Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Okocimskim w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa w Brzesku pewnie wygrała z praktycznie już zdegradowanym Okocimskim 4-1 (3-0) i dopisała łatwe kolejne 3 punkty.

Tak media pisały o tym spotkaniu:

 

krakow.sport.pl: Okocimski Brzesko rozbity u siebie. Koniec marzeń o utrzymaniu w I lidze

Dla gospodarzy był to mecz ostatniej szansy. Horror zaczął się w 20. minucie, kiedy Damian Byrtek sfaulował w polu karnym Denissa Rakelsa. 22-letni obrońca dostał czerwoną kartkę, a z 11 metrów do siatki trafił Grzegorz Fonfara.
Później było tylko gorzej. Kolejne gole były gwoźdźmi do trumny klubu z Brzeska. Do siatki trafiali Janusz Gancarczyk, Mateusz Kamiński (w obu przypadkach były do strzały do pustej bramki) i Adrian Napierała (głową po rzucie rożnym). W końcówce honorowego gola z rzutu karnego zdobył Wojciech Wojcieszyński.

slask.sport.pl: Rozpędzony GKS Katowice strzela cztery gole w meczu wyjazdowym

Kluczowa akcja dla losów meczu miała miejsce w 20. minucie. Obrońca Okocimskiego Damian Byrtek powalił wtedy we własnym polu karnym Denissa Rakelsa. Sędzia ukarał go za to czerwoną kartką i jeszcze podyktował rzut karny, który na gola zamienił Grzegorz Fonfara. Katowiczanie osiągnęli zdecydowaną przewagę i strzelili jeszcze trzy bramki.
W końcówce meczu gospodarze strzelili honorowego gola z rzutu karnego. – Dziękuję mojej drużynie za zaangażowanie i cenne trzy punkty. Odkąd graliśmy z przewagą jednego zawodnika, kontrolowaliśmy to spotkanie. W końcówce niepotrzebnie straciliśmy jednak bramkę. Nie przegrywamy już od siedmiu spotkań i prezentujemy równą formę – cieszył się Rafał Górak, trener GKS-u

sportowefakty.pl: Klątwa trwa. Pogrom w Brzesku

GKS Katowice potrzebował nieco ponad pół godziny, aby znokautować ich trzema ciosami, a cichym bohaterem tego fragmentu był Deniss Rakels. Łotysz kilkakrotnie przedostał się pod bramkę Dawida Mieczkowskiego, w 21. minucie został zatrzymany dopiero faulem Damiana Byrtka. Decyzja arbitra – rzut karny i czerwona kartka dla Byrtka. Wykonanie jedenastki przez Grzegorza Fonfarę – skuteczne.
Prowadzenie podwoił w 30. minucie Janusz Gancarczyk, który skorzystał z prostopadłego podania z głębi pola, minął bramkarza i skierował piłkę do siatki. Katowiczanom było mało. Po trzech minutach wbili trzeciego gola. Konkretnie dokonał tego Krzysztof Wołkowicz, korzystając z błędu defensywy rywali i zamieszania w polu karnym.

sportowetempo.pl: Kontrowersje w Brzesku, GKS Katowice sobie postrzelał, Okocimski tonie

Decyzje sędziego Szczecha z 20 min są mocno kontrowersyjne, co potwierdza zapis wideo z meczu. W polu karnym z szarżującym Denissem Rakelsem walczył Damian Byrtek. Gdy po przepychance bark w bark katowiczanin padł na murawę, sędzia podyktował rzut karny, a do tego pokazał obrońcy Okocimskiego czerwoną kartkę. To była kara zdecydowanie na wyrost, a ustawiła dalszy scenariusz meczu. Piwosze” przez prawie cały mecz musieli grać w osłabieniu.
Dość szczęśliwie rzut karny wykonał Grzegorz Fonfara. Piłka zanim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od słupka. W 31. minucie było już 2-0 dla katowiczan. Indywidualną akcją popisał się Janusz Gancarczyk, minął Dawida Mieczkowskiego i skierował futbolówkę do pustej bramki. Chwilę później było już 3-0, a na listę strzelców wpisał się Krzysztof Wołkowicz. Okocimski starał się odpowiedzieć, ale zarówno Bartosz Flis jak i Wojciech Wojcieszyński uderzali nad poprzeczką.
2×45.com.pl: GKS Katowice demoluje w Brzesku.
Najbardziej przekonujące zwycięstwo w sobotę odniósł GKS Katowice, który wpakował cztery bramki drużynie beznadziejnie spisującego się u siebie Okocimskiego Brzesko. Zaczęło się od faulu Damiana Byrtka i karnego, którego wykorzystał Grzegorz Fonfara. Później do siatki trafiali jeszcze Janusz Gancarczyk, Mateusz Kamiński i Adrian Napierała. Na pięć kolejek przed końcem Okocimski ma aż dziesięć punktów straty do bezpiecznego, czternastego miejsca.
sportslaski.pl: Okocimski – GKS Katowice 1-4. Rozgromili drużynę z Brzeska!

Wydarzenie
20. minuta – rzut karny i czerwona kartka dla Damiana Byrtka. Obrońca Podbeskidzia, który został wypożyczony do Okocimskiego, sfaulował w polu karnym Denissa Rakelsa. Musiał opuścić boisko, zaś rzut karny pewnie wykorzystał Grzegorz Fonfara. Do tego momentu obie drużyny stworzyły sobie po dwie dogodne okazje. Gospodarze żałowali szczególnie tej z pechowej… 13 minuty.

Bohater
Krzysztof Wołkowicz. Najlepiej zachował się w zamieszaniu w polu karnym gospodarzy. Potem ten sam zawodnik mógł wpisać się na listę strzelców po raz drugi, ale trafił w słupek. To był dobry występ młodego wychowanka GKS-u Katowice.

Rozczarowanie
Deniss Rakels. Wywalczył rzut karny, przeprowadził wiele dobrych akcji, ale co z tego, skoro napastnika rozlicza się ze strzelonych goli, a Łotysz marnował dziś wszystkie stuprocentowe okazje. W Brzesku miał ich łącznie cztery. Za każdym razem na przeszkodzie stawał bramkarz Okocimskiego – Dawid Mieczkowski, który dla szerszego grona kibiców piłkarskich jest anonimową postacią.

Co ciekawego:
– Katowiczanie po długiej serii remisów zaczynają regularnie wygrywać na wyjazdach. Po zwycięstwie z Miedzią, teraz przyszła pora na jeszcze bardziej efektowny mecz w Brzesku.

– Okocimski w jesiennym meczu wygrał przy Bukowej 2-1. GKS-owi z nawiązką udał się zatem rewanż. Gospodarzy, którzy walczą o utrzymanie w I lidze, było dziś stać tylko na honorowego gola.

– Bramka dla gospodarzy padła po rzucie karnym. Bramkarz Łukasz Budziłek sfaulował Bartosza Flisa, byłego zawodnika Ruchu Chorzów.

– Janusz Gancarczyk wykorzystał atut w postaci szybkości. Minął bramkarz Okocimskiego i wpakował piłkę do pustej bramki. Z kolei Adrian Napierała wykorzystał swoją zaletę, a więc grę w powietrzu. Wpakował piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

– Zadebiutował w zespole GKS-u młody Paweł Szołtys, który zmienił Rakelsa.

– Ponad 100 kibiców GKS-u Katowice dopingowało swój zespół w Brzesku.

sport.pl: Okocimski Brzesko rozbity u siebie. Koniec marzeń o utrzymaniu w I lidze

Dla gospodarzy był to mecz ostatniej szansy. Horror zaczął się w 20. minucie, kiedy Damian Byrtek sfaulował w polu karnym Denissa Rakelsa. 22-letni obrońca dostał czerwoną kartkę, a z 11 metrów do siatki trafił Grzegorz Fonfara.
Później było tylko gorzej. Kolejne gole były gwoźdźmi do trumny klubu z Brzeska. Do siatki trafiali Janusz Gancarczyk, Mateusz Kamiński (w obu przypadkach były do strzały do pustej bramki) i Adrian Napierała (głową po rzucie rożnym). W końcówce honorowego gola z rzutu karnego zdobył Wojciech Wojcieszyński.
Do końca sezonu zostały cztery kolejki, a Okocimski jako jedyny w lidze dotąd ani razu nie wygrał na własnym stadionie. Nie pomogła zmiana trenera (Krzysztofa Łętochę zastąpił Czesław Palik) i zespół raczej już nie wydostanie się ze strefy spadkowej.
Co ciekawe, w GKS-ie zadebiutował w sobotę Paweł Szołtys, który przed miesiącem skończył dopiero… 16 lat.

1-liga.przegladsportowy.pl: Okocimski bliżej spadku.
Okocimski powoli żegna się z pierwszą ligą. Po porażce z GKS-em Katowice 1:4 Okocimski zespół z Brzeska ma nikłe szanse na wydostanie się ze strefy spadkowej.
Wygląda na to, że Okocimski wywiesił białą flagę w walce o utrzymanie. Piłkarze Czesława Palika tracą dystans do bezpiecznego miejsca, a poza tym prezentują się ostatnio kiepsko, zwłaszcza w defensywie. W dwóch ostatnich spotkaniach stracili aż siedem bramek. Poza tym znowu nie potrafili wygrać meczu przed własną publicznością. A GKS imponuje formą, przed tygodniem rozprawił się z Miedzią w Legnicy, teraz rozbił beniaminka.

Losy meczu tak naprawdę rozstrzygnęły się w 20. minucie. Wówczas to, Damian Byrtek sfaulował w polu karnym Denissa Rakelsa, za co arbiter podyktował rzut karny, a stopera Okocimskiego wyrzucił z boiska. Grzegorz Fonfara nie miał problemów, aby pokonać z jedenastu metrów Mieczkowskiego i od tego momentu katowiczanie robili na boisku co chcieli.

Już przed przerwą dobili kompletnie zagubionych gospodarzy, gdy w odstępie dwóch minut strzelili dwa gole. Pewne problemy były z ustaleniem zdobywcy bramki na 3:0. W polu karnym Okocimskiego było ogromne zamieszanie i dopiero w przerwie, po konsultacjach i analizie wideo, przypisano to trafienie Krzysztofowi Wołkowiczowi.

Miejscowych trzeba pochwalić, że do końca walczyli o honorowe trafienie. Dopięli swego w końcówce, gdy po faulu Łukasza Budziłka, Wojciech Wojcieszyński wykorzystał rzut karny.

brzescyfanatycy.pl: Wysoka porażka z GKS Katowice!

Okocimski KS Brzesko przegrywa na własnym stadionie z GKS Katowice aż 4:1. Gospodarze już od 20 minuty grali w osłabieniu po obejrzeniu czerwonego kartoniku przez Damiana Byrtka. Honorowe trafienie dla „Piwoszy” strzelił w 90 minucie z rzutu karnego Wojciech Wojcieszyński. Porażka w dzisiejszym meczy znacznie oddala nas od utrzymania się na zapleczu ekstraklasy.

 katowice.naszemiasto.pl: Okocimski – GKS Katowice 1:4. Wysokie zwycięstwo GieKSy

Wysokim zwycięstwem GKS-u zakończyło się spotkanie Okocimskiego Brzesko z GKS-em Katowice. Nasza drużyna wygrała na wyjeździe aż 4:1!

okocimski.com: „Piwosze” skarceni 

Okocimski KS Brzesko w ramach 30. kolejki I ligi przegrał z GKS-em Katowice 1:4 (0:3). W 20. minucie z boiska za czerwoną kartkę „wyleciał” Damian Byrtek. Honor „Piwoszy” w samej końcówce uratował Wojciech Wojcieszyński, który okazał się pewnym egzekutorem rzutu karnego. Już w środę kolejne starcie – wyjazdowy mecz z Kolejarzem Stróże.
Koszmar brzeszczan rozpoczął się w 20. minucie, kiedy sędzia podyktował bardzo kontrowersyjną „jedenastkę”. Na domiar złego, czerwoną kartkę otrzymał Damian Byrtek i „Piwosze” przez prawie cały mecz musieli grać w osłabieniu. Dość szczęśliwie rzut karny wykonał Grzegorz Fonfara. Piłka zanim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od słupka. W 31. minucie było już 2:0 dla katowiczan. Indywidualną akcją popisał się Janusz Gancarczyk, minął Dawida Mieczkowskiego i skierował futbolówkę do pustej bramki. Chwilę później było już 3:0, a na listę strzelców wpisał się Krzysztof Wołkowicz. Okocimski starał się odpowiedzieć, ale zarówno Bartosz Flis jak i Wojciech Wojcieszyński uderzali nad poprzeczką.
Na początku drugiej odsłony, „Piwoszy” po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dobił kapitan „Gieksy” Adrian Napierała. W 50. minucie w słupek trafił Przemysław Pitry. Wynik mógłby być zdecydowanie wyższy, ale dobrze między słupkami spisywał się Dawid Mieczkowski, broniąc m.in strzały Denissa Rakelsa. Brzeszczanie długo nie potrafili pokonać golkipera katowiczan. Nad poprzeczką główkował Paweł Smółka. Sztuka gospodarzom udała się dopiero w końcówce, kiedy to pewnym egzekutorem rzutu karnego okazał się Wojciech Wojcieszyński. Było to szóste trafienie najskuteczniejszego strzelca Okocimskiego w bieżących rozgrywkach, ale w dzisiejszym starciu gol ten był tylko na otarcie łez.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga