Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice wygrał w doliczonym czasie. Jego passa jest coraz bardziej efektowna, Fantastyczny finał zespołu Góraka! – tytuły artykułów w mediach po wygranej z Motorem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin. GieKSa wygrała przy Bukowej 2:1 (0:0).

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Motor Lublin 2:1. Fantastyczny finał zespołu Góraka!

GKS Katowice odniósł szóste zwycięstwo z rzędu! Zespół Rafała Góraka wygrał na swoim boisku z Motorem Lublin, strzelając gola w doliczonym czasie gry. Przy pierwszej bramce asystował bramkarz Bartosz Mrozek.

[…] Rozgrywany w pierwszym w tym roku sypiącym śniegu mecz toczył się w trudnych warunkach i taki też był dla piłkarzy. Motor skoncentrował się na obronie i grał w niej solidnie, a katowiczanie mieli problemy, by ten zamek rozmontować.

[…] Po zmianie stron tempo wskoczyło na wyższy poziom, ale gol dla zespołu Rafała Góraka padł w oryginalnych okolicznościach. Po ataku Motoru piłkę złapał Bartosz Mrozek i od razu wykopnął ją na przedpole rywali. Zaskoczona defensywa zareagowała z opóźnieniem, szybkością błysnął Krystian Sanocki i bez przyjęcia, pewnym kopnięciem dał GKS-owi prowadzenie.

Motor podjął wyzwanie i w 81 minucie osiągnął swój cel dzięki główce Szymona Raka. Katowiczanie nie zamierzali jednak oddawać dwóch punktów i jedenaście minut później zadali opisane na wstępie decydujące trafienie, po czym zadrżeli, gdy lublinianie w ostatniej akcji niemal otarli się o remis.

 

sportdziennik.com – Marsz GieKSy zwycięskim szlakiem

Niemal do końca wydawało się, że seria GieKSy zakończy się pięciu wygranych, ale jej ostatni zryw przyniósł pełną pulę i eksplozję radości.

Jak wyście nam zaimponowali w tej chwili… – sparafrazowaliby legendarny cytat z „Kiler-ów 2-ch” katowiccy kibice, gdyby z wysokości trybun mogli zobaczyć niedzielny mecz przy Bukowej. Z wiadomych przyczyn nie mogli, ale ukłon w ich stronę wykonała TVP Sport, decydując się na transmisję; nie pierwszą i nie ostatnią w tym roku.

Władze tej stacji mają nosa, wybierając spotkania GKS-u, bo naprawdę jest co oglądać. W niedzielę też było, a dramaturgia potyczki zespołów będących ostatnio w gazie była ogromna. Wydawało się, że drużyna [Rafała Góraka] tym razem zadowoli się remisem. Z przebiegu gry można by go było uznać za sprawiedliwy, ale gospodarze postanowili do końca walczyć o pełną pulę.

Opłaciło się, bo w 3 min doliczonego czasu gry przypieczętowali wygraną. Szalejący od pierwszego gwizdka na obu skrzydłach Krystian Sanocki przedarł się lewą stroną i dośrodkował płasko w pole karne. Piłka przeszła przez lubelskich stoperów i dotarła do Filipa Kozłowskiego, który na wślizgu posłał ją do siatki. Radość miejscowych była ogromna, a ich trener podskakiwał z radości, wymachując bluzą.

[…] Katowiczanie mieli się z czego cieszyć, bo rywale dość wysoko zawiesili poprzeczkę i 12 minut wcześniej doprowadzili do remisu. Michał Król dośrodkował z prawej strony, a szybciej niż Grzegorz Janiszewski do piłki dopadł rezerwowy Szymon Rak, głową pokonując Bartosza Mrozka.

Ten gol był konsekwencją dobrej gry lublinian, ale też nieco zachowawczej taktyki miejscowych, którzy po objęciu prowadzenia oddali pole rywalom, pozwalając im na wiele. Osobną historią jest bramka na 1:0. Największą satysfakcję miał z niej… bramkarz GKS-u. Chwilę wcześniej Mrozek obronił uderzenie przewrotką i daleko wykopnął piłkę.

Było to jednak przemyślane zachowanie, bo rozpędzony Sanocki skorzystał z dezorientacji M. Króla i po przejęciu futbolówki zachował się niczym rasowy snajper, posyłając ją w „długi” róg. Asysta bramkarza nie zdarza się często, więc nic dziwnego, że Mrozek podbiegł do strzelca z gratulacjami.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice wygrał w doliczonym czasie. Jego passa jest coraz bardziej efektowna

Wygrana 2:1 z Motorem Lubin to szósta z rzędu odniesiona przez GKS Katowice. Podopieczni Rafała Góraka umacniają się na miejscu premiowanym awansem.

[…] Przez godzinę w meczu głównie sypały się żółte kartki zamiast goli, dlatego na ciekawą końcówkę nie zanosiło się. Piłkarze zadbali jednak w niej o odrobinę dramaturgii. GKS objął prowadzenie w 66. minucie dzięki strzałowi Krystiana Sanockiego, który pokonał Sebastiana Madejskiego strzałem zza pola karnego. To jeszcze nie było nokautujące uderzenie dla beniaminka. W 81. minucie Szymon Rak oddał strzał na 1:1 po dośrodkowaniu.

GKS zdążył odzyskać prowadzenie w doliczonym czasie. Piłka trafiła do Filipa Kozłowskiego, a napastnik miał wystarczająco dużo miejsca, żeby oddać pewne uderzenie na 2:1. Katowiczanie w rundzie jesiennej stracili sporo punktów w końcówkach spotkań na własnym stadionie, ale odrabiają straty. Ostatnio drużynie z Bukowej sprzyja również piłkarska fortuna.

 

motorlublin.eu – O włos od punktu z wiceliderem

Pomimo ambitnej i walecznej postawy, nasza drużyna przegrała na boisku wicelidera drugoligowej tabeli. O końcowym rezultacie meczu 15. kolejki w Katowicach przesądziła jedna z ostatnich akcji.

W pierwszej połowie nie brakowało boiskowej walki i okazji bramkowych. Jako pierwsi sytuację na objęcie prowadzenia mieli gospodarze, jednak Sebastian Madejski oraz obrona żółto-biało-niebieskich zdołali zażegnać niebezpieczeństwo.

[…] W kolejnych fragmentach przewaga w posiadaniu piłki była po stronie ekipy ze Śląska, lecz nie przekładało się to na zagrożenie bramki Motoru. Podobnie było w przypadku licznych stałych fragmentów dla drużyny miejscowych.

Do przerwy nie padły żadne gole, a tuż po zmianie stron dogodnej okazji po dośrodkowaniu z lewego skrzydła nie wykorzystali żółto-zielono-czarni. Następnie inicjatywę przejęli „Motorowcy”, których częściej oglądaliśmy w ataku pozycyjnym.

W 66. minucie katowiczanie otworzyli wynik dzięki skutecznej kontrze po rzucie rożnym dla naszej drużyny. Po dalekim wykopie bramkarza GKS-u, Bartosza Mrozka, do piłki dopadł Krystian Sanocki, który zanotował czwarte trafienie w rozgrywkach.

Strata bramki nie podłamała Motoru, który dążył do wyrównania i dopiął swego w 82. minucie. Wówczas, po wrzutce Michała Króla z prawej strony boiska, piłkę do siatki skierował głową wprowadzony z ławki rezerwowych Szymon Rak. Dla naszego młodzieżowca był to pierwszy ligowy gol w żółto-biało-niebieskich barwach od 8 maja 2019 roku.

Ostatecznie spotkanie w stolicy województwa śląskiego zakończyło się zwycięstwem gospodarzy, którzy zdobyli gola na wagę trzech punktów w doliczonym czasie gry. Dośrodkowanie z lewego skrzydła wykorzystał w polu karnym Filip Kozłowski i nasza drużyna musiała się pogodzić z piątą porażką w sezonie.

 

kurierlubelski.pl – Motor Lublin przegrał w Katowicach

Piłkarze z Lublina po dwóch ostatnich dobrych wynikach na własnym boisku zaliczyli porażkę 1:2 w Katowicach. Podopieczni Mirosława Hajdy byli blisko remisu, ale stracili bramkę w ostatnich sekundach spotkania.

[…] Mecz zaczął się spokojnie. Przed upływem ósmej minuty obie drużyny miały swoje szanse, ale żadnej z nich nie udało się zatrudnić bramkarza rywali. Gorąco zrobiło się w 9. minucie. Zakotłowało się w polu karnym Motoru i katowiczanie dwukrotnie uderzali na bramkę żółto-biało-niebieskich. Za każdym razem jednak strzały blokowali obrońcy z Lublina.

Niedługo przed upływem pierwszego kwadransa goście zaliczyli pierwszy strzał na bramkę GKS-u. Bezpośrednio z rzutu wolnego uderzał Piotr Ceglarz. Bartosz Mrozek poradził sobie z uderzeniem pomocnika Motoru, ale wybił piłkę przed siebie. Do dobitki ruszył Daniel Świderski, lecz ubiegł go defensor z Katowic. Podrażnieni tą sytuacją gospodarze zerwali się do ataku i przeprowadzili dwie niebezpieczne akcje w okolicach pola karnego gości. Żadnej z nich nie udało się jednak zakończyć strzałem.

[…] W pierwszej połowie GieKSa miała optyczną przewagę i lepsze okazje do otworzenia wyniku. Do szatni jednak obydwa zespoły zeszły przy bezbramkowym remisie. Obrona Motoru spisywała się bez zarzutu i potrafiła te niebezpieczne sytuacje zniwelować. Z każdą chwilą robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.

[…] Już cztery minuty po zmianie stron świetną okazję mieli katowiczanie. Dominik Kościelniak jednak przewrócił się w polu karnym, przyjmując płaskie podanie z lewego skrzydła i nie zdołał oddać strzału. Goście odpowiedzieli celnym uderzeniem z dystansu Tomasza Swędrowskiego. Bramkarz z Katowic był jednak na posterunku.

Motor w na początku drugiej połowy radził sobie lepiej niż pod koniec pierwszej części spotkania. Żółto-biało-niebiescy próbowali ataku pozycyjnego, ale nie przełożyło się to na poważne zagrożenie bramce rywali. Gospodarze mieli coraz mniej okazji.

[…] Motor zintensyfikował ataki, ale brakowało klarownych sytuacji. 10. minut przed końcem regulaminowego czasu gry Filip Kozłowski miał szansę na podwojenie prowadzenia gospodarzy. Nie mając do kogo zagrać, zdecydował się na strzał ze skraju pola karnego, ale chybił. Trener Mirosław Hajdo postanowił przeprowadzić zmiany i wprowadził na boisko Sławomira Dudę, Szymona Raka i Krzysztofa Ropskiego. Jeden z nich zdobył wyrównującą bramkę w 81. minucie. Szymon Rak trącił głową piłkę po dośrodkowaniu ze skrzydła w wykonaniu Michała Króla. Już trzy minuty później celnym uderzeniem odpowiedział Grzegorz Rogala, lecz nie zaskoczył bramkarza Motoru.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, gospodarze zdobyli zwycięskiego gola.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga