Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Takie derby to rzadkość. Było w nich wszystko: olśnienie, piękno, dzikość-media o meczu Ruch-GieKSa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania Ruch Chorzów – GKS Katowice.

 

1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 16. Kolejki

Rusza szesnasta kolejka w Fortuna 1 Lidze. Poprzednia runda dostarczyła nam sporo trafień, ale my liczymy na jeszcze więcej goli i podkręcenie i tak już wysokiej średniej rozgrywek, która wynosi 2,72 trafienia w każdym ze spotkań. A nie ma wątpliwości, że nadchodzące spotkania mają potencjał, aby przynieść sporo bramek.

[…] Ruch Chorzów – GKS Katowice (29 październik, sobota, 17:30)

Sobotnie popołudnie także minie nam pod znakiem wielkiego hitu, a zarazem starcia derbowego. W Chorzowie Ruch podejmie jednego z największych rywali w regionie, GKS Katowice. Zarówno chorzowianie na własnym stadionie, jak i katowiczanie na wyjazdach, mają bardzo podobne statystyki i zdobywają podobną średnią liczbę punktów na mecz. Wygląda zatem na to, że czeka nas bardzo wyrównane widowisko.

 

Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 16. Kolejki

W obecnej rundzie pozostały do rozegrania jeszcze trzy serie spotkań. Dla graczy Fantasy będą to decydujące kolejki, dlatego warto pomyśleć już teraz o dzikiej karcie (w przypadku osób, które mają jeszcze taką możliwość) i przygotowaniu swojego zespołu na końcówkę rundy. W tej kolejce czeka nas hitowe starcie na Górnym Śląsku, gdzie w meczu derbowym Niebiescy zagrają z GieKSą.

[…] Ruch Chorzów – GKS Katowice

Derby rządzą się swoimi prawami. Starcie Ruchu z GieKSą ma swoją historię i ciężar gatunkowy. W takim meczu każdy wynik jest możliwy, a zawodnicy często wznoszą się na szczyt swoich umiejętności. Ruch po remisie w Opolu wypadł poza ligowe podium. trener Skrobacz nie widzi analogii do wcześniejszych sezonów, ale trudno nie zauważyć,  że Niebiescy kolejny raz łapią delikatną zadyszkę pod koniec rundy. Ruch stał się bardziej przewidywalny dla swoich rywali, a teraz jego piłkarzom przyjdzie zmierzyć się z najlepszą defensywą ligi. Szczepan i Swędrowski będą musieli sporo się napracować, aby rozmontować zasieki przygotowane przez trenera Góraka. Do składu wraca Kasolik. Jego obecność powinna być decydująca przy powstrzymywaniu kontrataków GKS-u. A w tych wiele będzie zleżało od dyspozycji Błąda, Araka oraz Rogali. GKS miał problem ze złapaniem właściwego rytmu w spotkaniu ze Stalą. Zabrakło adrenaliny, o której na pomeczowej konferencji wspominał trener Górak. jednego możemy być pewni. Jego zespół będzie idealnie przygotowany na derby pod względem taktycznym. Jeśli piłkarze GieKSy zrealizują plan swojego sztabu na to spotkanie, mogą pokusić się o zwycięstwo. Ostatni raz Niebiescy rywalizowali z GieKSą przy Cichej 12 maja 2018 roku i wygrali 1:0.

 

sportowefakty.wp.pl – Ruch Chorzów zagra w derbach. Starcie blisko szczytu Fortuna I ligi

Przedostatnia kolejka przed półmetkiem sezonu zapowiada się bardzo dobrze. Ruch Chorzów podejmie także walczący o awans GKS Katowice. W Łodzi wicelider ŁKS powalczy z trzecią w tabeli Arką Gdynia.

Dla Ruchu Chorzów będzie to druga tej jesieni wyczekiwana konfrontacja z regionalnym przeciwnikiem. W Fortuna Pucharze Polski wpadł na Górnika Zabrze i w Wielkich Derbach Śląska przegrał 0:1. Zresztą Górnik w następnej rundzie trafił na GKS Katowice i pokonał również tego pierwszoligowca 2:1. Tym samym bohaterom sobotniego meczu pozostała gra w lidze, a w niej są kandydatami do awansu do PKO Ekstraklasy.

Przed rozpoczęciem kolejki czwarty w tabeli Ruch ma o trzy punkty więcej niż piąty GKS Katowice. Beniaminek nie zwyciężył od trzech meczów, co kosztowało go stratę miejsca premiowanego awansem. Podopieczni Rafała Góraka zdobyli w analogicznym fragmencie sezonu o trzy punkty więcej, dlatego zbliżyli się do Niebieskich. W bezpośrednim meczu mogą ich dogonić.

Oba zespoły z województwa śląskiego dobrze bronią. GKS stracił 12 goli w 15 kolejkach, dzięki czemu ma statystycznie najlepszą defensywę w lidze. Na drugim miejscu w takim rankingu jest ŁKS Łódź, a na trzecim Ruch, który stracił 15 bramek. Gorzej idzie obu drużynom atakowanie.

Od 2003 roku, czyli przez blisko dwie dekady, Ruch walczył z katowiczanami w jednej lidze tylko raz. Także wtedy było to zaplecze PKO Ekstraklasy. Rywalizacja derbowa przebiegła że wskazaniem na Ruch. Zespół z Chorzowa wygrał przy Bukowej 2:1 w październiku 2017 roku, a przy Cichej zwyciężył 1:0 w maju następnego roku. Do rozstania na kolejne cztery lata doszło z powodu spadku Ruchu.

 

sport.interia.pl – Takie derby to rzadkość. Było w nich wszystko: olśnienie, piękno, dzikość

Wiecie co w derbach Ruchu z GieKSą lubię najbardziej? Że nigdy niczego nie można być pewnym do końca. Nawet jeśli jedna z drużyn pewnie prowadziła, a jej zwycięstwo wydawało się niezagrożone, to druga potrafiła często odwrócić losy meczu. Jednego można było być zawsze pewnym. Piłkarze dawali z siebie wszystko, a hałas na trybunach był jedyny

[…] I. Lata 60. Czasy gdy gwiazdy olśniewały publiczność

Ruch przez wiele lat był jedynym klubem, który nigdy nie spadł z ekstraklasy. GKS po powstaniu w 1964 roku, musiał do niej dopiero dostać. Doszło do tego bardzo szybko! Pierwszy mecz między sąsiadami odbył się już w sierpniu 1965 roku. GieKSa grała przecież od razu w II lidze, jako spadkobierca Rapidu Wełnowiec.

Los sprawił, że pierwszy wyjazdowy mecz GieKSy w ekstraklasie odbył się właśnie w Chorzowie, na Cichej. Przeszłość łączy się z teraźniejszością: mecz wzbudził  gigantyczne. Nie było gdzie zaparkować w dużej odległości od stadionu. Każdą wolną przestrzeń zajmowały samochody i motocykle (było lato). Na stadionie miało ugnieść się aż 40 tysięcy kibiców. Najbardziej zdumiewające było to, że fani obu zespołów oglądali ten mecz przemieszani (choć większość z Katowic stała pod zegarem) i nikomu nic się nie stało. Nie było takiej nienawiści jak dziś.

Na boisku padł remis, a najbardziej zachwycił napastnik gości. Gerard Rother, który strzelił dwa gole dla GieKSy. Reporter barwnie napisał, że sprawiał wrażenie Garrinchy albo Gento. Ruch jednak mógł wygrać. W przedostatniej minucie lewoskrzydłowy Eugeniusz Faber posłał dwie petardy w krótkim odstępie dwie petardy, które zazwyczaj wpadały do bramki: tym razem najpierw trafił w obrońcę, potem piłka wyszła na aut tuż obok słupka.

[…] II. Pierwsze ligowe zwycięstwo Katowic

Wydarzyło się w 1966 roku. Ruch do przerwy prowadził po golu wspaniałego „Ojgi” Fabera , ale po przerwie wyrównał Eryk Anczok (brat „Zygi”, gracza Polonii i Górnika), a mecz rozstrzygnęła fenomenalna bomba Gerarda Rothera. Jak donosiła prasa, „Nikt nie byłby w stanie tego obronić”. Dobrze w bramce GieKSy spisywał się Piotr Czaja, który potem stanie się jednym z symboli chorzowskiego Ruchu.

[…] III. Rodzi się wielka GieKSa, ale lepszy Ruch

Przeskakujemy do innej epoki. W połowie lat 80. właśnie rodziła się, powstawała najlepsza GieKSa. Mecz był charakterystyczny, dla tego okresu, bardzo ostry. Dziennikarze podkreślali, że toczył się w angielskim stylu – nikt nie odpuszczał. „Na Bukowej zawsze walczyło się dynamicznie, często leciały iskry, a że tym razem poleciał również Krzysztof Hetmański, to już inna sprawa” – podkreślał sprawozdawca „Sportu”. Już po półgodzinie katowiczanie grali w osłabieniu: czerwoną kartkę za faul zobaczył właśnie Hetmański. To była niecodzienna sytuacja: w pewnym momencie razem z Dariuszem Fornalakiem padli na ziemię, ale starcie się nie skończyło! Gracz GieKSy jeszcze na leżąco zaczął wymierzać sprawiedliwość. Skończyło się czerwoną kartką dla niego i żółtą dla Fornalaka.

Ruch prowadził, ale po przerwie katowiczanie w dziesiątkę zdołali wyrównać dzięki pięknej bramce Jana Furtoka z rzutu wolnego. Ruch miał jednak w swoich szeregach „Gucia” Warzychę, który był „świetnie dysponowany, łatwo uwalniał się spod opieki i wszystko widział”. To on zdobył zwycięską bramkę dla Ruchu.

[…] IV. Derby we Wrocławiu, kto pamięta?

Latem 1989 roku, po pamiętnym, ostatnim jak dotąd mistrzostwie Ruchu, derby odbyły się na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Powodem była to kara za zbyt fanatyczne wyrażanie radości przez kibiców po zdobyciu tytułu. W efekcie chorzowianie musieli trzy mecze na początku nowego sezonu rozegrać jako gospodarz we Wrocławiu. Ktoś wyliczył, że kosztowało ich to 24 miliony starych złotych.

Ruch był wówczas liderem, wygrał trzy wcześniejsze mecze sezonu (dwa z nich za trzy punkty, czyli co najmniej trzema bramkami, taki był wówczas przepis). Był w gazie, ale – jak zwykle – na GKS-ie nie robiło to wtedy wrażenia w myśl zasady: „Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”. Wspaniale grał wówczas Janusz Nawrocki. Sędzia dwa razy pokazał „jedenastkę” za faule na nim, ale Wiktor Morcinek wykorzystał tylko jedną. Katowiczanie i tak wygrali jednak za trzy punkty.

[…] V. Nie poddawaj się nigdy

Skok w kolejną dekadę. Niezwykły mecz, który dobrze pamiętam. W tamtym meczu grał obecny prezes Ruchu Seweryn Siemianowski. GKS Katowice właśnie zwolnił trenera Piotra Piekarczyka, którego zastąpił Jacek Góralczyk. Goście mieli ambicje, byli faworytem, a Ruch miał trochę gorszy okres, chciał uciec przed strefą spadkową. Spotkanie rozpoczęło się wystrzałem: GieKSa po efektownym rajdzie Zdzisława Strojka prowadziła zaledwie po 72 sekundach! Jeszcze do przerwy katowicki stoper Kazimierz Węgrzyn zdobył drugiego gola.

Piętnaście minut w szatni zmieniło wszystko. W drugiej połowie Ruch złapał jakiś czarodziejski wiatr w żagle. Kontaktowego gola strzeli „Gitara” Wawrzyczek, człowiek o najdłuższej stopie w lidze. Potem Janusz Jojko, odbijając piłkę, trafił w Marka Świerczewskiego. Samobój… Kibice Ruchu musieli mieć satysfakcję… Kiedy mecz już się kończył podanie Mariusza Śrutwy wykorzystał Krzysztof Bizacki. Stadion – wyjątkiem sektora gości za bramką – oszalał ze szczęścia.

[…] VI. Triumf chuligaństwa

Lata 90. to okres największego rozwydrzenia na ligowych stadionach w Polsce. Często co kolejkę dochodziło do zamieszek i awantur. Przykładem może być mecz między GKS-em, a Ruchem z 1998 roku. Spotkanie zostało przerwany po 45 minutach z powodu gorszących zajść. To też widziałem to na własne oczy… Do pierwszych bijatyk doszło już pół godziny przed meczem. W pewnym momencie przy biernej postawie służb porządkowych kilkudziesięciu szalikowców z obu stron starło się na środku boiska. Fani Ruchu wyłamali część ogrodzenia oddzielającego trybuny od płyty boiska. Na murawę leciały kamienie, deski i petardy. Wtedy na stadion wjechały dwa opancerzone wozy z armatkami wodnymi.  Mecz rozpoczął się z 20-minutowym opóźnieniem. Po 25 znowu zaczęły się zamieszki. Sędzia znowu przerwał spotkanie. Do katowickich kibiców podbiegli piłkarze GKS i próbowali ich uspokoić. Także napastnik Ruchu Mariusz Śrutwa apelował do chorzowskich kibiców o spokój.

Udało się być spokojnym przez 12 minut. Kiedy sędzia wznowił spotkanie, kibice Ruchu rzucili na murawę świecę dymną. Arbiter znowu przerwał mecz. W przerwie policjanci ustawili kordony oddzielające szalikowców obu drużyn od boiska. Sędzia w porozumieniu z obserwatorem odgwizdał koniec zawodów. Rannych zostało 18 kibiców i 15 policjantów. 53 pseudokibiców, w tym 24 nieletnich, zatrzymała policja. Dwóch ochroniarzy trafiło do szpitala. Uszkodzono 4 radiowozy i 8 tramwajów (jeden doszczętnie). Miesiąc później mecz powtórzono, już bez udziału publiczności. Wygrała GieKSa po samobójczym golu Tomasza Szuflity w 58. minucie.

[…] VII. Wodospad – najpiękniejszy, choć nielegalny wyczyn trybun

Ostatni wspólny mecz w ekstraklasie. Katowice grały wtedy jako Dospel, były rewelacją sezonu. Jedyną bramkę zdobył uderzeniem z przewrotki Jacek Kowalczyk, choć goście z oburzeniem protestowali, że noga przy strzale była podniesiona niebezpiecznie wysoko. Mecz przeszedł też do historii z powodu niezwykłej oprawy. Słynny wodospad na Blaszoku (kaskada ze sztucznych ogni z dachu) był jedyny w swoim rodzaju. Jestem przeciwnikiem pirotechniki na stadionach, ale nie mogę być obojętnym na piękno. To było najpiękniejsze widowisko pirotechniczne, jakie widziałem w życiu.

[…] VIII. Ostatni raz

Ostatni raz oba zespoły spotkały się w lidze w 2018 roku. Do śląskich derbów doszło tuż przed końcem sezonu, w 31. kolejce. Niebieskim odjęto 6 punktów za zaległości finansowe i zajmowali ostatnie miejsce. GKS grał o awans do ekstraklasy i był wiceliderem. Mimo to mecz wygrał Ruch po bramce Macieja Urbańczyka z rzutu karnego. Z piłkarzy, którzy wtedy pojawili się na boisku zostali do dziś już tylko Patryk Sikora w Ruchu i Adrian Błąd w GKS-ie.  Ruch zakończył wtedy jednak ligę na ostatnim miejscu zaliczając drugi spadek z rzędu. Z kolei GKS Katowice nie awansował – zajął 5. miejsce, a promocję wywalczyły Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec.

[…] IX. Dziś: kolejny rozdział wspaniałej historii

29 października 2022: czas na kolejna odsłonę tej niecodziennej historii. Trzy lata temu kibice GKS-u Katowice zrzucili z chorzowskiej estakady na rynek kilkaset ulotek informujących o śmierci Ruchu Chorzów. Na szczęście oba kluby istnieją, działają, rozpalają emocje. Niech wygra sport. O nic więcej nie proszę.

 

sportdziennik.com – Ruch znów z GieKSą – trzy lata po nekrologach. Co łączy, a co dzieli…

Dziś o 17:30 przy Cichej 6 rozpocznie się jeden z hitów jesieni w Fortuna 1. Lidze, czyli pierwsze od 4,5 sezonu derby Ruchu Chorzów z GKS-em Katowice, które z trybun obejrzy komplet widzów, ale bez grupy fanatyków gości.

Niesamowite, jak piłkarska fortuna kołem się toczy. Nieco ponad trzy lata temu kibice GKS-u Katowice zrzucili z chorzowskiej estakady na rynek kilkaset ulotek stylizowanych – jeśli dobrze pamiętamy – na nekrolog, informując o śmierci Ruchu Chorzów. Sąsiedzi byli wtedy po trzech z rzędu spadkach, a na rynku spotkali się, by dyskutować o trwającym już bojkocie i liście postulatów do spełnienia, bez których nie dogadają się z udziałowcami i nie zaczną wspierać spółki mającej klub w trzeciej lidze, tylko kumulować energię wokół UKS-u. Dziś swój bojkot ma GieKSa. Jej kibiców zabraknie przy Cichej – mimo że przeciwwskazań nie miał wojewoda, policja, PZPN, sam Ruch – co jest pokłosiem konfliktu fanatyków z prezesem Markiem Szczerbowskim. Oba kluby po tych nieco ponad trzech latach są pierwszoligowcami, a to chorzowianie – wtedy już grzebani przez sąsiadów – przystąpią dziś do derbów z wyższej, bo czwartej pozycji w tabeli. GKS jest piąty z 3 punktami straty.

CO DZIELI?

KSZTAŁT TABELI. Algorytmy „expected points” (punktów oczekiwanych) programu analitycznego WyScout wskazują, że miejsce Ruchu jest niedoszacowane bo zasłużył na pierwsze! – przed Arką Gdynia i Zagłębiem Sosnowiec. Beniaminek punktuje zatem poniżej tego, na co zasłużył na boisku. GKS – wręcz przeciwnie. Tu algorytm daje znać, że u katowiczan jest ponad stan. Są w pierwszej piątce, a w klasyfikacji ułożonej według „expected points” – dopiero 11.

TERMINARZ. Ruch do derbów miał aż 8 dni przygotowań, bo tyle minęło od ostatniego spotkania w Opolu z Odrą (1:1). GKS miał go dużo bardziej napięty. 9 dni temu, w czwartek, grał pucharowe derby z Górnikiem Zabrze (1:2), z kolei w poniedziałek bezbramkowo zremisował ze Stalą Rzeszów. Okoliczność łagodząca i ułatwiająca regenerację to fakt, że oba te mecze odbyły się przy Bukowej. Ale w Chorzowie raczej nie biorą pod uwagę, by sfera fizyczna, motoryczna, mogła być wskutek terminarza tego popołudnia problemem GieKSy.

PARK. No i – zależy, którędy się pojedzie – jeszcze Klimzowiec. Stadiony obu klubów dzieli raptem 6 kilometrów Drogowej Trasy Średnicowej oraz ul. Złotej, które autem pokona się bez korków w 8 minut. Rowerem to jakieś 20 minut. Trudno wyobrazić sobie bliżej położone stadiony, jeśli mówimy o drużynach z innych miast.

NAJŚWIEŻSZE WSPOMNIENIA. W 2018 roku Ruch przegrywał wiosną niemalże jak leci. Od Miedzi Legnica, Pogoni Siedlce czy Wigier Suwałki dostawał baty 0:6 czy 1:6. GKS przyjechał na Cichą jako drużyna walcząca o awans i mogąca przypieczętować spadek „Niebieskich” – historyczny, pierwszy na trzeci poziom rozgrywkowy. Trener Dariusz Fornalak wystawił bardzo młody skład i doszło do sensacji. Po bramce Macieja Urbańczyka z rzutu karnego chorzowianie wygrali 1:0. GieKSa nie awansowała, Ruch i tak spadł, choć w tamtym sezonie odniósł dwa derbowe zwycięstwa, bo przy Bukowej było 2:1 po golach Vilima Posinkovicia i Michała Walskiego (dla katowiczan trafił Armin Cerimagić).

AKTUALNE SERIE. Ruch – dopiero drugi raz w tym sezonie – ma na koncie 3 mecze bez wygranej (1:1 w Rzeszowie, 2:4 z Arką, 1:1 w Opolu), zaś GKS legitymuje się passą 7 spotkań bez ligowej porażki (1:0 w Opolu, 2:2 w Łęcznej, 1:1 z Tychami, 1:0 ze Skrą, 1:0 z Chrobrym, 1:1 w Niepołomicach, 0:0 ze Stalą).

PERSPEKTYWY. Nie chodzi już tylko o nowy stadion, choć to oczywiście niezmiernie istotne. W Katowicach buduje się on od niemal dokładnie roku, w Chorzowie mówi się, że „trzeba, kiedyś, jak nas będzie stać”. To miasta jak z dwóch galaktyk. Chorzów nie ma pomysłu (może to niemożliwe?) , jak uczynić błogosławieństwo, a nie przekleństwo z bliskości Katowic, stolicy kilkumilionowej metropolii. Ciekawa była niedawna rozmowa red. Marcina Zasady z Marcinem Krupą na antenie „Radia Piekary”. Prezydent Katowic wprost dawał do zrozumienia, że powinno się dążyć w ramach metropolii do stworzenia mniejszej liczby miast, może wręcz jednego. Chorzów dzielnicą Katowic? Brzmi to teraz zupełnie abstrakcyjnie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Bogaty katowicki samorząd po wybudowaniu nowego stadionu będzie miał narzędzia, by robić tu dużą piłkę, spróbować ściągnąć inwestora, a na trybuny – nową grupę kibiców, którzy na Bukowej nie bywają. To perspektywa zupełnie inna niż ta w Chorzowie, gdzie już teraz klub dochodzi do ściany i bez większego budżetu ani stadionu przebić będzie ją bardzo trudno.

AKCJONARIAT. Właścicielem większościowym GKS-u – jak innych klubów województwa: Podbeskidzia, Piasta, Górnika, Zagłębia, Tychów – jest samorząd, podczas gdy w Ruchu jest trzech około 25-procentowych akcjonariuszy: Zdzisław Bik, Aleksander Kurczyk i miasto, jako jedyne z tego grona wspierające żywą gotówką. W Chorzowie klub musi wykazywać miastu, czemu zasługuje na dotację, na pieniądze. Na ten i poprzedni rok dotacje wynosiły niespełna 2 miliony złotych. Można odnieść wrażenie, że w Katowicach jest odwrotnie i to włodarze miasta czasem powinni przekonywać mieszkańców, czemu znów tak hojnie sypią na GKS. Dotacja na 2022 rok wyniosła 17,5 mln zł, choć oczywiście kwota ta dzielona jest jeszcze na sekcje piłki nożnej kobiet, siatkówki czy hokeja. Sama piłka kobieca (dane za 2021 r.) została doinwestowana kwotą ponad 1 mln zł, czyli ponad połową tego, na co Ruch może liczyć w Chorzowie. I kolejna rzecz dająca do myślenia – wkrótce Katowice dokapitalizują GKS kwotą 2,5 mln zł, jeszcze w tym roku, acz nie są to środki związane bezpośrednio z sekcją piłkarską.

ŚLĄSKOŚĆ W SZATNI. Przed sezonem pisząc o transferach Ruchu wskazywaliśmy, że trener Jarosław Skrobacz – Ślązak, mający śląski sztab – mógłby wystawić jedenastkę złożoną wyłącznie ze Ślązaków. W GKS-ie tych regionalnych akcentów jest znacznie mniej; z zawodników podstawowych, to de facto jedynie Dawid Kudła, Bartosz Jaroszek i – choć ostatnio występuje nieco rzadziej – Marcin Urynowicz. Nie ma co kryć – szatnia chorzowska, z katowiczanami Tomaszem Wójtowiczem i Jakubem Witkiem, klimat derbów ma pod skórą mocniej niż ta katowicka.

WYCHOWANKOWIE. Ruch wypuścił w ostatnich latach w świat niejednego zawodnika, niejeden też w Ruchu nabierał rozpędu. Ale mówmy o wychowankach – Kamilu Grabarze, Michale Heliku, Mateuszu Boguszu… GKS dorobił się de facto tylko Tomasza Hołoty i kilku pierwszoligowych wyrobników, jak Krzysztof Wołkowicz, Bartosz Sobotka.

POŁOWY. Układaliśmy niedawno w „Sporcie” taki ranking. GKS okazał się w nim pierwszoligowcem najlepszym w pierwszych połowach, Ruch – w drugich. Ciekawe, czy dziś przy Cichej też się to potwierdzi.

CO ŁĄCZY?

BOJKOT. Jedni go poczuli, drudzy czują. Tyle tylko, że – mimo niedawnej medialnej ofensywy, otwarciu się na rozmowy ze „Sportem” – nadal wiele postronnych osób może nie rozumieć, o co tak naprawdę chodzi kibicom GKS-u, którzy nie chodzą na domowe mecze w ramach protestu przeciw rządom Marka Szczerbowskiego. W 2019 roku bojkot Ruchu był klarowniejszy, a pytania o jego powody – retoryczne, skoro klub był po trzech z rzędu spadkach. Klarowniejszy i krótszy, potrwał od początku sezonu do połowy października. Dziś nie doczekamy się pierwszej od 20 lat wizyty kibiców GieKSy w Chorzowie, ale… może lepiej było nie ryzykować? Prawdopodobieństwo ekscesów byłoby wysokie, a te nie są dziś potrzebne ani Ruchowi, walczącemu o dotację z miasta (w czwartek zarząd wystąpił przed radnymi), ani samym kibicom GKS-u, próbującym przedstawiać opinii publicznej swoje racje w gestii bojkotu.

KILKA ZNANYCH TWARZY. Po stronie GieKSy występy w Ruchu w CV mają Michał Kołodziejski (w Młodej Ekstraklasie) oraz Jakub Arak, który przy Cichej stawiał pierwsze kroki w ekstraklasie. Prezes Marek Szczerbowski jako dyrektor Stadionu Śląskiego szefował przed laty grupie roboczej mającej przygotować „Niebieskich” do przenosin na „Kocioł czarownic”, a wizja ta – ówczesnego prezesa Dariusza Smagorowicza – jak wiemy nie spełniła się. Po stronie Ruchu znajdujemy kierownika Andrzeja Urbańczyka, byłego bramkarza GKS-u (lata 2005-07), czy – zostając przy sztabie – przede wszystkim Jarosława Skrobacza, który w latach 2011-13 był drugim trenerem GieKSy, asystentem trenera Rafała Góraka. Kilkanaście lat temu z Chorzowa do Katowic wypożyczony był Łukasz Janoszka, nie tak dawno, bo w drugiej lidze, grał tam Kacper Michalski. Ale pisząc o zawodniczych związkach katowicko-chorzowskich na pierwszy plan rzuca się i tak Tomasz Foszmańczyk. W Ruchu – kapitan, jedna z twarzy „Czasu odbudowy”. Dla wielu fanatyków GieKSy – jedna z twarzy lat niepowodzeń w walce o ekstraklasę, na którego zrzuca się sporą odpowiedzialność zwłaszcza za nieudany finisz wiosny 2018 i do dziś mu to wypomina. Kto wie, może piłkarskie życie chce tu jeszcze napisać jakąś historię? I to nie przypadek, że rewanż, przy Bukowej, odbędzie się w przedostatniej kolejce sezonu? Ileż on może ważyć…

DEFENSYWA. Jedni i drudzy są pod tym względem w top3. GKS stracił 12 bramek, ŁKS – 14, a Ruch – 15. To znamionuje, że m.in. z tego powodu trudno dziś spodziewać się przy Bukowej otwartego meczu.

KATOWICE. Choć na co dzień nie jest to w przestrzeni miejskiej tak widoczne, jak kiedyś, Katowice to nadal bardzo duży fan-club Ruchu. W stowarzyszeniu kibiców „Wielki Ruch” więcej członków, niż z Katowic, jest jedynie z Chorzowa i Rudy Śląskiej. Z medialnej wścibskości trochę ubolewamy, że Ruch nigdy nie zdecydował się policzyć po którymś meczu kibiców z Katowic i opublikować te dane. Mamy wrażenie, że – w odniesieniu do frekwencji przy Bukowej (naturalnie tej sprzed bojkotu) – byłyby bardzo interesujące.

GIEŁDA. Oba kluby są spółkami notowanymi na giełdzie NewConnect, zobowiązane do przedstawiania kwartalnych raportów, dlatego są transparentne, a każdy ciekawski może co kilka miesięcy próbować wyłuskać coś dla siebie.

Ruch gra dziś ostatni domowy mecz udanego dla siebie roku, zwieńczonego awansem, stojącego pod znakiem pamiętnych baraży z Radunią czy Motorem. Dziś chorzowianie – którzy na dobę przed meczem rzucili jeszcze do sprzedaży pulę biletów zarezerwowaną pierwotnie dla GieKSy – liczą zapewne na kolejne magiczne popołudnie przy Cichej 6. W ważnych meczach ostatnio nie zawodzili, podobnie jak GKS od momentu powrotu Rafała Góraka, wygrywając w poprzednim sezonie tabelę ułożoną tylko dla województwa śląskiego. Tej jesieni też nie uległ lokalnym rywalom – imiennikowi z Tychów czy Zagłębiu. Jak będzie dziś? Ognia!

 

Grajmy tak, jak zawsze. I dołóżmy kilka procent!

Rozmowa z Sewerynem Siemianowskim, prezesem Ruchu Chorzów, który dziś po 4,5-letniej przerwie rozegra derby z GKS-em Katowice.

Jakie ma pan wspomnienia z derbów z GieKSą?

Seweryn SIEMIANOWSKI: – Z GieKSą to ja debiutowałem! W 1994 roku, w Katowicach, rozegrałem swój pierwszy mecz w ekstraklasie. Przegraliśmy 0:1, po bramce Krzysztofa Walczaka, bodaj w 81 minucie. W katowickim „Sporcie” dostałem za ten mecz „ósemkę”. I to jeszcze przy żółtej kartce! Był to więc dobry debiut, choć niestety bez efektu w postaci punktów Ruchu. W rewanżu przegrywaliśmy już do przerwy 0:2, a ostatecznie wygraliśmy 3:2, działo się to za trenera Albina Wiry. Potem – wiadomo – nasze drogi z GKS-em przecinały się jeszcze kilka razy. W 1999 roku, gdy spadał z ekstraklasy, na Bukowej skończyło się 1:0 dla nas po golu Włodarczyka z karnego. Na jakimś filmie z tego meczu wypatrzyłem samego siebie, z numerem 11… Te derby zawsze były na poziomie.

W przerwie zimowej grywaliśmy turnieje w „Spodku”, to była fajna impreza, potem została zawieszona. Jako trener grup młodzieżowych, z dzieciakami wielokrotnie gra się mecze z GKS-em. Mają klimat, emocji bywa więcej niż u seniorów. Wszyscy to czują, każdy podchodzi do takiego spotkania, jakby grał o mistrzostwo świata. Dlatego śląskie ligi juniorów na każdym szczeblu mają tak wysoki poziom, porównując do reszty kraju. U nas zagęszczenie klubów jest bardzo duże, społeczności mają tu wpojony w krew futbol od wielu lat, takie starcia w cotygodniowych rozgrywkach są dobre dla wszystkich. Chłopaki przyzwyczajają się do pewnego stresu, grając potem w seniorskiej piłce podobne derby są już w pewnym stopniu uodpornieni, czują mniejszy stres.

[…] Rozmawiamy w momencie, gdy nie jest to jeszcze oficjalnie potwierdzone, ale niemal przesądzone, że zabraknie na Cichej kibiców GieKSy.

Seweryn SIEMIANOWSKI: – Ze swojej strony jako Ruch robiliśmy wszystko, by u nas zagościli – ryzykując tym, że na 24 godziny przed meczem nie zdążymy sprzedać reszty biletów. A walczymy o każdy pojedynczy bilet, każdą złotówkę! To też oczywiste, że bardziej kosztowna jest też ochrona na takich meczach i trudno, byśmy na to spoglądali. Dlatego ewentualny brak kibiców GKS-u nie może być zrzucony na nas. Wszelkie niesnaski panujące w GKS-ie nie są naszą sprawą. My bojkot mieliśmy trzy lata temu, jako społeczność poradziliśmy sobie z tym w bardzo dobry sposób, złą energię przekuwając w coś dobrego. Nie wiem, jak potoczy się to w GKS-ie. To inny klub, ma inne problemy, do których nie chcę się odnosić.

 

ksruch.com – „Koncentracja przez cały czas”

[…] GKS Katowice to drużyna, która bardzo dobrze radzi sobie w pierwszych połowach ligowych meczów, w których dużo bramek strzela i mało traci. Ponad połowa goli zdobytych przez katowiczan padło w pierwszych 30. minutach spotkań. Bramkowy bilans drugich połów jest natomiast ujemny. W Ruchu odwrotnie. „Niebiescy” dużo lepiej grają w drugich częściach, w których strzelili 14 bramek, tracąc tylko sześć.

[…] – Dużo lepiej wyglądają też ich pierwsze połowy. Wynika to też ze sposobu gry – idą bardzo wysoko, odważnie, doskakują, nawet jeśli te odległości są większe, idą na dużej szybkości. To wymaga sporo sił i z czasem zespół poddawany tak agresywnej grze, jeśli potrafi utrzymać się przy piłce, to tempo siada, stąd takie drugie połowy. Może to być złudne. Trzeba być skoncentrowanym cały czas – mówi trener Jarosław Skrobacz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga