Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu GieKSa-Zagłębie: Gorąca atmosfera przy Bukowej podczas Świętej Wojny. Była też specjalna oprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec. GieKSa wygrała 3:2 (0:2).

 

sportdziennik.com – Przy Bukowej wojna co się zowie!

Ponad 3 i pół tysiąca widzów na trybunach, emocje, gole, zwroty akcji i come back gospodarzy od 0:2 do 3:2. To był znakomity klasyk przy Bukowej, po którym katowiczanie mogli świętować pierwszą od 3 lat domową wygraną w pierwszej lidze.

[…] Upływał drugi kwadrans, gdy Jędrych w narożniku pola karnego sprowadził do parteru Patryka Bryłę. Nie była to czysta „jedenastka”, ale sędzia Dominik Sulikowski nie wahał się, wskazując na 11. metr. Kudła zdołał obronić uderzenie Szymona Sobczaka. Powinien w zasadzie złapać piłkę, lecz ostatecznie wygarnął ją prawą ręką. Sosnowiczanie reklamowali, że stało się to już za linią. Nawet telewizyjne powtórki nie rozstrzygały tego klarownie.

Konsultacja gdańskiego arbitra z wozem VAR trwała ponad 2 minuty. Decyzja nie była czarno-biała: rozjemcy zdezorientowali publikę, uznając, że ważniejsze jest to, co wydarzyło się przed linią: a tam jeszcze zanim z „wapna” uderzył Sobczak, znalazł się golkiper GieKSy! Jedenastka musiała zostać zatem powtórzona. Tym razem skutecznie wykonał ją Maciej Ambrosiewicz. Kudła zmienił róg, kapitan Zagłębia przymierzył w ten sam, co wcześniej Sobczak.

[…] Nieudany występ w Opolu skłonił trenera Kazimierza Moskala, przed laty prowadzącego GKS, do dwóch roszad w składzie. Za Joao Oliveirę i Maksymiliana Banaszewskiego od pierwszej minuty posłał w bój Quentina Seedorfa i Wojciecha Szumilasa. Obaj brali udział w akcji, która dała Zagłębiu drugiego gola. Podwyższyło prowadzenie jeszcze przed przerwą. Odebrało piłkę na połowie GKS-u i szybko ją rozegrało. Szumilas miał przed polem karnym sporo czasu i miejsca. Uderzył lewą nogą w długi róg. Kudła był bez szans.

Trzeci raz w czwartym meczu przy Bukowej odnotowaliśmy zatem wynik 2:0 dla którejś ze stron. Gospodarze prowadzili tu z Resovią, przegrywali z Podbeskidziem, oba te spotkania kończyły się remisem 2:2. Tym razem po premierowych trzech kwadransach na powtórkę niewiele wskazywało. O ile mimo braku zwycięstw w każdym z dotychczasowych występów w roli beniaminka GieKSa mogła się podobać – nawet tych z Miedzią i Sandecją, w których nie zdobyła bramki – o tyle z sosnowiczanami nie potrafiła rozwinąć skrzydeł.

Nic nie zwiastowało come backu, jaki miał nadejść, ale zwiastować nie mogło, skoro przed przerwą nie oddała nawet celnego strzału, a najgroźniejszą okazję stworzyła dopiero w ostatnich sekundach, gdy Adrian Błąd spudłował głową po centrze Rafała Figiela. Ten drugi na II połowę już nie wybiegł, podobnie jak Szymon Kiebzak, którego zmienił Krystian Sanocki.

Ale drużyny Rafała Góraka nie należy skreślać i szybko przypomniała to wszystkim tym, którzy w przerwie to uczynili. Ruszyła z pasją do przodu, ofensywę orzeźwiło wejście Sanockiego, a przykład tego, jak grać, dał najstarszy w GieKSie Arkadiusz Woźniak. Znów zagrał na prawej obronie, a jego wejścia w pole karne rozmontowywały sosnowiecką ofensywę. Najpierw wykończył centrę Sanockiego uderzeniem pod poprzeczkę, potem zanotował asystę przy trafieniu błyskotliwego Filipa Szymczaka. Jeden z kibiców na trybunie głównej, fetując gola napastnika wypożyczonego z Lecha, aż z impetem wylał na schody sektora vip piwo z plastikowego kubka.

Dopiero roztrwonienie zaliczki z I połowy sprawiło, że Zagłębie próbowało odzyskać rytm. W 73 minucie ile sił w nogach kropnął z 13 metrów Dawid Gojny i „zadzwoniła” poprzeczka bramki Kudły, który po kilku minutach świetnie zatrzymał dryblującego w polu karnym Quentina Seedorfa. Gol padł po przeciwnej stronie boiska, w roli głównej wystąpił Marcin Urynowicz. Bukowa odleciała.

Trener sosnowiczan w Opolu mówił, że jego zespół nie dojechał na I połowę. W Katowicach nie wyszedł z szatni. GieKSa mogła świętować pierwszą po ponad trzech latach domową wygraną w I lidze, pierwszą po awansie. Po latach podlanych frustracją pierwszoligowych męczarni katowiccy kibice doczekali się drużyny, którą po prostu chce się wspierać i oglądać, bez zastanawiania, ile brakuje do awansu i kiedy ekstraklasa. Obwieszczamy: Bukowa to na starcie sezonu stolica pierwszoligowych widowisk!

 

zaglebie.sosnowiec.pl – Nie dojechali na drugą połowę

Zagłębie do przerwy prowadziło w Katowicach 2:0, ale druga część spotkania należała do gospodarzy, którzy szybko odrobili straty, a w końcówce zadali decydujący cios.

[…] Sosnowiczanie udali się do Katowic, aby zatrzeć złe wrażenie po czwartkowym spotkaniu w Opolu. Po nim trener Kazimierz Moskal powiedział, że Zagłębie nie dojechało na mecz. Dziś można stwierdzić, że sosnowiczanie nie dojechali na drugą połowę. To właśnie wtedy pozwolili gospodarzom wrócić do meczu i uwierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone.

[…]Już w pierwszych pięciu minutach na boiskach działo się wiele, co mogło zwiastować, że kibice zgromadzeni na trybunach na Bukowej (niestety, znowu nie było w Katowicach fanów Zagłębia) i przed ekranami Polsatu Sport, obejrzą ciekawe spotkanie. I tak faktycznie było, choć w samej pierwszej połowie nie było zbyt wielu celnych strzałów. Jako pierwszy Dawida Kudłę sprawdził w 8. minucie strzałem zza pola karnego Szymon Sobczak. Najlepszy strzelec Zagłębia trzynaście minut później po raz kolejny uderzał na bramkę gospodarzy, ale tym razem bramkarza wyręczył Grzegorz Janiszewski, który stanął na drodze piłce.

W 26. minucie Dawid Gojny zagrał w pole karne do Patryka Bryły, którego sfaulował kapitan GKS-u Arkadiusz Jędrych. Sędzia Dominik Sulikowski podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Szymon Sobczak, który tydzień temu w Polkowicach wykorzystał „jedenastkę”. Po strzale Sobczaka piłka przeturlała się pod ramieniem Dawida Kudły, który zdołał ją przykryć dłonią. Pozostało tylko pytanie – czy futbolówka najpierw nie przekroczyła linii bramkowej. Sędziowie w wozie VAR chyba nie byli do końca pewni, czy należy uznać bramkę, czy nie, więc „kompromisowo” uznali, że rzut karny musi być powtórzony, bo nie było wątpliwości co do tego, że bramkarz gospodarzy za wcześnie oderwał obie nogi od linii bramkowej. Szymon Sobczak już nie podszedł do powtórki. Piłkę ustawił Maciej Ambrosiewicz i po strzale kapitana sosnowiczan futbolówka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.

W doliczonym czasie pierwszej połowy Zagłębie prowadziło już dwoma bramkami. Wojciech Szumilas podał do Szymona Sobczaka, któremu piłkę spod nóg wybił Grzegorz Rogala. Futbolówka wróciła do Szumilasa, a ten przymierzył lewą nogą zza pola karnego i Dawid Kudła po raz drugi został zmuszony do kapitulacji.

Jeszcze przed przerwą katowiczanie byli bliscy zdobycia kontaktowego gola, ale po dośrodkowaniu Rafała Figla nad bramką główkował Adrian Błąd. Na drugą połowę meczu w ekipie z Katowic nie wyszli Rafał Figiel i Szymon Kiebzak. Zastąpili ich Marcin Urynowicz i Krystian Sanocki. Jak się potem okazało, Rafał Górak trafił ze zmianami w dziesiątkę.

W 53. minucie Krystian Sanocki dośrodkował z lewej strony boiska, a Patryk Bryła odpuścił krycie Arkadiusza Woźniaka, który wbiegł w pole bramkowe i na dalszym słupku zamknął akcję strzałem, po którym Kamil Bielikow musiał wyciągać piłkę z siatki. Pięć minut po stracie bramki Zagłębie przeprowadziło kontrę, którą zainicjował świetnym podaniem Quentin Seedorf. Niestety, Patrykowi Bryle zabrakło dokładności w podaniu do Szymona Sobczaka i akcję przerwał w polu karnym Danian Pawłas.

Drugą bramkę udało się za to strzelić gospodarzom. W 62. minucie Filip Szymczak miał zbyt wiele swobody przed polem karnym i zdołał dokładnie zagrać na prawą stronę pola karnego do Arkadiusza Woźniaka. Patryk Bryła tym razem zdążył za prawym obrońcą GKS-u, ale nie zdołał zapobiec podaniu wszerz pola bramkowego, a akcję strzałem lewą nogą w krótki róg wykończył Szymczak, który zdołał wbiec pod bramkę.

Po stracie drugiej bramki przez Zagłębie trener Kazimierz Moskal wprowadził na boisko Maksymiliana Banaszewskiego, który w ciągu zaledwie siedmiu minut pobytu na placu gry przeprowadził trzy świetne akcje. Zaczął od wymiany podań z Quentinem Seedorf, po którym Holender zamiast strzelać, zdecydował się na podanie, które nie znalazło adresata. W 72. minucie Banaszewski wyłożył piłkę Dawidowi Gojnemu, który z 13 metrów trafił w poprzeczkę, a po czterech kolejnych minutach podał do Quentina Seedorfa, a ten w polu karnym ograł dwóch stoperów gospodarzy i strzelił na bramkę. Świetną interwencją popisał się w tej akcji Dawid Kudła.

„Blaszok” oszalał za radości w 81. minucie. Z lewej strony boiska dośrodkował Adrian Błąd. Dawid Gojny wygrał powietrzny pojedynek z Filipem Kozłowskim, ale po jego zagraniu piłka trafiła do Marcina Urynowicza, który uciekł Wojciechowi Szumilasowi i oddał strzał na bramkę Zagłębia. Piłka jeszcze odbiła się rykoszetem od interweniującego Dawida Gojnego i wpadła do bramki.

Kazimierz Moskal na stratę bramki zareagował potrójną zmianą. Na boisko weszli Adrian Troć, Mateusz Machała i João Oliveira. Z tej trójki najlepiej można ocenić młodego Trocia, który grał bez kompleksów, próbował szarpać na prawym skrzydle i raz po jego dośrodkowaniu do piłki nie zdążył Alex Tanque.

W pierwszych pięciu meczach w sezonie Zagłębie zdobyło tylko cztery punkty. Prezydent Arkadiusz Chęciński już zapowiedział rozliczenia i konkretne decyzje na początku września.

 

dziennikzachodni.pl – Gorąca atmosfera przy Bukowej podczas Świętej Wojny. Była też specjalna oprawa

W niedzielę 22.08.2021 r. przy Bukowej rozgrywane były pierwszoligowe derby województwa śląskiego GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec. Kibice w szczególny sposób traktują tę Świętą Wojnę, dlatego piłkarze GieKSy mogli liczyć na gorący i liczny doping. Fani przeżyli wielkie emocje w meczu pełnym zwrotów akcji.

[…] W niedzielę przy Bukowej zabrakło sympatyków Zagłębia (mecz bez udziału zorganizowanej grupy kibiców gości). Byli natomiast zaprzyjaźnieni z GieKSą fani Górnika Zabrze.

[…] Od początku kibice GKS-u głośno wspierali swój zespół, choć nie brakowało też niecenzuralnej przyśpiewki pod adresem klubu gości.

Fani GieKSy przygotowali też specjalną oprawę dedykowaną sosnowiczanom.

Na trybunach zawrzało po sytuacji, kiedy sędzia, po konsultacji z VAR-em zarządził powtórzenie rzutu karnego dla Zagłębia. W 31. minucie goście prowadzili 1:0. O co chodziło?

Arkadiusz Jędrych sfaulował Patryka Bryłę i sędzia podyktował rzut karny. Piłka po strzale Szymona Sobczaka przetoczyła się pod ręką Dawida Kudły, który jednak złapał ją tuż za linią bramkową lub jeszcze w stycznością z nią. Tę wątpliwość miał wyjaśnić VAR, ale zarządzono powtórkę karnego, bo bramkarz GieKSy za szybko wyszedł z bramki. Ciężar odpowiedzialności tym razem wziął na siebie kapitan Zagłębia Maciej Ambrosiewicz i było 0:1. Kudła jeszcze protestował za co dostał żółtą kartkę.

GieKSa przegrywała do przerwy 0:2, ale w 53. minucie Arkadiusz Woźniak zdobył bramkę kontaktową i kibice znów głośno dopingowali. Na Bukowej było jeszcze głośniej, gdy Filip Szymczak doprowadził do wyrównania! Kiedy Marcin Urynowicz strzelił na 3:2 katowiccy fani szaleli ze szczęścia!

 

sport.interia.pl – Co za emocje! GKS Katowice „zmartwychwstał” w meczu z Zagłębiem Sosnowiec

Pierwszy tak mecz po trzech latach: GKS Katowice w sąsiedzkim pojedynku w niecodziennych okolicznościach pokonał Zagłębie Sosnowiec! Pierwszoligowy mecz był wyjątkowo emocjonujący. Katowiczanie po pierwszej połowie przegrywali 0-2 by wygrać 3-2! Warto było zobaczyć ten mecz. Emocjonalny rollercoaster, wiele efektownych akcji i pięknych strzałów. O tym spotkaniu będzie pamiętać się długo.

Na ten mecz region – a właściwie dwa regiony – czekały trzy lata. Ostatni raz w lidze GKS zmierzył się z Zagłębiem w marcu 2018 roku. W Wielką Sobotę wygrała GieKSa po bramce Adriana Błąda, ale na koniec rozgrywek cieszyło się Zagłębie, bo wywalczyło wtedy awans do Ekstraklasy. Od tego czasu obaj rywale nie mierzyli się w tej samej klasie rozgrywkowej. Aż do teraz.

[…] Oba zespoły od początku zaatakowały i miały okazję w pierwszych dwóch minutach. Bolączką były niecelne podania ze skrzydeł, po których piłka nie miała szans trafić do piłkarzy czekających na nią w polu karnym. W 21.minucie Zagłębie mogło prowadzić, ale w ostatniej chwili Grzegorz Janiszewski zablokował strzał Szymona Sobczaka. W rewanżu Kudła po złapaniu piłki dalekim wykopem podał do rozpędzonego Błąda, którego goniło sześciu graczy Zagłębia! Dogonili…

W 26.minucie Jędrych w niegroźnej sytuacji sfaulował w polu karnym Patryka Bryłę. Sędzia podyktował karnego. Uderzał Sobczak, wydawało się, że Kudła obronił piłkę, ale ta… pod nim powolutku toczyła się w stronę bramki i przekroczyła linię bramkową. Kudła natychmiast piłkę wybił chcąc wznowić grę, ale do akcji wkroczył VAR. Zdecydował o… powtórce, bo Kudła przy strzale za wcześnie opuścił linię bramkową. Powtórkę karnego bezbłędnie wykonał Maciej Ambrosiewicz.

GieKSa chciała natychmiast wznowić grę, sosnowiczanie byli już na swojej połowie, ale sędzia przerwał grę a za protesty kartką ukarał wściekłego Kudłę. W 35. minucie stadion zakrzyknął z radości, myśląc, że padła wyrównująca bramka, ale po strzale Rafała Figiela piłka trafiła w boczną siatkę. Zagłębie mogło wbić drugą bramkę, z dystansu kilka razy próbował Dawid Gojny, ale nie miał szczęścia. GieKSa nie podniosła się aż do końca pierwszej połowie – niewidoczne były skrzydła, nie ciągnął kolegów jak zazwyczaj Adrian Błąd. A Zagłębie zakończyło połowę mocnym akcentem: efektowny i celny strzał w róg oddał Wojciech Szumilas. Tuż przed końcem pierwszej połowy gola mógł strzelić głową Błąd, ale piłka minęła poprzeczkę. Katowiczanie nie mogli mieć pretensji, że przegrywali: nie oddali celnego strzału, rywale – cztery.

Druga połowa wyglądała inaczej, katowiczanie wyszli na nią całkowicie odmienieni. Rafał Górak wprowadził dwie zmiany i to było dobre posunięcie. Właśnie jeden z rezerwowych miał duży wpływ na zdobycie przez gospodarzy w 53.minucie kontaktowej bramki. Krystian Sanocki najpierw oddał groźny strzał a po chwili bardzo dobrze zacentrował i nadbiegający Arkadiusz Woźniak uderzył pod poprzeczkę. Trybuny się zatrzęsły a potem zaczęły dopingować gospodarzy ze zdwojoną (albo nawet z pięciokrotnioną) energią. Marzenia się spełniły: Filip Szymczak potwierdził wielki talent; wypożyczony z Lecha Poznań młodziutki piłkarz w efektowny sposób rozpoczął i sfinalizował akcję. Dogrywał mu Woźniak. 2-2!

Kibice chcieli jeszcze jednej bramki i GieKSa… omal jej nie straciła: w 72. minucie Gojny oddał bardzo mocny strzał, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Piłkarze Katowic jednak wierzyli do końca, nie poddawali się i… udało się! Gola dającego zwycięstwo sprytnie strzelił Marcin Urynowicz!

 

sport.onet.pl – Niesamowita pogoń GKS-u. Beniaminek lepszy w derbach

Niesamowity scenariusz towarzyszył spotkaniu GKS-u Katowice z Zagłębiem Sosnowiec w 5. kolejce Fortuna I ligi. Sosnowiczanie do przerwy prowadzili 2:0, aby ostatecznie przegrać 2:3. To co wydarzyło się w drugiej części meczu na długo pozostanie w pamięci katowickich kibiców.

[…] Lepiej spotkanie rozpoczęło się dla sosnowiczan. W 26. minucie kapitan GKS-u, Arkadiusz Jędrych nieprzepisowo powstrzymywał we własnym polu karnym Patryka Bryłę i sędzia wskazał na jedenasty metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł Szymon Sobczak. Jego strzał obronił Dawid Kudła, ale po interwencji spadł na futbolówkę, która zaczęła toczyć się w kierunku linii bramkowej. Golkiper gospodarzy zdołał ją złapać, ale piłkarze Zagłębia twierdzili, że piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Po dłuższej analizie VAR sędzia Dominik Sulikowski zarządził… powtórkę wykonania rzutu karnego, dopatrując się błędu Kudły, który za szybko wyszedł z linii bramkowej przed strzałem napastnika Zagłębia. Drugą próbę skutecznie na bramkę zamienił Maciej Ambrosiewicz.

Przed przerwą goście podwyższyli prowadzenie. W doliczonym czasie gry precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się Wojciech Szumilas i sosnowiczanie prowadzili 2:0.

Po przerwie GKS odwrócił losy spotkania. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat i w 53. minucie kibice na stadionie przy Bukowej mieli pierwsze powody do radości. W pole karne Zagłębia centrował wprowadzony od początku drugiej połowy Krystian Sanocki, a na długim słupku znalazł się Arkadiusz Woźniak, który trafił do siatki rywali. Katowiczanie poszli za ciosem i kilka minut później ponownie sforsowali sosnowiecką defensywę. Po zagraniu Woźniaka tym razem na listę strzelców wpisał się Filip Szymczak i na tablicy wyników był już remis.

Zagłębie otrząsnęło się z przewagi katowiczan i kilkukrotnie zagroziło bramce miejscowych, ale ostatnie słowo należało do beniaminka. W 81. minucie Kamil Bielikow musiał ponownie wyciągać piłkę z siatki, a decydującą bramkę zdobył Marcin Urynowicz.

 

polsatsport.pl – Trener GKS Katowice: Byliśmy jak AC/DC

– Byliśmy dziś jak rock and roll, jak AC/DC – ocenił trener piłkarzy 1-ligowego GKS Katowice Rafał Górak. Jego zespół na własnym stadionie pokonał Zagłębie Sosnowiec 3:2, choć przegrywał do przerwy 0:2.

[…] Trener gości Kazimierz Moskal podkreślił, że mecz mógł się podobać kibicom. Przywołał siatkarską maksymę, mówiącą, że jeśli zespół nie chce wygrać 3:0, to przegrywa 2:3, która znalazła potwierdzenie w futbolu.

 – Decydowały detale, końcówka meczu była dla nas brutalna – zaznaczył.

 

zaglebie.eu – A mogło być tak pięknie!

Piłkarze Zagłębie przegrali na Bukowej z GKS-em Katowice 2:3 (2:0). Po pierwszej połowie wydawało się, że sosnowiczanie wygrają ten prestiżowy mecz, albowiem prowadzili 2:0 po golach Maćka Ambrosiewicza (rzut karny) Wojciecha Szumilasa. Druga odsłona należała już do katowiczan, którzy zdobyli 3 bramki. Oglądaliśmy świetne widowisko piłkarskie, szkoda tylko, że bez happy endu…

A mogło być tak pięknie!

 

infokatowice.pl – Z piekła do nieba. Horror z Zagłębiem dla GieKSy!

GieKSa przegrywała po pierwszej połowie z Zagłębiem Sosnowiec 0:2. Po bramkach Woźniaka, Szymczaka i Urynowicza w drugiej połowie katowiczanie odwrócili jednak losy spotkania i zdobyli pierwsze w tym sezonie trzy punkty.

Po pierwszych chaotycznych minutach przewagę na boisku uzyskała GieKSa, która jednak nie potrafiła jej zamienić na gola. Zagłębie atakowało rzadziej, ale po jednej z takich akcji sędzia w dość przypadkowej sytuacji podyktował rzut karny, który na raty na bramkę zamienił Ambrosiewicz. Kilka minut później szansę na wyrównanie miał Figiel, ale strzelił z rzutu wolnego minimalnie obok słupka. Od tego momentu katowiczanie jednak stanęli, co w doliczonym czasie gry wykorzystali goście, drugi raz umieszczając futbolówkę w siatce.

Na drugie 45 minut Trójkolorowi wyszli jednak mocno zmotywowani, co przyniosło rezultat już w 53 min., kiedy kontaktowego gola zdobył Woźniak. W 62 min. było już 2:2, a wyrównującą bramkę strzelił Szymczak. Uradowani kibice domagali się kolejnego gola dla gospodarzy, ale niespodziewanie przewagę na boisku uzyskali sosnowiczanie, którzy dwukrotnie byli blisko ponownego objęcia prowadzenia. Najpierw jednak w 72 min. trafili w poprzeczkę, a następnie w 77 min. Kudła kapitalnie obronił strzał Seedorfa. W końcu nadzeszła jednak 81 min. i trzecie trafienie dla GieKSy zdobył wprowadzony niewiele wcześniej Urynowicz. Do ostatniego gwizdka sędziego katowiczanie nie dali sobie już wydrzeć tego zwycięstwa i po raz pierwszy w tym sezonie zdobyli trzy punkty.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga