Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wronka rozchwytywany
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W niedzielę piłkarki rozegrały domowy mecz z liderem rozgrywek TME UKS SMS Łódź. Nasza drużyna przegrała 0:1 (0:1). Kolejne spotkanie zespół rozegra w Koninie z Medykiem. Mecz rozpocznie się w sobotę 14 maja o godzinie 10:15. W Ekstralidze do zakończenia rozgrywek pozostały do rozegrania trzy rundy spotkań. Piłkarze wygrali spotkanie z GKS-em Jastrzębie 3:1 (2:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. W najbliższą sobotę piłkarze rozegrają spotkanie z wciąż mającą nadzieję na bezpośredni awans do Ekstraklasy Koroną Kielce. Mecz rozpocznie się 14 maja o godzinie 12:40.
Siatkarze zakończyli rozgrywki w PlusLidze zajmując ostatecznie ósme miejsce. Podpisywane są pierwsze kontrakty przedłużające umowy. Przedłużono umowy z Tomasem Rousseaux oraz Gonzalo Quiroga. Wcześniej podpisano aneksy do umów z Jakubem Jaroszem, Micahem Ma’a, Piotrem Hainem, Damianem Domagałą oraz trenerem Grzegorzem Słabym.
Po zakończeniu rozgrywek w PHL trwają pierwsze rozmowy na temat kontraktów. Z GieKSą pożegnał się Anthon Eriksson, Patryk Wronka ma podobno propozycję z GKS-u Tychy, Cracovii a także z ligi słowackiej. Patrykiem Wajda zainteresowana jest Cracovia. Działacze PZHL rozważają przeniesienie meczu czwartkowego na niedzielę wraz z transmisją telewizyjną przez ośrodki regionalne TVP.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Nieznaczne, ale cenne zwycięstwo TME SMS
Piłkarki TME SMS Łódź solidarnie z rywalami o tytuł mistrzowski wygrały skromnie swoje spotkanie. Zwycięstwo to ma jednak bardzo duże znaczenie, bo było to jedno ze spotkań, w którym Górnik Łęczna i Czarni Sosnowiec mogli liczyć na potknięcie drużyny trenera Marka Chojnackiego. Łodzianki zwyciężyły po golu Dominiki Kopińskiej na początku meczu.
W 11. minucie meczu Alicja Dyguś sfaulowała w bocznej strefie boiska Magdę Dąbrowską. Do rzutu wolnego podeszła Anna Rędzia i dośrodkowała w pole karne. Piłka przeleciała przez palce Weronice Klimek i spadła pod nogi Dominiki Kopińskiej, która z bliska umieściła ją w siatce. W 19. minucie Nadia Krezyman wygrała pojedynek z Kasandrą Rybczak i ominęła Annę Konkol i zwieńczyła akcję strzałem, który odbiła przed siebie Klimek. Z czasem TME SMS cofnął się na własną połowę i pozwolił gospodarzom rozgrywać. Katowiczanki najlepszą okazję do wyrównania miały dziesięć minut później. Emilia Zdunek podała na skrzydło do Anny Konkol, która dograła w pole karne do Nicoli Brzęczek. Napastniczka GKS z kilku metrów przeniosła jednak piłkę nad poprzeczką. Pod koniec pierwszej połowy Łodzianki oddawały jeszcze celne strzały (Rędzia i Krezyman), ale uderzenia wyłapywała bez problemu Klimek.
Drugą połowę od mocnego uderzenia mógł rozpocząć katowicki zespół, ale po stałym fragmencie gry Klaudia Maciążka przeniosła piłkę ponad bramką. Mecz nie obfitował już w tyle okazji podbramkowych, a gra do pewnego czasu odbywała się głównie na połowie łódzkiego zespołu. W 80. minucie Kopińska podała w polu karnym do osamotnionej na lewej stronie Jedlińskiej. Skrzydłowa TME SMS oddała celny, mocny strzał, ale na raty piłkę wyłapała Klimek. Tuż przed końcem meczu Anita Turkiewicz ominęła Yurinę Enjo i Wiktorię Zieniewicz i oddała minimalnie niecelny strzał na bramkę Szperkowskiej. Mało brakowało, a kibice zobaczyliby jedną z ładniejszych bramek tej kolejki. Chwilę później Turkiewicz idealnie dograła w pole karne, ale Amelia Bińkowska i Maciążka przeszkodziły sobie w dogodnej sytuacji i piłka wpadła w ręce Szperkowskiej. Mecz rozstrzygnąć mogła Natalia Rohn, ale jej stuprocentową okazję obroniła w bardzo dobrym stylu Klimek.
sportdziennik.com – Warto było mu zaufać
Od momentu, gdy Michał Kołodziejski wrócił do pierwszego składu GieKSy, jej wyniki wyraźnie się poprawiły.
W rundzie jesiennej środkowy obrońca, który w najbliższy poniedziałek będzie obchodził 29. urodziny, był podstawowym wyborem trenera Rafała Góraka. Dopiero pod koniec minionego roku usiadł na ławce rezerwowych, a na boisku nie było go przez kolejne 9 spotkań.
19 kwietnia, w meczu ze Stomilem Olsztyn, Kołodziejski po raz pierwszy w 2022 roku pojawił się na murawie, a GKS przełamał swoją złą passę i w końcu wygrał, pokonując „Dumę Warmii”. W derbach z Tychami stoper nie zagrał, ale wybiegł w podstawowej jedenastce w spotkaniu ze Skrą – również wygranym. W miniony weekend, w Niepołomicach (remis 1:1 z Puszczą), Kołodziejski był z kolei wyróżniającą się postacią drużyny. Obok Adriana Błąda to właśnie jemu należały się największe pochwały.
– Ocenę zostawiam innym, ja zawsze pracuję tak samo – skomentował swój powrót do składu Michał Kołodziejski, były piłkarz m.in. GKS-u Bełchatów czy Elany Toruń. – Oczywiście nie byłem zadowolony, gdy nie grałem, bo jako sportowiec mam swoje ambicje i zawsze chcę grać. Nie ukrywam, że było mi ciężko, ale wierzyłem, że ta szansa nadejdzie – powiedział Kołodziejski, cytowany na oficjalnej stronie klubu po jednym ze swoich najlepszych występów w ostatnim czasie.
W pierwszej połowie meczu gospodarze z Niepołomic nieraz napędzili katowiczanom stracha. Stworzyli kilka niezłych sytuacji, ale nie byli w stanie pokonać Dawida Kudły. Swoją zasługę w tym miał właśnie Michał Kołodziejski. Gdy Hubert Tomalski wykazał się finezyjną podcinką, finalizując składną akcję Puszczy, wydawało się, że jego zespół wyjdzie na prowadzenie. Piłka zmierzała do siatki, ale w ostatniej chwili zareagował właśnie 28-letni obrońca, który cudem zdołał wybić futbolówkę – samemu zajmując jej miejsce za linią bramkową.
– Cieszy mnie tych kilka interwencji w polu karnym podczas meczu z Puszczą, bo nie dość, że na treningach pracujemy nad tym, by takie strzały blokować, to jeszcze taka interwencja oznacza, że rywal nie strzela gola. Dlatego więc bardzo się cieszę, że w pierwszej połowie po strzale Huberta Tomalskiego zatrzymałem piłkę – nie ukrywał radości zawodnik.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Obcokrajowcy zaklepani
Para przyjmujących, Belg Tomas Rousseaux i Argentyńczyk Gonzalo Quiroga, zostają w katowickim klubie na kolejny sezon.
Katowiczanie rozgrywki zakończyli na ósmym miejscu, po raz pierwszy awansując do play offu, co uznano za sukces. Świętowanie nie trwało długo. Działacze wzięli się do pracy przy budowie drużyny na kolejny sezon. Ich wysiłki zostały nagrodzone. Udało im się przedłużyć umowy z Rousseaux i Quirogą. Obaj wrócili do Katowic rok temu po dwuletniej przerwie na występy w innych zespołach.
– Gonzalo był ostatnim zawodnikiem, który dołączył do nas przed sezonem. Znaliśmy doskonale jego możliwości, ale nie wiedzieliśmy do końca, jak wygląda jego sytuacja zdrowotna i dyspozycja sportowa po sezonie spędzonym we Francji. Rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania, bo w krótkim czasie stał się kluczową postacią zespołu i prezentował równy, bardzo wysoki poziom. Dlatego nie mieliśmy wątpliwości, że powinniśmy przedłużyć naszą współpracę – wyjaśnił dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u, Jakub Bochenek.
Reprezentant Belgii miał problemy na początku sezonu ze względu na uraz kolana i wydarzenia losowe, pod koniec października został bowiem pobity.
– Znamy Tomasa doskonale. To bardzo wartościowy zawodnik, o czym przekonaliśmy się wielokrotnie, zwłaszcza na przełomie grudnia i stycznia, gdy był u szczytu formy i kilkukrotnie zdobył statuetkę MVP spotkania – ocenił Bochenek.
Działacze GKS już w trakcie rozgrywek poinformowali o przedłużeniu umów z kapitanem drużyny, atakującym Jakubem Jaroszem, amerykańskim rozgrywającym Micahem Ma’a, środkowym Piotrem Hainem i atakującym Damianem Domagałą. Ważną umowę ma także trener Grzegorz Słaby.
HOKEJ
hokej.net – Anthon Eriksson odszedł z „GieKSy” i zagra w SHL. „Spełnienie moich marzeń”
Zgodnie z wcześniejszymi informacjami Anthon Eriksson opuścił GKS Katowice. Swoją karierę będzie kontynuował w szwedzkiej ekstraklasie. – Kiedy przyszła ta propozycja, nie było nad czym się zastanawiać – mówi 27-letni napastnik.
Zgodnie ze spekulacjami, o których informowaliśmy wczoraj, występujący w ostatnim sezonie w drużynie mistrza Polski napastnik na dwa lata związał się umową z występującym w SHL zespołem IK Oskarshamn.
Szwed w ekipie GieKSy rozegrał 37 spotkań w sezonie regularnym, w których strzelił 14 bramek i zanotował 8 asyst. Z kolei w 13 meczach fazy play-off zaksięgował 10 punktów, na które złożyło się 6 bramek i 4 asysty. W sumie na ławce kar spędził 59 minut, a w klasyfikacji +/- wypadł na +6. Z ekipą z alei Korfantego zdobył tytuł mistrzowski.
Wajda z kuszącą ofertą. Już grał w tym klubie!
Patryk Wajda może opuścić GKS Katowice. Usługami 33-letniego defensora zainteresowany jest jeden z jego byłych klubów.
Wajda ma za sobą udany sezon, w którym zdobył z GieKSą tytuł mistrzowski oraz wywalczył z reprezentacją Polski awans na zaplecze elity.
Rozegrał 56 ligowych spotkań, w których zdobył 12 punktów za 3 gole i 9 asyst. Na ławce kar spędził zaledwie 8 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +19.
Z naszych informacji wynika, że doświadczony defensor otrzymał kuszącą ofertę z Comarch Cracovii, w której miał już okazję występować i sięgać po spore sukcesy. Dość powiedzieć, że z krakowskim klubem zdobył 8 medali mistrzostw Polski, w tym pięć złotych, dwa srebrne i jeden brązowy.
MVP sezonu przebiera w ofertach! Wronka rozchwytywany
Patryk Wronka, który przez naszych czytelników został uznany najbardziej wartościowym zawodnikiem poprzedniego sezonu, otrzymał kilka ciekawych propozycji. Czy „Wronczes” zdecyduje się na kolejny wyjazd za granicę?
Patryk Wronka był w poprzednim sezonie czołową postacią GieKSy, jak i całej Polskiej Hokej Ligi.
Imponował dynamiką, znakomitą kontrolą krążka, świetnym przeglądem pola i oczywiście skutecznym wykończeniem. Wielokrotnie dawał się we znaki obrońcom, jak i bramkarzom występującym w Polskiej Hokej Lidze.
Zresztą to on wygrał klasyfikację kanadyjską sezonu zasadniczego Polskiej Hokej Ligi, gromadząc 22 bramki i notując 36 asysty. Jego atak z Grzegorzem Pasiutem i Bartoszem Fraszką był postrachem całej ligi.
26-letni skrzydłowy ze znakomitej strony zaprezentował się też w półfinałowej rywalizacji z GKS-em Tychy, w barwach którego występował w sezonie 2020/2021. W siedmiomeczowej rywalizacji z trójkolorowymi zdobył 7 goli i zanotował 4 kluczowe zagrania. Wychodziło mu dosłownie wszystko.
Finalnie zajął trzecie miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej fazy play-off. W 16 spotkaniach zaksięgował 15 „oczek” na które złożyło się 9 bramek oraz 6 asyst.
Jak udało nam się ustalić, pozyskaniem Patryka Wronki zainteresowany jest klub ze słowackiej Extraligi.
Jednego z najlepszych zawodników Polskiej Hokej Ligi w swoich szeregach widziałaby też Comarch Cracovia, która dysponuje ogromnym budżetem i toczą się zaawansowane rozmowy na ten temat. Ale ostatniego słowa w kwestii zakontraktowania Wronki nie powiedzieli też działacze GKS Katowice i … GKS Tychy, w barwach którego występował jeszcze rok temu.
Niedziele z hokejem zamiast hokejowych czwartków?
Szefostwo Polskiego Związku Hokeja na Lodzie chciałoby, aby jeden z niedzielnych meczów był transmitowany przez regionalne ośrodki Telewizji Polskiej. Negocjacje w tej kwestii trwają. Czy to oznacza koniec hokejowych czwartków?
– Owszem pojawił się taki pomysł, ale do jego realizacji jeszcze daleka droga – potwierdził Mirosław Minkina, prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.
Szefostwo hokejowej centrali chce pozyskać nowych kibiców i sponsorów. Pierwotnie miały służyć temu hokejowe czwartki, ale idea transmisji jednego z meczów w kanale Youtube i bez opłat nie wpłynęła wspektakularny sposób na promocje dyscypliny. Najlepiej oglądanym meczem było starcie Re-Plast Unii Oświęcim z GKS-em Tychy, które dostarczyło kanałowi Polski Hokej TV 14 tysięcy odsłon. Trzeba jednak zaznaczyć, że każdy mecz był poprzedzony Magazynem Hokejowym.
Dużo gorzej wyglądała jednak średnia liczba kibiców, którzy oglądali takie mecze z perspektywy trybun. Oscylowała ona wokół 700 osób, a gorzej wyglądało to tylko we wtorki. W tym dniu tygodnia na mecze Polskiej Hokej Ligi wybierało się o około 100 fanów mniej.
Dlatego analizowane są nowe rozwiązania. Jednym z tych, które już teraz mocno bierze się pod uwagę, jest transmitowanie jednego z niedzielnych spotkań przez regionalne ośrodki Telewizji Polskiej. Projekt o roboczej nazwie „Niedziele z hokejem” na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie i daje z pewnością możliwość dotarcia do większej liczby odbiorców.
Dokładnej godziny rozgrywania takich spotkań jeszcze nie znamy, ale sporo w tej kwestii będzie zależeć od możliwości i ramówek oddziałów regionalnych TVP.
Plany są takie, aby transmisje z meczów Polskiej Hokej Ligi przeprowadzały TVP Kraków, TVP Katowice, TVP Rzeszów i TVP Bydgoszcz.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

bicky17
15 maja 2022 at 12:06
Wielkie podziękowania dla Patryka Wronki za jego wkład w zdobycie Mistrzostwa PHL 2022.
To skandal, ze szefostwo GKS Katowice nie przedłużyło jego kontraktu. Kibicom Gieksy należą się wyjaśnienia dlaczego tak się stało.