Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów na temat GieKSy: Szok i niedowierzanie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze w miniony weekend rozpoczęli rozgrywki rund rewanżowych. Piłkarki uległy na wyjeździe drużynie Czarnych Sosnowiec 0:4 (0:2). Piłkarze zremisowali na Bukowej z Błękitnymi Stargard 2:2 (2:2). Prasówkę o meczu z Błękitnymi znajdziecie tutaj.
Siatkarze rozegrali dwa spotkania z drużynami z pierwszych miejsc w tabeli: najpierw z Mistrzem Polski, drużyną ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3, następnie z liderem rozgrywek ekipą VERVA Warszawa ORLEN Paliwa 2:3. Następny mecz siatkarze rozegrają w niedzielę, z Jastrzębskim Węglem, w hali w Szopienicach.
Hokeiści, w ćwierćfinale rozgrywek Polskiej Hokej Ligi, pokonali Podhale Nowy Targ trzy razy: 3:2 i 4:3 (oba mecze po dogrywce) oraz wczoraj 5:1. Stan rywalizacji 3:2 dla GieKSy.
PIŁKA NOŻNA
dziennizachodni.pl – Derby dla sosnowiczanek
W meczu inaugurującym rundę wiosenną ekstraligi kobiet Czarni Sosnowiec rozgromiły GKS Katowice 4:0. Hat-trickiem w spotkaniu rozgrywanym na stadionie im. Jana Ciszewskiego popisała się Katarzyna Daleszczyk.
[…] Kibice zgromadzeni na stadionie im Jana Ciszewskiego spodziewali się więc zaciętego spotkania sąsiadów zza miedzy, a tymczasem wyższość Czarnych w derbach nie podlegała żadnej dyskusji.
[…] Katowiczanki starały się odrobić straty. Miały swoje okazje, ale grały nieskutecznie. Nie potrafiły wykorzystać nawet rzutu karnego, który zmarnowała Agata Sobkowicz. Okazałe zwycięstwo Czarnych przypieczętowała Dorota Hałatek.
sportdziennik.pl – Marek Szczerbowski: Wiedziałem, w jak trudny projekt wchodzę
Rozmowa z Markiem Szczerbowskim, prezesem wielosekcyjnego GKS-u Katowice.
Trudno namówić pana na wywiad…
Marek SZCZERBOWSKI: – Prezes nie jest od tego, by non stop udzielać wywiadów. Nie można na nich budować swojej pozycji. Szkielety byłych szefów, którzy opierali swoją rzeczywistość o wywiady, są rozsiane po całej Polsce. I nie chodzi tylko o kluby sportowe.
[…] Na przykład redukcja o kilkadziesiąt procent kosztów w klubowej administracji. Na ile były to po ludzku trudne decyzje?
Marek SZCZERBOWSKI: – Atestacja stanowisk zawsze jest bardzo trudna. Każą decyzję, którą podejmowałem, szeroko uzasadniałem. Dzisiaj nie postąpiłbym inaczej. Mimo że było to naprawdę trudne.
Można mówić o jakiejś liczebności zatrudnienia? Ile osób tworzyło administrację spółki pół roku temu, a ile teraz?
Marek SZCZERBOWSKI: – Moim celem było dopasowanie zadań do ludzi i ich kompetencji. Wydaje się, że zamiar ten został osiągnięty.
[…] Na ile ruchy kadrowe w administracji są już zakończone?
Marek SZCZERBOWSKI: – Pracuję dziś z najlepszym zespołem, z jakim kiedykolwiek i gdziekolwiek pracowałem. Mogę to powiedzieć publicznie.
Kibice troszczą się o markę GKS-u. Nieobca im była też kwestia aut służbowych, z których pańską decyzją zrezygnowano.
Marek SZCZERBOWSKI: – Mówiąc pół serio: auta byłyby przydatne w sekcji motoryzacyjnej, a takiej w GKS-ie nie mamy. Uważam, że w klubie sportowym elementem jakości jest wynik sportowy.
[…] Dosyć odważnie mówi pan, że gdy budowa stadionu będzie sztucznie przeciągana, to odejdzie pan z klubu.
Marek SZCZERBOWSKI: – Bo wiem, że nie jest przeciągana; że prezydent Marcin Krupa, Urząd Miasta, chcą to zrealizować. Rozmawiamy bardzo często. Władze robią wszystko, by ten kompleks powstał. Budowa profesjonalnego klubu musi się opierać o podstawy infrastrukturalne. Wiem, co mówię. W tej historii nie ma żadnego ukrytego elementu, oni chcą to zrobić! Czasem przy dużych procesach inwestycyjnych, gdy na różnych etapach jest zaangażowanych mnóstwo ludzi, popełnia się niedociągnięcia. Jestem przekonany, że prezydent Krupa pragnie wybudować stadion.
Zmartwiła pana grudniowa wieść o rażąco zbyt wysokim kosztorysie inwestorskim stadionu, przedstawionym przez projektantów?
Marek SZCZERBOWSKI: – Zmartwiło mnie, że gruchnęła ta wiadomość. Zakręty są w każdym procesie inwestycyjnym. Trzeba uspokajać. Powtarzam: miasto Katowice chce stadionu i rozwoju GieKSy.
[…] Co z sekcją szachów?
Marek SZCZERBOWSKI: – Oczywiście, można budować przestrzeń w oparciu o współpracę z różnymi podmiotami zewnętrznymi – a takim są szachy, jako stowarzyszenie działające niezależnie pod szyldem Hetmana. Tak występuje choćby o dotację z miasta. Nie wykluczamy, że jeśli szachiści zechcą dalej z nami współpracować, to się to stanie. Trzeba jednak ustalić generalne zasady. Albo jest perspektywa bycia w jednej strukturze, albo niech to funkcjonuje oddzielnie.
Czyli w tym momencie szachów w GKS-ie nie ma.
Marek SZCZERBOWSKI: – Nigdy nie było. Tylko współpraca – słuszna, wykorzystująca pewne zasoby związane z GKS-em. Działamy na podstawie ustawy o sporcie. Jesteśmy finansowani z budżetu miasta i dlatego nie możemy utrzymywać z tej dotacji innej organizacji. Medialnie coś wybrzmiało, że było razem, lecz od strony formalno-prawnej tak naprawdę było osobno.
Czy mocna wielosekcyjna GieKSa jest możliwa bez silnej piłki nożnej?
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie, bo ona stanowi podstawę, o czym świadczy frekwencja, zaangażowanie władz miasta, zainteresowanie mediów, ogólna popularność futbolu, historia… W hokeju ona też nie jest najgorsza, a można powiedzieć, że wręcz lepsza. Historycznie jednak bardziej zapisał się GKS Katowice piłkarski niż hokejowy – tyle że z rangi dyscypliny niż samych rezultatów.
Jak ważny dla przyszłości sekcji piłkarskiej jest awans do I ligi?
Marek SZCZERBOWSKI: – Dziś sekcja piłki nożnej daje radość kibicom. A nie zawsze dawanie radości wiąże się z bezpośrednim awansem.
Czasem męczysz się w ekstraklasie, a uśmiechasz w II lidze.
Marek SZCZERBOWSKI: – Tak jest! Jeżeli piłkarze będą dawać radość kibicom, będziemy widzieć stały wzrost, to pewne jest, że w perspektywie czasu wynik przyjdzie. Nie musi koniecznie teraz. Chodzi o zbudowanie zespołu, stabilizację, posiadanie polityki działania i jej rozwijanie. To, co zostało dotąd zaplanowane, wdrożyliśmy. Teraz chodzi o to, by to utrzymać. Spotkamy się 30 czerwca i ocenimy, czy drużyna dawała radość kibicom. To cel dla piłkarzy na wiosnę.
Trochę spuszcza pan powietrze z balonu.
Marek SZCZERBOWSKI: – Nie patrzę tymi kategoriami. Prawdą jest, że spodziewaliśmy się progresu, ale nie tak szybkiego. Sądziliśmy, że ta drużyna będzie grała – ale nie, że aż tak. Nie chodzi mi nawet o wyniki, co postawę, walkę do końca. Wiadomo było, że latem trzeba było to pozbierać; że to wszystko może dłużej trwać. Zobaczymy, czy poziom z jesieni utrzymamy wiosną.
Co chciałby pan sobie pomyśleć w czerwcu?
Marek SZCZERBOWSKI: – Czas przyszły – niepewny, zawsze to powtarzam. Chcę, by wszystkie sekcje dawały nam radość.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Niespokojny los
Katowiczanie nie zdołali urwać nawet seta mistrzom Polski z Kędzierzyna-Koźla. To ich druga porażka do zera. Czy to początek kłopotów ekipy trenera Dariusza Daszkiewicza?
Takiej „serii” siatkarze z Katowic w tym sezonie jeszcze nie mieli. Przyzwyczaili swoich kibiców do zaciętych spotkań, często kończących się tie breakiem. Choć nie każdy z nich wygrywali, to niemal w każdym punktowali. Komplet w starciach z katowiczanami zdobyły jedynie PGE Skra Bełchatów, Cerrad Czarni Radom oraz Cuprum Lubin, Teraz do tego grona dołączyła Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.
[…] Perspektywa gry w play offie, która jeszcze nie tak dawno wydawała się niemal oczywista, teraz wcale nie jest już taka pewna. Prawdopodobnie o być albo nie być w czołowej ósemce zdecydują ostatnie mecze sezonu zasadniczego, które GKS zagra z drużynami z Radomia i Suwałk. Wczorajsze spotkanie w szopienickiej hali nie miało większej historii. Mistrzowie Polski górowali nad gospodarzami w każdym elemencie. Gospodarze wyrównaną walkę potrafili nawiązać jedynie w pierwszym secie. W nim od początku gra toczyła się punkt za punkt. Katowiczanie dwukrotnie potrafili odrobić dwupunktową stratę. Przy stanie 22:22 trener GKS-u Dariusz Daszkiewicz zdecydował się na podwójną zmianę, ale zamiast pomóc, kompletnie wybiła z rytmu jego zespół. W kolejnych dwóch partiach przy świetnym przyjęciu rozgrywający ZAKSY Benjamin Toniutti robił, co chciał i równo rozdzielał piłki pomiędzy kolegów. W efekcie po 80 minutach gry było już po wszystkim.
– ZAKSA była zdecydowanie lepsza. Wiedzieliśmy, że musimy ryzykować na zagrywce, ale nic to nie zmieniło, bo rywale bardzo dobrze przyjmowali i grali na siatce. Niczego jeszcze nie możemy być pewni. Przed nami bardzo ciężka walka. O miejsce w ósemce będziemy walczyć do ostatniej kolejki. Nie składamy broni, choć zdajemy sobie sprawę z renomy najbliższych rywali – podsumował Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec GKS-u Katowice.
GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (22:25, 20:25, 20:25)
plusliga.pl – Sobota z PlusLigą: VERVA Warszawa ORLEN Paliwa – GKS Katowice 3:2
[…] Mecz rozgrywany był nietypowo, bo nie w stolicy, lecz w Płocku w ORLEN Arenie. Widać było bo drużynie z Warszawy, że nowy dla niej obiekt nie jest atutem w starciu z GKS-em Katowice. Goście wreszcie zagrali lepiej niż w poprzednich spotkaniach, prezentując się odważnie w polu serwisowym i ataku.
Katowiczanie niespodziewanie zdominowali VERVĘ, gospodarze nie potrafili wejść na wysokie obroty. Prezentowali się, w dwóch pierwszych setach, jeszcze trochę słabiej niż w ostatnim starciu w Rzeszowie. Znowu bardzo słabo radził sobie Artur Udrys (2 skończone ataki na 11 prób), pozostali skrzydłowi także nie zachwycali. W GKS-ie liderowali Rafał Szymura i Jakub Jarosz, którzy wyprowadzili swoją drużynę na prowadzenie 2-0.
Trenera Andrea Anastasi zdecydował się na zmiany, Andrzeja Wronę zastąpił Patryk Niemiec, a Jan Król zmienił Udrysa. Warszawianie zaczęli grać lepiej w każdym elemencie, podczas gdy impet przyjezdnych malał. Bardzo dobrze w zespole VERVY prezentował się Piotr Nowakowski, coraz lepiej grał Bartosz Kwolek. Dzięki poprawie gry zespół ze stolicy doprowadził do tie-breaka.
W piątym secie warszawianie mieli inicjatywę, ostatnią akcję wykończył Kwolek. VERVA utrzymała pozycję lidera, wygrywając 21 mecz w sezonie.
polsatsport.pl – VERVA Warszawa odwróciła losy meczu z GKS-em Katowice
W meczu 22. kolejki PlusLigi Verva Warszawa Orlen Paliwa wygrała z GKS-em Katowice 3:2. Faworyt zwyciężył, ale „królowie tie-breaków” sprawili, że gospodarze musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.
[…] VERVA Warszawa Orlen Paliwa – GKS Katowice 3:2 (19:25, 17:25, 25:21, 25:23, 15:13)
HOKEJ NA LODZIE
dziennikzachodni.pl – Fani Gieksy wywiesili transparent i cieszyli się ze zwycięstwa
W trzecim meczu ćwierćfinałowym play off Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice pokonał po dogrywce Podhale Nowy Targ 3:2.
[…] Rywalizacja w Katowicach była bardzo zacięta. W szatni Podhala od niedzieli panuje epidemia. Na szczęście nie jest to koronawirus, a tylko grypa żołądkowa, ale i tak działacze “Szarotek” wystąpili z prośbą o przełożenie środowego spotkania na piątek, bo zaraziło się nią aż 12 hokeistów z Nowego Targu. GieKSA na to nie przystała, bo w piątek w Spodku zaczyna się międzynarodowy turniej e-sportowy IEM Katowice 2020, a komisarz Polskiej Hokej Ligi Marta Zawadzka stwierdziła, że regulamin play off nie przewiduje przełożenia meczu.
Pojedynek odbył się więc zgodnie z planem, a goście w Satelicie wystawili do gry pełne cztery piątki, więc widać stan zdrowia ich hokeistów szybko się poprawił. Katowiczanie musieli odrabiać straty po dwóch porażkach w Nowym Targu, więc nic dziwnego, że od początku ruszyli do natarcia. Ne efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw podanie Grzegorza Pasiuta wzdłuż bramki na gola zamienił Patryk Krężołek, a później Mateusz Michalski dobił strzał Marcina Kolusza. Warto zaznaczyć, że dwaj ostatni zawodnicy są wychowankami Podhala. Goście odpowiedzieli trafieniem Tomasa Franka, który wykorzystał fatalny obrońców błąd GieKSy.
Zaraz na początku III tercji Podhale wyrównało wykorzystując okres gry w przewadze. Zwycięzcę wyłoniła więc dopiero dogrywka. Obydwa zespoły grały w niej w czteroosobowych składach, ale dopiero po 14 minutach katowiczanom udało się zdobyć gola na wagę wygranej. Jego autorem był Oskar Jaśkiewicz.
GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 3:2 (2:1, 0:0, 0:1, d. 1:0)
infokatowice.pl – Udane urodziny GieKSy. Zwycięstwo z Podhalem Nowy Targ
GieKSa obchodzi dzisiaj swoje 56 urodziny. Hokeiści sprawili wszystkim kibicom najlepszy z możliwych prezent, wygrali z Podhalem Nowy Targ i tym samym po czterech spotkaniach w ćwierćfinale play-off remisują ze swoim rywalem 2:2.
Spotkanie rozpoczęło się od naporu nowotarżan, którzy już w pierwszej minucie mogli objąć prowadzenie, ale silny strzał z bliskiej odległości wybronił Rahm. Praktycznie przez całą pierwszą odsłonę goście dominowali na lodzie i tylko świetnej postawie szwedzkiego golkipera katastrofalnie grający katowiczanie zawdzięczają, że nie stracili żadnej bramki. Jeśli chodzi o grę ofensywną GieKSy, to poza 6 minutami gry w przewadze ani razu nie byli w stanie zagrozić stojącemu między słupkami Odrobnemu. Najlepszą okazję dla gospodarzy zmarnował w 10 min. Makkonen, który tylko w sobie znany sposób przestrzelił stojąc kilkadziesiąt centymetrów od pustej bramki.
Druga tercja znowu zaczęła się od ataków przyjezdnych, którzy w 23 min. w końcu znaleźli drogę do siatki i objęli w pełni zasłużone prowadzenie. Ten gol obudził podopiecznych trenera Piotra Sarnika z letargu. Od tego momentu to gospodarze zaczęli dyktować warunki na lodzie i już w 28 min. Krężołek doprowadził do wyrównania. W kolejnych minutach gra katowiczan nadal mogła się podobać, a ich starania zostały nagrodzone w 38 min., kiedy gola w przewadze zdobył Franssila. Niestety kilkadziesiąt sekund później role się odwróciły. Na ławce kar siedział Krężołek, a Petterson doprowadził do stanu 2:2.
Przez całą trzecią część obie drużyny toczyły zażarty pojedynek o każdy centymetr lodowiska. W 6 min. po raz kolejny w tym spotkaniu na prowadzenie wyszli nowotarżanie. Trzy minuty później na tablicy świetlnej widniał już jednak remis, a Odrobnego po raz drugi pokonał Krężołek. W ostatnich sekundach grająca w przewadze GieKSa mogła jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale goście się wybronili i podobnie jak wczoraj o losach pojedynku zadecydowała dogrywka, w której po raz kolejny lepsi okazali się gospodarze. Tym razem złotą bramkę w 75 min. zdobył Da Costa. Tym samym po czterech spotkaniach GieKSa remisuje w ćwierćfinale play-off z Podhalem 2:2.
GKS Katowice – Podhale Nowy Targ 4:3 (0:0, 2:2, 1:1, d. 1:0)
sportowepodhale.pl – Szok i niedowierzanie
Nie tak miała wyglądać piąta potyczka górali z katowiczanami. Nie na to liczyła szczelnie wypełniająca trybuny widownia. A jednak, to katowiczanie są o krok od gry w półfinale play off.
„Szarotki” rozpoczęły bardzo nerwowo. Dały się zepchnąć do defensywy i pod bramką Odrobnego dochodziło do gorących spięć. Katowiczanie przewagę udokumentowali w 5 minucie. Akcję zainicjował Kolusz, który zagrał do Wajdy na skrzydło, a ten wcielił się w napastnika. Minął obrońcę i backhandem wpakował krążek pod poprzeczkę. Chwilę później goście mogli prowadzić 2:0, gdyby Tomasik wygrał pojedynek oko w oko z nowotarskim golkiperem. Podhalanie byli w szoku, a katowiczanie na fali. Przez kolejne 5 minut kręcili góralami w ich tercji, a pod bramką Odrobnego raz za razem się kotłowało. Były momenty, że nowotarżanie wystrzeliwali krążek na uwolnienie. Dopiero po 10 minutach gospodarze się otrząsnęli, ale nadal nie potrafili zawiązać akcji zaczepnej. Jeżeli już wtargnęli do tercji przeciwnika, to nie potrafili oddać strzału, z którym Rahm miałby kłopoty. Przyjezdni byli o ułamek sekundy szybsi w pojedynkach jeden na jeden, w starcia pod bandą. W 15 min. Rajamaki przegrał pojedynek sam na sam z Odrobnym, ale jego drużyna utrzymała się przy krążku w tercji rywala. Rajamaki spod bandy zagrał na drugi słupek do Makkonena, a ten trafił do pustej bramki. Za moment górale powinni stracić kolejnego gola, gdyby Cimzar zachował więcej zimnej krwi pod bramką.
Katowiczanie nadal kontrolowali grę po przerwie. Mieli sytuacje, a Podhale momentami nie istniało, a jednak zdobyło gola. Po starciu za bramką, dwóch katowiczan się wywróciło, Franssila odpuścił Willicka, który zagrał na drugi słupek, a Jenczik posłał krążek do pustej bramki. Tenże Franssila za moment powędrował na ławkę kar i kibice liczyli, że ich pupile doprowadzą do wyrównania. Tymczasem stracili krążek w tercji ataku, pognał z nim Pasiut, zagrał do tyłu do Kolusza, który za moment utonął w objęciach kolegów.
W trzeciej tercji górale postawili wszystko na jedną kartę. Atakowali, ale były to ataki chaotyczne, często próbowano indywidualnych rozwiązań, a to było wodą na młyn dobrze grającej defensywy gości. Ci spokojnie czekali na swoją szasnę i doczekali się. Zdobyli gola w przewadze. Ponad 2 minuty do końca Barski wycofał bramkarza i Pasiut strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania.
KH Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 1:5 (0:2, 1:1, 0:2)
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze