Piłka nożna
Co słychać u naszych rywali? Raport z przygotowań do rundy wiosennej
Przygotowania do decydującej fazy sezonu rozkręciły się już na dobre. Za niespełna 6 tygodni piłkarze wybiegną na murawę w walce o pierwsze drugoligowe punkty w 2020 roku. Sprawdzamy zatem, jak przebiega szlifowanie formy na rundę wiosenną u naszych rywali w walce o awans.
Widzew Łódź
Podopieczni Marcina Kaczmarka swój pierwszy trening w Nowym Roku odbyli 13 stycznia, a na zajęciach pojawiło się 22 zawodników. Zabrakło między innymi obrońcy Sebastiana Zielenieckiego (9 meczów, 1 bramka), który zdecydował się na transfer do Offenbacher FC Kickers 1901, klubu zajmującego aktualnie 10 miejsce w niemieckiej Regionalliga Südwest (4 poziom rozgrywkowy), a także wypożyczonego do Bytovi Bytów Michaela Ameyaw (16 meczów). Z klubem z Łodzi pożegnał się także chorwacki napastnik Filip Mihajlević (0 meczów), z którym rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron. W ich miejsce Widzew zakontraktował młodego napastnika z SMS-u Łódź Roberta Prochownika oraz obrońcę posiadającego bardzo ciekawe CV jak na drugą ligę, czyli Krystiana Nowaka. Nowy defensor łodzian ostatnie 3 lata swojej kariery spędził za granicą, występując w Szkocji, Grecji, a także Chorwacji. Krystian Nowak do Widzewa przechodzi z chorwackiego Slavena Koprivnica, gdzie w obecnym sezonie zanotował 14 występów i zdobył 2 bramki.
Widzewiacy podczas swoich przygotowań wybiorą się na dwa obozy. Pierwszy z nich rozpocznie się 22 stycznia w Władysławowie-Cetniewie i potrwa do 31 stycznia, a drugi w tureckiej Alanyi 10-19 lutego.
Zespół Marcina Kaczmarka rozegrał już swój pierwszy mecz sparingowy tej zimy. Łodzianie w ubiegłą sobotę zmierzyli się z trzecioligową Unią Janikowo, a mecz zakończył się ich wygraną 3:2. Bramki dla Widzewa zdobywali Marcin Robak, Rafał Wolsztyński i Przemysław Kita. Aktualny lider drugoligowej tabeli w okresie przygotowawczym rozegra jeszcze 7 gier kontrolnych.
Górnik Łęczna
Zimujący na pozycji wicelidera klub Kamila Kieresia do zajęć wrócił 7 stycznia. Szefostwo klubu z Lubelszczyzny nie zapowiada jakiś sporych zmian kadrowych podczas zimowego okna transferowego. Na ten moment oprócz kilku sprawdzanych zawodników z drużyny rezerw oraz 18-letniego Jakuba Witka ze Stadionu Śląskiego nikt inny nie pojawił się na treningach Górnika Łęczna. Dyrektor sportowy Velijko Nikitović nie ukrywa, że poszukiwane są jedynie wzmocnienia na pozycji środkowego pomocnika oraz boku pomocy. W klubie ewidentnie potrzebna jest stabilizacja, której zabrakło rok temu na tym samym etapie sezonu. Ogromna ilość transferów w drużynie prowadzonej wtedy przez Franciszka Smudę odbiła się czkawką i łęcznianie zajęli na koniec sezonu dopiero 9. miejsce, pomimo straty tylko dwóch punktów do miejsca premiowanego awansem na półmetku rozgrywek.
Z klubem pożegnało się natomiast dwóch zawodników: Karol Mackiewicz (1 mecz) i Donatas Nakrošius (2 mecze). Oboje nie należeli w tym sezonie do zawodników podstawowego składu Górnika, pojawiając się na murawie niemalże od święta.
Łęcznianie nie mają zaplanowanego żadnego zgrupowania i okres zimowy przepracują na domowych obiektach.
W swoim pierwszym meczu kontrolnym zremisowali z Orlętami Radzyń Podlaski 1:1. Jedyną bramkę dla drużyny prowadzonej przez Kamila Kieresia zdobył Marcin Stromecki. Zespół z Lubelszczyzny czeka jeszcze dziewięć sparingów w trakcie przygotowań do rundy wiosennej w tym m.in. ze Stalą Rzeszów (25 stycznia) i Resovią Rzeszów (29 stycznia).
Resovia Rzeszów
Rzeszowianie tak samo, jak Górnik Łęczna swoje przygotowania rozpoczęli 7 stycznia. Po niespełna tygodniu treningów na własnym obiekcie podopieczni Szymona Grabowskiego udali się szlifować formę na obóz do Sanoka, który trwał do 18 stycznia. Trener Resovii zabrał ze sobą na zgrupowanie 23 zawodników. Przy osobie Szymona Grabowskiego, warto wspomnieć, że pod koniec ubiegłego roku udał się na Cypr, by wziąć udział w stażu trenerskim w klubie AEK Larnaca.
Do zespołu z Rzeszowa dołączył jak dotąd tylko 19-letni bramkarz Marcel Zapytowski z Wisły Płock. Wychowanek „Nafciarzy” trafia do Resovii na zasadzie transferu gotówkowego. Klub z Płocka zapewnił sobie w zawartej umowie także procent z ewentualnego przyszłego transferu młodego golkipera. Przy osobie Zapytowskiego warto wspomnieć, że udało mu się zaliczyć debiut w ekstraklasie już w wieku 17 lat.
Z zespołem Grabowskiego pożegnał się obrońca Bartłomiej Makowski (3 mecze). Zawodnik podczas swojego pobytu w Resovii uzbierał 119 występów i zdobył 6 bramek. Drugim ubytkiem z kadry rzeszowian tej zimy jest Dariusz Frankiewicz (6 meczów). Ten doświadczony pomocnik związał się z liderem podkarpackiej IV ligi KS Wiązownica.
Klub z Podkarpacia w jedynym rozegranym jak do tej pory sparingu tej zimy zremisował w Mielcu z pierwszoligową Puszczą Niepołomice 1:1. Gola dla ekipy Szymona Grabowskiego zdobył w 10 minucie spotkania Daniel Świderski. Resoviacy rozegrają przed startem ligi jeszcze osiem gier kontrolnych.
Olimpia Elbląg
Zajmująca piątą lokatę w ligowej tabeli Olimpia swoje przygotowania rozpoczęła 8 stycznia. Na pierwszych zajęciach pojawiło się pięciu zawodników z czwartoligowych rezerw: Dawid Wierzba, Kacper Ziewiec, Łukasz Sarnowski, Sebastian Malinowski i Mariusz Bucio. Zabrakło natomiast Bruno Żołądzia (18 meczów), który pod koniec ubiegłego roku zerwał więzadło krzyżowe przednie w kolanie, a także Oleksija Prytulaka (zabieg usunięcia żylaka). Po dłuższych rekonwalescencjach wracają obrońcy Maciej Rozumowski oraz Michał Kiełtyka. Do zespołu po okresie wypożyczenia do Sokoła Ostróda powrócił natomiast młody bramkarz Dawid Kapłon. Trener Adam Nocoń z pewnością będzie szukał wzmocnień w tym okienku transferowym, bo jak powiedział w wywiadzie dla portel.pl, jego drużyna dysponowała jedną ze szczuplejszych kadr w drugoligowej stawce.
Zawodnicy Olimpii Elbląg tak samo, jak Górnik Łęczna będą przygotowywać się wyłącznie na własnych obiektach. Podopieczni Adama Noconia mają już za sobą dwa sparingi. W pierwszym, który odbył się 15 stycznia w Cetniewie ulegli pierwszoligowemu Stomilowi Olsztyn 1:2, a jedynego gola zdobył Dawid Wierzba. 3 dni później już w Elblągu podejmowali innego pierwszoligowca Olimpię Grudziądz i ponownie mecz zakończył się wygraną rywali w stosunku 1:2.
Olimpia ma zaplanowane przed startem ligi jeszcze 6 gier kontrolnych.
Stal Rzeszów
Stal swój początek przygotowań zaplanowała na 6 stycznia. Na pierwszych zajęciach pojawiło się 21 zawodników w tym młody nigeryjski obrońca Michael Uba. Po poważnej kontuzji do pełnej dyspozycji wrócił w końcu prawy obrońca Robert Trznadel. Jest to z pewnością bardzo dobra informacja zarówno dla trenera Janusza Niedźwiedzia, jak i kibiców Stali. Trznadel przed kontuzją stanowił bardzo ważny element w formacji defensywnej zespołu z Podkarpacia.
Jedynym potwierdzonym transferem do klubu jest jak na razie 20-letni pomocnik Wiktor Kłos z trzecioligowej Wólczanki Wólka Pełkińska. Zawodnik w aktualnym sezonie rozegrał 18 spotkań w III lidze i zdobył 3 bramki. Do sztabu szkoleniowego dołączył natomiast Mateusz Stolarski pełniący do tej pory rolę trenera drugiego zespołu oraz drużyny do lat 19.
Szeregi Rzeszowskiego klubu opuścili: pomocnik Dominik Chromiński (15 meczów, 1 bramka) oraz napastnik Tomasz Płonka (11 meczów, 1 bramka), którzy zasilili kadrę lokalnego rywala ze Stalowej Woli, a także obrońca Błażej Cyfert (12 meczów, 1 bramka) do Wisły Puławy. Ponadto na liście transferowej Stali Rzeszów znajdują się Michał Nawrot (12 meczów, 1 bramka) i Adrian Ligienza (13 meczów).
Drużyna Janusza Niedźwiedzia aktualnie przebywa w Szalowej k. Nowego Sącza na swoim pierwszym z dwóch zaplanowanych obozów przygotowawczych. Zgrupowanie potrwa do 24 stycznia. Na drugi obóz Stal wybierze się 10 lutego do Sanoka.
Ekipa z Podkarpacia zdążyła rozegrać już tej zimy trzy mecze kontrolne. 15 stycznia w pierwszym tego dnia sparingu ulegli na sztucznym boisku w Nowej Wsi trzecioligowej Wólczance Wólka Pełkińska 1:3 (bramka dla Stali: Wojciech Reiman), a następnie pokonali KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 3:1 po bramkach Jakuba Kądziołki, Artura Pląskowskiego i Błażeja Szczepanka. W pierwszym z tych spotkań w barwach Stali testowany był australijski pomocnik Dylan Collard z portugalskiego trzecioligowca Lusitano FC. Jak na razie nie wiadomo jednak czy zawodnik pozostanie w Rzeszowie. W trzecim sparingu pokonali Sandecję Nowy Sącz 4:3. Mecz był rozgrywany w dość nietypowym formacie 3×35 minut.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze