Felietony Piłka nożna
Spokój, mimo braku estetyki
Piłkarska jesień za nami. Na podsumowania jeszcze przyjdzie czas – jedno jednak jest pewne – można było tę rundę zakończyć z przytupem i sprawić sobie wizualnie bardzo duży komfort na zimę. Piszę „wizualnie”, bo właśnie chodzi o to, jak to obecnie wygląda i wyglądałoby w tabeli. I miałoby to wyraz głównie estetyczny. Bo nawet jeśli wygralibyśmy w Częstochowie i wskoczyli na 10. miejsce, to nie znaczyłoby, że jest aż tak wyśmienicie, jakby wyglądało. I tak samo jest teraz – fakt, że możemy nawet zimę spędzić w strefie spadkowej, nie znaczy, że jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Oczywiście – lepiej mieć trzy punkty więcej niż nie mieć, ale… sezon jest długi.
Spłaszczenie tej tabeli to jest kompletna anomalia. Podobnie jak to, że drużyny z dołu tabeli zaczęły punktować jak wściekłe – i to wszystkie! (no może oprócz Legii). Dlatego nie ma jednego wyraźnego outsidera, bo gdy już się wydawało, już brakowało tak niewiele, by stały się nimi Termalika i Piast, to te ekipy zaczęły wygrywać. Swoje punkty zdobyła też Arka, a Lechia to już w ogóle. Efekt jest taki, że w tym momencie między dziesiątą a przedostatnią drużyną są tylko dwa punkty różnicy, czyli odległość jednego meczu. W połowie sezonu!
To wszystko powoduje, że wiosnę będziemy zaczynać praktycznie od zera, jeśli chodzi o walkę o utrzymanie. Różnica jednak będzie taka, że będzie uczestniczyć w tej walce połowa ligi, a nie a) cała liga, b) jakieś 4-5 ekip na krzyż. Czysto sportowo zapowiada się do pasjonująco. Bo te drużyny, które miały być głównym kandydatem (po początku sezonu) do spadku, się nie dają. W walkę o utrzymanie zawieruszyły się ekipy z buńczucznymi zapowiedziami, jak Widzew i Pogoń. Totalnie szokowo do czerwonej strefy spadła Legia. Są i beniaminkowie poprzedniego sezonu, którzy grają kapitalnie (Lechia), ostatnio dobrze, ale z fatalnym początkiem (GKS) czy zdecydowanie wytracający prędkość Motor. Na ten moment dość komfortową sytuację mają Radomiak i Zagłębie, ale wcale nie jest powiedziane, że te ekipy również jakimś przypadkiem nie zamieszają się jeszcze w tę walkę. Choć są solidne.
Mecz z Rakowem był do zapunktowania. Trzeba przyznać, że zmaściliśmy ten mecz, może nie koncertowo, ale jeden punkt można było ugrać. W pierwszej połowie brakowało precyzji, choć naprawdę kilka razy byliśmy w dobrych pozycjach, strzelał Jędrych czy Wędrychowski czy tam Jędrychowski, jak nazwał któregoś z nich komentator Canal Plus. Przede wszystkim jednak wyjście trzech na jednego obrońcę i brak nawet strzału to był bardzo duży błąd Adama Zrelaka, który miał w tym momencie piłkę. W drugiej połowie pięć metrów przed bramką idealną piłkę ma Marković – wystarczy trafić w światło bramki i mamy wyrównującego gola. Wiadomo, że Raków przycisnął w drugiej połowie, ale ostatecznie tylko raz trafił do siatki. Naprawdę więc można było ukłuć Medalików.
O ile w drugiej połowie Raków się rozpędził – zwłaszcza za sprawą Diabyego-Fadigi i Ameyawa – to właśnie przed przerwą mogliśmy zrobić coś więcej. Nie udało się to i po przerwie to był mecz do jednej bramki i strzelili ją gospodarze. Nam już zabrakło atutów. Ostatecznie zwycięstwo gospodarzy okazało się zasłużone, ale GKS nie był w tym meczu drużyną specjalnie gorszą. Zadecydowało przyspieszenie Rakowa, które wystarczyło do tego jednego trafienia.
Nie należy jednak zapominać, z kim graliśmy. Raków to ciągle czołowa drużyna w kraju. Do tego ekipa w formie, która rozbiła Rapid i Arkę, wygrali też we Wrocławiu w Pucharze Polski. Nie piszmy bajek o rezerwowym składzie częstochowian (czy wcześniej Jagiellonii), bo to jedna z głupot powielana ostatnio przez niektórych kibiców. To, że nie gra jeden czy dwóch ważnych zawodników, nie czyni od razu z danej ekipy na boisku drugiego garnituru. To ciągle jedna z najlepszych drużyn w Polsce.
Nie da się wygrywać wszystkiego. Gdy jechaliśmy na mecz z Motorem, byliśmy pełni niepokoju. Spotkanie w Lublinie jawiło się jako ultraważne. GieKSa je pewnie wygrała, potem poprawiła z Koroną i w Niecieczy. Nagle z bardzo trudnej sytuacji zrobił się komfort. Do tego były te wygrane w Pucharze Polski. Oczywiście – można było też wygrać z Piastem, ale… no właśnie. Naprawdę – gdybyśmy wygrywali wszystko, bilibyśmy się o Mistrzostwo Polski lub co najmniej puchary. Ale nie jesteśmy jedną z najlepszych drużyn w tej lidze. Jesteśmy drużyną środka, według mnie lepszą niż kilka ekip. Problem jest taki, że zawaliliśmy początek sezonu i teraz musimy odcierpieć to, kopiąc się z innymi drużynami, mającymi swoje własne problemy i wpadającymi w swoje własne tarapaty.
Jeśli jednak GKS w poprzedzających mecz z Rakowem spotkaniach miał bilans 6-0-1, to raczej nie mówimy o słabej dyspozycji. Mówimy o dyspozycji bardzo dobrej. W tym wygrywaliśmy ze wspomnianymi ekipami, potrafiliśmy też pokonać Pogoń i Jagiellonię. Można sobie mówić, że Pogoń taka i owaka, ale to przecież absolutnie nie jest drużyna na to miejsce w tabeli, które ma. Ceńmy więc to zwycięstwo. A Jaga to najlepsza drużyna w Polsce.
O ile w środku jesieni – właśnie przed tym Motorem – odczuwałem niepokój, to teraz tego niepokoju nie mam. GieKSa gra dobrze i pewnie. Pierwsza połowa przy Limanowskiego to była naprawdę dobra i dojrzała gra. Naprzeciw jednak stał Raków. Jeśli katowiczanie będą taką dyspozycję utrzymywać w innych meczach, to punkty będą przychodzić. Najgorsze co mogłoby być, to wrócić do niektórych meczów z pierwszej połowy rundy, jak te beznadzieje w Zabrzu czy Gdańsku. Czy na przykład pierwsza połowa z Zagłębiem Lubin. Wtedy możemy się pakować. Z tym że katowiczanie się otrząsnęli i potem było już dużo lepiej.
Cały rok 2025 to 46 punktów w 33 meczach. Naprawdę solidny ekstraklasowy rok, tak jak solidny był cały poprzedni sezon. I obecna jesień była punktowo niemal taka sama, jak rok temu. Mamy 20 oczek i jeden mecz mniej. Wiadomo, że jest to starcie z Jagiellonią, ale summa summarum jest to dorobek bardzo podobny. Na odbiór wpływa wspomniane większe punktowanie dołu tabeli. Ale spokojnie – to nie będzie trwało wiecznie i ktoś tam się na dole za chwilę okopie. Nadal uważam, niezmiennie, że trzeba zdobyć 38 punktów. Czyli sześć razy wygrać na wiosnę i wsio.
Za ten rok i rundę jesienną należą się drużynie podziękowania. Za to, że znów wstali z kolan i po tym, jak w pierwszych czterech kolejkach mieli na koncie tylko jeden punkt, wyszli z marazmu. Za to, że zaczęli potem seryjnie wygrywać. Że dali nam ćwierćfinał Pucharu Polski. Czas na zasłużony odpoczynek, a po Nowym Roku znów krótki okres przygotowawczy do wiosennych batalii.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Nieznany
9 grudnia 2025 at 13:55
Niestety jak w takich meczach jak ten z rakowem nie zdobywa sie punktu po tym co miał zrelak 3 na 1 i drugi mecz taki z Lechem u siebie co galan nie trafił z kilku metrów to Niestety takich punktów nam braknie na koniec sezonu do utrzymania…
Teraz wszyscy sie wzmocnią a my dalej zostaniemy w takim składzie bo nie ma pieniędzy na wzmocnienia a takich piłkarzy jak Rosołek Łukowski nie ma sensu sprowadzać bo oni nic nie dają.