Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mass mediów: Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu koronawirus pokrzyżował plany rozegrania spotkań przez piłkarki oraz siatkarzy. Występy obu drużyn zostały przełożone ze względu na zakażenia w naszych ekipach. Panie miały rozegrać mecz z Czarnymi Sosnowiec, panowie z Jastrzębskim Węglem. W ekstralidze kobiet planowo została do rozegrania jedna kolejka (w przyszły weekend, GieKSa ma do rozegrania mecz z APLG Gdańsk) i spotkanie w Pucharze Polski (04 listopada). W Pucharze Polski piłkarki mają się zmierzyć z drugoligową drużyną WAP Włocławek na wyjeździe.Siatkarze planowo mają do rozegrania mecz w przyszłą niedzielę (08 listopada) z Indykpolem AZS-em Olsztyn.

Piłkarze z kolei wygrali w zaległym meczu 9 kolejki z Błękitnymi Stargard 5:0 (3:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Hokeiści rozegrali dwa spotkania w ubiegłym tygodniu. Oba mecze zakończyły się identycznym wynikiem 5:2, z tą różnicą, że w meczu z Zagłębiem Sosnowiec wygrała GieKSa, a w meczu z JKH GKS-em Jastrzębie przegrała. Jedno i drugie spotkanie było rozgrywane w Satelicie.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Stało się ! Czwarty mecz 10. kolejki odwołany. Koronoprzekręt ?

Mamy czwarty przełożony mecz w 10. kolejce Ekstraligi. Z powodu oficjalnej interwencji sanepidu mecz Czarnych Sosnowiec z GKS-em Katowice został odwołany.

Według naszej wiedzy już na początku tygodnia GKS Katowice wysłał oficjalne pisma do PZPN-u z prośbą o przełożenie spotkania z Czarnymi Sosnowiec. Oficjalnie klub z Górnego Śląska argumentował izolacją covidovą większości zawodniczek. Według naszej wiedzy prośba została odrzucona. Nie wiadomo także, które zawodniczki są zarażone.

Jednak GieKSa się nie poddała i wysłała pismo do sanepidu. Pociągnęło to konsekwencje, bo TVP nie czekając na decyzję, zrezygnowała z transmisji spotkania na TVP SPORT. Zapadła decyzja, iż będzie transmitowany mecz Medyka Konin z AZS UJ Kraków. Po godzinie 17 oficjalnie podano do wiadomości, że mecz został odwołany.

Jak wypowiedział się dyrektor Czarnych Sosnowiec Grzegorz Majewski: – ‚Skandal level PRO. (…) Piłkarki i sztab mają kwarantannę …. uwaga do drugiego listopada, czyli jeszcze trzy dni. Potwierdzony przypadek musiał mieć miejsce w ubiegły piątek. Sanepid został poinformowany dopiero wczoraj (czwartek – 29.10), że taki przypadek miał miejsce. Dziwna sytuacja, chyba nie był to przypadek. Komuś bardzo zależało na przełożeniu tego meczu. My jako klub KKS Czarni Sosnowiec nie zostawimy tego bez konsekwencji wobec zatajenia informacji o zarażeniu i nie zastosowania odpowiednio wcześnie izolacji dla jednego potwierdzonego przypadku. Dramat’.

 

dziennikzachodni.pl – Dlaczego GKS Katowice nie zagra w Sosnowcu? Czarni chcą odszkodowania!

W sobotę 31 października miał zostać rozegrany mecz kobiecej Ekstraligi Czarni Sosnowiec – GKS Katowice. Dzień wcześniej spotkanie zostało jednak odwołane. Dlaczego?

Czarne Sosnowiec zdecydowanie prowadzą w tabeli Ekstraligi, GKS Katowice spisuje się słabiej niż w poprzednich sezonach. W sobotę 31 października miało dojść do meczu tych zespołów na Stadionie Ludowym w Sosnowcu. Na niespełna dobę przed pierwszym gwizdkiem sędzi spotkanie odwołano. Udało nam się zajrzeć za kulisy tej decyzji.

W minionym tygodniu jedna z zawodniczek zgłosiła do klubu zakażenie koronawirusem u członka rodziny, co wiązało się z ryzykiem także dla niej. Została więc odizolowana od zespołu, na kwarantanne trafiła też piłkarka, która dzieliła z nią pokój. Ten fakt, związany także z osłabieniem zespołu przeżywającego problemy kadrowe, skłonił GKS Katowice do złożenia wniosku do PZPN o przełożenie spotkania z Czarnymi.

PZPN wniosek odrzucił, uznając, że jeden przypadek (piłkarka otrzymała w tym czasie pozytywny wynik testu) nie stanowi przesłanki do zmiany terminarza rozgrywek. GKS wznowił więc treningi, ale jednocześnie o chorobie zawodniczki poinformował Sanepid, który wydał decyzję o przejściu całej drużyny na kwarantannę.

W takiej sytuacji PZPN nie miał wyjścia i mecz został odwołany.

Postępowanie GKS-u wzbudziło duże emocje w Sosnowcu.

– Najbardziej boli nas fakt, że dowiedzieliśmy się o odwołaniu meczu dopiero w piątek po 18. Wygląda to na celowe działania związane z kłopotami kadrowymi GKS-u, który chce być profesjonalnym klubem, a nie ma nawet zespołu rezerw. Bo dlaczego informacja do Sanepidu poszła nie od razu, a dopiero wtedy, gdy PZPN odpowiedział odmownie na pytanie o przełożenie spotkania? My też mamy dwie dziewczyny w izolacji po powrocie z reprezentacji, a jednak nie robimy takich rzeczy, bo najważniejsze jest dla nas granie w piłkę – mówi dyrektor Czarnych, Grzegorz Majewski. – Specjalnie organizowaliśmy to spotkanie na Stadionie Ludowym, przy światłach, miała być transmisja telewizyjna, krótko mówiąc świetna reklama dla piłki kobiecej. Pojawiło się wielu sponsorów, którzy chcieli się przy takiej okazji pokazać, na ledy, po raz pierwszy w kobiecym futbolu, zamierzał wejść STS. Na pewno wyślemy pismo do PZPN, w którym będziemy się domagać od GKS-u pokrycia wszystkich kosztów, jakie ponieśliśmy w związku z organizacją tego meczu.

Sporo wskazuje na to, że nowy termin meczu Czarni Sosnowiec – GKS Katowice zostanie wyznaczony na 11 listopada.

 

SIATKÓWKA

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Bardzo dużo zakażeń w zespole siatkarzy

Koronawirus atakuje w siatkarskim GKS-ie Katowice. W zespole jest już pandemia.

GKS Katowice poinformował o kolejnych zakażeniach koronawirusem w zespole siatkarzy.

Oświadczenie klubu:

Informujemy, że wyniki testów RT-PCR na obecność SARS-CoV-2 dały wynik pozytywny w przypadku pięciu kolejnych członków zespołu siatkarzy GKS-u Katowice. Tym samym obecnie zarażonych koronawirusem jest łącznie jedenastu siatkarzy naszego Klubu. Przypominamy, że testy członków sztabu szkoleniowego GKS-u dały wynik negatywny.

Chorzy lub zakażeni przedstawiciele drużyny będą mogli podać do publicznej wiadomości swoje dane za pomocą prywatnych kont w mediach społecznościowych. Co najważniejsze, na chwilę obecną przebieg choroby u większości naszych zawodników jest łagodny.

Nieustannie jesteśmy w kontakcie z władzami PLS oraz służbami medycznymi i sanitarnymi nadzorującymi przebieg izolacji. Przypominamy, że ligowe mecze naszego Klubu z Jastrzębskim Węglem i Treflem Gdańsk zostały odwołane i przełożone na późniejszy termin. Będziemy informować o stanie zdrowia naszych zawodników w kolejnych komunikatach.

Dziękujemy za wyrazy wsparcia ze strony naszych Kibiców i całej siatkarskiej Polski!

 

siatka.org – Coraz więcej zakażonych w GKS-ie Katowice

Już u jedenastu siatkarzy GKS-u Katowice potwierdzono zakażenie koronawirusem. We wtorek klub poinformował o pozytywnych wynikach testów na obecność SARS-CoV-2 w organizmie sześciu zawodników. W czwartek okazało się, że zarażonych jest pięciu kolejnych.

 

HOKEJ

infokatowice.pl – Pewne zwycięstwo GieKSy z Zagłębiem

W zaległym spotkaniu Polskiej Hokej Ligi GieKSa pokonała Zagłębie Sosnowiec 5:2. Jest to piąte z rzędu zwycięstwo katowiczan.

Od początku spotkania przewagę na lodzie posiadali gospodarze, którzy długimi momentami zamykali sosnowiczan w ich tercji. Pomimo tego na tablicy świetlnej długo utrzymywał się bezbramkowy remis, głównie za sprawą debiutującego w bramce Zagłębia Kanadyjczyka Codiego Portera. Napór katowiczan przyniósł efekt w 18 min., kiedy krążek do siatki skierował sprowadzony przed sezonem z Sosnowca Stoklasa. Pierwsza tercja skończyła się więc jednobramkowym prowadzeniem GieKSy.

Druga odsłona rozpoczęła się od dwuminutowej gry w przewadze GKS-u, oblężenie bramki Portera nie przyniosło jednak efektu. Niewiele później to podopieczni trenera Piotra Sarnika grali w  osłabieniu, nie pozwalając rywalom na przeprowadzenie żadnej groźnej akcji. Chwilę po powrocie na lód Cunika na ławkę kar powędrował Łopuski. Tym razem przyjezdni zagrali znacznie lepiej, a co ważne, także skuteczniej, doprowadzając do remisu. Choć spotkanie w drugiej tercji było znacznie bardziej wyrównane, kolejne bramki zdobywali już tylko katowiczanie. W 32 min. na listę strzelców wpisał się Wajda, wykorzystując dobre podanie Pasiuta, a na kilkanaście sekund przed końcową syreną swoje trafienie dołożył Michalski i po czterdziestu minutach było 3:1 dla GieKSy.

W trzeciej części gospodarze kontrowali przebieg pojedynku. W 48 min. swoją drugą bramkę zdobył Michalski, a w 54 min. sosnowieckiego golkipera precyzyjnym strzałem z niebieskiej linii pokonał także Franssila. W końcówce jedną z nielicznych akcji w tej tercji przeprowadziło Zagłębie, a Nikiforov nie dał szans Simbochowi. Tym samym GieKSa pokonała Zagłębie 5:2. Było to piąte z rzędu zwycięstwo katowickich hokeistów.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:2 (1:0; 2:1; 2:1)

 

hokej.net – JKH górą w hicie na Satelicie

Zarówno GKS Katowice, jak i JKH GKS Jastrzębie w ostatnim czasie byli na fali wznoszącej; nic więc dziwnego, że dzisiejsze starcie było anonsowane jako hit kolejki. Górą okazali się być przyjezdni, którzy triumfowali 5:2. Hat-trickiem błysnął Zackary Phillips, kompletując go w ostatniej sekundzie strzałem do pustej bramki.

Początek pierwszej odsłony spotkania to sporo niedokładności po obu stronach. Pierwsi grę uporządkowali jastrzębianie. Efektem przewagi gości była dosyć kuriozalny gol strzelony w drugiej minucie meczu. Juraj Šimboch sparował kąśliwe uderzenie Macieja Urbanowicza, krążek odbił się od nogi Radosława Sawickiego i wpadł do bramki. Sędzia po analizie video stwierdził  że bramka została zdobyta prawidłowo. Katowiczanie wkrótce otrząsnęli się po stracie gola i coraz częściej zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Patrika Nechvátala. Doskonałą okazję na wyrównanie zmarnował Grzegorz Pasiut. W 13 minucie na ławkę kar powędrował Dominik Jarosz, na którego arbiter nałożył karę łączoną 2 minuty za atak z tyłu i 10 minut za niesportowe zachowanie. Na wykorzystanie gry w przewadze gospodarze potrzebowali raptem 22 sekundy. Patryk Krężołek sprytnym strzałem dobił krążek po uderzeniu Mateusza Michalskiego. Gospodarze poszli za ciosem i w 19 minucie Patryk Wajda atomowym strzałem z niebieskiej linii znalazł sposób na świetnie dysponowanego Nechvátala. I kiedy wydawało się, że na tym emocje w pierwszej tercji się skończyły, do akcji ponownie weszli jastrzębianie. To, co wydarzyło się w ostatniej minucie to prawdziwy rollercoaster. W zamieszaniu podbramkowym największą przytomność umysłu zachował  Marcin Horzelski, który wepchnął krążek do bramki Šimbocha po akcji Kamila Wałęgi. Sytuacja była mocno kontrowersyjna i arbiter drugi raz skorzystał z video weryfikacji, po czym ponownie wskazał na środek tafli.

Końcówka pierwszej tercji była doskonałym zwiastunem emocji jakie przyniosła druga odsłona tego spotkania. Goście rozpoczęli od mocnego uderzenia. Zackary Philips popisał się pięknym uderzeniem i z bliskiej odległości pokonał  Šimbocha. Jastrzębianie grali w tej części dużo bardziej dojrzale, uważnie w obronie i mądrze w ataku. Poczynania gospodarzy przypominały bicie głową w mur. Nie pomogły kolejne okresy gry w przewadze – podopieczni Piotra Sarnika nie potrafili wykorzystać nawet 47 sekund podwójnego osłabienia przeciwnika. A że niewykorzystane okazje się mszczą przypomniał gospodarzom ponownie Zackary Philips, podwyższając rezultat na 4-2.Pod koniec tercji gapiostwo jastrzębian mogło skończyć się golem kontaktowym ale bramkarz skutecznie zamroził gumę w łapaczce.

Trzecia tercja to nieustanne ataki katowiczan i spokojna kontrola meczu przez hokeistów JKH. Doskonałą okazję na podwyższenie wyniku miał Martin Kasperlik, jednak jego uderzenie zatrzymało się na słupku bramki gospodarzy. W ataku gości najwięcej wiatru robił Maciej Urbanowicz. Na minutę przed końcem spotkania trener gospodarzy wycofał bramkarza, jednak katowiczanie nie wykorzystali gry w przewadze, a na sekundę przed końcem meczu wynik ustalił najlepszy na tafli Zackary Philips posyłając krążek do „pustaka”.

[…] GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:5 (2:2, 0:2, 0:1)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga