Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Zawiszą w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice przegrał przed własną publicznością w 1/8 Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz 0-1 (0-0).
Nie będzie nam więc dane spotkać się z warszawską Legią lub zabrzańskim Górnikikem. GieKSa teraz musi skupić się na lidze, bo już w niedzielę czeka nas w Katowicach spotkanie z Olimpią Grudziądz.
A jak o tym meczu pisały media?
Przeczytajcie.

gkskatowice.eu: GieKSa za burtą

Na dwadzieścia minut przed końcem padło rozstrzygające trafienie. Z rzutu wolnego podyktowanego w granicach 20. metra uderzył płasko Piotr Petasz. Śliska piłka zaskoczyła Łukasza Budziłka, któremu zsunęła się po ręce i wpadła do bramki. Mimo, iż Łukasz przyznał, że to był jego błąd i tak nie powinien przypisywać sobie porażki, bo wcześniej uratował kilkukrotnie GieKSę przed stratą bramki po doskonałych próbach Sebastiana Dudki i Carlosa. Wynik nie uległ już zmianie do końca. – Szkoda, że nie udało się awansować dalej, bo czekałby nas ciekawy dwumecz w ćwierćfinale z renomowanym rywalem. Niestety, walczyliśmy z Zawiszą jak równy z równym i w pechowych okolicznościach straciliśmy bramkę. Mogliśmy się pokusić o zmianę wyniku, ale zabrakło szczęścia – żałował po meczu obrońca GKS-u Adrian Jurkowski.

slask.sport.pl: GieKSa żegna się z Pucharem Polski po fatalnym błędzie bramkarza

Teoretycznie stawką meczu był tylko awans do ćwierćfinału pucharowych rozgrywek. Na Bukowej przykładano jednak o wiele większą wagę do pojedynku z Zawiszą. Mecz z rywalem z ekstraklasy miał dać odpowiedź na pytanie, czy GieKSę stać na nawiązanie równorzędnej walki z rywalem z elity i tym samym czy może zacząć realnie marzyć o tym, by już za kilka miesięcy do niej awansować.
Jeśli to spotkanie rzeczywiście miało być wielkim testem, to wypadł on w pierwszej połowie całkiem okazale. To GKS nadawał ton wydarzeniom na boisku i systematycznie ostrzeliwał bramkę rywali. Katowiczanie znów grzeszyli jednak nieskutecznością.
Gra gospodarzy była jednak na tyle dobra, że hasło „Puchar Polski znowu będzie nasz” wywieszone na transparencie na blaszoku nie brzmiało zupełnie absurdalnie.
(…)
Zawisza prezentował się jednak przeciętnie i wydawało się, że najgorsze, co może grozić GieKSie, to dogrywka i rzuty karne.
Tyle że do nich nie doszło, bo błąd popełnił piłkarz GKS-u, który dotąd na Bukowej nie mylił się niemal nigdy. Chodzi o Łukasza Budziłka, który przepuścił strzał z rzutu wolnego Piotra Petasza. Obrońca Zawiszy uderzył piłkę bardzo mocno, ale ta leciała w sam środek bramki i golkiper GKS-u miał obowiązek, aby ją złapać lub wybić.
Ta sytuacja zadecydowała o końcowym wyniku, bo Zawisza do końca rozsądnie bronił prowadzenia.

slask.sport.pl: Bramkarz GKS-u Katowice bije się w pierś. „Powinienem to obronić”

O wygranej gości zadecydowała bramka Piotra Petasza. Obrońca Zawiszy zdobył ją strzałem z rzutu wolnego. – Popełniłem w tej sytuacji błąd. Nie będę się usprawiedliwiał. Biję się w pierś, powinienem to obronić. Moim zdaniem Zawisza nie zasługiwał na awans. To my stworzyliśmy więcej sytuacji i którąś z nich powinniśmy wykorzystać. Nie udało się jednak, i to się zemściło, bo sami straciliśmy gola – oceniał Łukasz Budziłek, bramkarz GKS-u.

slask.sport.pl: Ryszard Tarasiewicz pochwalił GKS Katowice. „Dorównywał nam kroku”

GKS przegrał na Bukowej różnicą jednego gola. – Byliśmy zespołem równorzędnym dla Zawiszy. Piłka polega jednak na zdobywaniu bramek. Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Szkoda, bo bardzo chcieliśmy awansować – stwierdził Kazimierz Moskal, trener GKS-u.
– Potwierdziło się to, co mówiłem zawodnikom przed meczem – że GKS będzie dorównywał nam kroku. GKS grał agresywnie, zdecydowanie i stworzył sobie kilka sytuacji. Najważniejsze, że awansowaliśmy do następnej rundy – powiedział Ryszard Tarasiewicz, trener Zawiszy.

dziennikzachodni.pl: GKS Katowice Zawisza Bydgoszcz 0:1. GieKSa odpadła z Pucharu Polski

Zespół gospodarzy też najwyraźniej chciał tego samego, bo w pierwszej połowie osiągnął przewagę i był bliższy zdobycia gola.Zawodziła jednak skuteczność. Nie zawiedli za to kibice, którzy zaprezentowali efektowną oprawę, na której piłkarz w koszulce GKS-u wznosił główne trofeum tych rozgrywek – Puchar znowu będzie nasz – śpiewali w tym czasie fani, przypominając, że katowiczanie triumfowali w PP w sezonach 1985/86, 1990/91 i 1992/93.
Prawdziwe życie rządzi się jednak swoimi prawami i w miarę upływu czasu bydgoszczanie zdawali się jednak opanowywać sytuację.
Trener Moskal zareagował zmianami, przy czym ta dotycząca Michała Zielińskiego została przyjęta przez kibiców z nieukrywaną euforią. Wkrótce potem trybuny jednak zamilkły, bo Zawisza zdobył prowadzenie. Przy golu Piotra Petasza zawinił bramkarz Łukasz Budziłek. Jeden z najlepszych w tym sezonie zawodników GieKSy tym razem pod łokciem przepuścił piłkę kopniętą z 25 metrów przez Piotra Petasza.

pomorska.pl: Zawisza Bydgoszcz wygrał w Katowicach i jest w ćwierćfinale Pucharu Polski!

Zawisza nie zawiódł w Katowicach swoich kibiców i nadal jest w grze o Puchar Polski. Do przerwy spotkanie było wyrównane ze wskazaniem na niebiesko-czarnych. Po zmianie stron przyjezdni mieli już znacznie więcej z gry. Bydgoszczanie grali dojrzalej, częściej byli przy piłce i zasłużenie zwyciężyli ambitną „Gieksę”.
(…)
Złota bramka padła w 69 minucie spotkania. Piotr Petasz zdecydował się na strzał z rzutu wolnego z ponad 25 metrów. Łukasz Budziłek nie za bardzo wiedział jak złapać piłkę i ta wpadła mu pod rękami do siatki. Po stracie gola miejscowi rzucili się do ataków na bramkę Wojciecha Kaczmarka, ale nasz bramkarz i obrońcy nie popełnili tym razem błędów i dowieźli skromne zwycięstwo do końca meczu.

sportowefakty.pl: PP: Bez niespodzianki przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Zawisza Bydgoszcz

GKS Katowice nie zdołał po raz kolejny sprawić niespodzianki w Pucharze Polski i uległ przy Bukowej Zawiszy Bydgoszcz. O wyniku zadecydowało trafienie Piotra Petasza z rzutu wolnego.
Pojedynek 1/8 finału Pucharu Polski przy Bukowej miał być piłkarskim świętem. Był, ale jedynie zważywszy na atmosferę na trybunach. Po raz kolejny kibice GKS Katowice szczelnie wypełnili „blaszok”, pojawiła się też kilkudziesięcioosobowa grupa sympatyków Zawiszy Bydgoszcz. Oprawa była na iście ekstraklasowym poziomie, ale sam mecz rozczarował.
(…)
Młody bramkarz katowiczan po meczu i tak jednak pluł sobie w brodę, bo jego konto obciążała jedyna w tym meczu bramka. W 69. minucie gry z rzutu wolnego z ok. 25 metrów płasko uderzył Petasz, piłka przeszła obok muru i po rękach spóźnionego z interwencją Budziłka wtoczyła się do siatki.
Urażona straconą bramką GieKSa rzuciła się co prawda do odrabiania strat, ale mądrze broniący się Zawisza skutecznie utrudniał gospodarzom zadanie. W końcówce bydgoszczanie mogli dołożyć kolejną bramkę, wyprowadzając dwie nieźle wyglądające kontry, ale tym razem obrona katowiczan stanęła na wysokości zadania.

sport.interia.pl: 1/8 finału Pucharu Polski: GKS Katowice – Zawisza Bydgoszcz 0-1

W środowym spotkaniu jako pierwsi bramce rywala zagrozili gospodarze. W szóstej minucie Przemysław Pitry nie zdołał jednak pokonać Wojciecha Kaczmarka.
W kolejnych minutach do głosu doszli przedstawiciele Ekstraklasy, ale długo nie stwarzali groźnych sytuacji przed bramką Łukasza Budziłka. Tuż przed przerwą bliski wyrównania był Piotr Kuklis, lecz z kilku metrów uderzył zbyt słabo, by pokonać bramkarza „Gieksy”.
W 54. minucie ładną akcję lewą stroną przeprowadził Sebastian Ziajka, po czym dośrodkował na głowę Bernarda Vasconselosa. Strzał tego ostatniego obronił Budziłek.
Kwadrans później Zawisza objął prowadzenie. Piotr Petasz huknął lewą nogą z rzutu wolnego z 30 metrów. Piłka odbiła się jeszcze od śliskiej murawy tuż przed bramkarzem gospodarzy, co spowodowało, że nie zdołał jej odbić.
W 77. minucie Petasz był bliski skopiowania swego wyczynu. Znów uderzył mocno z wolnego, a piłka nieznacznie minęła bramkę Budziłka.
W końcówce katowiczanie przycisnęli, ale nie zdołali zdobyć wyrównującej bramki. Zawisza awansował do dalszych gier. Kolejne mecze 1/8 finału odbędą się w przyszłym tygodniu.

wkszawisza.pl: GKS – Zawisza 0:1. Jesteśmy w ćwierćfinaleale!

Tak, jak mogliśmy się spodziewać Ryszard Tarasiewicz chciał jak najmniej eksploatować podstawowy skład i dał temu wyraz w wyjściowej jedenastce – zabrakło w niej Michała Masłowskiego, który jest jednym z najistotniejszych zawodników naszego zespołu. Na nim opiera się konstruowanie niemal wszystkich poczynań ofensywnych i gdyby zabrakło go w meczu z Wisłą, nasz zespół miałby problem, dlatego decyzja trenera była jak najbardziej uzasadniona. Miejsce Michała zajął Piotr Kuklis. Szansę na lewym skrzydle dostał też Piotr Petasz, który ostatnio zaczynał mecze na ławce. Partnerem Herolda Goulona w środku pola był tym razem Hermes. Zawisza zaczął mecz bardzo spokojnie – widać było, że Tarasiewicz nakazał naszym zawodnikom odczekać rywala i liczyć na kontrę, jeśli tylko nadarzy się na nią okazja. GKS natomiast – z racji bardzo uważnej gry naszej drużyny w defensywie – miał trudności z wejściem w nasze pole karne i stwarzaniem sobie klarownych sytacji.
(…)
Po dość sennym fragmencie gry w końcu w 69. min. miejsce ma kluczowa akcja meczu. Do rzutu wolnego odgwizdanego na trzydziestym metrze podszedł Petasz i nadał piłce niesamowitą rotację – Budziłek nie poradził sobie z piłką, która jeszcze skozłowała tuż przed linią i po jego rękach wpadła do siatki.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga