Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W rozgrywkach Ekstraligi Kobiet nastąpiła przerwa reprezentacyjna: na ligowe boiska drużyny wrócą w sobotę 16 kwietnia. W sobotę piłkarze GieKSa rozegrali mecz ligowy z Górnikiem Polkowice. Drużyna przegrała 1:2 (0:1). Prasówkę po tym znajdziecie TUTAJ. W tym tygodniu zespół rozegra jeszcze dwa spotkania: w środę z Widzewem (zaległy mecz z 25 kolejki, o 20:30) oraz w niedzielę z Odrą (o godzinie 18:00).
W piątek siatkarze rozegrali ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego, drużyna wygrała w Suwałkach z Ślepsk Malow 3:2. Dzięki tej wygranej zespół na pewno zagra w fazie play-off ligi. W zależności od wyników dwóch zaległych spotkań Trefla siatkarze zajmą siódme lub ósme miejsce po rundzie zasadniczej. Pierwsze spotkania rundy-play-off wstępnie zostały zaplanowane na 13 kwietnia. Drużyny, które wygrają dwa spotkania awansują do półfinału.
Hokeiści w półfinale play-off rozgrywek PHL pokonali ostatecznie GKS Tychy i awansowali do finału rozgrywek. W minionym tygodniu kolejno nasz zespół przegrał 2:3 oraz wygrał 3:2, we wspomnianym półfinale rozgrywek. Wczoraj drużyna rozpoczęła walkę w finale rozgrywek, pokonując Re-Plast Unię Oświęcim 4:2. Kolejne spotkanie już dzisiaj w Satelicie – kolejne dwa w Oświęcimiu w czwartek i piątek. Mecze transmitowane są przez TVP Sport.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Biznesmeni piszą do prezydenta
Członkowie dawnego Klubu Biznesu, działającego przy GKS-ie Katowice, napisali list otwarty, w którym wskazują, jak przy Bukowej zaniedbano sponsorów.
W tym tygodniu w katowickim Urzędzie Miasta członkowie dawnego Klubu Biznesu złożyli list otwarty adresowany do prezydenta Marcina Krupy. „Niestety ta piękna idea w momencie pojawienia się nowego prezesa przestała być pielęgnowana, upadła i nie funkcjonuje od kilku lat, co jest złym prognostykiem w aspekcie przyszłego rozwoju naszego Klubu i w perspektywie powstania nowego stadionu, którego gospodarzem powinni być wspólnie miasto, Klub, jego wierni kibice oraz sponsorzy” – czytamy w nim (pisownia oryginalna).
To kolejny kamyczek do ogródka miejskiej spółki, na której czele od sierpnia 2019 roku stoi Marek Szczerbowski. Mnóstwo zastrzeżeń do działania GieKSy pod jego wodzą mają kibice, co wyłuszczyli zimą na swojej stronie internetowej, stawiając pytanie, czy „zwija klub od środka, zabijając medialno-biznesowo-wizerunkową otoczkę”, wypominając szereg zwolnień, czystki w administracji, ograniczenie działalności marketingowej. Już jesienią na jednym z ligowych spotkań na „Blaszoku” rozwieszono adresowany do pracowników klubu transparent „Na mecz z Banikiem sami zrobiliśmy frekwencję, wy dalej siedzicie i umywacie ręce!”, nawiązując do sparingu z przyjaciółmi z Ostrawy, który był bardzo promowany przez kibiców i przyciągnął na trybuny więcej osób niż mecz o punkty.
Teraz swoje zarzuty wysuwają byli i potencjalni sponsorzy klubu. Przypominają, że po spadku do II ligi Klub Biznesu przestał funkcjonować, a pakiety sponsorskie zostały… podniesione. „Klub Biznesu w przeszłości liczył ponad 50 firm, które rocznie generowały wpływy do GieKSy w wysokości ponad 300 tys. złotych. W porównaniu do inwestycji ze strony miasta kwota może nie wydawać się znacząca, ale pragniemy wskazać na ograniczone możliwości przyciągania dużych sponsorów z powodu dotychczasowej infrastruktury klubu (stadion, który lata świetności ma za sobą). Na śniadaniach Klubu Biznesu pojawiali się zarówno ówcześni sponsorzy, jak i potencjalni nowi sponsorzy, w tym tak duzi partnerzy jak firmy Randstad czy Qatar Airways. Model funkcjonowania Klubu Biznesu oraz grupa firm wspierających GieKSę stanowiły znakomity fundament do tworzenia potęgi GieKSy w przyszłości, w nowych warunkach jej funkcjonowania – na nowym stadionie ze świetną infrastrukturą sprzyjającą promocji GieKSy oraz jej sponsorów” – piszą w liście otwartym, opublikowanym na gieksa.pl.
Na oficjalnej stronie internetowej GKS-u potencjalny sponsor nie znajdzie oferty ani czegoś, co zachęcałoby do kontaktu. W zakładce „Klub Biznesu” znajduje się tylko opis kilku firm już współpracujących z GKS-em, ale bez informacji, jak do tego grona dołączyć.
W liście otwartym byli członkowie Klubu Biznesu zaznaczają, że nie chcą uderzać bezpośrednio w prezesa Szczerbowskiego, a jedynie zasygnalizować problem. Proponują, by Klub Biznesu został reaktywowany, przy wsparciu miasta i działu marketingu GKS-u. By stworzono pakiety sponsorskie, zadbano o regularne spotkania, oddelegowanie w klubie osoby odpowiedzialnej za biznesowe kontakty oraz umieszczenie przedstawiciela Klubu Biznesu w radzie nadzorczej. „GieKSa ma solidny kapitał w postaci wyjątkowej społeczności kibiców oraz biznes, który chce być blisko Klubu” – czytamy w liście.
SIATKÓWKA
siatka.org – Podział punktów w Suwałkach, GKS bliżej fazy play-off
Siatkarze Ślepska Malow Suwałki i GKS-u Katowice zainaugurowali ostatnią serię spotkań PlusLigi. Gospodarze już szans na play-off nie mają, ale GKS wciąż o nie walczy i cenne punkty w Suwałkach znacznie przybliżają zespół z Katowic do upragnionego przez nich celu. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Micah Ma’a. Teraz GKS będzie spoglądał na to, co zrobi Projekt Warszawa w meczu ze Stalą Nysa oraz Trefl Gdańsk w zaległych meczach.
GKS do ważnego meczu ze Ślepskiem Malow Suwałki przystąpił bez mającego problemy ze zdrowiem Piotra Haina.
[…] Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:3 (21:25, 27:25, 18:25, 25:21, 17:19)
MVP: Micah Ma’a
polsatsport.pl – Zacięte starcie w Suwałkach. Ważne zwycięstwo siatkarzy GKS
[…] Pierwszą partię wygrali siatkarze GKS, którzy przejęli inicjatywę w końcówce. W ostatniej akcji seta skutecznym atakiem popisał się Jakub Jarosz (21:25). Drużyna z Katowic była w tej partii skuteczniejsza w ataku (Jarosz 8/8!) i lepiej punktowała blokiem (0–5).
W drugiej odsłonie oglądaliśmy wyrównaną walkę obu ekip, którą zwieńczyła rywalizacja na przewagi. Co prawda to przyjezdni pierwsi mieli piłkę setową (22:24), ale ostatecznie to suwalczanie cieszyli się z wygranej po dwóch punktowych blokach (27:25).
Set numer trzy wyraźnie dla gości. Po wyrównanym początku, w środkowej części tej partii katowiczanie popisali się punktową serią (9:14) i już nie oddali przewagi. Pewnie zmierzali po wygraną, którą przypieczętował atak Jakuba Szymańskiego (18:25).
Czwarta odsłona toczyła się przy minimalnej przewadze suwalczan. W końcówce siatkarze GKS doprowadzili do remisu (20:20), ale kolejne akcje wygrali gospodarze. W pewnym momencie zrobiło się nerwowo, a czerwoną kartkę otrzymał trener ekipy z Katowic (23:20). W ostatniej akcji seta goście popełnili błąd (25:21).
W tej sytuacji zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break. Nie brakowało w nim zaciętej walki obu ekip. Przy zmianie stron punkt zaliczki mieli gospodarze (8:7). Ślepsk miał też jako pierwszy piłkę meczową, gdy skutecznym atakiem popisał się Bartłomiej Bołądź (14:13). Katowiczanie doprowadzili jednak do gry na przewagi, a bohaterem ostatnich akcji był Marcin Kania (17:19).
HOKEJ
sportdziennik.com – GKS Tychy – GKS Katowice. Gramy dalej!
Po raz drugi w półfinałowych derbach pomiędzy GKS-ami z Tychów i Katowic rozgrywano dogrywkę, ale o przedłużenie tyskich szans zadecydowały karne…
Obaj trenerzy doszli do wniosku, że na tym etapie rywalizacji już nie ma co „majstrować” przy składach. Jedynie pojawił się w katowickiej defensywie Fin Kalle Valtola, który wcześniej był chory. Pierwsza tercja zdecydowanie różniła się od tej z sobotniego meczu. Tym razem katowiczanie wyszli założenia, że z gospodarzami trzeba podjąć grę od pierwszych minut i byli stroną dominującą. W 4 min mogli już objąć prowadzenie – najpierw Mateusz Rompkowski silnie uderzył i krążek przeszedł tuż obok słupka, odbił się od bandy i przejął go Bartosz Fraszko. Skrzydłowy GieKSy strzelił niemal z zerowego konta i „guma” przemknęła wzdłuż linii bramkowej na drugą stronę tafli. Goście objęli prowadzenie gdy Patryk Wronka uderzał na bramkę, krążek odbił się od Grigorija Żełdakowa i wpadł do siatki. Gospodarze grali 2 razy w przewadze i niemal przez cały czas przebywali w tercji rywali, jednak nie znaleźli drogi do bramki.
W kolejnej odsłonie gorących spięć pod bramką Johna Murraya nie brakowało. Jakub Witecki (31 min), Bartłomiej Jeziorski, Christian Mroczkowski (35) i Michael Cichy (39) mieli okazje do wyrównania. Ten pierwszy, „głodny” gry, popisał się efektownym rajdem i należy tylko żałować, że krążek minimalnie minął cel. Przewaga gospodarzy była spora i trener Jacek Płachta poprosił o czas, by jego podopieczni ochłonęli i uporządkowali grę. Tomas Fuczik nie miał wiele pracy, ale poważnie zagrozili mu Grzegorz Pasiut oraz Anthon Eriksson. Trener Andrej Sidorenko, by zmobilizować jeszcze bardziej zawodników, dokonał roszad w swoich formacjach.
Tyszanie grali w jednostajnym tempie, bez błysku, a minuty mijały. Goście od czasu do czasu wyprowadzali kontry, ale nie byli zainteresowani forsowaniem zbyt szybkiego tempa. Wprawdzie prowadzili tylko golem, ale on ich promował do finału. Wydawało się, że gospodarze jakby nieco zwątpili, jednak w 55 min Cichy w końcu pokonał Murraya. Radość gospodarzy była ogromna, ale krótka. W kolejnej akcji gości w roli głównej wystąpili dwaj Mateusze. Bepierszcz zagrał zza bramki, a Michalski ponownie dał GieKSie prowadzenie. W 58:20 z lodu zjechał Fuczik i pojawił dodatkowy napastnik. Na 18 sek. przed końcem kapitan Michał Kotlorz zdobył wyrównującego gola. W dogrywce było kilka soczystych uderzeń, ale krążek nie chciał wpaść do siatki. Zadecydowały „najazdy”.
GKS Katowice zagra w finale!
Właściwie trudno się dziwić, że o awans do finału play offu gra się długo i dokładnie, choć katowiczanie w decydującej rozgrywce chyba już się widzieli, ale konkret przyszedł.
Siły obu GKS-ów z Katowic i Tychów są podobne, więc w siódmym spotkaniu znów w regulaminowym czasie był remis (2:2). Gospodarze prowadzili już 2:0, ale niezwykle zdeterminowani goście zdołali doprowadzić do wyrównania.
O sporym pechu może mówić Bartłomiej Pociecha, który w połowie poniedziałkowego meczu złamał palec i czeka go dłuższa. – Na trzeci mecz finałowy pewnie zdążę, a teraz przyjdzie mi tylko kibicować i trzymać kciuki za kolegów – wyjawił tyski obrońca w drodze na lodowisko.
Od pierwszego gwizdka obie drużyny nie zamierzały się oszczędzać i swojej akcje prowadziły w szybkim tempie. Stroną przeważającą byli gospodarze i oni stworzyli zdecydowanie więcej sytuacji pod bramką Tomasa Fuczika. Jednak ani Anthon Eriksson (4 min), ani jego kompani, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek do spółki Mateuszem Michalskim, nie potrafili skierować krążka do siatki. John Murray pokazał swój kunszt bramkarski po uderzeniu Michaela Cichego (15), gdy krążek zmierzał pod poprzeczkę, ale zdołał go załapać. I tercja zakończyła się bez bramek i… kar.
Jednak doczekaliśmy się kary Mateusza Gościńskiego oraz bramek z jednej i drugiej strony. Wykluczenie „Gościa” miało poważne konsekwencje, bo tyszanie stracili gola. Niezmordowany w półfinałowej serii Patryk Wronka znów dał znać o sobie i w końcu pokonał czeskiego golkipera. Po tym trafieniu gospodarze zdominowali taflę przez kilka minut posiadali znaczną przewagę. Kolejna szybka akcja katowiczan przyniosła im drugą bramkę. Krężołek przejął krążek od Matiasa Lehtonena i zauważył z lewej strony nadjeżdżającego Mateusza Bepierszcza. Ten niewiele się namyślając uderzył silnie i pewnie. W tym momencie tyszan „olśniło”, że finał się mocno oddalił. Ruszyli wściekle do przodu i wreszcie pod bramką gospodarzy było sporo zamieszania i Murray musiał wykazać się refleksem. Jednak nie zdołał utrzymać „czystego” konta. Alex Szczechura podał do Galanta i ten z bliskiej odległości wpakował krążek do siatki. Czyżby miał powtórzyć się scenariusz z drugiego spotkania w „Satelicie”?
Ostatnia odsłona zaczęła się z opóźnieniem, bowiem na tafli było sporo wody. W końcu zaczęła się twarda gra o każdy centymetr lodu. Gdy w 41 min na ławce kar znalazł się Michael Cichy, pod bramką Fuczika była niezwykle gorąco i aż dziw bierze, że krążek nie znalazł się w siatce. Gdy miejscowi kibice oczekiwali kolejnych goli dla swojego zespołu, czekała ich przykra niespodzianka. W 50 min Jason Seed dalekim podaniem uruchomił Jegora Fieofanowa, a ten dostrzegł wychodzącego na wolną pozycję Denisa Sergiuszkina. Ten ostatni nie miał problemu z umieszczeniem krążka w siatce. Ostatnie 10 min w wykonaniu obu zespołów było nerwowe, ale też było sporo sytuacji. Jednak w regulaminowym czasie znów był remis. O wszystkim miała zadecydować dogrywka w której lepsi okazali się gospodarze.
hokej.net – Pierwsza batalia dla GieKSy. Strzelecki popis w drugiej tercji
GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Re-Plast Unię Oświęcim 4:2 i objął prowadzenie w finałowej rywalizacji. Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona, w której GieKSa zdobyła wszystkie bramki.
Spotkanie zaczęło się uroczyście, bo od odśpiewania „Mazurka Dąbrowskiego”. Później krążek na lód rzucił zaproszony na to spotkanie Jaromír Jágr, członek „Triple Gold Club” i jeden z najlepszych zawodników w historii NHL. Do pierwszego wznowienia stanęli Grzegorz Pasiut i Krystian Dziubiński, etatowi reprezentanci Polski i kapitanowie obu ekip, który chwilę później zrobili sobie zdjęcie z hokejową legendą.
Jako pierwsi groźną akcję wypracowali sobie oświęcimianie. Do katowickiej tercji odważnie wjechał Victor Rollin Carlsson, ale uderzeniem z bekhendu nie zdołał pokonać Johna Murraya. Chwilę później swoją szansą miał Nikołaj Stasienko, jednak oddał niecelny strzał.
Później więcej z gry mieli gospodarze, którzy częściej przebywali w oświęcimskiej tercji i niepokoili Clarke’a Saundersa. „Saundy” pewnie strzegł swojego posterunku i obronił uderzenia Patryka Krężołka, Bartosza Fraszki i Mateusza Michalskiego. Trzeba przyznać, że miał też sporo szczęścia. Najpierw w 17. minucie odbił krążek po kąśliwym uderzeniu Jakuba Wanackiego. Spieszący z dobitką Matias Lehtonen posłał gumę w słupek, a czający się pod bramką „Wanek” uderzył z bekhendu. 32-letni Kanadyjczyk zdążył dosunąć parkan i odbić ten strzał! W końcówce – po uderzeniu Grzegorza Pasiuta – krążek znalazł się w oświęcimskiej siatce, ale sędziowie uznali, że nastąpiło to po wybrzmieniu syreny obwieszczającej koniec pierwszej tercji.
To było ostrzeżenie, z którego oświęcimianie nie wyciągnęli wniosków. Biało-niebiescy nie poprawili gry w destrukcji i nie zagrali w sposób twardy przed własną bramką, więc zapłacili za to sporą cenę.
Katowiczanie drugą odsłonę rozpoczęli bowiem z prawdziwym przytupem i wykorzystali serię indywidualnych błędów gości. Już 19 sekund po jej rozpoczęciu składną akcję rozegrali Bartosz Fraszko i Patryk Wronka, którą celnym strzałem niemal do pustej bramki zwieńczył ten drugi.
Podopieczni Jacka Płachty poszli za ciosem i w ciągu trzech minut zdobyli kolejne dwa gole, robiąc tym samym milowy krok w kierunku zwycięstwa. Na 2:0 w zamieszaniu podbramkowym podwyższył Mateusz Michalski, a trzecie trafienie było dziełem Grzegorza Pasiuta, który – podczas gry swojego zespołu w osłabieniu i precyzyjnym dograniu Bartosza Fraszki – wypalił pod poprzeczkę.
Biało-niebiescy mieli problem z przedarciem się przez katowickie zasieki obronne. W 33. minucie wykorzystali okres gry w przewadze. Victor Rollin Carlsson dograł do Teddy’ego Da Costy, a ten uderzeniem w krótki róg zaskoczył Johna Murraya i wlał nadzieję w serac
Niesieni dopingiem publiczności GieKSiarze odpowiedzieli już 47 sekund później. Pasiut próbował dograć do Carla Hudsona, ale Nikołaj Stasienko tak niefortunnie przeciął krążek, że guma zatrzepotała w siatce.
Trzybramkowa zaliczka pomogła gospodarzom kontrolować przebieg spotkania. Ale ekipa z grodu nad Sołą nie poddała się. Akcję Krystiana Dziubińskiego i Wasilija Strielcowa uderzeniem do pustej bramki zwieńczył Aleksandr Strielcow, dla którego był to już siódmy gol w fazie play-off.
W 56. minucie kontaktowego gola mógł zdobyć Wasilij Strielcow, ale w dobrej sytuacji fatalnie przestrzelił. W końcówce Tom Coolen zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, ale nie przyniósł on zamierzonego efektu.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze