Dołącz do nas

Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Czas na półfinał(y)

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Media donoszą, że Klub wysłał pismo ws rozwiązania umowy z Zondacrypto.

Piłkarki dzisiaj o godzinie 18:30 na płycie głównej ENEA Stadionu w Poznaniu zagrają mecz półfinałowy Pucharu Polski z drużyną Lecha/UAM Poznań. Następny mecz ligowy rozegramy na Bukowej 25 kwietnia o 11:00 z Pogonią Szczecin. Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali mecz ligowy z Motorem, który wygrali 3:2 (3:1). W najbliższą sobotę 25 kwietnia o 14:45 zagramy w Kielcach z Koroną.

W półfinale play-off siatkarze pokonali w pierwszym meczu Mickiewicza Kluczbork 3:0. Drugi mecz zostanie rozegrany jutro (22 kwietnia) o 18:00 w Kluczborku. Ewentualne trzecie spotkanie zaplanowano na niedzielę (26 kwietnia) o 17:30 w Katowicach. Do finału awansuje drużyna, która wygra dwa mecze.

Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.

KLUB

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice też żegna się z Zondacrypto. Współpraca nie trwała długo… „Podjęte działania mają zabezpieczyć interes klubu”

GKS Katowice jest kolejnym klubem, który wypowiada umowę giełdzie kryptowalut Zondacrypto.
– GKS Katowice wystosował pismo, które inicjuje proces rozwiązania umowy sponsorskiej z firmą Zondacrypto – poinformował Polską Agencję Prasową rzecznik klubu Michał Kajzerek. – Podjęte przez nas działania mają w pełni zabezpieczyć interes klubu, stąd proces zakończenia współpracy będzie następował stopniowo – dodaje.
Umowa z Zondacrypto została podpisana w lipcu 2025 roku. Podkreślano wówczas, że prezes firmy Przemysław Kral wychował się w Katowicach i chodził na mecze na Bukową.
Wcześniej podobną jak GKS decyzję podjęli Raków Częstochowa i koszykarskie Dziki Warszawa.
W sprawie problemów Zondacrypto trwa postępowanie prokuratorskie. W poniedziałek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach prok. Michał Binkiewicz poinformował, że na liście poszkodowanych jest już kilkaset osób, a kwota szkody osiągnęła 350 mln zł.

PIŁKA NOŻNA

lechpoznan.pl – Czas na półfinał

Już we wtorek o godzinie 18:30 rozpocznie się najważniejsze spotkanie tego sezonu dla Lecha Poznań UAM. Niebiesko-Białe na Enea Stadionie zmierzą się z GKS-em Katowice w półfinale Orlen Pucharu Polski.
Piłkarki Kolejorza mają za sobą świetną kampanię w Pucharze Polski. Lechitki do półfinału dotarły bez straty gola, a po drodze odprawiły z kwitkiem Iskrę Tarnów (4:0), Polonię Środa Wielkopolska (5:0), KKP Warszawa (5:0) oraz Górnika Łęczna (1:0). To najlepsza edycja w historii naszej kobiecej sekcji, a przed Niebiesko-Białymi najważniejszy dotychczasowy mecz w tym sezonie. Stawką wtorkowej rywalizacji z GKS-em Katowice będzie bowiem finał Pucharu Polski.
– Traktujemy to spotkanie normalnie, nie nakładamy na siebie żadnej dodatkowej presji. Ostatni tydzień przepracowałyśmy jak każdy poprzedni, myślę że to zdrowe podejście. Czuć w drużynie radość, ekscytację i pozytywną atmosferę, bo dzieje się po prostu coś fajnego – mówi trenerka Alicja Zając.
Lech Poznań UAM w tym sezonie zmierzył się już z GKS-em Katowice w Orlen Ekstralidze. Niebiesko-Białe na wyjeździe postawiły się mistrzyniom Polski i zremisowały 1:1. Gola na wagę punktu strzeliła Oliwia Związek, a więc bohaterka ćwierćfinałowej potyczki z Górnikiem Łęczna. We wtorek faworytem również będzie ekipa ze Śląska, ale Lechitki w tym sezonie już niejednokrotnie pokazały, że potrafią postawić się silniejszym przeciwniczkom.
– Ten ostatni mecz z GieKSą zbudował nasze morale i pokazał, że możemy powalczyć z bardziej doświadczonymi zespołami z górnej części tabeli. Widać to było w spotkaniu z Górnikiem Łęczna. Wiadomo, że to była tylko jedna potyczka, ale chcemy z niej wyciągnąć jak najwięcej wniosków i odpowiednio przygotować się do półfinału. Wiemy, że wiele czynników wpływa na to, która drużyna wygra. Zrobimy jednak wszystko, żeby powalczyć i napsuć krwi zespołowi z Katowic, bo nie ma co ukrywać, że one są faworytem i jako mistrzynie Polski bardziej muszą awansować do finału, my możemy to zrobić – opowiada trenerka Lecha Poznań UAM.
[…] Z tego spotkania przeprowadzona zostanie transmisja na naszym kanale LechTV na platformie Youtube.

weszlo.com – Bartosz Nowak: Nie pamiętam tak szalonego tygodnia

Sezon 2025/26 na polskich boiskach to prawdziwy popis umiejętności w wykonaniu jednego z piłkarzy GKS-u Katowice. Bartosz Nowak na Śląsku obudził w sobie pokłady dodatkowej energii i piłkarskiej jakości. Strzelec ośmiu goli, odpowiadający także za 11 ostatnich podań w Ekstraklasie, cieszy się obecnie ogromnym szacunkiem pośród kibiców, a także ligowych rywali. Nowak był gościem ostatniej Ligi+ Extra, w której odpowiedział na wiele pytań.
Drużyna Rafała Góraka bardzo jest doceniana w skali ligi za to, jaki tworzy kolektyw. To duża nobilitacja, aczkolwiek Nowak podkreśla, że to zasługa tego, że każdy czuje się doceniony.
– Nasz system pokazuje, że nie jesteśmy oparci na jednym zawodniku. Każdy czuje się pod prądem, każdy jest doceniony. Wie, że przyjdzie czas, że będzie potrzebny (…) Cały czas sprawia mi radość, by grać na takim poziomie jakiego wymaga liga (…) Wszystko zależy od tego, w jakich drużynach grasz i na jakim poziomie jesteś. Były trudniejsze momenty, teraz jest wszystko pięknie, ja się czuję dobrze. Wszystko też dobrze funkcjonuje, każdy emanuje pozytywną energią. Drugi sezon w Rakowie był trudny, widywałem się tylko przez chwilę z rodziną, miałem półtorarocznego synka, a żona była w drugiej ciąży.
Nie mogło zabraknąć pytania o trenera Rafała Góraka. W studiu panowało zaciekawienie dotyczące tego, czy szkoleniowiec daje na boisku wolność. Nowak bardzo ceni swojego trenera za to, kim jest i że nikogo nie udaje.
– W niektórych aspektach jak najbardziej [co do wolności na boisku – MZ]. Eman teraz wszedł w buty dobrego kolegi (śmiech), jeszcze nie wiemy gdzie on ma sufit. Ostatnio on akurat błyszczy, ale odciążamy się nawzajem. Większość akcji zaczyna się od pressingu i rozumienia gry naszych pomocników. Każdy może pokazywać, co najlepsze w ataku, wiemy, kto jakie ma obowiązki. Jak ktoś o czymś zapomni, to drugi go wspomoże (…). Trener zawsze jest taki sam. Taki jest w serialu [Canal+ o trenerach – MZ]. On ma taką czutkę, że wie, kiedy co ma powiedzieć. Czuje ten klimat GieKSy, przeżył tu wszystko. Nie musi niczego udowadniać i cieszy się tym, co ma.
W ostatnim czasie, GieKSa po rzutach karnych odpadła w półfinale Pucharu Polski, zremisowała 3:3 z Lechem Poznań, a także pokonała po bardzo dobrym meczu Motor Lublin 3:2. Nowak przyznał, że nie pamięta tak obfitego w emocje tygodnia w swoim piłkarskim życiu.
– Takiego tygodnia to nie pamiętam, aby tyle się działo. W końcu z jakiegoś szalonego meczu mamy trzy punkty. Tworzymy mnóstwo sytuacji, ciągle są emocje, nasza drużyna wzbudza ich dużo. Jest sporo pozytywnych, a my idziemy tą drogą dalej.
– Od początku sezonu mówimy sobie, że nie boimy się nikogo, bo potem można walczyć z każdym. Nawet po porażce można być zadowolonym, ale nie można mieć po takich meczach do siebie pretensji. Trener powiedział, że musiał pochodzić więcej w tych meczach (śmiech). Myślę, że jest dumny.
9 kwietnia Jesus Imaz dobił do 110 goli w Ekstraklasie. Nowak uważa go za najlepszą dychę w lidze.
– Tak. Myślę, że w każdym wywiadzie, jak mnie pytają o dobrą dziesiątkę – ja zawsze daję Imaza. Odkąd śledzę tę ligę i odkąd w niej jestem to zawsze jest gwarantem bramek i gwarantem jakości, duża klasa.
Bardzo wielu szkoleniowców uznało Nowaka w materiale Canal+ za MVP sezonu. W tym gronie był oczywiście Rafał Górak, ale także Leszek Ojrzyński i John Carver. Nie wiedzieli oni, że piłkarz GKS-u Katowice będzie gościem programu. Co na to sam Nowak?
– Na pewno poproszę po programie o filmik dla potomstwa. Bardzo jestem dumny, cieszę się, że wiele osób ma taki pozytywny odbiór, na pewno drużyna też jest dumna. A czy to mój sezon życia? Indywidualnie na pewno tak (…) Zawsze chciałem strzelić gola z połowy, takiego mi raz nie uznano, więc wszystko przede mną.
Bartosz Nowak jest zdania, że szkielet drużyny złożony z Polaków bardzo pomaga. Także poza klubem, bowiem przez to żony zawodników chętnie się ze sobą spotykają i atmosfera tylko zyskuje na takich relacjach w drużynie. Nowi zawodnicy, a także obcokrajowcy, są bardzo otwarci i uczą się bardzo szybko.
Drużyna z Katowic punktowała jesienią ze średnią 1,17 punktu na mecz. Na wiosnę jest to już 1,91. Nowak podkreślił, że dysproporcja wyniknęła ze zmian i urazów na początku sezonu. Osiągnięcie obecnej dyspozycji wyniknęło z pracy w spokoju, a także z uwagi na mocny zimowy obóz przygotowawczy. Trener Górak polecił podopiecznym, aby zaufać w tę pracę, a w ostatnich miesiącach widać, że zespół dobrze się czuje. Nowak przyznał też, że były kluby zainteresowane jego usługami, ale on był stanowczy w tej kwestii. Nie zamierzał odbierać telefonów, bo czuł się dobrze w drużynie, a Katowice to jego miejsce.
W części programu zwanej „Pomidorem” Nowak powiedział, że Śląsk stał się jego miejscem na ziemi, choć jest z Radomia. Dodał też, że nie czuje się idolem kibiców na Nowej Bukowej i stwierdził, że fani zobaczą europejskie puchary w przyszłym sezonie. Mówi też „nie” w kwestii zaproszenia do Tańca z Gwiazdami.
Z innych ciekawych odpowiedzi: Bright Ede mógłby nosić sprzęt za obrońcami GKS-u Katowice. Pomidor został wykorzystany w kwestii pytania o preferencję bycia liderem w Katowicach kosztem ławki rezerwowych w reprezentacji Polski. Chciałby też dokończyć w przyszłości studia.

przegladsportowy.onet.pl – Żartowniś w szatni GKS Katowice włączył stary przebój. I zadziałało

Dziewięć dni z życia kibica GKS-u Katowice, to trzy mecze jego drużyny, dziesięć strzelonych goli i dziewięć straconych, duma wymieszana z niedosytem, refleksja połączona z ambicjami i poczucie, że sen wciąż trwa. Ekipa Rafała Góraka nie wygląda na taką, która miałaby ochotę wyhamować. Bohaterów jest dwóch, właśnie dosiadł się trzeci, ale są jeszcze ci, o których w mediach się nie mówi.
Katowicka drużyna najmocniej z tych trzech swoich wyjątkowych meczów zaskoczyła podczas wyprawy do Poznania. Najpierw z Rakowem zagrała najbardziej zwariowane spotkanie w tym sezonie. GKS w pierwszej połowie półfinału Pucharu Polski rozsmarował gospodarzy — prowadził 2:0 i wydawało się, że w takiej formie już tego nie wypuści. Scenarzysta przygotowujący futbolowe szkice miał tego dnia jednak inny pomysł. GKS doprowadził do stanu, że i przegrywał. Dwukrotnie wyrównał, żeby przy wyniku 4:4 o wszystkim rozstrzygały karne, a w nich efektywniejszy był Raków.
Takie porażki mogą goić się długo. Zresztą następnego dnia potwierdzał to klimat w katowickiej szatni. Przypominał ten żałobny. W miejscu, gdzie jest gwarno, mało kto z kim rozmawiał. Piłkarze nie mogli odżałować, w jaki sposób wypuścili zwycięstwo. Ale jak to w GKS-ie, znalazł się też dowcipniś, który na pomeczowych zajęciach w siłowni włączył stary przebój zespołu Magma, zaczynający się od słów: „Znów dziś przeszła obok mnie”.
Gieksiarze mieli słuszne poczucie, że okazja zagrania na Narodowym przeszła obok nich naprawdę blisko. Ale podnieśli się błyskawicznie, bo w Poznaniu fragmentami grali śpiewająco. Na boisku mistrza Polski trzykrotnie prowadzili, ale znów wrócił niedosyt, bo tamten mecz ostatecznie zremisowali. W ostatni weekend z Motorem już nie pozwolili, żeby prowadzenie im uciekło i przypilnowali wyniku.
GieKSa szalona potrafiła być i dawniej. W 1970 r. pojechała do Hiszpanii zagrać rewanż ze słynną Barceloną. To miała być dla gospodarzy formalność, pierwszy mecz na wyjeździe zgodnie z przewidywaniami wygrali. Mało, bo mało (1:0), ale wygrali. U siebie mogli poczuć dezorientację, gdy do przerwy przegrywali na Camp Nou z anonimowym klubem z Polski 0:2 i byli poza pucharami. Na pewno w szoku byli kibice Barcelony, którzy w swoich piłkarzy ciskali poduszkami.
— Skąd oni wzięli tyle poduszek? — zastanawiali się później piłkarze GieKSy.
Okazało się, że kibice puchową amunicję kibice mieli pod sobą, bo brali ją z siedzisk na stadionie. W drugiej połowie Gieksiarze nie wytrzymali naporu Barcy, stracili trzy gole, ale dla wielu to być może najlepszy mecz GKS-u w jego historii. Zobaczyć miny przerażonych zawodników Barcy? Bezcenne.
Dziś GKS do europejskich pucharów — można to już powiedzieć oficjalnie, niech właściwie wybrzmi — aspiruje. Ma 43 punkty, przyczaił się w siedmiozespołowym grupie uciekinierów, która zerwała się peletonowi. Ewentualnie może dobić do nich jeszcze Lechia. Miejsc w pucharach jest pięć. Gdyby GKS tam się dostał, pokazałby się w Europie po 23 latach.
Ostatnim europejskim rywalem, którego widziano na starej Bukowej, była Cementarnica Skopje, z którą GKS sensacyjnie odpadł. Macedończycy oddali w tym meczu jeden celny strzał, ale był na tyle cenny, że wystarczył do awansu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że taka „Wielka porcja wstydu”, jak ten mecz nazwała nasza prasa, będzie zapowiedzią chudych lat GKS-u. Naprawdę chudych. Dwa lata po porażce z Cementarnicą klub obudził się w czwartej lidze. Na wiele sezonów sam stał się cmentarzyskiem dla nadziei i ambicji.
Dziś GKS w pucharach to myśl absolutnie świeża, może i nadal niewyobrażalna, ale poparta faktami w tabeli. Myśl zaskakująca nawet wewnątrz klubu. Jeszcze przed meczem z Motorem dyrektor sportowy Dawid Dubas wzbraniał się przed mówieniem o europejskich horyzontach, bo dla niego najważniejsze było zapewnienie utrzymania. Zwycięstwo z lubelskim zespołem potwierdziło, że Dubasowi jedno zmartwienie odpadło: w przyszłym sezonie jego klub będzie w gronie ekstraklasowiczów.
Dziś GKS ma twarz krążącego przy ławce podczas meczów trenera Rafała Góraka i czarującego na boisku Bartosza Nowaka, ale bohaterów jest więcej. Wśród tych z cienia jest też Dubas. W klubie pracuje od ponad dziesięciu lat — zaczynał jako skaut i asystent trenera rezerw oraz drużyny juniorów starszych GKS-u, później został menadżerem piłkarskiej sekcji. Jeszcze pięć lat temu pewnie i sami kibice GKS-u mieliby problem ze wskazaniem, że taki człowiek w ogóle pracuje w ich klubie. Na rozpoznawalności mógł zyskać prawie trzy lata temu, kiedy został dyrektorem sportowym, ale nie zależało mu na tym. Do dziś unika mediów, jest najbardziej tajemniczym ze wszystkich ekstraklasowych dyrektorów.
O transferowej strategii GKS-u mówi: — Szukamy okazji i staramy się wyprzedzić konkurencję. Mamy czym przekonywać: stylem gry drużyny, infrastrukturą czy przykładami z poprzedniego sezonu, gdzie dwóch naszych zawodników [Kowalczyk i Repka] dostało powołanie do pierwszej reprezentacji Polski.
W galerii katowickich bohaterów z cienia jest też Miłosz Drozd. Jeżeli ktoś nie może się nadziwić, że GKS w przeciągu czterech dni był w stanie rozegrać dwa tak intensywne spotkania, jak z Rakowem i Lechem, to właśnie doktor z katowickiego AWF-u odpowiadający za przygotowanie fizyczne zawodników Góraka najlepiej wie, jak to zrobili. Na zimowym obozie w Turcji w sztabie GKS-u docisnęli jeszcze mocniej — z zapisanym ryzykiem, że przesuwają u zawodników kolejne granice.
To zawsze podróż w nieznane. Plagi kontuzji żadnej jednak nie było, a piłkarze GKS-u biegają dziś jak nakręceni. Zresztą na tym zbudowana jest GieKSa. Szuka takich zawodników, żeby wpasować ich do wymagań Góraka. Piłkarz GKS ma być silny, wydolny, dominować w powietrzu. Oczywiście są wyjątki. Nawet w szatni się śmieją, że oni noszą fortepian, a gra na nim Nowak. Teraz dosiadł się do niego Eman Marković. Reszta w zespole akceptuje dla siebie rolę zabezpieczających sekcję kreatywnych. Sami też są istotni, bo GKS ma zespół, gdzie trzeba uważać na każdego. Wśród jego najlepszych strzelców są dwaj środkowi obrońcy: Lukas Klemenz i Arkadiusz Jędrych, obaj zdobyli po siedem bramek.
GKS to ludzie. Tacy, jak Jakub Kobyłka, kierownik drużyny.
Lukas Klemenz: Dla mnie ten gość powinien dostawać premie, bo zajmuje się wszystkim. Dzwonisz do niego o północy:
— Kiero, potrzebuję na szóstą samochód. Mój się zepsuł, a muszę jechać z dzieckiem do lekarza.
— Okej, będzie.
I choćby miał tam ciebie zawieźć, to będzie zrobione. Jest sam, a robi wszystko: pierze, sprząta. Meczowy sprzęt czeka ułożony w kosteczkę. Przed wyjazdem na mecz interesuje cię tylko to, żeby zabrać kosmetyczkę. Resztę „kiero” chowa do skrzyni. Raz nie mogłem znaleźć skarpetek. Byłem przekonany, że stało się niemożliwe i się pomylił: Mam go!
— „Kieruś”, brakuje mi skarpetek — uśmiechnąłem się.
— Nie, masz pod ręcznikiem.
— Ja pierdzielę. Chciałem cię złapać, że czegoś nie zrobiłeś.
Przy tej zagmatwanej tabeli wciąż trudno przewidzieć, gdzie skończy GKS. Jest tak nieprzewidywalną drużyną, która sama siebie nie ogranicza, że może być podium, jak i miejsce, powiedzmy, siódme. Ale już wiemy, ile katowicka drużyna do Ekstraklasy wniosła. Śląski charakter, choć paradoksalnie Ślązaków w drużynie nie ma wielu. Jest za to sztab z Górakiem jako szefem, który dba o to, żeby ta rzetelność i nieustępliwość była w każdym piłkarzu GKS-u. W szatni pilnują tego gorole, którzy są w tej drużynie od lat, jak Jędrych czy Adrian Błąd.
— U nas jest trochę jak w Premier League: kibice doceniają wślizgi, wybicie z linii, pójście w kontakt czy nawet jakiś faul taktyczny. Każdy klaszcze, docenia, że tak biegamy. To jest ten śląski charakter, który wpaja nam trener Górak i jego sztab — opisuje swój zespół Klemenz. — Kupę lat w klubie jest Adi Błąd, Dawid Kudła, Aro Jędrych, Grzegorz Rogala, Marcin Wasielewski i Bartosz Jaroszek. Oni stanowią trzon drużyny. Mówisz: „Kurczę, nie mogę zawieść, bo oni na mnie patrzą”. Jest ten trzon, jest trener Górak ze sztabem od siedmiu czy ośmiu lat w klubie. Wchodzisz i musisz od razu udowadniać, że chcesz na to miejsce zasłużyć.

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice celuje w powrót do PlusLigi. Pierwszy krok w półfinale wykonany!

Na zapleczu PlusLigi rozpoczęła się rywalizacja półfinałowa. Pierwszy mecz mają już za sobą GKS Katowice i KKS Mickiewicz Kluczbork. Mecz w Ośrodku Sportowym Szopienice okazał się szczęśliwy dla katowiczan, którzy teraz potrzebują już tylko jednej wygranej, by zapewnić sobie awans do wielkiego finału.
Otwarcie spotkania należało do gości. Po kontrataku Mateusza Lindy odskoczyli na 6:3. Serię przy zagrywkach Tomasza Kalembki przerwał dopiero Michał Superlak. Nie brakowało przedłużonych wymian. Gdy uaktywnił się katowicki blok, dystans wyraźnie stopniał (9:10). Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek. Po dwóch asach Superlaka wynik się odwrócił i o czas poprosił trener Łysiak (13:12). W dalszej fazie seta trwała gra na styku. Obie ekipy czytały grę rywali, ustawiając bloki. W końcówce ponownie do głosu doszedł GKS. Dobrą zmianę dał Damian Domagała i po jego asie było już 21:18. Kiwka Grzegorza Pająka dała serię piłek setowych. Kropkę nad i szybko asem postawił Superlak.
Początek seta numer dwa toczył się punkt za punkt. Stopniowo inicjatywę przejmowali gospodarze. Gdy zablokowany został Linda GKS odskoczył na 11:8. Katowiczanie wciąż posyłali celne zagrywki, skutecznie punktowali również ich środkowi. Trener Łysiak zaczął sięgać po zmiany. Gdy asa posłał Linda, interweniował trener Siewiorek (14:13). Jego podopieczni szybko odzyskali rezon i po punktowej zagrywce Pająka ponownie zbudowali czteropunktową przewagę (18:14). Poderwać Kluczborczan starał się Yasser Amrat. Ze zmiennym szczęściem punktował Kamil Maruszczyk. Choć goście walczyli do końca, kluczowy punkt GKS zdobył, blokując Lindę.
As Lindy wyprowadził Mickiewicza na prowadzenie 6:4. Blok Damiana Hudzika na Janusie szybko doprowadził do wyrównania (7:7). Więcej błędów popełniali goście, przez co po chwili musieli już gonić wynik. Gra gospodarzy nie była również pozbawiona pomyłek. As Tomasza Kalembki ponownie wyrównał rezultat (13:13). Ręki w ataku nie wstrzymywał Superlak. Gdy błąd popełnił Maruszczyk, GKS wyszedł na prowadzenie 19:17. W kolejnych akcjach Mickiewicz skuteczne ataki przeplatał z błędami. Po trzech z rzędu celnych uderzeniach Maruszczyka goście odskoczyli na jeden punkt. Przy stanie 23:22 o czas poprosił trener Siewiorek. Atak Wojciecha Włodarczyka i blok na Maruszczyku dały piłkę meczową GKS-owi. Mickiewicz doprowadził jednak do walki na przewagi. Decydujący punkt padł po ataku Wojciecha Ferensa.
MVP: Michał Superlak
GKS Katowice – KKS Mickiewicz Kluczbork 3:0 (25:19, 25:20, 27:25)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga