Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mass mediów o GieKSie: Ten napastnik ma niecodzienną umiejętność. Jeśli poprawi skuteczność to…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Spotkanie piłkarek GieKSy ze względu na wniosek Rekordu Bielsko-Biała, z którym miały rozegrać mecz, został przełożony na 24 listopada. Najbliższy mecz drużyna zagra z mistrzyniami Polski zespołem Czarnych Sosnowiec w Katowicach 13 listopada. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu spotkanie ligowe, w którym wygrali 1:0 z pretendentem do awansu Koroną Kielce. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

W szóstej kolejce PlusLigi siatkarze przegrali na wyjeździe z Cuprum Lubin 1:3. Kolejne spotkanie zespół rozegra, w Katowicach, z Cerrad ENEA Czarni Radom, w piątek 12.11.2021 roku o godzinie 17:30.

Hokeiści rozegrali dwa mecze, oba wygrane. W czwartek w Nowym Targu z Podhalem 6:1, oraz w niedzielę, z Ciarko STS Sanok 5:2. Nasza drużyna jest w dalszym ciągu liderem rozgrywek z przewagą pięciu punktów nad RE-Plast Unią (Unia ma jeden mecz mniej).

 

PIŁKA NOŻNA

bts.rekord.com.pl – Odwołane/przełożone mecze „Rekordzistek”

Nie odbędzie się w zaplanowanym, sobotnim terminie mecz żeńskiej Ekstraligi: Rekord – GKS Katowice.

Spotkanie pierwotnie zaplanowane na najbliższą sobotę, za zgodą Departamentu Piłkarstwa Kobiecego PZPN oraz katowickiego klubu przełożone zostało na środę, 24 listopada br., na godz. 12:00.

Potwierdzono również termin meczu 1/32 Pucharu Polski pomiędzy obu zespołami. Do potyczki Rekordu z GKS-em, której stawką jest awans do II rundy rozgrywek pucharowych, ma dojść w środę 17.11.2021 r. (godz. 12:00). W przypadku obu spotkań – pucharowego i ligowego – mecze odbędą się na obiekcie przy ul. Startowej 13.

 

sport.interia.pl – Ten napastnik ma niecodzienną umiejętność. Jeśli poprawi skuteczność to…

GKS Katowice dawno nie miał piłkarza, który tak łatwo dochodziłby do pozycji strzeleckich i stwarzał groźne sytuacje. Na razie problem w tym, że Patryk Szwedzik niewiele jeszcze z nich wykorzystuje. Jeśli jednak poprawi skuteczność – może być o nim głośno.

Patryk Szwedzik to 19-letni talent z GKS-u Katowice. Jeszcze niedawno znali go nieliczni, dziś coraz więcej zależy od niego w grze I-ligowej drużyny. Jego charakterystyczną cechą jest wyjątkowa łatwość w dochodzeniu do sytuacji bramkowych. Na razie wiele z nich marnuje, ale na Bukowej wierzą, że to się zmieni.

W sezonie 2018/19 zagrał w lidze 10 razy, w wyjściowej jedenastce raz – strzelił jednego gola. W sezonie 2019/20 zagrał w lidze 12 razy, ani razu w wyjściowej jedenastce – gola nie strzelił. W obecnym sezonie 2020/21 zagrał na razie w lidze 10 razy na 15 kolejek, a wyjściowej jedenastce pięć razy – strzelił dotąd trzy gole. Miejsce w pierwszym składzie GieKSy ma od niespełna miesiąca. 9 października wyszedł w podstawowym składzie w derbowym meczu z GKS-em Tychy i od razu zdobył dwa gole. Z jednej strony bohater, z drugiej sam zapewne czuł niedosyt, bo mógł w tym meczu zdobyć jeszcze ze dwie bramki, jego drużyna wtedy wygrałaby a nie zremisowała.

Podobnie było w kolejnych spotkaniach. W meczach ze Skrą Częstochowa, Puszczą Niepołomice, pucharowym z Niecieczą, czy w ostatnim weekendowym spotkaniu z Jastrzębiem wychowanek Miedzi Legnica, od 2017 roku (miał wtedy 16 lat) – w GKS-ie Katowice, miał okazje na kolejne bramki. Nie zdołał ich jednak wykorzystać.

Z jednej strony można narzekać na skuteczność tego piłkarza. Z drugiej jednak pamiętając, że ciągle jest nastolatkiem – doceniać, że ma wyjątkową intuicję oraz nosa żeby w sytuacjach z których może paść bramka tak często się znajdować. Trener Rafał Górak docenia tego piłkarza.

– Patryk jest ze mną trzeci sezon. Na początku był szczuplutkim chłopaczkiem z akademii. To, że ma niezwykłą umiejętność uwalniania się od obrońców i znajdowania się w wolnych przestrzeniach to wiedzieliśmy od razu. Żeby podołać wymogom seniorskiej piłki oczywiście musiał zmężnieć. Rozwój opóźniła jednak złamana noga, potem uraz mięśniowy. W Patryku podoba mi się fakt, że porządnie, uczciwie pracuje, że zdaje sobie sprawę z braków i wie, że wszystko przecież przed nim a nie za nim – mówi „Interii” Rafał Górak.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Siatkarzom GKS-u Katowice zabrakło sił

Jeżeli 10 dni przebywa się na przymusowej kwarantannie z powodu koronowirusa lub leczy kontuzje – to trudno marzyć, by dysponować pełnymi siłami.

A tak jest w przypadku siatkarzy GKS-u Katowice, którzy pojechali do Lubina już w liczniejszymi składzie, ale ozdrowieńcami. Ostatecznie GKS przegrał 1:3, ale to wynikało z braku sił. Katowiczanie dzielnie walczyli, ale nie byli w stanie zrobić nic więcej.

Katowiczanie w 1. secie przegrywali już 21:24, ale potrafili się zmobilizować i odwrócili jego losy. Przy stanie 24:25 „sokolim okiem” popisał się trener Grzegorz Słaby, że dojrzał dotknięcie siatki i tak też było. Katowiczanie doprowadzili do remisu 25:25 i ostatnie słowa należało do Gonzalo Quirogi oraz blok GKS-u.

Jednak kolejne odsłony zostały zapisane po stronie gospodarzy, którzy byli zdecydowanie lepsi w ataku i  w każdym secie spokojnie budowali swoją przewagę. Potrafili sobie wypracować przewagę i potem skrzętnie je pilnowali. Gospodarze w pełni wykorzystali problemy zdrowotne przyjezdnych. Wynik poszedł w świat i po jakimś czasie nikt nie będzie pamiętał, że ekipa GKS-u przed wyjazdem do Lubina zaliczyła jeden (!) trening w pełnym składzie.

Z kolei siatkarze z Kędzierzyn-Koźla w meczu z silnym zespołem Asseco Resovii oddali tylko seta. Na inaugurację przegrali dość wyraźnie, bo mieli problemy w przyjęciu i to się przełożyło na skuteczność w ataku. Jednak turbulencje w grze zostały opanowane i kolejne odsłony zostały zapisane po stronie gospodarzy. ZAKSA  utrzymała miano niepokonanej drużyny w PlusLidze.

Cuprum Lubin – GKS Katowice 3:1 (25:27, 25:20, 25:19, 25:19)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Kapitan-instytucja

[…] Grzegorz Pasiut, lider oraz kapitan GKS-u Katowice, od początku sezonu utrzymuje się w wysokiej formie i jest kołem zamachowym swojej drużyny. W meczu z „Szarotkami” uzyskał hat trick i dołożył asystę. Kapitan-instytucja – takie stwierdzenie pasuje jak ulał do Pasiuta. „Szarotki” dzielnie walczyły i do 48 min przegrywały zaledwie 0:2

Nowotarżanie mają wiele problemów organizacyjno-finansowych i do meczu z GKS-em przystąpili bez ciągle kontuzjowanego Bartłomieja Neupauera. Goście uchodzili za zdecydowanego faworyta i dość szybko to potwierdzili. Gdy do boksu kar powędrował Robert Mrugała, katowiczanie od razu przystąpili do ataku. Obrońca gospodarzy przebywał tylko 43 sek. na ławie, bo Grzegorz Pasiut po raz pierwszy pokonał Pawła Bizuba.

Goście posiadali sporą przewagę, zaś golkiper „Szarotek” miał sporo szczęścia. W 12 min Carl Hudson uderzył w słupek, zaś w 15 min Pasiut trafił w poprzeczkę. A na początku tej tercji Mateusz Bepierszcz nie trafił do pustej bramki, bo uderzył niezbyt precyzyjnie i krążek minął słupek. Katowiczanie grali szybko i pomysłowo, ale wynik zupełnie tego nie odzwierciedlał. Natomiast gospodarze starali się nawiązać walkę, ale tylko kilka razy pojawili się pod bramką Johna Murraya.

Trudne chwile w 2. odsłonie mieli jedni i drudzy. W 28:02 Anthon Eriksson był faulowany przez Filipa Wielkiewicza i chwilę potem wykonywał rzut karny, ale trafił w bramkarza „Szarotek”. W 33:01 min gospodarze przez 53 sek. mieli grać we trzech, bo w boksie kar do Jakuba Worwy dołączył Maciej Sulka.

Trener Jacek Płachta natychmiast wziął czas i rozrysował akcję. Upłynęło zaledwie 25 sek. gdy Hudson popisał się uderzeniem pod poprzeczkę, zdobywając 7. gola w sezonie. W 37 min role się odwróciły, ale gospodarze mizernie zaprezentowali się w podwójnej przewadze (kary dla Murraya i Jakimienki). A potem Murray znów dostał podwójną karę mniejszą za spowodowanie upadku przeciwnika. I znów były trudne momenty dla gości.

Ostatnią tercję katowiczanie musieli grać prze 2:45 min w „4”, ale zdołali się obronić. Dodajmy, że mieli ułatwione zadanie, bo gospodarze nie byli w stanie zaskoczyć rywali niekonwencjonalną akcję. A Pasiut upolował hat trick i zupełnie rozmontował gospodarzy, którzy tracili kolejne gole. Jednak Murray nie uzyskał 2. „czystego” konta, bo pokonał go Fabian Kapica. Katowiczanie zaliczyli „planowe” zwycięstwo, ale byli wściekli, że stracili gola w przypadkowych okolicznościach.

 

hokej.net – Pewne zwycięstwo GieKSy w Sanoku

Hokeiści Ciarko STS Sanok przegrali w niedzielnym spotkaniu z liderem tabeli GKS Katowice 2:5. Ojcem zwycięstwa był Patryk Wronka, który zdobył dwie bramki i przy dwóch asystował.

W bramce gospodarzy mecz rozpoczął Filip Świderski, któremu szansę dał sztab szkoleniowy. Przy pierwszej bramce zdobytej w przewadze przez Macieja Kruczka w 9 minucie nie miał nic do powiedzenia. Doświadczony obrońca przymierzył z bulika pod poprzeczkę. Katowiczanie przez całą tercję kontrolowali jej przebieg i nie pozwolili na zbyt wiele gospodarzom. W końcówce odsłony podkreślili swoją dominację zdobywając dwie bramki. Najpierw Anthon Eriksson zaskoczył „Świdera” strzałem zza obrońcy a następnie tuż przed przerwą Patryk Wronka miał na tyle miejsca że uderzył pod poprzeczkę.

[…] Na drugą tercję trener Marek Ziętara do gry desygnował już Patrika Spěšnego. I to gospodarze mogli w tą odsłonę wejść z golem. Jednak Mateusz Wilusz przegrał sytuację sam na sam z Johnem Murrayem. Minutę później Igor Smal objechał bramkę i trafił w słupek. Jedyny gol w tej tercji padł w 34 minucie gdy zza bramki Grzegorz Pasiut nagrał idealnie w tempo do nadjeżdżającego Patryka Wronki.

Ostatnie dwadzieścia minuta nie przyniosło już takiego tempa jak w pierwszej fazie meczu. Ale już w pierwszej minucie katowiczanie dwa razy stanęli oko w oko ze Spěšným. Jednak czeski bramkarz wygrał pojedynki z Grzegorzem Pasiutem i Patrykiem Krężołkiem. Sanoczanie jednak się nie poddali aby zdobyć bramkę. I tak się stało w 46 minucie gdy Eemeli Piippo huknął spod niebieskiej nie do obrony. Była to pierwsza bramka fińskiego defensora w swoim 53 spotkaniu w Polskiej Hokej Lidze. Najlepszy w tym dniu na lodzie Patryk Wronka zgubił na niebieskiej balansem ciała dwóch zawodników i zagrał na bulik do Grzegorza Pasiuta. Doświadczony napastnik skutecznie uderzył z nadgarstka po długim rogu. Gospodarzy stać było na jeszcze jedną bramkę gdy minutę przed końcem spotkania Aleksi Hämäläinen trafił do pustej bramki po zagraniu Toniego Henttonena.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga