Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie boimy się stawiać na młodych
Po przerwie reprezentacyjnej wracamy do ligowego grania. Przed drużyną Rafała Góraka pojedynek z jednym z najbardziej wymagających rywali, jak co roku celującym w mistrzostwo, Lechem Poznań. Konfrontacja z liderem wywołuje u naszych kibiców szybsze bicie serca. Czy podobnie jest w Poznaniu? Zapytaliśmy Arka Szymanowskiego, właściciela serwisu KKSLECH.com.
Przed naszym meczem z Cracovią zapytałem sympatyka Pasów o jego wrażenia po ostatecznych rozstrzygnięciach ubiegłego sezonu w I lidze. Na pewno w Poznaniu również trzymano kciuki za Arkę. Jak podeszliście do tego, że ostatecznie to GKS kosztem Arki znalazł się w Ekstraklasie?
Pomijając Arkę, wielu kibiców w Poznaniu cieszyło się z awansu GKS-u, śledząc przy okazji losy Antoniego Kozubala, którego powrót do Lecha po sezonie 2023/2024 był pewny od wielu miesięcy. Ekstraklasie potrzebne są duże firmy, z kibicami i historią, więc awans GKS-u został odebrany u nas pozytywnie. GKS Katowice to historia polskiej piłki, ponadto wiosną będziecie grali na nowym stadionie. Wielu kibiców Lecha na pewno przyjedzie na to spotkanie i ja osobiście też wybieram się do was w maju.
Wracając jeszcze do wydarzeń z poprzedniego sezonu, szerokim echem odbił się wasz happening w ostatniej kolejce, w meczu z Koroną. Myślisz, że wasze zachowanie miało wpływ na postawę drużyny w nowym sezonie?
Wątpię, by miało to wpływ na formę piłkarzy, ale na pewno przeżyli oni tamte wydarzenia. Było to coś nowego w polskiej piłce i niespodziewanego dla nich. Piłkarze w różnych wywiadach często wracali do meczu z Koroną i – delikatnie mówiąc – zachowanie kibiców im się nie podobało, a brak zainteresowania meczem mocno zabolał.
Po wspomnianych wydarzeniach relacje na linii kibice – drużyna długo pozostawały napięte. Czy mecz z Legią był przełomem i wszystko wróciło w tej kwestii do normy?
Trudno powiedzieć. Po ostatnim meczu z Legią piłkarze podeszli pod Kocioł, bo zostali pod niego zawołani. Trzeba pamiętać, że Lech w tym sezonie na razie jeszcze nic nie wygrał, a zdążył już przegrać Puchar Polski. Z pewnością piłkarze nie odbudowali jeszcze całkowicie zaufania po poprzednim sezonie, a obecny wciąż trwa. Jest wiele do wygrania, a meta dopiero w maju. Nie pojedyncza wygrana z Legią, a miejsce w tabeli 24 maja przyszłego roku zdecyduje o sezonie i o tym, czy zawodnicy odbudują zaufanie kibiców.
Obecny sezon promowano w Poznaniu hasłem o nowym rozdaniu. Zatrudniono nowego trenera, tymczasem trudno mówić o rewolucji personalnej w drużynie. Na ile obecna kadra jest mocniejsza od tej z ubiegłego sezonu i które transfery zasługują na szczególne podkreślenie?
Na papierze obecna kadra jest słabsza od tamtej z zeszłego sezonu, Lech stracił w końcu aż trzech podstawowych piłkarzy: Velde, Karlstroma oraz Marchwińskiego. Gramy jednak dużo lepiej niż wtedy i od 10 kolejek jesteśmy liderem, ponieważ trafiono z trenerskim duetem Frederiksen & Tjelmeland. Przede wszystkim Frederiksen dopasował taktykę do zawodników, jakich miał, podniósł poziom wielu piłkarzy, trafił do głów zawodników, którzy dobrze się czują. Wykrzesał wiele z Sousy, Gurgula, Pereiry, Murawskiego, Ishaka, Gholizadeha, a do tego dobrze do zespołu wprowadził się jedyny udany letni nabytek – Alex Douglas. Taktycznie również zrobiliśmy duży progres.
Kierunek na powrót do Katowic wybrał przed sezonem Alan Czerwiński. Jak oceniasz jego rolę w zespole podczas pobytu w Poznaniu?
Postawa Alana Czerwińskiego przez kilka lat to mimo wszystko rozczarowanie. Temu piłkarzowi nigdy nie można było odmówić ambicji czy woli walki, ale piłkarsko było przeciętnie. Nie miał szans wygryźć ze składu Joela Pereiry, a w ofensywie nie grał tak dobrze, jak wcześniej w Zagłębiu. Często był w Lechu tzw. „zapchajdziurą”, grając nawet na lewej obronie czy na stoperze. Alan Czerwiński osiągnął w Lechu swoje największe sukcesy w karierze, ale po jego postawie wszyscy spodziewali się więcej.
Z naszej perspektywy wydaje się, że waszym istotnym wzmocnieniem był powrót Antoniego Kozubala z wypożyczenia do Katowic. Długo żałowaliśmy jego odejścia, bo jest to zawodnik, wokół którego można było budować drużynę. Czy jest on w stanie udźwignąć podobną rolę w Poznaniu?
Tak. Antoni Kozubal gra w Lechu jeszcze lepiej niż u was. To taki cichy bohater Lecha w tej rundzie, nazywany „małym Tibą” (Pedro Tiba – portugalski pomocnik Lecha w latach 2018-2022 – przyp. red.). Bardzo dobrze łączy tylną formację z atakiem, jest ósemką z prawdziwego zdarzenia. Niedawno strzelił swoją premierową bramkę w Ekstraklasie i jeszcze zadebiutował w kadrze. Kozubal świetnie się rozwija i właściwie tylko tytuł Mistrza Polski i awans co najmniej do ścieżki ligowej Ligi Konferencji może zatrzymać go w Lechu na kolejny sezon.
Historia ruchów transferowych na linii Poznań – Katowice jest ostatnio bogata. Poza wspomnianym Kozubalem w Lechu grają Bartosz Mrozek i Filip Szymczak, a jeszcze niedawno po przygodzie w Katowicach na szerokie wody z Poznania wypłynęli Kamil Jóźwiak i Tymoteusz Puchacz. Rozwój tych piłkarzy to bardziej zasługa ich talentów czy w Katowicach znaleźli sposób na szlifowanie waszych diamentów?
Każdy z tych piłkarzy ciężko pracował na swoje miejsce. Tymoteusz Puchacz czy Kamil Jóźwiak rozwinęli się dopiero po powrocie do Lecha, za to Filip Szymczak u Was grał bardzo dobrze, strzelał wiele goli, a u nas radzi sobie niezbyt dobrze i chyba czas na kolejny transfer. Z kolei Antoni Kozubal już wcześniej był uznawany za wielki talent, który oszlifowali wasi trenerzy. Rafał Górak może być dumny z tego, jak dziś w Lechu wygląda Kozubal. Wasi trenerzy zrobili bardzo wiele dla rozwoju tego piłkarza.
Lech słynie ze szkolenia i wprowadzania młodzieży do pierwszego zespołu. Wasza akademia to polska La Masia? Z czego wynika wasza skuteczność w tym aspekcie?
Lata temu zarząd Lecha Poznań ustalił strategię, w której bardzo ważnym aspektem jest szkolenie młodzieży, która ma stopniowo pokonywać kolejne szczeble, trafiać do pierwszej drużyny i stanowić o sile seniorskiego Lecha, prowadzić go do trofeów, trafić do kadry Polski i odchodzić za granicę, dostarczając wcześniej miliony złotych. W Lechu mają cierpliwość do szkolenia młodzieży, nie boją się postawić na młodych piłkarzy przygotowanych do gry przede wszystkim mentalnie. Wyjątkiem jest tutaj Filip Marchwiński, którego siłą promowano za długo i koniec końców z tym piłkarzem i tak niczego nie wygraliśmy. W Lechu nie boją się stawiać na wychowanków i to odróżnia nas od innych polskich klubów. Oczywiście, szkolenie w akademii też robi swoje, młodzieżowy skauting tak samo, ale to tematy na zupełnie inną dyskusję.
Jakie macie oczekiwania wobec Jakuba Antczaka, który w tej chwili gra na wypożyczeniu w Katowicach?
Jakub Antczak niestety nie rozwija się tak, jak wszyscy by tego oczekiwali. Wypożyczenie do GKS-u już po okresie przygotowawczym było błędem. Na dodatek ten piłkarz nie pasuje do waszego systemu i zapewne zimą Lech ściągnie go do Poznania, by potem znowu go wypożyczyć. Niestety Jakub Antczak stracił pół roku, aktualnie w Lechu kibice nie mają co do niego żadnych oczekiwań.
Wyrosło całe pokolenie kibiców Lecha, którzy nie pamiętają meczów z GieKSą. Czy dla przeciętnego poznańskiego kibica GKS jest „firmą”, z którą mecze mogą przyprawiać o szybsze bicie serca?
Szybsze bicie serca? Na pewno nie, natomiast dla starszych kibiców GKS to na pewno ważny rywal. Tak jak wspomniałem na początku, GKS Katowice to historia polskiej piłki, rywalizowaliśmy z wami w pamiętnych dla nas, mistrzowskich sezonach w latach 80. i 90. i nigdy nie były to łatwe spotkania. Dla młodszych kibiców GKS Katowice to ciekawy rywal bardziej ze względu na styl, jaki obecnie pokazuje.
Czy w Poznaniu wciąż jest moda na Lecha, a trybuny w sobotę mają szansę się zapełnić?
Aktualnie moda na chodzenie na mecze jest w całej Polsce i większość klubów notuje teraz na domowych meczach wysokie frekwencje. W Poznaniu jest tak samo, choć ta jesień pod względem kibicowskich emocji jest u nas nudna. Meczów jest mało, gramy 3-4 razy w miesiącu, nie ma europejskich pucharów i szybko skompromitowaliśmy się w Pucharze Polski. Mecze Lecha w Poznaniu to tej jesieni towar deficytowy. Na komplet w sobotę nie ma już szans, ale na 30 tysięcy widzów na trybunach już tak. Będzie to w końcu ostatni mecz Lecha w Poznaniu w 2024 roku, Kolejorz jest liderem, porwał kibiców wynikiem dwa tygodnie temu, więc 23 listopada trybuny będą wyglądały bardzo dobrze.
W ostatniej kolejce Kolejorz dał prawdziwy popis w meczu z Legią. Przed takim meczem z pewnością panuje dodatkowa mobilizacja. Czy w pojedynku z GKS będzie o to trudniej?
Mecz z GKS-em to mecz pułapka. Sama wygrana nad Legią 5:2 to zwycięstwo tylko za 3 punkty, jednak na wielu polach było nam ono bardzo, ale to bardzo potrzebne. Udało się wygrać w świetnym stylu, a teraz wypada ograć waszą drużynę. Wszyscy w Poznaniu liczą na dobre, ofensywne spotkanie i przede wszystkim na otwartą grę GKS-u, dzięki czemu naszej drużynie będzie grało się łatwiej. Nie wiem, jak wy na to patrzycie, ale dla Lecha pokonanie GKS-u to obowiązek, jeśli po jesieni chcemy być liderem, a taki jest nasz cel. Musimy być liderem, by budować entuzjazm przed wiosną 2025 i by nastroje podczas długiej przerwy zimowej były niezłe.
Mimo dobrej postawy w tym sezonie zdarzają się Wam wpadki, jak odpadnięcie z Pucharu Polski czy porażka z Puszczą, którą GKS odprawił z bagażem 6 goli. Jest problem ze stabilizacją formy na najwyższym poziomie? Co zrobić by uniknąć takich wpadek w dalszej części sezonu?
To były kompromitacje wprowadzające nerwowość i niepewność wśród kibiców, którzy potem ostrożnie podchodzą do takich meczów, jak z GKS-em. Dlaczego Lech się wtedy skompromitował? Pomijając czerwoną kartkę Gurgula w Krakowie, zespół Lecha ma problem z rywalami, którzy głęboko się bronią grając z kontry, murują dostęp do własnej bramki i stawiają tylko na stałe fragmenty gry. W wielu meczach z dużo słabszymi na papierze rywalami mieliśmy też problem z ustabilizowaniem gry. Przykładowo w spotkaniach z Motorem i Radomiakiem graliśmy dobrze przez 30 minut, a potem nagle zespół odpuszczał i tracił boiskową kontrolę. Mamy też problem z jakością rezerwowych – letnie okienko było słabe, a rezerwowi wnoszą niewiele lub nie wnoszą nic do drużyny. Wpuszczenie kilku zmienników w pucharowym meczu z Resovią miało fatalne skutki. Aktualnie Lech Poznań bazuje na solidnej, pierwszej jedenastce, na liderach takich jak Joel Pereira, Radosław Murawski, Antoni Kozubal, Mikael Ishak, Afonso Sousa czy Patrik Walemark, którzy muszą być zdrowi, aby Lech sięgnął po tytuł Mistrza Polski. Nie ma co ukrywać, że ten zespół zimą potrzebuje wzmocnień i to w każdej formacji.
Lech Poznań jest obok Legii jedynym klubem z czołówki, z którym nie skrzyżowały się nasze drogi od spadku z Ekstraklasy. Masz jakieś szczególne wspomnienia z naszych pojedynków sprzed dwóch dekad?
Pamiętam mecze z GKS-em z przełomu wieków. To były ciekawe na trybunach i na boisku mecze, w których nie brakowało goli i nigdy nie było w nich bezbramkowego remisu. Pamiętam drogę po Puchar Polski w 2004 roku, która prowadziła do trofeum przez mecze z wami. Lata temu, w 1995 roku było też takie spotkanie wygrane przez nas w Poznaniu 4:1, w którym 3 gole zdobyliśmy w ostatnich minutach. Lecha i GKS łączy także barwny napastnik Krzysztof Gajtkowski, który zapisał się w historii Lecha zdobyciem 5 goli w meczu z Pogonią. Osobiście pamiętam również przyjazd waszych kibiców na Remes Cup kilkanaście lat temu. Zapełniliście wtedy sektor za jedną z bramek i doping GKS-u był świetny.
Jakiego meczu spodziewasz się w sobotę?
Spodziewam się ciekawego, otwartego meczu z obu stron. Lech będzie atakował, bo musi wygrać i nie może sobie pozwolić nawet na remis, natomiast wy przełamaliście się w Krakowie i tak naprawdę nie macie nic do stracenia. Remis byłby pewnie wzięty w Katowicach za dobry wynik. Wierzę, że wasz zespół z byłymi lechitami Wasielewskim i Czerwińskim nie postawi w Poznaniu przysłowiowego autobusu w swoim polu karnym.
Jaki wynik typujesz?
Lech wygra 2:1 lub 3:1. Jest tylko jedno ale: musimy jako pierwsi zdobyć gola, bo bez bramki na 1:0 może być ciężko nawet o remis. Jak pokazują statystyki, strzelając pierwszego gola wygraliśmy 11 na 12 meczów, natomiast po stracie gola jako pierwsi za każdym razem przegrywaliśmy (3 razy w sezonie, 2 razy w lidze). Ten bilans mówi chyba wszystko.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze