Piłka nożna
Rafał Górak: Na tę chwilę jesteśmy gotowi w 30%
Po długim zimowym okresie przygotowawczym odbyła się konferencja prasowa przed meczem ze Stalą Mielec, w której udział wzięli trener Rafał Górak i kapitan zespołu, Arkadiusz Jędrych.
Przed rozpoczęciem sportowej części konferencji rzecznik klubu Michał Kajzerek poinformował o sprzedaniu 5124 karnetów na rundę wiosenną Ekstraklasy. Podziękował także sponsorowi – firmie Superbet – za umożliwienie sprzedaży biletów także na sektorze „D” Blaszoka, na którym standardowo rozłożona jest plansza reklamowa. W sprzedaży ciągle zostało 120 biletów na piątkowy mecz.
Rafał Górak: Dzień dobry. To, że tyle kibiców chce oglądać starcia naszej drużyny to nie tyle wyróżnienie, co wielka radość. Zainteresowanie meczami jest spore i mam nadzieję, że każdy mecz odbędzie się przy pełnej publiczności – nie ma nic bardziej radosnego. Zostało się tylko cieszyć i grać po to, żeby ludzie wychodzili ze stadionu zadowoleni.
Arkadiusz Jędrych: Ciężko jednoznacznie określić, jak nasza drużyna zmieniła się w trakcie rundy jesiennej. Na pewno staramy się być cały czas powtarzalni i solidni. To są dwa mocne fundamenty, które chcemy powielać. Mamy też sporo mankamentów, nad którymi na obozie pracowaliśmy i mam nadzieję, że ta troszeczkę krótsza runda pokaże, że jesteśmy jeszcze bardziej powtarzalnym i solidnym zespołem niż w pierwszej rundzie.
Po wstępnych wypowiedziach nadszedł czas na pytania od dziennikarzy.
Czy Stal z pierwszego spotkania a Stal dzisiaj różnią się od siebie? Personalnie chyba nie zaszło dużo roszad, ale powinno być trudniej czy łatwiej?
Rafał Górak: Stal zdecydowanie się zmieniła. Po przyjściu trenera Niedźwiedzia Stal zaczęła grać o wiele odważniej. Na ile będzie dla nas to trudne spotkanie to już jest inna kwestia, ale widzę u przeciwnika inny styl atakowania i pod tym względem na pewno będzie to wymagający rywal.
Chciałbym się zapytać o różnicę w przygotowaniach przed poprzednią rundą, a tą. Wtedy była wielka euforia po awansie, pojawiło się dużo niewiadomych. Czy teraz nadszedł czas okrzepnięcia i większej pewności siebie?
RG: Jesteśmy bogatsi o całą pierwszą rundę i moment awansu. To zawsze dla beniaminków jest okres, kiedy jest dużo euforii, pojawia się dużo pozytywnej narracji wokół tego, co będzie, a często Ekstraklasa i boisko weryfikują. Po awansie było dużo euforii, chcieliśmy też, żeby piłkarze, którzy ten awans wywalczyli, dostali szansę na grę. Wiedzieliśmy przy tym, że musimy wzmocnić skład, poszerzyć kadrę i na tym mocno bazowaliśmy. Przygotowaliśmy zawodników po zeszłym sezonie do dużo wyższego poziomu grania i wydaje mi się, że oni to bardzo dobrze ogarnęli. Zawodników, których ściągnęliśmy do GKS-u Katowice także do tego przygotowaliśmy, przygotowaliśmy nowych zawodników też do bycia wsparciem zespołu i wniesieniem doświadczenia i ci zawodnicy to nam właśnie dali. Zespolenie zespołu w jeden twór to rola sztabu szkoleniowego, który również stanął na wysokości zadania. To, co już za nami, to już za nami, a teraz czeka nas batalia w tej kampanii o bardzo ważne stawki, czyli zespoły będą grały zarówno o Mistrzostwo Polski jak i o europejskie puchary, a równocześnie rozpocznie się równie mocna batalia o utrzymanie. Nie dostaniemy taryfy ulgowej, spodziewamy się jeszcze wyżej zawieszonej poprzeczki. Musimy być po prostu lepsi niż w rundzie jesiennej. Stąd też się wzięły przygotowania w ogromnej koncentracji, a także w wewnętrznej ciszy. Chcieliśmy też, żeby zawodnicy kontuzjowani do nas wracali. Liga startuje, jesteśmy gotowi, ale jej poziom będzie jeszcze wyższy.
Na ostatniej konferencji po rundzie jesiennej mówił Pan o nadchodzącym czasie analizy analiz i wyszukiwania wszystkich błędów. Długa była lista rzeczy, nad którymi trzeba pracować?
RG: Długa. Z analizy tych wszystkich rzeczy wyszło nam, że coś robimy na poziomie takim, co nas zadowala, ale sztuką jest to, żeby to jeszcze polepszyć. Nie chodzi o to, że lepsze jest wrogiem dobrego, ale drużynę trzeba cały czas rozwijać i szukać takich elementów, żeby nawet ten dobry element zaczął pracować jeszcze lepiej. Oczywiście były też rzeczy znalezione, które po prostu nam doskwierają i które musimy jeszcze poprawić, żeby być zespołem po prostu lepszym i skuteczniejszym, nad tym również żeśmy się koncentrowali. Tych detali na pewno jest dużo, priorytety też 2-3 by się znalazły. Fajnie, że drużyna również w sposób do tego podchodzi. Jeśli wskazywaliśmy na to, że coś w jakimś elemencie nas zawodzi, to drużyna to akceptuje, zakasa rękawy i wszyscy razem chcemy ten element poprawić.
Celem jest dalej utrzymanie się w Ekstraklasie czy coś się zmieniło w tym podejściu?
RG: Celem jest bezapelacyjnie mecz piątkowy i wszystkie siły koncentrują się na meczu ze Stalą. Nie ma celu w GKS-ie Katowice, żeby się utrzymać w Ekstraklasie. Takiej narracji nie było, nie ma i nie będzie. Dla nas najważniejszy będzie zawsze następny mecz. Ja już to często i głośno mówiłem: dla mnie Ekstraklasa powinna zawitać w Katowicach na wiele lat, ale to nie może być kosztem tego, że celem jest utrzymanie, bo to jest niesprawiedliwe względem zespołu. Oni w każdym meczu mają mieć szansę wygrać i być przeze mnie jak najlepiej przygotowani i tak będziemy do tego podchodzić. Uwierzcie mi, że mówienie o celach w sporcie nie jest dobre dla sportowca, bo cel, którym jest na przykład utrzymanie się w Ekstraklasie zamyka myślenie o czymś więcej i marzeniach. Także nie opowiadajmy, że celem dla GKS-u jest jak najszybsze utrzymanie, bo to jest nie fair w stosunku do zespołu. Trzeba twardo stąpać po ziemi i być przygotowanym na to, że drużyny, które są za nami w tabeli, będą chciały nas wyprzedzić. (Trener uderza dłonią w blat) Piątek i Stal Mielec, to dla mnie cel.
Pytanie do Arka o krótką ocenę okresu przygotowawczego ze strony zespołu i wasze oczekiwania przed rundą wiosenną.
Arkadiusz Jędrych: Myślę, że my jako zespół dawaliśmy na każdym treningu 120%. Po części to też jest pytanie do trenera, czy ten okres był przebiegł zgodnie z oczekiwaniami, ale na jednej z odpraw podsumowujących trener jednoznacznie nam wskazał, że wszystkie założenia, może poza jednym dniem, w którym pogoda nam trochę uprzykrzyła, zostały spełnione. My jesteśmy zadowoleni z tego, co przekazał nam sztab. Wszystko zweryfikuje liga i naszym celem nr 1 jest Stal Mielec i piątek.
Panie Trenerze, bardzo konkretnie. W sparingach brakowało paru twarzy. W przypadku Adama Zrelaka było wiadomo, że to pewnie będzie kwestia marca lub nawet późniejszych terminów, ale jak wygląda sytuacja z Lukasem Klemenzem? Zgrany i zwarty blok obronny był dużym atutem GieKSy w rundzie jesiennej. Wiem, że macie godnych następców, ale chciałbym się dopytać o jego stan zdrowia i rekonwalescencję.
RG: W zasadzie można powiedzieć, że Lukas Klemenz w 99,9% jest gotowy do gry i jeśli dzisiaj musiałbym podjąć taką decyzję, to nie bałbym się zaryzykować wystawienia go w następnym meczu. Natomiast wiadomo, że to jest proces, który trwa i w stosunku do zawodników, którzy przepracowali cały okres przygotowawczy, to tych jednostek treningowych Lukasa jest po prostu mniej, bo ten okres rehabilitacji trwał. Także cieszę się, że w taki sposób z punktu widzenia protokołu medycznego, jesteśmy tydzień wcześniej, tak dobrze była poprowadzona jego praca indywidualna i praca fizjoterapeutów. Mamy zawodnika w zajęciach treningowych i wydaje mi się, że do meczu w Częstochowie będzie już całkowicie gotowy.
Zmian w zimie z pieczątką było w zimie bardzo mało, właściwie była taka transakcja zrealizowana tylko jedna. Czy coś, o czym nie wiemy, nie wyszło? Czy miał trener w głowie, że potrzeba kogoś jeszcze na daną pozycję?
RG: Okienko transferowe jest w tym momencie otwarte i trzeba sobie zdawać sprawę, że jakieś rozmowy się jeszcze toczą, natomiast mieliśmy z dyrektorem strategię transferową na to okno. Zawsze chciałoby się być na gotowo na dzisiaj w 100%, natomiast trzeba sobie powiedzieć, że na tę chwilę jesteśmy gotowi w 30%. Być może za chwilę będziemy gotowi w 60%, a być może za chwilę będziemy nawet w 90%, a te 10% zawsze będę zostawiał na to, że „niech się dzieje”. Trzeba pamiętać, że to okienko jeszcze długo potrwa. Ja nie jestem niezadowolony, bo z tą grupy ludzi, którą mam w kadrze, mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia i jestem im jeszcze dużo winien. Jestem przekonany, że oni są w stanie być lepsi. Rzeczywiście, jeden transfer już jest potwierdzony, czekamy jeszcze na dwa tematy, a co będzie potem, zobaczymy.
No wlaśnie pamiętam rozmowy sprzed paru sezonów o tym jednym człowieku, na którego pewnie czekacie. To już nie jest tajemica, wszyscy o tym piszą. Trener pewnie byłby zadowolony, gdyby udało się ponownie popracować z Filipem Szymczakiem.
RG: Filip jako młody człowiek trafił tutaj do nas i wydaje mi się, że ta współpracna była owocna dla wszystkich – i dla klubu, i dla sztabu, i dla niego samego. Przypatrywaliśmy się sytuacji Filipa w Lechu, rzeczywiście, te rozmowy trwały. Wspaniale, trzeba szczerze powiedzieć, układa się nasza współpraca z ekipą Lecha Poznań i z działaczami Lecha. Wydaje mi się i to bardzo mocno czuć, że jest taka potrzeba wszystkich. Jeśli to się podbije i pojawi się pieczątka, bo tylko podpis pod kontraktem to weryfikuje, to ja będę z tego powodu zadowolony, mając na uwadze sytuację Adama Zrelaka i sytuację na pozycji nr 9 w naszym zespole.
Nie wiem, czy był kontakt pana z Filipem, ale zna pan odczucia Filipa na myśl o ewentualnym powrocie nawet nie do GieKSy, ale do możliwości pracy z panem?
RG: Zawodnicy z Lecha Poznań, który u nas byli, nigdy ze mną tego kontaktu nie stracili. Ten kontakt nie jest codzienny, ale nigdy się nie oddaliliśmy ani z Antkiem [Kozubalem – przyp. red.], ani z Filipem, ani z Mroziem [Bartkiem Mrozkiem – przyp. red.] na tyle, aby nie wiedzieć, co się z nimi dzieje. Kontakt był, jest i wydaje mi się, że będzie, bo ci zawodnicy naprawdę tutaj się czuli dobrze i to po prostu czuć.
Nie wiem, czy Filip Szymczak ostatecznie przejdzie, ale w kontekście potencjalnego transferu: czy jesień w jego wykonaniu i mało rozegranych minut w jakiś sposób wpływa na jego przydatność, na jego przygotowanie?
RG: Wydaje mi się, że proces treningowy w Lechu Poznań jest na takim poziomie, że nawet zawodnik, który nie gra, a wiemy, że Filip był zmiennikiem dla podstawowego napastnika Lecha Poznań, to trzeba sobie zdać sprawę, że on musi być gotowy. Ja sobie nie wyobrażam, że przychodzi zawodnik, który w Lechu cały czas jest gotowy do tego, żeby naciskać, żeby wygrać rywalizację, może mi dzisiaj powiedzieć „Trenerze, ja nie grałem, nie jestem w dyspozycji, jakbym sobie życzył”. Co z niego byłby za profesjonalista? Wydaje mi się, że jakbym był na miejscu każdego z tych piłkarzy, to jestem 24/7 gotowy, żeby rozegrać 90 minut i cały czas doliczony i to jest główny cel młodego zawodnika. Nie uważam, żeby pojawił się jakikolwiek problem z przygotowaniem zawodnika.
Arku mieliście już okazję obejrzeć, a może nawet podeptać, murawę na Nowej Bukowej?
AJ: Jeszcze nie mieliśmy okazji. Ten temat się przejawia, jesteśmy pozytywnie zajawieni, ale przede wszystkim musimy się skupić na, nazwę to, starej Bukowej i na najbliższym meczu, bo jeśli będziemy odrzucać od najbliższego meczu, to nie będzie dobrze, a tego nie chcemy.
Masz już duże doświadczenie na różnych boiskach. Czy to jest tak, że jak się wchodzi na zupełnie nowy obiekt, to człowiek się czuje trochę nieswojo, czy to nie ma znaczenia dla dobrze przygotowanego piłkarza?
AJ: Myslę, że to nie ma większego znaczenia. Na pewno ten stadion tutaj na Bukowej jest zasłużony, wysłużony, kilka pięknych i trudniejszych chwil też przeżył. Wejście na nowy stadion to będzie łał, ale na razie musimy się skupić na starej Bukowej, żeby tu też jeszcze parę fajnych chwil przeżyć i przede wszystkim skupić się na meczu ze Stalą Mielec.
Wspomniał pan w swojej pierwszej wypowiedzi o mankamentach nad którymi pracowaliście w czasie zimowego okresu przygotowawczego. Z perspektywy czasu, z perspektywy kapitana, co było największym mankamentem GKS-u w rundzie jesiennej?
AJ: A nie chciałbym o tym szerzej mówić. Jestem ciekawy, czy państwo to dostrzeżecie w tej nadchodzącej rundzie, że te mini mankamenty się zmieniły i w tych kilku elementach będziemy w drugiej rundzie lepsi.
Mecz ze Stalą może się kojarzyć dobrze, bo to było pierwsze zwycięstwo na wyjeździe w Ekstraklasie od 19 lat, ale dobrze pamiętamy, jaki to był mecz – przesądziła bramka z rzutu karnego. Czy spodziewa się pan podobnego meczu?
RG: Faktem jest, że rozpoczynamy po przerwie i to zawsze jest lekki powiew świeżości, zobaczymy, jak będzie. My mamy tyle rzeczy wypracowanych, w taki sposób chcemy grać na boisku i gry sparingowe również potwierdziły, że jesteśmy bardzo powtarzalni. Chodzi o to, aby zagrać na największym swoim poziomie, jeśli chodzi o koncentrację, bo to już mecz ligowy, będą punkty, będzie to się odzwierciedlało w ligowej tabeli. Wobec tego zdajemy sobie sprawę, że każdy z zawodników będzie chciał wejść w mecz w sposób bardzo skoncentrowany i będzie dbał o każdy detal, aby był jak najlepiej wykonywany. Nie chcę zdradzać, czy to będzie otwarty czy zamknięty mecz. My w szatni wiemy, jaki mamy na ten mecz plan, zdajemy sobie sprawę, w jaki sposób chcemy rozpocząć tę batalię. Przeciwnik również da nam pewnego rodzaju uwarunkowania i zadania, które będziemy musieli pokonać w tym meczu. Sam jestem ciekaw, natomiast oczekuję, że będziemy grali z tym, co pokazaliśmy w Ekstraklasie. Można mówić o zamykaniu takich meczy, ale dużo też zagraliśmy bardzo otwarcie i prowadziło nas to strzelania goli, a to jest najważniejsze.
Czy nie brakowało panom w tym sezonie przygotowawczym wbiegu na Klimczoka?
AJ: Na pewno taka fajna historia idzie za tym wbiegiem, ale też śledząc media społecznościowe i rozmawiając z ludźmi w klubie wiem się, że jedna z sekcji tam się pojawiła, także myślę, że ta historia jest spełniona, well done, i to jest najważniejsze
RG: Najważniejsze, że GieKSa na Klimczoku była, wszystko jest tam podbite, dobre fluidy są utrzymane, Klimczok dalej jest z nami i bardzo się cieszę, że ktoś poszedł naszym śladem, traktując to jako bardzo ważny element przygotować i niech ta magia Klimczoka dalej z nami będzie.
Panie trenerze, wiem, że wszystkie ręce na pokład i teraz już skupiacie się na Stali, natomiast dla takiego mniej zainteresowanego kibica, co się działo u was przez te ostatnie tygodnie? Proszę podsumować ten okres przygotowawczy.
RG: Co u nas było słychać? Fajny okres przygotowawczy, bo rozpoczął się Spodkiem, a to było wydarzenie świetne dla ludzi. Ja do dzisiaj, gdzie nie pojawię się w Katowicach, to ludzie do mnie podchodzą i każdy opowiada, że był w Spodku i że to było coś pięknego. Wiadomo, święto kibiców, święto radości i to było czuć, bo Spodek był przecież pełny i na pewno zrobiło to na nas wrażenie. Nie było się nawet kiedy z tym oswoić, bo już potem byliśmy w autobucie i jechaliśmy do Turcji. Zawodnicy nie z racji tego, że jest tam morze, plaża, ciepełko, tylko z racji komfortowych warunków do przygotowania się do sezonu bardzo byli pozytywnie nastawieni. To był na pewno obóz długi, najdłuższy w historii mojej kadencji. Też byłem ciekawy, jak drużyna to zniesie, czy nie nastąpi to, co mnie bardzo drażni. Mówi się, że te dłuższe obozy nużą graczy, a tutaj tego nie widziałem. Widziałem radosnych ludzi uprawiających swoją dyscyplinę. Wracają kontuzjowani zawodnicy, nie pojawiły się żadne inne poważniejsze urazy, wobec tego, jeśli ktoś by mnie zapytał, co tam u nas słychać, odpowiedziałbym, że bardzo dobrze, very nice.
Wspomniał pan trener, że wspaniałe słońce, morze i tak dalej, teraz za oknem świetne słoneczko. Teraz mamy styczeń, czy to dla drużyny jest trudnością, że jeszcze mogą być dwa miesiące ciężkiej zimy?
RG: Zobaczymy, jak to się ułoży pod względem samej prognozy. Wczoraj byliśmy naprawdę bardzo mile zaskoczeni pracą MOSiR-u na naszym boisku głównym, bo zastaliśmy je w naprawdę dobrej formie. Boisko było skoszone, trawa lekko rośnie, widać, że te prace były na najwyższym poziomie. Boisko jest świetne przygotowane do tego, aby grać. Jeżeli ta temperatura się utrzyma, to nasze boiska treningowe będą w coraz lepszej kondycji. Lada moment będziemy mogli korzystać z boisk przy nowym stadionie, jak i z głównej płyty. Wydaje mi się, że około marca to podgrzewane boisko nas przywita, będziemy mogli czerpać z tego. Ta zima, która jest, może nas zakoczyć mrozami, w tym roku nie będzie dla nas taka straszna. Infrastruktura w Katowicach zrobiła krok milowy do przodu i jestesmy dzisiaj o to jedno podgrzewane boisko bardziej gotowi. To jest dla nas ważne, to przygotowanie do każdego meczu, bo bedziemy toczyć szalenie mocną batalię, by Ekstraklasa w Katowicach w całym roku kalendarzowym była.
Jest pan już w Katowicach kilka lat. Ma pan takie poczucie, że zagraniczny obóz pozwolił więcej wycisnąć z tych przygotowań?
RG: Każdy okres, w którym tutaj jestem, będzie miał swoją specyfikę. Każdy okres przygotowawczy jest inny, każdy moment był inny i każde możliwości były inne. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że te 5,5 roku temu byliśmy na 3. poziomie rogrywkowym. Jeśli chodzi o serwis, o to, jak zespół się przygotowuje, musi zwiększać swoje standardy, w stosunku do tego, co zawodnicy robią na boisku. Skoro oni pokazują, że te standardy są potrzebne coraz wyższe, to my, jako Klub, musimy się czuć zobowiązani do tego, żeby zapewniać im najlepszy serwis. Nienawidzę tandety, robienia czegoś na pół gwizdka i potem mówienia: „no, mogliście powiedzieć, że coś wam jest potrzebne”. Ludzie przyjdą oglądać jedenastku zawodników i żądają, by te igrzyska były na najwyższym poziomie. Uważam, że trafiliśmy w dziesiątkę, bo odzew jest bardzo dobry.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Najnowsze komentarze