Piłka nożna
Rachunki do wyrównania
W tej chwili jesteśmy w „fazie przejściowej”, jak mawiają ostatnio trenerzy i piłkarze. Ale nie na boisku, tylko jeśli chodzi o stadion. GieKSa zagrała ostatni mecz na Bukowej, kolejny domowy to będzie już otwarcie nowego stadionu i derby z Górnikiem Zabrze. Zanim to jednak nastąpi, czeka nas ważny wyjazd do Łodzi na mecz z Widzewem. A potem przerwa reprezentacyjna.
Co miało być napisane na temat Bukowej – zostało napisane. Może wkrótce przyjdzie czas na szczegółowe wspomnienia. Ale jak stwierdził trener Rafał Górak – teraz jesteśmy w ciągle w procesie, więc może… nie jest to czas na podsumowania i wspominki. Życie toczy się dalej.
Po przegranych meczach z Motorem i Jagiellonią, wygrana z Zagłębiem była konieczna do tego, by utrzymać pewien status komfortu. Oczywiście, gdybyśmy tego meczu nie wygrali, tragedia by się nie stała. Faktem jest jednak, że punktować po prostu trzeba i te kilka oczek potrzebnych matematycznie do utrzymania – trzeba na boisku zdobyć. A to zdobywanie punktów w ekstraklasie jest totalnie nieoczywiste, bo tak naprawdę każdy kolejny mecz wydaje się być bardzo trudny i praktycznie w żadnym nie da się powiedzieć, żeby GKS był faworytem. Do tego każdy o coś walczy, jedni chcą się utrzymać, dlatego będą coraz bardziej zdeterminowani. A drużyny z góry tabeli – po prostu mają wysoki poziom i zakładanie zwycięstwa już przed meczem byłoby głupotą.
Więc zdanie trenera o 31., 32. i 33. punkcie jako dość przełomowymi naprawdę ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jesteśmy już blisko, bliziutko pozostania w ekstraklasie na kolejny sezon, ale tę pieczęć trzeba poprawić. Okazji będzie sporo. Mityczna granica 40 punktów jest przesadzona. Na tysiąc procent do utrzymania nie będzie potrzebne aż tyle. Nawet to bezpieczne 38 oczek w tym momencie sezonu wydaje się być już zawyżone, patrząc na to jak punktują drużyny z okolic kreski. Gdyby typować, prawdopodobnie 35 punktów wystarczy do utrzymania. Jednak trzymając się tego, co założyliśmy dużo wcześniej – czyli te 38 – oznacza to konieczne bilanse do końca sezonu na poziomie: 2-0-8, 1-2-7 czy… 0-5-5. Bardzo, bardzo komfortowe. Ale trzeba te punkty zdobyć. Im wcześniej tym lepiej. A potem cieszyć się i bawić dalej tym sezonem i… mieć wielką radochę, że nie jest to tylko jednoroczna przygoda.
Zespół GieKSy się cały czas tworzy. Ciągle są mankamenty, rzeczy do poprawy. Jednak to, w jakim miejscu jesteśmy obecnie to kosmos. Kto by się spodziewał rok temu, że nie tylko zajmiemy miejsce barażowe i być może awansujemy po barażach, nie tylko awansujemy ostatecznie bezpośrednio, ale wręcz na początku marca będziemy totalnie spokojni o ligowy byt i nie będziemy zamieszani w walkę o utrzymanie. Że będziemy mieli jedenaście (!) punktów nad strefą spadkową.
Wiele osób wieszczyło GieKSie trudną i dramatyczną walkę o pozostanie w lidze. Tymczasem GKS na dziesięć kolejek przed końcem ma już dziewięć punktów więcej niż ŁKS i jedno oczko więcej niż Ruch w CAŁYM poprzednim sezonie. To naprawdę niesamowity wyczyn.
Teraz czeka nas starcie z Widzewem. Drużyną pogrążoną w kryzysie, zarówno piłkarskim, jak i w pewnym sensie organizacyjnym. Zwolniono Daniela Myśliwca, więc na razie na stanowisku pierwszego trenera jest vacat, a zespół prowadzi jeden z dotychczasowych asystentów. Jesienią jeszcze łodzianie grali nieźle, ale wiosna to pasmo niepowodzeń. Porażki 1:4 z Lechem, 0:3 ze Śląskiem (!) czy 0:4 u siebie z Pogonią chluby nie przynoszą. Zespół w sześciu meczach zgromadził dwa oczka. Dał się wyprzedzić Radomiakowi, co przecież było nie do pomyślenia jeszcze kilka tygodni temu. I przez to – choć jeszcze Widzew nie jest zamieszany w walkę o utrzymanie – to w przypadku jednaj czy dwóch porażek w najbliższych kolejkach to widmo niespodziewanie może drużynie z Alei Piłsudskiego zajrzeć w oczy.
Błędem jednak byłoby lekceważenie łodzian z jednego prostego powodu. W niedzielę grali z Jagiellonią i w drugiej połowie tak niemiłosiernie cisnęli, że jedynie cud zadecydował, że nie doprowadzili do wyrównania. Były słupki, poprzeczki i kilka innych doskonałych okazji. Ktoś powie, że Jaga zmęczona. Może i tak – podobnie było w meczu GieKSy w Białymstoku. Jednak zagrożenie ze strony Widzewa było nieporównywalnie większe. To była nawałnica i nie przypominam sobie takiego wsparcia po końcowym gwizdku przegranego meczu. Cały stadion ryknął „RTS, RTS!” jakby spotkanie ciągle trwało. Wyczuli krew. Miejmy nadzieję, że tylko chwilowo.
GieKSa ma z Widzewem też rachunki do wyrównania. Już nie będę wspominał (czyli jednak wspominam) o sytuacji w drugiej lidze, kiedy łodzianie kosztem GieKSy awansowali do pierwszej ligi, mając tyle samo punktów. Potem były dwie porażki w pierwszej lidze. Ale wystarczy spojrzeć na mecz jesienny. Co prawda goście na Bukowej na początku dali popis bardzo dobrej gry, ale potem to GKS przejął inicjatywę i w drugiej połowie grał bardzo dobrze, mając swoje okazje na podwyższenie wyniku. Niefrasobliwość w obronie spowodowała, że gdy witaliśmy się z gąską, Łukowski precyzyjnym strzałem doprowadził do wyrównania. Daniel Myśliwiec pocieszał nas słowami o „zakapiorach”, ale punkty zostały stracone. Wypadałoby się zrewanżować.
Piękna jest ta ekstraklasa, bo co kolejkę mamy mecz z marką. Teraz czekają nas takie trzy wyjazdy – Widzew, Pogoń, Śląsk. Dla kibica-wyjazdowicza nie ma nic lepszego. A pomiędzy przecież Śląski Klasyk i otwarcie nowego obiektu. Święto na święcie. Jak dobrze, że awansowaliśmy! Trzymajmy tę ekstraklasę na długie lata!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze