Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Niespodzianka w półfinale! Torunianie pokonali GieKSę
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dziesięciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Drużyny piłkarskie GieKSy odpoczywają po trudach rundy jesiennej, trwają pierwsze rozmowy w sprawie transferów. Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali spotkanie na wyjeździe w 1/16 rozgrywek Pucharu Polski z ZAKSĄ Strzelce Opolskie. GieKSa wygrała z I-ligowcem 3:0. Hokeistom wyraźnie szkodzi okres świąteczno – noworoczny: przed świętami drużyna rozegrała jedno spotkanie ligowe, w którym uległa JKH GKS-owi Jastrzębie, w poniedziałek przegrała w półfinale Pucharu Polski z KH Energą Toruń 4:5…
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Znamy już wstępny terminarz kobiecych rozgrywek! Ekstraliga wróci na początku marca
Najbliższe miesiące będą dla kibiców rozbratem z ligową piłką na trawie. Kobiece rozgrywki do gry wrócą w pierwszy weekend marca, a zakończenie sezonu ligowego nastąpi trzy miesiące później. Finał Pucharu Polski wstępnie zaplanowano na sobotę, 11 czerwca.
Ekstraliga oraz I liga według obecnych ustaleń rozegrają 12. kolejkę 5 i 6 marca. II liga natomiast powinna wrócić do gry tydzień później. Ostatnia kolejka ligowa na dwóch najwyższych szczeblach odbędzie się w pierwszy weekend czerwca. Tydzień wcześniej powinna zakończyć się gra na trzecim poziomie rozgrywkowym.
16 marca będziemy świadkami pierwszych przyszłorocznych spotkań w ramach Pucharu Polski, który obecnie jest już na etapie 1/8 finału. Ćwierćfinały zaplanowano na 19/20 kwietnia, półfinały na 11 maja, a równo miesiąc później powinniśmy poznać ekipę, która wzniesie krajowe trofeum.
GKS Katowice z planami przygotowań przed wiosną
Kolejny klub z boisk Ekstraligi przedstawił swoich rywali w okresie przygotowawczym do rundy wiosennej. Katowicką “GieKSę” czeka osiem sparingowych spotkań.
Piłkarki GKS-u do treningów powrócą 10 stycznia, a w dniach 11-12 stycznia zostały zaplanowane testy i badania. W pierwszym sparingowym meczu katowiczanki zagrają z Respektem Myślenice. Spotkanie z małopolskimi zawodniczkami ma się odbyć 15 stycznia. Tego samego dnia podopieczne trenera Witolda Zając podejmą także Skrę Ladies Częstochowa. Z częstochowskim zespołem drużyna GKS-u Katowice zagra także na sam koniec przygotowań, 26 lutego. Oprócz tego zawodniczki z województwa śląskiego cztery razy zagrają z ekstraligowymi ekipami. Katowiczanki czekają spotkania ze Śląskiem Wrocław, Medykiem POLOmarket Konin, Tarnovią Tarnów oraz Rekordem Bielsko-Biała. W planach “GieKSy” jest także rozegranie sparingu z jednym rywalem zagranicznym. Na przeciw drużynie z Katowic 13 lutego ma stawić się słowacki klub MSK Żylina. Piłkarki z Żyliny zajmują obecnie drugą lokatę w najwyższej słowackiej lidze.
Za to zawodniczki katowickiego zespołu po rundzie jesiennej są sklasyfikowane na czwartym miejscu w Ekstralidze. GKS Katowice na swoim koncie ma 20 “oczek”, na co składa się: sześć zwycięstw, dwa remisy, a także trzy porażki. Pierwszym wiosennym rywalem drużyny z Katowic będzie GKS Górnik Łęczna, spotkanie 12. kolejki Ekstraligi odbędzie się w Katowicach.
Plan sparingów GKS-u Katowice:
15 stycznia – Respekt Myślenice
15 stycznia – KS Skra Ladies Częstochowa
22 stycznia – WKS Śląsk Wrocław
30 stycznia – KKPK Medyk POLOmarket Konin
6 luty – MSK Żylina
13 luty – MKS Tarnovia Tarnów
19 luty – BTS Rekord Bielsko-Biała
26 lutego – KS Skra Ladies Częstochowa
sportdziennik.com – Wzmocnienie nr 1
Jakub Karbownik ma być pierwszym tej zimy zawodnikiem sprowadzonym na Bukową. To kolejny ruch na linii Katowice – Poznań.
Ma 20 lat, jest zawodnikiem ogranym na szczeblu centralnym i będzie pierwszym zimowym wzmocnieniem GieKSy. To w zasadzie przesądzone, że klub z Bukowej wkrótce ogłosi pozyskanie Jakuba Karbownika z rezerw Lecha Poznań.
Karbownik najczęściej wystawiany był ostatnio na lewym skrzydle, a w ustawieniu z trójką środkowych obrońców, stosowanych w drugiej części rundy jesiennej przez katowiczan, może być też jednym z wahadłowych. Jest praktycznie obunożny, swobodnie operuje zarówno lewą, jak i prawą. Umie rozpędzić się wzdłuż linii i dośrodkować, ale też zbiec do środka i poszukać uderzenia. Pochodzi z Bełchatowa, do Lecha trafił jako junior. Kilka dni po 18. urodzinach debiutował w zespole rezerw, które awansowały do II ligi. W niej rozegrał łącznie 68 meczów, strzelił 9 goli, z czego jednego… GieKSie na Bukowej. Na początku sezonu 2020/21 trafił głową na 1:0, ostatecznie katowiczanie wygrali wtedy 3:1. GKS poważnie myślał o sprowadzeniu Karbownika już latem. Piłkarz był wtedy po dobrym sezonie, zdobył 8 bramek. Ostatecznie został w Lechu, w którym nie dane mu było przebić się do pierwszego zespołu, wystąpić w ekstraklasie. Ostatnią ligową rundę liczbowo miał mniej udaną. Zagrał w 13 spotkaniach, tylko 7-krotnie wybiegał w podstawowym składzie, po raz ostatni – w październiku. Nie zdobył bramki, nie zaliczył asysty, „Kolejorz” stawiał już na 3 lata młodszego Jakuba Antczaka. A temat Karbownika na Bukowej odżył.
To kolejny gracz Lecha, który przemierza trasę Poznań – Katowice; po Kamilu Jóźwiaku, Tymoteuszu Puchaczu, Bartoszu Mrozku czy Filipie Szymczaku, aktualnie wypożyczonym do GieKSy. Różnica jest taka, że Karbownik trafi tu definitywnie – nadal jako piłkarz ze sporymi papierami na poważne granie, ale też znajdującym się na drobnym zakręcie, z którego na Śląsku ma wyjść i nabrać rozpędu. Jako przedstawicielowi rocznika 2001, status młodzieżowca będzie mu przysługiwał jeszcze tylko przez pół roku, co dowodzi, że dla GKS-u jest planem nie na już, ale też na przyszłość. To potwierdzenie polityki personalnej GieKSy, sprowadzającej ostatnio wyłącznie Polaków i zwykle nie starszych niż 26-27 lat. Karbownik stanowi zarazem naturalne uzupełnienie kadry w odniesieniu do ruchów, jakie poczyniono przy Bukowej tej zimy. Wolną rękę na poszukiwanie nowego pracodawcy otrzymał Paweł Gierach, skrócono wypożyczenie Piotra Samca-Talara ze Śląska Wrocław. Obaj są młodzieżowcami. Klubu może też szukać sobie Szymon Kiebzak, czyli nominalny boczny pomocnik. Po zakontraktowaniu Karbownika ich liczba w kadrze nie zmieni się. Jednocześnie wiosna będzie dostatecznie długa, by nowy nabytem mógł rozegrać (minimum) 10 spotkań i móc zapunktować w klasyfikacji Pro Junior System, w której GieKSa plasuje się wysoko i ma szansę na nagrodę finansową z PZPN.
Jednocześnie przy Bukowej pracują też nad kolejnymi wzmocnieniami. Nie ma ich być zimą wiele, ale powiny być konkretne: by drużyna sukcesywnie się rozwijała i dawała nadzieję, że w perspektywie 1-2 sezonów będzie walczyć w I lidze o coś więcej niż tylko utrzymanie. M.in. na celowniku GieKSy znaleźli się piłkarze znający już smak awansu do ekstraklasy.
9 GOLI w II lidze strzelił Jakub Karbownik dla rezerw Lecha Poznań, notując przy tym 6 asyst (dane za transfermarkt.de). Teraz zasili ofensywę GieKSy.
Górak: Jesteśmy w ciągłym ogniu
Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice
GieKSa spędza zimę na 13. miejscu w pierwszoligowej tabeli. Czy jest pan zadowolony z zakończonej jesieni?
Rafał GÓRAK: Generalnie tak, ale zadowolenie też ma różne oblicza. Jestem zadowolony, że daliśmy sobie radę z tym, co działo się w tej rundzie. A działo się bardzo dużo. Wiemy, że ona w Katowicach powinna być dzielona na dwie części: do momentu pucharowego meczu w Zambrowie i po nim. Albo do ligowego spotkania ze Stomilem i po nim. Od dziesiątej kolejki – i do dziesiątej kolejki. Dwie fazy, dwie różne zdobycze punktowe, dwa różne stosunki bramek. My przecież po 10 kolejkach mieliśmy w lidze 7 punktów! Zdajemy sobie sprawę, przez co przeszliśmy i z czym się mierzyliśmy. Po awansie z drugiej ligi założyliśmy sobie, że ta grupa zawodników dostanie swoją szansę. Podeszliśmy do tematu bardzo optymistycznie. Pierwsze mecze były dla wszystkich bardzo atrakcyjne, świetnie się je oglądało. Po pięciu kolejkach, z których cztery graliśmy u siebie, mieliśmy 6 punktów. Z krzesła to nie zwalało. Wygrana z Zagłębiem Sosnowiec po rollercoasterze sprawiała, że wiele mogło nam się wydawać. Ale w tym wszystkim pojawiała się też refleksja, że może gramy zbyt odważnie. W pewnym momencie dotarło do mnie, że tak dalej nie mogę prowadzić zespołu, bo prowadzę go na rzeź. Że jeśli tak dalej będziemy grać, to w tej lidze zginiemy.
[…] Trzeba było zakodować w głowach „panowie, walczymy o utrzymanie”?
Rafał GÓRAK: Przyszedł taki moment, ale od samego początku byłem przekonany, że ten sezon w Katowicach należy poświęcić na to, by drużyna się w lidze utrzymała. To jest nasz plan nr 1.
Mimo wszystko życie zaskoczyło, że jest w pierwszej lidze aż tak ciężko? Że odnieśliście ledwie 5 zwycięstw w 20 meczach, ani razu różnicą większą niż jednej bramki?
Rafał GÓRAK: Szału nie ma. Mamy za sobą trudny rok, w szczególności – półrocze w pierwszej lidze. Uważam, że poziom w niej podnosi się w odniesieniu do wcześniejszych sezonów. I to bardzo mocno.
OK, ale patrząc na papier, macie w ofensywie kawałek piłkarzy. Szwedzik, Szymczak, Błąd… Czy nie ma poczucia, że z tą grupą ludzi szłoby ugrać więcej niż 23 punkty?
Rafał GÓRAK: Niedosyt na pewno mam. Zdaję sobie sprawę, że nasz dorobek mógł być okazalszy. Jeśli miałbym teraz analizować to wszystko, rozdrabniać każdy mecz, to zdecydowanie powiem, że bliżsi byliśmy zrobienia czegoś więcej niż uzyskaliśmy wynik ponad stan. W odniesieniu do wielu spotkań mam odczucie, że mogliśmy wygrać – ale zarazem zdaję sobie sprawę, że choćby u siebie z Podbeskidziem i Zagłębiem równie dobrze mogłoby skończyć się zdobyciem 1 punkty, a nie czterech. Bilans jest, jaki jest. Można mówić o niedosycie, trzeba być pokornym względem tego, czego się dokonało. Realizujemy się z młodymi ludźmi. Tych doświadczonych aż tylu u nas nie ma, chociaż ci, których mamy są bardzo ważni. Ta liga moim zdaniem bardzo potrzebuje doświadczenia. Wydaje mi się, że sobie poradziliśmy.
Tak skonstruowaliście kadrę, że najstarszy jest 31-letni Arkadiusz Woźniak. Na mecz z Koroną Kielce wyszliście pięcioma zawodnikami urodzonymi po 1999 roku.
Rafał GÓRAK: Nie zakładamy batalii o Pro Junior System, bo i takie ambicje w niektórych klubach są. Nami kieruje tylko i wyłącznie chęć szukania dość młodych ludzi, umiejętne wprowadzanie ich do zespołu, dawanie szansy nie tylko doświadczonym i czerpanie satysfakcji z tego, że kogoś rozwiniemy. Taką ogromną satysfakcję daje Patryk Szwedzik. Jest z nami od początku, sukcesywnie wprowadzamy go do grania i cieszymy się z efektów. Filip Szymczak to zawodnik Lecha, ale teraz rozwija się u nas. Wiemy, że opinia z Poznania odnośnie naszej pracy jest pozytywna. To dla nas ważne. Mamy chłopaków z rocznika 2000, którzy młodzieżowcami byliby jeszcze tylko w ekstraklasie, ale oni też nadal robią progres. To nie są znane nazwiska. Jakaś idea w tym wszystkim jest. W tabeli PJS skończyliśmy jesień na czwartym miejscu, co jeszcze niedawno trudno było sobie w Katowicach wyobrazić. Nie było mowy, by grało tu tak wielu młodych ludzi.
Co nie zmienia faktu, że gdy do Poznania wróci Szymczak, a ze statusu młodzieżowca wyrośnie za kilka miesięcy Szwedzik, to z młodzieżowcami znów będzie problem.
Rafał GÓRAK: I to duży. Ma go nie tylko nasz klub, bo tak dzieje się też w wielu innych miejscach. Do tego, by sukcesywnie wprowadzać na tym poziomie wychowanków do pierwszego zespołu – nawet mając najlepszych fachowców i stając na głowie – potrzebna jest infrastruktura. To rzecz nr 1. Wiadomo, że my na tę infrastrukturę dla młodzieży musimy jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że się doczekamy. Teraz musimy dbać o ludzi w zakresie szkolenia. Wiem, że dyrektor Pańpuch i dyrektor Góralczyk bardzo mocno nad tym pracują.
[…] Kibiców irytowała dość często powtarzana przez pana fraza, że uczycie się tej ligi. Jak to tak, GieKSa? Pierwszej ligi?
Rafał GÓRAK: Kibice muszą zdawać sobie sprawę, że nie zawsze będę mówił te rzeczy, które oni akceptują i lubią. Jeśli od czas do czasu czymś ich zdenerwuję, to… dobrze, bo będzie znaczyło, że nie jestem jakąś marionetką do mówienia tylko fajnych rzeczy. Ja ich bardzo cenię, oni o tym doskonale wiedzą, ale też nie muszę nikomu nic na siłę udowadniać.
[…] Gdyby zapytać bywalca Blaszoka, gdzie potrzebne są wzmocnienia, to natychmiast odpowie, że na środku obrony. Przytaknąłby pan?
Rafał GÓRAK: Po pierwszych 10 meczach, w których straciliśmy 23 bramki, to i ja bym w takie coś uwierzył. Później zawodnicy też uczyli się tej ligi, w jakiś sposób nieraz obrywali, ale nie było już ta źle. Wydaje mi się, że nie jesteśmy aż tak przyparci do muru, by mówić, że na pewno musimy wzmocnić środek obrony i bez tego sobie nie poradzimy. Szukamy zawodników w różnych miejscach i na różne pozycje.
[…] Sporej grupie zawodników GKS-u 30 czerwca kończą się kontrakty. To dla pana problem czy wręcz przeciwnie?
Rafał GÓRAK: Dyrektor Góralczyk ma w swoich rękach wiele kart. Wreszcie mamy ten komfort, że to my możemy decydować – a nie decyduje ktoś inny, podczas gdy my możemy tylko bezradnie wzruszyć ramionami. Taki stan zastaliśmy, przychodząc do klubu. Teraz zapanował porządek w papierach. Wydaje mi się też, że jesteśmy coraz lepiej postrzegani na rynku piłkarskim. Dla zawodników, menedżerów, jesteśmy solidnym partnerem.
Nie tylko dobrze płacącym, ale takim, u którego można się rozwinąć?
Rafał GÓRAK: Na pewno nie płacimy dziś najlepiej w swojej lidze, ale jesteśmy szalenie solidni. Nie rzucamy słów na wiatr. Nie sądzę, by ktoś przez ostatnie 2,5 roku mógł narzekać na solidność organizacyjno-finansową GKS-u.
Niekoniecznie chcecie kontraktować obcokrajowców i zawodników powyżej 26. roku życia. Tak będzie nadal?
Rafał GÓRAK: Jakość w stosunku do ceny! Tego szukamy. Nie zamykamy drogi dla obcokrajowców czy zawodników starszych niż 26 lat. Najważniejsza jest jakość i cena, tego twardego szkieletu nic nie może nam wywrócić. Obraliśmy drogę nie maksymalnej oszczędności, ale racjonalizacji.
Gdyby zimowe okienko udało się w 100 procentach, to ilu nowych zawodników dołączy do GKS-u?
Rafał GÓRAK: Nie chcę mówić w taki sposób. Jeśli się uda w 100 procentach, to powiemy o tym już w styczniu.
[…] Zimą czekają was dwa zgrupowania w Bielsku-Białej.
Rafał GÓRAK: Pierwsze – krótkie, od czwartku do soboty, z kultową „akcją Klimczok”. Mam nadzieję, że warunki będą na tyle dobre, byśmy mogli śmiało tam wejść – a na tyle trudne, by zdobycie tego szczytu było dla zawodników na jakiś czas wydarzeniem. To naprawdę wysiłek, 22 kilometry z hotelu na obiekcie Rekordu aż na samą górę i z powrotem. Trzeba najpierw wbiec przez Dębowiec na Szyndzielnię, stamtąd na Klimczok, a potem jeszcze wrócić. Fajna wyprawa.
Nie kusiło, by polecieć gdzieś za granicę?
Rafał GÓRAK: To nie ten moment. Mamy założone, kiedy taki wyjazd nadejdzie. Przyjdzie na to czas.
Pamiętając, że Stomil ma jeszcze do rozegrania zaległy mecz z GKS-em Jastrzębie, wasza przewaga nad strefą spadkową wynosi 7 punktów. To tyle, co strata do strefy barażowej. I co wy na to?
Rafał GÓRAK: (śmiech). Ale nie jesteśmy w połowie rundy tylko dalej, dlatego najpierw oglądajmy się za siebie. Jedziemy mocno do przodu, zerkając jednak raczej do tyłu niż wypatrujemy tych, którzy jadą przed nami… Na to też przyjdzie czas.
dziennikzachodni.pl – Kibice GieKSy i Banika Ostrawa mają wspólny kalendarz
[…] 25-lecie kibicowskiej sztamy GieKSy i Banika przypadło w 2021 roku i z tej okazji we wrześniu przy Bukowej rozegrano mecz przyjaźni tych klubów oraz ich fanów. Na 2022 rok przygotowano wyjątkowy kalendarz nawiązujący do tego jubileuszu.
Co jest wyjątkowego w tym kalendarzu? To wydawnictwo przygotowane i wydane przez kibiców. W Katowicach jest do kupienia w sklepie kibiców GieKSy „Blaszok” przy ulicy Stanisława oraz na stronie internetowej tego sklepu. W Ostrawie można go kupić w sklepie kibiców Banika.
GKS Katowice jako klub nie wydał kalendarza na 2022 rok, ale nie zawiedli kibice GieKSy. Przygotowali kalendarz z efektownymi zdjęciami. Nazwy miesięcy są po polsku i czesku, tak samo jak skróty dni tygodnia. Na zdjęciach pokazano wspólne oprawy i akcje kibicowskie obu zaprzyjaźnionych grup, m.in. na meczu przy Bukowej 4 września.
Kalendarz kosztuje 35 zł. W sklepie kibiców Banika (nie klubowym) i GKS-u jest jedynym dostępnym wydawnictwem kalendarzowym na 2022 rok.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS szybko uporał się z ZAKSĄ
Siatkarze GKS-u Katowice nie mieli problemu, by awansować do 1/8 finału Pucharu Polski. Na inaugurację zmagań w tych rozgrywkach gładko pokonali na wyjeździe ZAKSĘ Strzelce Opolskie 3:0, tylko w jednym secie pozwalając rywalom przekroczyć barierę 20 oczek.
Początek meczu należał do GKS-u, który po asie serwisowym Damiana Domagały objął prowadzenie 6:3. Jednak gospodarze nie dali się zepchnąć do defensywy, a po udanej kontrze Krystiana Walczaka wrócili do gry (7:7). W kolejnych minutach oba zespoły grały zrywami.
W grze katowiczan było mnóstwo błędów, dzięki czemu ZAKSA dotrzymywała im kroku. Dopiero dwa zbicia Gonzalo Quirogi spowodowały, że goście ponownie przejęli inicjatywę na boisku (16:13). Zaczęli dokładać bloki, a błędy rywali ułatwiały im zadanie (20:14). W końcówce kontrolowali przebieg premierowej odsłony. Krzysztof Zapłacki próbował jeszcze niwelować straty po stronie strzelczan, ale Quiroga przypieczętował ich pewną wygraną (25:21).
W drugiej odsłonie nie zamierzali zwalniać tempa. Błyskawicznie wykorzystali błędy rywali, sami punktowali w bloku, a po kontrze Quirogi zbudowali sobie znaczące prowadzenie (8:2). ZAKSA próbowała odpowiadać blokiem, a po kontrze Walczaka zbliżyła się na 8:11, ale na więcej nie było jej stać. Po akcji Marcina Kani przedstawiciel PlusLigi kontrolował boiskowe wydarzenia (16:11). Na środku pokazał się Piotr Hain, a pojedyncze udane ataki Ernesta Kaciczaka nie odmieniły obrazu gry po stronie ZAKSY. W końcówce GKS dominował na boisku, a skuteczna kontra Tomasa Rousseauxa postawiła kropkę nad „i” w tej części spotkania (25:17).
W trzeciej partii po asie serwisowym Domagały podopieczni Grzegorza Słabego zaczęli budować sobie przewagę. Po błędach rywali wzrosła ona do czterech oczek (10:6). To nie był koniec emocji, bo po dwóch punktowych zagrywkach Macieja Woza strzelczanie zbliżyli się do przeciwników na 10:12. Na więcej nie było ich stać, bo przy serwisie Jakuba Lewandowskiego ponownie przewaga katowiczan wzrosła (16:10). Asy dokładali jeszcze Domagała i Quiroga, a GKS zbliżał się do sukcesu. W końcówce w ataku z dobrej strony pokazali się jeszcze Kamil Drzazga i Damian Kogut, a przyjezdni triumfowali 25:16, meldując się w kolejnej rundzie Pucharu Polski.
MVP: Tomas Rousseaux
ZAKSA Strzelce Opolskie – GKS Katowice 0:3 (21:25. 17:25, 16:25)
HOKEJ
sportdziennik.com – Mistrz zdobył Katowice
W jastrzębskim zespole ponownie wystąpił Dominik Paś, który wrócił do macierzystego klubu po krótkiej przygodzie w czeskim Hawirzowie.
Już w pierwszej tercji wychowanek JKH GKS-u mógł wpisać się na listę strzelców, ale nieznacznie chybił. To była szybka i dobra w wykonaniu obu drużyn odsłona. Nieco więcej z gry mieli katowiczanie, którzy częściej strzelali, ale klarowniejsze sytuacje stworzyli sobie przyjezdni. Ozdobą tercji były dwie znakomite interwencje Johna Murraya, który m.in. zatrzymał krążek, gdy jastrzębianie już widzieli go w bramce.
W drugiej odsłonie, w której działo się na tafli nieco mniej, gole również nie padły, a worek rozwiązali – dopiero w 48 minucie – gospodarze. Martin Kasperlik postanowił wstrzelić krążek przed bramkę, gdzie znajdował się Dominik Jarosz, który strącił „gumę” i zmylił Murraya. Krótko jednak, bo niecałe dwie minuty, goście cieszyli się z prowadzenia. Katowiczanie wygrali wznowienie, a potężnym strzałem popisał się Mateusz Bepierszcz. Odpowiedź jastrzębian była jeszcze szybsza. Najlepszy na tafli Kasperlik znalazł się przed bramką i zdołał wrzucić do niej krążek. Tym razem gospodarze nie wyrównali, choć robili wszystko by tego dokonać.
Znakomicie jednak w jastrzębskiej bramce spisywał się Patrik Nechvatal. Czech uwijał się niczym w ukropie, zatrzymując m.in. najskuteczniejszych graczy katowickich, czyli Patryka Wronkę i Grzegorza Pasiuta. Gospodarze w końcówce trzeciej tercji grali w przewadze, ale jej nie wykorzystali, za co zostali skarceni. Roman Rac z neutralnej tercji trafił do pustej bramki i mistrz Polski, po raz pierwszy w tym sezonie – po trzech wcześniejszych porażkach – pokonał GieKSę, bo Joona Monto drugiego gola dla gospodarzy strzelił na sekundę przed finałową syreną.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:3 (0:0, 0:0, 2:3)
Ale numer!
To już pewne. Puchar Polski – po pięciu latach – opuszcza Górny Śląsk. GKS Katowice nie stanął na wysokości zadania.
GKS Katowice był zdecydowanym faworytem pierwszego spotkania turnieju o Puchar Polski, który dzisiaj rozpoczął się na lodowisku im. Braci Nikodemowiczów w Bytomiu. Tak naprawdę kibice „GieKSy” zastanawiali się nad tym, z kim przyjdzie im się mierzyć w finale, bo uważali – jak zresztą wielu ekspertów – że rywala z Torunia szybko „odpalą”. Sęk jednak w tym, że przeciwnik z grodu Kopernika był zupełnie innego zdania. Energa, którą po ostatnich ligowych wyczynach nikt by o takie szaleństwa nie podejrzewał, postawiła się. Mało tego. Wygrała mecz i wystąpi jutro w decydującej rozgrywce, która – na tym samym obiekcie – rozpocznie się o godz. 20.15.
Jak do tego doszło? Nie wiem! Mogą sobie zaśpiewać kibice GKS-u Katowice w rytm piosenki Zenka Martyniuka. Wszystko bowiem rozpoczęło się zgodnie z planem. Katowiczanie nacisnęli na rywala od pierwszych minut i na efekty nie trzeba było długo czekać. Kalle Valtola uderzył z niebieskiej, a tor lotu krążka zmienił sprytnie Patryk Wronka i GKS objął prowadzenie. Wydawało się na początku spotkania, że kolejne bramki będą kwestią czasu. Sędziowie, słusznie zresztą, nie uznali drugiej bramki dla Katowic, bo krążek uderzył w słupek. W drugiej fazie pierwszej tercji rozpoczął się jednak koszmar drużyny z Katowic. Który polegał na tym, że hokeiści Jacka Płachty byli wybitnie rozkojarzeni. Trudno bowiem wytłumaczyć to, że dwa gole wicelider rozgrywek PHL stracił w… osłabieniu, ale po kolei.
Najpierw niefrasobliwość „GieKSy” wykorzystał Michał Kalinowski, który pognał na bramkę Johna Murraya i doprowadził do wyrównania. Chwilę później katowiczanie znów prowadzili, ale na początku drugiej tercji popełnili kolejny koszmarny błąd podczas gry w przewadze. „Artystą” odpowiedzialnym za drugie trafienie dla Torunia okazał się Carl Hudson. Zabrał mu bowiem krążek Robert Arrak i znów był remis. Niedługo potem GKS nie popełnił już takiego błędu, wykorzystał grę w przewadze, i trzeci raz w tym spotkaniu „GieKSa” objęła prowadzenie. Jak się później okazało po raz ostatni, bo reszta meczu należała do Torunia. Konsternacja w katowickim obozie nastąpiła na początku trzeciej tercji. Kiedy to Kamil Kalinowski potrzebował zaledwie 12 sekund od wznowienia gry, by wpisać się na listę strzelców. Miała Energa w tej sytuacji sporo szczęścia, bo krążek po strzale napastnika trafił w Grzegorza Pasiuta i kompletnie zmylił Murraya.
Katowiczanie szybko odrobili straty, bo Jakub Wanacki zachował najwięcej zimnej krwi w podbramkowym zamieszaniu. Remis 4:4 wskazywał na to, że końcówka spotkania będzie niezwykle zacięta. I tak taż było. GKS starał się dominować, stwarzał sytuacje, ale po raz kolejny nadział się na kontrę. Którą, tym razem, skutecznym strzałem wykończył Kamil Kalinowski, który zasłużył na miano bohatera toruńskiego zespołu. Co oznacza porażka GKS-u Katowice poza tym, że drużyna ta nie zagra w finale Pucharu Polski? To, że po pięciu latach trofeum opuści Górny Śląsk. W 2016 i 2017 roku po Puchar sięgał bowiem GKS Tychy. A trzy ostanie edycje zmagań należały do JKH GKS-u Jastrzębie.
GKS Katowice – Energa Toruń 4:5 (2:1, 1:2, 1:2)
hokej.net – Niespodzianka w półfinale! Torunianie pokonali GieKSę
[…] Katowiczanie na początku byli stroną aktywniejszą i bardziej kreatywną. Conrad Mölder nie mógł narzekać na brak pracy i skapitulował już po 159 sekundach. Spod linii niebieskiej uderzył Kalle Valtola, a tor lotu krążka sprytnie zmienił Patryk Wronka.
Ten gol jeszcze mocniej zmotywował GieKSę, która chwilę później stworzyła sobie kilka dobrych okazji. Po uderzeniu Anthona Erikssona, któremu dogrywał Patryk Krężołek, guma ostemplowała słupek i wyszła w pole. Arbitrzy dla pewności sprawdzili jeszcze zapis wideo, a po analizie rozłożyli ręce, obwieszczając, że gola nie było.
Torunianie, schowani za podwójną gardą, swoich szans szukali w kontratakach. Po jednym z nich, wykonanym w 16. minucie podczas gry w osłabieniu, doprowadzili do wyrównania. Pięknym uderzeniem z prawego bulika popisał się Michał Kalinowski, a John Murray nie zdołał w porę zareagować.
Podopieczni Jacka Płachty już po 74 sekundach wrócili na prowadzenie po efektownej akcji Bartosza Fraszki. 26-letni skrzydłowy przejechał z krążkiem połowę tafli i popisał się precyzyjnym uderzeniem ze slotu.
Tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony karę zarobił Robert Korczocha. To wykluczenie przeszło na drugą część gry i katowiczanie mieli okazję do tego, by podwyższyć prowadzenie. Tymczasem, po raz drugi w tym spotkaniu, stracili gola w liczebnej przewadze. Błąd Carla Hudsona we własnej tercji wykorzystał Robert Arrak, który w sytuacji sam na sam skutecznie wymanewrował Johna Murraya i umieścił gumę w siatce.
Później wykluczenie zarobił Michał Kalinowski i wielu toruńskich kibiców z pewnością liczyło na to, że katowiczanie popełnią jeszcze jeden błąd podczas rozgrywania przewagi. Nie pozwolił na to Patryk Wronka, który zaskoczył Conrada Möldera precyzyjnym uderzeniem w okienko i przywrócił prowadzenie GieKSie.
Golkiper „Stalowych Pierników” chwilę później do końca drugiej odsłony miał co robić. Udało mu się obronić choćby dwie sytuacje sam na sam: najpierw z Bartoszem Fraszką, a następnie z Grzegorzem Pasiutem i kilka kąśliwych strzałów.
W końcówce podopieczni Jussiego Tupamäkiego wykorzystali okres gry w przewadze i na tablicy świetlnej znów był remis. Johna Murraya uderzeniem z nadgarstka pokonał Henri Limma.
W trzeciej odsłonie mecz toczył się według zasady cios za cios. Już 12 sekund po jej rozpoczęciu torunianie wyszli na prowadzenie. Patryk Kogut wywalczył krążek za bramką, zagrał do Kamila Kalinowskiego, który uderzył z bekhendu. Guma odbiła się jeszcze od łyżwy Grzegorza Pasiuta i wpadła do siatki.
Trzy minuty później mieliśmy znów remis. Do akcji ofensywnej ładnie podłączył się Jakub Wanacki i zdobył dla swojego zespołu czwartego gola.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się 54. minuta. Wówczas katowiczanie popełnili błąd w obronie, a Patryk Kogut zagrał do Kamila Kalinowskiego. Kapitan „Stalowych Pierników” zaskoczył Johna Murraya.
Trener Jacek Płachta starał się ratować sytuację i na minutę przed końcem zdecydował się wykonać manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on jednak zamierzonego efektu. Do finału awansowali torunianie!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze