Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy

Tygodniowy przegląd mediów: O co wiosną zagrają piłkarze, piłkarki, hokeiści i siatkarze?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz drużyn młodzieżowych GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Na stronie Dziennika Zachodniego opublikowano materiał na temat sytuacji poszczególnych sekcji GieKSy. Sukcesy odnoszą drużyny młodzieżowe szachistów oraz piłkarzy.

Przygotowująca się do rundy rewanżowej drużyna kobiet, rozegrała w środę sparing z wicemistrzyniami Czech drużyną Sparty Praga, który wygrała 3:1 (0:0). Ostatni test-mecz przed wznowieniem rozgrywek zespół rozegra w sobotę z Medykiem Konin. Drużyna męska rozegrała pierwsze spotkanie w rundzie wiosennej Fortuna I Ligi z Bruk-Bet Termalica Nieciecza w którym zremisowała 1:1. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Najbliższy mecz ligowy zespół rozegra w niedzielę z Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Siatkarze swoje spotkanie rozegrali z z BBTS-em Bielsko-Biała, niestety przegrali 2:2. Kolejny mecz zespół zagra na wyjeździe ze Skrą Bełchatów w poniedziałek 20 lutego o godzinie 20:30.

Hokeiści kolejny, w Polskiej Hokej Lidze, mecz rozegrają jutro z Podhalem Nowy Targ. W wieku 87 lat zmarł Janusz Świerc – w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku bramkarz GieKSy, czterokrotny mistrz Polski.

 

KLUB

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Co prezes sądzi o powrocie kibiców? O co wiosną zagrają piłkarze, piłkarki, hokeiści i siatkarze?

Piłkarki stoją przed historyczną szansą, piłkarze mają wykonać ważny krok, hokeiści mierzą w medal, siatkarze chcą uratować sezon, a kibice wracają na trybuny. W Katowicach zanosi się na duże sportowe emocje.

GKS Katowice rozpoczyna nową akcję marketingową „Kierunek GieKSa”. Jej celem jest promowanie wydarzeń we wszystkich klubowych sekcjach.

Wchodzimy w decydujące fazy rozgrywek w hokeju i siatkówce, ale wiosenne miesiące to także najważniejsze chwile dla piłkarzy i piłkarek. To rywalizacja sportowa, ale wiem, że wszyscy dadzą z siebie maksimum – stwierdził Marek Szczerbowski, prezes klubu. – Ze swojej strony dołożymy starania, by stworzyć dobre i bezpieczne widowiska także organizacyjnie, mając nadzieję, że przyciągniemy nowych kibiców.

Piłkarze rozpoczęli rundę wiosenną od wyjazdowego remisu w Niecieczy. W niedzielę czeka ich domowe starcie z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Zespół w tabeli Fortuna 1. Ligi zajmuje ósme miejsce, ze stratą dwóch punktów do strefy barażowej i przewagą jedenastu nad spadkową.

– W przerwie zimowej poddaliśmy analizie poprzednią rundę i uznaliśmy ją za dobrą, stanowiącą krok do przodu – stwierdził dyrektor sekcji, Robert Góralczyk. – Obserwowaliśmy też rynek transferowy. Tylko jeden klub wymienił trzech zawodników w podstawowej jedenastce, siedem sprowadziło jednego piłkarza. My definitywnie wykupiliśmy z Odry Mateusza Marca, debiut zaliczył też Daniel Tanżyna, co prawda zakontraktowany latem, ale względy zdrowotne uniemożliwiły mu wcześniejszą grę.

Jakie cele zostały postawione przed piłkarzami na rundę rewanżową?

– Podstawowym jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania, żeby uniknąć niepotrzebnych wrażeń – podkreśla Góralczyk. – Potem chcemy zacząć grać o to, co można nazwać celem ambitnym i ma stanowić krok do przodu. Czy to będzie oznaczać szóstkę w tabeli? Zobaczymy. Kroki milowe wykonuje się trudno, dla nas ważny jest progres krok po kroku.

Piłkarki GieKSy po rundzie jesiennej sensacyjnie prowadzą w Orlen Ekstralidze, z przewagą dwóch punktów nad Górnikiem Łęczna i siedmiu przewagi nad czwartym w tabeli AZS UJ Kraków. Zespół Karoliny Koch wygrał dziesięć meczów z rzędu. W ostatnim sparingu Ślązaczki wygrały z wicemistrzyniami Czech ze Sparty Praga.

– To spotkanie będzie stanowiło dla nas punkt odniesienia dla całej rundy – podkreśla menedżer sekcji, Aleksandra Noras. – Naszym celem jest pierwszy historyczny medal. Czy złoty? Powiem tak: jak najbardziej „błyszczący”. Mamy świadomość, że powtórzenie wyników jesiennych będzie bardzo trudne, nasza seria zwycięstw nie ma w lidze precedensu. Teraz każdy będzie chciał nas „bić”, a kadrowo nie jesteśmy niestety najmocniejsze.

Rewanżowe rozgrywki GKS zacznie od meczu z Krakowem.

– To jedyny rywal, który nas w tym sezonie pokonał, więc chcemy mu się zrewanżować – nie ukrywa menedżerka.

Pierwsze dwa domowe spotkania katowiczanki zagrają na Bukowej.

Katowiczanie bronią tytułu mistrzowskiego. Na trzy kolejki przed końcem sezonu zasadniczego zajmują czwarte miejsce.
– Nasz cel jest niezmienny od kilku sezonów, to gra o medale. Z pozycji, z jakiej prawdopodobnie wystartujemy do play off widać, że już ćwierćfinał będzie wyzwaniem – podkreśla dyrektor sekcji, Roch Bogłowski. – Mamy teraz mikrocykl trzech meczów, potem zacznie się gra o dużą stawkę. Zawodnicy potrafią mentalnie dobrze podejść do takich wyzwań, mamy bardzo doświadczoną drużynę. Na pewno niczego nie zaniedbamy w przygotowaniach. Mamy świadomość, że pięć klubów marzy o złocie i pozostałych medalach. Walka będzie twarda.

Po ubiegłorocznym pierwszym w historii udziale w play off, teraz GKS w PlusLidze zajmuje dwunaste miejsce ze stratą czternastu punktów do ósmego Ślepska Malow Suwałki.

Występujemy w jednej z dwóch najlepszych lig na świecie – zaznacza dyrektor sekcji Jakub Bochenek. – Obecny sezon, w którym byliśmy nastawieni na stabilizację, okazuje się bardzo ciężki, głównie dlatego, że uciekło nam najważniejsze ogniwo zespołu (Micah Ma’a zerwał kontrakt i przeniósł się do Halkbanku Ankara – przyp. red.). Zostało sześć meczów, play offy odjechały, ale powalczymy o każde zwycięstwo i jak najlepsze miejsce w tabeli.

Kilka dni temu kibice GKS ogłosili koniec bojkotu domowych meczów na Bukowej i w hokejowej „Satelicie”.

– Bardzo się cieszę z tego powrotu. Już w Niecieczy pokazali świetny doping dla piłkarzy, chyba wszystkim nam o to chodziło. To krok w bardzo dobrym kierunku – stwierdził prezes Marek Szczerbowski. – Chcemy, by nasze widowiska miały dobrą otoczkę i były bezpieczne, z potencjałem dla pojawiania się kibiców, którzy do tej pory niebywali na takich wydarzeniach. Wiem, że nasze służby związane z organizacją imprez są w kontakcie mailowym z kibicami, nie wchodzę w to, ale słyszę, że wszystko wygląda tak, jak powinno.

W tej sytuacji dużym testem dla samych kibiców będzie frekwencja na niedzielnym meczu z Podbeskidziem (godz. 12.40).

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Liderki ekstraligi wygrały z liderkami rozgrywek w Czechach

W stolicy Czech GKS Katowice rozegrał wczoraj sparing z liderkami rozgrywek za naszą południową granicą – Spartą Praga. Liderki Orlen Ekstraligi wygrały z wicemistrzyniami Czech 3:1.

Pierwsza połowa nie przyniosła goli. Worek z bramkami rozwiązała dopiero w 53. minucie Nicola Brzęczek, która wykorzystała podanie Nicole Zając. Szybko prowadzenie “GieKSy” podwyższyła Klaudia Maciążka. Gospodynie kontaktowe trafienie zanotowały w 74. minucie, kiedy na listę strzelczyń wpisała się Amerykanka Amber Tripp. Ostatnie słowo należało jednak do drużyny z naszego kraju. Triumf podopiecznych Karoliny Koch przypieczętowała w doliczonym czasie Amelia Bińkowska.

[…] Następnym towarzyskim rywalem zespołu z Katowic będzie Medyk POLOmarket Konin. Starcie to odbędzie się 18 lutego. Tydzień później, w sobotę 25 lutego o godzinie 10:45 GKS powróci do rywalizacji ligowej domowym meczem z AZS UJ Kraków. Spotkanie to będzie transmitowane w TVP Sport, o czym informowaliśmy TUTAJ. Na półmetku sezonu katowiczanki są liderem Orlen Ekstraligi z dwoma punktami przewagi nad Górnikiem Łęczna.

 

sportdziennik.com – Bramkarz z wynikiem europejskim

Dawid Kudła w rundzie jesiennej bronił z 80-procentową skutecznością. Jeśli GieKSa ma wiosną namieszać w pierwszej lidze, wiele będzie zależało od dyspozycji jej golkipera. – W tym zespole jest siła – mówi.

Ma za sobą udany indywidualnie poprzedni rok, a teraz chce jak najlepiej wejść w ten nowy. Dawid Kudła, bramkarz drużyny z Bukowej, na styczniowej gali „Złote Buki” odebrał statuetkę dla najlepszego piłkarza GieKSy 2022. – Doceniona została moja ciężka praca. Byłem zadowolony z samej nominacji. Z pewnością nie spodziewałem się, że wygram – przekonuje w skromnym tonie Kudła, który był nominowany do tej nagrody obok obrońcy Arkadiusza Jędrycha i Rafała Figla. – Jestem skromną osobą i naprawdę sądziłem, że wygra ktoś inny. Zachowam dla siebie i nie zdradzę, kogo mam na myśli, ale to zawodnik, który nawet nie był nominowany. Uważam, że wykonał największą dla GieKSy nie tylko na boisku, ale po prostu w całokształcie – mówi bramkarz katowickiego zespołu.

Dla Dawida Kudły, choć zawodnikiem GKS-u jest ledwie od początku poprzedniego sezonu, „Złote Buki” nie były pierwszą nagrodą w tej roli. Wcześniej – właśnie za poprzedni sezon – kibice uhonorowali go „Bukowymi Sztolami” za najwyższą średnią ocen wystawianych po każdym meczu na portalu gieksa.pl. – Fajnie, że jestem doceniany, ale nie wiem, czy dobrze to świadczy o nas, skoro wyróżnia się bramkarza – śmieje się 30-latek. – Może za rok padnie na kogoś innego, przede wszystkim młodszego… Życzę całej GieKSie, by było to ktoś z akademii. Młodzi chłopcy powolutku są wprowadzani do drużyny, oby któryś z nich także zapracował na takie statuetki – podkreśla nasz rozmówca.

Odbierając „Złote Buki”, bardzo dziękował Jarosławowi Salachnie, trenerowi bramkarzy GKS-u. Mówił, że to ich wspólna nagroda. – Trener przebywa ze mną najwięcej czasu, poświęca mi go. Cały czas razem pracujemy, analizujemy. W moich poprzednich klubach oczywiście też tak było, ale trenerzy nie byli w stanie tak do mnie dotrzeć. Dziękuję trenerowi za poświęcenie. Analizuje każdy mój ruch, każda uwaga jest cenna i staram się od razu wykorzystywać na boisku. Również dzięki trenerowi podejmuję dobre decyzje i z tego jestem zadowolony.

Wcześniej moje decyzje nie były tak kluczowe. Teraz wiem, że są bardzo ważne i pomagają zespołowi zdobywać punkty – opisuje Dawid Kudła, podkreślając rolę decyzji w bramkarskim fachu. – Na tym się to opiera: na decyzyjności. Musisz mieć automat, nie myśleć, tylko robić to, co masz do zrobienia. Dziękuję trenerowi za zaufanie. Chciałbym, by kolejne nagrody zdobywał ktoś inny, ale sądzę, że jeśli nie zejdę z pewnego poziomu, to może się to jeszcze powtórzyć. Właśnie dzięki trenerowi – przekonuje golkiper GieKSy.

Jak sam mówi, czuje się bramkarzem wszechstronnym. – Mówią, że gdy ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale… w tym przypadku tak się chyba nie dzieje. Sam analizuję swoje spotkania, dokonuję samooceny. Widzę, że od momentu przyjścia do GieKSy sporo poprawiła się moja gra na linii. W rundzie jesiennej broniłem na 80-procentowej skuteczności, tyle celnych strzałów broniłem. To najlepszy wynik w lidze, nikt nie miał takiego; wynik wręcz europejski, bo porównywałem to sobie z szeregiem innych bramkarzy. To naprawdę spory sukces mój i trenera Salachny – opowiada Kudła.

Gdy pytamy go o najważniejszy moment poprzedniego roku, długo się nie zastanawia. – Rzut karny w kwietniowym meczu w Olsztynie. Megaważny moment, jechaliśmy tam po trzech z rzędu porażkach u siebie, z nożem na gardle. Wszyscy wiedzieli, w jakiej jesteśmy sytuacji. Przy stanie 0:0 mogłem pomóc drużynie. Wtedy mocno poczułem, jak mnie potrzebuje. Że rzeczywiście jestem ostatnią instancją, która jeszcze może zaradzić – wspomina Kudła, który w 69 minucie spotkania ze Stomilem obronił strzał Patryka Mikity z 11 metrów, a w końcówce do siatki trafił Filip Szymczak i GKS wygrał 1:0. – Od tego momentu nastąpiła może nie tyle nasza eksplozja punktowa, co nastała stabilność. To trwało aż do końca sezonu, bo już nie przegraliśmy żadnego meczu, a jesień też była solidna – zaznacza bramkarz pochodzący z Rudy Śląskiej.

Najlepsza parada z rundy jesiennej nie niesie już ze sobą aż tak miłych wspomnień. – Miała miejsce na Ruchu, na samym początku derbów. To był top topów, po strzale Szczepana. Sam zapytał mnie potem: „Jak ty to zrobiłeś? Jak ty to obroniłeś?”. Gdy usłyszałem z jego ust coś takiego, to wiedziałem, że była to interwencja mocna, światowa. Derby niestety przegraliśmy. Serducho po tym spotkaniu bolało najbardziej, ale jest jeszcze rewanż. Będziemy się chcieli odebrać i wierzę, że damy radę – nie kryje Dawid Kudła.

Podczas pobytu przy Bukowej nie przyzwyczaił do popełniania błędów. Jeśli mówić o tych, które kosztowały zespół punkty, na myśl przychodzi chyba jedynie sierpniowy wyjazdowy mecz z Wisłą Kraków, gdy skapitulował po strzale Luisa Fernandeza ze sporego dystansu. – Nie ma ludzi nieomylnych. Cały czas pracuję nad sobą. Zagrałem w GieKSie koło 50 meczów – nie wiem, nie liczę tego – i w każdym mogłem zachować się lepiej. Zawsze jest taka możliwość. Ale cechuje mnie stabilność. Błąd na Wiśle? Wiadomo, zdarza się, ale wiem też o innych sytuacjach, dzięki którym bramek mogło wpaść do naszej siatki jeszcze mniej. Dlatego jest nad czym pracować, a ja to uwielbiam. Będę nadal poświęcał się dla GieKSy, bo jeśli za coś się biorę, to na 100 procent. Taki mam charakter – mówi Kudła.

Jesienią katowiczanie uchodzili za czołową defensywę pierwszej ligi. Ten obraz zamazał dość drastycznie ostatni mecz, przegrany z liderującym ŁKS-em Łódź aż 1:5. Kudła nie zagrał w nim z powodu problemów zdrowotnych. Odejmując to spotkanie (bronił Patryk Kukulski) oraz remis 1:1 z GKS-em Tychy (między słupkami stał Patryk Szczuka), wychodzi na to, że Dawid Kudła skapitulował ledwie 12-krotnie w 16 jesiennych występach. – Dlatego wspominam o tej 80-procentowej skuteczności. To nie lada wyczyn. Chciałbym, by powtórzyło się to w następnej rundzie, choć wiem, że nie będzie to łatwe. Traktuję to jako wyzwanie – mówi bramkarz, którego z wyjściowego składu GieKSy mogą wyautować jedynie kontuzje. Młodzi, Patryk Kukulski i Patryk Szczuka, muszą czekać na swoją szansę.

– Znam swoje umiejętności i wiem, że mają się od kogo uczyć. Jestem dla nich zawsze przed każdym treningiem i po treningu. Sami podchodzą, podpytują. Mam takie może nie marzenie, ale przekonanie, że fajnie by było, gdyby któryś z nich stanął za jakiś czas w bramce, rozegrał dobrą rundę czy sezon i mógł zostać wytransferowany. Przed nami, bramkarzami, sporo pracy, ale tego im życzę – podkreśla Kudła.

Mówi tak, jakby miał zostać w GieKSie przez kolejnych 10 lat. – Jest mi tu dobrze, dostałem zaufanie ze sztabu, co jest kluczem dla bramkarza. Powiedzmy, że się spłacam. Ktoś powie, że jestem zdecydowanie numerem 1 – niech tak będzie, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Wykonujemy kolosalną robotę przed treningiem, w trakcie treningu, po treningu. Mam w sobie pełne poświęcenie dla klubu. Wiem, żę GKS może się piąć. Ja o tym marzę. Z taką ekipą, jaką mamy, wiem, że możemy spełniać marzenia – przekonuje golkiper.

I rozwija: – Mam już 30 lat, trochę w życiu widziałem. Dlatego mogę powiedzieć, że ta szatnia naprawdę jest wyjątkowa. Pod każdym względem, przede wszystkim charakterów ludzi, którzy ją tworzą. W tym zespole jest siła. Wiem, że prędzej czy później ta siła eksploduje. Mam nadzieję, że jak najprędzej. Byłem w kilku szatniach, było superfajnie, ale ta GieKSy naprawdę ma w sobie coś szczególnego – podkreśla Kudła.

Wychodząc na scenę podczas klubowej gali, odbierając statuetkę, mógł czuć, że poniekąd jest na świeczniku. A przecież niecałe dwa lata temu siedział w więzieniu, ostatecznie uniewinniono go z pomówień, bezpodstawnych zarzutów. – Życie to fala radości, rozczarowań, smutków, euforii. W piłce też tak jest. Możesz grać fatalnie, ale mieć wyniki i wtedy wszyscy będą cię klepać po plecach. A nawet grając dobrze, lecz przegrywając, będą wieszać na tobie psy. Wiem, na co stać mie w piłce. Albo ją kochasz i w nią grasz, albo jej nie kochasz, nie lubisz. Wtedy żaden trening nie pomoże – kończy Dawid Kudła.

46 MECZÓW ligowych rozegrał Dawid Kudła w GieKSie. Wpuścił 53 bramki.

17 CZYSTYCH KONT zanotował Kudła w katowickich barwach. 8 – w 16 występach minionej rundy jesiennej.

 

Czy Blaszok ich poniesie?

Kibice wracają na trybuny, a niemalże niezmieniona w okienku transferowym drużyna walczyć będzie o to, by Katowice po 18 latach wróciły do ekstraklasy.

To najważniejsza wiadomość przerwy zimowej, jaka napłynęła z Katowic – kibice tydzień temu oznajmili, że kończą bojkot i wracają na trybuny. Co prawda mają kontynuować protest przeciwko rządom prezesa Marka Szczerbowskiego, ale uczęszczając już na mecze, których otoczka jesienią była niezwykle ponura, a pustka stanowiła wierną imitację kuriozalnych pandemicznych obostrzeń.

Wkrótce „Blaszok” znów ma zakrzyknąć – pierwszy raz od ponad 10 miesięcy i pamiętnej zadymy z Widzewem, która stanowi ważny element na osi konfliktu między klubem a fanatykami GieKSy. To od nich zależy, jaki klimat stworzą i czy zachowają balans między zapowiadanym protestem przeciwko prezesowi a wspieraniem drużyny, która – czy pasuje im to do narracji, czy nie – jako zespół nr 7 pierwszoligowej tabeli jest jednym z kandydatów do awansu i może sprawić, że do Katowic po 18 latach wróci wreszcie ekstraklasa.

W trakcie rundy jesiennej kibice za pośrednictwem swoich mediów niemalże wymuszali na trenerze Rafale Góraku zadeklarowanie tego celu, a szkoleniowiec, który kroczy prostą drogą ku temu, by stać się nr 1 w historii GieKSy (w liczbie prowadzonych meczów goni już tylko Piotra Piekarczyka), przyznawał, że awans z GKS-em do elity to jego marzenie.

Wokół klubu dzieje się dobrze. Miasto, które na 2023 rok przeznaczyło dla sekcji piłkarskiej 7 milionów złotych, buduje nowy stadion, a roboty są coraz lepiej widoczne dla kierowców przemierzających autostradę A4. Pierwszy raz po 4 latach drużyna poleciała na zimowe zgrupowanie do Turcji. Poprzednim razem skończyło się zmianą klasy rozgrywkowej, tyle że… w dół. Jeśli teraz stanie się odwrotnie, kluczem do sukcesu okaże się stabilizacja. Górak zapowiadał, że jeśli GKS dokona tej zimy jakichś ruchów kadrowych, mają to być transfery z kategorii „top”.

Udowodnić będzie chciał to Mateusz Marzec, wykupiony dzięki klauzuli odstępnego z Odry Opole za 80 tysięcy złotych, który wzmocnił rywalizację na pozycji ofensywnego pomocnika. To jedyne nazwisko na liście katowickich nabytków. Z zespołu nie odszedł nikt istotny, wolną rękę na zmianę pracodawcy otrzymali Kacper Grzebieluch i Marcin Stromecki, a Daniel Dudziński, choć Zagłębie Lubin zdążyło nawet skrócić jego wypożyczenie, szybko wrócił na Bukową i wygląda na to, że wiosną znów będzie młodzieżowcem nr 1.

W tej sytuacji najpoważniejszym ubytkiem jest odejście Łukasza Czopika. Wiceprezes klubu został mianowany wicemarszałkiem województwa. Jak mówią w Katowicach – stracili mocnego pracownika, ale zyskali przyjaciela na zewnątrz.

W sparingach rozgrywanych w Turcji katowiczanie nie stracili gola, a właśnie gra defensywna była jesienią ich wizytówką i nie było przypadku w tym, że Dawid Kudła w styczniu odebrał „złotego buka” dla najlepszego piłkarza 2022 roku. Jeśli GieKSa ma się liczyć, nadal wiele będzie zależało od doświadczonego bramkarza. Dobrym miernikiem siły zespołu będą już dwa pierwsze mecze: z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza i Podbeskidziem.

Choć GieKSa sprowadziła tej zimy jedynie Mateusza Marca, to może liczyć na – ujmijmy to – transfer wewnętrzny? Daniel Tanżyna trafił do Katowic już latem – w dodatku z miejsca jako przedstawiciel rocznika 1989 zostając najstarszym zawodnikiem w zespole. Przez problemy z kręgosłupem, które od marca wyeliminowały go już z gry w Widzewie, nie było mu jednak dane nawet zadebiutować w GKS-ie. W poszukiwaniu zdrowia, za namową Bartosza Ławy, wyjechał do Szczecina. Tam wreszcie zdiagnozowano go właściwie i wyleczono. Patrząc na sparingi można wywnioskować, że „Dixon” ma duże szanse stać się podstawowym obrońcą – tworząc lewą stronę trójki stoperów, wraz z Arkadiuszem Jędrychem i Bartoszem Jaroszkiem. A gdyby problemy z plecami wróciły – zadeklarował i podpisał stosowny aneks, że za porozumieniem stron rozwiąże swój kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2024.

 

nowiny24.pl – GKS Katowice wygrywa ORLEN Beniaminek Cup U-10!

Kolejny wspaniały turniej ORLEN Beniaminek Cup zakończony! W Krośnie zagrały 24 drużyny w tym 8 z zagranicy z 6 krajów: Polski, Rumunii, Chorwacji, Czech, Słowacji i Węgier. Dwa dni rywalizacji przyniosły 96 piłkarskich spotkań, które w sumie trwały łącznie 21 godzin! W ORLEN Beniaminek Cup U-10 padło ponad 490 goli, a na murawie zaprezentowało się ponad 300 zawodników i zawodniczek. W całym turnieju zwyciężył GKS Katowice, drugie miejsce zajął Drukarz Warszawa, a na ostatnim stopniu podium stanęła pierwsza drużyna NK Lokomotiva Zagreb.

Wydarzenie miało szczególny charakter. Organizatorzy składają podziękowania, za bardzo pozytywny odbiór akcji charytatywnej #GramyDlaHenia. Podczas całego turnieju zebrano sporą sumę pieniędzy – 3 300 zł, która powędruje na leczenie Henia Rolewicza – ciężko chorego chłopca na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Drużyny biorące udział w turnieju również włączyły się w szczytny cel i przekazały na licytację klubowe pamiątki. To również dzięki ich dobrej woli udało się zebrać tyle pieniędzy. Podczas licytacji ludzi dobrego serca, chcących pomóc naszym wschodnim sąsiadom było naprawdę dużo.

Cały turniej rozgrywany był pod „balonem” na PROFBUD Arena w Krośnie, a grano systemem 6+1, równolegle na dwóch boiskach o wymiarach 45×30 metrów. Wszystkie drużyny zostały podzielone na cztery grupy po 6 ekip. Harmonogram gier składał się z sobotniej fazy grupowej i niedzielnej fazy finałowej turnieju. Dwie najlepsze drużyny z każdej z grup awansowały do ćwierćfinałów, w której rywalizowały o miejsca 1-8. Pozostałe zespoły biorąc pod uwagę zdobytą lokatę w swojej grupie, rywalizowały o miejsca 9-24.

W grupie A świetnie turniej rozpoczął Beniaminek PROFBUD Krosno I, który bez straty bramki wygrał wszystkie spotkania i z pierwszego miejsca awansował do ćwierćfinałów. Dalej za gospodarzem rywalizacja była bardziej zacięta. O drugie miejsce walczyli CFR 1907 Cluj i MKS Parasol Wrocław. W bezpośrednim starciu tych ekip, górą był zespół z Polski i to właśnie podopieczni trenera Mariusza Kota awansowali do najlepszej „ósemki” turnieju. W grupie B faworytem był FC Spartak Trnava. Słowacy dobrze rozpoczęli te zawody. Po czterech wygranych mogli być pewni awansu. Rozluźnienie przyszło w ostatniej kolejce, kiedy to przegrali z Jastrzębiem 0:2 i to GKS z lepszym bilansem od CFT Academy, mógł się cieszyć z ćwierćfinału. Drugi zespól Beniaminka mimo to, że przegrał tylko jeden mecz w fazie grupowej to niestety musiał pogodzić się z tym, że w niedziele zagra o miejsca 17-20. W grupie C prym wiodły dwa zespoły NK Lokomotiva Zagreb I i GKS Katowice, które na start pokazały się z bardzo dobrej strony. Kroku tym ekipom próbowały dotrzymać pozostałe drużyny, szczególnie mogli się podobać chłopcy z BVB im. Łukasza Piszczka. Ambitnie grał również Juventus Warszawa. Ostateczne rozstrzygnięcia sprawiły, że to zespół z Chorwacji oraz drużyna Katowic awansowały do najlepszej „ósemki” turnieju. W grupie D ciężko było szukać faworyta do awansu po pierwszych meczach. Każdy mógł wygrać z każdym. Świetnie turniej rozpoczął Drukarz Warszawa, który wygrał trzy mecze z rzędu. FC Baník Ostrava, Wisła Kraków i druga drużyna NK Lokomotiva Zagreb, próbowały dotrzymać mu kroku ale tylko „Białej Gwieździe” to zadanie się udało i razem z Drukarzem awansowali do gry o medale.

Na początku niedzielnej fazy pucharowej spotkały się zespoły z miejsc 5 i 6 w grupie, ale mimo wszystko ciekawych spotkań nie brakowało. O miejsca 21-24 niespodziewanie rywalizował FC Košice, który zmierzył się z węgierskim Olasz Focisuli-Debrecen, AP Sanok i Sandecją Nowy Sącz. W kolejnej grupie (o miejsca 17-20) mecze między sobą rozgrywały zespoły BSS Rzeszów, FA Stalowa Wola, Beniaminka PROFBUD Krosno II oraz Bruk-Betu Termalica Nieciecza. W spotkaniach o miejsca 13-16 mecze stały na dobrym poziomie, emocji w nich nie brakowało, a najwięcej powodów do radości po rozegranych spotkaniach mieli zawodnicy z Juventus Academy Warszawa, którzy w pokonanym polu zostawili FC Baník Ostrava, Aserekteam Gorlice i RKS Radomiak Radom. Ciekawe pojedynki kibice oglądali w grze o miejsca 9-12, gdzie spotkały się trzy zagraniczne ekipy: CFR 1907 Cluj, CFT Academy, NK Lokomotiva Zagreb II i Akademia BVB im. Łukasza Piszczka. Bardzo dobrze grający przez cały turniej Chorwaci i tym razem pokazali świetną dyspozycję wygrywając tą rywalizację.

Sobotnie zmagania w fazie grupowej wyłoniły pary ćwierćfinałowe, w których zagrały: Beniaminek PROFBUD Krosno I vs Wisła Kraków, FC Spartak Trnava vs GKS Katowice, NK Lokomotiva Zagreb I vs MKS Parasol Wrocław, Drukarz Warszawa vs GKS Jastrzębie. Poprzeczka już w tych spotkaniach o taką stawkę podskoczyła do góry. Najbardziej wszystkich kibiców interesowało spotkanie gospodarzy z Wisłą. Beniaminek po zaciętym meczu pokonał 1:0 zespół z Krakowa, a bramkę na wagę awansu do półfinału zdobył Jakub Kuliga. Pozostałe mecze ćwierćfinałowe kończyły się z większą przewagą bramkową. Po otwarciu wyniku mimo starań rywali zarówno GKS z Katowic, Drukarz jak i Lokomotiva, kontrolowały te pojedynki awansując do półfinału. Oba mecze półfinałowe to były najlepsze 28 minut jakie kibice zobaczyli przez dwa dni w Krośnie. W spotkaniu Beniaminka z GKS-em kibice zobaczyli łącznie aż 9 bramek, a o tą jedną więcej strzeli piłkarze Katowic, a dokładnie Fabian Bielecki – „Król Strzelców” w całym turnieju. Drugi półfinał to klasyczny mecz walki, który dobrze rozpoczęli zawodnicy Drukarza wychodząc na jednobramkowe prowadzenie. Kolejne minuty to ataki zarówno i z jednej jak i z drugiej strony, które nie przynosiły większych rezultatów, bo w bramce świetnie spisywali się obaj bramkarze – Kai Capan – „Najlepszy Bramkarz Turnieju” (NK Lokomotiva Zagreb I) oraz Adam Kopik (Drukarz Warszawa). Niespodziewanie do remisu na 5 minut przed końcem doprowadził zespół z Zagrzebia i o tym kto awansuje do finału decydowały rzuty karne, które lepiej wykonywali zawodnicy Drukarza i to oni zagrali o złoto. W finale pocieszenia, czyli meczu o 3 miejsce Lokomotiva 3:1 pokonała Beniaminka.

Finał turnieju – Katowice kontra Warszawa! Czarny koń turnieju według obserwatorów, czyli ekipa Drukarza Warszawa, spotyka się z najsolidniej grającym zespołem podczas dwudniowej rywalizacji, czyli GKS-em Katowice. Przy głośnym dopingu kibiców obu drużyn, wspieranym przez pozostałe drużyny, wspaniale oglądało się to widowisko. Pierwszy na dwubramkowe prowadzenie wyszedł Drukarz, ale szybko odpowiedział GKS trafieniem Patryka Snopkowskiego i trzykrotnie Fabiana Bieleckiego. Katowiczanie złapali wiatr w żagle i z każdą minutą grali co raz lepiej. Bezradny Drukarz zdołał strzelić jeszcze tylko jedną bramkę, a cały mecz zakończył się wynikiem 7:3. GKS Katowice zwycięża w całym turnieju i tym samym jest pierwszą drużyną, która zagra podczas grudniowej X edycji – PROFBUD Cup 2023.

Ceremonie zakończenia turnieju i dekoracje zwycięzców uświetnili znakomici goście, nagrody wręczali: Grzegorz Raus (Prezes Zarządu / Założyciel i Lider Akademii Piłkarskiej Beniaminek PROFBUD Krosno), Marek Adamiak (Dyrektor Sportowy Beniaminka i Vice-Dyrektor szkoły SMS), Jarosław Kwella (Dyrektor Zarządzający Akademią), dr. Dariusz Sobieraj (Radny Sejmiku Województwa Podkarpackiego) oraz Adam Onyszczuk (Działacz Sportowy). Tradycyjnie przez organizatora na zakończenie turnieju wybrana została drużyna „TOP 7”, czyli najlepszych zawodników turnieju „ORLEN Beniaminek Cup U10”, a znaleźli się w niej: Jan Łada (Drukarz Warszawa) – MVP Turnieju, Fabian Bielecki (GKS Katowice) – „Król Strzelców” (19 goli), Kai Caban (NK Lokomotiva Zagreb) – Najlepszy Bramkarz Turnieju, Lena Polek (Beniaminek PROFBUD Krosno), Jakub Płatek (Wisła Kraków), Grzegorz Dobiech (MKS Parasol Wrocław) i Radosław Miłkowski (GKS Jastrzębie).

Podczas ceremonii zakończenia turnieju wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowe medale oraz upominki przygotowane przez sponsorów i partnerów turnieju: PKN Orlen, Energa SA, Podkarpacki Związek Piłki Nożnej, Krosno Glass S.A., Strefa Medali, HSports. Dla zawodnika MVP Turnieju Jana Łady (Drukarz Warszawa), powędrowała dodatkowo nagroda specjalna przygotowana przez firmę VIVALDI Meble – piękna i nowoczesna meblościanka. Dla „Króla Strzelców” Fabiana Bieleckiego (GKS Katowice), voucher na sprzęt sportowy przygotował Adam Onyszczuk (Działacz Sportowy).

[…] Klasyfikacja końcowa turnieju ORLEN Beniaminek CUP U-10:
1. GKS Katowice
2. Drukarz Warszawa
3. NK Lokomotiva Zagreb I
4. Beniaminek PROFBUD Krosno I
5. GKS Jastrzębie
6. Wisła Kraków
7. FC Spartak Trnava
8. MKS Parasol Wrocław
9. NK Lokomotiva Zagreb II
10. BVB im. Łukasza Piszczka
11. CFR 1907 Cluj
12. CFT Academy
13. Juventus Warszawa
14. FC Banik Ostrava
15. AserekTeam Gorlice
16. RKS Radomiak Radom
17. Beniaminek PROFBUD Krosno II
18. FA Stalowa Wola
19. Bruk-Bet Termalica Nieciecza
20. BSS Rzeszów
21. Olasz Focisuli-Decrecen
22. FC Kosice
23. AP Sanok
24. Sandecja Nowy Sącz

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Ambicja siatkarzy z Bielska-Białej nagrodzona

Zespoły GKS-u Katowice i BBTS-u Bielska-Białej w derbach regionu znów nas uraczyły siatkarskim maratonem.

Ambitna gra gości została nagrodzona i zwyciężyli po tie-breaku po raz trzeci w tym sezonie. Jest iskierka nadziei na utrzymanie się w lidze. Ale trzeba wygrywać za pełną pulę.

Wydawało się, że pod dwóch efektownych zwycięstwach GKS-u Katowice kibicom wydawało się, że z beniaminkiem wygrana nie powinna sprawić kłopotu. A tymczasem obie drużyny zafundowały nam festiwal błędów nie tylko w polu serwisowym, ale również w pozostałych elementach siatkarskiego rzemiosła. Goście wygrali pierwszą odsłonę, bo atak gospodarze niemal nie istniał. Skrzydłowi nie potrafili skończyć ataku, a przyjezdni zdobywali punkt po punkcie i zbudowali sobie solidną przewagę. Nie mieli żadnych problemów z wygraniem seta.

W kolejnej odsłonie GKS poprawił się w ataku i przyniosło to wymierne efekty. Gospodarze doprowadzili do remisu, zaś w kolejnym secie znów jedni i drudzy prześcigali się w błędach. Gospodarze mieli 3 piłki setowe, ale nie potrafili ich skończyć. Goście wykazali się większą cierpliwością, a przede wszystkim dokładnością i niespodziewanie objęli prowadzenie. A w czwartej partii prowadzili gospodarze 21:18, ale Radosław Puczkowski zdobył atakiem. W polu serwisowym pojawił się Amerykanin Jake Hanes i zaserwował 3 asy oraz skutecznie zaatakował. Goście objęli prowadzenie 23:21 i… w kolejnych akcjach 3 razy posłali piłkę w aut. Seta zakończył asem serwisowym Gonzalo Quiroga i doprowadził do tie-breaku. A w nim ambitnie grający goście od początku prowadzili i w pełni zasłużyli na wygraną.

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 2:3 (18:25, 25:22, 25:27, 25:23, 10:15)

 

HOKEJ

hokej.net – Zmarł Janusz Świerc

Smutne wieści napłynęły z Katowic. Nie żyje Janusz Świerc, jeden z legendarnych zawodników GKS-u Katowice. Miał 87 lat.

Janusz Świerc urodził się 19 czerwca 1935 roku i występował na pozycji bramkarza. Najpierw grał w Górniku Katowice, a następnie reprezentował barwy GKS-u Katowice.

Ten bramkarz aż czterokrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski (1958, 1960, 1965, 1968), a na jego szyi zawisły też cztery srebrne medale (1956, 57, 59, 67).

Po zakończeniu kariery pracował jako trener młodzieży (1969-79). W 2018 roku został włączony do Galerii Sław GieKSy.

– Pogrzeb Janusza Świerca odbędzie się w najbliższą sobotę 11 lutego o godz. 11:30 w Parafii św. Jacka w Katowicach Ochojcu. Pochowany zostanie na cmentarzu przy ul. Panewnickiej 45 – informuje oficjalny serwis internetowy GieKSy.

Bliskim i rodzinie zmarłego składamy najszczersze wyrazy współczucia. Cześć jego pamięci!

 

SZACHY

radio90.pl – Tauron liga juniorska rozstrzygnięta. Zwycięża Hetman GKS Katowice. Srebro dla UKS Pionier Jastrzębie-Zdrój

Drużynowe Mistrzostwa Śląska Juniorów TAURON Liga Juniorów 2023 za nami. W niedzielę (12.02.) na Stadionie Śląskim odbył się ostatni zjazd wśród najmłodszych szachistów w naszym województwie. Pierwsze miejsce wywalczyli zawodnicy Hetmana GKS Katowice, srebro powędrowało do UKS Pionier Jastrzębie-Zdrój, brązowy medal zdobyła UKS Pałac Młodzieży Katowice.

Dzisiaj zakończyły się Drużynowe Mistrzostwa Śląska Juniorów- Tauron Liga Juniorów 2023. W Mistrzostwach rywalizowało 37 drużyn, które reprezentowały śląskie kluby. W najwyższym poziomie rozgrywek – Ekstraliga, pierwsze miejsce trzy miejsca wywalczyli:

  1. Hetman GKS Katowice I,
    2. UKS Pionier Jastrzębie-Zdrój I,
    3. UKS Pałac Młodzieży Katowice.

Dwie pierwsze drużyny wygrały wszystkie swoje mecze, a w bezpośrednim starciu szachiści z Katowic okazały się lepsze od zawodników z Jastrzębia. Brązowy medal zdobyła drużyna UKS Pałac Młodzieży Katowice.

Pozostałe miejsca:

4. MKSz Rybnik I
5. UKS Ognisko Ciepłownia Rydułtowy I
6. HETMAN GKS Katowice II
7. UKS Hetman Częstochowa I
8. UKS Pionier Jastrzębie Zdrój II
9. APA Smart Skoczek CZerwionka-Leszczyny I – spadek do I Ligi
10. KŚ AZS Politechniki Śląskiej Gliwice – spadek do I Ligi

[…] Z postawy swoich zawodników zadowolony był Michał Tworuszka, trener drużyny Hetman GKS Katowice:

Hetman GKS Katowice wygrał drużynowe mistrzostwa Śląska Tauron Ekstraligę. Obroniliśmy tytuł z zeszłego roku. W tym roku też wystawiliśmy najwięcej drużyn ze Śląska, co uważam za ogromny sukces. Rozgrywanie tego na Stadionie Śląskim jest wspaniałą promocją szachów wśród dzieci i młodzieży. Ogromne podziękowania dla Śląskiego Związku Szachowego, że to odbywa się tutaj.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga