Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Kolejorzem
Mecz z Lechem Poznań to już historia. Katowiczanie ulegli rywalowi, ale – choć zdania są podzielone – nie pozostawili po sobie jakiegoś złego wrażenia. Rzućmy okiem na ten wyjazd okiem redakcji i zamykamy temat Kolejorza. W sobotę żegnamy się ze stadionem przy Bukowej. Niech to będzie pożegnanie godne.
1. Miłe doznania z Poznaniem mieliśmy już na etapie przyznawania akredytacji – zgłosiliśmy pięć wniosków – dwa na prasę i trzy na foto – i został nam przyznany komplet. Dzięki temu wiedzieliśmy, że będziemy mogli obrobić to spotkanie w sposób godny.
2. Po kilku sezonach rywalizacji z Lechem II Poznań, w końcu mogliśmy zmierzyć się z pierwszą drużyną. Jeśli chodzi o wyjazdowe spotkania, to dwukrotnie gościliśmy we Wronkach, raz wygrywając 2:1, a raz przegrywając 2:3.
3. Zwłaszcza to przegrane spotkanie, na którym miałem okazję być, zapadło mi w pamięci. Po wyrównaniu w 88. minucie, straciliśmy gola w doliczonym czasie. Naszym katem okazał się wówczas Filip Szymczak, który później grał u nas. A tego jednego oczka zabrakło nam do awansu w tamtym sezonie do pierwszej ligi.
4. Co ciekawe, w tym znów wygranym spotkaniu, w którym dwa gole strzelił Arkadiusz Woźniak, w rezerwach Lecha wystąpił Antoni Kozbual.
5. Do Poznania wyruszyliśmy koło dwunastej w składzie: Misiek, Weronika, Magda i moja skromna osoba. Kazik stacjonował z rodzinką w Poznaniu i miał do nas dołączyć w trakcie meczu. Jak zwykle przed spotkaniem uruchomił swojego drona, dzięki czemu mogliście zobaczyć efektowny stadion Lecha z lotu ptaka.
6. Stadion, na którym w niebycie ekstraklasowym gościliśmy kilkukrotnie – gdy był w przebudowie, a także gdy był już gotowy. Naliczyłem cztery takie spotkania, oczywiście przeciw Warcie Poznań. Były to nasza wygrana 1:0, remis 3:3 po show Pawła Sobczaka i Marcina Klatta (po dwa gole), remis 2:2, kiedy to Warta nam zabraniała nawet przeprowadzić… relacji radiowej, a komentator Tomek rzucił słynną łacińską sentencję po golu Damiana Chmiela „Chmel, Chmel udedyt me tmytum” oraz porażka 1:2 za prezesini Łukomskiej-Pyżalskiej, kiedy to kibice Warty w liczbie chyba kilkunastu tysięcy zrobili pospolite ruszenie.
7. Droga przebiegła totalnie bez zarzutu. Dodatkowo na nasz spokój wpływał fakt, że mieliśmy przyznaną wjazdówkę na parking. Dzięki temu mając zapas czasowy mogliśmy zatrzymać się w Maczku na szamkę. Muszę powiedzieć, że jak od 19 lat jeżdżę jako redakcja czy praca na GieKSę to jedno się nie zmienia – zawsze, z każdą ekipą jest McDonald’s 😀
8. W dawnych czasach to i z piłkarzami się było w jednym czasie w Maku na powrocie z wyjazdów. Pamiętam w trzeciej lidze jak taki Damian Sadowski rozważał, co będzie sobie brał, a i Maro lubił sobie Wieśmaka skubnąć. Co za czasy 😉
9. Głównym Makiem na trasie był wówczas ten w Lubinie. Nazywaliśmy go „przypałowym”. Ale dlaczego – nie mam zielonego pojęcia.
10. Wróćmy do soboty. Na stadionie byliśmy półtorej godziny przed meczem. Na stadion wjechaliśmy bez problemu. Parking nieco pozostawia do życzenia, jest sporo dziur, które były wypełnione deszczówką. Ale nie na tyle, żeby musieć się po tych dziurach przetaczać.
11. Od samego wjazdu na stadion patrzeliśmy na oznaczenia, strzałki itd. Miała być niebieska budka/kontener z akredytacjami – była. Szybko odebraliśmy wejściówki i skierowaliśmy się w swoje strony – my z Miśkiem na sektor prasowy, Kazik i dziewczyny – na murawę.
12. W ekstraklasie na tych dużych stadionach zawsze mam stresa, czy uda się bez problemu dojść na właściwe miejsca. Na Górniku z Filipem pogubiliśmy się kompletnie, na Legii było jako tako, ale trzeba było przejść przez zasieki.
13. Tutaj po wejściu przez bramkę i poinstruowaniu przez stewardów droga była absolutnie intuicyjna. Co chwilę były strzałki i napisy, gdzie na trybunę prasową, gdzie do mixed zony, gdzie do salki konferencyjnej.
14. Po drodze mijaliśmy salkę dla fotoreporterów, gdzie można się było posilić, były kanapki, ciastka, zimne i ciepłe napoje. Z Patrykiem poszliśmy rozglądać się po salkach konferencyjnych właśnie itd., ale gdzieś mi zniknął. Ja zajrzałem właśnie do sali, zrobiłem fotkę, przeszedłem się, a gdy wróciłem do tej salki z cateringiem, Patryk zajadał się ciastkami.
15. Też więc się posiliłem, wziąłem herbatkę i udaliśmy się na sektor prasowy. Z windy wyszli mający komentować ten mecz w TVP Sport Robert Podoliński i Maciej Iwański. Z panem Robertem Misiek sobie uciął po meczu pogawędkę na temat rac, a znany obecnie z Kanału Sportowego trener nazwał naszego Miśka „Panem Redaktorem”.
16. Od razu przypomniały mi się prywatne wiadomości, jakie wymieniałem z Maciejem Iwańskim przed meczem na Garbarni z Hutnikiem Kraków, w pierwszej kolejce sezonu 2020/21. Lata świetlne.
17. Po wjechaniu na czwarte piętro, znów wszystko intuicyjne. Super rozmieszczone też kabiny, a w zasadzie całe pokoje dla komentatorów TV. Z napisanymi na drzwiach: TVP czy Canal Plus. Bardzo ładnie, estetycznie, bez zbędnych upiększeń.
18. Osobiście zdążyłem zapomnieć ten stadion Lecha, bo ostatni raz byłem na nim pewnie z 12 lat temu. Raz też zdarzyło mi się być przy Bułgarskiej na meczu reprezentacji Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej (3:1), to dzień później graliśmy słynny mecz z Pogonią w Szczecinie (4:3). Ale tak się złożyło, że na Leszku miałem okazję być także na ligowych meczach z Górnikiem i Jagiellonią. Przy czym na tym drugim po dość ciężkim wieczorze i raczej skłonny byłem bardziej… spać niż oglądać mecz. Też zamierzchłe czasy.
19. Wyjście na trybunę i ten widok robi imponujące wrażenie. Widoczność jest znakomita, zamknięta bryła, nie ma pewnej rozlazłości obiektu, tak jak miałem wrażenie na Legii czy Górniku. Stadion jest duży, pojemny, ale zajmuje chyba mniejszą powierzchnię niż tamte wymienione. Albo to tylko takie wrażenie.
20. Zajęliśmy miejsca przy stołach. Porządnych, szerokich blatach, na których można rozłożyć sobie… wszystko. Do tego ta dziurka w blacie, przez którą można przeciągnąć kable. I nie puszą one się plątać pod nogami.
21. Na stanowisku byliśmy ponad godzinę przed meczem, więc można było wszystko sobie ogarnąć na spokojnie. Zaraz obok trybuny prasowej była też herbatka i ciastka. Więc idealnie wszystko. Mogliśmy oczekiwać na spotkanie.
22. Trybuny powoli się zapełniały, kibice już dawali wokalny popis, sympatycy GieKSy sukcesywnie pojawiali się na sektorze gości.
23. Lekko ociągałem się z nagraniem meldunku przedmeczowego i na swoją szkodę, bo w pewnym momencie zaczęły lecieć reklamy i tak zaczęło dudnić, że w 50. sekundzie nagrywki musiałem zarzucić ten pomysł na kilka minut, bo po prostu nie dało się w tym hałasie. Straszne to jest, że zawsze i wszędzie na świecie te reklamy muszą napie…lać takim hałasem, że bębenki pękają.
24. Przy 28-tysięcznej publiczności oglądaliśmy to widowisko. Mecz, w którym kilku zawodników grało przeciw swoim były klubom. W barwach Kolejorza przypomnieli się katowickim kibicom Antoni Kozubal i Bartosz Mrozek. Na Bułgarską wrócili natomiast Marcin Wasielewski i Alan Czerwiński.
25. Już w 3. minucie Mikael Ishak pokonał naszego bramkarza i podobnie jak z Górnikiem, niemal od początku spotkania musieliśmy gonić wynik. Katowiczanie starali się, ale na Lecha nie było tego dnia mocnych. Jakoś udało nam się dotrwać z wynikiem 0:1 do przerwy.
26. W przerwie na cateringu obok nas pojawiła się zupka. Znośna 🙂 Zawsze miło wrzucić coś ciepłego, tym bardziej, że już wielkimi krokami zbliża się zima. Były też i tutaj kanapki, kawa i herbata. Niczego nie brakowało.
27. Druga połowa to znów napór gospodarzy. Szybki rzut karny, niewykorzystany przez Ishaka, po chwili jednak trafienie Gholizadeha. Lech dominował, grał kapitalnie i zasłużenie wygrał to spotkanie.
28. Na boisku pojawili się rekonwalescenci, Marten Kuusk i Jakub Arak. Cieszy powrót do zdrowia naszych zawodników i miejmy nadzieję, że dadzą nam dużo w kolejnych spotkaniach.
29. Kibice obu drużyn popisali się efektownymi oprawami. Najpierw sympatycy Lecha wystrzelili fajerwerki, a potem odpalili race – zadymiając całe boisko i powodując z osiem minut przerwy w grze. Gdy dym opadł, swój pokaz dali kibice GieKSy, ale tym razem, można było grać. Wszystko wyglądało bardzo efektownie, co nasi fotografowie uwiecznili na fotkach.
30. Po zakończonym meczu piłkarze obu drużyn dziękowali kibicom, a specjalnie został potraktowany Antek Kozubal, którego nazwisko skandowali kibice GieKSy.
31. To niesamowite i jest ewenementem, że 20-letni zawodnik, który był jedynie wypożyczony do naszego klubu zaskarbił sobie taką sympatię kibiców GieKSy. Całkowicie zasłużenie. Oddał kawał serca i dobrej jakości piłkarskiej w Katowicach i wszyscy o tym pamiętamy. Oby kariera młodego zawodnika, już reprezentanta Polski, potoczyła się jak najlepiej.
32. Misiek poszedł zbierać wywiad, ja nagrałem meldunek pomeczowy i skierowałem się na dół do sali konferencyjnej. Jak to w ekstraklasie – na trenerów musieliśmy trochę poczekać. Kazik już na sali przygotowywał galerię, dziewczyny w salce foto też robiły swoje.
33. Trener Rafał Górak komplementował drużynę Lecha, jako najlepszego rywala, z którym graliśmy w tym sezonie w lidze. Jakkolwiek Legia przeciw nam też zaprezentowała się bardzo dobrze, to Kolejorz chyba rzeczywiście jeszcze o oczko lepiej.
34. Na tych meczach w ekstraklasie możemy spotkać dziennikarzy, którzy pracują w najbardziej znanych ogólnopolskich mediach. W pierwszej lidze to zazwyczaj byli tylko lokalsi. Tutaj więc zadawał pytanie choćby Radosław Laudański z Weszło, na sali kręcił się także Dawid Dobrasz z Meczyków. Fajnie, że GieKSę ogląda już dziennikarski mainstream, a nie tylko starzy znajomi z katowickiego Sportu.
35. Trener Nils Frederiksen to gościu z jajem. Mimo, że wygląda na nieco starszego niż jest w rzeczywistości, to widać, że nie gwiazdorzy i ma poczucie humoru. Jak wtedy, gdy jeden z dziennikarzy zapytał go, czego szukał w maszynie ze słodkościami. Trener docenił to pytanie, jako coś innego, coś nowego i odpowiedział, że po prostu potrzebował coli, a w dawnych czasach w Danii gdy jedli po meczach pizzę, to dzięki coli lepiej ta pizza przechodziła. Przy okazji warto tutaj zamieścić kapitalną fotkę, jaką trenerowi Lecha robił Kazik.
36. Ja postanowiłem zastosować metodę, którą stosowałem kiedyś, czyli spisywanie konferencji na żywo – wiadomo, że niedokładnie i jako pewien szkielet. Jednak dzięki temu, później odsłuchując i szlifując ten tekst, zapis konferencji na stronie był szybciej niż zazwyczaj. Staramy się dla Was rozwijać.
37. Jeszcze zostaliśmy na salce jakiś czas, Kazik kończył pierwszą galerię. Zdjęcia od Magdy i Werki pojawiły się następnego dnia i obecnie możecie obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania. Zapraszamy!
38. Nie zasiedzieliśmy się tak długo, jak na Legii. Zrobiliśmy, co trzeba było zrobić szybko i zebraliśmy się do samochodu. Ja osobiście zaskoczyłem ekipę niby to teleportując się, a tak naprawdę korzystając ze specyficznej windy z dwoma przejściami.
39. Ruszyliśmy w kierunku Katowic. Z powrotem mieliśmy dodatkowego pasażera, który choć dość głośny i żywiołowy, kupił każdemu z nas po Snickersie. Takie to atrakcje na wyjazdach redakcyjnych 😉
40. W tym PS-ie mogłoby się znaleźć jeszcze ze dwadzieścia dodatkowych punktów, ale dla zachowania fasonu po prostu pomińmy pewne kwestie. W każdym razie bywa wesoło i mimo porażki, cieszyliśmy się, że możemy fajnie podziałać na kolejnym meczu ligowym.
41. Na powrocie byliśmy jeszcze na chwilę w restauracji takiej jednej sieci, której nazwy z przyzwoitości nie wymienię. Poza tym, po co się powtarzać 😉 Na wiosnę będziemy się żywić tylko warzywami z ekologicznych upraw.
42. W Katowicach byliśmy ok. 1.30. Czyli nie aż tak znowu późno. To przedostatni wyjazd w tym roku.
43. Dodajmy, że od początku do końca praca przy tym meczu była przyjemnością. Warunki do pracy na stadionie Lecha są wyśmienite, życzliwość wszystkich również jest na wysokim poziomie. Logistyka stadionowa, oznaczenia – top. Z przyjemnością wrócimy tam w przyszłym sezonie.
44. Tylko trzy punkty z Lechią. Pożegnajmy godnie nasz ukochany stadion!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.




















Najnowsze komentarze