Dołącz do nas

Piłka nożna

Dlaczego Rogalski strzela bramki?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jak to powiedział Dawid Szwarga w niedawnym wywiadzie na naszej stronie – cały świat szuka napastników strzelających gole. Wydaje się, że GKS ma właśnie kogoś takiego w osobie Dawida Rogalskiego.

Wynik 8 bramek (w tym jedna z rzutu karnego) może nie rzuca na kolana, ale biorąc pod uwagę jego czas na boisku – średnia około 0.61 gola z gry na mecz wygląda co najmniej solidnie. Jeśli grałby w każdym meczu po 90 minut – powinien zakręcić się w okolicach 20 bramek w sezonie. W zeszłym sezonie tylko Adrian Błąd dobił do ,,dwucyfrówki”, ale z gry strzelał tylko 8 razy, a na boisku spędził 2747 minuty. O napastnikach z sezonu 18/19 nawet nie ma co wspominać, a rok wcześniej 10-krotnie do bramki rywala trafiał Wojciech Kędziora, ale 3 razy z karnego. Nawet Grzegorz Goncerz w sezonie 14/15 z gry strzelał rzadziej. W każdym przypadku mówimy oczywiście o lidze wyżej, nie zmienia to jednak faktu, że bramkostrzelność Rogalskiego jest warta docenienia.

Pytanie zatem brzmi: co wyróżnia Dawida Rogalskiego, czemu tak często strzela? Czy dzięki swojej szybkości urywa się obrońcom rywali? Czy dzięki swojej posturze wygrywa walkę o pozycję i dominuje w powietrzu? Czy jego strzały są tak precyzyjne i silne, że bramkarze nie mają nic do powiedzenia? Ciężko na którekolwiek z tych pytań odpowiedzieć twierdząco. Gdzie więc szukać przyczyny jego skuteczności?

Myślę, że nie będzie wielką przesadą jeśli powiem, że nikt w GKS-ie nie porusza się po boisku tak inteligentnie, jak Rogalski, a biorąc pod uwagę całą ligę, byłby pewnie w czołówce. Mamy zawodników, którzy potrafią minąć przeciwnika dryblingiem, dobrze uderzyć czy podać, ale gra w piłkę to przede wszystkim… gra bez piłki. Czasami odnoszę wrażenie, że Rogalski wykonuje tak drobne manewry, że… rywale zapominają o jego istnieniu. Postanowiłem przedstawić na przykładzie kilkunastu akcji, czym według mnie nasz napastnik zyskuje przewagę na boisku.

Zacznijmy od pierwszego meczu, w którym wyszedł w pierwszym składzie i zdobył pierwsze dwa gole dla GieKSy, ale to nie na akcje bramkowe chciałem zwrócić uwagę. Widać tu zachowanie, które jeszcze kilkukrotnie przedstawię później, by pokazać, że to nie przypadek. Podczas akcji skrzydłem Rogalski ustawia się tuż za plecami prawego środkowego obrońcy. Jest to bardzo trudna sytuacja dla defensora – musi jednocześnie kontrolować, co się dzieje przed nim, bo to tam aktualnie jest akcja, jak i czającego się za nim przeciwnika. Rogalski idealnie wyczuwa tempo i w momencie dogrania ze skrzydła wbiega w przestrzeń pomiędzy środkowymi obrońcami. Wygrywa pozycję, ale piłka zostaje zagrana za jego plecy, przez co próba oddania strzału nie miałaby większego sensu, więc po skupieniu na sobie uwagi wszystkich zawodników Skry w polu karnym odgrywa do niepilnowanego Kiebzaka. Warto także zwrócić uwagę na czwarte zdjęcie – zaledwie kilkoma krokami w bok znów uwolnił się od obrońców i gdyby Kiebzak go zauważył i wykonał podanie zwrotne – Rogalski mógłby oddać znacznie groźniejszy strzał niż ten, na który zdecydował się będący pod presją rywali skrzydłowy.

Od 2.1 sytuacja z tego samego meczu – ponownie akcja lewym skrzydłem, tym razem prostopadłe podanie Woźniaka doprowadza do sytuacji 4vs4. Rogalski znów chowa się za plecami środkowego obrońcy, który przed sobą widzi i kontroluje Mateusza Kompanickiego. Rogalski ucieka prawemu obrońcy (często korzysta z braków w grze obronnej u bocznych defensorów) i stwarza przewagę 2vs1 wraz z Kompanickim przeciwko jednemu ŚO. Na ostatnim zdjęciu widać, że gestem ręki prosi o piłkę za linię obrony, ale podanie nie dotarło do adresata.

(Zdjęcia powiększą się po kliknięciu)

Przenieśmy się teraz do meczu z Garbarnią Kraków i do pierwszej bramki dla GieKSy. Woźniak biegnie z szybkim atakiem prawym skrzydle, natomiast Rogalski przez sporą odległość biegnie dosyć blisko. Wydawałoby się, że ułatwia tym samym zadanie defensywie, ale sytuacja szybko się zmienia. Gdy Woźniak jest już na tyle blisko bramki, że może oddać strzał, wówczas cała obrona skupia się tylko na nim i Rogalski to wykorzystuje, dopiero wtedy uciekając na długi słupek. Warto zauważyć, jak ustawił się do tego strzału z najbliższej odległości do pustej bramki – będąc całym ciałem tuż przy słupku, zminimalizował szanse na to, że piłka przejdzie obok niego.

Teraz czas na mecz z rezerwami Lecha. W pierwszej akcji nawet nie zaliczył kontaktu z piłką, a szkoda. Na pierwszym zdjęciu piłkę zaraz przyjmie Kiebzak, a nasz napastnik, naciskając na środkowych obrońców, uniemożliwił im podejście wyżej, tym samym Kiebzak ma przed sobą sporo przestrzeni. Gdy zbliżył się do bramki na tyle, by móc pokusić się o strzał, Rogalski znów sprawił, że obrońcy o nim zapomnieli i był idealnie ustawiony do przyjęcia podania. Kiebzak niestety kolejny raz zdecydował się na strzał z dystansu – gdyby wybrał podanie, szansa na strzelenie gola wzrosłaby mniej-więcej trzykrotnie.

W meczu z Widzewem ponownie to nie na akcji bramkowej chciałem się skupić. Piłka jest na tyle daleko od bramki gospodarzy, że trzymanie się blisko środkowych obrońców nie miało tu większego sensu, więc Rogalski schodzi pomiędzy linie rywala i znów możemy zaobserwować gest prośby o piłkę. Ta jednak najpierw trafia do Błąda, a następnie na skrzydło i Rogalski szybko dostosowuje się do nowej sytuacji. Tradycyjnie ustawia się za plecami środkowego obrońcy, a przed bocznym defensorem i za przy odpowiednim dograniu za linię obrony znalazłby się w idealnej sytuacji.

Druga sytuacja z Łodzi – kolejny raz przy piłce Rogala, a Rogalski ustawiony na tyle głęboko, by między parą środkowych obrońców powstała przestrzeń do wykorzystania. Znów dosyć dobrze ,,trafia” z wybiegnięciem do piłki i zabrakło mu paru centymetrów, by oddać czyste uderzenie.

Wracamy na Bukową – mecz z Pogonią Siedlce. Kiebzak biegnie z kontrą, ale jest jeszcze na tyle daleko od bramki rywala, że ci nie muszą koniecznie zatrzymywać ataku w tym momencie. Na jakąkolwiek zmianę kierunku biegu czy podanie zdążyliby zareagować, a przecież nie o to chodzi. Rogalski czeka więc, aż Kiebzak przebiegnie jeszcze kilkanaście metrów i to na nim skupi się uwaga obrońców. Napastnik znów wykorzystał moment nieuwagi przeciwników i wtedy uciekł w wolną przestrzeń. Tym razem otrzymał podanie, lecz nie zamienił go na bramkę, choć chyba powinien.

Do wyjaśnienia tego, jak zdobył bramkę, wystarczy właściwie jedno ujęcie – środkowi obrońcy rywala są ustawieni dosyć wąsko, więc żeby zmaksymalizować przestrzeń, którą mógłby wykorzystać, ustawia się tuż przy jednym z nich. Znów możemy zaobserwować gest prośby o dogranie piłki.

Jeszcze jedna akcja z tego meczu – ponownie Kiebzak przy piłce, Rogalski ładnych parę metrów za obrońcami. Kiezbak spowalnia akcję, zwalnia więc także pilnujący go obrońca… więc to był idealny moment dla Rogalskiego, żeby przyspieszyć i tak też właśnie zrobił, ponownie wykorzystując przestrzeń za plecami zdezorientowanego obrońcy.

Spotkanie ligowe ze Stalą Stalowa Wola. Tak jak mecz wcześniej – Kiezbak biegnie z piłką skrzydłem. Rogalski swoim ustawieniem rozciąga środek obrony rywala, jednak tym razem to nie on wykorzystuje stworzoną przestrzeń, a kolejni nadbiegający zawodnicy GieKSy. Nie trzeba mieć kontaktu z piłką, by pomóc w stworzeniu dobrej sytuacji. Kiebzak wypuścił Michalskiego, a Rogalski znów dobrze się zorientował w sytuacji i kolejny raz w polu karnym znalazł się bez krycia. Gdyby Michalski dopadł do piłki nieco wcześniej i zerknął w pole karne – dostrzegłby tam naszego napastnika, któremu po dobrym podaniu pozostałoby skierować piłkę do pustej bramki.

O drugiej sytuacji nie ma co się rozpisywać – choć Rogalski nie dysponuje wybitną szybkością, to wykorzystując chwilę, w której rywal go nie kontroluje wzrokiem, z łatwością mu się urywa.

Na koniec bramka z tego spotkania. Rogalski znów był lepiej zorientowany w sytuacji od przeciwników, dzięki czemu biegł samemu na wprost bramki. Wślizg rywala nieco spowolnił akcję, więc i Rogalski musiał nieco zwolnić i przeciwnicy go dogonili, więc… zwolnił jeszcze bardziej i pozwolił się wyprzedzić. Sekunda bycia za ich plecami pozwoliła mu zniknąć z ich radarów i chwilę później strzelić do pustej bramki.

Starcie z Resovią i dwie sytuacje, gdzie był bardzo blisko drugiej i trzeciej bramki w tym meczu. W pierwszej sytuacji subtelnie zaczął chować się za plecami obrońców, jednak do dośrodkowania minęło jeszcze tyle czasu, że jeden z rywali zdążył do niego dojść. Rogalski zamarkował ruch na długi słupek, po czym się zatrzymał… a rywal pobiegł dalej. Jedno krótkie przyśpieszenie i hamowanie wystarczyło, by strzał głową oddać bez krycia.

Druga sytuacja pokazuje, jak czujny jest na boisku. Choć był osamotniony, a rywali było dwóch, to właśnie on najszybciej zareagował i dopadł do piłki wyplutej przez bramkarza. Cóż, tu też powinien być gol.

Kończymy jego ostatnią, póki co bramką w tym sezonie. To chyba właśnie tu widać najlepiej to, co było tu opisywane. Rogalski ustawił się za wszystkimi zawodnikami w polu karnym, dzięki czemu on widział wszystko, a jego nie widział nikt. Idealnie wyczucie tempa przy wyprzedzeniu obrońcy i to wystarczyło, by mieć pełną swobodę przy oddaniu strzału z samego pola bramkowego. Po samym uderzeniu ręce może nie składały się same do oklasków, ale składają się, widząc to, jak znalazł się w takiej sytuacji.

Idealnym podsumowaniem tego, z czego żyje Rogalski, jest jego mapa strzałów ze strony Wyscout. Tylko dwa strzały zza pola karnego, za to cztery bramki z pola bramkowego. Często można usłyszeć narzekania na próby ,,wejścia do bramki”. Przykład naszego napastnika pokazuje, że te próby są jak najbardziej uzasadnione, tylko trzeba się odpowiednio zachować, a on to potrafi. Mówi się, że jak będzie się strzelać, to w końcu wpadnie, a ja powiem – jak będzie się dobrze ustawiać i poruszać, to w końcu wpadnie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga