Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Powrót do ligowej roboty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po emocjach pucharowych związanych z meczem z Widzewem i losowaniem Pucharu Polski, wracamy go ligowej rzeczywistości. A ligowe zmagania nadal są bardzo ważne i niepewne. Dół tabeli nie śpi, nikt nie chce z tej ekstraklasy spaść. Natomiast trudno się spodziewać, że tabela będzie aż tak spłaszczona do końca sezonu. W którymś momencie jedna czy dwie drużyny pewnie będą miały nieco większą stratę do peletonu. Grunt w tym, żeby się w ekipie maruderów nie znaleźć, bo liczba kolejek do rozegrania maleje i w pewnym momencie strata może być już bardzo trudna do odrobienia.

GieKSa na ten moment ma względnie dobrą pozycję w tabeli, wiemy jednak, że jedna seria spotkań może tę sytuację dramatycznie zmienić. Zawsze powtarzam i należy o tym pamiętać, że matematycznie nasze wyniki mają taką same wagę, jak wyniki innych drużyn, więc nie tylko od nas wszystko zależy – ale nadal zależy bardzo dużo.

Jutro czeka nas mecz z Radomiakiem. Drużyną, z którą w zeszłym sezonie mieliśmy problemy, ale w obecnym udało się ją pokonać – po dramatycznym meczu. Zwycięstwo z zespołem wówczas Joao Henriquesa nie było jednak oczywiste. To goście rozgrywanego na Nowej Bukowej meczu prowadzili w tamtym spotkaniu, potem GieKSa wyszła na prowadzenie, ale jeszcze przed przerwą radomianie wyrównali. W drugiej połowie nasz zespół strzelił zwycięską bramkę, a w końcówce rywale strzelili gola, którego po analizie VAR Tomasz Kwiatkowski nie uznał. Wiele osób mówiło, że arbiter się pomylił i Radomiak powinien był z Katowic wywieźć jeden punkt.

Obecnie obie ekipy są bardzo blisko siebie w tabeli. Radomiak miał ostatnio zadyszkę, ale w czwartkowym meczu z Arką pokazał swoją siłę. Katowiczanie mają dobrą wiosnę – z wyjątkiem meczu z… Arką, rozgranego na gdyńskim klepisku. W Radomiu boisko również wygląda na fatalne, więc trzeba będzie wziąć to pod uwagę przy ustalaniu sposobu gry na ten mecz.

Z drugiej strony murawa nie może być wytłumaczeniem, bo przecież w Derbach Trójmiasta Arka i Lechia stworzyły bardzo dobre widowisko, a wspomniany mecz Radomiak – Arka również był niezły. Kurde – dużo tej Arki.

Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądało jutrzejsze spotkanie. W sumie to możliwe jest, że będzie coś podobnego, co rok temu w Radomiu – początek to wówczas była dominacja GieKSy i strzelenie gola, a potem nawałnica gospodarzy, również zakończona bramką. Wówczas to wyglądało tak, że GieKSa może dość spokojnie wygrać, a potem, że cudem było, że tego meczu nie przegraliśmy…

Patrzymy trochę na zestawienie rywali i zastanawiamy się, czy ostatecznie zagra w tym meczu Capita. Trener Goncalo Feio mówi, że zawodnik po meczu z GKS odchodzi do MLS, ale czy to jest jednoznaczne, że przeciw GieKSie jeszcze zagra? Szkoda by było, bo to znakomity zawodnik.

Przede wszystkim jednak istotne jest, w jakiej dyspozycji będzie GieKSa. Postawa z meczów u siebie czy wyjazdowego starcia w Lubinie znacząco zwiększa prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych. Gdy jednak nasz zespół przestaje grać swoje – tak jak w Gdyni – ryzyko porażki wzrasta, nawet z przeciętnym rywalem jakim jest… Arka.

Cieszy jednak, że po starciu nad morzem, Katowiczanie się kapitalnie otrząsnęli. Ze starć z Górnikiem i Widzewem wycisnęli maksimum, czyli zwycięstwo w derbach i awans do półfinału. Ostatni tydzień był po prostu wspaniały, dwie euforie w Katowicach, dwa piękne triumfy. Fantastyczny czas i „wielka piłka w Katowicach” nie jest już tylko moją piłką plażową wywołaną sloganem Ireneusza Króla wiele lat temu – a po prostu jest rzeczywistością. Mamy w Katowicach piękne piłkarskie wieczory, przy światłach, wielotysięcznej publiczności i niesamowitych widowiskach na boisku.

Liga trwa – jesteśmy w środku rundy wiosennej, choć wiosny jeszcze astronomicznie nie ma. Do rozegrania zostało jeszcze wiele spotkań, a do przerwy reprezentacyjnej czekają nas nie lada wyzwania – teraz Radom, potem rozpędzona maszyna z Gdańska, a następnie wyjazdy do Białegostoku i Krakowa. Niesłychanie trudne mecze, w których można dużo zyskać, ale i też wiele stracić.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga