Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Ambicja bez nagrody!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Karol Kuśka został menedżerem ds. rozwoju w GKS-ie Katowice.

Piłkarze GieKSy rozegrali wyjazdowe spotkanie ligowe w którym zremisowali z Górnikiem Łęczna 2:2 (0:2). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Piłkarki po przerwie reprezentacyjnej rozegrały czwartą kolejkę spotkań. Panie wygrały z drużyną Górnika Łęczna 3:0 (1:0). Obecnie zespół zajmuje drugą lokatę w tabeli z dziewięcioma punktami.

Siatkarze rozegrali dwa sparingi z Aluron CMC Wartą Zawiercie. W pierwszym z nich padł remis 2:2, w drugim drużyna przegrała 1:3. Klub podpisał kontrakt z reprezentantem Bułgarii Gjorgi Seganowem.

Hokeiści rozegrali dwa spotkania wyjazdowe w Hokejowej Lidze Mistrzów. Nasza drużyna przegrała po 5:1 z ZSC Lions Zurich 5:1 oraz z Rögle Ängelholm. Jutro rozpoczyna rozgrywki Polska Hokej Liga – GieKSa pierwszy mecz zagra z drużyną JKH GKS-em Jastrzębie. W tym tygodniu (w piątek i niedzielę) hokeiści zmierzą się jeszcze z GKS-em Tychy i Comarch Cracovią. Do początku października drużyna mecze będzie rozgrywać na wyjeździe.

 

silesion.pl – Karol Kuśka objął stanowisko menedżera ds. rozwoju w GKS-ie Katowice

Współpraca GKS-u z Karolem Kuśką wpisuje się w realizację strategii działań Klubu rozwoju na wszystkich płaszczyznach. W GKS-ie Katowice będzie on odpowiedzialny za rozwój obszarów komercyjnych i marketingowych Klubu, w tym m.in. za sponsoring oraz kluczowe partnerstwa.

Karol Kuśka przez ostatnie 7 lat był związany z największym polskim bukmacherem – STS, gdzie jako Sponsorship Manager odpowiadał m.in. za realizację strategii sponsoringowej firmy współpracując z PZPN i największymi klubami sportowymi w Polsce. Jest również założycielem inicjatywy Sportworking, czyli cyklicznych spotkań networkingowych w całej Polsce dla osób interesujących się marketingiem, PR-em i biznesem w sporcie. W latach 2013 – 2015 był już związany z GieKSą jako pracownik marketingu i współtwórca materiałów dla klubowej telewizji.

– Z wielkim entuzjazmem ponownie rozpoczynam współpracę z Klubem. Wierzę, że wielosekcyjny GKS Katowice daje wiele możliwości w zakresie kooperacji na styku biznesu i sportu. Z doświadczenia wiem, że pozyskiwanie partnerów, negocjowanie umów i wreszcie przygotowanie odpowiednich obszarów do współpracy z biznesem nie są procesami łatwymi i przede wszystkim szybkimi. Natomiast jestem przekonany, że jeśli Klub swoje możliwości przygotuje tak, aby były odpowiedzią na potrzeby biznesu, to ciężka i konsekwentna praca z czasem zacznie przynosić efekty, a GKS Katowice stanie się wzorcowym partnerem do współpracy – podkreśla Kuśka Kuśka.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Wicemistrzynie pokonane przez GKS Katowice w Łęcznej. Konsekwencja i skuteczność zaważyły na wyniku

Pomimo jesiennej, mokrej i chłodnej aury mecz w Łęcznej obfitował w emocje. Reasumując niedokładności, błędy indywidualne często wymuszone przez mokrą murawę wykorzystały podopieczne trenerki Katarzyny Koch. W związku z tym konsekwencja, ambicja i pomysł zadecydowały o wysokiej wygranej GKS z wicemistrzyniami Polski. Górnik w przeciwieństwie do rywalek miał problemy z kreowaniem sytuacji.  Ponieważ zespół gości wykazał się lepszą skutecznością. Dlatego równa liczba celnych strzałów nie znalazła odbicia w wyniku.

Początkowo akcje zaczepne katowiczanek nie przynosiły efektu. Odwaga drużyny trenerki Karoliny Koch bezsprzecznie utrudniała ataki gospodyń.

W związku z mokrą murawą gra techniczna niewątpliwie nie determinowała przewagi w spotkaniu. Dlatego wszelkie próby sforsowania linii defensywnych przez obie drużyny kończyły się niegroźnymi akcjami.

Dopiero 12. minuta przyniosła pierwszą groźną sytuację pod bramką katowiczanek. Rapacka celnie podała do Fabovej. Ze względu na spóźnione tempo napastniczki sytuacja nie skończyła się uderzeniem.

Dalekie dośrodkowania m.in Klaudii Miłek i Weroniki Kaczor w związku z wolnym tempem gry “Górniczek” stawały się łupem defensywy GKS.

Godna uwagi akcja miała miejsce w 35. minucie. Klaudia Lefeld wykorzystała przepuszczone podanie lecz będąc sam na sam z Weroniką Klimek nie wykorzystała szansy. Bramkarka zespołu gości doznała urazu podczas interwencji ale zachowała czyste konto.

Niewątpliwie najważniejsza akcja pierwszej połowy to kontra GKS w 40 minucie. W przeciwieństwie do rywalek zespół przyjezdny skonstruował dynamiczną kontrę. Sprawne wyprowadzenie piłki w dobrym tempie przez Anitę Turkiewicz bezsprzecznie zaskoczyło przeciwniczki. Pasywność obrony Górnika  umożliwiło podanie do Patrycji Kozarzewskiej, która “wzięła” na plecy obrończynię. Następnie celnie podała do koleżanki. Amelia Bińkowska strzeliła na 1:0 i Sandra Urbańczyk była bez szans. Warto podkreślić, ze była to już 4. bramka w obecnym sezonie zawodniczki GKS.

Pod koniec pierwszej połowy doszło do przypadkowego zderzenia zawodniczek. W środkowej strefie boiska kontuzji uniemożliwiającej kontynuowanie meczu doznała Weronika Kłoda. Zawodniczkę GKS zastąpiła Aleksandra Drąg.

Próby przerzutów do linii ataku czynione przez podopieczne trenerki Katarzyny Koch kończyły się spalonym. Karolina Maciążka cały czas starała się grać właśnie na styku linii spalonego.

“Giekaesianki” starały się podkręcić tempo i w przeciwieństwie do Górnika grać dynamicznie. Po jednym z ataków zespołu gości tylko refleks i zdecydowanie Kingi Bużan uchroniło Łęczną od zagrożenia. Skończyło się na wybiciu podania na rzut rożny gdyż “na piłkę” nabiegała już katowiczanka – Anna Konkol.

W 57. minucie uderzenie Klaudii Miłek było efektem właśnie braku dynamiki i aktywnego bronienia całym zespołem. Techniczny, pół-lob po przekątnej gdyby nie chybił zakończyłby się golem dla Katowic.

W 60. minucie po dalekim wyrzut z autu wykonywanym przez katowiczanki z prawej strony GKS stworzył sytuację. Po koźle i niedbałej próbie wybicia przez zawodniczki Górnika piłka trafiła do Patrycji Kozarzewskiej. Piłkarka inteligentnie i w tempie podała do nadbiegającej Kasandry Rybaczuk. Zawodniczka celnym i mocnym strzałem w prawą część bramki zdobyła gola na 0:2. Była to już druga asysta w meczu Kozarzewskiej.

Górnik miał problem ze skonstruowaniem groźnej akcji. Swoista “wybijanka” nie prowadziła do konstrukcji żadnej akcji.

Marianna Litwiniec w 67. minucie z bezsilności nie mogąc dogonić przeciwniczki. Łęcznianka popchnęła ją co zakończyło się rzutem wolnym podyktowanym z prawej części boiska, blisko pola karnego.

Wykonawczynią stałego fragmentu gry była Kasandra Rybaczuk. Podanie adresowane do dobrze ustawionej Marleny Hajduk, wbiegającej “na piłkę” zakończyło się trzecią bramką dla Katowic.

W ostatniej fazie spotkania trener Makarewicz dokonywanymi zmianami próbował pobudzić drużynę do ataku. Do końca meczu obecny był przede wszystkim chaos w atakach Górnika i konsekwencja GKS.

Ponieważ katowiczanki skutecznie do końca wybijały przeciwniczki z uderzenia wynik się nie zmienił. Kondycja i pomysłowość oraz konsekwencja w działaniach destrukcyjnych stały po stronie GKS Katowice..

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Reprezentant Bułgarii dołączył do GKS-u

Rocznym kontraktem z GKS-em Katowice związał się 29-letni rozgrywający z Bułgarii Georgi Seganow, wychowanek CSKA Sofia oraz reprezentant swojego kraju. Nowy zawodnik klubu do tej pory reprezentował barwy klubów z Włoch, Argos Volley Sora (2016-2018) i Top Volley Cisterna (2020-2021) oraz z Turcji – Maliye Piyango Ankara (2018-2019), Halkbanku Ankara (2019-2020) oraz Allpower Akü Cizre Belediyespor (2021-2022).

Seganow od lat cieszy się zaufaniem selekcjonerów kadry Bułgarii, którą reprezentuje na poziomie seniorskim regularnie od roku 2015. W roku 2016 Georgi Seganow został wybrany najlepszym rozgrywającym XIV edycji Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, w której kadra Bułgarii triumfowała w całym turnieju.

Nowy siatkarz GieKSy był podstawowym rozgrywającym swojej reprezentacji podczas dwóch ostatnich edycji mistrzostw świata oraz mistrzostw Europy, a także towarzyskiej Ligi Narodów. Seganow miał nie raz okazję odwiedzać Polskę, chociażby w ramach tegorocznych mistrzostw świata. Kadra Bułgarii rozgrywała swoje mecze fazy grupowej MŚ 2022 właśnie w Katowicach.

– Bardzo się cieszymy, że udało się pozyskać tak doświadczonego zawodnika. Georgi ma za sobą występy w lidze włoskiej i tureckiej, a ponadto od lat jest filarem reprezentacji Bułgarii, z którą regularnie gra w turniejach najwyższej rangi. Wierzymy, że dobrze i szybko wkomponuje się w zespół i efekty tego zobaczymy już w pierwszych meczach zbliżającego się sezonu – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.

 

Remis w sparingu GKS-u Katowice z Wartą Zawiercie

Trwa okres przedsezonowych sparingów plusligowych zespołów. W piątek w Mysłowicach po dwóch stronach siatki stanęły zespoły z Katowic i Zawiercia. Drużyny umówiły się na rozegranie czterech setów. W dwóch pierwszych lepsi okazali się podopieczni Michała Winiarskiego, dwie kolejne padły już łupem graczy GKS-u Katowice.

Mecz lepiej zaczęli zawiercianie, już na początku zbudowali sobie dwupunktowe prowadzenie (4:2). Kiedy długą wymianę wygrał Gonzalo Quiroga, na tablicy wyników pojawił się remis (4:4), ale przewagę ekipie z Zawiercia przywróciły mocne serwisy Dawida Konarskiego (9:6). Tym elementem zapunktował także Miłosz Zniszczoł (12:8) i jego zespół nie miał większych problemów z utrzymaniem swojej zaliczki (18:14). Błąd w ataku sprawił, że zmalała ona do dwóch oczek (18:16), jednak w końcówce ofensywa nie zawodziła (23:20). GKS Katowice zapunktował blokiem (22:23), jednak po akcji na lewej stronie Patryka Łaby zawiercianie triumfowali w pierwszej partii.

Druga rozpoczęła się od równej walki (4:4), ale po kontrze Dawida Dulskiego i Łaby zespół z Zawiercia prowadził 7:4. W polu zagrywki dobrze spisywał się Wiktora Rajsnera (13:10), na to blokiem odpowiedział Piotr Hain (12:13), a rywale zaczęli się mylić i walka przez chwilę się wyrównała. W ważnym momencie podopieczni Michała Winiarskiego postawili blok, ale to samo udało się rywalom (18:18). Końcówka należała do Aluronu CMC Warty Zawiercia, która po błędzie w polu zagrywki przeciwników miała piłkę setową, Dulski udaną akcją zakończył tę partię.

Już na początku zawiercianie odskoczyli (2:0), GKS Katowice starał się odrobić straty, ale udawało się to głównie z powodu błędów rywali (9:10). Rajsner szalał w polu serwisowym, przy jego zagrywkach drużyna zbudowała sobie solidne prowadzenie (14:10). W ofensywie z lewego skrzydła nie zawodził w szeregach GKS-u Tomas Rousseaux (13:15), swoje dołożył też Jakub Jarosz (16:16) i po asie serwisowym Wiktora Mielczarka to zespół z Katowic był na prowadzeniu (20:19). Powiększył je Quiroga (23:21) i po mocnym ataku Rousseauxa katowiczanie wygrali tę partię.

Podopieczni Grzegorza Słabego imponująco otworzyli seta numer cztery (10:4), jednak przy zagrywkach Michała Szalachy straty jego zespołu wyraźnie zmalały (7:10). GKS grał lepiej na siatce i szybko ponownie miał wyraźną zaliczkę (17:11), znów dały znać o sobie błędy katowiczan (19:16), ale cały czas spokojnie utrzymywali dystans nad rywalem. Po akcji ze środka Marcina Kani było 22:18, tym razem nie byli w stanie utrzymać wyraźnej zaliczki (23:22). Piłkę setową zapewnił swojej drużynie Hain atakiem ze środka (24:22) i to on zakończył także całe spotkanie.

GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 2:2 (23:25, 22:25, 25:23, 25:23)

 

Zawiercianie tym razem lepsi od katowiczan

o remisie w piątkowym sparingu dzień później już we własnej hali Aluron CMC Warta Zawiercie okazała się lepsza od GKS-u Katowice. Zawiercianie wygrali 3:0, a w dodatkowej partii to katowiczanie triumfowali 25:15. – Gdy nie mamy analiz, jeśli chodzi o zawodników z przeciwnej drużyny, to mamy system, który ćwiczymy. Trener powiedział, że był zadowolony przez pierwsze trzy sety. W czwartym od początku zabrakło nam skupienia w przyjęciu, żeby przyjąć piłkę do siatki i zrobić przejście. Później gry rywale odjechali, to było ciężko grać, ale uważam, że na ten moment, gdzie jesteśmy to bardzo dobrze funkcjonuje – skomentował Marcin Waliński.

W rewanżowym spotkaniu sparingowym, zaplanowanym na cztery sety, Aluron CMC Warta Zawiercie wygrała z GKS-em Katowice 3:1. Obaj trenerzy postawili w tym spotkaniu przede wszystkim na sprawdzenie w boju wszystkich dostępnych zawodników i sprawdzanie w akcji różnych zestawień osobowych.

Zespół GieKSy przez całe spotkanie dobrze sobie radził sobie w akcjach po pozytywnych przyjęciu i w kontrze, natomiast rywale wypracowywali przewagę głównie za sprawą zagrywki i bloku. Role odwróciły się w partii numer cztery, w której GKS zdominował przeciwnika pod względem ofensywnym i wygrał spokojnie 25:15. Po stronie GKS-u najlepiej punktował Damian Domagała, autor 13 punktów, natomiast po stronie zawiercian najwięcej punktów zdobyli Marcin Waliński i Dawid Konarski (obaj po 14).

– Skupiamy się na tym, co mamy wykonywać na boisku, na tych elementach, które chce trener – systemie. Gdy nie mamy analiz, jeśli chodzi o zawodników z przeciwnej drużyny, to mamy system, który ćwiczymy. Trener powiedział, że był zadowolony przez pierwsze trzy sety. W czwartym od początku zabrakło nam skupienia w przyjęciu, żeby przyjąć piłkę do siatki i zrobić przejście. Później gry rywale odjechali, to było ciężko grać, ale uważam, że na ten moment, gdzie jesteśmy to bardzo dobrze funkcjonuje. Przede wszystkim rozumiemy to, co trener chce nam przekazać – podsumował Marcin Waliński.

Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:1 (25:17, 25:22, 25:19, 15:25)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Ambicja bez nagrody!

Hokeiści GKS-u Katowice, debiutujący w Lidze Mistrzów (CHL), zaliczyli pierwszą sesję wyjazdową.

Zaprezentowali się całkiem przyzwoicie, ale – niestety – punktów nie przywieźli. Najpierw w Zurychu przegrali z Lions 1:5, ale wynik nie odzwierciedla wydarzeń na lodowisku. Przy stanie 0:1 mieli kilka świetnych sytuacji, ale ich nie wykorzystali. Natomiast w 2. odsłonie w niespełna 2. min stracili 2 gole i te straty było już trudno odrobić. Trener Jacek Płachta komplementował zawodników za dobrą grę i ambicję.

Trudno marzyć o korzystnym wyniku gdy w meczu traci się 4 gole w osłabieniu – tak właśnie było podczas potyczki z obrońcami trofeum Rogle Angelholm. Hokeiści GKS-u znów zaprezentowali się więcej poprawnie, ale gospodarze potrafili bezlitośnie wykorzystać momenty przewagi. Hokeiści GKS-u znów przegrali 1:5, ale wracają z podniesionymi głowami i już we wtorek w Jastrzębiu przystępują do rywalizacji ligowej oraz obrony tytułu mistrzowskiego.

hokej.net – „Lwy” z Zurychu lepsze od GieKSy. Przewagi zmorą polskiej drużyny

Hokeiści ZSC Lions Zurych udanie zrewanżowali się hokeistom GKS-u Katowice, pokonując ich 5:1. Podopieczni Jacka Płachty nie wykorzystali dwóch pięciominutowych przewag. Zresztą ten element nie wyglądał u nich najlepiej. Honorowego gola dla GieKSy zdobył Grzegorz Pasiut.

Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie, bo już w 2. minucie błąd w defensywie GieKSy wykorzystał Willi Riedi. Dostał on świetnie podanie od Livio Truoga i w sytuacji sam na sam pokonał strzałem pod poprzeczkę Johna Murraya.

Katowiczanie świetną okazję do wyrównania mieli w połowie tercji gdy za atak z tyłu do szatni został odesłany Lucas Wallmark. GieKSa słabo rozegrała przewagę, nie stwarzając klarownych sytuacji pod bramką Šimona Hrubca.

Mecz rozstrzygnął się się w drugiej odsłonie, bo gospodarze w ciągu 116 sekund zdobyli dwie bramki. Najpierw po wygranym wznowieniu huknął Dean Kukan, a następnie Justin Sigrist objechał bramkę i ulokował gumę nad leżącym Murrayem. Najlepszą okazję do zdobycia goli w tej odsłonie miał Grzegorz Pasiut jednak w 38. minucie uderzył z dwóch metrów prosto w bramkarza.

Na początku ostatniej odsłony wyśmienitą okazję miał na gola Bartosz Fraszko. Katowiczanin sam popędził od linii niebieskiej na bramkę Hrubca, ale przegrał z nim pojedynek „oko w oko”. To błyskawicznie się zemściło, bo w odpowiedzi Zurych zdobył czwartą bramkę. Do bezpańskiego krążka na niebieskiej dopadł Christian Marti i kropnął nie do obrony.

W 45. minucie ponownie katowiczanie grali w pięciominutowej przewadze, gdy Kyen Sopa zaatakował pod bandą Joonę Monto. Hokeiści GieKSy ponownie słabo rozegrali „power play” i ponownie się to zemściło. W 51. minucie strzał po lodzie Mikko Lehtonena wylądował w bramce „Jaśka Murarza” i było 5:0.

Jednak katowiczanie zakończyli ten mecz honorowo, bo na 33 sekundy przed końcową syreną Grzegorz Pasiut ulokował gumę po długim rogu bramki Hrubca.

 

Zabójcze przewagi Szwedów. Bezradna GieKSa

W sobotnie popołudnie hokeiści GKS-u Katowice przegrali w wyjazdowym spotkaniu z Rögle BK 1:5 w Hokejowej Lidze Mistrzów. Szwedzi aż cztery bramki zdobyli w liczebnej przewadze. Katowiczanie pierwszy celny strzał oddali dopiero w połowie spotkania.

W pierwszej tercji całkowitą dominację nad przebiegiem spotkania przejęli hokeiści Rögle Ängelholm, którzy co rusz szturmowali bramkę Johna Murraya. Pierwszego gola zdobyli już w 4. minucie, gdy na ławce kar przebywał Magee za niepotrzebny, aczkolwiek przypadkowy faul na rywalu. Riley Sheen technicznym strzałem po krótkim rogu nie dał szans katowickiemu golkiperowi.

Triumfatorzy poprzedniej edycji poszli za ciosem i 10 minut później podwyższyli prowadzenie, gdy Linus Sjödin efektowną sztuczką techniczną minął Patryka Wajdę. Strzał Szweda odbił Murray, ale z bliska do pustej bramki gumę wbił Oskar Stål Lyrenäs. W pierwszej odsłonie GieKSa ofensywie nie istniała i nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę rywala.

Po zmianie stron podopieczni Jacka Płachty zaprezentowali się lepiej. Pierwszy groźny i celny strzał od razu zakończył się bramką, gdy w okienko – podczas gry w przewadze -przymierzył Matias Lehtonen. Gospodarze szybko odpowiedzieli, bo na ławce kar wylądował Patryk Krężołek. Już 23. sekundy później Adam Tambellini huknął z bulika z pierwszego krążka, trafiając tuż przy samym słupku.

W ostatniej odsłonie padły jeszcze dwa gole. Do bramki trafili Adam Tambellini po raz drugi oraz Brady Ferguson. Obie bramki padły w okresach gry w przewadze gospodarzy. Ten element w szwedzkim zespole funkcjonował znakomicie. Na pięć takich prób aż cztery kończyły się powodzeniem.

Triumfator poprzedniej edycji Ligi Mistrzów kontrolował przebieg od pierwszego do ostatniej minuty meczu. GieKSa nielicznie zagrażała bramce Christoffera Rifalka. W sumie na jego bramkę oddała tylko 10 celnych strzałów. Dużo więcej pracy miał John Murray, który musiał mierzyć się z 40 uderzeniami rywali.

Szwedzi znakomicie radzili sobie też na punktach wznowień. Wygrali aż 32 z45 bulików.

 

Ministerstwo sportu chce wyjaśnień. Chodzi o dyskryminację Rosjan przez trzy kluby!

Do Polskiego Związku Hokeja na Lodzie wpłynęło pismo z działającego przy Ministerstwie Sportu i Turystyki Departamentu Sportu Wyczynowego. W tym dokumencie Federacja Rosyjska zarzuca polskiej dyplomacji dyskryminację Rosjan w Polsce, jakiej dopuściły się trzy polskie kluby.

Nota z rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, przekazana przez tamtejszą ambasadę, zawiera zarzuty naruszania przez Polskę międzynarodowej konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej („Konwencji CERD”) z 7 marca 1966 r. i propozycję przeprowadzenia w tej sprawie negocjacji.

„W nocie rosyjskiej, wśród wielu przykładów rzekomej dyskryminacji Rosjan w Polsce, znalazła się sprawa zakończenia kontraktów z rosyjskimi hokeistami przez polskie kluby BS Polonia Bytom i GKS Katowice na początku marca 2022 r. oraz deklaracja podobnego zamiaru ze strony klubu Ciarko STS Sanok” – czytamy w piśmie wysłanym przez MSiT do PZHL.

Ministerstwo prosi PZHL i kluby o weryfikację opisanej sytuacji, która dotyczy rosyjskich hokeistów w Polskiej Hokej Lidze i Młodzieżowej Hokej Lidze. Czas nagli, bo na odpowiedź czekają … do dzisiejszego południa (do piątku, dziewiątego września-przyp. red).

Przypomnijmy, że na początku marca tego roku, występująca w Młodzieżowej Hokej Lidze, Polonia Bytom jako pierwszy klub hokejowy w Polsce pożegnała pięciu Rosjan. Klub opuścić musieli: bramkarz Daniił Babec, obrońcy Kiriłł Kleimjonow, Jegor Rudskoj oraz napastnicy Walerij Polinin i Ilja Smirnow.

– Nie kontynuujemy współpracy z zawodnikami rosyjskimi z wiadomych względów. Klub jest spółką miejską i stanowisko miasta jest jednoznaczne. Pomagamy Ukraińcom, mówimy stanowcze „nie” dla finansowania i wsparcia zawodników z Rosji na poziomie miejskiej spółki Polonia Bytom – wyjaśniał wtedy Adam Fras, wiceprezydent miasta Bytomia.

Następnie szefostwo klubu rozwiązało kontrakt z Aleksandrem Mokszancewem, a działacze GKS-u Katowice z Aleksandrem Jakimienką, który nie potępił jednoznacznie agresji Władimira Putina i Rosji na Ukrainę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga