Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Piastem to był przedostatni wyjazd w tym sezonie. Choć słowo „wyjazd” jest tu pewnym nadużyciem, bo przecież Gliwice to rzut beretem. No ale z kronikarskiego obowiązku post scriptum musi być, choć krótsze niż zwykle. I już skupiamy się na meczu z Jagiellonią, bo dla nowej historii GieKSy będzie to spotkanie bardzo ważne.

1. Na mecz udaliśmy się w 4-osobowym składzie: ja, Misiek, Kazik i Flifen. Jedynie jednak ja i Misiek pojechaliśmy z Katowic, student Flifen ze swoich akademików w Zabrzu dostał się na stadion, a Kazik skądś tam dojeżdżał i gdzieś tam wracał. Do szwagra czy jakoś tak.

2. Droga z Katowic przebiegła ekspresowo i po niecałej pół godzinie byliśmy w okolicach stadionu. Szeroko pojętych okolicach. Bo żeby potem nie stresować się parkingiem, postanowiliśmy zaparkować przy cmentarzu, kilkaset metrów od obiektu.

3. Udaliśmy się więc na stadion, ale napotkaliśmy na przeszkodę w postaci płotu – ogrodzenia stadionu, powodującego, że z tej strony gdzie byliśmy, nie dało się do stadionu dojść. Uprzejmy pan ochroniarz poinformował, że musimy obkrążyć. Dlatego też czekało nas kolejne kilkaset metrów.

4. Stadion widoczny z lasu/parku przypominał mi umiejscowiony w podobnych okoliczności stary stadion Lechii przy Traugutta, który mijałem podczas pielgrzymki do Gdyni.

5. Wychodząc z cmentarza natknęliśmy się na pochód kibiców Piasta. Wyglądali bardziej jak spora ekipa wyjazdowa, która dochodzi na sektor gości. Pewnie przyjechali skądś i tłumnie ruszyli na stadion.

6. Pogoda była piękna, majowa. Ciepło, choć czasem podwiewało. Warto więc było mieć przy sobie coś ciepłego na wszelki wypadek.

7. Policji to tam było więcej niż kibiców. Radiowozy, policjanci i konie. Czasem to naprawdę jest paradoksalne, bo pewnie mogłoby ich być sporo mniej. A tak są zaganiani do pracy, mimo że przecież nic takiego strasznego się nie dzieje.

8. Doszliśmy do budki z odbiorem akredytacji. Wszystko poszło szybko i sprawnie. Obok stał autokar Piasta, do którego mogli wchodzić kibice, żeby sobie pooglądać, jak podróżuje drużyna. Fajny pomysł.

9. W tym miejscu był tłum ludzi. Stoiska z gadżetami, właśnie ten autokar. Widać było, że  niedzielne południe sympatycy Piasta chcą spędzić na stadionie.

10. My weszliśmy przez taką jedną bramę, za którą był główny stadionowy parking. Naszym oczom ukazała się majestatyczna wieża ciśnień symbol tego stadionu, jeszcze starego stadionu, na którym miałem okazję bywać w przeszłości.

11. Ogólnie to był piąty mój mecz na obiekcie Piasta Gliwice. Jeszcze właśnie na starym stadionie oglądałem przegrane GieKSy 0:2 i 1:2, gdy w tym drugim meczu gola dla GKS zdobył Piotr Piechniak, a gospodarze załatwili nas pięknymi golami z dystansu.

12. Wówczas pamiętam też, że korytarzami klubowymi przechadzał się młody Kamil Glik, który przyjechał odwiedzić swoich kolegów, a sam zaczynał swoją przygodę na Zachodzie.

13. Na „nowym” obiekcie widziałem porażkę GKS 0:3. W tamtym sezonie Piast chyba awansował do ekstraklasy. Nie było wówczas co zbierać.

14. Z tym „nowym” to nieco przesadziłem. Już abstrahując od podśmiechujek typu Tesco Arena, trzeba powiedzieć, że zewnętrzna elewacja trybuny głównej wygląda jak żywcem wyjęta z PRL i kojarzy mi się ze stadionem Stomilu Olsztyn. Choć powiedzmy sobie szczerze – stara Bukowa również miała ten klimat.

15. No i w poprzednim sezonie 2:2. Tak jak mówi trener – wtedy cieszyliśmy się z każdego osobnego gola i punktów. Wówczas remis z Gliwiczanami smakował bardzo dobrze, a Adam Zrelak ustrzelił dublet.

16. To, co jest plusem tego stadionu, to po wejściu już bardzo proste poruszanie się. Są schody, które wyglądają jak rusztowanie – ale prowadzą tam, gdzie prowadzić mają. Czyli na którymś piętrze sala konferencyjna, a na którymś wejście na prasówkę. I ta sala konferencyjna w związku z tym jest bardzo blisko prasówki.

17. Dlatego standardowo nie omieszkałem zrobić sobie herbaty, zanim udałem się na sektor.

18. No i zasiadłem w tych ultraciasnych stanowiskach. Jak już dziennikarze siedzą po lewej i po prawej, to musisz się wślizgiwać i wyślizgiwać niczym popularny wonsz. Łatwo nie ma.

19. Grunt że są gniazdka i dobra widoczność, choć prasówka umiejscowiona jest nie na środku, tylko na wysokości powiedzmy 20-25. metra od jednej z bramek. Dlatego lepiej widać, co się dzieje na tej bliższej połowie.

20. Kibice zaczęli się zbierać. Widać było, że Piast jest dużo bardziej zmobilizowany niż na inne spotkania. Doping był mocny i głośny. Jak natomiast ryknęli kibice GKS Katowice, to też ich bardzo dobrze było słychać. Akustycznie był to więc bardzo dobry mecz.

21. Aha, dodam też, że na trybunach przechadzał się Marek Szczerbowski. Jak wieść niesie, nasz były prezes wyspecjalizował się bardzo w grze na trąbce 😉 Trochę czasu już minęło, więc zdążył osiągnąć mistrzostwo.

22. Piłkarze nie dorównali trybunom. Dla postronnego widza musiała to być niestrawna przystawka do Rosołku. Piast dominował w pierwszej połowie, ale nie na tyle, by ukłuć GieKSę. Katowiczanie się ogarnęli po przerwie, ale nie na tyle, by ukłuć Piasta. Efektem 0:0.

23. Trochę lepsze 0:0 niż to na wiosnę zeszłego roku, kiedy to oglądaliśmy mistrzostwo paździerzu. Ale nadal był to jeden z najmniej atrakcyjnych meczów GKS w tym sezonie. I prawdopodobnie jeden z najsłabszych.

24. Po meczu uwinęliśmy się szybko na konferencję. Trener Myśliwiec właśnie coś mówił o Rosołku niedzielnym, byłym piłkarzu Piasta i obecnie GieKSy wypożyczonym do Pogoni Siedlce. Czy coś sugerował? Tego nie wiemy.

25. Ale bardzo fajnie się szkoleniowiec przeciwników wypowiedział o GKS. I znów z klasą przywitał się z każdym na sali konferencyjnej.

26. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, obrobiliśmy swoje materiały i wracaliśmy do domu. Odstawiliśmy Flifena do akademików i wróciliśmy pod stadion.

27. Jugo Grill rządzi.

28. Czekamy na Jagiellonię. To będzie mega ważny mecz i wielkie święto piłkarskie w Katowicach. Rozstrzygnięcia w lidze przed nami. Wszyscy na Jagę!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga