Piłka nożna
Nieprzewidywalna liga
18. kolejka PKO BP Ekstraklasy dostarczyła kibicom dużo emocji i kilka nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Nie brakowało zwrotów akcji, bramek w końcówkach oraz sensacyjnych wyników. Najwięksi faworyci znów musieli uznać wyższość ligowej nieprzewidywalności.
W czwartek odbyło się zaległe spotkanie w ramach ósmej kolejki gier, przełożone w pierwotnym terminie z powodu intensywnych opadów deszczu, pomiędzy Wisłą Płock i Cracovią. Był to mecz bezbarwny, wręcz nudny i zakończył się wynikiem 0:0. W piątek natomiast zmierzyły się ze sobą Lechia Gdańsk i Górnik Zabrze, które trzy dni wcześniej na tym samym boisku rozgrywały mecz w ramach Pucharu Polski. W Pucharze lepszy był Górnik, w lidze natomiast Lechia wzięła odwet na drużynie Gasparika i zwyciężyła aż 5:2. Dwukrotnie na listę strzelców wpisali się Sezonienko oraz Bobček, a raz dla gospodarzy trafił Wiunnyk. Dla Górnika trafienia zaliczyli Hellebrand oraz Janicki, który tuż przed przerwą wykorzystał rzut karny.
W sobotę Arka Gdynia podejmowała Motor Lublin. Podopieczni Dawida Szwargi byli w tym spotkaniu lepsi, a zwycięstwo dał im gol Perei. Ciekawe zawody odbyły się za to w Szczecinie, gdzie Pogoń podejmowała Radomiaka. Portowcy do przerwy prowadzili 2:0. Wydawać się mogło, że mecz mają pod kontrolą, ale po raz kolejny podopieczni Goncalo Feio pokazali, na co ich stać i odrobili straty po golach Balde j Tapsoby. Ciekawie było też w Lubinie – Widzew wyszedł na prowadzenie po dziewiątym golu Bergiera w sezonie, ale końcówka należała do Zagłębia. Najpierw Rocha zdobył bramkę kontaktową, a w 95. minucie po błędzie Zequiriego, decydującą bramkę zdobył Diaz. Miedziowi przerwę zimową spędzą jako jedyna niepokonana na własnym stadionie drużyna.
Dużą niespodziankę sprawili zawodnicy Piasta Gliwice, którzy wyszli górą z pojedynku z Legią Warszawa. Choć Wojskowi mieli swoje stuprocentowe sytuacje, to nie potrafili ich wykorzystać. W pierwszej połowie Placha w sytuacji „sam na sam” nie dał rady pokonać Rajovič, a w 82. minucie Chodyna, który przebieg pół boiska z piłką i uderzył tak źle, że bramkarz gliwiczan nie miał żadnego problemu z obroną tego strzału. W odpowiedzi na to świetnym strzałem spoza pola karnego popisał się Chrapek. W 93. minucie Tobiasz wyciągał piłkę z siatki po raz drugi, gdy rzut karny wykorzystał Felix. Gliwice ogarnęła wielka radość, a Piast przynajmniej do niedzieli mógł cieszyć się z odbicia się od dna tabeli.
Niedziela zaczęła się od meczu Termaliki Nieciecza z Jagiellonią Białystok. Dość niespodziewanie to gospodarze wyszli na prowadzenie, gdy niefortunnie w polu karnym interweniował Drachal i skierował piłkę do własnej bramki. Jagiellonia wyrównała jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie długo utrzymywała się przy piłce (73% posiadania), ale nie potrafiła przekuć swojej przewagi na kolejne bramki. W 77. minucie Termalica oddala swój pierwszy celny strzał na bramkę, który zakończył się… ich drugim golem! Do końca wynik już się nie zmienił. Nieciecza nie zajmowała długo ostatniego miejsca w ligowej tabeli, a Jagiellonia nie wykorzystała potknięcia Górnika i szansy na objęcie fotela lidera. Dużo działo się w spotkaniu Cracovii z Lechem Poznań. W 17. minucie Ishak wykorzystał rzut karny i Lech prowadził. W 39. minucie dosyć kontrowersyjnie ukarany drugą żółtą kartką został Rodriguez i Mistrzowie Polski od tego momentu grali w dziesiątkę. Jeszcze przed przerwą Cracovia wykorzystała przewagę liczebną i zdołała wyrównać po strzale Maigaarda. W 79. minucie Praszelik dał prowadzenie Pasom, ale dwie minuty później wyrównał Gholizadeh. Potknięcie Jagi i Górnika wykorzystali zawodnicy Marka Papszuna, którzy pokonali GieKSę 1:0. Chociaż nie przyszło im to bez problemów, gdyż goście z Katowic mieli kilka dogodnych sytuacji, ale tym razem brakło im skuteczności. Raków dzięki zdobytym trzem punktom złapał bezpośredni kontakt z czołówką.
W ostatnim spotkaniu 18. kolejki Korona Kielce podejmowała Wisłę Płock. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, co dla gości było już dziesiątym ligowym spotkaniem bez porażki. Dzięki tej wspaniałej serii przynajmniej do 14 grudnia, gdy odbędą się trzy zaległe mecze Ekstraklasy, beniaminek z Płocka będzie zajmował pozycję lidera.
14 grudnia zagrają: Raków Częstochowa z Zagłębiem Lubin, Motor Lublin z Jagiellonią Białystok i Legia Warszawa z Piastem Gliwice.
Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze 5:2
Arka Gdynia – Motor Lublin 1:0
Pogoń Szczecin – Radomiak Radom 2:2
Zagłębie Lubin – Widzew Łódź 2:1
Piast Gliwice – Legia Warszawa 2:0
Termalica Nieciecza – Jagiellonia Białystok 2:1
Cracovia – Lech Poznań 2:2
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0
Korona Kielce – Wisła Płock 1:1
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze