Piłka nożna Wywiady
Wdowiak: Chcemy, by GieKSa tu panowała
Po wygranym 1:0 meczu z Widzewem Łódź porozmawialiśmy z nowym pomocnikiem GieKSy – Mateuszem Wdowiakiem.
Jakie emocje towarzyszyły przy karnym i jego odwołaniu?
Mateusz Wdowiak: Duże emocje. Początkowo wydawało nam się, że to może być karny. Po takim meczu, gdzie zostawiliśmy dużo zdrowia i pokazaliśmy dużo determinacji i walkę, jakbyśmy dostali takiego karnego w ostatnich minutach, to by to bardzo bolało. Na szczęście, jak sędzia już podszedł do VAR-u, to wiedziałem, że oznacza to zazwyczaj zmianę decyzji, więc było wyczekiwanie i finalnie ulga.
Po takim meczu kostki mogą nie być w najlepszym stanie.
Typowy mecz walki. Nie spodziewałem się tego aż tak, myślałem, że będzie więcej gry w piłkę. Czasami tak bywa, dobrze się do tego zaadoptowaliśmy i chwała chłopakom za to, że daliśmy radę i pokazaliśmy, że nikomu tu nie będzie łatwo. Chcemy, żeby tu GieKSa zawsze panowała i wygrywała.
Trener podkreślał na konferencji po Zagłębiu Lubin, że miałeś dużo łatwiejsze wejście do taktyki przez przeszłość w Rakowie. Czy wiedza stamtąd zaoszczędziła ci teraz paru miesięcy nauki?
Myślę, że tak. Są tu podobny styl gry i zachowania. Jak przychodziłem do Rakowa, to zajęło mi to 2-3 miesiące, żeby się zaadaptować i wszystkiego nauczyć. Ta wiedza zdecydowanie pomogła mi tutaj wskoczyć od razu na te właściwe tory, które nie są oczywiste dla kogoś, kto tego wcześniej nie zaznał.
W piątek czeka was mecz ze znajdującą się w strefie spadkowej Legią. Czy w szatni zaczynacie myśleć, że na własnym stadionie to GieKSa będzie faworytem?
Niezależnie, kto by tu przyjechał, to chcemy wygrywać i czujemy się tutaj mocni. Wiadomo, Legia nie ma najlepszego okresu, ale ta liga w tym sezonie jest taka, że każdy mecz można nazwać meczem o sześć punktów. Czy grasz z Legią, czy Wisłą Płock, to te różnice punktowe są niewielkie. Każde spotkanie jest bardzo istotne pod kątem umiejscowienia w tabeli. Tak jak mówiłem – u siebie chcemy wygrywać z każdym, niezależnie od dyspozycji każdego z przyjeżdżających tu zespołów.
Wiadomo, że przed przyjściem kontaktowałeś się z Bartkiem Nowakiem. Czy teraz rozmawiacie pod kątem taktycznym o GieKSie, wspominając wspólną grę w Rakowie?
Zdecydowanie tak, mamy wspólny język, wspólne doświadczenia i przeżycia. Łatwiej jest nam potem odnaleźć się na boisku. Po meczach jest dużo analiz, sugestii czy po prostu rozmów na temat pewnych zachowań. Tutaj jest dobra łączność między nami poza boiskiem. Na boisku myślę, że też się dogadujemy, choć pewnie najlepsze przed nami. Musimy jeszcze chwilę pograć, żeby do końca się zgrać, ale jesteśmy na dobrej drodze.
Dużo piłkarzy, którzy przychodzą do drużyny trenera Góraka, musi swoje odczekać przed wskoczeniem do pierwszego składu. Ty w zasadzie z marszu wskoczyłeś do pierwszej jedenastki. Było to dla ciebie zaskakujące, czy jednak spodziewałeś się tego?
Przychodząc tutaj, tak to sobie założyłem. Wiadomo, zakładać sobie można różne rzeczy, natomiast myślę, że swoją postawą w okresie przygotowawczym sobie po prostu to miejsce wywalczyłem. Na pewno nie przychodziłem tu z taką myślą, że stanie się to na 100 procent, bo są tu jakościowi zawodnicy. Jest też tutaj taktyka, która rozwija się latami, ale znałem ten model gry z Rakowa i znając swoją wartość, starałem się wskoczyć od razu do pierwszego składu i to się udało. Mam nadzieję, że to podtrzymam, ale to trzeba nie mówić, tylko robić na boisku, realizować założenia taktyczne i dodawać jakość do drużyny.
Dziś grałeś na Nowej Bukowej po raz drugi, ostatnio byłeś tu w drugiej kolejce z Zagłębiem. Czy to, co się działo na trybunach, utwierdza cię w tej decyzji, że dobrze wybrałeś?
Jak najbardziej. Już tutaj grałem z Zagłębiem, to pierwsza połowa była dla Zagłębia bardzo dobra, wygrywaliśmy 2:0. W drugiej połowie GieKSa wyrównała także za sprawą kibiców, bo pamiętam, że była jedna, druga lepsza akcja GieKSy i trybuny porwały ewidentnie zawodników. Potem Zagłębie miało problem i skończyło się 2:2. Już wtedy było czuć, że rywale nie będą tu mieli łatwo, a dziś miałem okazję i przyjemność być po tej stronie, która była wspierana no i to czuć. Zresztą dziś to było widać, to był mecz w stylu Championship, czuć było energię na boisku. Może nie było widać nie wiadomo jakiej jakości piłkarskiej, ale braku woli walki, determinacji i ambicji na pewno nie można zarzucić i to też jest możliwe dzięki takiemu wsparciu, bo to też daje dodatkowe siły.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze