Dołącz do nas

Felietony Prasówka

Echa meczu z Flotą w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice zainaugurował rozgrywki 1 ligowe meczem z Flotą w Świnoujściu. GieKSiarze zaliczyli falstart, ulegając Flocie 0-1.

Tak o meczu pisały media.

gkskatowice.eu: Porażka na inaugurację

Początek spotkania zdecydowanie należał do piłkarzy trenera Baniaka. Dużo pracy mieli nasi stoperzy, których nękał Nwaogu. Większość piłek była kierowana do tego gracza, co pokazuje zaufanie jakie maja do niego koledzy z drużyny. Katowiczanie pierwszą sytuację mieli dopiero w 11 minucie po rzucie rożnym. Niestety zarówno w tej sytuacji jak i przy kolejnych stałych fragmentach gry obrona gospodarzy grała pewnie i zdecydowanie. Pod naszą bramką z kolei strzałami z dystansu nękał Budziłka Bodziony. Warto również podkreślić dobrą współpracę Grzelaka oraz Opałacza. Na ataki Floty z naszej strony odpowiadał jedynie Gancarczyk. Obraz gry zmienił się dopiero w końcówce pierwszej połowy. Kilka stałych fragmentów gry oraz dłuższe utrzymywanie się przy piłce dawało nadzieję na lepszą grę w drugiej części. Również groźny strzał Pitrego z 35 metrów niewiele minął poprzeczkę bramki Gąsińskiego. Niestety te nadzieje rozwiał w 42 minucie Opałacz, który po dobrym podaniu Grzelaka zdecydowanie wszedł w pole karne, złamał akcję do środka i pięknie uderzył zewnętrzną częścią stopy w okienko bramki strzeżonej przez Budziłka. Nasz bramkarz miał niewiele do powiedzenia w tej sytuacji. To była ostatnia akcja podbramkowa w tej części gry.
Drugą połowę ponownie lepiej rozpoczęli piłkarze ze Świnoujścia. Co prawda nie było już takiej przewagi gospodarzy jednak to oni byli groźniejszym zespołem. Nadal niewidoczni Zieliński oraz Wołkowicz nie wspierali w ofensywie Gancarczyka. Zmiany, których dokonał trener również nie przełożyły się na groźne sytuacje bramkowe. Prawym skrzydłem „szarpał” Gancarczyk jednak brakowało wykończenie, a dodatkowo dobrze asekurowali się obrońcy Floty. Ostatnie minuty meczu to zdecydowana przewaga GieKSy jednak bez efektu bramkowego.
Niestety nowy sezon zaczynamy od porażki. Kolejne spotkanie nasi piłkarze zagrają na Bukowej, gdzie podejmować będą Sandecję Nowy Sącz.

slask.sport.pl: GKS Katowice w bardzo słabym stylu przegrał w Świnoujściu

Wygląda na to, że upał pokonał katowiczan. Z Flotą zagrali słabo i bez pomysłu. Nie pomógł debiutujący w lidze w barwach GKS-u doświadczony Tomasz Wróbel. W 38. minucie gola mógł strzelić Przemysław Pitry, który chytrym lobem prawie z połowy boiska chciał pokonać bramkarza. To była chyba najlepsza okazja. Podopieczni Rafała Góraka mogli przegrać wyżej, ale dobrze spisywał się bramkarz Łukasz Budziłek, który obronił kilka groźnych strzałów. W 43. minucie był jednak bezradny, kiedy po lewej stronie Marek Opałacz zakręcił Dominikiem Sadzawickim i z ostrego kąta przywalił w okienko. W drugiej połowie GKS nie był w stanie nic zdziałać.

gs24.pl: Flota Świnoujście – GKS Katowice 1:0. Udany start Wyspiarzy

Mecz toczył się w potwornym upale, kilkakrotnie piłkarze korzystali z przerw na uzupełnienie płynów. Lepiej w tych warunkach odnaleźli się piłkarze Floty.

W pierwszej połowie Wyspiarze posiadali zdecydowaną przewagę. Aktywni w ofensywie byli zwłaszcza Krzysztof Bodziony oraz Charles Nwaogu, nieźle układała się współpraca na lewej stronie Marka Opałacza i Rafała Grzelaka.

Jednak dopiero w 42. minucie Flota zdobyła bramkę. Efektownie w pole karne wszedł Marek Opałacz, zwodem oszukał dwóch defensorów gości i uderzeniem czubkiem buta umieścił piłkę w siatce.

Po przerwie gospodarze próbowali podwyższyć wynik. Dogodne sytuacje stworzyli sobie m.in. Nwaogu i Bodziony, ale wynik meczu nie uległ zmianie.

sport.pl: Flota Świnoujście wygrywa z GKS Katowice na inaugurację

Udanie rozpoczęli pierwszoligowe rozgrywki piłkarze Floty. Przed własną publicznością pokonali 1:0 GKS. Imponowali zaangażowaniem, a gdyby nie słaba skuteczność, powinni wygrać wyżej.
Kibice Floty z niepokojem czekali na inaugurację sezonu. Po odejściu pięciu podstawowych piłkarzy forma świnoujścian była sporą niewiadomą. Jednak nikt, kto pojawił się w niedzielne południe na stadionie przy ulicy Matejki, nie mógł być zawiedziony. Wyspiarze zagrali z zębem i polotem. Dogodnych sytuacji mieli bez liku i gdyby zachowali więcej spokoju pod bramką rywali, powinni zdobyć więcej niż jedną bramkę.

Wyspiarze wyszli na boisko mocno zmotywowani i od pierwszych minut założyli wysoki pressing. Przyjezdni nie potrafili poradzić sobie z agresywną grą Floty i z trudem wyprowadzali piłkę z własnej połowy. Gospodarze szybko osiągnęli przewagę, a najaktywniejsi z przodu byli Krzysztof Bodziony i Charles Nwaogu. Obaj powinni wpisać się w pierwszej połowie przynajmniej raz na listę strzelców, a najlepszą okazję zmarnowali, gdy źle rozegrali kontrę 2 na 1.

W końcówce tej części gry Flota, zmęczona bieganiem w palącym słońcu, nieco spuściła z tonu. Gdy wydawało się, że kibice nie obejrzą przed przerwą bramek, piękną akcją błysnęli lewonożni piłkarze Floty. Rafał Grzelak wypuścił Marka Opałacza, a ten kapitalnie przymierzył z ostrego kąta.

– Strzelałem z czuba. Aż duży palec mnie boli – mówił w przerwie Opałacz.

Po zmianie stron najwięcej nerwów kosztowały trenera Bogusława Baniaka pierwsze minuty. To wtedy musiał najgłośniej pokrzykiwać do swoich podopiecznych. Ale ani w tym fragmencie, ani w całym meczu GKS nie oddał groźnego strzału. Duża w tym zasługa Marka Niewiady, który rozgrywał bardzo dobre spotkanie i dominował w środku pola.

A z przodu znów w świetnych sytuacjach znaleźli się Nwaogu i Bodziony, ale znów nie potrafili pokonać Łukasza Budziłka. Mimo skromnego prowadzenia, zwycięstwo wyspiarzy nie było jednak ani przez chwilę zagrożone.

Nowy sezon Flota inaugurowała z dwoma debiutantami w składzie. Bramkarzowi Szymonowi Gąsińskiemu i pomocnikowi Rafałowi Grzelakowi przypadła trudna rola zastąpienia Grzegorza Kasprzika i Sebastiana Olszara, którzy latem przenieśli się do Termaliki Nieciecza. Grzelak spisał się bardzo dobrze, a w meczowych statystykach zapisał się asystą. Gąsiński popełniał błędy przy wyprowadzeniu piłki, ale co najważniejsze, nie puścił bramki.

sportowefakty.pl: Małe, wielkie zwycięstwo – relacja z meczu Flota Świnoujście – GKS Katowice

Mimo przeciwności Flota rozpoczęła sezon od zwycięstwa w ładnym stylu. Im gorzej tym lepiej? – Może coś w tym jest… – zastanawiał się Marek Opałacz, autor złotego gola w meczu z GKS-em.
Marek Opałacz znalazł drogę do bramki Łukasza Budziłka w 42. minucie. Dynamiczne wejście w pole karne, zgubienie rywali balansem ciała i mocne uderzenie po długim rogu – tak wyglądała decydująca akcja widowiska.
Flota zmagała się latem z problemami finansowymi, musiała pogodzić się z odejściem trenera i rozbiorem jedenastki. Mimo przeciwności rozpoczęła sezon nie tylko efektywnie, ale także efektownie. Ich prowadzenie powinno być wyższe, ale zawiodła skuteczność. – Nie ma co ukrywać, że to główny mankament w naszej grze – przyznał Marek Niewiada.
Świetne szanse strzeleckie mieli Charles Nwaogu oraz Krzysztof Bodziony. Wyszli oni sam na sam z bramkarzem i powinni go zapytać, z którego rogu bramki chce wyciągnąć piłkę. Tymczasem strzelali tuż obok niego, umożliwiając mu interwencję. Flota Świnoujście oddała kilkanaście strzałów, jednak większości brakowało precyzji. Blisko celu był po rzutach rożnych Michał Stasiak, ale a to nadział się na Budziłka, a to minimalnie przestrzelił.
Fajną partię rozegrał Charles Nwaogu, niezłą piłkę pokazali Bodziony i Rafał Grzelak. Minusy? Wiele nieporadnych kontaktów z piłką zaliczył nowy bramkarz Szymon Gąsiński. Jeżeli nie popracuje nad koncentracją w czasie spotkań, to świnoujskich kibiców czeka wiele nerwowych chwil. Kilka zastrzeżeń można mieć do młodzieżowca Mateusza Wrzesnia, który na dodatek przeliczył się z siłami i tuż przed przerwą „odcięło mu prąd”.
GKS Katowice nie potwierdził wysokich aspiracji. Kilka zrywów Janusza Gancarczyka i Michała Zielińskiego to za mało na choćby remis. – Flota odniosła zasłużone, jednobramkowe zwycięstwo – zauważył trener Rafał Górak. Jego podopieczni mieli problem ze zbudowaniem akcji, na dodatek gubili się w tyłach.
Bramkarz świnoujścian nie miał swojego dnia i… goście mogli to wykorzystać. Dwa, płaskie uderzenia Gancarczyka, czyli jedyne celne uderzenia nie sprawiłyby jednak problemu żadnemu profesjonalnemu golkiperowi.
Po ostatnim gwizdku gracze GKS-u szybko zapakowali się do autokaru i korzystali z upalnego dnia nad morzem. Woda w Bałtyku ma przyjemną temperaturę i także dlatego nieporównywalnie chłodniejszą kąpiel zafundowała im w niedzielę Flota. Za Bogusławem Baniakiem i jego zespołem dwa przekonujące zwycięstwa. Teraz czeka ich wyjątkowy dla „Bebeto” wyjazd do Legnicy.

katowice.naszemiasto.pl: Flota Świnoujście – GKS Katowice 1:0

Od porażki rozpoczęli nowy sezon w pierwszej lidze piłkarze katowickiego GKS-u, którzy w Świnoujściu przegrali z Flotą 0:1. Mecz rozgrywany był w ponad 30-stopniowym upale. Flota Świnoujście – GKS Katowice 1:0.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga