Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Stadion droższy o 37 baniek
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarze GieKSy przegrali w trzeciej kolejce Fortuna I Ligi w wyjazdowym spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:1. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Zespół poznał rywali w rozgrywkach Pucharu Polski. W 1/32 finału drużyna zmierzy się z rezerwami Pogoni Szczecin, spotkanie zostanie rozegrane na przełomie sierpnia i września, dokładny termin zostanie podany wkrótce. Piłkarki w ramach przygotowań do nowego sezonu rozegrały mecz sparingowy z Rekordem Bielsko-Biała, który wygrały 5:0 (1:0). Do drużyny dołączyła Weronika Kamala. Stacja TVP Sport będzie transmitować spotkanie drugiej kolejki Ekstraligi Kobiet pomiędzy Czarnymi Sosnowiec i GKS-em Katowice. Mecz zostanie rozegrany we wtorek 23 sierpnia o godzinie 17:30.
Siatkarze do treningów wrócą trzeciego sierpnia. Wczoraj hokeiści rozpoczęli przygotowania do sezonu 2022/23. W wieku 82 lat zmarł Artur Hartman sześciokrotny medalista Mistrzostw Polski w hokeju z GieKSą.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Z Czarnych Sosnowiec do GKS-u Katowice
GKS Katowice ogłosił swoje kolejne letnie wzmocnienie. Nową piłkarką ekstraligowca została Weronika Kamala, która reprezentowała ostatnio Czarnych Antrans Sosnowiec.
18-latka w minionym sezonie nie rozegrała żadnego meczu w Ekstralidze. Regularnie występowała jednak w rezerwach sosnowieckiego klubu, gdzie zanotowała 17 występów w III lidze, strzelając jedną bramkę.
Teraz utalentowana pomocniczka o występy na najwyższym szczeblu będzie walczyć w barwach „GieKSy”
– Do składu zespołu dołączyła młoda pomocniczka, która dzięki regularnej pracy ma szansę na rozwinięcie skrzydeł i podniesienie swojego poziomu. Weronika już wcześniej miała okazję trenować z naszym zespołem i przyglądaliśmy się wtedy jej możliwościom, co pomogło nam w podjęciu decyzji o zakontraktowaniu zawodniczki – powiedziała Aleksandra Noras, menedżer sekcji piłki nożnej kobiet katowickiej ekipy cytowana przez klubową stronę.
Wcześniej śląski zespół zakontraktował Nicole Zając i Patrycję Kozarzewską. GKS opuściły natomiast Matylda Bujak – nowa piłkarka Sportisu KKP Bydgoszcz, Zuzanna Witek, która przeszła do Czarnych Antrans Sosnowiec, a także Emilia Zdunek oraz Alicja Dyguś, które przeniosły się do Pogoni Szczecin.
bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord B-B 5:0 (1:0)
Trudy trzeciego tygodnia przygotowań dały się bielszczankom wyraźnie we znaki. Nawarstwiające się zmęczenie, kilka kontuzji w zespole, spowodowały że przez większą część spotkania nie były w stanie dotrzymać kroku wyżej notowanym katowiczankom. Ekipa ze stolicy Górnego Śląska na nieco więcej pozwoliła „rekordzistkom” dopiero w końcowych 20-stu minutach pierwszej połowy. W tym czasie testowana napastniczka obiła poprzeczkę bramki GKS-u. Parę razy katowicką defensywę nękała Wiktoria Nowak, a Katarzyna Moskała oddała groźny, niestety niecelny, strzał z ostrego kąta.
Po przerwie przewaga czwartej drużyny Ekstraligi ubiegłego sezonu nie podlegała już żadnej dyskusji, co zresztą w pełni dokumentuje końcowy rezultat. Dwa sprawdziany z zespołami z wyższej półki (środowe 1:1 z AZS UJ – przyp. TP), rozegrane w raptem trzy dni, to na ten moment trochę zbyt wysoko ustawiony próg wymagań dla I-ligowych „rekordzistek”.
24kurier.pl – Rezerwy Pogoni wylosowały GKS Katowice
Trzecioligowe rezerwy Pogoni Szczecin w pierwszej rundzie Pucharu Polski na szczeblu centralnym zagrają z pierwszoligowym GKS Katowice. Pierwsza drużyna portowców do rywalizacji włączy się dopiero w drugiej rundzie Pucharu Polski.
Trzecioligowcy z Twardowskiego prawo gry w tegorocznej edycji Pucharu Polski zapewnili sobie dzięki triumfowi w pucharze na szczeblu wojewódzkim. Szczecinianie okazali się najlepszym zespołem Pomorza Zachodniego, eliminując m.in. Flotę Świnoujście i Świt Skolwin, aby w finale pokonali beniaminka III ligi Vinetę Wolin 2:0
– Dla nas to fajna przygoda. W ubiegłym sezonie wygraliśmy wojewódzki Puchar, co dało nam przepustkę do pokazania się szerszej publiczności. Starcie z zespołem z I ligi na pewno będzie dobrą weryfikacją naszych umiejętności – mówi obrońca Pogoni II Wojciech Lisowski.
Pucharowy przeciwniki rezerw Pogoni udanie rozpoczął sezon w I lidze. Wygrał wyjazdowy mecz z ŁKS 2:0 i zremisował ze spadkowiczem z ekstraklasy Termaliką Nieciecza 3:3. Portowcy jeszcze nie rozpoczęli sezonu. Pierwszy mecz w swoje grupie III ligi rozegrają 6 sierpnia z Jarotą w Jarocinie, a przed Pucharem Polski będą już po pięciu ligowych kolejkach.
sportdziennik.com – Komentarz „Sportu”. Jaka moc bojkotu?
Decyzję o bojkotowaniu meczów przy Bukowej jedni określą słowem „Zły prezes!”, drudzy – „Źli kibole!”, ale w obu przypadkach byłoby to spłycenie tematu. Kiedy wokół GieKSy zrobi się normalnie?
Wczoraj na łamach „Sportu” głos w sprawie GieKSy zabrał Marcin Krupa. Prezydent Katowic wyraził nadzieję, że decyzja fanatyków o bojkocie i nieuczestecniczeniu w meczach przy Bukowej jest chwilowa, podkreślił poparcie dla prezesa Marka Szczerbowskiego oraz przekonywał, że miasto jako właściciel jest zadowolone z sytuacji sportowej i finansowej klubu. Dodał, że cieszy się ze stabilizacji, jaką wreszcie cechuje się GKS. Być może niektórzy czytelnicy, kibice, byli zawiedzeni, spodziewając się bardziej smakowitych kąsków z ust prezydenta, podczas gdy nie powiedział w zasadzie niczego nowego. Tyle że – niech nie umknie to naszej uwadze – nowe są okoliczności, decyzja o bojkocie w geście sprzeciwu wobec rządom Marka Szczerbowskiego została ogłoszona przez kibiców raptem 8 dni temu. Marcin Krupa jasno stanął tu po stronie innej niż kibice, chwaląc jednocześnie atmosferę panującą na Bukowej podczas niedzielnego spotkania z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza i przyznając, że czasem milej jest uczestniczyć w wydarzeniu sportowym tak, niż być świadkiem „wulgaryzmów czy kibolskich zachowań”.
Tu trochę kuchni: prezydenta zahaczyłem o GieKSę przy okazji poniedziałkowej prezentacji… muzycznego programu obchodów urodzin miasta. Nie pierwszy raz prosiłem o jakąś krótką wypowiedź podczas briefingu prasowego związanego z zupełnie innym tematem. Nigdy nie odmówił, nigdy też nie miałem wrażenia, by temat klubu piłkarskiego zapalał u niego samego czy u jego medialnych służb lampkę, nakazywał bardziej niż zwykle ważyć słowa. Może to tylko moja opinia, ale to świadczy, że w mieście na hasło „GKS” albo „kibice GKS-u” nie staje się z automatu na baczność. W gruncie rzeczy: trudno się temu dziwić. To tylko wykładnik mocy sprawczej szeroko pojętego piłkarskiego środowiska na samorząd. W poprzednim sezonie, według portalu 90minut.pl, średnia frekwencja na domowych spotkaniach GieKSy wyniosła 2200 widzów. W poprzednich wyborach do rady miasta więcej głosów niż 2200 uzyskało aż 13 radnych, a przecież nie wszyscy kibice odwiedzający Bukową to katowiczanie: jeździ się tu też z Jaworzna, Mysłowic, Imielina, Zabrza, Rybnika czy Ostrawy. Potrzeba jak najszybszego zażegnania konfliktu z kibicami nie jest publicznie artykułowana nawet teraz, gdy coraz bliższa staje się perspektywa wyborów samorządowych. O ile nie zostaną o kilka miesięcy odłożone, bo i o takim scenariuszu się słyszy, to dojdzie do nich już jesienią przyszłego roku.
Klub podał, że frekwencja na meczu z Bruk-Betem wyniosła 1021 osób. Trzymając się tych danych, wychodzi zatem nieco ponad połowę mniej niż średnia z poprzedniego sezonu. Rozmawiając nieoficjalnie z zaangażowanymi kibicami, słyszę, że zadali sobie trud policzenia publiki na podstawie zdjęć i ich zdaniem na meczu nie było więcej niż 700 osób, w tym „krewni i znajomi królika”, podopieczni akademii, drużyna piłkarek, sporo vip-ów, ludzi z branży. W ten sposób, podważając frekwencję, fanatycy tworzą oczywiście obraz siły bojkotu i wytykają klubowi kolejne błędy. Tyle że również im można wytknąć hipokryzję. Nie przeszkadzało im jakoś, gdy można było podejrzewać klub o podobne praktyki w przeszłości. Pamiętam, gdy po kilku pierwszych miesiącach kadencji Marka Szczerbowskiego umówiliśmy się na wywiad i w swoim gabinecie pokazywał mi dane z sezonu 2018/19. Sporo było tam frekwencji 3-cyfrowych. Ile razy taką ogłosił klub? Ani razu; poniżej tysiąca nie zjechał nigdy.
O bojkocie, całej tej sytuacji, jedni powiedzą: „Zły prezes!”, a drudzy: „Źli kibole!” i w obu przypadkach będzie to równie absurdalne spłycenie problemu, bo każda ze stron ma swoje racje.
Powtarzam, że jeśli kibice chcą, by zaczęto w mediach traktować ich w pełni poważnie, a nie z pogardą, politowaniem czy wyśmiewaniem, to muszą po prostu zacząć gadać. Wyjść do mediów. Nie twierdzę, że do mnie, bo znam swoje miejsce w szeregu. Ale minął ponad tydzień i nadal tak naprawdę nie wiemy, o co dokładnie im chodzi. Jakie mają warunki, po których spełnieniu bojkot zostanie zawieszony. Im dłużej nie będzie to podawane do publicznej wiadomości, tym bardziej w wielu obserwatorach tej sytuacji urośnie przekonanie, że po prostu coś ukrywają. Panowie, skoro nie piszecie swojej historii, to nie dziwcie się, że ktoś czyni to za was.
Do mediów przedostał się projekt porozumienia między klubem a kibicami, niezaaprobowany przez stowarzyszenie kibiców „SK1964”, które nie chce zgodzić się choćby na branie odpowiedzialności – finansowej, prawnej – za kary nakładane przez organy związkowe czy administracyjne za zachowanie widzów na trybunach. Rozumiem tu klub i rozumiem też kibiców, bo trudno ręczyć za każdego przybyłego na stadion; za to, że pan Kowalski rzuci sobie petardę z sektora nr 5.
Ta kość niezgody tylko dowodzi, jak bardzo te relacje na linii klub – kibice popękały. Przecież w normalnym klubie, przy normalnych relacjach fanatyków z zarządem, wszystko da się dogadać. Klub ma swoje racje, obawy i potrzeby, a kibice – swoje, nie zawsze mieszczące się 100-procentowo w granicach prawa. To normalna praktyka, że gdy poświecą sobie pirotechniką, to potem płacą za to rachunek. Ale do tego trzeba normalności, zaufania. A wokół GieKSy klimat jest taki, że to zaufanie w tej konfiguracji ludzkiej wydaje się już nie do odbudowania.
Fanatyków GieKSy ocenia się teraz wyłącznie przez pryzmat meczu z Widzewem, kiedy ostrzelany został sektor gości, co skutkowało zamknięciem Bukowej na 4 spotkania i karą finansową. Co tu kryć, rzecz haniebna. Nie rozumiem, czemu „SK1964” mimo wyraźnych próśb klubu i magistratu nie odcięło się od tamtych zdarzeń, choć tak po prawdzie, to nie rozumiem też, jakie konkretne owoce miałby wydać tego typu dyplomatyczny zabieg.
Kto chce, może cały czas przypominać o tej zadymie, acz nie jest to w pełni sprawiedliwe. Była to akcja chuligańska, a pod kątem zwykłej, przyziemnej „ultraski” miałem zawsze o kibicach dobre zdanie. Nieraz na Bukową przyjeżdżały mniejsze kibicowskie ekipy i im bardziej usiłowały sprowokować gospodarzy do słownego boksowania, tym mocniej, tym głośniej z „Blaszoka” wspierano swoją drużynę. Jasne, że kultury rodem z opery nie było, ale stadion to stadion. Zmierzam do tego, że na Bukowej znacznie częściej niż rzadziej panowała naprawdę świetna atmosfera, niezależnie od frekwencji, dlatego sprowadzanie „Blaszoka” tylko i wyłącznie do „kibolstwa” nie jest uczciwe, skoro częściej widowisku dodawał niż ujmował.
Sam w świetle obecnej wiedzy i milczenia kibiców mam problem z bojkotem. Pisaliśmy już w „Sporcie” o zarzutach kibiców względem zarządu, nie będziemy już powtarzać tych argumentów o kulejącym marketingu, zwolnieniach pracowników, wpadkach wizerunkowych itd. Nie wiem, czy te wszystkie minusy marketingowe, zarządcze, są powodem dostatecznie dużym, by bojkotować to, co dla klubu sportowego jest kluczowe i co ostatnio układa się należycie, czyli występy drużyn, mecze, dobre wyniki. Do tego dorzucić można nieprzeszkadzające w tym finanse czy zupełnie poprawną jak na I-ligowe standardy komunikację, stronę internetową, media społecznościowe, na czele z dobrą telewizją.
Mam przekonanie, że za kadencji prezesa Szczerbowskiego złapano w GieKSie sportową stabilizację, sięgnięto po hokejowe mistrzostwo Polski, piłkarze zrobili awans do I ligi, stają się coraz lepszym zespołem, trener Rafał Górak ma długi kontrakt, może pracować w spokoju. Po niemal dekadzie miotania się, zwalniania szkoleniowców, podejmowania nerwowych decyzji, teraz jest inaczej.
Czasem w rozmowach ze znajomymi dzielę się też opinią, z którą zagorzałym kibicom pewnie trudno się zgodzić, bo zawsze będą od swojego klubu wymagać. Ale dopóki w Katowicach nie będzie nowego stadionu, to ten klub jest poniekąd na „stendbaju”. Trudno tu o wielkie nakłady na marketing, kwestie pozasportowe, bo sufit jest nisko. Tak – to również wina Wasza, kibiców, że na Bukową chodzi Was tylu, ilu chodzi. Do kogo macie o to pretensje? Doskonale wiecie, co jest w obecnej sytuacji GKS-u najlepszym marketingiem: wyniki, ale nawet nie zawsze one, a po prostu cel. Stawka. Emocje. Zdajmy sobie sprawę, że po raz ostatni 4000 widzów na ligowym meczu GieKSy (tak, pamiętam mecz z Banikiem, organizowany w sporym zakresie przez kibiców, ale był on towarzyski, specyficzny) zasiadło w maju 2019, gdy po porażce z Bytovią spadała z I ligi! To było jak finał. Ludzie przyszli, bo grało się o coś. O utrzymanie.
Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w tym sezonie GKS gra o awans. To nie jest drużyna gwiazd, ale Rafał Górak i Robert Góralczyk zbudowali tu fajną bandę. Z Kudłą, Jaroszkiem, Błądem, Tanżyną, Jędrychem; zawodnikami niezmanierowanymi, którym raczej trudno źle życzyć. Jeśli będą w czołówce tabeli, jeśli będą wyniki, jeśli będzie perspektywa walki co najmniej o baraże, to ludzie przyjdą. Mimo bojkotu – tym bardziej ogłoszonego i prowadzonego w takiej formie, którą trudno zrozumieć kibicom mniej „kumatym”.
*tekst napisany przed publikacją artykułu „Jak przez trzy lata wyglądała „współpraca” Marka Szczerbowskiego z kibicami?” na stronie kibiców gieksa.pl
Stadion droższy o 37 baniek
Katowicka rada miasta uchwaliła zmiany w budżecie, związane m.in. ze wzrostem kosztów budowy nowego kompleksu sportowego.
Już nie na 248,8, a 285,9 milionów złotych brutto określony został całkowity koszt budowy nowego stadionu, hali i dwóch boisk treningowych w Katowicach przy ul. Upadowej w sąsiedztwie autostrady A4. Na wczorajszej sesji rady miasta uchwalono zmiany w budżecie na 2022 rok oraz wieloletniej prognozie finansowej, których składową był m.in. stadion. Za przyjęciem poprawek do budżetu było 21 radnych, 7 wstrzymało się. Za przesunięciami w WPF opowiedziało się 20 radnych, 8 wstrzymało się: byli to radni Koalicji Obywatelskiej oraz niezrzeszony Dawid Durał. Głosowanie przebiegło bardzo sprawnie, nie będąc poprzedzone jakąkolwiek dyskusją.
Sytuacja na rynku budowlanym i inflacja nie mogła zostać bez wpływu na cenę nowego stadionu, który zdrożał o 37 mln zł brutto. Nowa, blisko 286 mln, tak jak zakładano pierwotnie zostanie pokryta z wyemitowania 150-milionowych obligacji oraz środków własnych, których będzie jednak nie 98,8 mln, a już 135,9 mln zł. Obserwując krajobraz gospodarczy trudno wykluczyć, że na tym koniec.
Widzimy, jak skoczyły koszty budowy tej infrastruktury od momentu otwarcia kopert z ofertami w postępowaniu przetargowym. Stało się to w kwietniu 2021 roku. Założony wtedy przez miasto budżet, 230 mln zł brutto, już został przekroczony o ponad 55 milionów, a oferta złożona przez głównego wykonawcę, NDI, wzrosła o 80 mln, bo pierwotnie wynosiła 205,2 mln zł brutto. Niektórzy wręcz śmiali się nerwowo, widząc wówczas, jaką ofertę – 305 mln zł brutto – przedstawiło Bielskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego, ale dziś inwestor, miasto Katowice, zapewne przyjęłoby taką cenę w ciemno. Minęło ledwie 15 miesięcy…
Budowa stadionu, hali i 2 boisko treningowych wraz z infrastrukturą towarzyszącą ruszyła na Upadowej w październiku ub. roku.
Prace toczą się. Jak informuje najnowszy Biuletyn Informacyjny Urzędu Miasta Katowice: „Trwa wykonywanie podbudowy pod drogę od ulicy Bocheńskiego, makroniwelacje pod parkingi oraz roboty związane z sieciami wodociągowymi, kanalizacyjnymi, teletechnicznymi i elektrycznymi. Prace związane są również z budową obiektów technicznych przy boiskach terenowych. Rozpoczęło się uzdatnianie gruntu pod halę sportową i stadion”.
Inwestycja ma zakończyć się w 2024 roku (wykonawca ma na to 3 lata, umowa została podpisana 31 sierpnia 2021). Trybuny stadionu pomieszczą blisko 15 tys., a hali – blisko 3 tys. widzów.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Jeden z… „mafii”
Kolonia polskich trenerów współpracujących z innymi reprezentacjami siatkarskimi wciąż się powiększa.
Swego czasu była mafia włoska, a teraz jest polska – tak pół żartem, pół serio mówi się w siatkarskim środowisku o naszych statystykach, pracujących w reprezentacjach różnych krajów. Jednym z nich jest Damian Musiak, związany na co dzień – jako drugi trener – z GKS-em Katowice. Od połowy maja znajduje się on w sztabie szkoleniowym reprezentacji Australii. Jego przygoda wciąż trwa, bo drużynę tę czekają jeszcze dwa turnieje.
Dla Musiaka praca w okresie letnim z innymi reprezentacjami to nie nowość. Wcześniej spędził 2 sezony z reprezentacją Belgii, a ostatnie 3 z narodowym zespołem Białorusi. Oczywiście, musiał to uzgodnić z władzami GKS-u. Te nie widziały żadnych przeszkód, bo przecież takie wyzwania to zdobywanie nowych doświadczeń, co bez wątpienia może procentować w codziennym klubowym szkoleniu.
– Mateusz Nykiel, statystyk z Olsztyna, zatelefonował do mnie z informacją, że Australijczycy potrzebują do sztabu szkoleniowego tego rodzaju specjalisty i czy przypadkiem nie jestem zainteresowany – wyjaśnia początek swojej tegorocznej sportowej przygody trener Musiak.
– W czasie krótkiej rozmowy z trenerem reprezentacji Davidem Prestonem uzgodniliśmy szczegóły naszej współpracy, więc w połowie maja siedziałem w samolocie do Canberry, stolicy Australii. Tam w wielofunkcyjnym, świetnie wyposażonym ośrodku sportowym, mieliśmy pierwszy etap przygotowań. Nie ukrywam, że ucieszyłem się z tej posady, bo przecież dla mnie to nowe, a zarazem kolejne doświadczenie. Po 2 tygodniach treningów wyruszyliśmy w sportową podróż. Z Australii podróż na pierwszy turniej eliminacyjny do Brazylii trwała 54 godziny. Potem graliśmy na kolejnych kontynentach, najpierw w Sofii, a potem w Osace.
W Europie, po zakończeniu rywalizacji, zostaliśmy dłużej, w sumie uzbierało się 20 dni, i przygotowywaliśmy do występu w Japonii. Stamtąd do Australii już jest znacznie bliżej, bo 8-9 godzin lotu. Cała ekipa była długo poza domem, ale wynikało to logistyki. Nie było sensu, również ze względów ekonomicznych, by za każdym razem wracać do Australii.
Praca w nowym środowisku to spore wyzwania, nie może być zatem mowy o nudzie czy zmęczeniu. Mam okazję poznawać inne metody szkoleniowe, inne spojrzenie na naszą dyscyplinę, a ponadto spotkać nowych ludzi i wymieniać z nimi doświadczenia zawodowe. W sumie niewiele było czasu dla siebie, a i wypoczynek jest też dość specyficzny, tak daleko od własnego domu…
Siatkarze Australii podczas tegorocznej edycji Ligi Narodów byli zajęli ostatnie miejsce z dorobkiem zaledwie dwóch punktów.
– Szczerze? Nikt w ekipie australijskiej nie robił z tego powodu tragedii – dodaje szkoleniowiec. – W drużynie następuje zmiana pokoleniowa i w tegorocznej Lidze Narodów pojawiliśmy się drugim, a może nawet i trzecim składem. W reprezentacji było wielu młodych chłopaków, którzy jeszcze nie mieli okazji grać w profesjonalnym klubie. Dla nich rywalizacja na tym szczeblu to było zupełnie coś nowego i w ciągu tych 2 miesięcy zebrali nowe, bezcenne doświadczenie. Zdobyliśmy zaledwie 2 punkty, wygrywając z Bułgarami na ich boisku w Sofii.
Potem żartowaliśmy, że mamy taki sam dorobek jak w poprzednim sezonie, choć wówczas zespół był zdecydowanie silniejszy. Australijczycy nie ukrywają, że marzą o występie w igrzyskach w Paryżu, bo ten turniej dla nich ma największy prestiż.
Oczywiście, droga do tego daleka, bo przecież trzeba najpierw zdobyć kwalifikacje do eliminacji olimpijskich (decyduje ranking FIVB – przyp. red.), a potem przejść je szczęśliwie. Najpierw czekają mnie jednak inne wyzwania. Niebawem wylatuję do Seulu (rozmowa była na 2 dni przed odlotem – przyp. red.), gdzie rozegrany zostanie turniej challengerowy – w naszym przypadku o utrzymanie w siatkarskiej elicie. Natomiast dla kilku innych reprezentacji, m.in. Czech, Turcji czy gospodarzy o awans. A potem przenosimy się do Bangkoku, by rozegrać Puchar Azji. Jego wyniki zadecydują, czy Australia wystąpi w eliminacjach olimpijskich.
Początkowo te zawody był planowane w Chinach, ale ze względu na sytuację covidową przeniesiono je do Tajlandii.
Musiak zdobywa nowe doświadczenie, które na pewno zaprocentują w czasie sezonu w PlusLidze. Trochę się martwi, że nie będzie na początku przygotowań GKS-u, ale ma nadzieję, że zostanie mu to wybaczone. Początek zajęć to przede wszystkim praca nad motoryką, a to w „GieKSie” domena Piotra Karlika, trenera personalnego. Oczywiście, nad całością czuwają trener Grzegorz Słaby oraz fizjoterapeuta Grzegorz Rzetecki.
– Chyba jakoś będę musiał „wykupić” swoją nieobecność – śmieje się sympatyczny trener. – Podczas tegorocznej Ligi Narodów nasza grupa szkoleniowa była nader liczna, co najlepiej świadczy o sile naszej ligi oraz jak jesteśmy postrzegani przez siatkarski świat. Nic, tylko się cieszyć, że inne nacje sięgają po specjalistów z naszego kraju.
Michał Winiarski jest trenerem głównym reprezentacji Niemiec, Jakub Gniado odpowiada za przygotowanie fizyczne, zaś Dominik Posmyk (obaj Aluron CMC Warta Zawiercie) za statystyki. Wojciech Janas (pracował w Skrze oraz reprezentacji kraju) jest trenerem przygotowania motorycznego w drużynie Iranu, która tak dobrze spisywała się w tegorocznej edycji LN. Natomiast Bogdan Szczebak (Jastrzębski Węgiel) był jednym ze współpracowników Marka Lebedewa w reprezentacji Słowenii.
– No i jak tu nie mówić o siatkarskiej mafii? – śmieje się Musiak. – Ale tak na poważnie – to nie tylko sympatyczne spotkania na sportowym szlaku, ale również współpraca. Wymieniamy się informacjami, pomagamy sobie nawzajem, bo to specyficzna praca; wspólnie tworzymy taki rodzimy team. To niezwykle ważne w tej pracy.
To sympatyczne, że kilku naszych fachowców w okresie letnim znajduje prace w innych reprezentacjach. Jak wynika z naszych informacji, podczas mistrzostw świata, które będą rozgrywane w Katowicach, Gliwicach oraz Lublanie, to grono może jeszcze się powiększyć. I niech tak będzie, bo korzyści z tego może wynieść cała nasza rodzima siatkówka.
HOKEJ
hokej.net – Zmarł Artur Hartman. Trzykrotny mistrz Polski z GieKSą
Smutne wieści napłynęły z Katowic. Nie żyje Artur Hartman, były zawodnik katowickich klubów: Startu, Górnika i GKS-u oraz Zagłębia Sosnowiec. Miał 82 lata.
Artur Hartman swoją przygodę z hokejem rozpoczął w drużynie AZS-u Katowice. Największe sukcesy święcił jednak z GKS-em Katowice, z którym zdobył w sumie sześć medali mistrzostw Polski.
W 1965, 1968 i 1970 sięgnął po tytuł mistrzowski, w 1967 i 1969 na jego szyi zawisł srebrny medal, a w 1966 brązowy.
W sezonie 1970-71 zadebiutował w barwach Zagłębia Sosnowiec, w którym spędził cztery sezony. W debiutanckim sezonie w barwach Zagłębia uzyskał historyczny awans do pierwszej ligi strzelając w całym sezonie 6 goli.
– W 1974 zakończył hokejową karierę w Zagłębiu Sosnowiec. Potem zajął się szkoleniem młodzieży w sosnowieckim klubie. Następnie podjął pracę na kopalni KWK Sosnowiec jako górnik, aby potem przejść na zasłużoną emeryturę. Od 1981 roku mieszkał w Katowicach – wspomina Krzysztof Wojtanowski, kronikarz Zagłębia Sosnowiec.
Rodzinie oraz najbliższym Artura Hartmana składamy najszczersze kondolencje. Cześć jego pamięci!
Minister sportu potwierdza. Będą pieniądze dla polskich ekip występujących w europejskich pucharach
Kamil Bortniczuk w rozmowie z Interią potwierdził, że jeszcze w te wakacje prezydent Andrzej Duda podpisze projekt dotyczący zmiany ustawy o Polskiej Organizacji Turystycznej (POT). Polskie kluby sportowe walczące na arenie międzynarodowej otrzymają więc stosowne dofinansowanie.
To dobre informacje dla występujących w Hokejowej Lidze Mistrzów GKS-u Katowice i Comarch Cracovii, a także dla Re-Plast Unii Oświęcim, która będzie polskim przedstawicielem w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.
Przypomnijmy, że idea tego rozwiązania została przedstawiona już w styczniu. Program Wsparcia Mistrzów miał na celu pomóc polskim klubom skuteczniej rywalizować na arenach międzynarodowych oraz promować polskie marki i regiony.
Realizacja tego zadań będzie odbywać się na podstawie umowy z ministrem sportu i turystyki, który będzie mógł udzielić Polskiej Organizacji Turystycznej dotacji z budżetu państwa.
Z kolei POT ma współpracować z klubami sportowymi w ramach takich dyscyplin, jak: piłka nożna, koszykówka, piłka ręczna, siatkówka, hokej na lodzie i najprawdopodobniej tenis stołowy.
– Projekt ministerstwa sportu i Polskiej Organizacji Turystycznej wyszedł już z Senatu, wkrótce będzie głosowany w Sejmie. Ustawa po podpisaniu przez Pana prezydenta wejdzie w życie jeszcze w wakacje tego roku – powiedział w rozmowie z Interią Kamil Bortniczuk, minister sportu i turystyki.
Amerykański napastnik na testach w GieKSie
Na treningu GKS Katowice pojawił się amerykański napastnik, który miał już okazję występować na polskich taflach. O kogo chodzi?
Devin Penzeca, bo o nim mowa, przez półtora roku z powodzeniem występował w pierwszoligowym Opolu HK. W poprzednim sezonie w 14 meczach zdobył 49 punktów za 23 bramki i 26 asyst. Natomiast sezon wcześniej w 7 meczach zainkasował 23 punkty.
Gdy 10 grudnia Polskę obiegła informacja o wycofaniu się opolskiego klubu z rozgrywek Młodzieżowej Hokej Ligi, 25-letni napastnik musiał poszukać sobie nowego pracodawcy. Trafił do szwedzkiego Söderhamn/Ljusne HC (Division 2 – piąty poziom rozgrywkowy). Tam w 14 meczach zdobył 31 punktów za 16 bramek i 15 asyst.
Panzeca w przeszłości był już testowany w Zagłębiu Sosnowiec i Comarch Cracovii. Czy tym razem przekona do siebie klub z Polskiej Hokej Ligi?
Ruszyły oficjalne przygotowania GieKSy
Hokeiści GKS-u Katowice oficjalnie rozpoczęli przygotowania do sezonu 2022/2023. Z zespołem trenują już wszyscy zawodnicy posiadający ważne kontrakty.
Bazą mistrzów Polski jest lodowisko „Jantor”, gdzie przyjdzie im rozgrywać też mecze Hokejowej Ligi Mistrzów. Wcześniej trenowali indywidualnie według specjalnie przygotowanych rozpisek. Dziś najpierw przeszli testy kondycyjne, a później trenowali już na lodzie.
Na zajęciach pojawili się wszyscy świeżo pozyskani gracze, a więc fiński obrońca Niko Mikkola, szwedzcy napastnicy Christian Blomqvist i Hampus Olsson oraz pierwszy Japończyk w historii GieKSy Shigeki Hitosato.
– W naszej kadrze zostało wielu chłopaków z poprzedniego sezonu. Fajnie, bo już się znamy, ale mam nadzieję, że nowi zawodnicy szybko się zaaklimatyzują i stworzymy drużynę, która będzie jeszcze lepsza niż ta z zeszłego sezonu – wyjaśnił Bartosz Fraszko, jeden z liderów katowickiego zespołu.
GieKSa będzie łączyć zajęcia na lodzie z pracą w siłowni. Rozegra też pięć meczów sparingowych. Przypomnijmy, że podopieczni Jacka Płachty dwukrotnie zmierzą się z Comarch Cracovią (10 i 16 sierpnia) i GKS-em Tychy (12 i 26 sierpnia), a raz skrzyżują kije z Re-Plast Unią Oświęcim (23 sierpnia).
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Fjodor
2 sierpnia 2022 at 12:35
Kto napisał ten tekst w „Sporcie”? M. Grygierczyk? Powiedziałbym nawet, że dość wyważony…