowicach chcą walczyć o czołowe lokaty będą zmuszeni do przebudowy drużyny. Wydaje się, że brak jasno postawionego, ambitnego celu przed tym sezonem i rundą rewanżową również wpłynął na „uśpienie” zawodników. W meczu z Górnikiem będą mieli okazję do zmazania „plamy” z poprzedniego spotkania. Zadanie niezwykle trudne, ale pierwsza liga pokazuje, że ambicją i zaangażowaniem można w niej osiągać korzystne rezultaty. GKS potrzebuje przełamania oraz ciężkiej pracy. Pytanie, czy w pracę pod okiem obecnego sztabu wierzą jeszcze zawodnicy. Jeśli tak, to powinni to pokazać na murawie. Zwłaszcza liderzy, Arkadiusz Jędrych i Adrian Błąd. GieKSa siedmiokrotnie podejmowała na Bukowej Górnika i żadnego z tych spotkań nie przegrała (5 zwycięstw, 2 remisy). Czy to będzie dobry prognostyk przed najbliższym meczem? Przekonamy się w sobotni wieczór. Górnik wciąż pozostaje niepokonany w lidze pod wodzą trenera Mamrota. W pięciu meczach zdobył 9 punktów, a po kolejne przyjedzie do Katowic. Porównując formę Górników i GieKSy z ostatniej kolejki trudno wyobrazić sobie inny wynik niż zwycięstwo przyjezdnych. W Górniku jest spory niedosyt po meczu z liderem Fortuna 1. Ligi. Stracili punkty w końcówce spotkania, a wcześniej rzutu karnego nie wykorzystał Damian Gąska. Zawodnicy z Łęcznej jesienią zremisowali z GKS-em 2:2. Teraz lepiej prezentują się w obronie, gdzie w dobrej dyspozycji są Damian Zbozień i Souleymane Cisse. Ten drugi nie pojawi się na murawie przy Bukowej, a w środku defensywy prawdopodobnie zobaczymy de Amo i Biernata. Trener Mamrot do dobrej gry swojego zespołu na skrzydłach, gdzie szaleją Serhij Krykun i Miłosz Kozak, dokłada coraz lepszą postawę w środku pola. Do drużyny dobrze wprowadził się Michał Pawlik, o swoje miejsce walczy młody Dawid Tkacz, a z każdym spotkaniem coraz lepiej powinien prezentować się Gąska. Kibice Górnika czekają jeszcze na skuteczniejszą grę napastników. Karol Podliński w starciu z ŁKS-em zdobył asystę. Czas na kolejną bramkę.
dziennikwschodni.pl – Górnik Łęczna zmierzy się na wyjeździe z GKS Katowice
Po wtorkowym remisie z ŁKS Łódź na swoim stadionie piłkarze Górnika Łęczna nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowanie się do kolejnego spotkania. Już w sobotę zielono-czarni zagrają na wyjeździe z sąsiadującym z nimi w tabeli zespołem GKS Katowice. Choć oba zespoły obecnie plasują się na 11. i 12. miejscu to stawka meczu jest spora.
Odkąd Ireneusz Mamrot został szkoleniowcem Górnika sytuacja drużyny w ligowej tabeli systematycznie się poprawia. Jeszcze niedawno zielono-czarnym w oczy zaczynało zaglądać widmo spadku. Minęło kilka tygodni i obecnie Maciej Gostomski i spółka coraz śmielej mogą myśleć o awansie do górnej części tabeli. W minionej kolejce łęcznianie mieli ogromną szansę na pierwszy domowy komplet punktów pod wodzą Mamrota, ale po stracie gola przeciwko ŁKS Łódź, czyli liderowi tabeli, w czwartej minucie doliczonego czasu gry dopisali tylko jedno „oczko”.
W najbliższej kolejce Górnik zagra na wyjeździe z GKS Katowice. I tak jak od pewnego czasu w Łęcznej atmosfera zdecydowanie się poprawia. Natomiast zupełnie inaczej jest w Katowicach. W poprzedniej kolejce GKS w fatalnym stylu uległ na własnym boisku Odrze Opole 0:2. Styl gry i brak walki mocno nie spodobał się tamtejszym kibicom. Jak podają lokalne media z Katowic już w trakcie spotkania fani ostro krytykowali trenera, a piłkarze usłyszeli sowitą porcję gwizdów. Z tego też względu Maciej Gostomski i spółka powinni spodziewać się trudnej przeprawy w stolicy województwa śląskiego. Nastroje są jednak bojowe, bo ambicje sztabu szkoleniowego i piłkarzy są zdecydowanie wyższe niż miejsce w środku stawki. – Jedziemy do Katowic po trzy punkty. Jak widać po ostatnich meczach z każdym rywalem jesteśmy grać jak równy z równym. Niedawno graliśmy z Rakowem Częstochowa, a ostatnio z ŁKS Łódź i widać, że potrafimy grać w piłkę – przekonuje Egzon Kryeziu, który przeciwko ekipie z Łodzi strzelił bramkę.
Jak wygląda sytuacja kadrowa przed spotkaniem w Katowicach? Do składu wraca Jonathan de Amo. Jeszcze jeden mecz pauzy za 12 żółtych kartek czeka z kolei Marcina Biernata. Z powodu czterech żółtych kartek na koncie pauza czeka też Souleymana Cisse. Pod znakiem zapytania stoi występ Sergieja Krykuna, który wraca do pełni sił po pucharowym meczu z Rakowem Częstochowa.
sportdziennik.com – Pali się czerwone światło
[…] Czasu do najbliższego spotkania, czyli sobotniej wizyty Łęcznej, jest serdecznie mało, by mentalnie dźwignąć zespół z dołka. Aż tak złej postawy z Odrą mimo wszystko trudno było się spodziewać.
– Mikrocykl zwiastował, że będziemy bardzo dobrze wyglądać. Nic nie wskazywało, że będziemy tacy apatyczni. Graliśmy bardzo słabo. Do tej pory wiele spotkań w tym roku było rozegrane przez nas bardzo dobrze. Niestety, w wielu zabrakło najnormalniej dozy szczęścia. Teraz jestem zdruzgotany, ale nie jestem w klubie od wczoraj, a od długiego czasu. Znam tych ludzi, tę drużynę, bardzo dobrze. Zdają sobie sprawę doskonale, że nie wyszło we wtorek nic. Można było mieć myśl, że przeszła obok meczu. To publicystyczne stwierdzenie, ale tak było. Byliśmy po prostu słabi. Musimy już pracować nad meczem sobotnim, bardzo mocno formować sobie go w głowie, zdając sobie sprawę, że sprawa jest naprawdę poważna. Zostało sporo meczów, każdy w tej lidze walczy o coś. Trzeba mieć rękę na pulsie i bardzo mocno walczyć, by zacząć punktować – podkreślał Rafał Górak.
Być może pozycja GKS-u w środku tabeli, dość bezpieczna w kontekście strefy spadkowej i daleka od szóstki gwarantującej udziału w barażach o ekstraklasę, uśpiła czujność szatni. – Ja takich odczuć absolutnie nie miałem. Znam wartość tego zespołu. Wiedziałem, co na koniec roku 2022 znaczy 1 punkt straty do szóstki. Teraz musimy wiedzieć, jaki jest dzień dzisiejszy i co się w nim dzieje. To przede wszystkim apel do zawodników, trzeba mocno wziąć się w garść – mówił trener GieKSy, której przewaga nad strefą spadkową stopniała do 7 punktów.
– Czerwone światło od wtorku pali się w szatni. Non stop. Piłkarze muszą wiedzieć, że to nie są przelewki. To nie jest takie „piciu-piciu”, że wszyscy będą patrzeć, jak GieKSa sobie spokojnie gra – mocno zaakcentował szkoleniowiec.
gornik.leczna.pl – Gąska: Skupiamy się na tym, by w każdym kolejnym meczu punktować
Po meczu z liderem Fortuna 1 Ligi przyszedł czas na starcie z sąsiadem z tabeli. W sobotni wieczór Górnicy zmierzą się z GKS-em Katowice.
[…] W jesiennym meczu z GieKSą prowadziliście 2-0, udało Ci się wtedy zdobyć bramkę. Nie utrzymaliście prowadzenia do końca, mecz zakończył się remisem 2-2. Jak pamiętasz tamto spotkanie?
Tak, pamiętam ten mecz. W pierwszej połowie dominowaliśmy i efektem tego było prowadzenie 2-0 do przerwy. Niestety po zmianie stron to rywal przejął inicjatywę i zdołał wyrównać wynik.
[…] GieKSa ma dokładnie tyle samo punktów co my. Szykuje się wyrównany mecz. Czego po tej drużynie możemy się spodziewać?
Tak, mamy tyle samo punktów, aczkolwiek mamy teraz dobrą passę i na pewno wyjdziemy zmotywowani i zawzięci, aby wygrać ten mecz. Przy tym będziemy starali się grać w piłkę, a nie tylko ją wykopywać.
kurierlubelski.pl – Górnik Łęczna jedzie na mecz do sąsiada z tabeli, GKS Katowice
Górnik Łęczna punktuje w każdym meczu od momentu zmiany na ławce trenerskiej. W sobotę zielono-czarni zagrają w Katowicach z sąsiadem w tabeli Fortuna 1. ligi.
Dwa zwycięstwa i trzy remisy – to bilans Górnika pod wodzą Ireneusza Mamrota. Łęcznianie mieli szansę na jeszcze lepszy wynik, ale w ostatnim spotkaniu z liderem, ŁKS Łódź, stracili bramkę w doliczonym czasie gry. – Budujące jest, że po remisie z liderem zespół jest niezadowolony. Przed meczem taki wynik pewnie by nas zadowalał – mówi szkoleniowiec.
Górnik w meczu z ŁKS strzelił gola w 17. minucie, a po godzinie gry miał szansę na drugiego z rzutu karnego. Jedenastki nie wykorzystał jednak Damian Gąska. Trener zielono-czarnych uważa, że do tego momentu drużyna rozgrywała najlepsze spotkanie od kiedy jest w Łęcznej. – Myślę, że drużynie dużo dały poprzednie mecze, a także pierwsza połowa z Rakowem Częstochowa (w Pucharze Polski – red.). Pozwoliły one uwierzyć, że z każdym można powalczyć – twierdzi Mamrot.
Bramkę wyrównującą łodzianie strzelili w czwartej minucie doliczonego czasu gry. – Długo mieliśmy przewagę, było bardzo dużo dobrych akcji, ale później się cofnęliśmy – przyznaje Egzon Kryeziu, który dał gospodarzom prowadzenie. – Do Katowic jedziemy po trzy punkty. Wiemy, że możemy wygrać z każdym. Pokazaliśmy to w ostatnich tygodniach – dodaje Słoweniec.
Wiosną Górnik zdobył 12 punktów. Sobotni rywal, GKS Katowice tylko cztery. Zespół ze Śląska jest jedynym zespołem, który wiosną nie odniósł zwycięstwa (cztery remisy i cztery porażki). – W 2023 roku nie zaznaliśmy jeszcze smaku wygranej, ale w wielu tych spotkaniach można było doszukać się wielu pozytywów – mówi trener Rafał Górak.
[…] Jesienią Górnik zremisował u siebie z GKS 2:2 (gole Damiana Gąski i Sergieja Krykuna). Sobotni rewanż w Katowicach rozpocznie się o godzinie 20.
– Nie twierdzę, że mamy już zapewnione utrzymanie, ale powtarzam zawodnikom, żeby patrzyli w górę tabeli. Mecz z GKS będzie ważny, bo to nasz sąsiad i mamy po tyle samo punktów – mówi Ireneusz Mamrot.
W sobotę do składu Górnika wróci pauzujący za kartki Jonathan de Amo. Zajmie on miejsce Souleymane Cissé, który z ŁKS otrzymał czwarty żółty kartonik i odpocznie jedno spotkania. De Amo na środku obrony zagra z Szymonem Lewkotem, który na tę pozycję został przesunięty z powodu absencji w dwóch spotkaniach (za 12. żółtą kartkę) Marcina Biernata.
Jest szansa, żeby w Katowicach do składu wrócił Sergiej Krykun, autor sześciu bramek w tym sezonie. Lewoskrzydłowy Górnika opuścił mecz z ŁKS z powodu urazu oka, którego nabawił się w spotkaniu z Rakowem Częstochowa.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze