Piłka nożna Prasówka
Twierdza runęła. Bezpośredni awans oddala się od Katowic czyli opinie mediów po meczu GKS Katowice-Górnik Polkowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Górnik Polkowice 1:2 (0:1).
sportdziennik.com – GKS Katowice – Górnik Polkowice. Runęły fundamenty
Kibice, którzy pojawili się przy Bukowej pierwszy raz po wznowieniu rozgrywek, przeżyli srogi zawód. GieKSa poniosła zasłużoną porażkę z gośćmi z Dolnego Śląska. Bezpośredni awans się oddala.
Polkowiczanie, punktujący i strzelający w tym roku najwięcej w II lidze – niedzielni pogromcy Widzewa – zawitali na stadion drużyny, która w ostatnich 11 domowych występach straciła tylko 2 punkty, a w dodatku pierwszy raz od lutego mogła liczyć na wsparcie kibiców.
[…] Trener Rafał Górak, który mimo upału prowadził zespół w grubej bluzie, po niespodziewanej porażce z rezerwami Lecha zarotował składem.
[…] Goście do przerwy prowadzili zasłużenie, o czym przesądził gol Kamila Wacławczyka. Pomocnik z ekstraklasową przeszłością przymierzył lewą nogą, piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do katowickiej bramki. Polkowiczanie grali z polotem, w ofensywie cechowała ich swoboda, której GKS mógł pozazdrościć. Wyrównać mogli Błąd czy Arkadiusz Woźniak, ale z naprawdę dobrych pozycji uderzali nad poprzeczką. Gdy sędzia zaprosił oba zespoły do szatni, gospodarzy pożegnały płynące z trybun gwizdy i okrzyki zniecierpliwienia.
Na II połowę GieKSa wybiegła z dwiema zmianami. Trener Górak ściągnął Habustę, Wrońskiego i… bluzę. Dobrze, bo w pierwszym kwadransie i tak miał prawo się zagrzać. Najpierw katowiczanie tak wycofywali piłkę, że w końcu… Arkadiusz Jędrych zagrał zbyt lekko do Bartosza Mrozka. Cudem uniknęli straty bramki. Drugi gol wisiał w powietrzu i szybko padł. Michał Bednarski pomknął w pole karne, uderzył, Mrozek zdołał odbić piłkę, ale ta i tak wpadła do siatki. Górak był już nie tylko bez bluzy, ale też czapki…
[…] To nie jest ta GieKSa, co jesienią. W tym roku częściej przegrywa niż wygrywa. Górak unikał określenia „twierdza”, dlatego trzymając się tej retoryki przyjmijmy, że przy Bukowej po 11 meczach runęły fundamenty. Przełamania jego drużyna poszuka w sobotę w Toruniu. Strata do Łęcznej zwiększyła się i jest to już dystans większy niż jednego meczu, a do końca sezonu zasadniczego zostało ich tylko pięć. Barażowa „dogrywka” przy Bukowej coraz bardziej prawdopodobna.
sportslaski.pl – Twierdza runęła. Bezpośredni awans oddala się od Katowic
[…] Biorąc pod uwagę tylko kształt ligowej tabeli, GieKSa zdawała się faworytem środowego starcia. Ci, którzy śledzą II-ligowe rozgrywki musieli mieć jednak świadomość, że Górnik Polkowice wysoko zawiesi poprzeczkę ekipie Rafała Góraka. Tym bardziej, że katowiczanie choć po „restarcie” ligi nieźle punktowali na swoim boisku z gry rzadko mogli być zadowoleni. Humory psuły im również wyniki przywożone z wyjazdów, w tym ostatnia porażka z rezerwami Lecha Poznań.
Kibice, którzy w końcu dostali możliwość powrotu na trybuny przy Bukowej liczyli na podtrzymanie świetnej, domowej serii Katowic, po końcowym gwizdku musieli być jednak mocno rozczarowani. Od pierwszego gwizdka przyjezdni tylko potwierdzali swoją wysoką formę. Bez zbędnego respektu przedostawali się pod pole karne Bartosza Mrozka, całkiem sprawnie konstruując kolejne ataki. Pierwsze, naprawdę poważne ostrzeżenie wysłał Filip Baranowski, ale jego strzał obronił Bartosz Mrozek. Młody golkiper GieKSy skapitulował jednak kilka minut później. Kamil Wacławczyk dostał piłkę w „szesnastce” katowiczan i efektownym precyzyjnym uderzeniem od słupka dał prowadzenie swojej drużynie. GieKSa próbowała odrabiać straty.
[…] Dziesięć minut po zmianie stron skuteczni byli za to polkowiczanie. Wyprowadzili piłkę ze środka boiska, futbolówka trafiła pod nogi Bednarskiego, a ten płaskim strzałem pod rękawicami Mrozka posłał ją do siatki.
Ekipa z Bukowej nie zamierzała wywieszać białej flagi i w końcu zaczęła stwarzać sobie klarowne okazje na bramki. Najpierw minimalnie przestrzelił Arkadiusz Jędrych, później katowiczanie dostali rzut karny. Do piłki podszedł Maciej Stefanowicz i pewnym uderzeniem zredukował stratę do rywala. Tuż po tym trafieniu Rafał Górak przeprowadził kolejne zmiany w ofensywie swojego zespołu. Za Szwedzika na placu gry pojawił się Dawid Rogalski, Woźniaka zastąpił Danian Pavlas. Na stratę gola zmianami zareagował również Enkeleid Dobi, a jego podopieczni solidnie bronili się przed natarciami gospodarzy.
Katowiczanie przeważali, ale wciąż nie oddawali zbyt wielu strzałów na bramkę Furtaka. Na kwadrans przed końcem golkipera Górnika sprawdził kąśliwym strzałem z dystansu Błąd, ale mimo kłopotów bramkarz Polkowic zdołał obronić tą próbę. Przyjezdni grali mądrze i konsekwentnie, a w ostatnich minutach powinni nawet postawić kropkę nad „i”. Wyprowadzili kontrę, po której piłkę dostał Bednarski. Napastnik Górnika „położył Rogalę, ale mając przed sobą już tylko Mrozka przegrał pojedynek z młodym bramkarzem „GieKSy”.
GKS Katowice przegrał dopiero trzeci ligowy mecz w sezonie przed własną publicznością. Poprzednie potknięcie przydarzyło się w sierpni, kiedy z Bukowej z kompletem punktów wyjechała Bytovia. Porażka z Górnikiem Polkowice utrudnia ekipie trenera Rafała Góraka grę o bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy.
ksgornik.eu – GIEKSA pokonana
Rozpędzony Górnik nie zwalnia tempa. W jaskini lwa zielono-czarni pokonali GKS Katowice 2:1.
[…] Po wygranej z Widzewem Łódź przyszła pora na kolejną ekipę z czołówki 2. ligi – katowicki GKS. Podopieczni trenera Enkeleida Dobi jechali do Katowic tylko w jednym celu, czyli po kolejną wygraną. Tym razem na słynnym „Blaszoku” polkowiczanie odprawili z kwitkiem jednego z kandydatów do awansu, wygrywając 2:1.
infokatowice.pl – Powrót kibiców nie pomógł. Twierdza Bukowa zdobyta
[…] W wyjściowym składzie GieKSy zobaczyliśmy dającego ostatnio dobre zmiany Łukasza Wrońskiego, a także, niespodziewanie, 18-letniego Patryka Szwedzika, który zastąpił w ataku będących bez formy Rogalskiego i Kurbiela. Mecz rozpoczął się dość sennie. Na pierwszą akcję czekaliśmy do 10 min., kiedy Szwedzik nie doskoczył do dobrego dośrodkowania Błąda.
[…] Najbliżej pokonania golkipera gości był w 29 min. Woźniak, ale będąc ok. 10 metrów od bramki strzelił wysoko nad poprzeczką. W końcówce drugiego gola mógł zdobyć Górnik. Michalski nie po raz pierwszy w tej rundzie dał się łatwo w polu karnym wymanewrować przeciwnikowi, ale na posterunku stał na szczęście Mrozek. Po pierwszych 45 minutach było więc 1:0 dla przyjezdnych.
Druga połowa spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia głową Woźniaka, który jednak trafił prosto w bramkarza. Później przez kilka minut na murawie niewiele się działo, aż do 55 min., kiedy fatalnie zagrał Jędrych, który zamiast oddać futbolówkę Mrozkowi, podał ją do przeciwnika. Na szczęście ten sam zawodnik chwilę później się zrehabilitował, pobiegł do opuszczonej bramki i wystrzelił zmierzającą do siatki piłkę. Minutę później katowicka obrona pogubiła się po raz kolejny i w sytuacji sam na sam z golkiperem Trójkolorowych znalazł się Bednarski, który podwyższył wynik spotkania. Ten gol w końcu obudził katowiczan, którzy już chwilę później mogli zdobyć kontaktowego gola po mocnym uderzeniu Jędrycha. W 60 min. było już jednak 2:1, a Furtaka z rzutu karnego pokonał Stefanowicz. Od tego momentu GieKSa szukała kolejnego trafienia, ale pomimo kilku dobrych sytuacji nie udało jej się doprowadzić do wyrównania. W końcówce trzecią bramkę po kolejnym kiksie katowickiego zawodnika mogli za to zdobyć polkowiczanie, ale tym razem w sytuacji sam na sam Mrozek okazał się lepszy od Bednarskiego.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Górnik Polkowice 1:2. Wielkie rozczarowanie na Bukowej
Piłkarze GKS Katowice z kibicami wracającymi na trybuny po czterech miesiącach przerwy, przywitali się porażką z Górnikiem Polkowice. Zespół marzący o bezpośrednim awansie do 1. ligi zaprezentował się bardzo słabo.
[…] Fani GKS-u wyraz swojej frustracji najdobitniej dawali tuż przed przerwą i tuż po niej, gdy goście punktowali bardzo słabo grających gospodarzy, strzelając im gole.
GKS Katowice: Wrócili kibice i… wróciły gwizdy
[…] Atmosfera na trybunach szybko jednak zmieniała temperaturę, bo gospodarze rozgrywali bardzo słaby mecz. Razem z kibicami wróciły więc także gwizdy, które żegnały piłkarzy schodzących na przerwę przy stanie 0:1, a potem nasiliły się po drugim golu dla Polkowic.
Po kontaktowym golu doping znów pomagał katowiczanom, ale to nie przełożyło się na wynik meczu, który GKS przegrał 1:2, znacząco oddalając się od marzeń o bezpośrednim awansie do I ligi. Całe spotkanie znów zostało z trybun skwitowane gwizdami…
sportowefakty.pl – II liga: GKS Katowice oddalił się od awansu. Legionovia Legionowo już spadła
Trzeci w tabeli GKS Katowice traci już cztery punkty do Górnika Łęczna. To efekt jego porażki 1:2 z Górnikiem Polkowice. Poznaliśmy drugiego spadkowicza, którym została Legionovia Legionowo.
[…] Do Katowic przyjechał beniaminek, który na początku rundy wiosennej zachwycał, po restarcie ligi zawodził, a ostatnio wznowił punktowanie i nawet zwyciężył 4:3 z Widzewem Łódź. Górnik Polkowice objął prowadzenie w 22. minucie dzięki strzałowi Kamila Wacławczyka, a podwoił je po przerwie najskuteczniejszy napastnik ligi Michał Bednarski. Trafienie z rzutu karnego Macieja Stefanowicza na 1:2 nic nie dało GieKSie.
e-legnickie.pl – Czwarta z rzędu wygrana Górnika. Baraże o 1. ligę coraz bliżej
[…] Mimo zwariowanego tempa rozgrywek w 2 lidze, podopieczni Enkeleida DOBI wygrali 4 (!!!) mecz z rzędu pokonując w Katowicach tamtejszy GKS 2:1. Po tej wygranej katowiczanie wciąż zajmują najniższy stopień podium ligowego, ale polkowiczanie wskoczyli na 7. miejsce. Górnik oderwał się od strefy spadkowej na sześć punktów i na zaledwie jeden punkcik zbliżył się do strefy barażowej o awans do 1 ligi…
miedziowe.pl – Górnicy – pogromcy faworytów
Po kiepskim powrocie do rozgrywek po pandemii nie ma już w Polkowicach śladu. Drużyna trenera Dobiego wygrała kolejny mecz i to nie z byle kim. Przed kilkoma dniami ograła u siebie lidera z Łodzi, a dziś przywiozła 3 punkty z boiska GKS-u Katowice – kolejnego pretendenta do awansu. Skazywany na pożarcie Górnik wygrał na Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze