Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W rozgrywkach Ekstraligi Kobiet nastąpiła przerwa reprezentacyjna: na ligowe boiska drużyny wrócą w sobotę 16 kwietnia. W sobotę piłkarze GieKSa rozegrali mecz ligowy z Górnikiem Polkowice. Drużyna przegrała 1:2 (0:1). Prasówkę po tym znajdziecie TUTAJ. W tym tygodniu zespół rozegra jeszcze dwa spotkania: w środę z Widzewem (zaległy mecz z 25 kolejki, o 20:30) oraz w niedzielę z Odrą (o godzinie 18:00).
W piątek siatkarze rozegrali ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego, drużyna wygrała w Suwałkach z Ślepsk Malow 3:2. Dzięki tej wygranej zespół na pewno zagra w fazie play-off ligi. W zależności od wyników dwóch zaległych spotkań Trefla siatkarze zajmą siódme lub ósme miejsce po rundzie zasadniczej. Pierwsze spotkania rundy-play-off wstępnie zostały zaplanowane na 13 kwietnia. Drużyny, które wygrają dwa spotkania awansują do półfinału.
Hokeiści w półfinale play-off rozgrywek PHL pokonali ostatecznie GKS Tychy i awansowali do finału rozgrywek. W minionym tygodniu kolejno nasz zespół przegrał 2:3 oraz wygrał 3:2, we wspomnianym półfinale rozgrywek. Wczoraj drużyna rozpoczęła walkę w finale rozgrywek, pokonując Re-Plast Unię Oświęcim 4:2. Kolejne spotkanie już dzisiaj w Satelicie – kolejne dwa w Oświęcimiu w czwartek i piątek. Mecze transmitowane są przez TVP Sport.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Biznesmeni piszą do prezydenta
Członkowie dawnego Klubu Biznesu, działającego przy GKS-ie Katowice, napisali list otwarty, w którym wskazują, jak przy Bukowej zaniedbano sponsorów.
W tym tygodniu w katowickim Urzędzie Miasta członkowie dawnego Klubu Biznesu złożyli list otwarty adresowany do prezydenta Marcina Krupy. „Niestety ta piękna idea w momencie pojawienia się nowego prezesa przestała być pielęgnowana, upadła i nie funkcjonuje od kilku lat, co jest złym prognostykiem w aspekcie przyszłego rozwoju naszego Klubu i w perspektywie powstania nowego stadionu, którego gospodarzem powinni być wspólnie miasto, Klub, jego wierni kibice oraz sponsorzy” – czytamy w nim (pisownia oryginalna).
To kolejny kamyczek do ogródka miejskiej spółki, na której czele od sierpnia 2019 roku stoi Marek Szczerbowski. Mnóstwo zastrzeżeń do działania GieKSy pod jego wodzą mają kibice, co wyłuszczyli zimą na swojej stronie internetowej, stawiając pytanie, czy „zwija klub od środka, zabijając medialno-biznesowo-wizerunkową otoczkę”, wypominając szereg zwolnień, czystki w administracji, ograniczenie działalności marketingowej. Już jesienią na jednym z ligowych spotkań na „Blaszoku” rozwieszono adresowany do pracowników klubu transparent „Na mecz z Banikiem sami zrobiliśmy frekwencję, wy dalej siedzicie i umywacie ręce!”, nawiązując do sparingu z przyjaciółmi z Ostrawy, który był bardzo promowany przez kibiców i przyciągnął na trybuny więcej osób niż mecz o punkty.
Teraz swoje zarzuty wysuwają byli i potencjalni sponsorzy klubu. Przypominają, że po spadku do II ligi Klub Biznesu przestał funkcjonować, a pakiety sponsorskie zostały… podniesione. „Klub Biznesu w przeszłości liczył ponad 50 firm, które rocznie generowały wpływy do GieKSy w wysokości ponad 300 tys. złotych. W porównaniu do inwestycji ze strony miasta kwota może nie wydawać się znacząca, ale pragniemy wskazać na ograniczone możliwości przyciągania dużych sponsorów z powodu dotychczasowej infrastruktury klubu (stadion, który lata świetności ma za sobą). Na śniadaniach Klubu Biznesu pojawiali się zarówno ówcześni sponsorzy, jak i potencjalni nowi sponsorzy, w tym tak duzi partnerzy jak firmy Randstad czy Qatar Airways. Model funkcjonowania Klubu Biznesu oraz grupa firm wspierających GieKSę stanowiły znakomity fundament do tworzenia potęgi GieKSy w przyszłości, w nowych warunkach jej funkcjonowania – na nowym stadionie ze świetną infrastrukturą sprzyjającą promocji GieKSy oraz jej sponsorów” – piszą w liście otwartym, opublikowanym na gieksa.pl.
Na oficjalnej stronie internetowej GKS-u potencjalny sponsor nie znajdzie oferty ani czegoś, co zachęcałoby do kontaktu. W zakładce „Klub Biznesu” znajduje się tylko opis kilku firm już współpracujących z GKS-em, ale bez informacji, jak do tego grona dołączyć.
W liście otwartym byli członkowie Klubu Biznesu zaznaczają, że nie chcą uderzać bezpośrednio w prezesa Szczerbowskiego, a jedynie zasygnalizować problem. Proponują, by Klub Biznesu został reaktywowany, przy wsparciu miasta i działu marketingu GKS-u. By stworzono pakiety sponsorskie, zadbano o regularne spotkania, oddelegowanie w klubie osoby odpowiedzialnej za biznesowe kontakty oraz umieszczenie przedstawiciela Klubu Biznesu w radzie nadzorczej. „GieKSa ma solidny kapitał w postaci wyjątkowej społeczności kibiców oraz biznes, który chce być blisko Klubu” – czytamy w liście.
SIATKÓWKA
siatka.org – Podział punktów w Suwałkach, GKS bliżej fazy play-off
Siatkarze Ślepska Malow Suwałki i GKS-u Katowice zainaugurowali ostatnią serię spotkań PlusLigi. Gospodarze już szans na play-off nie mają, ale GKS wciąż o nie walczy i cenne punkty w Suwałkach znacznie przybliżają zespół z Katowic do upragnionego przez nich celu. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Micah Ma’a. Teraz GKS będzie spoglądał na to, co zrobi Projekt Warszawa w meczu ze Stalą Nysa oraz Trefl Gdańsk w zaległych meczach.
GKS do ważnego meczu ze Ślepskiem Malow Suwałki przystąpił bez mającego problemy ze zdrowiem Piotra Haina.
[…] Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:3 (21:25, 27:25, 18:25, 25:21, 17:19)
MVP: Micah Ma’a
polsatsport.pl – Zacięte starcie w Suwałkach. Ważne zwycięstwo siatkarzy GKS
[…] Pierwszą partię wygrali siatkarze GKS, którzy przejęli inicjatywę w końcówce. W ostatniej akcji seta skutecznym atakiem popisał się Jakub Jarosz (21:25). Drużyna z Katowic była w tej partii skuteczniejsza w ataku (Jarosz 8/8!) i lepiej punktowała blokiem (0–5).
W drugiej odsłonie oglądaliśmy wyrównaną walkę obu ekip, którą zwieńczyła rywalizacja na przewagi. Co prawda to przyjezdni pierwsi mieli piłkę setową (22:24), ale ostatecznie to suwalczanie cieszyli się z wygranej po dwóch punktowych blokach (27:25).
Set numer trzy wyraźnie dla gości. Po wyrównanym początku, w środkowej części tej partii katowiczanie popisali się punktową serią (9:14) i już nie oddali przewagi. Pewnie zmierzali po wygraną, którą przypieczętował atak Jakuba Szymańskiego (18:25).
Czwarta odsłona toczyła się przy minimalnej przewadze suwalczan. W końcówce siatkarze GKS doprowadzili do remisu (20:20), ale kolejne akcje wygrali gospodarze. W pewnym momencie zrobiło się nerwowo, a czerwoną kartkę otrzymał trener ekipy z Katowic (23:20). W ostatniej akcji seta goście popełnili błąd (25:21).
W tej sytuacji zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break. Nie brakowało w nim zaciętej walki obu ekip. Przy zmianie stron punkt zaliczki mieli gospodarze (8:7). Ślepsk miał też jako pierwszy piłkę meczową, gdy skutecznym atakiem popisał się Bartłomiej Bołądź (14:13). Katowiczanie doprowadzili jednak do gry na przewagi, a bohaterem ostatnich akcji był Marcin Kania (17:19).
HOKEJ
sportdziennik.com – GKS Tychy – GKS Katowice. Gramy dalej!
Po raz drugi w półfinałowych derbach pomiędzy GKS-ami z Tychów i Katowic rozgrywano dogrywkę, ale o przedłużenie tyskich szans zadecydowały karne…
Obaj trenerzy doszli do wniosku, że na tym etapie rywalizacji już nie ma co „majstrować” przy składach. Jedynie pojawił się w katowickiej defensywie Fin Kalle Valtola, który wcześniej był chory. Pierwsza tercja zdecydowanie różniła się od tej z sobotniego meczu. Tym razem katowiczanie wyszli założenia, że z gospodarzami trzeba podjąć grę od pierwszych minut i byli stroną dominującą. W 4 min mogli już objąć prowadzenie – najpierw Mateusz Rompkowski silnie uderzył i krążek przeszedł tuż obok słupka, odbił się od bandy i przejął go Bartosz Fraszko. Skrzydłowy GieKSy strzelił niemal z zerowego konta i „guma” przemknęła wzdłuż linii bramkowej na drugą stronę tafli. Goście objęli prowadzenie gdy Patryk Wronka uderzał na bramkę, krążek odbił się od Grigorija Żełdakowa i wpadł do siatki. Gospodarze grali 2 razy w przewadze i niemal przez cały czas przebywali w tercji rywali, jednak nie znaleźli drogi do bramki.
W kolejnej odsłonie gorących spięć pod bramką Johna Murraya nie brakowało. Jakub Witecki (31 min), Bartłomiej Jeziorski, Christian Mroczkowski (35) i Michael Cichy (39) mieli okazje do wyrównania. Ten pierwszy, „głodny” gry, popisał się efektownym rajdem i należy tylko żałować, że krążek minimalnie minął cel. Przewaga gospodarzy była spora i trener Jacek Płachta poprosił o czas, by jego podopieczni ochłonęli i uporządkowali grę. Tomas Fuczik nie miał wiele pracy, ale poważnie zagrozili mu Grzegorz Pasiut oraz Anthon Eriksson. Trener Andrej Sidorenko, by zmobilizować jeszcze bardziej zawodników, dokonał roszad w swoich formacjach.
Tyszanie grali w jednostajnym tempie, bez błysku, a minuty mijały. Goście od czasu do czasu wyprowadzali kontry, ale nie byli zainteresowani forsowaniem zbyt szybkiego tempa. Wprawdzie prowadzili tylko golem, ale on ich promował do finału. Wydawało się, że gospodarze jakby nieco zwątpili, jednak w 55 min Cichy w końcu pokonał Murraya. Radość gospodarzy była ogromna, ale krótka. W kolejnej akcji gości w roli głównej wystąpili dwaj Mateusze. Bepierszcz zagrał zza bramki, a Michalski ponownie dał GieKSie prowadzenie. W 58:20 z lodu zjechał Fuczik i pojawił dodatkowy napastnik. Na 18 sek. przed końcem kapitan Michał Kotlorz zdobył wyrównującego gola. W dogrywce było kilka soczystych uderzeń, ale krążek nie chciał wpaść do siatki. Zadecydowały „najazdy”.
GKS Katowice zagra w finale!
Właściwie trudno się dziwić, że o awans do finału play offu gra się długo i dokładnie, choć katowiczanie w decydującej rozgrywce chyba już się widzieli, ale konkret przyszedł.
Siły obu GKS-ów z Katowic i Tychów są podobne, więc w siódmym spotkaniu znów w regulaminowym czasie był remis (2:2). Gospodarze prowadzili już 2:0, ale niezwykle zdeterminowani goście zdołali doprowadzić do wyrównania.
O sporym pechu może mówić Bartłomiej Pociecha, który w połowie poniedziałkowego meczu złamał palec i czeka go dłuższa. – Na trzeci mecz finałowy pewnie zdążę, a teraz przyjdzie mi tylko kibicować i trzymać kciuki za kolegów – wyjawił tyski obrońca w drodze na lodowisko.
Od pierwszego gwizdka obie drużyny nie zamierzały się oszczędzać i swojej akcje prowadziły w szybkim tempie. Stroną przeważającą byli gospodarze i oni stworzyli zdecydowanie więcej sytuacji pod bramką Tomasa Fuczika. Jednak ani Anthon Eriksson (4 min), ani jego kompani, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek do spółki Mateuszem Michalskim, nie potrafili skierować krążka do siatki. John Murray pokazał swój kunszt bramkarski po uderzeniu Michaela Cichego (15), gdy krążek zmierzał pod poprzeczkę, ale zdołał go załapać. I tercja zakończyła się bez bramek i… kar.
Jednak doczekaliśmy się kary Mateusza Gościńskiego oraz bramek z jednej i drugiej strony. Wykluczenie „Gościa” miało poważne konsekwencje, bo tyszanie stracili gola. Niezmordowany w półfinałowej serii Patryk Wronka znów dał znać o sobie i w końcu pokonał czeskiego golkipera. Po tym trafieniu gospodarze zdominowali taflę przez kilka minut posiadali znaczną przewagę. Kolejna szybka akcja katowiczan przyniosła im drugą bramkę. Krężołek przejął krążek od Matiasa Lehtonena i zauważył z lewej strony nadjeżdżającego Mateusza Bepierszcza. Ten niewiele się namyślając uderzył silnie i pewnie. W tym momencie tyszan „olśniło”, że finał się mocno oddalił. Ruszyli wściekle do przodu i wreszcie pod bramką gospodarzy było sporo zamieszania i Murray musiał wykazać się refleksem. Jednak nie zdołał utrzymać „czystego” konta. Alex Szczechura podał do Galanta i ten z bliskiej odległości wpakował krążek do siatki. Czyżby miał powtórzyć się scenariusz z drugiego spotkania w „Satelicie”?
Ostatnia odsłona zaczęła się z opóźnieniem, bowiem na tafli było sporo wody. W końcu zaczęła się twarda gra o każdy centymetr lodu. Gdy w 41 min na ławce kar znalazł się Michael Cichy, pod bramką Fuczika była niezwykle gorąco i aż dziw bierze, że krążek nie znalazł się w siatce. Gdy miejscowi kibice oczekiwali kolejnych goli dla swojego zespołu, czekała ich przykra niespodzianka. W 50 min Jason Seed dalekim podaniem uruchomił Jegora Fieofanowa, a ten dostrzegł wychodzącego na wolną pozycję Denisa Sergiuszkina. Ten ostatni nie miał problemu z umieszczeniem krążka w siatce. Ostatnie 10 min w wykonaniu obu zespołów było nerwowe, ale też było sporo sytuacji. Jednak w regulaminowym czasie znów był remis. O wszystkim miała zadecydować dogrywka w której lepsi okazali się gospodarze.
hokej.net – Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Re-Plast Unię Oświęcim 4:2 i objął prowadzenie w finałowej rywalizacji. Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona, w której GieKSa zdobyła wszystkie bramki.
Spotkanie zaczęło się uroczyście, bo od odśpiewania „Mazurka Dąbrowskiego”. Później krążek na lód rzucił zaproszony na to spotkanie Jaromír Jágr, członek „Triple Gold Club” i jeden z najlepszych zawodników w historii NHL. Do pierwszego wznowienia stanęli Grzegorz Pasiut i Krystian Dziubiński, etatowi reprezentanci Polski i kapitanowie obu ekip, który chwilę później zrobili sobie zdjęcie z hokejową legendą.
Jako pierwsi groźną akcję wypracowali sobie oświęcimianie. Do katowickiej tercji odważnie wjechał Victor Rollin Carlsson, ale uderzeniem z bekhendu nie zdołał pokonać Johna Murraya. Chwilę później swoją szansą miał Nikołaj Stasienko, jednak oddał niecelny strzał.
Później więcej z gry mieli gospodarze, którzy częściej przebywali w oświęcimskiej tercji i niepokoili Clarke’a Saundersa. „Saundy” pewnie strzegł swojego posterunku i obronił uderzenia Patryka Krężołka, Bartosza Fraszki i Mateusza Michalskiego. Trzeba przyznać, że miał też sporo szczęścia. Najpierw w 17. minucie odbił krążek po kąśliwym uderzeniu Jakuba Wanackiego. Spieszący z dobitką Matias Lehtonen posłał gumę w słupek, a czający się pod bramką „Wanek” uderzył z bekhendu. 32-letni Kanadyjczyk zdążył dosunąć parkan i odbić ten strzał! W końcówce – po uderzeniu Grzegorza Pasiuta – krążek znalazł się w oświęcimskiej siatce, ale sędziowie uznali, że nastąpiło to po wybrzmieniu syreny obwieszczającej koniec pierwszej tercji.
To było ostrzeżenie, z którego oświęcimianie nie wyciągnęli wniosków. Biało-niebiescy nie poprawili gry w destrukcji i nie zagrali w sposób twardy przed własną bramką, więc zapłacili za to sporą cenę.
Katowiczanie drugą odsłonę rozpoczęli bowiem z prawdziwym przytupem i wykorzystali serię indywidualnych błędów gości. Już 19 sekund po jej rozpoczęciu składną akcję rozegrali Bartosz Fraszko i Patryk Wronka, którą celnym strzałem niemal do pustej bramki zwieńczył ten drugi.
Podopieczni Jacka Płachty poszli za ciosem i w ciągu trzech minut zdobyli kolejne dwa gole, robiąc tym samym milowy krok w kierunku zwycięstwa. Na 2:0 w zamieszaniu podbramkowym podwyższył Mateusz Michalski, a trzecie trafienie było dziełem Grzegorza Pasiuta, który – podczas gry swojego zespołu w osłabieniu i precyzyjnym dograniu Bartosza Fraszki – wypalił pod poprzeczkę.
Biało-niebiescy mieli problem z przedarciem się przez katowickie zasieki obronne. W 33. minucie wykorzystali okres gry w przewadze. Victor Rollin Carlsson dograł do Teddy’ego Da Costy, a ten uderzeniem w krótki róg zaskoczył Johna Murraya i wlał nadzieję w serac
Niesieni dopingiem publiczności GieKSiarze odpowiedzieli już 47 sekund później. Pasiut próbował dograć do Carla Hudsona, ale Nikołaj Stasienko tak niefortunnie przeciął krążek, że guma zatrzepotała w siatce.
Trzybramkowa zaliczka pomogła gospodarzom kontrolować przebieg spotkania. Ale ekipa z grodu nad Sołą nie poddała się. Akcję Krystiana Dziubińskiego i Wasilija Strielcowa uderzeniem do pustej bramki zwieńczył Aleksandr Strielcow, dla którego był to już siódmy gol w fazie play-off.
W 56. minucie kontaktowego gola mógł zdobyć Wasilij Strielcow, ale w dobrej sytuacji fatalnie przestrzelił. W końcówce Tom Coolen zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, ale nie przyniósł on zamierzonego efektu.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze