Siatkówka Wywiady
Szewczyk: Jesteśmy częścią czegoś większego
Po zakończeniu gali Złotych Buków 2025 porozmawialiśmy z dwoma zwycięzcami: Wojciechem Szewczykiem – jednym z najlepszych bilardzistów Europy, a także wieloletnim środkowym naszej drużyny siatkarskiej – Bartłomiejem Krulickim.
Co dla ciebie znaczy dołączenie do takiego klubu? Sekcja bilardowa jest dla nas nowa.
Wojciech Szewczyk: Czuję, że jesteśmy częścią czegoś większego i nawet dzisiaj mnie to dotyka, jak widzę takie nagromadzenie talentu na jednej scenie. Zawsze myślę o ciężkiej pracy włożonej przez wszystkich sportowców. Teraz z dużo większym zaangażowaniem śledzę wyniki innych sekcji.
Jak byś ocenił swoją dyscyplinę pod względem popularności i jej rozwoju w skali kraju?
Bilard idzie w dobrym kierunku. Mam 31 lat i gram od ponad dwudziestu, więc już chwilę to obserwuję. Popularność gry rośnie. W Polsce i na świecie, coraz bardziej czujemy się sportowcami. Są inne sporty precyzyjne, które stają się dużo bardziej popularne, jak na przykład dart. Po cichu liczę, że bilard będzie kolejną taką dyscypliną.
Jak prezentuje się bilard w Polsce na tle innych krajów?
Popularność rośnie, ale to wciąż jest sport niszowy. Jeśli chodzi o siłę sportową, to według mnie i komentarzy płynących z całego bilardowego świata, to Polska jest uważana za jeden z najmocniejszych krajów na świecie. Świadczą o tym wyniki moje i moich kolegów z kadry. Dajemy radę wygrywać turnieje Pucharu Świata, jest nas sporo grających na wysokim poziomie i jesteśmy zauważalni.
Taki dzień zapamiętasz na lata?
Na sto procent. W GieKSie jesteśmy nowi i mam nadzieję, że mój staż będzie rósł tak jak staż Henryka Górnika, odbierającego przed chwilą nagrodę SuperBuka. Nie wiem, czy będzie mi tak długo dane grać w bilard, ale liczę, że to będzie przygoda na dłużej. Rozpoczęła się świetnie i mam nadzieję godnie reprezentować klub.
Śledziłeś poprzednie edycje naszej gali?
Nie wiedziałem, czego oczekiwać, ale przez to poszukałem starych materiałów. Odnalazłem galę sprzed dwóch lat. Moi liderzy zespołu nie doradzili zbytnio, jak się ubrać na to wydarzenie, więc mogę tylko powiedzieć z niedomówieniem, że cieszę się, że ich nie posłuchałem.

***
Przemawianie nie jest chyba twoją ulubioną czynnością.
Bartłomiej Krulicki: Raczej nie jest, akurat Maurycy wykorzystał sytuację, a ja wybrnąłem z tego jednym zdaniem.
Zadanie macie trudne, kibice od razu oczekują awansu.
Tak, na pewno jest to zupełnie inna liga niż PlusLiga. Tu też trzeba uważać na każdego rywala, ale krok po kroku robimy postęp w stronę najwyższej klasy rozgrywkowej.
Czy nowa hala jakoś do tego motywuje?
Jest przeskok względem poprzedniej hali na Szopienicach, chociaż tam też był klimat. Zdecydowanie nowa arena to jest coś wyjątkowego i duży krok naprzód, coraz więcej klubów w Polsce ma nowe hale.
Sentyment jakiś zostaje, ale nowa hala spełnia wszystkie oczekiwania.
Mamy tam wszystko, od siłowni po odnowę biologiczną. Sam obiekt jest super, bardzo przyjemnie się tam gra, tylko chciałbym, żeby przychodziło nieco więcej kibiców na mecze i żebyśmy w końcu zapełnili tę halę.
Sport narodowy to siatkówka czy piłka nożna?
Hm, ciężko wybrać. Z racji sukcesów to siatkówka, ale przez zainteresowanie piłka nożna jednak wygrywa.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze