Felietony Piłka nożna
Zimna woda z solą morską w oku
Kiedyś napisałem taki felieton „Remis, który przekracza granice rozumienia”. Było to po meczu ze Stomilem Olsztyn, kiedy goście na Bukowej dwa razy wyściubili nos z własnej połowy i strzelili dwie bramki. Katowiczanie nie mieli wówczas prawa tego spotkania zremisować – ba, nie mieli prawa stracić bramki. Mecz kompletnie kuriozalny. Tydzień później graliśmy w Sosnowcu i mimo, że do przerwy powinniśmy prowadzić 3:0, przegraliśmy 0:1…
Dzisiejsze spotkanie może aż tak kuriozalne jak tamte dwa nie było, ale jednak… było. GieKSa objęła prowadzenie już w 34. sekundzie i kompletnie zdominowała mecz od początku. Utrzymywaliśmy się przy piłce i graliśmy swoje. Nasi zawodnicy podchodzili pod pole karne, grali wysokim pressingiem. Może super klarownych sytuacji nie było, ale wydawało się, że to kwestia czasu. Na przykład Bartosz Nowak biegł ze swojej połowy i niepotrzebnie uderzał z szesnastki, podczas gdy mógł – albo lobować bramkarza z połowy, a jeśli nie – to jeszcze w tę szesnastkę wbiec, bo miał taką możliwość. Można było być spokojnym. No właśnie, czy można było? Otóż nie.
Arka grała fatalnie. Nie potrafili ogarnąć tego spotkania, popełniali banalne błędy. I tak jak niegdyś kibice Zagłębia we wspomnianym meczu, tak i teraz bardzo szybko sympatycy Arki krzyczeli „Kurwa mać, Arka grać!”. Mogło się wydawać, że przeciwnik jest rozbity i mamy go na widelcu. Nic bardziej mylnego.
Ale to, że Arka zaczęła w końcu grać to jedno. Trzeba się liczyć, że drużyna w którymś momencie się ogarnie i będzie wyglądać lepiej. Ale co z nami? Katowiczanie w tym samym momencie zupełnie spuścili z tonu i to u nich zaczęły pojawiać się proste błędy. Pierwsza bramka była dziwna, jakaś odbijanka pomiędzy Jędrychem, a przeciwnikiem, w gruncie rzeczy nie wiadomo dokładnie, kto tę piłkę zagrał. A drugi gol to już był indywidualny fatalny błąd kapitana. Słowo daję, że pomyślałem – w momencie, gdy piłkę zagrywał mu Alan – żeby tu jakiś kiks na tym kartoflisku się nie odwalił. I co prawda kiksu nie było, ale trochę „nieogar”, bo Arek nieskoncentrowany jakoś nabił dziwnie Kerka, który podał do Rusyna. To nie był najlepszy występ naszych stoperów.
Trudno w zasadzie coś więcej mądrego czy tam głupiego o tym meczu napisać. Zawaliliśmy go i przegraliśmy na własne życzenie. To niesamowite, że z taką Pogonią czy Jagą w Pucharze Polski potrafimy oddać piłkę rywalom, oni cisną i nie stwarzają sobie sytuacji. Tutaj Arka kilka razy przyatakowała – średnio groźnie – i strzeliła dwa gole. Dziwna ta piłka. A GieKSa chyba musi mieć ręce pełne roboty, żeby być bardziej efektywna.
Druga połowa to już było bicie głową w mur. Bartek Nowak próbował swoich sztuczek, ale tym razem mu nie wychodziło. Czasem chyba jednak próbuje być zbyt niekonwencjonalny. Może dlatego trener w końcówce postawił na prostotę i wprowadził Adriana Błąda. No ale do Bartka oczywiście nie mamy pretensji – bo i tak znów świetnym podaniem zaliczył asystę. Jak zwykle.
Szkoda, bo tym meczem mogliśmy bardzo dużo zyskać. Przede wszystkim komfort i spokój wynikający z solidnej przewagi punktowej nad strefą spadkową. Mogliśmy też dużo stracić i… tak się stało. Z siedmiopunktowej przewagi, którą mieliśmy niedawno, zostały zaledwie trzy oczka nad czerwoną strefą. Odległość jednego meczu. A wiemy, że rywale nie próżnują. „Wielcy” w ostatnich dwóch kolejkach zdobywali sześć (Pogoń) i cztery (Legia, Widzew) punkty. Nikt nie chce z tej ligi spaść.
Swoje oczywiście dołożył też sędzia. Naprawdę już niedobrze się robi na myśl o tym, co wyprawiają nasi wspaniali „sprawiedliwi”. W tej kolejce znów mamy historię z rękami i tak też było w tym pojedynku. Klemenz odbił głową piłkę, a ta trafiła w rękę Kubiaka. Poza obrysem, choć zawodnik ściemniał jakiemuś dziennikarzowi, że było w obrysie ciała i nie ma mowy o rzucie karnym. Naprawdę kuriozalne są te filozofie o „piłce szukającej ręki i ręce szukającej piłki”. Sędziowie powinni się wziąć wszyscy za buzie i ustalić jakąś jedną spójną wersję, a nie tydzień w tydzień robić cyrki, ostatecznie wypaczając przebieg spotkań. Tydzień temu dwie minuty po ręce Kuna i niepodyktowanym karnym, Legia strzeliła gola w Katowicach. Tutaj wykorzystana jedenastka dałaby prowadzenie GieKSie 2:0. Sędziowie mylą się na naszą niekorzyść i w niwecz idzie cała praca na boisku, jeśli ostatecznie nic z tego nie ma. Natomiast błędem jest sprowadzanie porażki tylko do tej sytuacji. GieKSa przegrała, bo… przestała grać.
Kibice GKS po dobrych meczach znów zaczęli przebąkiwać o pucharach. Za każdym razem, gdy tak jest – następuje gong i jesteśmy sprowadzeni na ziemię. Mamy dobrą drużynę, waleczną, jakościowo piłkarską. Ale to jeszcze nie jest moment, żeby nie wiadomo jak się podniecać, jeśli chodzi o przyszłość. Zespół ma grać swoje, ale na razie walka idzie o utrzymanie. O zadomowienie się w środku tabeli i bezpieczną sytuację. Wszystko, co powyżej – to na razie rzecz odległa.
Nie ma co płakać. Mecz jest przegrany i tyle. Na własne życzenie – to fakt. Ale świat się nie zawalił, trzeba po prostu grać swoje, a punkty i zwycięstwa będą się pojawiać. Przed nami arcyważne kolejne spotkania – różnego kalibru jakościowego – najpierw Śląski Klasyk, a potem Widzew w Pucharze Polski. Niech drużyna dalej wykonuje swoją pracę.
Wracamy z Gdyni z niczym. Przez chwilę jest smutno i niefajnie. Natomiast jutro też jest dzień – i tego się trzymajmy.
Kupujcie bilety na mecz z Górnikiem. Znowu na Nowej Bukowej ma być piekło!
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze